Kurs bezkolizyjny

02.11.05, 23:26
Brawo za artykuł - szczególnie część 'pesymizm popłaca' to jest podstawa i
tym właśnie kieruję się podczas jazdy autem. Dodam że z takim myślenem o
możliwych przeszkodach i nieprzewidzianych sytuacjach jazda autem jest o
wiele ciekawsza i dużo mniej nudna. Właściwie ierowanie samochodem w polskich
warunkach i drogach jest jak gra komputerowa - nigdy nie wiadomo w którym
momencie się skończy. Szkoda tylko, że nie wszyscy biorą to sobie do serca.
No ale cóż kierowcy mają różny temperament i tego nikt nie zmieni.
    • yacax Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 06:03
      Bardzo dobry artykuł. "Pesymizm" można zmienić na "Wyobraźnia", ale to drobiazg.
      • fuutott Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 10:27
        Bez wyobraźni i po piciu do samochodu się nie wsiada. No chyba że jako pasażer.
        • knychala1 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:07
          Zgadzam się z autorem artykułu. Nie prowokować losu i myśleć zawczasu!! To
          banały ale niestety prawdziwe. Jeżdżę 14 lat, prawo jazdy dostałem w dniu 17
          urodzin i tylko jedno najechanie z tyłu. Myślę, że wynik niezły. Aczkolwiek
          jadąc zawsze myślę za siebie i innych. Utwierdziłem się tylko w tym przekonaniu
          odkąd zacząłem pracować w salonie samochodowym i jestem zmuszony do jazd
          testowych z klientami. Tragedia! Poziom wiedzy wyobraźni i doświadczenia bardzo
          wielu kierowców jest katastrofalny. Kierowcy, którzy dużo jeżdżą a do tego
          myślą i przewidują a nie wpadli w rutynę, super. Reszta, tzw. niedzielni,
          którzy siadają za kólkiem od czasu do czasu a doświadczenie zdobyli tylko na
          kursie - zgroza. Jeżeli dojdzie jeszcze rutyna "bo prawo jazdy mają 30 lat" to
          musi dojść do tragedii. Całkowite nieprzystosowanie do jazdy z innymi na
          drodze, kierunkowskazy używane okazjonalnie, a lusterko tylko do zmiany
          wyglądu. Często po prostu nieświdomość swoich umiejętności ponieważ nikt po
          kursie ich nie zweryfikował. A instruktor nieczego nie nauczył bo nie miał
          czasu. Dlatego zawsze kiedy siadam za kółkiem wyobrażam sobie, że tacy ludzie
          są na drodze myślę i przewiduję, co pozwala mi dojechać cało i zdrowo. Życzę
          tego sobie i innym zawsze.
          • sasiadka2000 Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:23
            Artykuł bardzo dobry - punkt dla tego pana. Jestem kierowcą z 10-cio letnim
            stażem i naprawdę przez te 10 lat jeździłam, co u kobiet nie zawsze sie
            zdarza ;-)I jeżdże naprawde dobrze. Jak dotąd tylko raz zbiłam reflektor przy
            wycofywaniu - więc chyba nie tak źle. Odpukać...Przy tej okazji mam pytanie do
            panów (bo chyba na tym forum dominujecie ;-)): jeżeli to samo wykroczenie, na
            przykład klasyczne zajechanie drogi przy zmianie pasa ruchu, popełni kobitka,
            obrywa ona od Was dużo bardziej niż gdyby zrobił to mężczyzna? Ja się zgadzam,
            ze sporo z nas kobiet, jeździ słabiej (bardziej zachowawczo), ale to nie
            oznacza, żeby być wobec nas kobiet, zwyczajnie chamskim na drodze.
            Poza tym pozdrawiam życzac wszystkim szerokiej drogi :-)
            • emes-nju Re: Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:28
              sasiadka2000 napisała:

              > Przy tej okazji mam pytanie do panów (bo chyba na tym forum dominujecie ;-)): > jeżeli to samo wykroczenie, na przykład klasyczne zajechanie drogi przy
              > zmianie pasa ruchu, popełni kobitka, obrywa ona od Was dużo bardziej niż
              > gdyby zrobił to mężczyzna?


              Moze dlatego, ze jak facet zajedzie komus droge, to wie o tym od razu (a czasem wczesniej jak jedzie na tak zwany "hejnal" - czyli do pierwszego trabniecia gosciowi, ktoremu zajezdza). Wiele (nie wszystkie!) kobiet zasysa przyczyne czyjegos trabienia dosc pozno od zaistnienia sytuacji. Trabiacy zdarzy sie wkurzyc nie tylko zajechaniem drogi, ale i oczekiwaniem na reakcje :-)
              • sasiadka2000 Re: Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:31
                emes-nju napisał:


                >
                >
                > Moze dlatego, ze jak facet zajedzie komus droge, to wie o tym od razu ....

