Dodaj do ulubionych

Singapurski styl zycia

18.10.07, 10:44
Zakladam watek zainspirowana pytaniem kolezanki:
Beba a jakie stricte azjatyckie zwyczaje przejelas???

Zastanawia mnie jak wsiakneliscie w zycie z Singapurze. Co
przejeliscie od tubylcow a czego nie akceptujecie. Oto co mi sie
nasunelo na mysl:
I czekam na odzew! :-)

+ Po przerwie na doinformowanie sie zaczelismy pic wode z kranu jak
w Holandii.
+/- Kupuje jedznie gotowe. Wychodzi taniej i oczywiscie szybciej i
wygodniej. Bez stania przy garach. Gotuje okazjonalnie co swiadczy
przeciwko mnie. Powinnam nie potrafic gotowac wcale i nie uprawiac
tego zgubnego procederu. ;-)
- Nie chodze w pizamie do jadlodajni. Dzieci tez nie chodza w
pizamach po dworzu. Jeszcze! ;-P
+ Szoruje lazienke przez zalewanie. Ociupinki minusik ze wczesniej
ja wyszoruje porzadnie a zalewam na koncu. ;-) Tak tu sie sprzata.
Zlewa wszystko: mokre oznacza czyszczone (czyste?). Samo szybko
wysycha i jest zaliczone sprzatanie. Ja jeszcze dosuszam. ;-)
- Uzywam chusteczek higienicznych do wycierania nosa, do przetarcia
rak przed i po jedzeniu. Uzywam w tym celu nawet _mokrych_
chusteczek!!
- Rece myje zazwyczaj przed pojsciem do tolety ale zawsze _po_.
Nie tak jak niektorzy li i wylaczie przed a po, to albo wcale
albo 'jak swiecona wode'. ;-)
+ Kupuje jedznie i jem w 'drodze'. Kawa przez slomke i w worku to
moj faworyt!
+ Nosze ze soba wode w bidonie albo butelke.
+ Nawet przy pieknej pogodzie mam ze soba skladany parasol.
+ Zakupilam sobie Croksy czyli cos jak hodaki ale cale z gumo-
plastiku w dziury. Szkaradzienstwo pod wg estetycznym ale
praktyczne...
+/- Nosze namietnie kalpki. Przechodze powoli na sandaly bo
zauwazylam ze 'szuram' jak miejscowi.
- Nie kupuje za duzych butow.
+ Zdaza mi sie brac bluze ze soba aby w pomieszczeniu z klima sie
doubrac. ;-) Tzn bywa mi juz zimno jak Singapurczykom.
+ Rozumiem juz pewne zjawiska jak np ogarniczenie wyposazenia domu
do niezbednych sprzetow i nie zagracanie domu ozdobkami, bibelotami
a nawet ksiazkami (plesnieja a biblioteki sa dobrze zaopatrzone).
+ Chodze po domu boso. Okazjonalnie w kapciach sprowadzonych z
Polski. ;-)
+ Idac chodnikiem wybieram zacieniona strone np pod filarami a nie
jak turysci ide w pelym sloncu.
+ Parasol otwieram rowniez gdy nie pada a slonce porzadnie daje po
oczach.
+/- Nie umiem sie pchac do metra ale juz walcze o siedzenie. ;-)
+ W pelni akceptuje ustepowanie miejsca przez trzesace sie staruszki
mlodym i pelnym energii dzieciom. No, dobrze, moze nie w pelni ale
korzystam z tych mijsc i szokuje tym ze sama pcham na nie czasmi
swoj tylek a dopiero potem biore dzicko na kolana.
- Ustepuje miejsca nie dzieciom a kobietom w ciazy, starszym osobom.
Ach, te stare przyzwyczajenia...
- Siadm na pierwsze wolne miejsce w autobusie a nie 'przechodze do
tylu'. Kiedy jest scisk to nie markuje przechodzenia do tylu a
naprawde sie przesuwam aby ludzie mogli wsiasc.
+ Przysypiam w metrze.
+ SMSuje w metrze ale
- nie mam MP3, gier, laptopa czy innych badziew elektronicznych.
- Myje naczynia polska metoda a nie holendersko - singapurska.
- Jem chleb lub platki na sniadanie a nie ryz czy makaron.
+ Kupilam maszyne do gotowania ryzu.
+ Uzywam Microfale.
- Mam suszarke do ubran.
- Robie zapasy jedzeniowe.
- Pytanie "ile placisz ze mieszkanie, przedszkole dziecka, ile
zarabiasz, ile oszczedzasz itp" wciaz mnie draznia i naprawde nie
moge pozbyc sie alergii na nie, kiedy zadaja mi je obcy ludzie np w
autobusie.
Mysle ze jeszcze torche tego jest ale daje to jaki taki obraz mojego
pojmowania zycia w Singapurze. ;-)
A jak jest u Was?
Obserwuj wątek
      • softmat Re: Singapurski styl zycia 19.10.07, 14:32
        Dzięki za linka. Juz kiedyś przesyłałeś ale gdzieś zgubiłem.

        Właśnie przymierzałem się do rocznego podsumowania, i ta lista to
        jak znalazł.

        A co do listy Beby to ja mam o wiele więcej minusów niż plusów.
        Lista w moim wypadku i tak jest niekompletna ale nie chce mi się nic
        dodawać więc tylko odniosę się do tego co jest.

