Dodaj do ulubionych

Koniec epoki klasyka chrabaszcza....

IP: *.telia.com 10.07.03, 08:07
Puebla. Chrabaszcz lub Garbus klasyk Volkswagena ktorego zawsze laczymy z
szybka komedia "Herbie" i hippis era i Hitlerowskimi Niemcami juz niedlugo
bedzie w grobie.
W czwartek schodzi ostani egzemplarz "Vocho" nazwa Garbusa w Mexiko z tasmy
Volkswagena fabryki w Puebla 120km na poludniowy wschod od stolicy Mexiko
City.
Chrabaszcza lub Garbusa projektwal Ferdinad Porsche ponad 70 lat temu w
Hilterowskich Niemczech, kiedy Hitler lansowal prawdziwy samochod dla ludu
(ludowoz Greenblacka)Klasyczny chrabaszcz juz zaczal jezdzic od 1954 roku po
meksykanskich szosach.
Produkcje zaczeto w Mexiko w roku 1964.Rownolegle produkowano w Brassilien,
lecz zakonczono produkcje 1986 roku i zrobiono "come back) 1994-96
W ciagu tego czasu wyprodukowano totalnie okolo 1.7 milona Garbusow w Puebla.
W zeszlym roku wyprodukowano tylko 24000 klasycznych Garbusow porownujac 100
000 nowego konceptu VW Concept 1/Beetle wedlug DPA.
Garbusa uzywano w Mexiko jako taksowki,do roku 93 pozniej zaostrzone reguly
przewozu niedopuscily do ruchu tego modelu jako taksowki.To bylo powolnym
powodem do upadku fabryki i start nowego modelu Jetty.
Obecnie jezdzi okolo 1.5 milionow starych garbusow po Mexiku drogach i 90
klubach samochodowych.
za TT-Reuters przetlumaczyl i skrocil Michal.
Obserwuj wątek
    • Gość: Maciej Re: Koniec epoki klasyka chrabaszcza.... IP: *.pkobp.pl 10.07.03, 09:44
      Gość portalu: Michal napisał(a):

      > Puebla. Chrabaszcz lub Garbus klasyk Volkswagena ktorego zawsze laczymy z
      > szybka komedia "Herbie" i hippis era i Hitlerowskimi Niemcami juz niedlugo
      > bedzie w grobie.
      > W czwartek schodzi ostani egzemplarz "Vocho" nazwa Garbusa w Mexiko z tasmy
      > Volkswagena fabryki w Puebla 120km na poludniowy wschod od stolicy Mexiko
      > City.
      > Chrabaszcza lub Garbusa projektwal Ferdinad Porsche ponad 70 lat temu w
      > Hilterowskich Niemczech, kiedy Hitler lansowal prawdziwy samochod dla ludu
      > (ludowoz Greenblacka)Klasyczny chrabaszcz juz zaczal jezdzic od 1954 roku po
      > meksykanskich szosach.
      > Produkcje zaczeto w Mexiko w roku 1964.Rownolegle produkowano w Brassilien,
      > lecz zakonczono produkcje 1986 roku i zrobiono "come back) 1994-96
      > W ciagu tego czasu wyprodukowano totalnie okolo 1.7 milona Garbusow w Puebla.
      > W zeszlym roku wyprodukowano tylko 24000 klasycznych Garbusow porownujac 100
      > 000 nowego konceptu VW Concept 1/Beetle wedlug DPA.
      > Garbusa uzywano w Mexiko jako taksowki,do roku 93 pozniej zaostrzone reguly
      > przewozu niedopuscily do ruchu tego modelu jako taksowki.To bylo powolnym
      > powodem do upadku fabryki i start nowego modelu Jetty.
      > Obecnie jezdzi okolo 1.5 milionow starych garbusow po Mexiku drogach i 90
      > klubach samochodowych.
      > za TT-Reuters przetlumaczyl i skrocil Michal.



      To było auto. Pamiętam jak w czasach realnego socjalizmu po zatankowaniu
      beznyny tzw. żółtej na jednym z ówczesnych CPN-ów zamarzło paliwo- tyle tam było
      wody... Szlag trafił pompę paliwa- nie mogłem nigdzie jej zdobyć, koszt
      sprowadzenia z RFN w granicach jak mnie pamięć nie myli 100 DEM był dla mnie
      sumą astronomiczną.Byłem wtedy u rodziny(ojca i mamy), znajomy ojca człowiek
      tzw. złota rączka, jeszcze z tzw. przedwojennych, który pracował całe życie w
      parowozowni, rozebrał i złożył pompę,obrobił uszkodzone elementy na obrabiarce
      i działało !!!! To był facet z głową, niby po podstawówce a swoim talentem i
      tak deklasował tych wszystkich ,, fachmenów". Później pompę i tak zmieniłem na
      używaną ale w dobrym stanie. Poza tym do garbusa pasowało wiele elementów z
      Żuka i tak się ratowałem. Niektóre patenty to pamiętam do dzisaj- zbiorniczek
      do spryskiwacza podłączony do wentyla zapasowej opony, która dawała ciśnienie,
      Brak wspomagania hamulców, odwieczna walka z układem ogrzewania- ach te
      chłodzenie powietrzem.Wiecznie łatany(pamiętacie sławetne ,,wstawki" ?) i
      spawany tłumik i układ wydechowy- smród spalin we wnętrzu- na nowy, oryginalny
      nigdy nie było stać. Wtedy traktowałem to auto jako normalne auto do używania,
      wspólnie z rodziną pokonaliśmy wiele km,tyle na ile starczyło kartek na
      benzynę, dzisaj traktuję garbiego jako wspomnienie do którego ciągle odczuwam
      sentyment, zmieniła się także grupa uzytkowników z normalnych ,,posiadaczy"
      rodzin na grupę wielbicieli traktujących to autko jako hobby. Dla mnie garbi
      pozostanie zawsze moim pierwszym samochodem, z którym przeżyłem wiele lat,
      dlatego też między innymi nie chciałbym aby zniknął definitywnie z ulic.

      pozdrawiam wszystkich dla których ,,garbi" coś oznacza

      Maciej
      • mrzagi01 Re: Koniec epoki klasyka chrabaszcza.... 10.07.03, 10:14
        Ech... świat bez garbatego? Odchodzi do lamusa ostatnie na świecie auto z
        charakterem.... nic tylko się urżnąć z żalu...
    • greenblack I dobrze 10.07.03, 10:46
      Nigdy nie lubiłem tego wozidła i nie rozumiem, o co chodzi w garbusomanii.
      Przecież ten samochód śmierdzi III Rzeszą, a w środku wręcz czuć oddech Hitlera.


      Pozdrawiam
      • mrzagi01 przesadziles ;) 10.07.03, 11:04
        Zwróc uwage, że po Adolfie ostał się Garbus i autostrada A4 przynajmniej, a po
        Józefie Wisarionowiczu co? Pałac Kultury i Nowa Huta. Kto okazał się bardziej
        pożyteczny?
        • greenblack Chyba nie 10.07.03, 11:13
          Po prostu nie cierpię tego pudła. A w polityczne potyczki mnie nie wciągnięsz,
          bo jak mnie uświadomiono, marny ze mnie politykier, ale to chyba powód do
          radości;)


          Pozdrawiam
          • Gość: Maciej Re: Chyba nie IP: *.pkobp.pl 10.07.03, 11:37
            greenblack napisał:

            > Po prostu nie cierpię tego pudła. A w polityczne potyczki mnie nie
            wciągnięsz,
            > bo jak mnie uświadomiono, marny ze mnie politykier, ale to chyba powód do
            > radości;)
            >
            >
            > Pozdrawiam

            Greenblack'u przecież my tu mówimy o samochodzie, co on ma wspólnego
            z polityką ? . Przecież nie czuć w nim ducha Adolfa...

            pozdrawiam

            Maciej

            p.s.
            Chyba wiem dlaczego go nie lubisz nie jest to V6 automatic :)


            • greenblack Garbus - najukochańsze dziecko Hitlera 10.07.03, 11:42
              Czy Wy tylko udajecie, czy naprawdę nie znacie historii. A poza, co takiego
              wspaniałego jest w tym wozidle? Mini technicznie bije to pudło o 3 klasy i jest
              o niebo symaptyczniejsze. I jeszcze te kretyńskie filmidła z Garbusem w roli
              głownej.