                Z całym szacunkiem...nie zawsze, oj nie zawsze...;-)A na ogół jak sie chce go
                wyprzedzić to jeszcze dokłada gazu, bo ma lepszą "furę"...;-)
                • emes-nju Re: Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:32
                  Tys prowda!
                  • sasiadka2000 Re: Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:35
                    Co nie zmienia faktu, że jak widze kobitke za kółkiem, zwłaszcza małego autka,
                    to szybko omijam...;-)))
                    • emes-nju Re: Kobieta za kółkiem 03.11.05, 16:38
                      Male jak male. Znacznie gorzej jak sluzbowe! Kobiety za kierownica okratowanych aut sa czesto znacznie "lepsze" od mezczyzn. Czasem az nie moge wyjsc z podziwu skad w istotach z natury lagodniejszych od mezczyzn biora sie takie poklady agresji.
    • emes-nju Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 10:38
      Jestem w szoku!

      Dlaczego ten czlowiek nie zastapi (np. w TV) wszystkich gadajacych ex catedra madrali. Jak widac mozna bez komunalow i bez, wkur..., dydaktyzmu. Szkoda, ze ktos piszacy w ten sposob nie przebije sie na swiatlo dzienne :-( Bo to nie jest zgodne z polityczna poprawnoscia! Skoro nie ma mowy o dostosowywaniu, przekraczaniu, niezachowaniu itd., to nie nadaje sie do pogadanek w Kolku Kierowcow Polskich emitowanych w godzinach najwiekszej ogladalnosci :-P
    • teszu Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 10:42
      Jak kiedyś mi ktoś powiedział: jeżdżę tak, jakby każdy inny uczestnik ruchu
      chciał mnie zabić :) I coś w tym jest...
      • ktbb Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 17:50
        > Jak kiedyś mi ktoś powiedział: jeżdżę tak, jakby każdy inny uczestnik ruchu
        > chciał mnie zabić :) I coś w tym jest...
        Pewnie że jest.
        Ja po wielu stłuczkach nie ze swojej winy na poczatku kariery zacząłem myśleć
        prościej - nie tak ekstremalnie: trzeba jeździć tak, żeby maksymalnie
        uwzględnić jakby każdy uczestnik ruchu chciał się ze mną zderzyć :) Ale bez
        przesady. Takie podejrzenia mogą prowadzić do strachu przed jazdą, czy
        wykonywaniem poszczególnych manewrów, a strach jest złym doradcą.
        Wymaga to przede wszystkim koncentracji na prowadzeniu samochodu w czasie
        jazdy. Jest to jedyna rzecz, o której nie wspomniał autor. Ludzie w samochodzie
        robią wszystko w czasie szybkiej jazdy, nawet śpią :)I to powoduje znaczną
        część wypadków.
        Nie do końca popieram też tezę autora o natychmiastowym hamowaniu po zobaczeniu
        czerwonych światełek poprzednika. To wyzwala panikę. Jak zobaczę światełka
        poprzednika to nie naciskam swojego hamulca, a zdejmuję gaz, pozwalam silnikowi
        hamować, gdyż ten ktoś przede mną może tylko mignął hamulcem i moje hamowanie
        hamulcem może nie być potrzebne. Oszczędzam w ten sposób nerwy tych co jadą za
        mną i panikują hamując, bo są to potencjalni kandydaci na opisane w artykule
        stłuczki. Takie dwuetapowe hamowanie w kolumnie jest zdecydowanie
        bezpieczniejsze w zimie. Generalnie hamuję krótko, zawsze szybko zmniejszając
        od razu prędkość do takiej jaką chcę dostać na końcu - np do prędkości pojazdu
        który wjechał na mój pas, nawet jeżeli przede mną powstanie dziura. Jeżeli
        hamuję bo wynika to z sytuacji na drodze, raczej nie jest to zaproszenie do
        wjazdu przed nos. Zyskuje się w ten sposób dystans przed soba, jeżeli widać w
        lusterku z tyłu kogoś kto zbliżył się za bardzo, można wręcz przyspieszyć.
        Zrobiłem w ten sposób bez wypadku przebieg, do którego trzeba zajeździć dobrych
        kilka aut(np. po 200tys każde) więc moim zdaniem te zasady są dobre i co ważne
        sprawdzone w praktyce.
    • bocian4 odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 10:45
      Po pierwsze trzymać odstęp, po drugie, nie hamować tak jak mówi autor -
      identycznie jak ten z przodu po to aby zachować odstęp, wręcz przeciwnie -
      hamujac patrzeć w lusterko i ewentualnei jeżlei widać ze koleś z tyłu sie nei
      zatrzyma zmniejszać odstęp. Te parę metrów wiecej na hamowanie niż mial gosc
      przed toba oznacza tez pare metrów wiecej dla wariata siedzącego CI na ogonie.
      Pesymizm jak najbardziej.
      NA razie odpukać nie mialem wypadków ani z mojej ani z czyjejś winy, oby to sie
      utrzymało... ;-)
      PZdr
      • k_r_m Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 10:52
        kiedy poprzednik hamuje, ale jestem jeszcze w bezpiecznej dległości i nie musze
        mocno naciskać na hamulec wciskam pedał leciutko, tylko na tyle aby moje światła
        stop się zapaliły, i w ciągu 8 lat za kierownicą tylko raz usłyszałem za sobą
        pisk hamującego smochodu, wtedy gdy przede mną zahamował Żuk z przyczepką bez
        działajacych świateł stopu i sam musiałem wciskać do podłogi
        • bocian4 Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 10:57
          > kiedy poprzednik hamuje, ale jestem jeszcze w bezpiecznej dległości i nie
          musze
          > mocno naciskać na hamulec wciskam pedał leciutko, tylko na tyle aby moje
          światł
          > a
          > stop się zapaliły,

          Dokładnie.

