Gość: OLO2411
IP: Hutnicza:*
25.11.02, 10:04
> Często zdarza się nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć.
> Tak, to się naprawdę zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na
> bliskich i znajowych, podczas gdy o wiele lepiej jest wyładować stress na
> kimś zupełnie obcym.
>
> Postąpiłem tak pewnego dnia. Przypomniałem sobie w biurze o zaległym
> telefonie, jaki miałem wykonać. Odnalazłem numer w notesie i wystukałem go
> na klawiaturze telefonu. Usłyszałem, jak jakiś facet po drugiej stronie mówi
> "halo!", więc zapytałem grzecznie, czy mogę rozmawiać z Anią Jurkowską.
> Facet
> bez słowa rzucił słuchawką. Byłem kompletnie zaskoczony. Jak można być tak
> źle wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Ani i wykręciłem go
> (okazało się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po zakończeniu rozmowy
> postanowiłem znowu zadzwonić pod poprzedni "zły" numer i kiedy tylko tamten
> facet podniósł słuchawkę rzuciłem krótkim "ty chuju!", po czym rozłączyłem
> się.
>
> Zapisałem sobie jego numer na zółtej karteczce i przykleiłem na monitorze.
> Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy płaciłem
> zaległe rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu miałem
> zły dzień, dzwoniłem do typa i kiedy tylko się zgłosił, serwowałam mu głośne
> "ty chuju!". Od razu robiło mi się lepiej...
>
> Po pewnym czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji numeru
> dzwoniącego, przez co mój nowy sposób na chandrę i stres okazał się poważnie
> zagrożony. Zadzwoniłem więc do typa, przedstawiając się jako pracownik
> telekomunikacji i zapytałem: "przepraszam, czy słyszał pan może o naszej
> nowej ofercie w zakresie identyfikacji numeru dzwoniącego?". "Nie!" - uciął
> i rzucił słuchawkę. Zadzwoniłem do niego ponownie: "nie słyszałeś o tym
> programie dlatego, że jesteś zwyczajnym chujem!".
>
> Kilka dni później, kiedy na parkingu przed supermarketem próbowałem zająć
> ostatnie wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW bezczelnie zajechał mi drogę i
> wepchał się na moje miejsce. Wkurzyłem się nielicho. Na beemce była kartka
> "na sprzedaż" i numer telefonu. Zanotowałem go skrupulatnie. Wieczorem
> zadzwoniłem.
> - "Halo, czy to pan ma beemkę do sprzedania?"
> - "Tak."
> - "A gdzie można ją obejrzeć?"
> - "Stoi na podwórzu domu przy Leśnej 23."
> - "A kiedy pana można złapać w domu?"
> - "No tak od 17.00 już raczej jestem."
>
> Zapisałem numer dresiarza na żóltej karteczce, tuż poniżej numeru faceta, do
> którego miałem zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na
> których mogłem się wyżyć. Ale po kilku dniach wydzwaniania do nich poczułem,
> że nie było to już takie podniecające, jak na początku... Wpadłem na
> zupełnie inny pomysł... Zadzwoniłem do tego pierwszego faceta.
> - Halo! - rzucił jak zwykle.
> - Ty chuju! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. - Jesteś
> tam jeszcze?
> - Jestem! - krzyknął. - Jestem, pieprzony palancie! Nie wiem, kim jesteś,
> ale chciałbym cię dostać w swoje ręce! Gnoju pierdolony! Powiedz, gdzie
> mieszkasz, to zaraz pojadę i ci rozjebię ten oblany ryj!
> - Tak? No to mieszkam przy Leśnej 23... Poznasz po czarnej beemie
> zaparkowanej w podwórzu! Czekam na ciebie, ciemny baranie z lasu!
>
> Facet rzucił słuchawką a ja natychmiast wykręciłem numer dresiarza.
> - Halo, to ty, pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci
> przypierdolić! Jak masz jaj to wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, kurwino,
> będe!
>
> W chwilę potem zadzwoniłem na policję, informując o bójce w okolicach Leśnej
> 23, oraz do telewizji regionalnej, wspominając coś o porachunkach
> gangsterów. Na koniec podjechałem samochodem w okolice Leśnej i patrzyłem z
> dala na dwóch dupków, bijących się w światłach dwóch radiowozów i
> reflektorów ekipy telewizyjnej...
>
> Mówię wam - prawdziwa rozkosz!!!