Gość: 130rapid
IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl
09.04.03, 00:14
Jesteśmy mistrzami utrudniania życia innym.
****
Przypadek 1
Ten dziwny obyczaj spotykam po zmierzchu. Dość często.
Zaraz po tym gdy włączam kierunkowskaz, sygnalizując początek wyprzedzania,
samochód, który chcę wyprzedzić w geście poddaństwa włącza krótkie,
praktycznie zabierając mi widoczność, którą dotąd dawały mi jego długie.
Przypadek 2
Wieczór, lokalna szosa, mała miejscowość z domami rozrzuconymi co
kilkadziesiąt metrów. Z naprzeciwka pojawiają się światła. Są bardzo mocne.
Za mocne. Mrugam długimi, nie pomaga. Coś jest nie tak...
Im bliżej, tym bardziej jestem przekonany, że ten jadowicie świecący samochód
jest na moim pasie! Zwalniam, 90..., 70..., 50... Może to jakiś pijany?
200-300 metrów przed nim już wiem co jest grane – samochód stoi przy lewej
krawędzi jezdni, na moim pasie. Oślepia jak diabli. Ma włączone krótkie
światła, ale ich asymetria "nie działa" na lewym pasie.
Całkiem blisko, gdy jadę w tempie ciągnika rolniczego, włączam długie, z
ciekawości, żeby zobaczyć co jest grane. Daewoo Lanos, drzwi kierowcy są
otwarte, młody gość stoi niedaleko samochodu. Właśnie wyciąga gazety ze
skrzynki pocztowej przy drodze.
Krótka przerwa w podróży, szkoda było nawet wyłączać światła…
Przypadek 3
Szybka gładka szosa drugorzędna, nieduży ruch. Późny wieczór. Doganiam
starego malucha. Przed nami zakręt, więc zwalniam dużo wcześniej ze 110 na
90, żeby wyprzedzić go za zakrętem, nie zwalniając do jego niecałych 70.
Zza moich pleców wyskakuje jednak „sprytniejszy” w Alfie Romeo 145.
Dogania malucha. Niecierpliwy „wsiada” mu na tylny zderzak. Soczewkowe
reflektory Alfy są dość jadowite, a maluch z żółtawymi „kagankami” ślepy jak
wrona, że aż rzuca cień na szosę. Jego kierowca też ślepnie. Najwyraźniej
Alfa, jadąca lewymi kołami po środkowej linii, daje mu się we znaki,
oślepiając przez boczne lusterko.
Oczywiście, maluch zaczyna zwalniać, tym bardziej, że z naprzeciwka coś
wyjeżdża z zakrętu. Zwalnia do 60, a w końcu do niecałych 50. Muszę
przyhamować. Diabli biorą moje płynne wyprzedzanie, zaś alfica, wkurzona
zawalidrogą, tuż za zakrętem wyskakuje z rykiem naprzód.
Tylko kto tu naprawdę zawinił?
Przypadek 4
Lokalna szosa, niecałe 5 metrów szerokości. Jedziemy w krótkiej kolumnie, 70-
80 km/h. Za mną Tipo, przede mną Renault 19, a przed nim tir – przyczyna
powstania kolumny. Renówka nie próbuje wyprzedzać, ja też. Za wąsko na
wyprzedzanie, przecierpimy te 2 kilometry. Tipo dłuższą chwilę cierpliwie
jedzie ze mną, ale w końcu nie wytrzymuje i wyprzedza, choć właśnie
dojeżdżamy do miejscowości, w której nasze drogi pewnie się rozejdą.
OK, jego wybór.
Niestety, ledwie mnie wyprzedził, zapalają się jego światła STOP, a chwilę
potem zaczyna mrugać prawy kierunkowskaz. Bez złości, z zimnym wyrachowaniem,
włączam długie na stale - Wynocha mi sprzed maski! - Szczęśliwie lewy pas
jest pusty, więc mogę go ominąć bez hamowania, gdy skręca ostro w prawo w
pierwszą ulicę.
Co to było? Chyba rewanż, za to że wyprzedziłem go parę kilometrów wcześniej
na dwupasmówce.
Przypadek 5
Dwupasmowy wjazd do Piły od strony Poznania, minimalny ruch, sobotnie
popołudnie. Lewy pasem sunie Mercedes W124, bo prawy pas dziurawy. Jedzie
równolegle do Peugeota na prawym pasie. Tempo 80-90 km/h. Doganiam Mercedesa,
z lewym kierunkowskazem – Zrób mi miejsce, proszę!
Zwalniam i jedziemy sobie tak grzecznie dalej: Peugeot, Mercedes i ja za
Mercedesem, z tym kierunkowskazem ciągle prosząco mrugającym. Jedziemy tak
przez dwa kilometry. Szczęśliwie nikt więcej nas nie dogania. Nie mrugam
długimi, tylko robię głośniej radio. Szkoda nerwów.
Ciekawe, że Peugeot też jakoś nie zajarzył, że sąsiad na lewym pasie tamuje
ruch. Ja w tej sytuacji dodałbym gazu, żeby udrożnić chociaż prawy pas.
Ktoś musi być mądrzejszy.
Przypadek 6
Jadę ze znajomym jego Temprą, Trasa nr 11, Pleszew. Od dłuższego czasu jedzie
za nami Mercedes 190. Dogonił nas, ale zbyt duży ruch nie pozwalał mu dotąd
wyprzedzić.
Dość dużo czasu tracimy, czekając na podporządkowanym zjeździe z obwodnicy,
na skrzyżowaniu z drogą Poznań - Łódź. Wreszcie startujemy, Mercedes za nami.
Wypatrzył okazję do wyprzedzania i „poszedł”.
Niestety, mój znajomy jest właśnie pochłonięty fazą rozpędzania swojego
Fiata. A że robi to zwykle dość ostro, Mercedes dłuższą chwilę jedzie równo z
nami. Tymczasem z naprzeciwka nadciągają samochody... W końcu mercedesowskie
2,3 E z rykiem zbiera wszystkie pokłady mocy i daje sobie radę z fiatowskim
FIRE 1600 cm. Nie mam zwyczaju komentować jazdy moich kierowców, ale teraz
nie wytrzymuję – Pięknie ułatwiłeś mu wyprzedzanie – mówię cynicznie. Znajomy
się obraża, koniec dyskusji.
Przypadek 7
Daleki kuzyn niedawno kupił nową Vectrę. Autko jest jego oczkiem w głowie i
wielką dumą. Byłem jego pasażerem na kilkugodzinnej trasie.
Dwupasmówka pod Poznaniem. Jedziemy 110-120, równo, nudno...
Lewym pasem dogania nas Toyota Camry. Mój kierowca zerka w lusterko i dodaje
gazu. 130... 140... 150... Chwilę pędzimy równo z Toyotą, która po chwili
zaczyna zwalniać. – Oooo, scykał! – mówi pod nosem mój dzielny, nagle
ożywiony kierowca, nie ukrywając chłopięcego zadowolenia.
Odpuszczamy do 120. Toyota, która zwalniając wytrąciła z rytmu nadciągającego
z tyłu lewym pasem Mercedesa, znów nabiera szybkości. Śmiga obok nas ze
świstem i wnerwiona dodatkowo przez Mercedesa, mrugającego długimi, nie
przestaje się rozpędzać. Zanim zniknie nam na horyzoncie rozhuśta się na oko
do 180.
Kłębek nerwów nakręcony przez idiotę w Oplu.
Przypadek 8
Ruchliwe skrzyżowanie typu T w centrum miasta. Popołudnie, wszyscy jadą z
pracy, trudno wyjechać z podporządkowanej. Chcę wyjechać z niej w lewo. Z
prawej wolno jedzie Skoda Felicja. Dziwnie wolno. Mój szósty zmysł podpowiada
mi „Jedź! Jedź! On będzie skręcał!” Miejsca tyle, że na upartego mogę wtrynić
przed Skodę, ale nie byłby to do końca czysty manewr, zakładając, że Skoda
pojedzie prosto. Gdyby przyspieszyła, byłoby kolizyjnie. Więc grzecznie
stoję.
Nie słucham szóstego zmysłu. Czekam na potwierdzenie. Jest! Trzy metry przed
skrętem... Ja wiedziałem, że tak będzie!
Kiwam z politowaniem głową patrząc wymownie na gościa w Skodzie. Facet robi
duże oczy. Nie wie o co mi chodziło.
Na następną okazję czekam dwie minuty.
Przypadek 9
Szosa po za miastem. Z bocznej drogi wyjeżdża Opel Omega. Odległość dość
duża. Niestety, Opel rozpędza się w tempie malucha. Z przeciwka jedzie duży
fiat, wytracam odrobinę szybkości i gdy mnie mija, z rozpędu zabieram się do
wyprzedzania Opla. Żal mi energii.
Ale oto, gdy już jestem na przeciwnym pasie, Omega budzi się do życia. Nie
wiem, może to widok BMW zadziałał jak czerwona płachta na byka, a może gość
za kierownicą nie popatrzył jeszcze w lusterko, od momentu kiedy wyjechał z
bocznej drogi.
Na przednim błotniku Opla jest znaczek V6. Gdyby wcześniej skorzystał z tych
sześciu cylindrów, nawet przez głowę by mi nie przeszło, że muszę przez niego
zwolnić! Do maluchów i tirów, wyjeżdżających na główne drogi „na wydrę”, nie
mam żalu, że czasem muszę przez nie hamować, ale mocny szybki samochód to co
innego.
Na szczęście donośny pomruk Opla ciut uprzedza jego gwałtowne przyspieszenie,
a mój samochód ma wciąż bardzo dużą przewagę szybkości. Redukuję do trójki i
posyłam wskazówkę obrotomierza w górę skali. Po wyprzedzeniu włączam na kilka
sekund awaryjne. To taki mój cyniczny gest wobec chamstwa – "Dziękuję
uprzejmie”, Omego. Obym więcej cię nie spotkał.
Przypadek 10
Ruchliwa arteria śródmiejska w niedużym miasteczku. Z prawej dochodzi do
niej, pod ostrym kątem, podporządkowana ulica.
Widzę, że tą podporządkowaną jedzie rowerzystka. Zbliża się do głównej, chyba
chce skręcić w prawo, ale nie patrzy, tylko b