Gość: Karol
IP: *.zgrudna.kghm.com.pl / 172.30.31.*
03.12.02, 08:35
Często zdarza sie nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć.
Tak, to się naprawdę zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na
bliskich i znajomych, podczas gdy o wiele lepiej jest wyładować stres na kimś
zupełnie obcym.
Postąpiłem tak pewnego dnia. Przypomniałem sobie w biurze o zaległym
telefonie, jaki miałem wykonać. Odnalazłem numer w notesie i wystukałem go na
klawiaturze telefonu. Usłuszałem, jak jakiś facet po drugiej stronie
mówi "halo", więc zapytałem grzecznie, czy moge rozmawiać z Ania Jurkowską.
Facet bez słowa rzucił słuchawkę. Byłem kompletnie zaskoczony. Jak można być
tak źle wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Ani i wykręciłem go
(okazało się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po zakończeniu rozmowy
postanowiłem znowu zadzwonić pod "zły" numer i kiedy tylko tamten facet
podniósł słuchawkę rzuciłem krótkim
"ty chuju", po czym rorłączyłem się.
Zapisałem sobie jego numer na żółtej karteczce i przykleiłem na monitorze.
Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy płaciłem
zaległe rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu miałem
zły dzień, dzwoniłem do typa i kiedy tylko się zgłosił, serwowałem mu
głośne "ty chuju". Od razu robiło mi się lepiej...
Po pewnym czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji numeru
dzwoniącego, przez co mój nowy sposób na chandrę i stres okazał się poważnie
zagrożony.
Zadzwoniłem więc do typa, przedstawiając się jako pracownik telekomunikacji i
zapytałem:
"przepraszam, czy słyszał pan może o naszej nowej ofercie w zakresie
identyfikacji numeru dzwoniącego"?
"Nie"- uciął i rzucił słuchawkę.
Zadzwoniłem do niedo ponownie: Nnie słyszałeś o tym programie dlatego, że
jesteś zwyczajnym chujem!".
Kilka dni później, kiedy na parkingu przed marketem próbowałem zająć ostatnie
wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW bezczelnie zajechał mi drogę i wepchał
się na moje miejsce. Wkurzyłe się nielicho. Na beemce była kartka "na
sprzedaż" i numer telefony. Zanotowałem go skrupulatnie.
Wieczorem zadzwoniłem.
- "Halo, czy ma pan beemkę do sprzedania?"
- "Tak"
- "A gdzie można ją obejrzeć?"
- "Stoi na podwórzu przy Leśnej 23"
- "A kiedy pana można spotkać w domu?"
- "No tak od 17.00 juz raczej jestem".
Zapisałem numer dresiarza na żółtej karteczce, tuż poniżej numeru faceta, do
którego miałem zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na
których mogłem się wyżyć. Ale po kilku wydzwanianiach do nich poczułem, że
nie jest to już tak podniecające, jak na początku....Wpadłem na zupełnie inny
pomysł.....Zadzwoniłem do tego pierwszego faceta.
- Halo!- rzucił jak zwykle.
- Ty chuju! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. Jesteś tam
jeszcze?
- Jestem! - krzyknął- Jestem pieprzony palancie! Nie wiem, kim jesteś, ale
chciałbym cię dorwać w swoje ręce! Gnoju pierdoliny! Powiedz gdzie mieszkasz,
to zaraz pojadę i rozjebie ci ten oblany ryj!
- Tak? No to mieszkam przy Leśnej 23...Poznasz po czarnej beemce zaparkowanej
na podwórzu! Czekam na ciebie ciemny baranie z lasu!
Facet rzucił słuchawką a ja natychmiast wykręciłem numer dresiarza. - Halo,
to ty pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci przypierdolić! Jak
masz jaja, to wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, kurwa będę!
W chwilę później zadzwoniłem na policję, informując o bójce w okolicach ulicy
Leśnej 23, oraz do telewizji regianalnej, wspominając o porachunkach
gangsterów. Na koniec pojechałem samochodem w okolice Leśnej i patrzyłem z
dala na dwoch dupków, bijących się w światłach dwóch radiowozów i reflektorów
ekipy telewizyjnej...
Mówię wam - prawdziwa rozkosz!!!