Gość: patek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 07:57 Służę inforamcjami. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: jerzy30 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu IP: 195.187.99.* 05.09.05, 12:20 napisz choć trochę - jeszcze tam nie byłem - ponoć jest OK! - ja wrócilem z Kanady z British Columbia - tam jest OK! OK! Odpowiedz Link Zgłoś
patekku1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 06.09.05, 13:50 Jest OK :-) A tak serio, to Chiny troszkę mnie zawiodły, natomiast Tybet zachwycił. Zapraszam na bloga: chinytybet2005.blox.pl. Powoli opisuję wyjazd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janusz Re: Wróciłam z Chin i Tybetu IP: *.dip.t-dialin.net 06.09.05, 14:58 tak z czystej ciekawosci: dlaczego chiny cie rozczarowaly a tybet zachwycil? naprawde jestem ciekawy.. janusz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: patek Re: Wróciłam z Chin i Tybetu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 07:34 W swojej naiwności spodziewałam się większej "egzotyki", wielu pięknych pagód, chińskich ogrodów, widocznych na ulicach orientalizmów. A zastałam nowoczesne miasta, w których niełatwo już odnaleźć Chiny znane z literatury. Tybet jest w dalszym ciągu "dziewiczy". Ludzie są naturalni, żyją innym rytmem, jakby troszkę z dala od cywilizacji. Przepiękne widoki, zabytki i fantastyczni mieszkańcy. Inaczej to sobie wyobrażałam... Chociaż wbrew moim oczekiwaniom Szanghaj mnie zachwycił - niesamowite miasto! Odpowiedz Link Zgłoś
tartus1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 06.09.05, 16:10 patekku1 napisała: > A tak serio, to Chiny troszkę mnie zawiodły, Może trzeba było pokusić się o samodzielny wyjazd? Byłoby ciekawiej... I nie wydałabyś tyle kasy na objazdówkę z biurem podróży... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: patek Re: Wróciłam z Chin i Tybetu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.05, 07:29 Niestety mam ograniczony czas urlopu i nie mogę sobie pozwolić na dłuuugie wyjazdy. Toteż tylko taka forma wypoczynku i zwiedzania mi pozostaje. Co do kosztów, to chyba nie wypada tu o tym dyskutować. To forum o podróżach, a nie o zasobności portfela. Pozdrawiam, Patekku Odpowiedz Link Zgłoś
tartus1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 08.09.05, 08:33 Gość portalu: patek napisał(a): > Niestety mam ograniczony czas urlopu i nie mogę sobie pozwolić na dłuuugie > wyjazdy. A co to ma do rzeczy? :) Pisałem o indywidualnych a nie o dłuuuugich wyjazdach. >Co do > kosztów, to chyba nie wypada tu o tym dyskutować. Nie? Koszty wyjazdów i wypraw to zasadnicza, podstawowa kwestia. Tylko dlatego pojechałaś do Chin, bo stać cię było na wywalenie 5-6 tysięcy złotych. Wymiana informacji o cenach przejazdów, życia i zwiedzania to normalna rzecz na forach i listach dyskusyjnych. Co do twojego rozczarowania Chinami: biuro za średnie pieniądze zawsze będzie proponowało komercję: wielki mur, terakotową armię i kilka innych zatłoczonych miejsc. Jadąc na wycieczkę zorganizowaną nie możesz sobie pozwolić na wizytę w małym zapomnianym miasteczku, by poznać "prawdziwsze" Chiny. Grupowa wizyta w buddyjskiej świątyni będzie zawsze czymś innym niż indywidualne uczestniczenie w modłach. Ale o tym pewnie wiesz i nie trzeba przypominać. W tym roku przejechałem 16.500 km po Chinach: naciekawsze były regiony "mało chińskie" - ujgurskie miasta na Jedwabnym Szlaku i tybetańskie wioski na pograniczu Qinghai i Syczuanu. Potwierdza się zasada: im większa dziura tym większa przygoda ;-) Szczerze zazdroszczę ci Tybetu - mi zabrakło czasu ....i pieniędzy :-p pozdr, Tartus Odpowiedz Link Zgłoś
patekku1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 08.09.05, 12:16 tartus1 napisał: > Gość portalu: patek napisał(a): > > Niestety mam ograniczony czas urlopu i nie mogę sobie pozwolić na dłuuugi > e wyjazdy. > > A co to ma do rzeczy? :) Pisałem o indywidualnych a nie o dłuuuugich wyjazdach. Wg mnie ma - indywidualnie nie zorganizuję sobie tak gładko przelotów, przejazdów, noclegów, posiłków. Nie wszystko można załatwić przez internet siedząc w Polsce. A na miejscu tracisz na to ograniczony czas. > >Co do kosztów, to chyba nie wypada tu o tym dyskutować. > > Nie? Koszty wyjazdów i wypraw to zasadnicza, podstawowa kwestia. Tylko dlatego pojechałaś do Chin, bo stać cię było na wywalenie 5-6 tysięcy złotych. Wymiana informacji o cenach przejazdów, życia i zwiedzania to normalna rzecz na forach i listach dyskusyjnych. Nie będę rozwijać tematu pieniędzy - ja je mam (miałam) - ty nie, nie ma wspólnej płaszczyzny. Poza tym z mojej perspektywy to nie "wywalenie". Przynajmniej coś zobaczyłam, wybrałam Chiny, a nie rajską plażę, na którejś z tysięcy wysp, gdzie grzeje się tyłek z drinkiem w dłoni. Chciałam poznać inną kulturę, choć w minimalnym stopniu, nauczyć się czegoś, zrozumieć. Chyba liczy się to na plus, co? > Co do twojego rozczarowania Chinami: biuro za średnie pieniądze zawsze będzie > proponowało komercję: wielki mur, terakotową armię i kilka innych zatłoczonych miejsc. Jadąc na wycieczkę zorganizowaną nie możesz sobie pozwolić na wizytę w małym zapomnianym miasteczku, by poznać "prawdziwsze" Chiny. Grupowa wizyta w buddyjskiej świątyni będzie zawsze czymś innym niż indywidualne uczestniczenie w modłach. Ale o tym pewnie wiesz i nie trzeba przypominać. Wiem. > W tym roku przejechałem 16.500 km po Chinach: naciekawsze były regiony "mało > chińskie" - ujgurskie miasta na Jedwabnym Szlaku i tybetańskie wioski na > pograniczu Qinghai i Syczuanu. Potwierdza się zasada: im większa dziura tym > większa przygoda ;-) To jest coś, czego ja pewnie nigdy nie zobaczę... A ile tygodni ci to zajęło? > Szczerze zazdroszczę ci Tybetu - mi zabrakło czasu ....i pieniędzy :-p No widzisz :-) Odpowiedz Link Zgłoś
tartus1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 08.09.05, 21:29 patekku1 napisała: > Wg mnie ma - indywidualnie nie zorganizuję sobie tak gładko przelotów, > przejazdów, noclegów, posiłków. Nie wszystko można załatwić przez internet > siedząc w Polsce. A na miejscu tracisz na to ograniczony czas. Osłabiasz mnie. Przeloty można zorganizować siedząc przed komputerem w domu. Podobnie z rezerwacją hoteli - chociaż znalezienie noclegu na miejscu jest równnie łatwe. Knajp i restauracji w Chinach na każdej ulicy jest tyle, że nic tylko wchodzić i jeść. > Nie będę rozwijać tematu pieniędzy - ja je mam (miałam) - ty nie, nie ma > wspólnej płaszczyzny. Widzisz... ja miałem i mam pieniądze a wyjazd do Chin w małym stopniu wpłynął na moje finanse. Nie ma wspólnej płaszczyzny z innego powodu: ty nie wyobrażasz sobie wyjazdu bez płacenia haraczu biuru, ja jak ognia tego unikam. > Poza tym z mojej perspektywy to nie "wywalenie". Przynajmniej coś zobaczyłam, Nie rozumiemy się :( Biuro zapewnia ci dostęp do zwyczajnej komercji. Bez klimatu. Bez przygody. Zrozum: jest różnica między przeciskaniem się przez tłumy na Wielkim Murze w Badaling a samotnym spacerze choćby w Huanghua. Ty byłaś na Wielkim Murze i ja byłem. Ja czuję różnicę, a ty? I dlatego płacenie haraczu dla biura określam mianem "wywalania pieniędzy" dostajesz mniej za więcej. > tyłek z drinkiem w dłoni. Chciałam poznać inną kulturę, choć w minimalnym > stopniu, nauczyć się czegoś, zrozumieć. Chyba liczy się to na plus, co? Tak. Są plusy i plusiki. > >Potwierdza się zasada: im większa dziura tym > > większa przygoda ;-) > > To jest coś, czego ja pewnie nigdy nie zobaczę... > A ile tygodni ci to zajęło? 30 dni > > Szczerze zazdroszczę ci Tybetu - mi zabrakło czasu ....i pieniędzy :-p > > No widzisz :-) Widzę. A im więcej patrzę tym bardziej dochodzę do wniosku, że rzecz nie w pieniądzach i czasie, którym się dysponuje lecz we własnej zaradności, odwadze życiowej i potrzebie przeżycia czegoś więcej. Tartus Odpowiedz Link Zgłoś
patekku1 Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 09.09.05, 07:07 tartus1 napisał: > patekku1 napisała: > > Wg mnie ma - indywidualnie nie zorganizuję sobie tak gładko przelotów, > > przejazdów, noclegów, posiłków. Nie wszystko można załatwić przez interne > t > > siedząc w Polsce. A na miejscu tracisz na to ograniczony czas. > > Osłabiasz mnie. Przeloty można zorganizować siedząc przed komputerem w domu. > Podobnie z rezerwacją hoteli - chociaż znalezienie noclegu na miejscu jest > równnie łatwe. Knajp i restauracji w Chinach na każdej ulicy jest tyle, że nic > tylko wchodzić i jeść. > > > Nie będę rozwijać tematu pieniędzy - ja je mam (miałam) - ty nie, nie ma > > wspólnej płaszczyzny. > > Widzisz... ja miałem i mam pieniądze a wyjazd do Chin w małym stopniu wpłynął > na moje finanse. Nie ma wspólnej płaszczyzny z innego powodu: ty nie wyobrażasz > > sobie wyjazdu bez płacenia haraczu biuru, ja jak ognia tego unikam. > > > Poza tym z mojej perspektywy to nie "wywalenie". Przynajmniej coś zobaczy > łam, > > Nie rozumiemy się :( > Biuro zapewnia ci dostęp do zwyczajnej komercji. Bez klimatu. Bez przygody. > Zrozum: jest różnica między przeciskaniem się przez tłumy na Wielkim Murze w > Badaling a samotnym spacerze choćby w Huanghua. Ty byłaś na Wielkim Murze i ja > byłem. Ja czuję różnicę, a ty? > I dlatego płacenie haraczu dla biura określam mianem "wywalania pieniędzy" > dostajesz mniej za więcej. > > tyłek z drinkiem w dłoni. Chciałam poznać inną kulturę, choć w minimalnym > > > stopniu, nauczyć się czegoś, zrozumieć. Chyba liczy się to na plus, co? > > Tak. Są plusy i plusiki. > > > >Potwierdza się zasada: im większa dziura tym > > > większa przygoda ;-) > > > > To jest coś, czego ja pewnie nigdy nie zobaczę... > > A ile tygodni ci to zajęło? > > 30 dni Dla mnie nierealne. > > > Szczerze zazdroszczę ci Tybetu - mi zabrakło czasu ....i pieniędzy > :-p > > > > No widzisz :-) > > Widzę. A im więcej patrzę tym bardziej dochodzę do wniosku, że rzecz nie w > pieniądzach i czasie, którym się dysponuje lecz we własnej zaradności, odwadze życiowej i potrzebie przeżycia czegoś więcej. Pewnie masz rację. Ty masz swoje racje, które rozumiem i przyjmuję do wiadomości, ja mam swoje. Nie ma sensu ciągnąć dyskusji o niczym, bo się nie przekonamy (bo nie ma się do czego przekonywać), chociaż oboje wiemy o co chodzi. Ja nie pojadę sama w taką podróż z takich, a nie innych powodów, ty nie pojedziesz z biurem, bo obciach i wywalenie pieniędzy. Wiesz, ważne chyba jest, że w ogóle wystawiamy nos poza swoje cztery ściany i mamy jakiś głód wiedzy i poznawania. A formę wybiera każdy sam wg indywidualnych potrzeb i możliwości. Pozdrawiam, Patekku1 Odpowiedz Link Zgłoś
wisteria Re: Wróciłam z Chin i Tybetu 09.09.05, 16:37 Zaciekawila mnie wasza rozmowa. Uwazam ze podumowanie iz dobrze jest ze wogole wystawiamy wlasny nos z naszych czterech scian ma sens. Wiele osob na przyklad uwaza, ze po co tracic pieniadze, obojetnie male czy duze, jesli mozna wszystko sobie slicznie zobaczyc w TV, nie ruszajac sie z kanapy. Nawet na objazdowej wycieczce, jesli sie jest dobrym obserwatorem, mozna dostrzec szczegoly, doswiadczyc czegos nieznanego, poczuc zapach miejsca. Swiat sie taki porobil, ze kazdy moze dotrzec gdziekolwiek i w jakikolwiek sposob. Ale od nas zalezy jakie wartosci z tego wyniesiemy i co nam pozostanie w pamieci. Gratuluje Wam obojgu tych wspanialych wypraw. Odpowiedz Link Zgłoś