Ciekawe czy ktoś mnie jeszcze pamięta? Jakieś 34 tygodnie temu pisałam Wam że
jestem w ciaży po dwóch latach starań i z pierwszego pięknego pęcherzyka
uchodowanego na jajniku. Niestety historia zakończyła się tragicznie, Kubuś
urodził się w 29 tyg z najgorsza z możliwych wad wrodzonych serduszka, jest
teraz naszym małym Aniołeczkiem.
Wszystko zaczęło sie w 27 tyg kiedy odeszły mi nagle wody płodowe, zrobiono
posiew i wyszły bakterie, te z którymi walczecie co niktóre, nic sie nie dało
zrobić doszło do zakarzenia wewnączmacicznego i tak sie wszystko szybko
potoczyło.
Teraz szukam przyczyn tego wszystkiego i badań które należałoby zrobić, bo
wiecie jak to jest z lekarzami oni nic nie mówią. Może macie jakieś pomysły
na badania, albo może któreś z was przeżyły podobną historię. Kubuś miał
robiony kariotyp, był ok więc my pewnie też jesteśmy ok, ale co dalej. Nie
chcemy eksperymentować na naszych przyszłych dzieciach, a nóż może sie uda
donosić pomysły lekarzy. Jak narazie usłyszałam że mamy odczekać jakieś 9
miesięcy, czemu nie usłyszałam.
Wiecie boję się że znowu wszystko zacznie się od początku, kolejne 2 lata,
czy ja dostanę okres, zawsze był 3 razy do roku

brak owulacji

strasznie
się boję.
A dziś odebrałam posiew kolejny, po antybiotyku i wiecie tych paskud jest
więcej niż przed podaniem antybiotyku:
escherichia coli++
enterococcus spp++
streptococcus agalactiae+
ziarniaki koagul(-) +
ziarniaki gram(+) +
co to za paskudy może wiecie, załamać się można
Poradzcie coś dziewczyny, co robić.
Pozdrawiam serdecznie Magda.