        + Po przerwie na doinformowanie sie zaczelismy pic wode z kranu jak
        w Holandii.
        + Kupuje jedznie gotowe. Wychodzi taniej i oczywiscie szybciej i
        wygodniej. Bez stania przy garach. Gotuje okazjonalnie co swiadczy
        przeciwko mnie. Powinnam nie potrafic gotowac wcale i nie uprawiac
        tego zgubnego procederu. ;-)
        - Nie chodze w pizamie do jadlodajni.
        - Nie szoruje lazienke przez zalewanie.
        +/- Uzywam chusteczek higienicznych do wycierania nosa, do
        przetarcia rak przed i po jedzeniu.
        - z racji zawodu to myję ręcę _zawsze_ przed :), a z powodu higieny
        to zawsze po
        - Nie kupuje jedznia i nie jem w 'drodze'. Kawa przez słomkę to
        takie jakieś coś nie do przejście na razie dla mnie.
        - Nie nosze ze soba wody w bidonie albo butelke.
        - Nie noszę parasola.
        - _Nigdy_ w Croksach nie będę chodził
        - nie nosze namietnie klapek. Nie szuram.
        - Nie kupuje za duzych butow.
        - nigdy nie biorę ze sobą rzeczy.
        - zupelnie nie rozumiem dlaczego wnętrz są tak minimalistycznie
        zrobione (pomijam te czerwone ołtarzyki)
        + Chodze po domu boso. Okazjonalnie w kapciach sprowadzonych z
        Polski. ;-)
        + Idac chodnikiem wybieram zacieniona strone np pod filarami a nie
        jak turysci ide w pelym sloncu.
        - nie noszę zazwyczj parasola.
        - Nie pcham się do metra i nie walcze o siedzenie bo i tak usiądę
        przy kimś kto będzie śmierdzial a wtedy glupio wstać i się
        przemieścić.
        + Odwoze dzieciaki codziennie do przedszkola i zupelnie ignoruję to
        ze 100-letnia staruszka ustępuje dzieciom
        - Ustepuje miejsca nie dzieciom a kobietom w ciazy, starszym osobom.
        - Siadam na pierwsze wolne miejsce w autobusie a nie 'przechodze do
        tylu'. Kiedy jest scisk to nie markuje przechodzenia do tylu a
        naprawde sie przesuwam aby ludzie mogli wsiasc.
        - Nie przysypiam w metrze. Czytam.
        - SMS to zupełna strata czasu.
        - nie mam MP3, gier, laptopa czy innych badziew elektronicznych.
        - Myje naczynia polska metoda a nie holendersko - singapurska.
        - Jem chleb lub platki na sniadanie a nie ryz czy makaron.
        + Kupilam maszyne do gotowania ryzu.
        + Uzywam microfalówkę.
        - Mam suszarke do ubran. W typowym Singapurskim gospodarstwie
        domowym to raczej rzadkość.
        - Robie zapasy jedzeniowe.
        - Pytanie "ile placisz ze mieszkanie, przedszkole dziecka, ile
        zarabiasz, ile oszczedzasz itp" wciaz mnie draznia i naprawde nie
        moge pozbyc sie alergii na nie, kiedy zadaja mi je obcy ludzie np w
        autobusie.
    • agateksg Re: Singapurski styl zycia 20.10.07, 01:51
      MZ dużo z rzeczy które opisałaś raczej wynika ze zdroworozsądkowych
      procesów adaptacyjnych (byłoby niewygodnie robić inaczej a innych to
      nie dotyka) niż z przyswajania elementów hmmm .... kultury
      codziennej. Dlaczego mam nie pić wody z kranu jeśli jest to zupełnie
      bezpieczne? :) Dla mnie z tych wlaśnie bardziej kulturowych i
      znaczących to np.:
      - mam wyciszony dzwonek w telefonie a jak ktoś zadzwoni w czasie np.
      spotkania to albo wychodzę albo odrzucam połączenie.
      (nie znam lokalnej osoby która by się tak zachowywała. Dzwonek
      zwykle na maksa, i odbiera telefon, nawet jeśli właśnie sama
      prowadzi to spotkanie. Dalej, odwraca się plecami od reszty i
      spokojnie konwersuje).
      - nie wpycham się przed nikogo i nigdzie,
      - staram się być punktualny,
      - mój dzienny cykl zyciowy nie koncentruje się na jedzeniu,
      - prowadząc, uzywam kierunkowskazów, wiem z grubsza co to
      znak "stop" i pierwszeństwo przejazdu :)

      Może i w ruchu drogowym przejąłem wiele niekorzystnych nawyków (np.
      na światłach, wciskam się pomiędzy pojazdy), ale nie jestem pewien
      czy to jest zwyczaj czy tylko pewien pragmatyzm.
      • n0_str0m0 obierzy-swiacko... 20.10.07, 04:00
        to wyglada tak:

        jestem rasista
        (wszyscy sa, tylko tu sie ludzie do tego przyznaja)

        chodze na bosaka
        (w polsce tylko przez pierwszych pare dni. potem juz - by od zimnego betonu sie
        jakos odizolowac - skarpetkuje. nie posiadam kapci ani tu ani tam. mam alergie
        na brzmienie samego slowa.)

        wode z kranu pijam
        (w polsce usiluje pic do pierwszego ataku chemicznego. na cale szczescie jakosc
        wody w ostatnich latach sie poprawila...)

        pijac wydymam woda policzki
        (przed polknieciem)

        birkenstokuje
        (bez szuractwa. a bylem przekonany, ze w zyciu klapek nie zaloze. zaden to
        zwyczaj singapurski, moj znajomy w polsce tez birkenstokowal - i tez sie chyba
        smiesznie czul, bo nie przestawal o tym gadac.)

        gotuje pasjami
        (do polski przywoze walizke sambali, currow i przypraw wszelakich, herbat i
        tonikow... i gotuje ratatuja z ogrodowych skarbow, walizke z jej zawartoscia
        zostawiajac mamie - to znaczy w praktyce - molom lub niepamieci.
        tutaj zas - przestalem kupowac jedzenie w jadlotyjniach. oprocz wypadow do
        restauracji lub malej indii - ta druga polecam. kopiszopowe stragany omijam.
        tutaj? zakupilem sokowyzymalke.)

