vogon.jeltz
08.01.26, 10:27
Miałem zacząć ten wątek już wcześniej, ale mi umkło. Jechałem otóż na święta wyjątkowo przez Rzeszę (trasą Rosenheim - Monachium - Ratyzbona - Hof - Chemnitz - Drezno - Goerlitz) i jedna rzecz mnie uderzyła. O ile wcześniej autbany były ostoją cywilizowanego ruchu, o tyle tym razem był to jakiś carnage. Co prawda takich grzejących po dwie paki plus można by zliczyć na palcach (ale też warunki pogodowe były, cóż, słabe), za to zaczęli Giermańcy nagle jeździć jak jacyś, nie przymierzając, Włosi:
- jazda lewym pasem z prędkością 110 km/h - niby "wyprzedza", ale nie zjedzie, żeby puścić jadących szybciej, tylko musi jeszcze łyknąć tego drugiego i trzeciego przed nim
- wpieprzanie się z podobną prędkością na lewy przed maskę, gdzie ja lecę złoty pińdziesiąt - dobrze że chociaż z kierunkowskazem
- na odcinkach z trzema i czterema pasami ruchu ferajna nie trzyma się prawych, tylko każdy sunie którym chce, całą szerokością drogi
- na ograniczeniach do 60, 80 czy nawet 100 postawionych w związku z warunkami pogodowymi, robotami drogowymi albo węzłami autostrady mało kto jedzie z przepisową prędkością. Ja się boję radarów, to byłem prawdziwym rodzynkiem trzymającym się przepisów (potem już też nie).
Pamiętam, że kiedyś to było wszystko nie do pomyślenia. Co im nagle odjëbało?