          Mi sotatnio mało nie wleciala corsa w d... - 3 pasmówkę w w-wie próbowała
          przeciąć karetka pogotowia (ul.kopińską). Widziałem ja z daleka i mimo
          zielonego swiatła powoli sie zatrzymałem (a propos póki ja nei stanąłem nei
          zatrzymał sie nikt na 3 pasach!). JAkieś 50 metrów za mna leciała corsawka ze
          100 na godzinę. Koleś uznał widocznie ze ma omamy ze jakis dureń zatrzymal się
          na zielonym i za późno zaczął hamować. Efekt byl taki ze zatrzymał sie obok
          mnie na pasie dla skręcających w lewo.
          Zadziwia mnei to ze coraz mneij ludzi puszcza karetki nei myśląć że kiedys oni
          moga taką karetka jechać.

          PZdr
          • listek86 Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 11:04
            Tu akurat popelniles blad, niebezpieczny z reszta. Jesli miales zielone swiatlo
            to trzeba bylo zwolnic i zrobic miejsce karetce na jej pasie a nie sie
            zatrzymywac. W ten sposob stworzyles dwuznaczna sytuacje dla tych za toba.
            Zakladajac opisany w artykule pesymizm powinienes przewidziec, ze ktos jadac za
            toba jak wspomniales 100km/h moze nie slyszec karetki i mocno sie zdziwic na
            widok zatrzymujacego sie samochodu na "zielonym".
            • wujaszek.wania Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 11:09
              Listku, zdaje się, że nie doczytałeś. Rozumiesz, co to znaczy "przeciąć (...) trzypasową drogę"?

              Pozdr.
              • listek86 Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 11:11
                A to przepraszam. Nie zrozumialem.
                • paulinapolak Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 13:49
                  W wielu krajach zwyczajowo w dziwnych i niebezpiecznych sytuacjach stosuje sie
                  swiatla awaryjne. Nagle hamowanie na autostradzie - awaryjne, ktos zatarasowal
                  droge i trzeba gwaltownie przyhamowac - awaryjne, jedzie karetka i stajesz na
                  zielonym - awaryjne. To bardzo dobry sposob, od razu wskazuje na jakis problem.
                  Szkoda ze u nas tak malo znany. Polecam. Moze oszczedzic sporo nerwow, kosztow
                  lub nawet zdrowia.
                  • your_and Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 13:57
                    U nas zwyczajowo światła awaryjne służa do dziekowania, czego z kolei nie mogą
                    zrozumieć obcokrajowcy...
                    • paulinapolak Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 15:00
                      co nie wyklucza OSTRZEGANIA swiatlami awaryjnymi. chyba widac roznice pomiedzy
                      podziekowaniem a ostrzezeniem. a jak nie widac, to marnie....
                      • zigzaur Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 17:01
                        To zależy od konkretnych przepisów.
                        W Polsce awaryjne wolno zapalić tylko po zatrzymaniu samochodu. W Niemczech
                        włączenie awaryjnych obowiązuje podczas NIETYPOWO wolnej jazdy, np. gdy jest Stau.

                        W Polsce nie ma uregulowań na temat bezpiecznego odstępu. Niemieckie przepisy
                        dokładnie określają dopuszczalną odległość między samochodami: odległość w m
                        równa połowie wskazania szybkościomierza w km/h. Za zbyt krótki odstęp są
                        precyzyjnie ustalone stawki grzywien.

                        I bardzo ważne: trzecie światło STOP i to u GÓRY tylnej szyby. Widać je przez
                        kilka osobowych samochodów.
                    • bellicose Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 19:40
                      > U nas zwyczajowo światła awaryjne służa do dziekowania, czego z kolei nie mogą
                      > zrozumieć obcokrajowcy...

                      I do holowania, za to bez trójkąta na tylniej szybie i szmaty na linie holowniczej
        • mr.yez Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 14:28
          k_r_m napisał:

          > kiedy poprzednik hamuje, ale jestem jeszcze w bezpiecznej dległości i nie musze
          > mocno naciskać na hamulec wciskam pedał leciutko, tylko na tyle aby moje światła stop się zapaliły

          Właśnie. Ja czasem w takich sytuacjach hamuję leciutko pulsacyjnie, żeby ten za mną na pewno zauważył mruganie.