        zatrzymuje sie by przepuscic pieszych
        (ulice w polsce sa zbyt puste. kierowcy maja zbyt duzo miejsca na erratyczne
        manewry. slyszalem, ze to sie juz zmienia na lepsze. singapur tez ma sporo do
        poprawienia w tej kwestii. natomiast takie ulice w pekinie, jakarcie czy
        bangkoku... cudowne. i oczywiscie - nieprzejezdne. kierunkowskazow uzywam
        wszedzie, ktos musi utrzymywac przemysl produkujacy zamienne zarowki. po
        przeczytaniu agatekowego postu zajarzylem kim jest ten facet co to go raz
        widzialem i mrugal migaczem. znaczy sie, jest nas dwoje.)

        ucze kierowcow manier walac piescia w dach aut
        (gdy np. przyciskaja moj rower do kraweznika. biala skora jest tu immunitetem,
        mocniej opalonego by zatlukli. to samo bylo w pekinie gdy wylalem kubek koli
        kitajcowi na szybe (gdy szarzowal na mnie na pasach). wyskoczyl, dostrzegl
        "dlugi nos", schowal noz i odjechal.)

        nie charkam

        nie ciamkam

        nie siorbie
        (nie siorbam?)

        nie cmoktam

        nie jem palkami
        (o ile nie musze. czy zauwazyliscie po czym poznac zoltodzioba? bedzie jadl
        malajskie potrawy patykami)

        moge jesc kluski lub ryz na sniadanie
        (sniadanie angielskie rezerwuje generalnie na wakacje. innych - w tym
        klasycznych owsianek, zup mlecznych, platkow - nie uznaje)

        nie odrabiam lekcji w makdonaldzie
        (moze dlatego, ze makdonalda bojkotuje? nie odrabiam ich tez w coffee bean ani
        na lotnisku. starzy wyzeracze wiedza o co chodzi... mlodym podpowiadam - szkolna
        dzieciarnia okupowala taras nad odlotami siedzac na glebie z zeszytem w reku.
        pare lat temu ich pogoniono. widac jednak mozna.)

        nie gadam przez telefon w kinie

        po domu w miare mozliwosci chadzam nago
        (tu moze miec to konskwencje prawne - zalcam wiec dyskrecje:)

        posiadam szorty
        (i chadzam w nich na miasto)

        sikam pod prysznicem
        (posiadam wanne bo wypada, nie uzywam)

        uzywam singlisza gdy moge

        uzywam chinskiego gdy musze

        pije wino z nowej zelandii
        (denise)

        pije piwo z belgii
        (denise)

        jem bagietki z delifranca
        (firma zalozona w singapurze przez kitajcow)

        kupuje wolnoclowo na czangi
        (z "patriotyzmu" - by pieniedzy nie wydawac za granica)

        pogardzam demokracjami...

        pytanie za sto puntow:
        kto z was zamienilby swoj paszport na singapurski?
        (nie-nie, nie zamienilem. ale bialych z lokalnym paszportem jest tu wiecej niz
        myslicie)
        • agateksg Re: obierzy-swiacko... 20.10.07, 05:36
          n0_str0m0 napisała:
          > nie jem palkami

          A to mnie zaskoczyłeś (wiedząc żeś miłośnik kuchni) - dla nas jest to jeden z
          takich dziwnych lokalnych elementów, który niejako celebrujemy zdając sobie
          sprawę, że lokalni nie celebrują - jak jemy w przydomowym kofiszopie to jako
          nieliczni pałeczkami (i nie dlatego, że malajskie czy hinduskie :) To ma swoje
          tempo, omalże rytuał, jakieś takie większe delektowanie się dobrym papu. Coś jak
          picie hoegaardena z oryginalnego kufla a z puszki po konserwowym groszku. Aż
          mnie wzdryga jak pomyślę, że miałbym jeść takiego kurczaka po tajsku widelcem.

          m
          • n0_str0m0 palkarstwo... 20.10.07, 09:25
            analogie podalas zla - jedzenie tajskiego kurczaka palkami to jak picie
            huhartena z krysztalowych szampanierek. mozna...

            ja zdecydowalem, ze trza w tym rzymie podgladac rzymian.
            wiec gdym w rzymie... pijam kawe z plastikowych workow ze slomka :)

            palki sa patentem chinskim i choc poprawne maniery przy chinskim stole sa
            wymagne - lacznie z prawidlowym trzymaniem palczek, to osoby przyzwyczajone do
            innych utensyliow moga smialo sie z lokalnego sawuarwiwru wykluczyc (bez ujmy na
            honorze czy uszczerbku w manierach).

            chinska wiekszosc w singapurze zaakceptowala malajski patent lyzki i widelca
            jako prawidlowa forme spozywania potraw - w tym typowo chinskich - np smazony
            ryz. nie jest wielkim BLEDEM jedzenie smazonego ryzu palkami, lecz swiadczy
            wylazcnie o neofickiej przesadzie.

            potrawy malajskie oraz nonya sa podawane glownie z lyzka i widelcem, choc i od
            tego (nonya) sa wyjatki. potrawy hinuduskie podawane sa bez sztuccow... czy na
            serangunie jesc palcami? mozna, ale nie trzeba.

            w kuchni tajskiej owniez wystepuje dowolnosc. zupy z kluskami - palki. ryz i
            curry - lyzka i widelec.

            w momencie niepewnoscinajlepiej odwolywac sie do wlasnej kultury i nie
            przejmowac detalami.

