login_na_chwilke
01.12.05, 05:09
A ja juz nie moge, nie mam sily, nic tylko mysle o wlasnym dziecku, ktorego chyba nie bede miec...
Ile mozna czekac, ile sie starac, ile leczyc, 2, 3, 4, 5 lat??? Nic tylko ku.. (przepraszam ale ostatnio
tylko takie slowa odddaja stan mojego ducha) patrze jak kolezanki wokol mnie rodza dzieci. Jak
tworza szczesliwe rodziny. Jakie sa szczesliwe a maluszki pocieszne. Odkad poronilam swoja
pierwsza ciaze musialam pogodzic sie w myslach z tuzinem rodzacych sie - miesiac w miesiac
prawie - dzieci znajomych. Kiedy ja bylam w ciazy - bylam pierwsza w gronie. Teraz jestem ostatnia.
Pozera mnie zazdrosc, poczucie krzywdy strawilo mnie w srodku kompletnie. Stracilam wiare w Boga,
nadzieje i jakakolwiek radosc zycia. Jak znalezc pocieszenie, w czym do ciezkiej cholery, gdy dziecko
bylo i jest jednym z najwiekszych marzen???
Zycze Wam wszystkim ogromnej wytrwalosci, cierpliwosci i sily. Trzeba byc w tym wszystkim
piekielnie silnym. Ja nienawidze siebie za to, ze okazalam sie taka slaba.