Gość: AndrzejB
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
10.02.02, 23:33
Zawsze słyszałem o korupcji w WORDach (Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu
Drogowego), toteż przed egzaminem myślałem, że na pewno nie zdam, bo instruktor
będzie żądał łapówki. I zawiodłem się. Owszem nie zdałem, ale tylko i
wyłączenie ze SWOJEJ winy (popełniłem w mieście dwukrotnie ten sam błąd).
Owszem, nie zaproponowano mi wyboru samochodu, bo jak stwierdził człowiek,
który objaśniał zasady, nie ma takiej możliwości, ale twierdzenie, że nie jest
się informowanym o możliwości odwołania jest bzdurą. Jest się o tym
informowanym NA PIŚMIE w zaświadczeniu, które jest wydawane przy zapisywaniu
się na egzamin.
W listach do redakcji:
Marcin z Warszawy - sam powiedział, że nie umie jeździć – więc, czemu miał
otrzymać prawa jazdy.
Adam z Poznania: gasnący samochód - i co, mieli mu dać prawa jazdy?
Tomasz z Wrocławia: sam dał, nikt go o zdanie nie pytał, a jeździć i
tak nie umiał.
Czy naprawdę, wszyscy ci ludzie nie zdali by, gdyby chociaż umieli
jeździć? I czy można dziwić się instruktorowi na państwowej posadzie, że gdy mu
proponują 2000 złotych to nie weźmie? Mój brat zdawał osiem razy. Najpierw 7,
potem powtórzył kurs i zdał za pierwszym. Żaden z ośmiu instruktorów, u których
jeździł nie zaproponował mu łapówki – po prostu, mój brat nie umiał jeździć to
nie zdawał, gdy się nauczył to zdał.
Prawdziwą receptą na zdanie egzaminu jest nauczyć się jeździć, a nie biadolić,
że chcą łapówkę.
Inną sprawą są szkolenia. Ale ośrodki są po prostu firmami. Moja rada to nie
iść do firm, gdzie jest jeden samochód, a zajęcia teoretyczne organizowane są
zbiorczo. Ja poszedłem do dużej firmy, która wykształciła już kilka tysięcy
kierowców. Jeździłem na trzech typach samochodów (Punto, Lanos i Mercedes 124
by nauczyć się jazdy w trasie), przeszedłem dobre szkolenie teoretyczne.
Wystarczy poszukać.