            p.s. zupelnie na marginesie - muche w locie palkami moge zlapac.(ale nie
            musze.)taki jestem.
            • agateksg Re: palkarstwo... 20.10.07, 09:43
              Się chyba nie rozumiemy. Nie korzystam z pałeczek bo tak nakazuje jakiś lokalny
              sawoir-vivre, a dlatego że uważam jedzenie nimi za pozwalające w lepszym
              rozsmakowaniu się w niektórych potrawach.
                • beba3 Re: a jesli tak... 23.10.07, 17:10
                  n0_str0m0:
                  sikam pod prysznicem

                  Czemu? ;-P
                  Tzn to taki singapurski zwyczaj ktory przejeles? Czy orientujesz sie
                  czy to jest masowe? Czy w przedszkolach tego ucza?
                  Nie wiem czy dam rade wytrzymac do rana i wypytac dzieci...
                  Raz mi sie corka posikala pod prysznicem bo 'zapomniala' wczesniej a
                  raz bo 'i tak splynie' i tak sie zatanawiam czy to 'dobroczynny'
                  wplyw przedszkola czy przypadki. I ciesze sie przeogromnie ze w
                  dwoch naszym miejscach zamieszkania, zaraz po wprowadzeniu sie
                  zaczelam od chlorowania lazienki...
                  Swoja droga, czemu oni okazjonalnie myja publiczne kible? Bo myja z
                  czasu...?

                  Widelcem i lyzka uwielbiam jesc! Palkami tez! Lapa tez! ;-)
                  Wlasciwie to lapami, ;-P na swoje usprawiedliwienie, skoro juz w
                  takich urynowych tematach siedzimy, to nie kumam czemu to lewa reka
                  ma byc niby 'nieczysta'?
                  Ja tam jestem praworeczna i wszystkie czynnosci robie reka bardziej
                  sprawna czyli prawa a ze spoleczenstwo ogolnie praworeczne to niby
                  pamieta aby tylasa wycierac lewa? ;-D
                  Masz racje agatek, czesc z tych rzeczy to zdrowo rozsadkowe
                  przystosowanie sie.
                  Pamietam jak na poczatku podbiegalam do autobusu. Teraz tylko w
                  ekstermalnych przypadkach pozwalam sobie na taka ekstawagancje! ;-)
                  PS Nostromo! Jaka sokowirke kupiles? Postawiles na firme czy na
                  jekies konkretne funkcje?
                  Mi sie podoba opcja z kruszeniem lodu ale musze najpierw wyczaic
                  gdzie moge kupic 'perelki'. Bez tego to mi sie nie 'opyla' taki
                  zakup. ;-P Grube slomki to wiem ze dostane bez problemu. :-)
                  • n0_str0m0 Re: a jesli tak... 23.10.07, 18:45
                    > Tzn to taki singapurski zwyczaj...

                    owszem

                    > Czy orientujesz sie czy to jest masowe?

                    owszem

                    > Czy w przedszkolach tego ucza?

                    no tego to nie wiem :)

                    > zaczelam od chlorowania lazienki...

                    koniecznie

                    > czemu oni okazjonalnie myja publiczne kible?

                    a czemu mieli by nie myc? oczywiscie daleko do perfekcji, ta (generalnie)
                    osiagnieta jest tylko na poziomie domow prywatnych.

                    > pamieta aby tylasa wycierac lewa?

                    nie wycierac a podmywac. szczegolnie muzulmanie ale nie tylko. mezczyzni rowniez
                    myja "przodek" woda z urynalu. by wyprzedzic ciekawosc - tego nie stosuje.

                    >Jaka sokowirke kupiles?

                    moulineksa, co zzera cale jablka bez krojenia. zadnych innych funkcji...

                  • ziutkaa Re: a jesli tak... 24.10.07, 01:36
                    Beba, oj pamietaja dokladnie o tej lewej rece. Obserwowalam kiedys dziecko
                    muzulmanskie, uposledzone w stopniu znacznym, a lewa reka w czasie jedzenia jak
                    sparalizowana. Zrszta, to nie tylko jedzenia dotyczy, lewa reka tez raczej nie
                    powinno sie podawac przedmiotow itd. Z tym, ze tutaj to juz chyba sa bardziej
                    liberalni.
                    • n0_str0m0 jeszcze o zwyczajach... 24.10.07, 05:01
                      wzorem lokali:

                      nie trzymam nog na krzesle, nie daj boze stole jadalniannym
                      (jesli jednak juz, to uwazam, by nie celowac stopami w osoby
                      trzecie) nie klade tez na nim ubrania

                      nie jem lewa reka (gdy sie je palcami)

                      gram w madrzonga

                      nie podtykam (swojego) palca pod (swoj) nos (i w tym sie roznie)

                      nie wacham ostentacyjnie podawanych mi potraw przed jedzeniem

                      nie obracam karuzeli na chinskim stole ruchem zegarowi przeciwnym

                      nie jem ostatniego kaska ze wspolnych polmiskow

                      nie przyciagam palkami miseczek po stole

                      stukam palcami o stol - w podziece kelnerce

                      mam wiecej dvd niz ksiazek (ok, mam usprawiedliwnie, alergie na
                      plesn:)

                      potrafie ZROZUMIEC ludzi przemierzjacych pol wyspy w poszukiwaniu
                      zarcia ("bo tam na tiong bahru maja najlepsze..." itp)

                      potrafie rozmawiac o jedzeniu zamiast o pogodzie

                      nie rzucam forsy na lade, delikatnie ja klade lub podaje

                      podaje wizytowke dwoma dlonmi, choc zdarza sie i jednoreki podaj

                      uwielbiam masaze, manipulacje i akupunkture

                      ale:

                      nie dotykam serca po szejkhendzie

                      nie cmoktam (nie sycze) by zwrocic na siebie uwage

                      nie posiadam wyjsciowej pizamy

                      nie fascynuje mnie numerologia

                      nie spisuje numerow z tablic rejestracyjnych rozbitych aut by
                      obstawiac 4D (przyczyna wiekszosci korkow na autostradach)...
                      • beba3 Re: jeszcze o zwyczajach... 24.10.07, 14:43
                        A dyskretnie jeszcze podpytam: jak sie sika pod prysznicem? Na
                        stojaco czy na kucaka? ;-)
                        Jak widac mozna mnie spokojnie jeszcze zaskoczyc a juz myslalam ze z
                        grubsza lapie o co biega.
                        Dwoma lapkami kase czy karte zawsze podaje i nawet jakos tak
                        niezrecznie kiwam glowa w poklonie (nie potrafie sie pochamowac
                        ;-)). Natomiast takiego kurczaka czy zeberka wcinam dwoma lapami ale
                        wlasnie sobie uswiadomilam ze to w domu... Wsrod ludzi to chyba nie
                        za czesto ale bede uwazac coby nikogo nie urazic.
                        Nostromo!
                        Ja chyba kupuie blender czyli mniej zdrowe napoje bede serwowac...
                        Znowu dzisiaj wypilam 'kruszona' ;-P mango z perelkami i smkuje mi
                        bardzo... Chocia dobry soczek nie jest zly. ;-)
                        Pomaranczki to chyba jednk musisz obierac? Albo choc przekroic?
                        Swiezutki soczek z jablka - pycha! :-)
                        Z lemonka czy odrobina miety - marzenie!
                        • n0_str0m0 na pustyni karakum... 24.10.07, 17:30
                          na stojaco. panie i panowie. nic wiecej nie powiem.
                          :)
                          pomarancze niestey trza lupic - czego rezultatem jest powidlo z pomaranczowej
                          skorki i imbiru (takie jak z harrodsa)

                          wspaniale... czyli zdecydowany minus - te kalorie :)))
                          • beba3 Re: na pustyni karakum... 30.10.07, 03:23
                            Slinka mi pociekla i ide sobie strzelic toscika z dzemikiem z
                            owockow lesnych. Tez dobry bo nawet ma owoce i slodzony jest
                            odpoarowanym sokiem z winogron ale chetnie bym sobie zapodala taki
                            domowy dzemiczek... Mniam!
                            Takiego polaczenia co prawda nie smakowalam ale to _musi_ byc
                            dobre! ;-)
                            PS odnosnie sikania ;-P Zapominalam sie spytac dzieci ale dzisiaj
                            moje jedno dziecko nakablowalo na drugie. ;-) I potem juz poszlo
                            lawina... Generalnie to panie nawet zachecaja dzici aby sikaly pod
                            prysznicem. Celuje sie w odplyw i na kucaka, przynajmniej
                            dziewczynki. ;-)
                            Cisnienie mi wzroslo ale mam na szczescie sporo czasu do wizyty w
                            przedszkolu i ochlone. ;-) Czasami sie tylko zastanawiam za co
                            place? ;-P
                              • n0_str0m0 sie mi cos przez przypadek nadusilo... 30.10.07, 05:34
                                ale tu oto dopisuje

                                bitter orange marmalade se sam wymyslilem przepis i podaje:
                                skorki z pieciu, szesciu pomaranczy wymoczyc dzien, potem gotowac
                                dwie godziny z polowa korzenia imbiru (mozn mniej, ale po primo - po
                                co... a po drugo - trust me) i szczypta soli. wyjac z gara,
                                ostudzic, zmiksowac na gestosc dowolna (ja zmiksowalem na totalny
                                mus, bo wladowalem do miksera wielkie kawalki, te zas furgotaly w te
                                i wewte i gdy w koncu sie zalapaly we wirnik - to cala reszta byla
                                zpjurowana na mialko - ale mozna wlozyc kawalki juz nieco
                                poszatkowane i zmielic tylko ciut, by miec bardziej chrupka sprawe)

                                zmieszac trzy kubki wody (ja jako miare uzywam standardowy kubek
                                czyli cup na 8 uncji) i tyle samo cukru i zagotowac - dodac mase
                                pomaranczowo-imbirowa i odparowac nadmiar wody.

                                proste i piekne.
                                a teraz na temat zupelnie inny.
                                (apropo sikania pod prysznicem - zanim cie trafi...)

                                tu sa tropiki, i choc okreslenei to jest wyswiechtane to jednak
                                konsekwencje posiada. muzulmanie podmywaja sie, robia to i kitajce.
                                tylko my sie papierujemy lub... otrzasamy. tymczasem POPRAWNA forma
                                higieny w tropikach wlasnie jest umycie sie do czysta - rowniez po
                                sikaniu (nawet jesli skorzystasz z papieru najpierw). w takim
                                kontekscie robienie tego pod prysznicem - choc niezgodne z kanonami
                                naszej estetyki - jest bardzo poprawne z punktu widzenia higieny
                                wlasnie.

                                tak, ze zanim opierniczysz pana przedszkolanke, zastanow sie w
                                jakiej przychodni bedziesz zaopatrywac rodzine w pudry, antybiotyki
                                i sterydy :)

                                i czy naprawde warto.
                                • agateksg Re: sie mi cos przez przypadek nadusilo... 30.10.07, 05:51
                                  n0_str0m0 napisała:
                                  > kontekscie robienie tego pod prysznicem - choc niezgodne z kanonami
                                  > naszej estetyki - jest bardzo poprawne z punktu widzenia higieny
                                  > wlasnie.
                                  > tak, ze zanim opierniczysz pana przedszkolanke, zastanow sie w
                                  > jakiej przychodni bedziesz zaopatrywac rodzine w pudry, antybiotyki
                                  > i sterydy :)

                                  Ja przepraszam, że tak śmiało wtrącam sie w wątek urynalno-feklany ale jakos
                                  mimo wszystko wydaje mi się, ze higieniczniej jest zrobić zgodnie z kanonami
                                  naszej estetyki a umyc się zgodnie z lokalnymi w tym zakresie zwyczajami.

