Dodaj do ulubionych

rozwalilem golebia

12.07.02, 01:54
ostatnio na autostradzie (jechalem ok 150 km/h) golab wlecial mi pod kola i
trafil w migacz; pekla plastikowa oslona swiatla i zarowka sie z wrazenia
przepalila; na szczescie nie spanikowalem i jechalem po prostu dalej, choc
golab byl tlusty i troche sie wystraszylem w pierwszym momencie; w tylnym
lusterku zobaczylem tylko chmure pior opadajaca na jadacy za mna samochod...

jakie sa wasze wrazenia i jak sie zachowujecie w razie spotkania z zajacem,
psem czy tez innym zwierzakiem na drodze?

pzdr
Obserwuj wątek
    • Gość: ffmarkus Re: rozwalilem golebia IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 12.07.02, 09:14
      Hurra, jeden gołąb mniej
      • Gość: darekk Re: rozwalilem golebia IP: 217.153.15.* 12.07.02, 09:33
        jak sie zachowalem w takiej sytuacji? coz, poprosilem kilku panow, ktorzy sie
        zatrzymali, zeby wypchneli mi samochod z piachu na poboczu i powolutku
        doczlapalem do domu. nastepnego dnia zdalem samochod do naprawy. naprawa trwala
        raptem 3-tygodnie. wymieniono, naciagnieto lub wyklepano zgnieciona z gory
        maske, pognieciony blotnik, pas przedni, drzwi kierowcy, wybrzuszony dach,
        przestawione 2 slupki, peknieta szybe przednia, pobity reflektor, pekniety
        zderzak przedni, zdeformowana atrape chlodnicy, polamana podsufitke, urwane
        lusterko prawe...

        wszystko przy predkosci 70 km/h

        acha. to bylo zwierzatko wieksze od golebia. jelen.

        a tak na powaznie, to nikomu nie zycze takiej przygody. bardzo nieprzyjemne
        przezycie. mam zdjecia samochodu - i rzeczywiscie mialem farta - moglo byc
        gorzej. od tego czasu mam fobie przed jazda w nocy i przez las.

        darekk
        • wk112 mialem duzo szczescia 09.02.03, 21:07
          przypadek a.)
          maluch predkosc okolo 60kmh droga miedzy polem a lasem, zapadajacy zmrok. sarna
          wybiega widzi swiatla staje w miejscu na szczescie dostatecznie wczesnie
          zauwazylemtracilem ja lekko zderzakiem uciekla do lasu zderzak lekko poluzowany
          pierwsze uffffffffffff
          przypadek b.)
          droga gdzies pod poznaniem primera predkosc okolo 80 - 100 kmh, dnieje i
          jelonek postanowil przejsc przed ulice. na szczescie hamowanie i odbicie lekko
          w lewo (nic nie jechalo z naprzeciwka - droga malo uczesczana) jelonek robiac
          duzo huku ociera sie o prawy bok auta subtelnie kiereszujac blotnik i drzwi
          pasarzera wstaje i spierd.... do lasu:)
          ja pozbawiony prwie wlosow trace pozostale. ta sama droga okolo 1 kilometra
          dalej kumpel pierwszego jelonka postanawia sie rzucic mi pod kola jechalem tak
          wolne ze zdolalo bydle przejsc przez ulice nie powodujac strat:)
          teraz jadac przez las noca zawsze oczy szeroko otwwarte i predkosc bardzo
          kontrolna. (ponoc do trzech razy sztuka)
      • Gość: Qrakki Re: rozwalilem golebia IP: *.stacje.agora.pl 12.07.02, 09:54
        A ja kure:))
        i okazało sie ze w lato snieg w Bieszczadach pada:)))
        potem wygladala chyba jak z kreskowki - cala naga ale chyba nie przezyla:)
        Nie zagladalem pod samochod ale nie sadze by uszkodzila cokolwiek!
        pozdrawiam
      • Gość: Qrakki Re: rozwalilem golebia IP: *.stacje.agora.pl 12.07.02, 09:55
        A ja kure:))
        i okazało sie ze w lato snieg w Bieszczadach pada:)))
        potem wygladala chyba jak z kreskowki - cala naga ale chyba nie przezyla:)
        Nie zagladalem pod samochod ale nie sadze by uszkodzila cokolwiek!
        pozdrawiam
      • Gość: Qrakki Re: rozwalilem golebia IP: *.stacje.agora.pl 12.07.02, 09:59
        A ja kure:))
        i okazało sie ze w lato snieg w Bieszczadach pada:)))
        pozdrawiam
    • Gość: duzers Re: rozwalilem golebia IP: 213.158.197.* 12.07.02, 09:57
      Bilans moich znajomych:
      - zając - pęknięty zderzak i wyrwany halogen
      - sarna - dachowanie, samochód do kasacji

      Ale ponoć najgorsze są łosie - ciężkie cielsko na stosunkowo wysokich nogach
      powoduje, że kabina pasażerska jest zgniatana do linii drzwi. Takie opowieści
      słyszałem w Szwecji. Nikomu nie życzę.
      • Gość: Qrakki sorki za 3 listy!!! IP: *.stacje.agora.pl 12.07.02, 10:08
        ale cos mi sie powalilo:)))
      • Gość: darekk Re: rozwalilem golebia IP: 217.153.15.* 12.07.02, 10:09
        kojarzycie miejsce w necie, gdzie mozna zamieszczac zdjecia za friko? mam pare
        fotek swojego auta po zderzeniu z jeleniem.
        • Gość: robert bigbraderki sie marzą łosiu? IP: *.acn.pl / 10.129.132.* 12.07.02, 10:17
          • Gość: darekk Re: bigbraderki sie marzą łosiu? IP: 217.153.15.* 12.07.02, 10:19
            ???
    • Gość: ptica Re: rozwalilem golebia IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 12.07.02, 10:22
      Szkoda ptaka

      ptica
    • Gość: Łoli Re: rozwalilem golebia IP: *.smochowice.sdi.tpnet.pl 12.07.02, 10:40
      Swego czasu znajomy tak przejął się spacerującym po drodze zającem, że wpadł w
      poślizg i dachując wleciał do rowu. Auto skasował, ale jemu na szczęście nic
      poważnego się nie stało. A co do łosi, to i u nas można je spotkać na drodze -
      nie tylko w Skandynawii. Koledzy przyjęli takiego stwora na forda escort'a. Po
      kolizji w zdecydowanie lepszym stanie był zwierz. Działo sie to koło Konina.

      pzdr.
    • dlugopis Re: rozwalilem golebia 12.07.02, 11:08
      Moj kumpel walnol centralnie w dzika przy 90 km/h mercem W124. Z przodu na oko z
      zewnatrz niewielkie straty : zderzak, lekko maska, chlodnica uszkodzone,
      reflektory cale. Otwiera bagaznik, a tam podloga cala pogieta. Po podniesieniu
      auta okazalo sie , ze cala plyta podlogowa jest pogieta - czteroslad. Auto do
      kasacji.
      Pozdrowionka
    • Gość: Burza Re: rozwalilem golebia IP: *.datastar.pl 12.07.02, 11:13
      Na wesoło to mojego kaszla z lat dziecinnych potrącił kogut :-) Przebiegał bez
      droge, stuknąłem o on, dupek jeden, odbił się skrzydełkiem od samochodu i pobiegł
      do swego kurnika. Kasiel do blacharza (duże wgięcie) i reflektorarza :-)))
      A siostra kumpla trafiła mazdą 323F (tą ze ślepiami chowanymi) rotwailera... w
      nocy w lesie (!!!). Pincetkom go potem z chłodnicy wyjmowali - samochód na szrot
      a kundel do krainy wiecznych łowów... dziewczyna do chirurga plastycznego - nos
      jej się połamał ;-)
      A dwa lata temu zaliczyłem wiewiórę - trałma i chandra przez tydzień :-(
    • Gość: Hiszpan Re: rozwalilem golebia IP: 213.25.43.* 12.07.02, 12:56
      ja przejechałem jednosladem psa efekt: ja kilka metrów dalej na chodniku a pies
      przetrącony w krzakach ale widziałem efekty takiego kontaktu z dzikiem :
      motocykl na złomowisku , 2 osoby z drobnymi na szczęście obrażeniami w szpitalu
      a dzik na obiedzie (jako danie).
    • Gość: oldgray Re: rozwalilem golebia IP: *.magma-net.pl 12.07.02, 13:14
      tez trafilem raz golebia a wszystko przez to, ze nie ruszyl sie z jezdnia, na
      co ja liczylem. Zdazylem zauwazyc za soba tylko oblok pior (na liczniku mialaem
      ok 50 km/h) Z samochodem nic sie nie stalo (Citroen Berlingo)
      • Gość: Slav Re: rozwalilem golebia IP: 213.77.14.* 12.07.02, 13:26
        Ja mam na sumieniu białego kotka... zabiłem go starym kaszlem... (poszedł pod
        lewe tylne koło i tylko mnie podrzuciło)
        To było jeszcze w czasach studenckich, ale żona do dziś mi tego nie może darować.
        A kaszlowi nic ! Jeszcze długo, długo się turlał
        • Gość: mikis Re: rozwalilem golebia IP: *.mos.gov.pl / 194.181.155.* 12.07.02, 13:32
          trafiłem gołębia - nawet chciałem ominąć ale nie dało rady i tylko lekkie bum i
          kupa piór z tyłu - szkoda zwierzaka...
        • szarykot Re: rozwalilem golebia 16.07.02, 21:07
          > Ja mam na sumieniu białego kotka... zabiłem go starym kaszlem[...] ale żona
          do dziś mi tego nie może darować.

          i wcale jej się nie dziwię...
    • Gość: Marek Re: rozwalilem golebia IP: *.atl.ec.equifax.com / 172.18.113.* 12.07.02, 13:35
      Ja tylko na ludzi polowalem - padl na maske, glowa sie wbil w szybe
      robiac "kuku" mojej zonie, nogami mi pogniotl dach a nastepnie spadl przed
      samochod w kaluzy krwi.
      • Gość: darekk Re: rozwalilem golebia IP: 217.153.15.* 12.07.02, 14:34
        marek, boj sie boga, i po czyms takim nie boisz sie jezdzic?
        • Gość: Marek Re: rozwalilem golebia IP: *.atl.ec.equifax.com / 172.18.113.* 12.07.02, 15:08
          Pol roku pozniej wzialem jeszcze dwoch pieszych na maske a nastepnie pod
          samochod. Pogieli mi maske i zwiali...

          A ilosc zdumiewajacych przezyc jakie mialem jadac samochodem przekracza
          wszelkie pojecie. Lecial na Ciebie kiedys wielki, szesciocylindrowy, rzedowy
          silnik broczacy na wszystkie strony zielonym plynem chlodzacym? Na mnie lecial.
          Na szczescie zatrzymal sie dwa metry prze samochodem.

          Widziales na wlasne oczy smiertelny wypadek? Jechalem za gosciem ktory sie wbil
          w drugi samochod tak ze nie dalo sie go wyciagnac - wycinali go z pol godziny.
          Dobieglem do jego samochodu jak dopiero zaczynal dymic.

          Nie, nie boje sie jazdy. Choc z wiekiem coraz ostrozniej jezdze...
          • Gość: darekk Re: rozwalilem golebia IP: 217.153.15.* 12.07.02, 15:25
            potraciles trzech gosci? rany. z ich winy, czy jezdzisz po chodnikach?
            • Gość: Marek Re: rozwalilem golebia IP: *.atl.ec.equifax.com / 172.18.113.* 12.07.02, 15:58
              Z ich winy - jeden byl pijany i myslal ze umie latac (nie umial, ale probowal),
              dwaj pozostali wpadli na genialny pomysl przebiegania w niedozwolonym miejscu i
              wtargniecia na jezdnie zza ciezarowki bez rozgladania sie.
              • Gość: Michal Re: rozwalilem golebia IP: *.telia.com 29.07.02, 16:33
                Palmtopie!
                Dwa razy w zyciu spotkala mnie ta przyjemnosc.Pierwszy raz w roku 1982 jadoc do
                pracy na autostradzie majac na liczniku 105km/h walnolem grillem mewe.W Fordzie
                Taunusie bo takowy posiadalem wowczas roznioslo w mak caly grill.Nabylem nowy
                na wakcjach w Niemczech,bylo taniej u nas zadali 700sek a w niemczech w
                Augsburgu dostalem za 70DM.
                Drugi raz w "Strosnym kraju DDR"przyfandzolilem w mlodego jelonka przy 120km/h
                tak fortunnie ze biedny jelonek mial podciete nogi i zostal odrzucony do przodu
                i nastepnie przejechany przez auto i tylnia os go przepolowila.Bidak zginal na
                miejscu na blotniku u dolu troche sladu krwi i nic wiecej,To byl Mercedes Benz
                model W123.Sam sie nadziwic nie moglem mialem straszny strach w oczach,moze
                jakas sila go odepchnolem najmniejszego sladu na lewym reflektorze ani na
                zderzaku ani na masce.Pod samochodem bylo strasznie duzo siersci i mase jej
                przyklejonej do podwozia i krwi.
                Pzdr.Rzeznik drogowy
            • vwdoka Re: rozwalilem golebia 12.07.02, 17:35
              Dlatego siedzi w stanach, nie może przyjechać do PL bo czekałby na niego komitet
              powitalny smutnych;-)))
              vwdoka
    • palmtop Re: rozwalilem golebia 12.07.02, 16:45
      raz spuscilem w miescie ze smyczy mojego misiaka i tak sie ucieszyl z wolnosci,
      ze z rozpedu wpadl pod malucha; serce mialem w gardle, takie cos na moich oczach,
      wydawalo mi sie ze bedzie caly polamany, ale jakims cudem przezyl, do tego tylko
      byl potluczony; niestety kierowca nie okazal sie zbytnio zainteresowany losem
      psa: wyhamowal przez moment, po czym pojechal w cholere. a nie byla to ulica po
      ktorej pedzil stowa, jechal moze 40-stka; no ale oczywiscie byla to moja wina z
      drugiej strony;

