soffia2
07.03.05, 19:09
Dzisiaj bylismy na pierwszej wizycie w klinice gdzie jak dobrze pojdzie
zaczniemy niedlugo kuracje. Dziwne to bylo przezycie, bo chociaz w tunelu
widac jakies swiatelko to dyskusja na temat dlaczego nie mozemy zajsc w ciaze,
co nalezy zrobic zeby zwiekszyc szanse i jak to wyglada od strony technicznej,
troche mnie scielo z nog.
Metoda, ktora w naszym przypadku ma najwieksze szanse powodzenia to in vitro,
czy bardziej fachowo ICSI. Jak sie okazuje znalezlismy sie z mezem w
przyslowiowym korcu maku i oboje mamy swoje felery. U mnie z owulacja, u niego
z ruchliwoscia.
Jesli kasa chorych zatwierdzi cala sprawe (mieszkamy w Niemczech), to przed
swietami mozemy zaczynac. Jedna proba bedzie nas kosztowac ponad 2 tys. Euro i
pozostaje byc tylko dobrej mysli, ze jestesmy na wlasciwej drodze.
Poki co probuje sie z tym wszystkim oswoic, co w tym momencie przychodzi mi z
trudem.
Czy ktoras z Was ma moze podobne problemy, a moze doswiadczenia?