Dodaj do ulubionych

rozwalilem golebia

    • Gość: Henry Re: rozwalilem golebia IP: *.telia.com 11.02.03, 10:11
      palmtop napisała:

      > ostatnio na autostradzie (jechalem ok 150 km/h) golab wlecial mi pod kola i
      > trafil w migacz; pekla plastikowa oslona swiatla i zarowka sie z wrazenia
      > przepalila; na szczescie nie spanikowalem i jechalem po prostu dalej, choc
      > golab byl tlusty i troche sie wystraszylem w pierwszym momencie; w tylnym
      > lusterku zobaczylem tylko chmure pior opadajaca na jadacy za mna samochod...
      >
      > jakie sa wasze wrazenia i jak sie zachowujecie w razie spotkania z zajacem,
      > psem czy tez innym zwierzakiem na drodze?
      >
      > pzdr
      ********************************************************************************
      Jak sie zachowuje w pdb.sytuacji? ,ze smutkiem ,gdyz zabilem to co zyc powinno ,
      dla Ciebie oczywiscie calosc Twego samochodu jest warzniejsza?-tak to odczolem
      po Twoim wpisie. Uwarzaj szczegolnie na Zwierzeta domowe;Psy I Koty-pomysl ze w
      domu z pewnoscia ktos na nich czeka,moze jakies Dziecko na swojego pieska lub
      kotka,moze ktos z doroslych dla ktorego to Zwierzatko bylo szczegolnie kochane?,
      jadac 150km/h w Szwecji,stracilbys prawo jazdy na conajmniej rok,zabieraja na
      drodze,plus koszta leczenia psa czy kota=moze byc drozsze niz Twoj samochod.
      Co sadzisz o slowach sw.Franciszka z Asyzu ? .
      ********************************************************************************
    • Gość: And Re: rozwalilem golebia IP: 217.96.47.* 11.02.03, 11:58
      Witam,
      Ja też mam na sumieniu gołębia. Chyba jestem jestem jedynym który przejeczał
      ptaka wyjeżdżając z garażu podziemnego w markecie przy Zachodnim.
      Wstrętne uczucie.
      Pozdr.
    • Gość: stroboskopowy smierdziało dni kilka.. IP: *.dhl.com / 10.85.101.* 11.02.03, 14:09
      samych kotów, zająców i wiewiórek nie liczyłem bo mało tego było. Nie mniej jednak była historia, która w
      głowie na lata mi utkwiła. Miałem wtedy Passata Kombi a było to zimą 1998/1999 roku. W samochodzie
      zaczeło śmierdzieć. Na początku myslałem ,że ja bądź ktoś z pasażerów wdepnął w g..ale po dokładnym
      zbadaniu kabiny i bagażnika śladów żadnych nie znalazłem. Obejrzałem przód, nadkola, koła zderzaki i za
      zderzakami io dosłownie nic.Przez chwilę myslałem że to może smierdzi na zewnątz ale przecież to
      niemożliwe żeby przez 3 dni waliło w róznych miejscach wawy koło mojego auta.Dopiero 4 dnia przyszła
      mi do głowy mysl by otworzyc maskę. Jak pomyslałem tak zrobiłem i...
      Aż mi serce wyskoczyc chciało. Na bloku silnika - dokłądnie na deklu od zaworów leżał rozkładający się
      kot. Napuchł i puscił soki, które spływały na kolektor wydechowy z tyłu a więc w miejscu gdzie nie dość ,że
      gorąco to jeszcze nie cholery reki nie da rady wsadzic.Przerażajacy był odór i oczy kota które w jakiejś
      agoni smiertelnej zostawił otwarte i patrzące na wprost czyli na mnie. Kota po kilku próbach odkleiłem ale
      wnętrzności wszystkich nie dałem rady wymyc. Na kilka dni zalałem to miejsce olejem by smród zabić i
      oddałem do profesjonalnego czyszczenia i choć żadnych strat materialnych nie było to 100 plz poszło się
      walic......
      pozdrawiam

      stroboskopowy
    • Gość: Stanley A ja wożę łopatę. Przydaje się. IP: *.k.mcnet.pl 11.02.03, 16:46
      Niestety. Można nią dobić pijaka albo pochować zwierzaczka.
      Pierwszy raz trafiłem pijaka, szedł Krakowskim Przedmieściem 11 w nocy ,
      deszcz, lazł środkiem ulicy wzdłuż (nie w poprzek) - taką widać miał koncepcję.
      Zobaczyłem go 2m przed maską przy jakichś 50 km/h odbiłem w prawo dostał anteną
      i lusterkiem. W sumie potłuczony tylko, ale kłopotów przez idiotę było jak
      cholera - gliniarz, który mnie przesłuchiwał stwierdził pijak idąc środkiem
      jezdni popełnił wykroczenie, a Pan potrącając go przestępstwo - stąd wniosek
      jak kogoś pieprzniecie nie z własnej winy to chodu. Szkoda życia marnować z
      powodu durnowatych przepisów i debili na jezdni.

      Ze zwierzaczkami było gorzej. Najpierw walnąłem psa który wbiegł mi pod koła w
      Al. Jerozolimskich w nocy. Bez szans na reakcję. Znowu uratowało go to , ze
      jechałem wolno 40km/h. Pies był mały pokrwawił się trochę ale zabrałem go na
      weterenaryjny ostry dyżur, dostał zastrzyki przez trzy dni mieszkał u mnie w
      domu, aż znalazły się zapłakane właścicielki.

      Potem przejechałem lisa też w Alejach (!) był piękny srebrny. Strasznie mi było
      szkoda. Biegł na pole z kapustą (wiecie Warszawa) gdzie pewnie były zające.
      Zauważyłem tylko smugę w świetle reflektora przeciwmgielnego, łup, i pochowałem
      go przy drodze. Szkody były w samochodzie spore ale pieprzyć szkody. Ja stary
      facet popłakałem się nad nim.

      Ostatni raz gołąb z mojej winy. Stado gołębi siedziało w kałuży wszystkie się
      poderwały jak nadjechałem w sumie wolno, ale jeden nie zdążył to te cholery
      zaczęły go jeszcze dziobać jak oberwał. Zdechł mi w samochodzie na rękach,
      pochowałem go w lesie. Straszne.

      Ale i tak najgorsi są kretyni przebiegający przez jezdnie. I mówią że policja
      nie ma pieniędzy, a wystraczyłoby takich wyłapać i po 50 od ażdego. Miliony by
      zebrali.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka