Gość: szkarajda
IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl
23.02.04, 14:49
Niedawno gosc wjechal mi w otwarte drzwi na parkingu, dogadalismy sie ze to
jego wina i na 2 dzien poszlismy do ubezpieczalni,
wypisalismy swoje druki (koles pisal jak kura pazurem ledwo odczytalem jego
dane z druku) i oddalismy dok jakiemus tam inspektorowi,
panowie z ubezpie. porobili zdjecia i wstepna wycene. gosc z usmiechem na
twarzy powiedzial przepraszam ze gloopio mu i takie tam.
oddalem auto do serwisu zeby zrobili mi to
po jakis 2 tygodniach przychodzi pismo z ubezpieczalni ze wymieniony
przezemnie sprawca kolizji nie potwierdzil okolicznosci stluczki i w zwiazku
z tym ubezpieczalnia nie wyplaci mi kasy - SZOK - odwolalem sie od decyzji do
i po przesluchaniu swiadkow postanowili przyznac 50 na 50 mojej i jego winy,
nie chce mi sie targac po sadach ale popuscic tego nie moge.
prosze o doradzenie - rozsadne - jak zalatwic kolesia autko zeby nikt sie
skapnal
pozdrawiam
to bylo PZU