      pies przez nastepne pol roku omijal lukiem stojace na parkingu maluchy, co bylo
      dosyc smieszne ale w zasadzie troche dziwne, bo niby od kiedy psy znaja sie na
      samochodach?
      • Gość: DD Re: rozwalilem golebia IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 12.07.02, 16:59
        Kilka lat temu zahaczyłem anteną w Skodzie Favorit o przelatującego gołębia.
        Efekt: wygięta na zawsze antena.
        Kilka miesięcy później pecha miała sikorka. Nie wiem jakim cudem, ale wbiła się
        łebkiem w grill Favoritki. Nie słyszałem puknięcia, ale po zaparkowaniu jakiś
        gość pokazał mi, że coś pierzastego wystaje mi z przodu auta. Tak się wbiła tym
        łebkiem, że 10 minut ją wyciągałem ..... kombinerkami :-( kawałek po
        kawałku ..
      • Gość: agulha Re: rozwalilem golebia IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 10.02.03, 00:49
        Podobna do Twojej przygody historia nt. psa znajomych. Ten cocker spaniel
        zobaczył po przeciwnej stronie ulicy znajomego psa, zaczął merdać ogonem i
        postanowił do niego dołączyć. Na jezdni pacnął go samochód, przejechał mu
        tablicą rejestracyjną po głupim łbie, lekarz musiał psu skórę zszywać. No więc
        lęku przed samochodami pies nie wykazywał, ale jak zobaczył ponownie tamtego
        drugiego psiaka, to się zlał ze strachu.

        Historia ucieszna a prawdziwa: znajoma lekarka neurolog z Instytutu Psychiatrii
        i Neurologii jechała samochodem do pracy, po Ursynowie, kiedy nagle jej
        zdumionym oczom ukazały się trzy galopujące konie, jeden z nich wpadł na
        samochód, wgniótł dach (na szczęście ona jest niska i nie doznała urazu głowy),
        po czym zwierzaki uciekły. Możecie sobie wyobrazić minę policjanta, kiedy
        spisywał protokół, i po wysłuchaniu tej historii dowiedział się, że jej
        bohaterka pracuje w Instytucie Psychiatrii (...) :-)).
        Zresztą winnego konia odnaleziono :-)). Uciekły szkapy z jakiejś szkółki
        jeździeckiej.

        Jakiś tydzień temu znajoma jadąc Wisłostradą zobaczyła gwałtownie skręcającą na
        inny pas ciężarówkę, a potem przyczynę tego manewru: na środku pasa stał
        wyciągając szyję łabędź. Udało jej się go ominąć.

        Ja jeszcze żadnego zwierzęcia chyba nie ubiłam (no, nie licząc much i
        komarów :-)), raz ostro hamowałam przed kotem przebiegającym przez drogę, a raz
        na Słowacji zobaczyłam na poboczu dużego, brązowego ptaka, dropiasty, na oko
        drapieżny. Siedział sobie i kiedy przejeżdżałam moim kaszlakiem, postanowił
        głupek wzbić się w powietrze. Coś uderzyło w szybę, ale ptak odleciał, a śladów
        na samochodzie nie było, więc chyba nie zrobił sobie krzywdy.
    • vwdoka Re: rozwalilem golebia 12.07.02, 17:42
      cóż,
      ja mam zająca, dwie synogarlice i kota na rozkładzie... szkoda zwierzaczków...
      ale nic nie mogłem zrobić... ptice (obie) za każdym razem wlatywały z boku, jedna
      przeturlała się przez maskę szybę przednią i dach, druga tylko przez szybę i
      dach.... zając uderzył głową o tablicę i wpadł pod koła... kot wyskoczył z boku
      prosto pod koła.... a i jeszcze OMC pies, wyleciał z boku, obtarł się o bok
      zderzaka (tuż przed przednim kołem) ale po chwili się otrząsnął i poszedł w swoją
      drogę...
      vwdoka
      • Gość: sand Re: rozwalilem golebia IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 13.07.02, 11:57
        ostanio jadac katowicka (troche szybko- ok 180) zauwazylem przechodzace.. hmm
        chyba przepiorki- mama z malymi, nie bylem pierwszy- przedemna gosciu jechal i
        one zaczely sobie przechodzic przed gosciem- ktory jechal prawym pasem. Gosciu
        po heblach a przepioreczki.. przestraszyly sie i zaczely wracac- wprost pod moje
        kola- no to ja tez po heblach do lewej strony... ale nie udalo sie do konca-
        jedna splaszczylem (pod kolo)- to bylo przy predkosci ok 150 km/h na szczescie
        nic sie nie stalo w samochodzie. Trooche tylko psychika ucierpiala.
        PZDR
        sand
    • Gość: martynka Re: rozwalilem golebia IP: *.lukowa7.waw.pl / 192.168.1.* 13.07.02, 12:23
      Kiedyś jechałam wczesnym rankiem od mojej śląskiej Babci (jechałam do Czech).
      Było koło 5 rano, początek jesieni, słońce wychodzi zza chmur - j a prawie sama
      na drodze. Jakieś 50 metrów przed moim autkiem, coś wyskoczyło na drogę -
      wyhamowałam - był to duży dzik, stał przed moją maską i wogóle się nie ruszał,
      patrzył się na mnie - przynajmniej takie miałam wrażenie - po chwilce na ulicę
      weszła locha i 5 małych dzików- spokojnie przeszły przez ulicę,, dzik poszedł za
      nimi. Do tej pory mam ten obraz przed oczami, coś pięknego....
    • dreaded88 Wszyscy się będziecie w piekle smażyć :-) 13.07.02, 17:27
      Ja znam rzecz głównie z drugiej strony. Mieszkam sobie na włościach przy trasie
      wylotowej z miasta wojewódzkiego. Bardzo lubię koty i mam zawsze kilka. Kot jak
      to kot, lubi sobie połazić, nie ma ogrodzenia, które byłoby w stanie go zatrzymać
      ( chyba że mur pięciometrowy ). I niestety już kilka skończyło jeden ze swych
      dziwięciu żywotów na ulicy... Niechaj Bastet, Ozyrys, Set, Izyda i Annubis ukarzą
      morderców, męki ich niech trwają wiecznie.
      • Gość: Michal Dread88-Wszyscy się będziecie w piekle smażyć :-) IP: *.telia.com 30.07.02, 11:32
        Dreadzie88
        Dokladam do Twoich prosb jeszcze ; moje kotki co zginely kolo naszej dawnej
        firmy przejechane przez pracownikow Tetra Pak to byly; Mialy nazwy politykow
        szwedzkich ,ludzie sie za boki trzymali jak sie je wolalo a wiec Göran
        Persson,duzy wlochaty pomieszana Norsk skugs katt z persem To jest lesny dziki
        norweski z dlugowlosym persem,potem Czarny wielki 15 lat miall i gluchy jak
        pien byl Adolf Hitler zwal sie,potem Czarnulek (Svarting)nazwany przez moja
        corke,obecnie zaginol tez synowie Adolfa,czarne pieruny jak noc norsk sugs
        katty Herman i Martin,reszta juz nie wiele ale zyja Mona Liza dama 10letnia
        slepa na jedno oko,Kicynia ,Swarmor (tesciowa) no i Kicyni nowe dzieci ,ale
        jeszcze ich nie poznalismy ,musi wyprowadzic i przedstawic to ponazywamy je.
        Tyle wy bylo
        Pzdr.Michal
    • Gość: Marek Krolik IP: *.atlanta-33-34rs.ga.dial-access.att.net 13.07.02, 22:30
      Wlasnie dzis zalatwilem krolika. Predkosc 55 MPH (90 km/h), krolik postanowil
      przebiec, hamowanie nie pomoglo, dostal najprawdopodobniej wahaczem kola
      (obejrzalem samochod od spodu, ale nie ma zadnych sladow). Zona plakala a
      corka tlumaczyla zeby sie nie przejmowac bo kazde zwierze musi kiedys umrzec a
      poza tym dzieki temu jakies inne zwierzeta beda mialy pozywienie. Za duzo sie
      tych programow przyrodniczych naogladala... W kazdym razie mam niesmak.
      • Gość: eres Re: Krolik IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 30.07.02, 12:22
        Gość portalu: Marek napisał(a):

        > Wlasnie dzis zalatwilem krolika. Predkosc 55 MPH (90 km/h),
        ...
        > ... W kazdym razie mam niesmak.

        Bo trzeba go bylo wpierw troszke przypiec.
        Kto to widzial krolika na surowo!
        ;-)
    • Gość: MK Re: rozwalilem golebia IP: 217.153.88.* 16.07.02, 18:38
      Ja też. 4 lata temu na E-7 przed Grójcem. Samochód - Polonez. Prędkość - 130
      km/h. Gołąb wyleciałzza ogrodzenia na wyskokości połowy szyby. Dostał górną
      krawędzią przedniej szyby. Dobrze, że nie środkiem, bo by mi wpadł do środka.
      Wrażenie niesamowite, huk i zgrzyt po dachu. Brak widocznych uszkodzeń na
      samochodzie. Ofiary nawet nie szukałem, bo po szybie ściekły z niej jakieś
      płyny...

      pfuj...

      Dalej do Warszawy nie przekraczałem 80 km/h...
      • Gość: hirurg75 Re: rozwalilem golebia IP: *.sprintnet.pl / 213.25.77.* 17.07.02, 14:10
        miesiąc temu trafiłem renault scenic kotka przy prędkości 100 km/h. lekkie
        uderzenie kierownicy i we wstecznym lusterku zobaczyłem futrzaka lądującego pod
        drzewem. efekt:płacz kobiety i stłuczony reflektor przeciwmgielny.
    • Gość: Qbayashi Re: rozwalilem golebia IP: *.stacje.agora.pl 17.07.02, 15:20
      Ja - niestety - mam duzo zwierzaków na koncie:
      Transit - kura (lub kogut nie jestem pewien) - chmura piór za samochodem
      Polonez - kotek, biedny położył sie pod kołem a ja go nie widziałem i cofałem
      Tipo - kaczka, wyskoczyła (ale szybkie te kaczki!!!) z rowu, pęknięty zderzak i krew na błotniku i drzwiach,
      a
      samochód wiozłem do komisu
      Celica - wróbelek, nie wiem nawet co z nim, znalazlem tylko kilka piorek na rogu otwartego reflektora
      Celica - pies (uciekł), gonił kota, kot zdążył przebiec ale pies już nie, jechałem 40-stką, nie było szans
      wyhamować (zima, lód), pęknięty zderzak
      Natomiast mój znajomy miał spotkanie Celicą z krową. Krowa padła, a w samochodzie wyrwana lampa,
      lekko pogięta maska i dach - krowa - po prostu - przetoczyła się po samochodzie.
    • Gość: anthon Re: rozwalilem golebia IP: 2.4.STABLE* / 192.168.3.* 23.07.02, 16:38
      Ja też mam niestety troche zwierzątek na koncie:
      duży pies (uciekl) - przy 110 km/h rozbity reflektor, wgnieciona maska i drzwi,
      bo zawinęło pieska
      mały pies (zginal) - przy 70 km/h rozwalił zderzak i chłodnicę i przeleciał pod
      samochodem, prawie całkiem obdarło go ze skóry, widok makabryczny
      bażant (zginal) - przy ok 120 km/h wleciał mi z boku prosto w przednią szybę, o
      dziwo nic się z autem nie stało, bażanta obrało z piór
      około 10 wróbelków i jaskółek - kiedyś przy 180 km/h trafiłem 2 naraz,
      rozpłaszczyły się na szybie, a strużki krwi pociekły przez pół dachu, widok
      również nieciekawy
      A tak z innej beczki, to niecałe 2 tygodnie temu na plaży w Kołobrzegu
      widziałem dziki - locha z 5 młodymi chodziła między ludźmi i szukała jedzenia w
      ich siatkach, zrobiłem nawet zdjęcie.
    • Gość: Jendrek Re: rozwalilem golebia IP: *.imio.pw.edu.pl 29.07.02, 15:37
      Zdarzenie z wczoraj. Jechałem jakieś 80 km/h i wyskoczył mi pies z prawej.
      Zdążyłem zareagować i zwolniłem. Pecha miał gość w "nowym" Punto. Wyprzedzał
      mnie akurat (musiał jechać ze 100 km/h) i trafił psiaka (wyglądał na
      foxterrieria - chyba tak się to pisze). Pies do piachu, w Punto zderzak,
      reflektor i chłodnica.
      Z moich doświadczeń, kawka przy 80km/h w środek maski (Felicja '99). Na
      somochodzie nawet śladu niebyło, ale uderzenie poczułem.
    • Gość: M Re: rozwalilem golebia IP: *.alstom.pl 30.07.02, 11:08
      Jechałem maluchem na safari 180 km/h. Przywaliłem w hipopotama. No i na ścianie
      mam skórę z niego. A maluchem jeżdżę dalej.
    • Gość: volica Re: rozwalilem golebia IP: *.TNMEM2.USIT.NET 09.02.03, 04:18
      skunks przy ok 40 mph. Zwierzatko nie przezylo, auto cale, ale dwa razy w
      myjni, zanim mozna bylo przejsc obok.

      pzdr
      • Gość: Arti Gołąb, coś dziwnego, kaczka i aligator IP: *.teleaudio.com.pl 09.02.03, 13:28
        Ja osobiście zaliczyłem tylko gołębia i to nie śmiertelnie. Po prostu w środku
        Warszawy ptaszysko startowało do lotu z trawnika na poboczu, ja jechałem prawym
        pasem i ptaszysko odbiło się od auta. Zawróciłem potem w poszukiwaniu zwłok
        (byłem w szoku, bo lubie rozmaite stworzonka), ale nic nie znalazłem. Dopiero w
        drugiej kolejności obejrzałem auto, ale nie znalazłem nawet śladu.
        Innym razem na trasie z Poznania do Warszawy, wieczorem coś wybiegło mi na
        drogę. To coś było wielkości może owczarka niemieckiego, ale brązowe i bez
        ogona. Jechałem szybko, zdążyłem to wyminąć, bo było zupełnie pusto, więc
        mogłem zjechać na pas dla jadących z przeciwka. Najadłem się strachu, jak juz
        doszedłem do siebie, to uznałem, że tym czymś najpewniej była sarna. To się
        zdarzyło we wschodniej części Wielkopolski, w okolicach Koła-Kłodawy, a tam
        zdaje się na polach biegają czasem sarny.
        Innym razem w Alei Stanów Zjednoczonych w Warszawie widziałemm jak facet przede
        mną przejechał dziką kaczkę. Tam na pasie zieleni te kaczki maja gniazda. Pas
        zieleni jest oddzielony od drogi małą siateczką, żeby kaczki nie właziły pod
        koła. Ale akurat wtedy, kawałek siateczki był zniszczony i kaczki całymi
        rodzinami maszerowały sobie przez jezdnię. Nawet Gazeta Wyborcza w dodatku
        stołecznym pisała, żeby tam uważać. Ale akurat wspomniany gostek jadący przede
        mna nie uważał i trzepnął kaczkę. Nawet fiut (nazywam go tak, bo lubię
        stworzonka) na chwilę nie nacisnął na hamulec. Po prostu przemielił ją pod
        podwoziem i jechał dalej.
        I na koniec coś a propos, choć może trochę z innej beczki. Mój kolega mieszkał
        kiedyś na Florydzie i opowiadał, jak na drodze spotkał aligatora. Bydlę wyszło
        na jezdnię, uwaliło się na środku i wygrzewało na słońcu. A kierowcy
        zatrzymywali się i czekali aż zejdzie. W końcu przyjechała policja i takimi
        specjalnymi długimi tyczkami zepchnęła gada z drogi.
    • Gość: Jasio Re: rozwalilem golebia IP: *.proxy.aol.com 09.02.03, 23:24
      A teraz cos na przestroge. Nie byl to golab, ale bazant. Dorodne ptaszysko.
      Siedzial rankiem na srodku autostrady w Niemczech. Ja gonilem nowiutka Vectra
      na samolot i bylem juz troszeczke spozniony. No i zerwalo mi sie to ptaszysko z
      asfaltu, a ja zaczalem ostro hamowac. Niestety przy 170 km/godz wiele nie
      zdzialasz. Przyjalem wiec ptaka na gorna czesc przedniej szyby. Tylko cos
      huknelo, posypalo sie troche pior i po sprawie. ....Nie zupelnie. W tym momecie
      zauwazylem palaca sie lampke kontrolna poduszek...... Przeszly mnie ciarki.
      Ladnie bym wygladal jakby odpalily.
      Pozdrawiam.
    • Gość: krisis Re: rozwalilem golebia IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 07:58
      Niby nie w temacie = bo na szczescie nie mam na sumieniu zwiarzat - ale faktem
      jest ze bardzo lubie zwierzeta i nawet jak wpada mi pod kolo staram sie je
      ominac co kilka razy byloby przyczyna ladowania w rowie. Nie wiem jak wy, ale
      ja widzac zwierzaka widze zywa istote i chociaz wiem, ze moge narobic sobie
      klopotow staram sie ominac. Ostatnia taka sytuacje mialem tej zimy wyjezdzajac
      z domu. Mialem ok 50 km/h jak zza krzadkow wyskoczyl kot, ktory widzac mnie
      zatrzymal sie i probowala zawrocic z drogi. Cud, ze go ominalem, ale slizgalem
      sie jeszcze dobre 5 metrow zanim auto ustawilo sie prosto. Na szczescie nie
      musialem uciekac w lewy pas.

      A kiedys bylem na specerze z psem dziewczyny. Przez przypadek zapomnialem ze
      pies biega za kamieniami a mi sie kopsnelo kamienia ktory odbil sie i wpadl na
      droge. Pies polecial za nim a wracajac wpadl pod kola malucha. Myslalem ze nie
      przyzyje a on wstal, otrzepal sie poszukal kamienia i przyniosl go :)))))))))).
      Kierowca oczywiscie pojechal dalej. Zastanawiam sie bo czesto widze te
      bezdusznosc - czy kierowcy uciekaja boja sie kontaktow z policja czy tez sa az
      tak bezduszni ze zostawiaja psy na drogach ktore jeszcze zyja. Sam szukalem
      przez dorba godzine kiedy z dziewczyna weterynarza. Pies ktorego znalezlismy na
      drodze zyl, ale widac ze strasznie sie meczyl. Mogl tak lezec dlugo. Ale
      cierpienia skrocil mu weterynarz. Zaplacilem nawet za zastrzyk aby go uspic bo
      ratowac nie bylo co. Lubimy zwierzeta ale tylko swoje?!?!? Czyz brak serca
      pozwala niektorym olewac cierpienia tych potraconych??
    • Gość: Arka3 Re: rozwalilem golebia IP: *.chello.pl 10.02.03, 17:33
      Żona się do mnie nie odzywała jak przejechałem wróbla.
    • Gość: Crazy222 Re: rozwalilam pancernikl IP: *.73-24.tampabay.rr.com 10.02.03, 22:07
      ja sie sama do siebie nie odzywam za to co zrobilam. Rozjechalam pancernika!
      Obijal sie o podwozie to byl taki potworny dzwiek... pozniej spac nie mogalm.Do
      dzis mam koszmary! hliiip. Naprawde, niechcialam!
      • Gość: Jasio Re: rozwalilam pancernikl IP: *.proxy.aol.com 11.02.03, 05:38
        Bedac w Manili na Filipinach wynajalem na weekend samochod (z kierowca)zeby
        zobaczyc kraj. Pod wieczor, gdzies w srodku wyspy widze, ze cos wielkiego
        pelznie po szosie. Kierowca nawet nie zwolnil i...przejechalismy sie po
        olbrzymim jaszczurze, tak na oko z poltora metra.
        Pozdrowienia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka