kornel-1
03.08.16, 01:02
"Ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca niczym echo do mojej głowy myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił."
cytat z Sknera na wakacjach.
Co sądzicie o tym wykorzystywaniu innych?
Ostatnio byłem na spotkaniu z młodych człowiekiem przechwalającym się, jak to tanio podróżował do Iranu, Omanu i Emiratów wciskając się na nocleg do miejscowych sępiąc na różnych imprezach czy przyjmując pieniądze od localesów (bo własne się skończyły, sic!)
Ja, osobiście, tnę koszty tam, gdzie to jest możliwe. Targuję się, aż do osiągnięcia ceny, która odpowiada wartości (dla mnie) rzeczy lub usługi. Korzystam z gościnności innych.
Ale nie czuję, że wykorzystuję miejscowych.
Po pierwsze, nikt po negocjacjach cenowych nie dokłada do interesu. To raczej na mnie - w dalszym ciągu - się zarabia. Z pewnością mniej niż na innych białasach, ale zawsze ;-)
Po drugie, prawie zawsze za gościnę czy inną uprzejmość (np. autostop) oferuję/ofiarowuję jakiś drobiazg. Nie sądzę, by oferujący mi gościnę/pomoc nastawiali się na zysk.
Temat wykorzystywania innych przy podróżowaniu można potraktować szerzej. Oto w Polsce panuje moda (by nie powiedzieć: epidemia) na organizowanie podróży (wyjazdu) z pomocą sponsorów. Często dokładany jest jakiś "szczytny cel", najczęściej dla zamydlenia oczu.
Czytając dziś inne forum, trafiłem na wątek pary, która wybierała się do Meksyku i by zrealizować swe marzenie postanowiła "zrealizować projekt" - by zebrać w sieci datki na łączną sumę 16.000 zł. Co prawda niewiele z tej akcji wyszło, ale fakty są takie a nie inne: nie szukali możliwości dodatkowego zarobku, nie szukali kredytu, po prostu chcieli, by im podróż ktoś zafundował.
Ja, by pojechać na pierwszy autostop, zarabiałem przez rok korepetycjami. Czułbym się zażenowany biorąc kasę na mój wyjazd.
Kornel