hondziarz
07.04.05, 14:06
wczoraj o 23.00 wracam sobie elegancko do domu. W miejescu gdzie można jechać
stuwą, jadę sobie spokojnie 80. Jestem zmęczony i po prostu nie chce mi się
szybciej. W pewnym momencie w tylnim lusterko widze jakieś co zbliża się do
mnie z "zawrotną" prędkością. Po chwili kierunkowskaz i wyprzedza. Maluch,
maksymalnie rocznik 1990. - Oczywiście czarny, z przycziemnianymą tylnią i
bocznymi, tylnimi szybami. Śmiać mi się chciało ale jadę dalej.
Pięć kilometrów później zjechał na statoila, na kabanosa. I co widzę. Dwa
facety, 185, opaleni, w czarnych skórach ale i brudnych butach, jakiś
obrożami na szyi i obitymi mordami wyłażą z kanapeczkami.
Wsiadają do strucla i odjeżdżają.
Tak sobie teraz myślę. Niech mi takie dwa gangstery w maluchu przyjadą do
mojego baru i powiedzą, że one haracz chcą. Jak zobaczę ich wózek i to jak
nim podjeżdżają to chyba się bym zesikął i ich moim ratlerkiem poszczuł.