Witam Was wszystkie!
Piszę tu,bo chciałam Was podnieść na duchu. Nie zaglądałam na to forum
wcześniej,bo nie wiedziałam w ogóle,że jest,z resztą i tak nie miałam stałego
dostępu do netu...
Ale nie o tym chcę pisać.
Staraliśmy się z mężem prawie 3 lata.Totalna załamka.Nie dość,że ja miałam
problemy z owulacją,to jeszcze nasienie męża nie było idealne. Tysiące
różnych badań,wizyt,testów.Nie będę się rozpisywać. Liczba lekarzy: 2. Ten
drugi dał cień szansy na IUI.Powiedział,że czasem udaje się dopiero za 10(!)
razem,więc trzeba próbować.
Na in vitro nie było nas stać.
Już byłam tak zrezygnowana,że chciałam zrobić przerwę,ale mąż nie chiał.
To jest naprawdę dobijające,kiedy przyjemność staje się koniecznością...
4 razy IUI,zero efektów.
Za piątym razem byłam pewna,że nic,bo nie dość,że lekkie krwawienie w trakcie
owulacji(co nigdy nie mialo miejsca),to jeszcze bolesne piersi i to w 25dc. W
35dc zrobiłam test i..... poryczałam się jakby mi ktoś umarł! 2 cubowne
kreseczki!Brałam duphaston i clostibegyt.
Teraz nasza kruszynka ma 6 mies. i właśnie siedzi mi na kolanach,próbując coś
ze mną napisać

Za niedługi czas bedziemy się starać o drugie dziecko,prawdpodobnie nie
obędzie się bez pomocy lekarzy,ale będziemy próbować ile sił starczy.
Dziewczyny,nie powiem Wam,że głowa do góry i Wam też się uda,ale powiem,że
trzymam za WAS wszyskie kciuki. Z całego serca życzę Wam cudownych 9
miesięcy, kopniaków od środka i śledzi z bitą śmietaną!
Będę tu zaglądać, tak miło jest czytać,że kolejnej z Was się udało.
Pozdrawiam serdecznie.