          No i jeszcze jedna banalna zasada dotycząca górek, zakrętów, mgły i w ogóle wszystkiego chyba:

          NIE WIDZE - NIE JADE
      • listek86 Re: 03.11.05, 10:55
        Autor i ty piszecie dobrze.
        Nalezy zaczac hamowanie natychmiast po zauwazeniu przeszkody przed soba (inny
        samochod hamujacy) po to, zeby dac znac temu z tylu, ze sie hamuje. Nie nalezy
        hamowac ostro i gwaltownie, zeby ci w dupe nie wjechal ten z tylu, tylko
        spokojnie. Z tym lusterkiem wstecznym tez dobrze. Trzeba sie po prostu zmiescic
        miedzy mlotem i kowadlem.
      • helter-skelter Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 11:06
        ja mam taką świętą zasadę, której nauczyłem się na samym początku mojej
        "kariery" za kierownicą. gdy tylko widzę że w jadącym przede mną samochodzie
        zapala się światło stopu natychmiast zdejmuję nogę z gazu i w zależności od
        sytuacji albo przychamowuę albo - gdy nic się nie dzieje, stop zapalił się
        tylko na sekundę - jadę bez hamowania dalej.

        w nowszych samochodach przy gwałtownym hamowaniu zapalają sie światła awaryjne,
        w starszych warto czasami zrobić to ręcznie, szczególnie w przypadku gdy
        widzimy, że będziemy musieli zwolnić praktycznie do zera albo nawet się
        zatrzymać bo np. przed nami na drodze zrobił się korek. da to sygnał kierowcom
        jadącym za nami że coś się dzieje.
        • p-iotr Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 12:46

          > ja mam taką świętą zasadę, której nauczyłem się na samym początku mojej
          > "kariery" za kierownicą. gdy tylko widzę że w jadącym przede mną samochodzie
          > zapala się światło stopu natychmiast zdejmuję nogę z gazu i w zależności od
          > sytuacji albo przychamowuę albo - gdy nic się nie dzieje, stop zapalił się
          > tylko na sekundę - jadę bez hamowania dalej.

          Wydaje mi sie ze popelniasz błąd. Powinienes chociaż dotknac hamulca tak aby
          zapalily sie twoje "stop"-y. Ten za Toba "nie widzi" np. hamowania silnikiem.

          pzdr
          • p26 Re: odstęp, odstęp, odstęp... 03.11.05, 13:42
            Tylko żeby nikt tu nie wysnuł przypadkiem wniosku ze należy hamować co chwilkę
            tak na wszelki wypadek - nawet gdy nic z przodu się nie dzieje. Kierowcy,
            którzy jadą przed przede mną, najlepiej jeszcze prawym pasem na 2pasmówce i co
            chwila hamują - Bóg jeden raczy widzieć po co - należą do kategorii tych
            najbardziej wku..ających. Celują w tym oczywiście stare dziadki i malo
            rozgarięte ciotki.
            • p-iotr Re: odstęp, odstęp, odstęp... 04.11.05, 08:28
              A to odrebny zupelnie temat. Ale ze zgroza stwierdzam, ze pojawia sie coraz
              wiecej facetow w wieku 25-35, ktorzy jezdza niestety ...khem... ci.powato..

              pzdr
          • helter-skelter Re: odstęp, odstęp, odstęp... 05.11.05, 10:56
            masz rację, ale to kwestia prawidłowej oceny sytyuacji i czasami po prostu nie
            trzeba nawet dotknąć hamulca
            pzdr.
    • rafal_koko Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 10:48
      Mam podobnie. Odkąd zatańczyłem na kałuży zalegającej w koleinach wiejskiej
      drogi, co skończyło się wykonaniem dwóch pełnych obrotów i wylądowaniem w rowie
      zacząłem naprawdę używać swojej wyobraźni, co do tamtej pory nieco
      lekceważyłem.
      Co by było, gdyby jechał ktoś z naprzeciwka? Co by było gdybym poleciał dwa
      metry bardziej w prawo i zawinął dzieci, które szły poboczem? Co by było gdybym
      jechał z żoną i dziećmi? Co by było gdybym wpadł na drzewo zamiast do rowu?
      Pytań może być mnóstwo, odpowiedź jest jedna - tragedia.
      Nieco obtłuczony samochód to chyba najniższa cena jaką mogłem zapłacić za to
      ostrzeżenie. Od tej pory staram się przede wszystkim wolniej jeździć. Jak
      berdzo by nie uzasadniać ilości wypadków złą jakością dróg, nie zmieni to
      faktu, że zapie..nie na wariata ciągle, wszędzie, w każdej sytuacji to
      wielka głupota. Drogi jakie mamy każdy widzi, trzeba więc dostosować do nich
      warunki jazdy, a nie pie..ć bez sensu.
      Moje inne zachowania wyglądają podobnie jak u autora artykułu.
    • ja-kub wjeżdżanie na cudzy pas 03.11.05, 10:52
      Jeżdżę skuterem i najbardziej mnie wkur. gdy ktoś wyprzedza wjeżdżając na mój
      pas gdy jest jeszcze za mną.
      Potem mija mnie o milimetry. Pewnego dnia akurat w tym momencie przesunę się
      trochę w lewo na pasie i będzie kaplica.
    • mstangel Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:00
      Dokladnie grunt to zdrowy rozsadek i stosowanie w praktyce zasady ograniczonego
      zaufania.
      Jeżdżę samochodami od 2000 roku a od 2002 roku jeżdżę motocyklem też.
      Przejechałem sporo km, nie miałem nigdy stłuczki, zazwyczaj w sytuacjach
      "podbramkowych" udawało mi się z nich jakoś wybrnąć bo podczas jazdy nieufam
      nikomu i niczemu, a oczy mam dookoła głowy.
      Kiedyś ktoś z moich znajomych powiedział że jeżdżąc motocyklem po polskich
      drogach trzeba w trakcie jazdy mysleć że wszyscy inni chcą Cię zabić - i to jest
      racja. Odkąd stusuję tą maksymę ograniczyłem też ilość sytuacji "podbramkowych".

      także życzę wszystkim bezkolizyjnej jazdy i aby ilość powrotów = ilości wyjazdów.

      Pozdrawiam, Marcin
    • edek40 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:07
      Gosc po prostu opisuje to, co ja nazywam doswiadczeniem. I to zdobywanym przez krytyczne spojrzenie na siebie, jako uzytkownika jezdni. Ja ten pesymizm okreslam inaczej: juz dosc dawno uznalem, ze na jezdni zawsze sie znajdzie ktos, kto chce mnie zamordowac. Jezdze dosc szybko i pewnie, ale zawsze z dosc duzym dystansem. Co wiecej - jezdze stosunkowo wolno np. na gierkowce, jesli jest duzy ruch, szybko tylko jak ruch jest maly. Efekt: 18 lat za kolkiem, pewnie ponad 600 kkm za karku i tylko dwie stluczki. Pierwsza na samym poczatku, z najazdu na moj tyl, druga to drobne oparcie sie "przeciwnika" o moj zderzak na parkingu. Myslenie na jezdni poplaca.
    • gomez29 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:14
      Fakt negatywne podejście do tego co się dzieje na drodze może nam pomóc..
      Sam miałem w zeszłym roku wypadek a konkretnie na trasie głównej Łódź -Kraków
      na wysokości radomska na skrzyżowaniu ze światłami była ładna pogoda świeciło
      słońce ale było świeżo po deszczu znaczy droga była mokra .
      Dojeżdzałem właśnie do wspomnianego skrzyżowania gdy zapaliło się czerwone
      światło więc się zatrzymałem ..;/ przedemną na lewym pasie stały jeszcze dwa
      auta obok mnie na prawym duża ciężarówka niby co mogło się złego wydarzyc??!
      W radiu leciała muzyka patrzyłem na światła i czekałem na zmianę . I wtedy
      właśnie ...;/kąztem oka w lusterku zobaczyłm białą fabię jak się okazało która
      błyskawicznie się zbliżała do nas pomijam fakt ze od dobrych 10-15 sekund
      staliśmy na czerwonym świetle zdążyłem pomyśleć tylko że za szybko ten samochód
      jedzie a potem był ogromny huk tylna szyba eksplodowała na drobne kawałeczki
      uderzenie w moje auto było tak silne że radio wyleciało z kieszeni złamało się
      oparcie w moim fotelu i auto siłą uderzenia zostało wyrzucone pod kątem prawie
      90 stopni w bok na barierki odgradzające oba pasy ruchu ... Skoda próbowała się
      zmieścic między mnie a ciężarówkę ;/ nie mam pytań;/ moje autko seicento do
      kasacjii cały róg wbity do środka auta i wyrwane prawe tylne koło z posad ;/
      dobrze ze jechałem sam bo osoba na tylnej kanapia raczej by tego nie
      przezyła ...od tamtej pory jakie kolwiek nagłe hamowania dojazd do świateł
      skrzyżowań zawsze patrzę we wsteczne lusterko czy ktoś we mnie nie leci i nie
      próbuje staranować i zawsze zostawiam sobie tyle miejsca z przodu żebym mógł
      podjechac uciec przed kolejnym wariatem i już 2!! razy mi to uratowało
      samochód .
      (kierowca tamtej skody kobieta dostała auto służbowe raptem 2 dni przed
      wypadkiem ...;/ i po co gdzie się ludzie tak spieszą?? Na cymentarz?? Jeśli
      tylko sami by tam lądowali to nie mam nic przeciwko ale co z innymi ludźmi?? Co
      gdybym miał z tyłu moją córeczke w foteliku???!!!!!! Brak słów na poziom
      wyszkolenia naszych kierowców i na bezradność policjii w egzekwowaniu
      przepisów )
      • mmarko2 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 14:28
        Nie wiem co mówiła ta kobieta ale dawno temu czytałem że amerykanie
        przeprowadzili badania tego typu wypadków- samochody stoją na czerwonym świetle
        a ktoś wali wnie nie hamując. Okazało się że ludzki wzrok pomija nieruchome
        elementy np.czerwone światło czy stojący samochód, a wyłapuje to co się rusza.
        Tłumaczenie było takie że są to pozostałości z naszych początków gdy musieliśmy
        obserwować teren w poszukiwaniu niebezpieczeństwa- wszystko co się ruszało było
        zagrożeniem , i to rejestrowaliśmy. Opisałem to w skrócie bo artykuł był
        bardziej obszerny. Od tego czasu jak stoję ostatni i widzę w lusterku zbliżający
        się samochód to naciskam parę razy hamulec by ewentualnie gość za kierownicą
        widział coś co błyska i zahamował- jak narazie nikt mi w kufer nie wjechał a
        jeżdzę prawie trzydzieści lat.
    • jozef_kal Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:15
      Ważny i ciekawy artykuł. Moje spostrzeżenia pokrywają się z opisanymi, jedna
      kwestia wymaga uzupełnienia. Gdy jedziesz szybko za kims i on gwałtownie hamuje,
      to nawet gdy jego droga hamowania wynosi 50 m, a twoja 40 m to i tak grzmotniesz
      w jego kufer. Dlaczego ? Ponieważ twój poprzednik uruchomił juz operację
      hamowania - masz tylko 360 ms (przy prędkosci 100 km/h) na zauważenie manewru,
      podjecie właściwej decyzji, przemieszczenie stopy az do uruchomienia pompy
      hamulcowej. Zazwyczaj, to zbyt mało czasu, wiem to niestety, z własnego
      doświadczenia.
    • plawski Pani Włodarski zamiast Testosteronu w TVN!!! 03.11.05, 11:16
      • plawski Miało być Pan oczywiście. Sorki. 03.11.05, 11:16


    • cattibor Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 11:51
      wreszcie ktos napisał ze reagowanie hamowaniem na hamowanie kierowcy przed nie
      jest głupie!!
    • ano666 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 12:06
      Do podobnych wniosków doszedłem swego czasu co autor. A wcześniej z jazdą
      różnie bywało....

      Dodałbym jeszcze to co jest jedną z największych zmór polskich dróg, a
      właściwie skrzyżowań, czyli przejeżdzanie na czerwonym - chodzi o wjeźdżanie na
      skrzyżowanie gdy zmienia się z żółtego na czerwone. Jeżli założymy, że żółte
      pali się przez 3 sekundy, to samochód jadący w mieście nawet 60km/h w tym
      czasie przejeżdża 51 metrów. Jeżeli odliczymy 1 sekundę na reakcję wyjdzie nam,
      że mamy jeszcze 34 metrów. To wystarczająco długo żeby zatrzymał się każdy
      samochód. Tymczasem 2 na 3 kierowców dodaje w tym momencie gazu i na
      skrzyżowanie wjeźdża już na czerwonym....
    • kurdt77 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 12:09
      Bardzo dziękuję za świeny artykuł!! Jestem dopiero poczatkujacym kierowca i
      takie uwagi sa dla mnie niezwykle cenne, bo wiadomo ze na kursach nie mowi sie
      wszystkiego.

      Pozdrawiam!!
    • kotletty Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 12:11
      Niezły artykuł. Dodałbym tylko, że cecha kierowców polskich,
      o której napisałeś, czyli nadpobudliwość lub popędliwość,
      wynika według mnie z zaniku czegoś, co ja nazwałbym
      instynktem społecznym. Niby uznajemy się nawzajem za rodaków
      i wyznajemy podobne wartości, tak na zewnątrz i deklaratywnie.
      Naprawdę jednak nie darzymy się zaufaniem. Czujemy się niezbyt
      pewnie, czyli tym samym niezbyt dobrze w towarzystwie innych
      rodaków. Może czasem za granicą czujemy wspólnotę ze sobą,
      ale nie tutaj. Dlatego (zapewne) staramy się skrócić okres
      wspólnego przebywania ze sobą na drodze. Stąd pośpiech, często
      bezsensowny, stąd też niestaranne przygotowywanie wszelkich
      rozwiązań, nie tylko drogowych. Skoro i tak każdy zrobi po
      swojemu, nie ma co się wysilać na perfekcję w działaniu.

      Oczywiście można zadać pytanie o przyczynę. Może być tak,
      jak to opisał w swoim czasie naczelny "Ozonu", czyli
      że prasa i inne środki przekazu prowadzą mało wodoczną
      akcję osłabiania więzi społecznych, To coś w rodzaju
      ukrytych reklam telewizyjnych, widocznych tylko przez
      ułamek sekundy.
      Dawniej takie osłabianie więzi społecznych odbywało się
      podczas wojen. Np. w przygodach dzielnego wojaka Szwejka
      mamy piękny opis wkroczenia wojsk CK Austrii do
      ukraińskiego miasteczka. Pierwsza czynność to spędzenie
      do jakiejś stodoły popów i nauczycieli i publiczne znęcanie
      się nad nimi. Trudniej potem społeczności traktować takich
      bezradnych i ośmieszonych inteligentów jako swoją elitę.
      Można ich zresztą uśmiercić, jeśli ośmieszenie nie zadziała.

      Teraz socjotechnika poszła dalej. A jednym z jej skutków
      jest moim zdaniem nasz wzajemny stosunek do siebie, także
      i na drogach publicznych.
      • a-l-u-z-j-a Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 12:40
        Ciekawy artykuł-

        cóż- od siebie powiem- tylko tyle- jestem młodym kierowcą, jeżdżę od 17 roku
        życia- świetnie się czuję za kierownica i lubię prowadzić auto.
        Staram się PRZEWIDYWAĆ I MYŚLEĆ.
        Mam zasadę iż nigdy ni eufam do konca- zasada ograniczonego zaufania obowiązuje
        na drodze, i w życiu. Zawsze ją stosuję.

        Miałam dwie małe kolizje- obie nie z mojej winy. Spokojnie, bez nerwów i
        policji, z spisaniem oświadczeń.

        Lubię prędkość.
        Uwielbiam ją pasjami.
        Czasem po prostu nie potrafię zdjąć nogi z gazu...
        Wiem, że to ŹLE. I wiem też, że pasy, w których zawsze jeżdzę nie zawsze mogą
        uratować mi życie...

        Kto nie ryzykuje, ten nie żyje...

        Czasem moje piąte imię to... BRAWURA.

        Znam przykazania dla kierowców. Dobrze znam.
        Wiem, że nie należy narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo dlatego na
        brawurę pozwalam sobie na autostradzie np. lub na drogach mało uczęszczanych,
        kiedy nie ma ruchu.

        To są takie moje krótkie chwile szczęścia. W prędkości jest wielka moc. Nie
        każdego to kręci- mnie akurat tak. I tyle.
        • kotletty Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 13:06
          a-l-u-z-j-a napisała:

          >(...)
          > Mam zasadę iż nigdy ni eufam do konca- zasada ograniczonego
          > zaufania obowiązuje na drodze, i w życiu. Zawsze ją stosuję.
          > (...)
          > Lubię prędkość.
          > Uwielbiam ją pasjami.
          > Czasem po prostu nie potrafię zdjąć nogi z gazu...
          > Wiem, że to ŹLE. I wiem też, że pasy, w których zawsze jeżdzę nie zawsze mogą
          > uratować mi życie...
          >
          > Kto nie ryzykuje, ten nie żyje...
          > (...)

          Czyli nie są dla ciebie żadnym argumentem informacje
          o wypadkach ani rady przezornych kierowców rajdowych,
          np. Hołowczyca. Jedynym autorytetem jesteś sama dla siebie.
          Opierasz tę wiarę w siebie na swoich doświadczeniach.
          To jest jakieś wyjście, ale tu jest mowa o czymś
          innym. O naszym wzajemnym stosunku do siebie na drodze.
          Nie idzie o to, dlaczego jeździsz za prędko w ogóle,
          np. kiedy jesteś sam(a) na drodze, a o to, dlaczego
          dany kierowca koniecznie MUSI kogoś wyprzedzić
          i zajechać mu drogę zmuszając go do gwałtownego
          hamowania.

          To nie wynika z upajania się pędem, ale z innej
          potrzeby. Np. z potrzeby pokazania, kto lepszy lub
          kto ma lepszy pojazd, albo też kto się nudzi
          w towarzystiw normalnie jadących i chce koniecznie
          zostać zauważony. Może też być tak, że chce jak
          najprędzej uciec z tej okropnej drogi, pełnej
          nieprzewidywalnych półgłówków i dlatego dodaje
          gazu ponad miarę.

