Dodaj do ulubionych

anonimowe zale

01.12.05, 05:09
A ja juz nie moge, nie mam sily, nic tylko mysle o wlasnym dziecku, ktorego chyba nie bede miec...
Ile mozna czekac, ile sie starac, ile leczyc, 2, 3, 4, 5 lat??? Nic tylko ku.. (przepraszam ale ostatnio
tylko takie slowa odddaja stan mojego ducha) patrze jak kolezanki wokol mnie rodza dzieci. Jak
tworza szczesliwe rodziny. Jakie sa szczesliwe a maluszki pocieszne. Odkad poronilam swoja
pierwsza ciaze musialam pogodzic sie w myslach z tuzinem rodzacych sie - miesiac w miesiac
prawie - dzieci znajomych. Kiedy ja bylam w ciazy - bylam pierwsza w gronie. Teraz jestem ostatnia.
Pozera mnie zazdrosc, poczucie krzywdy strawilo mnie w srodku kompletnie. Stracilam wiare w Boga,
nadzieje i jakakolwiek radosc zycia. Jak znalezc pocieszenie, w czym do ciezkiej cholery, gdy dziecko
bylo i jest jednym z najwiekszych marzen???

Zycze Wam wszystkim ogromnej wytrwalosci, cierpliwosci i sily. Trzeba byc w tym wszystkim
piekielnie silnym. Ja nienawidze siebie za to, ze okazalam sie taka slaba.

Obserwuj wątek
    • 56at Re: anonimowe zale 01.12.05, 05:38
      Ej wyłaź z doła jesres na orum my tu wszystkie walczymy ,upadamu i dźwigamy się
      głowa do góry i ruszaj do boju.Leczysz się gdzieś może zmaina gina byłaby
      wskazana?pozdrawiam,ania.
    • rafulka Re: anonimowe zale 01.12.05, 08:00
      Mnie też jest ciężko, ale ja nigdy nie nosiłam (nawet krótko) małego cudu pod
      sercem. Pewnie dlatego jest mi nieco łatwiej. Napisz, tak jak prosiła Ania, czy
      się gdzieś leczysz? Nadzieja, choćby jej iskiereczka - to wielka moc! Uszy do
      góry
    • eszforcik Re: anonimowe zale 01.12.05, 08:39
      Hej! Nie załamuj się. Trzeba myśleć pozytywnie. Każda z nas, tu na forum ma
      lepsze i gorsze dni, ale musimy być silne. Wiem, że łatwo radzić, ale ja też
      jestem w podobnej sytuacji. Też razem z mężem bardzo chcielibyśmy mieć dziecko,
      ale jak do tej pory (1,5 roku) nic z tego. Nie poddajemy się i wierzymy, że w
      końcu nam sie uda. Ja też miałam chwile załamania. Na początku starań prawie co
      miesiąć ryczałam, jak głupia, kiedy okazywało się, że znowu nic. Teraz zdarza
      mi się to coraz rzadziej, co nie znaczy, że nie przeżywam rozczarowania.
      Trzymaj się i głowa do góry.
      Będę trzymała kciuki za Ciebie, aby się udało.

      login_na_chwilke napisała:

      > A ja juz nie moge, nie mam sily, nic tylko mysle o wlasnym dziecku, ktorego
      chy
      > ba nie bede miec...
      > Ile mozna czekac, ile sie starac, ile leczyc, 2, 3, 4, 5 lat??? Nic tylko
      ku..
      > (przepraszam ale ostatnio
      > tylko takie slowa odddaja stan mojego ducha) patrze jak kolezanki wokol mnie
      ro
      > dza dzieci. Jak
      > tworza szczesliwe rodziny. Jakie sa szczesliwe a maluszki pocieszne. Odkad
      poro
      > nilam swoja
      > pierwsza ciaze musialam pogodzic sie w myslach z tuzinem rodzacych sie -
      miesia
      > c w miesiac
      > prawie - dzieci znajomych. Kiedy ja bylam w ciazy - bylam pierwsza w gronie.
      Te
      > raz jestem ostatnia.
      > Pozera mnie zazdrosc, poczucie krzywdy strawilo mnie w srodku kompletnie.
      Strac
      > ilam wiare w Boga,
      > nadzieje i jakakolwiek radosc zycia. Jak znalezc pocieszenie, w czym do
      ciezkie
      > j cholery, gdy dziecko
      > bylo i jest jednym z najwiekszych marzen???
      >
      > Zycze Wam wszystkim ogromnej wytrwalosci, cierpliwosci i sily. Trzeba byc w
      tym
      > wszystkim
      > piekielnie silnym. Ja nienawidze siebie za to, ze okazalam sie taka slaba.
      >
      • hanusia9 Re: anonimowe zale 01.12.05, 09:14
        Witaj!Myślę że te odczucia o których piszesz są dokładnie znane nam wszystkim z
        tego forum( i nie tylko,bo ile jest jeszcze podczytujacych,tak jak ja
        niedawno).Jak bardzo bolą wieści o kolejnych ciążach w rodzinie i u
        znajomych.Wiesz,ja do tego stopnia przezywalam te informacje,ze moj maz jak
        dowiadywal sie ze ktoras z naszych znajomych jest w ciązy,poprostu mi nie
        mowil,bo wiedzial ze skonczy sie to placzem(a czasem bywalo i histeria).Wiem ze
        nic nie jest tak trudne jak "nie myślenie","wyluzowanie",bo sama tak do konca
        do tego jeszcze nie doszlam,ale mimo comiesiecznego rozczarowania,mnostwa
        badan,watpliwosci czy Bog słyszy moj krzyk,bol i lzy,nie przestalam wierzyc ze
        i na mnie przyjdzie kolej.Ze kiedy przyjdzie wlasciwy moment,Moje Dziecko do
        nas przyjdzie.Tymczasem zajęłam sie sobą,ćwiczę,otworzylam mala dzialalnosc,ale
        nie przestalam kontrolowac swojego organizmu i nie wykluczam kolejnych krokow w
        leczeniu.Życzę Ci byś wytrwala w swoim pragnieniu,bo jak sie mocno w nie wierzy
        to zawsze się spełnia.Prędzej czy pózniej(choć sama wiem jak własnie
        to "pózniej" jest ciężkie),ale zawsze.Z całego serca życze Tobie i Nam
        wszystkim z tego forum spełnienia już wkrótce naszego najpiekniejszego Marzenia.
        Pozdrawiam
    • beti1977 Re: anonimowe zale 01.12.05, 08:45
      Jeszcze przedwczoraj też mówiłam, że nie mam siły, mam dość i że ja to pewnie
      nigdy nie będę miała dziecka. A dzisiaj już znowu mam nadzieję... Ty też musisz
      mieć nadzieję i musisz mieć siłę bo Twoje dzieciątko na pewno chciałoby mieć
      mamusie silną a nie słabeusza.
      • dagps Re: anonimowe zale 01.12.05, 14:36
        a mnie wkurza ze nie ma inicjatyw pomocy psychologicznej dla nieplodnych kobiet.
        jak widac, nie tylko w tym miejscu ale nieraz i u mnie w domu, to bardzo potrzebne.
        na szczescie same mamy nogi i telefony i mozemy poszukac pomocy, jesli uwazamy ze jest nam taka potrzebna.

        trzymaj sie, wiem ze to brzmi banalnie w takich chwilach, rozumiem cie i zycze mnostwa sily w tej trudnej drodze.
        • bzz.basia Re: anonimowe zale 01.12.05, 15:19
          Kochane dziewczyny! Ja też kiedyś gościłam na tym forum,też przez ponad 2
          lata,co miesiąc byłam załamana,nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.Ciągłe
          badania,inseminacje,wizyty po kilka razy w miesiącu u ginekologa i ciągły brak
          upragnionej ciąży.W końcu psychicznie miałam dość.Odrzuciłam pomoc lekarzy na
          prawie rok.Zapisałam się na studia pedagogiczne,doszłam do wniosku,że jeśli nie
          mogę mieć własnego dziecka,to zdobędę przygotowanie do adoptowanego, a jeśli
          nie to w ogóle do pracy z dziećmi.Po prawie roku,tak na spokojnie bez emocji
          podjęliśmy z mężem decyzję o dalszym leczeniu-diagnozowaniu ale tym razem w
          poradni państwowej.Nie przerażały nas dłuższe terminy wizyt,w końcu studiowałam
          więc nam się już tak nie śpieszyło.Po ponownym zbadaniu plemników męża,okazało
          się że są mało ruchliwe (przedtem lekarz stwierdził,że są w normie, ponadto
          posiew wykazał bakterie. Lekarz przepisał kurację witaminami i antybiotykiem.Po
          zakończonej kuracji miał powtórzyć badanie.Nie zrobił jednak tego, bo okazało
          się,że jestem w ciąży.Naprawdę nie mogłam uwierzyć w ten cud,tym bardziej,że
          wiem iż zaszłam w tę ciążę 2 kwietnia (umarł nasz ukochany Papież.Zrobiłam 2
          różne testy nie mogąc uwierzyć.Na szczęście ciąza przebiega w miarę bez
          powikłań,poza tym,że od 28 t.c. jestem zagrożona porodem przedwczesnym.Teraz
          jednak jestem już spokojan bo dziś kończę 37 tydzień.Nadal studiuję i nie
          zamierzam przerwać.Wierzę,że takim osobom jak my może i musi się w końcu
          udać,ułożyć.Tylko każdy musi znaleźć w sobie odrobinę dystansu,to wymaga czasu
          i jest trudne-wiem łatwo mi mówić bo osiągnęłam to co chciałam, ale ciągłe
          myślenie tylko o jednym doprowadza do obłędu.Ja nie ukrywałam również przed
          nikim jakie mamy problemy.Myślę,że otwarte mówienie o moim problemie także
          przynosiło mi wiele ulgi.Dziewczyny, z całego serca życzę Wam i wierzę
          głęboko,że także poczujecie w sobie Wasze wyczekane maleństwa.Zyczę wam wiele
          wytrwałości i pomimo wszystko optymizmu.
          • dziubas1 Re: anonimowe zale 01.12.05, 16:11
            Skąd ja to znam...Co miesiąc powtarzam sobie, że to koniec, że nie chcę już
            więcej, że mam dość, po czym zbieram cztery litery i udę na kolejne kłucie,
            gniecenie, oglądanie i rozkładanie rąk przez lekarza. Mój M powtarza:"Daj
            spokój, co ma być, to i tak będzie. Jeśli mamy mieć dziecko, to będziemy mieli,
            a jeśli tak się nie stanie, trudno. Przecież nie będę Cię kochał przez to
            mniej." A ja i tak robię swoje. Czasem myślę, że to sen - wiecie, takie typowe
            myślenie, dlaczego ja? A czasem myślę, że M ma rację. I tak mija miesiąc za
            miesiącem. Kolejne badania, które nic nie wnoszą, bo niby jest ok. i "trzeba
            czekać". Tak więc czekam, choć jest to trudne i zazwyczaj kończy się wielkim
            rykiem. Jeszcze nie potrafię wyluzować, złapać dystans. Może kiedyś... Póki co,
            życzę nam wszystkim wiary, nadziei, wytrwałości i tego najważniejszego cudu pod
            sercem. Nie poddawaj się, bo za 30 lat możesz żałować, że przestałaś wierzyć, a
            życie jest wystarczająco skomplikowane, aby dodawać sobie stresu na starość.
            Powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka