breslauer1
01.05.03, 23:07
Szanownego Rzecznika chciałem zadać kilka pytań które gnębią mnie od samego
początku jak mieszkam w tym pięknym ale biednym komunikacyjnie mieście:
KTO BYŁ NA TYLE INTELIGENTNY I BŁYSKOTLIWY WPROWADZAJĄC W UŻYCIE TAKIE MARNE
ELEKTRYCZNE ZWROTNICE?
Odnoszę wrażenie że elektronikę do nich robił jakiś pan Kaziu z pobliskiego
zakładu naprawy AGD, a nie porządna i kompetentna firma.
Uzasadnienie na zasadzie kontrastów Wrocław - inne lepiej wyposażone miasto:
A)U nas nadajniki dwukierunkowe - tam trójkierunkowe (trzy klawisze). We
Wrocławiu też jest kilka rozgałęzień z jednego na trzy tory;
B)Żeby przełożyć zwrotnicę trzeba praktycznie przed nią stanąć i pastwić się
nad przyciskiem pół minuty - tam łapią dużo szybciej, a odbiorniki mają
większą selektywność.
Marny jest też zasięg tych urządzeń. Oczywiście na placach musi być on mały,
żeby nie przekładały się zwrotki ze wszystkich stron, ale na placach na ogół
albo staje się na przystanku albo na światłach i jest czas na zabawę
guziczkiem. Samotnie zwrotnice powinny mieć zasięg większy (przykład - na
Piłsudskiego koło NOT-u obsługująca kierunek na PKS). Jak szybciej złapie to
nie trzeba będzie przed nią hamować, a w podanym przykładzie pozwoli to
liniom typu 0 lub 11 przejechać spokojnie "na fali" przez skrzyżowanie ze
Stawową.
Smutne jest to że nawet ślamazarnym zawalidrogom (większość kursów linii nr
2) które wjeżdzają na ten odcinek o 1/4 cyklu wcześniej niż 11 czy 0 też
stają na sekundę po "kresce" na tym skrzyżowaniu.
Druga sprawa to denerwujace i bezsensowne zwalnianie przed nówka zwrotnicami
na ulicy Piotra Skargi prowadzące do ekstra postoju przed Dominikańskim -
przedłuża to niepotrzebnie czas jazdy o dwie minuty. Jedynym wyjątkiem od tej
reguły są pojazdy z tabliczką "zjazd do zajezdni".