          Mogłaby takie zapędy przytłumić wiara w jakiś autorytet,
          ale skąd go wziąć?
    • bigstrand Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 12:53
      "...Wiem, że takie myślenie skutecznie psuje radość z jazdy, ale nie zamierzam go zmieniać. Dopóki nie zmienią się realia...."
      -myslenie nie psuje radosci z jazdy bardziej niz paskudny wypadek wynikajacy z bezmyslnosci
    • volter75 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 14:04
      Kiedy zacząłem jeździć na motocyklu (dosyć ostro) entuzjazm i samozadowolenie
      powodowały, że zawsze wydawało mi się, że tu się wcisnę, tam zdąże itd. Efekt -
      3 wypadki w ciągu 2 miesięcy w tym 1 dosyć poważny. Kiedy ponownie wsiadłem na
      motor zacząłem stosować zasadę, że każdy na drodze chce mnie zabić. Okazało
      się, że to jest nawet zabawne ale co ważniejsze od 3 lat nie miałem nawet
      zadrapania i liczba niebezpiecznych sytuacji znacznie się zmniejszyła.
      Niestety zastosowanie tej zasady w samochodzie (dłuższe trasy, korki) grozi
      wpadnięciem w paranoję i powodowało u mnie znaczny wzrost agresji.
      Zasada pesymizmu wydaje mi się tutaj złotym środkiem, którego stosowanie
      znacznie podniesie prawdopodobieństwo uniknięcia wypadku.
    • monika-wit Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 14:09
      Super artykuł!!! Dokładnie tego wszystkiego uczył mnie mój ojciec - kierowca
      zawodowy od 39 lat. Jak tylko dostam prawo jazdy - 9 lat temu - musiałam odbyć
      naukę w szkole ojcowskiej. On wszystkie wnioski wynikające ze swojego
      doświadczenia wkładał mi powoli do głowy. Muszę powiedzieć, że są to dokładnie
      te rady o jakich właśnie przeczytałam. To naprawdę skutkuje!!! Jeżdżę od 9 lat,
      staram się stosować te rady i żadna kolizja mi się nie przytrafiła, pisku opon
      za mną też nie słyszałam (a podobno kobiety jeżdżą tak okropnie). Twierdzę, że
      to naprawdę świetna sprawa. Gdyby każdy kierowca stosował takie zasady... Autor
      artykułu zrobił naprawdę świetną robotę - uczmy się wszyscy.
    • mcgoering Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 14:54
      Widziałem we Włoszech taki fajny patent. Jechała przed nami ciężarówka i kiedy
      hamowała (tak zwyczajnie) oprócz zwykłych świateł "stop" włączały się
      symetrycznie rozmieszczone światła przeciwmgłowe i pulsowały tak jak światła
      awaryjne (tyle, że oczywiście na czerwono). Nie da się tego przegapić na drodze.
      Nigdzie jednak poza tym jednym razem nie widziałem czegoś takiego.
      • zigzaur Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 17:03
        A nie lepiej utrzymywać światła STOP w czystości? To wystarczy. Żarówki świateł
        STOP są mocne wystarczająco.
    • asdn Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 15:20
      Mieszkam od ponad dwudziestu lat w Norwegii a prawo jazdy mam 38 lat. Caly czas
      prowadze jakis pojazd (samochod, motocykl). Bywam bardzo czesto w Polsce (2-3
      razy rocznie). Generalna moja zasada stosowana w Europie to:
      "Wszyscy na drodze chca mi zrobic krzywde"
      a w Polsce:
      "Wszyscy na drodze sa moimi wrogami i chca mnie zabic"
      Tylko takie nastawienie (oraz, rzeczywiscie, gleboki pesymizm) pozwala na
      przezycie na polskich drogach!
      • emeryt21 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 15:45
        Zgadzam sie z moim przedmowca z Norwegii w zupelnosci.Mam prawo jazdy od 52 lat
        i caly czas czyms jezdze.Poczatkowo to bylo 12 kolejnych motocykli,w tym jeden
        wypadek spowodowany przez moj brak wyobrazni.Pozniej kolejno samochody przez
        prawie 40 lat,w tym jedna stluczka przez moje niezdecydowanie:wyprzedzanie ale
        nie do konca.To bylo w latach 70-tych.Pozniej juz spokoj,bo jezdze spokojnie i
        mam wszystkich uczestnikow ruchu za idiotow,mysle za nich.Od wielu lat mam
        samochody o duzych mozliwosciach(moc,hamulce itd) i nie moge pojac dlaczego
        wszyscy mlodsi nie maja wyobrazni i sa w ruchu wyjatkowo niestaranni.Mieszkalem
        przez 20 lat za granica i dopiero tam nauczylem sie spokoju za kierownica,tam
        wszyscy maja "mocne" samochody i nikt nikomu nie chce imponowac w
        przeciwienstwie do naszego kraju.Fakt,ze drogi tam sa przystosowane do ruchu
        samochodow a nie furmanek jak u nas.
    • wuuuj pederastia na drodze 03.11.05, 15:58
    • jkppp Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 16:10
      Męczy mnie na drodze, że to ja muszę myśleć za siebie i wszystkich innych -
      kierowców, pieszych, dzieci, zwierzęta... Przewidywać ich reakcje i posunięcia.
      Pociesza mnie to, że pamiętam, iż w wypadku bierze udział co najmniej jeden z
      kierowców, który nie zawinił a czasami tylko zabrakło wyobraźni. Od dawna mam
      prawo jazdy i jak dotychczas żadnego zdarzenia chociaż okazji nie brakowało.
      Cieszy mnie fakt (gdy czytam posty), że jest jeszcze paru kierowców, którzy
      myślą podobnie a może jeszcze parę osób po przeczytaniu artykułu coś zrozumie i
      dołączy. Czego sobie i wszystkim życzę.
      • inspector Sciganty 03.11.05, 16:47
        Mnie z kolei wkurzaja ludzie pedzacy w porze letniej. Ci sami ludzie w zime
        wymiekaja ( i cale szczescie). W zime wloka sie 35-45 km/h, gdy sprawny kierowca
        moze jechac 60-70 (np. ja) W lato zap...ja 120-130 i mysla ze ABS i kontrola
        trakcji ich uratuje. Osobiscie radze przed kazda zima robic to co ja. Zaraz po
        "pierwszym sniegu" jade trenowac poslizgi (jestem samoukiem) Rozpedzam sie do 60
        i hamuje, krece fajera, najezdzam na kartonowe pudlo itp "kombinacje". Wpadlem
        kiedys w mocny poslizg przy silnym bocznym wietrze na sniegu, na letnich
        oponach, zaladowanym dostawczakiem przy 90 km/h (wyprzedzalem ruskiego tira) i
        nic. Nawet sie nie spocilem.
    • michal1001 Re: Kurs bezkolizyjny 03.11.05, 17:14
      Bardzo fajny artykuł i poprzednie posty. Aż dziwne, że nie ma głosów sprzeciwu -
      gdzie są ci wszyscy "rajdowcy", którzy tak podnoszą poziom agresji na polskich
      drogach. Nie wiem o czym myślał viaar pisząc o temperamencie, bo dla mnie można
      mieć temperament i jeździć zgodnie z powyższymi zasadami a to co spotykamy na
      naszych drogach to po prostu zwykłe CHAMSTWO i GŁUPOTA - nieliczenie się z
      innymi i totalny brak myślenia.
    • welcometopoland WARSIAWIACY LUBIĄ MAX. 1 M ODSTĘPU PRZY 120 KM/H 03.11.05, 17:33
      • welcometopoland MAŁO KTÓRY POLAK PATRZY DALEJ NIŻ NA AUTO PRZED NI 03.11.05, 17:36
Inne wątki na temat:
Pełna wersja