                                  m
                                  • n0_str0m0 niepotrzebnie sie krygujesz, bo... 30.10.07, 06:11
                                    tu nie ma zadnego konfliktu, tu nie trzeba wybierac - a mozna (lub
                                    nie) stosowac i to i sio.

                                    sytuacja ktora opisuje beba jest spoza osobistych wyborow i wymaga
                                    rozsadku a nie emocji. jesli przekona przedszkolanke by ta uznala
                                    kanony europejskie, wysadzila (!) dziecko na tronie ORAZ przykazala,
                                    dogladnela badz po prostu umyla mu tylek - nie ma problemu. jesli zas
                                    skonczy sie na pustej obietnicy i dziecko godzinami bedzie brudne - to
                                    sie zaczna klopoty.
                                    • agateksg Re: niepotrzebnie sie krygujesz, bo... 30.10.07, 06:21
                                      E? Dlaczego sadzisz, że się kryguję?
                                      Sam uogólniłeś na zakres szerszy niż beba (Muzułamanie i Chińczycy) i
                                      przedszkole. Zresztą wzcześniej o dzieciach nie było. O ile moge się z Tobą
                                      zgodzić co do praktycznego, lokalnego podejścia do dzieci w przedszkolu to nie
                                      widzę nic pociągajacego i higienicznie przemawiającego za wypróżnianiem się pod
                                      prysznicem dorosłych.

                                      m
                                      • n0_str0m0 Re: niepotrzebnie sie krygujesz, bo... 30.10.07, 08:18
                                        dlatego, ze przepraszasz i powolujesz sie na niesmialosc, ktora
                                        inaczej by mi umknela. mryg.

                                        mylisz sie, gdy twierdzisz, ze cos nagle "uogolniam". watek jest o tym
                                        od samego poczatku. byc moze uszlo twej uwadze, ze jest o singapurskim
                                        stylu zycia i w calosci poswiecony jest porownywaniu sie do tubylcow.
                                        i do przedostatniego postu byl studium poznawczym raczej niz ocena
                                        estetyczna.
                                        • agateksg Re: niepotrzebnie sie krygujesz, bo... 30.10.07, 08:31
                                          n0_str0m0 napisała:
                                          > mylisz sie, gdy twierdzisz, ze cos nagle "uogolniam". watek jest o tym
                                          > od samego poczatku. byc moze uszlo twej uwadze, ze jest o singapurskim
                                          > stylu zycia i w calosci poswiecony jest porownywaniu sie do tubylcow.
                                          > i do przedostatniego postu byl studium poznawczym raczej niz ocena
                                          > estetyczna.

                                          No toz skoro nie nagle i od początku to tym bardziej nie widze w lokalnych
                                          zwyczajach sikania pod prysznicem niczego bardziej higienicznego ale może juz to
                                          zostawmy tym bardziej, że jak słusznie zauważyłeś nie ma konfliktu i dylematów :)
                                          • beba3 Re: niepotrzebnie sie krygujesz, bo... 30.10.07, 16:25
                                            Pani sie tez nie krygowala gdy mowila ze faktycznie tak jest...
                                            Nie napadlam na nia (mloda, ladna, fajna, troche tylko przesadza z
                                            poczernianiem oczu; dziecko ja lubi) a opisalam dzisiejsze sikanie
                                            dziecka i to co mi powiedzialo. Pani mnie chyba pocieszyla (?) ze
                                            ona na ogol nie sika... a drugie dziecko to nigdy!
                                            Skonsultowalam tez moja wiedze, ze ponoc Singapurczycy tak robia.
                                            Robia.
                                            Ale ja... I tu wyrazilam kilka goracych pragnien.
                                            Pani przekaze innym paniom (w to nie watpie) ale czy zmienia
                                            postepowanie? Nie mam pojecia.
                                            Bylam jeszcze tak mila ze wyjasnilam jej na czym sedno sprawy
                                            polega. Troche o tej higienie, troche o tym ze moje dzieci niby nie
                                            sikaja ale stoja w cudzych siuskach.
                                            Bo trzeba Ci wiedziec, Nostromo, ze dzieci w przedszkolu prysznicuje
                                            sie tasmowo, jak pomidor do slatki.
                                            Nie wyjmujesz chyba jednego z lodowki, wkladasz do zlewu, myjesz,
                                            zdejmujesz ogonek, suszysz, siekasz/kroisz i ukladasz na polmisku?
                                            Potem drugiego i trzeciego... I jesli robisz imprezke dla armii
                                            wojska to masz troche pracy...
                                            Jak jest 3 dzieci pod prysznicem to jest to szczyt intymnosci. Na
                                            ogol raczej kolejna trojca wisi im juz na plecach.
                                            Po za sikaniem bywa i strzelenie kupy. Taaak... I to u dzieci 5
                                            letnich!
                                            Wierz mi, ze moje dziecko od zasygnalizowania problemu (oczywiscie
                                            jak dochodzimy juz do przystanku, po wyjsciu z przedszkola i w
                                            strefie bezkibelnej) potrafi 'trzymac' przez pol godziny, a nigdy
                                            nie sadzilam ze ona posiada jakies nadprzyrodzone wlasciwosci w tej
                                            dziedzinie. ;-)
                                            Teraz sobie z nia wyjasnilam ta sprawe i ona tez traktuje to jak
                                            norme. Imionami dzieci rzuca jakby wymieniala wszystkie. Dopiero po
                                            konsultacji wychodzi ze sa i takie ktore nie sikaja (i nie robia
                                            kupy) - bunczuczna opozycja? ;-)
                                            W klasie starszakow okazuje sie ze z tych nie robiacych to raczej
                                            moje dziecko (troche jej nie ufam po dzisiejszym szczoszku) i kolega
                                            rosyjsko-francuzki. Tez w jej wieku.
                                            Cala reszta: Chineczki, Malezyjki, Hinduski, Brazylijka, Meksykanka,
                                            Turko - Francuz w wieku lat 6 leja pod prysznic.
                                            Mysle, ze Ci ostatni, akurat tego, nauczyly sie w przedszkolu.
                                            A powodem jest nie 'higiena' a wzgledy bezpieczenstwa! Namydlone
                                            dziecko nie powinno _isc_ do toalety bo sie moze poslizgnac!
                                            Sluszna uwaga!
                                            Toaleta jest o dwa metry dalej w tym samy pomieszczeniu, to raz, a
                                            dwa:
                                            A czy dzieci sa zachecane/wysadzane/namawiane/ przypomina im sie
                                            zeby tuz przed prysznicem usiadly na kibelku?
                                            Nieeee
                                            No i ja znalazlam rozwiazanie!
                                            Mozna je posadzic na chwile!
                                            Jestem genialna a rade calkowiece gratis udzielilam! Dobra ze mnie
                                            kobieta! :-)

                                            PS Nie mam nic przeciwko myciu intymnych czesci ciala! Nawet uzywam
                                            do tego celu nie tylko wody ale, uwaga: detergentu. Od specjalnych
                                            emulsji ktore maja zapewnic mi komfort i swiezosc ;-P, po plyny pod
                                            prysznic.
                                            Stosuje tez tzw papier toaletowy, chusteczki higieniczne i
                                            chusteczki mokre. Nie, nie wszystko na raz!
                                            Powiem jeszcze tylko tyle: z calego arsenalu dziewczyn/kobiet jako
                                            jedyna zabieram ze soba chusteczki wchodzac do kibelka. W tym o
                                            ktorym pisze, nie ma papieru, nie ma kraniku, nie ma kawalka gumowej
                                            rurki, nie ma naczynia z raczka i wiadra z woda.
                                            Oczywiscie byc moze dziewczyny przechowuja zwoje papieru w obcislych
                                            leginsach czy tez np w stanikach czy tez w misternie upietych
                                            fryzurach a wode nabieraja w usta tuz przed wejsciem do kibelka a
                                            potem wypluwaja ja i odswiezaja sie, ale watpie w to....
                                            Z moich doswiadczen wynika, ze jesli nie ma dostepu do wody to nie
                                            ma i chusteczki a u dziewczyn otrzasywanie takie malo efektywne sie
                                            wydaje... ;-D Wierz mi na slowo!
                                            W swoim domu i pod swoim prysznicem to prosze bardzo. Szczegolnie
                                            jesli jako jedyny korzystasz! Z higiena to ma malo wspolnego, moim
                                            zdnaiem, ale sie nie wtracam i nie nawracam.
                                            W przedszkolu to jest przegiecie na maxa!
                                            I dzisiaj zamiast: 'Jak bylo?', spytalam sie 'Sikalas dzisiaj pod
                                            prysznicem?, Nie? A kto sikal?, Tylko Kit Yinn? Dobrze'
                                            I to bedzie moje juz chyba standardowe pytanie: zamiast jak sie
                                            masz?, czy jadlas?
                                            W dalszych planach mam naprowadzenie dwoch innych mamus na temat i w
                                            razie kleski, zakup klapek. Choc moze kalosze bylyby lepsze? ;-P
                                            I mam nadzieje, ze moje dzieci beda kablowac! Ha!
                                            • n0_str0m0 bebo, krotko bedzie 31.10.07, 07:43
                                              (bardzo sie spiesze, gdyz mam zaraz zakladowa wycieczke)

                                              to co opisalas to brzmi jak hodowla brojlerow a nie przedszkole
                                              ciesz sie, ze im dziobow nie obcinaja i nie karmia z konwejera :)

                                              masz racje, kupuj dzieckom croc's albo jakie inne japonki
                                              (nie podejrzewalem, ze sprawa jest tak skomplikowana)

                                              p.s. choc naprawde nie podejrzewam nikogo o niedostatki higieniczne
                                              (stosuje zasade domniemanej niewinnosci :) to uwierzcie, ze ten
                                              klimat jest jednak podstepny i mowienie o koniecznosci utrzymywania
                                              wlasnego... no... pod specjalnym nadzorem nie jest li tylko czcza
                                              gadanina. to tak na usprawiedliwnie przed, byscie se nie pomysleli,
                                              zem bezwstydnik jaki.
                                              • ziutkaa To i ja swoje trzy grosze dorzuce 31.10.07, 10:19
                                                Swego czasu uslyszalam od lokalnego lekarza, ze sie hmmm za czesto myje i to
                                                powoduje pewne moje klopoty ;) Tak wiec kij ma dwa konce.

                                                Niemniej jednak przeraza mnie to, co pisze beba. Nawet jakbym usiadla i chciala
                                                spisac sobie ewentualne 'zagrozenia' wynikajace z poslania dziecka do lokalnego
                                                przedszkola, zadna sila bym nie wpadla na te pod prysznicowe akcje...
                                                Beba, ciekawa jestem, czy panie sie zastosuja, w koncu podalas najrozsadniejsze
                                                rozwiazanie (najpierw siku w miejscu do tego przeznaczonym, potem mycie w
                                                miejscu do tego przeznaczonym), a takie rozwiazania w tym kraju z gruntu sa
                                                odrzucane ;)
                                                • beba3 Re: To i ja swoje trzy grosze dorzuce 31.10.07, 17:43
                                                  Coz...
                                                  Dzisiaj zaczepila mnie dyrektorka i powiedziala ze nauczycielka
                                                  przekazla jej _to_co_zrobila_moja_corka_w_domu!
                                                  Nie trafil mnie szlag z jasnego nieba ale szczerze mowiac nie wiem
                                                  czemu tego nie zrobil! ;-P
                                                  Odwracanie kota ogonem!
                                                  Na szczescie raz jeszcze wyluszczylam o co mi chodzi i moja
                                                  propozycje. Pani dyrektorka Chineczka, z dzieckiem cos pod dwa latka
                                                  w tym samym co moje dzieci przedszkolu, skwitowla to: 'azjatyckie
                                                  rodziny tak robia'. I usmiechnela sie do mnie czarownie. ;-)
                                                  Rozumiem ze ona tez. :-)
                                                  Pani _wpadla_na pomysl aby dzieci wysadzac na toalete przed pojsciem
                                                  pod prysznic! Tak aby _nie_dac__IM__ wymowki do sikania i mycia w
                                                  jednym miejscu!
                                                  Tak, to byl _jej_ pomysl!
                                                  Moze nawet zostanie za to gdzies nagrodzona?! Pionierskie odkrycie w
                                                  szerzeniu higieny! ;-D
                                                  I WINNE sa dzieci?
                                                  Jak pozwole najesc sie slodzyczy swoim dzieciom przed obiadem to mam
                                                  je o to oskarzac? Jeszcze moze powinnam je skrzyczec i ukarac? ;-)
                                                  Albo ja idjocieje albo ktos inny ma poprzestawiane w glowie.
                                                  A zawsze wierzylam ze moze nie jestm najmadrzejsza ale normalna...
                                                  Pojecie normy to rzecz wzgledna...I jeszcze te 'roznice kulturowe'...
                                                  Generalnie czarno widze zmiany. Jesli nauczyciele robia to samo, to
                                                  nagle zmienia sie bo jedna mama przyszla i zwrocila im uwage?
                                                  Dzisiaj w mlodszej grupie jedno dziecko sikalo, przy tej pani, z
                                                  ktora ja wczoraj rozmawialam...
                                                  Bede sie pytac codziennie swoich malcow co i jak. Ale one i tak moga
                                                  mi powiedzic co widzialy kiedy to one sie myly...
                                                  Panie generalnie mnie wczesniej zmylily bo codziennie moim dzieciom
                                                  myly wlosy. Te bardzo sie wysuszyly, koncowki zniszczyly i do tej
                                                  pory tocze walke o nakladnie odzywki i mycie wlosow tylko po basenie
                                                  czyli jeden raz od poniedzialku do piatku.
                                                  One mnie na sile uszczesliwiaja i pucuja moje dzieci. Jest juz
                                                  lepiej bo co drugi dzien im te wlosy myja (bez odzywki...).
                                                  Czyli ja brudasek a one czyscioszki. Nic bledniejszego, _moim_
                                                  zdaniem.
                                                  Co do mnie to biore prysznic trzy razy dziennie:
                                                  - rano,
                                                  - w ciagu dnia, po sprzataniu, wyjscu na basen, prasowaniu czy tez
                                                  zwyczajnie przed wyjsciem do ludzi
                                                  - i wreszcie wieczorem przd snem.
                                                  I nie wstydze sie tego! ;-P
                                                  Wlosy myje raz dzinnie przd wyjsciem do ludzi a jak nie planuje
                                                  wyjscia to rano.
                                                  Przed impreza tez doprowadzam sie do porzadku.
                                                  Majtki zmieniam po myciu i ekstra kiedy mam na to ochote czy tez
                                                  czuje taka potrzebe.
                                                  Nie wierze w oddychajace podpaski, jednorazowe majtki, dwuwarstwowoe
                                                  podpaski.
                                                  Wierza w wode i zel do mycia, w chusteczki wilgotne i suche oraz
                                                  czysta bielizne. ;-P
                                                  Przez 4 lata w Polsce, w dwoch zakladach pracy mialam bidet i
                                                  urzywalam go raz dzinnie. Na tyle mialam czasu i tyle mi wystarczylo.
                                                  O Higiene, moim zdaniem, dbam dostatecznie a nie przesadnie.
                                                  Kolpotow nie mam. O tym ze specjalne plyny do higieny intymnej sa
                                                  zbedne, od singapurskiego lekarza slyszala kolezanka i mi uprzejmie
                                                  doniosla. Nie rozkazuje mu je kupowac i 'marnowac pieniadze' oraz
                                                  uzywac. Mi nie szkodza a pomagaja.
                                                  Mydlo w kostce natomiast bardzo odradzam. Ze wg higienicznych i gdyz
                                                  bardzo wysusza.
                                                  Podobno w Singapurze swietnie wychowuje sie dzieci a opieka nad nimi
                                                  jest tania. Edukacja na wysokim poziomie.
                                                  Takie chodza sluchy.
                                                  No taaak ale... ale... i ale... U mnie sie kilka spraw jednak
                                                  zweryfikowalo.
                                                  • beba3 MRT 12.11.07, 02:29
                                                    Nie wiem czy na plus czy na minus mi to zaliczyc trzeba.
                                                    Spie juz piknie w MRT ale udalo mi sie przespac swoja stacje.
                                                    Jedna co prawda ale jednak. ;-)
                                                    A Singapurczycy to jakos bezblednie wiedza kiedy oko trzeba otworzyc
                                                    i uniesc tylek z siedzonka...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka