Dodaj do ulubionych

Historia jak z Hitchcocka

04.10.09, 14:21
Mialem wczoraj przygode na parkingu.
Grzebie pod maska zeby sprawdzic olej itp, nagle cos autem szarpneło
do przodu (dobrze ze na hamulcu i przy krawezniku bo mogło mi złamac
noge)
Wygladam zza maski - jakas fiescina w tył mego auta pocałowała.
Zaczałem sie smiac, parking w tym miejscu byl pusty.
Jedyne auto jakie stało w promieniu 15m to moje, ale zdolna baba -
tak była to baba - i tak w nie wjachała podczas wycofywania...

Na tylnym błotniku małe wgniecenie o powierzchni duzego paznokcia,
na zderzaku pare drobnych rysek.

Z fiesciny wysiadła taka biedna, ze lzami w oczach, zaczela
przepraszac z mina zbitego psa.
Popatrzylem na swoj bolid, ktory pierwszej nowosci juz nie jest a
otarc i rys na nim jak na twarzy weterana z Wietnamu.
Pozwoliłem jej odjechac, uznalem ze kobieta i tak juz niezle
przezywa a mojemu auto wielkiej to roznicy nie zrobi.

Ale teraz tak sie zastanawiam, zwlaszcza po rozmowie ze znajomymi
(trzeba bylo ja kasowac!!) czy mam szanse na takie zachowanie
drugiej strony kiedy to ja komus (odpukac) przytre lekko auto?

Pamietam jak dawno temu, gdy zaczynalem jezdzic, w korku podczas
nieuwagi dotknalem (dosłownie dotknalem) zderzakiem o zderzak aute
przedmna. Koles wyskoczył, zaczał wyszukiwac ryski z piana na
ustach, jak nic nie znalazl to jeszcze piescia wygrazac, hehe.

Wiec czy mam sznase? W Polsce pewnie nie.
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 14:27
      Wiec czy mam sznase? W Polsce pewnie nie.

      A tak z ciekawosci spytam co to ma z Polska wspolnego? Czyzby w innych
      krajach ludzie byli tylko i wylacznie aniolami? Albo moze w innych
      rajach nikt nie traktuje auta jak czesci swojego jestestwa?
      • kompressor Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 14:32
        No moze faktycznie to "w Polsce" nie bylo juz potrzebne, ale jakos
        tak mi sie skojarzylo, bo pare razy slyszalem od znajomych spoza
        Polski ze w podobnych przypadkach zdarzalo im sie rozstac po
        przeprosinach, za od tych z Polski nigdy. Zawsze była to okazja do
        wyciagniecia jak najwiekszej ilosci kasy.
        Jednak masz racje, gdyby byla mozliwosc edycji usunalbym te ostatnie
        słowa.
        • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 14:40
          Takie wstawki sa niestety normalnoscia... Ludziom sie wydaje,ze na
          Zachodzie to wszystko jest idealne a to dlatego, ze nie zyja tam i
          nie maja mozliwosci stwierdzic, ze ludze sa wszedzie tacy sami i to
          wszystko na co sie marudzi w Polsce, wystepuje takze w innych
          krajach. A przykladem niech bedzie wypadek mojej zony. Pare lat temu
          zostala na odcinku budowy na autostradzie zepchnieta przez inne auto
          na barierke. Dodatkow to drugie auto trafilo ja lekko, wiec kierowca
          nie mogl nie wiedziec, ze cos sie stalo. Facet nawet sie nie
          zatrzymal i zwial... Zona miala wyjatkowo wiele szczescia bo auto
          mialo tylko 2 rysy na prawym boku na dlugosci calego auta a nie
          rozprula sobie auta jak puszki sardynek.
          • trypel Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 09:49
            Kontik: Ateny, Paryż. 75% kierowców by nawet z auta nie wyszło po takim
            dotknięciu :)
            • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 09:52
              Co do Paryza to sie myslisz.. tak bylo jeszcze ok 10 lat temu. W
              miedzyczasie auta wygadaja tam juz calkiem inaczej i przepychanie
              innych aut na parkingach nie jest juz zwyczajowym zachowaniem.
              • trypel Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 10:06
                kolega jadąc taxi motocyklowym w Paryżu mówi że kierowca po drodze złozył parę
                lusterek i parę razy przesuwał sie pomiedzy z zerową tolerancją. Nikt nawet nie
                trąbnął :)

                a w Atenach byłem 2 tyg temu :) uffff jak pomyślę że to też Europa to mi sie
                robi słabo :)
                • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 10:18
                  Paryz sie baardzo w tej kwestii zminil i ogolnie rzecz ujmujac
                  upodobnil sie do znakomitej wiekszosci miast europejskich gdzie takie
                  zachowania nie sa ignorowane i obijanie aut nie jest bezplatna
                  "przyjemnoscia".
                  • trypel Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 10:49
                    ale kolega był tam jakies 3 msc temu :)
                    chyba że taxi mają szczególne uprawnienia :)
                    • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 11:00
                      Wiesz, wszystko mozna udowodnic na podstawie pojedynczych wypadkow. A o
                      zachowaniach paryskich wiem od dobrej znajomej mieszkajacej tam od lat.
                      Dziewczyna uwielbia swoje auto i przy kazdym kontakcie jest zawsze
                      pewna czescia rozmowy :)
                      • trypel Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 11:21
                        kontik_71 napisał:

                        > Wiesz, wszystko mozna udowodnic na podstawie pojedynczych wypadkow. A o
                        > zachowaniach paryskich wiem od dobrej znajomej mieszkajacej tam od lat.

                        No własnie :):):)
    • soner3 Bardziej z Plebania niz z Hitchcockiem 04.10.09, 14:44
      Az z nerw zjadlem paznokcia u nogi
      • kompressor Re: Bardziej z Plebania niz z Hitchcockiem 04.10.09, 14:50
        Hehe, prawdziwy mistrz wyczucia ironii z ciebie.
        Paznokiec odrosnie.
    • green_cactus Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 15:31
      Sytuacja jakich wiele, czerwone, lekki deszczyk..
      w mój tył lekko uderzył Focus.
      straty..wyskoczyła lampka od podświetlenia tablicy rejestracyjnej;:)
      z gosciem przebilismy piątke i każdy pojechał w swoją strone.
      wszystko chyba zalezy od poziomu "strat"
      pozdro
    • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 15:34
      Różnie to to bywa z otarciami. Jako, że nie chce mi się pisać jeszcze raz, to swoją przygodę po prostu wkleję z innego posta:

      Miałem pewnego czasu podobną sytuacje. Tyle, że w drugą stronę ;)

      Wracając późno (koło 1.30 w nocy) z dość długiej trasy przypadkiem przy zawracaniu obtarłem kilkuletnią hondę.
      Późno było, więc wsadziłem za wycieraczkę karteczkę z danymi, przeprosinami i prośbą o kontakt.

      Kiedy następnego ranka usłyszałem ze słuchawki "DZIEŃ DOBRY TU HONDA" to już wiedziałem, że będą kłopoty. I teraz wyobraźcie sobie, że poinformowałem go, że za około 6-7 godzin wyjeżdżam na 3 dniowy wyjazd, więc albo spotka się ze mną teraz (w ciągu tych kilku godzin), albo po 3 dniach. Stwierdził, że żaden problem - możemy spotkać się za kilka godzin, tylko, że on teraz musi gdzieś jechać.
      No, to dzwonie, dzwonie (kiedy kończył się czas) i nic. W końcu wpadłem na pomysł, żeby zadzwonić na domowy - niestey, odebrała żona, a męża dalej nie było. Poinformowałem, stwierdziła więc, że nie ma problemu - i załatwimy sprawę po weekendzie.

      I teraz boom... Kiedy schodziłem z bagażami do auta ;) telefon. Dzwoniła "HONDA" z żądaniem spotkania się teraz, w tym momencie. Przy czym słowo żądanie jest jak najbardziej na miejscu biorąc pod uwagę użyte tam słowa. Dowiedziałem się m.in. że szkody wycenione zostały na ... 2700zł (przetarte 2 elementy! Wracałem z sesji foto, więc miałem ze sobą aparat - i wszystko udekumentowałem). Pan był tez na policji oraz... W czasie kiedy nie było mnie w domu - przyjechał do nas upewnić się, czy na pewno tutaj mieszkam. Pogadał z sąsiadami po czym pojechał właśnie na policje. Szok...

      Jako, że wyjeżdżałem w miejsce gdzie nie miałbym zasięgu - przedstawiłem sprawę Ojcu i dałem na wszelki wypadek numer telefonu od "HONDY". Jak okazało się po przyjeździe, Ojciec rozmawiał z "HONDĄ" która poinformowała go, że masakrycznie spieprzyłem sprawę, ponieważ bardzo długo nie odbierałem telefonów w ranek po zdarzeniu (sprawdziłem z ciekawości w telefonie - nie odebrałem tel. 2 razy w ciągu 12 minut, ponieważ prowadziłem).

      Jako, że gość był w gorącej wodzie kąpany, Ojciec musiał się z nim spotkać podczas mojej nieobecnośći i porozmawiać. Mimo, że powiedział mi o szkodach za 2700zł, to jednak w rozmowie z Ojcem kwota ta sięgnęła już 3000zł... I była taka dopóki nie zażądał wyceny szkody.

      Żeby było śmieszniej, kiedy w końcu ja się z nim spotkałem - okazał się bardzo miłym i kulturalnym Panem.

      Tragedia. Wygląda na to, że nie opłaca się być uczciwym. Tyle nerwów o uczciwość. Ech.
      • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 15:45
        A, zapomniałbym!

        Ostatnio jadąc do Gliwic stałem w korku Niedaleko sośnicy (wiadomo, zwężki). To samo, styrane i zaniedbane auto (moja megane znaczy się).

        Jedziemy sobie powoli, w końcu stajemy ze względu na korek. Nagle PUK. Patrzę w tylną szybę, a tam... Ciężarówka ;-) Biały ciężarowy mercedes atego.

        W czasie korka wyszliśmy, zobaczyliśmy zderzak - przybyło jedno kilku centymetrowe pęknięcie (pęknięcie, nie rysa). Stwierdziłem, że trudno, możemy jechać dalej bo i tak cały tył był już wcześniej lekko obrysowany/lekko pęknięty. I pojechaliśmy...

        A więc jak się chce to się da. W Polsce też... ;-)
        • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 04.10.09, 16:02
          Znajomy Szwajcar opowiadal mi kiedys jaka mial historie z zarysowaniem
          czyjegos lusterka. Poszkodowana byla Niemka. Szkoda byla minimalna i
          ograniczala sie do lekkiego zarysowania. Wydawalo sie,ze nie ma w ogole
          o czym mowic i poprosil ja aby przyslala mu rachunek za likwidacje
          szkody. Poszkodowana uznala jednak, ze moze sobie przy okazji
          wyremontowac pol auta i przyslala rachuneczek na marne 2800 Euro...
          Sprawa oparla sie o sad i trwala prawie rok..
        • falszywy_klamca Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 09:43
          Ja bym nie odpuścił. Kasa to kasa, wymieniłbym sobie zderzak, skoro był brzydki
          i porysowany.

          Trzeba być frajerem, żeby wjechać komuś w dupsko, a frajer zawsze płaci.
          • nioma Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 10:17
            Fuj, okropny typek z Ciebie.
          • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 19:14
            falszywy_klamca napisał:

            > Ja bym nie odpuścił. Kasa to kasa, wymieniłbym sobie zderzak, skoro był brzydki
            > i porysowany.
            >
            > Trzeba być frajerem, żeby wjechać komuś w dupsko, a frajer zawsze płaci.


            Czyli rozumiem, że jeśli Tobie "omsknęłaby" się noga z pedału hamulca w korku i leciutko "puknąłbyś" auto które już wcześniej miało porysowany i lekko rozwalony zderzak, to z chęcią zapłaciłbyć za wymianę całego zderzaka? Nawet, jeśli jesteś pewny, że nic nie zrobiłeś?

            Ciekawe, ciekawe. Kurcze, szkoda, że Ty we mnie nie "trafiłeś" - jeśli ktoś nalega, to pewnie wziąłbym pieniądze (w myśl zasady, że jak dają to się bierze, a jak biją - ucieka :-) )
            • falszywy_klamca Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 09:07
              A dlaczego tak stawiasz sprawę? To chyba jasne, że każdy ciągnie w swoją stronę.
              Jak kogoś puknę to będę kombinował, żeby nie płacić. Ale jak ktoś we mnie puknie
              to niech buli. Tak jest na całym świecie. W taki sposób powstawały największe
              majątki świata.

              Poza tym dalej obstaję przy tym, że trzeba być frajerem i pierdołą, żeby w korku
              najechać komus na zadek. Jak jedziesz 10 cm za kimś to się nie zdzwi, że Ci się
              noga omsknie.

              A jedziesz tak, bo żeby przypadkiem nikt nie wjechał przed ciebie z innego pasa.
              niby jesteście tacy kulturalni i uprzejmi, ale już innego auta przed siebie nie
              wpuścicie... .

              Jaki żal... .
              • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 15:15
                Czy Ty aby za bardzo nie uogólniasz?

                Po pierwsze, to MNIE wjechano w tył, a nie JA komuś. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem mój drugi w tym wątku post.

                Po drugie - jeśli ktoś w korku chce zmienić pas i używa migacza - wpuszczam zawsze, dosłownie zawsze - zostawiając odpowiednią lukę.

                Natomiast jeśli matoły widzą znak "zwężenie za 800m", i zamiast powoli "wbijać" (płynnie) na przejezdny pas, wolą przycwaniakować i dojechać do samego końca, po czym się pchać - to nigdy takich nie wpuszczam. Zresztą nie tylko ja, wystarczy posłuchać rozmów na CB - zazwyczaj mają rację.

                Tak samo nie wpuszczę nikogo jeśli pcha się przede mnie bez kierunkowskazu. Przecież ja tak do końca nie wiem, czy on chce zmienić pas...

                Chyba, że ktoś specjalnie poprosi mnie na cb o lukę - wtedy też nie ma problemu.

                Kultura za kulturę. Tak to działa.
                • kontik_71 Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 15:40
                  Ty prawo jazdy gdzie kupiles? Bo z opisu twojego zachowania przy zaniku
                  jednego pasa mozna wnioskowac, ze nie masz pojecia o paru kwestiach..
                  • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 15:49
                    Kolego, po to są informacje o zwężeniach (Czasem nawet kilometr przed nim! I oczywiste jest, że informacji takich jest kilka. Jadąc w korku dosłownie nie można ich nie zauważyć) żeby w (w miarę) płynny sposób zmienić pas na ten który jest przejezdny. Jeśli będzie jazda na suwaczek, kulturalnie - wtedy auta cały czas będą jechały, i korek szybciej się rozładuje.

                    Ale jeśli znajdą się cwaniaczki którzy wolą przyoszczędzić trochę czasu dojeżdżając do samego końca (specjalnie!) a potem wpychać się tak, żeby auto które jest na przejezdnym pasie musiało się zatrzymać, żeby w niego nie wjechać - reszta aut będzie musiała przyhamować po to, żeby jedno auto zaoszczędziło troszkę czasu.

                    Inaczej sytuacja wygląda kiedy nie ma korka. Wtedy możecie sobie dojeżdżać i do samych barierek przy zwężkach, byleby tylko nie hamować ruchu i się nie wpychać.
                    • tomek854 Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 18:27
                      a czy jazda na suwaczek nie polega przypadkiem na tym, że się dojeżdża do końca
                      swojego pasa a potem jeden na jeden?
                      • cool_piwo Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 21:05
                        Masz rację, nie wyrazilem się wystarczająco jasno.

                        Opisując powyższe sytuacje miałem przed sobą obraz zwężenia na autostradzie/drodze ekspresowej, bo właściwie tylko w takich ostatnio uczestniczę.

                        Gdy jest się na takiej drodze, rozsądnym wydaje się "wbijać" na przejezdny pas sprawnie, bez zatrzymywania innych pojazdów. Dlatego, że długość korka nie ma tam zazwyczaj aż takiego znaczenia - dla kierowców ważniejsze jest chyba to, żeby szybciej przejechać.

                        W mieście jest tak jak piszesz, bo przy zwężeniu w mieście wypadałoby na maxa wykorzystać obydwa pasy, coby nie blokować przypadkiem skrzyżowań, ktore znajdują się za nami - dlatego wtedy taka jazda do samego końca oczywiście ma ogromny sens.
    • josner Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 11:13
      Nie masz szans. Jak trafisz na mnie, pójdziesz do lochu na kilka
      lat ;)
      • czesiu71 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 12:03
        A ja mam dwie historie - z własnego życia wziete, które przeczą
        sugestii założyciela wątku, że w Polsce to...
        W Warszawie lekko puknąłem Cinquecneto, pan z wąsem (a jakże!)
        wysiadł, obejrzał, stwierdził że nic się nie stało (rzeczywiscie
        trudno było dopatrzyć się ryski) i po moich przeprosinach pojechał
        dalej.
        W Berlinie gdy nie wyrobiłem się o milimetry wyjeżdżajac z zatoczki,
        gość wyskoczył z auta (starego japończyka, tyle, że po świeżym
        lakierze), wezwał policję. Minimalna ryska zniknęła po przetarciu
        chusteczką, jednak on zdązył wcześniej zrobić zdjecia. Policja
        przybyła po ok. 30-40 minutach, spisała protokół zajścia. Kosztowało
        mnie to kilkaset (!) euraków potrącocnych z ubezpieczenia (samochód
        miałem na niemieckich blachach).
        • remo29 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 13:32
          Kiedyś zimą, nocą, pod moim blokiem próbowałem się wcisnąć między dwa auta
          zaparkowane wzdłuż krawężnika. Nie wjeżdżałem "na kopertę", tylko przodem, bo
          miejsca było dosyć dosyć. I tak jeszcze kawałek, jeszcze kawałek i jeszcze
          kawałek i... puk! Lekki stuk w zderzak VW przede mną. Nagle z VW wysiada babka,
          patrzy na zderzak i do mnie taki tekst:
          - Ma pan szczęście, że nic się nie stało, bo dzisiaj mogłabym pana zabić!
          <rotfl>
    • remo29 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 13:24
      > Wiec czy mam sznase?

      Masz, masz... Kiedy widzę lekki "touchdown", nie ronię łez - to tylko samochód.
      Wolę, żeby jakaś pierdoła cofając wjechała mi w zderzak niż w kolana :)
    • kompressor Hehe! 05.10.09, 13:31
      Nie uwierzycie, w sumie nawet tego nie oczekuje...

      Ale wczoraj znowu dostalem "w dupe"! (drugi bok)

      Juz na innym parkingu (tym razem pod sklepem) ale tez baba (leciwa)
      no i tym razem byla to octavia (podobno czujniki cofania zawiodly)
      Tym razem sladow praktycznie zadnych, ale zaczynam sie bac wyjezdzac
      z domu...
      Kur.. co tu sie dzieje..
      Baby gdzie wy macie oczy!
    • bimota Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 13:43
      No to ja trafiam na baby, ktore nie dosc, ze przywala w auto to
      jeszcze pretensje, ze sie im glowe czyms zawraca... Mama jednej
      takiej odpuscila, ja bym ja wykasowal na chociaz 100 zl... (szkoda
      jednak byla)
      • ulubiony19 Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 15:55
        Na ja niedawno właśnie cmoknąłem w korku pewną panią w "pupę",ale o
        tym temacie się już wypłakałem w swoim temacie:)(Dacia
        nareperowana,Misiek tysz).
        Ale jest jedna sytuacja,z której ja jestem chyba dumny;),ale
        niektórzy(zwłaszca ci,których ze mną nie było) mówią,że mnie
        pojebało).
        Otóż stałem kiedyś w korku nieswoim autem,nie byłem sam,zerknąłem
        tak odruchowo w lusterko i zauważyłem,że z tyłu na mnie napiera
        Magentis z nurkującym przodem,spod kół dym,pisk,pomyślałem buchnie
        jak nic,no to gaz i spieprzyłem na prawo na trawnik parkowy obok
        sygnalizatora,który był bezkolizyjny,bez krawężników,ławek,itp. Kia
        za mną zatrzymała się 10cm przed autem,przed którym ja stałem 2m czy
        jakoś tak.Byłoby nieciekawie,jak bym tam został...Gość z Kii-totalny
        głupek:(
    • czarna_legenda Re: Historia jak z Hitchcocka 05.10.09, 17:22
      Masz szansę ;)
      Jakiś czas temu stałem w korku, było lekko w dół, ja akurat grzebałem
      w plecaku i nagle poczułem lekki wstrząs: Za lekko trzymałem hamulec i
      "siadłem" na bagażniku lśniącego accorda przede mną. Z accorda wysiadł
      elegancki pan w kapeluszu, rzucił okiem na zderzak, machnął ręką i
      pojechał. Ja zdążyłem tylko otworzyć drzwi :)
      • falszywy_klamca Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 09:11
        Ludzie, ale z Was pipy są. I właśnie takie pipy później wyjeżdżają na drogę jadą
        110 na 70-tce i myslą, że są dobrymi kierowcami. a podczas podjeżdżania w korku
        ładują się innym w dupę... .

        Pipy jak nic, a nie kierowcy.
        • ulubiony19 Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 13:14
          No ja się tam za pipę nie uważam,choć moja pierwsza taka(i myślę,że
          ostatnia) "przygoda" była wyjątkowo durna...:)
          A co do głupich ludzi.Szedłem(a raczej szłem,bo mały parking był)
          kiedyś po parkingu,stały koło siebie dwa samochody-nowa,śliczna
          fura,którą właściciel widać,że nie kupił,bo po prostu potrzebował
          samochód i stara Fiesta,sprowadzona chyba z Bagdadu i w
          kolorze "taneczny miks minii i podkładu".Nagle przyszły dwie pindy
          (tak to były pindy,do tego głupie i brzydkie)-prawdopodobnie mamusia
          i córeczka,która prowadziła(wielce powiedziane...),córka tak
          otworzyła drzwi,że te z całej pety uderzyły w nowe auto,aż ten się
          bujnął ze dwa razy! Mamuśka wsiadła podobnie,z tym,że żadnej fury
          nie wywróciła,bo nic tam nie stało po tej stronie.A właściciel
          widział to wszystko,bo szedł se z pączkiem do auta.Zareagował bardzo
          kulturalnie,choć nerwy widac było,że hej.Powiedział tylko"no ale jak
          to tak,machął na pindy,żeby staneły" Te wyskoczyły z auta(córka
          wolniej,bo to "kierowca" z syndromem " już po wypadku",czyli oparcie
          fotela pochylone w stronę kierownicy(:)),fotel u
          podsufitki,kierownica przy brodzie) i z krzykiem na gościa,że
          głupi,bo nic nie zrobiły,że wstydziłby się zaczepiać jeszcze,one
          normalnie krzyczały,obciach nieziemski,to taka obrona przez atak,a
          ja sobie wtedy ulżyłem i powiedziałem,co o tym wszystkim myślę,a te
          na mnie też wyskoczyły,z tym,że ja im odpowiedziałem,że są głupimi
          pindami(wiem,to złe,minus u Św. Piotra).Skończyło się tym,że te
          odjechały z hukiem,facet z "nówki" podał rekę i odjechał.A ja se
          poszedłem po pączka,bo się głodny robię,jak widzę ludzi,którzy
          postrzegają świat tylko ze swojej perspektywy.
    • tomek854 Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 04:00
      Hehe, wy tu o stłuczkach i nie wszczynaniu wielkiej afery.

      A ja kiedyś miałem stłuczkę i nawet się nie zatrzymaliśmy.

      A było to tak: jechałem w zimie swoim dużym fiatem i nagle mnie na zakręcie
      strasznie zarzuciło. Pół miasta pozamiatałem tyłem, ale się wygrzebałem. Patrzę
      w lusterku, widzę malucha ze zmasakrowanym zderzakim, myślę sobie "dobrze, że we
      mnie nie wjechał, bo bym mu pewnie musiał remont sponsorować". Dojechałęm do
      celu, patrzę, a mój tylny zderzak też zmasakrowany... No i się domyśliłem
      dlaczego mnie tak zarzuciło ;-)
      • loyezoo Re: Historia jak z Hitchcocka 06.10.09, 21:11
        heh spodobał mi się wątek.Więc dawno,dawno temu,za...nie
        ważne.Jechałem moim osławionym trabantem (takie czasy:))Skręcałem z
        podporządkowanej w prawo na ulicę dwujezdniową.Zajęty był tylko pas
        zewnętrzny.Przede mną skoda 105 (lub 120)Nie zwróciłem uwagi ,że
        facet się zatrzymał (mając swój pas wolny) i lekko
        puknąłem."Rozdwoił" mu się zderzak,składany fabrycznie z 2
        połówek.Facet dostał szału mimo,że złożyłem mu ten zderzak w
        20sekund i śladu nie było.Cośtam macha,mało bić mnie nie chciał.No i
        w tym momencie z mojego trabiego wysiada 3 kolegów ( z czego jeden
        słusznego wzrostu 192cm,tak tak zmieścił się:))Facet nagle "nic się
        nie stało,wszystko ok. dowidzenia" i tyle go widziałem:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka