Gość: Rodzic
IP: 80.50.250.*
28.07.06, 14:56
Wysłałem dziecko wraz kolegą na kolonie językowe firmy BEST-TOUR.
Zapowiadało się nieźle, do czasu. Na początku tygodnia koledze syna, zginął
telefon, który leżał na stole w pokoju, który zajmowali tylko we dwóch.
I tu zaczyna się ciekawa historia. Pani opiekunka widziała:
- wersja 1 panów pijących na podwórku ośrodka (ciekawe),
- wersja 2 panów chodzących po korytarzach ośrodka oczywiście w stanie
upojenia (bardzo ciekawe),
- wesrja 3 panów wchodzących do pokoju chłopców.(???)
Niby każda wersja się ze sobą zgadza, ale dlaczego pytam się, ktokolwiek mógł
tam wejsć pod gazem i chodzić sobie przez nikogo zauważony.
Ciekawe co by się stało jakby chłopcy obudzili się w trakcie nocnej wizyty?
Może byłby kolejny odcinek programu z cyklu UWAGA o braku odpowiedzialności
osób, które opiekują się naszymi dziećmi podczas kolonii i zamiast wrócić
wypoczęte może wogóle by nie wróciły.
Oczywiście przedstawiciele organizatora nie czują się odpowiedzialni za
zaistniałą sytuację, uważają że to właściciel obiektu jest winien i do niego
proszę kierować żale. Tylko z kim podpisywaliśmy umowę i kto deklarował się
zapenić bezpieczeństwo naszym dzieciom.
Szczerze odradzam wyjazd na kolonie z językiem z tą firmą. Mogą was czekać
niemiłe niespodzianki.