              Pozdrawiam
              • Gość: Maciej Re: Garbus - dziecko Porsche IP: *.pkobp.pl 10.07.03, 12:02
                greenblack napisał:

                > Czy Wy tylko udajecie, czy naprawdę nie znacie historii. A poza, co takiego
                > wspaniałego jest w tym wozidle? Mini technicznie bije to pudło o 3 klasy i
                jest
                >
                > o niebo symaptyczniejsze. I jeszcze te kretyńskie filmidła z Garbusem w roli
                > głownej.



                Historię powszechną znam dosyć dobrze. Garbus jest ,,dzieckiem" p. Porsche.
                Dlaczego mamy mieszać historię polityczną do auta ? Co do koncepcji samochodu
                to na lata jego powstania( koniec lat 30') była to konstrukcja bardzo
                nowoczesna.


                pozdrawiam

                Maciej
                • Gość: Michal Re: Garbus a Ford T IP: *.telia.com 10.07.03, 12:10
                  Dodam od siebie z tego co pamietam z lat mlodzienczych,
                  to wyprodukowano totalnie wszystkich Garbusow 21 milionow + 1.7 miliona
                  meksykanskich,nie wiem ile produkuje Ghana wiem ze tez tam jest fabryka.
                  W kazdym razie nie pobito rekordu swiatowego ktory posiada Ford w modelu T
                  ktorego machnieto ponad 24 miliony. Do dzisiaj tem model Forda jest
                  najpopularniejszym antykiem w Szwecji jest ich okolo paru i tysiecy
                  zarejestrowanych jako Antik bil.Sa na chodzie i po szosie w czasie wakacji
                  nietrudno spotkac mkna zawrotna predkoscia 40km/h na cienutkich oponkach
                  radialnych.Trelleborg firma robi do dzisiaj ten wymiar.Pzdr.Michal
                  • Gość: Michal Volkswagen terenowy IP: *.telia.com 10.07.03, 12:48
                    Za czasow " Adzia" produkowano na potrzeby armi terenowke volkswagena.Uzyto
                    tego samego silnika "wiatrem pedzonego".Mialem okazje sie takowym przejechac
                    zdobycznym z demobilu jako dziecko w Komorowie pod Warszawa.Byl to rok 1947
                    niesamowita uciecha do dzisiaj pamietam,otwarty motor dosc chuczal.Mial
                    zamazany krzyz ale orginalne maskujace kolory i chyba nie byl
                    zarejestrowany,ale wtedy sie tak
                    jezdzilo. Pozniej jak
                    bylem starszy to kiedys przeczytalem w kulisach artykul o jakiejs podziemnej
                    fabryce odkrytej na ziemiach odzyskanych.
                    Bylo tak, zeszlismy po schodach znajdujacyh sie w nieduzym wartowniczym
                    bunkrze,nikt nie mial pojecia do czego ten obiekt sluzyl.Po spenetrowaniu
                    ostaniej kondygnacji ktos zauwazyl z ekipy poszukiwawczej ze podloga jest
                    wylana na stary beton.Nastepnego dnia zorganizowalismy lomy i i rozpieracze i
                    mloty.Zaczelismy kuc,po pary godzinach mielismuy wglebienie okolo 20cm.Nie
                    dalismy za wygrana,dnia nastepnego przystapilismy o swicie do pracy ,kolo
                    poludnia po przebicu sie okolo 25 cm lanego cementu z zwirem czyli betonu do
                    wlasciwej podlogi.Zostawilismy to dnia nastepnego.Znowu walenie od rana do nocy.
                    Pod wieczor zaczelo byc slychac inny dzwiek i po chwili ukazala sie
                    dziura.Wszyscy sie rzucili do otworu z latarkami.Powstal
                    tumult .wrzasnolem ,spokojniej pozabijacie sie .musimy uwarzac ,czy przypadkiem
                    nie jest zaminowane.Raczej odpadalo poniewaz zabezpieczenie bylo
                    dobre.Pracowalismy do polnocy ,otwor na tyle byl szeroki ze swobodnie mozna
                    bylko przecisnac czlowieka.Swiecimy i ukazuja sie obok otworu schody prowadzace
                    na dol do nieduzego pomieszczenia,tak jakby socjalne zabespieczenie bunkra.Byl
                    stol resztki konserw.w szafie w scianie zapas konserw,pozniej poprobowalismy
                    byly swietne ,byl chleb jak swiezy,konserwy miesne, byly do picia flaszki z
                    winem .Nie pozwoliem otwierac zreszta nikt niechcial.Wiecie to nie bylo jeszcze
                    10 lat po wojnie.Sprawdzilismy nasze latarki wymienilismy juz niewiem ktory raz
                    baterie i rozpoczelismy marsz tam gdzie nas korytarz w ksztalcie tunelu
                    prowadzil.Po przebyciu okolo 50m stwierdzilismy ze powietrze nie jest
                    stechle,czyli wentylacja grawitacyjna dzialala.Ukazal sie duzy plats i tam
                    jeden tunel gdzis prowadzil jakby lekko pod gore,nie pozwolilem nikomu chodzuic
                    bojac sie ze przy wyjsciu bedzie zaminowane. Mysmy skrecili w strone przeciwna
                    i tam ukazaly sie drzwi stalowe zamkniete tylko na zwykly mechanism blokujacy.
                    Po otworzeniu ukazala sie duza waska hala produkcyjna. na tasmie staly nie do
                    konca zmontowane silniki do volkswagena te "wiatrem pedzone" o pojemnosci
                    1200cm w trakcie jak sie przesuwalismy to zobaczylem ze silnik byl bardziej
                    kompletny i na koncu juz staly gotowe.Podeszlem z kolego zlapalismy za kolo
                    pasowe dal sie obrocic, bylo suche powietrze, ani krzty wilgoci to zasluga tej
                    swietnej samoczynnej wentylacji.Chlopcy zaczeli krzyczej otwieramy fabryke
                    silnikow.Po chwili zdalismy sobie sprawe ze to nie moxliwe,to byly czasy
                    stalinowskie,za wejscie tam i obejrzenie tej techniki mozna bylo juz zarobic z
                    10lat za szpiegostwo. Rozeszlismy sie po magazynach swietnie zorganizowane
                    zaplecze gdzie byly zmagazynowane wszystkie czesci potrzebne do montazu,w
                    sasiedztwie bylo przejscie do hal produkcyjnych gdzie staly rzedami obrabiarki
                    i inne urzdenia potrzebne do produkcji silnikow.Ktos spojrzal na zegarek
                    zblizala sie 7 rano ,cala noc tak ciekawie spedzona.Wracamy do domow ,nikt z
                    nas pary nie puscil.Postanowilsmy ,pracowac w czasie wakacji ,i zebrac
                    pieniadze na zakup zloma volkswagena terenowego bo tylko takowe w tym czasie
                    byly ,odszykowac i wyniesc zmontowany nowy motor do niego i pozniej
                    zamontowac.Czekalismy do nastepnych wakacji.... cdn ...
                    Pzdr.Michal
                    • darkle Re: Volkswagen terenowy 10.07.03, 14:48
                      Brzmi to co najmniej jak z filmu, ale naprawdę jestem ciekawy dalszej części,
                      co dstało się z tą fabryką?
                    • Gość: Michal Re: Volkswagen terenowy IP: *.telia.com 10.07.03, 20:47
                      Kontynuacja;
                      Po przyjsciu do domu,nie moglem opanowac podniecenia,rodzice to
                      zauwazyli .Pytaja sie czy moga pomoc w jakis sposb,odpowiedzialem ,ze jestem
                      zmeczony i chce sie wczesniej polozyc.Zanim zasnalem rozmyslalem.Nie mam prawa
                      jazdy ,koledzy rowniez .Bylismy bardzo biedna rodzina.Jak tego dokonac.Rano
                      mialem glowe pelna pomyslow.Spotykamy sie jak zwykle w bunkrze,pytam sie
                      kolegow i co dalej ,chodz idziemy na dol zobaczymy pomyslimy.Tak
                      zrobilismy.Chodzilismy grupa,jednak strach byl duzy ,nikt nie chcail sie
                      odlaczyc.Slyszelismy historie o tym ze niemcy zamurowywali takie fabryki z
                      wiezniami robotnikami przy pracy.Czulismy sie nieswojo.Ogladajac hale
                      dokladnie i magazyny odkrylismy dosc pojemne pomieszczenie przy placyku i
                      tunelu glownym.Po otwarciu dzrwi,ktore nawet troche piszczaly ,przyprawialy
                      omaly zawal serca.Nam mlodym kolataly sie jak szalone,oczywiscie ze
                      strachu.Ukazal sie widok niesamowity,prawdziwe trzy sztuki VW KFZ terenowe
                      odkryte z czarnymi krzyzami na burtach kompletne.Ogladamy dokladnie ,posiadaly
                      akumulatory 6V 88Ah.Po wlaczeniu pozycyjnych cos tam sie jarzylo.Czyli
                      niezupelnie rozladowane.Nikt z nas jezdzic nie umial.Jednego z kolegow ojciec
                      byl ofcerem w wojsku w czasie wojny,chlopak ten jezdzil z ojcem duzo.Zaczal
                      nas uczyc i pokazywac jak sie robi aby ruszyc zahamowac itp.Cwiczylismy okolo
                      tygodnia na sucho.Nikt z nas nie potrafil naladowac akumulatora.W koncu
                      zdobylismy malego francuza (klucz uniwersalny) i odkrecilismy
                      akumulator,pamietam kolega powiedzial zeby pamietac ktory jest plus.Kable byly
                      strasznie grube.Akumulator ponieslimy do miejscowego elektryka,mowiac ze
                      bedzie na gwiazdke do oswietlenia choinki.Nic nie powiedzial ,za dziesiec jaj
                      naladowal.Sprawdzalismy w tanku bylo pelno benzyny,kola dopompowalismy pomka
                      znalkezionoa w jednym z aut,po uprzednim wlaniu oleju byla sucha i niechciala
                      pompowac.Wypchalismy auto do placyka i tam jeden z kolegow powiedzial ze
                      musimy go pchac na biegu,wlaczylismy dwojke i kolega puscil sprzeglo przy
                      jakies 10km/h slychac bylo charakterysztyczne gulgotanie sinika,ale bez
                      zaplonu.Po paru nawrotach zdecydowalismy sie uzyc startera.Kolega nas pouczal
                      chodzilo o olej aby go rozprowadzic po tak dlugim postoju po
                      silniku.Smierdzialo troche benzyna.Dzisiaj to wiem znalezlismy z przodu kurek
                      pod tankiem ,po odkreceniu samoczynnie benzyna leciala do gaznika.Bylo nawet
                      takie przelewanie jak w motocyklu.Auto juz bylo pod para i kolega naciska
                      starter po uporzednim welaczeniu kluczyka.Ciche wi wiw wiwiwiw pruch i poszedl
                      zaczal dymic mysmy sie cieszyli jak dzieci zaczelismy krzyczec,trzymac sie za
                      rece.Tego dnia zpowrotem zapchalismy do naszego pomieszczenia po
                      zamknieciu ,wrocilismy do domow.Glowa garaca sny spac nie moge krzycze w nocy
                      matka pyta sie co sie stalo.Nic nie mowimy,rodzice sie zaniepokoili.Jak zwykle
                      rano dobrze ze to byly wakacje udaslismy sie zpowrotem do naszej
                      fabryki.Zaczelismy ogladac ten tunel co szedl w przeciwnym kierunku niz hala
                      produkcyjna.Byl dos szeroki i lekko sie wznosil do gory.Po okolo 200m brama z
                      stalowych wrot zamknieta.Zadnej furtki nic.Z boku byly pomieszczenia
                      wartownicze i jakies dzrwi,ogladalismy dokladnie zadnych sladow
                      zaminowan,pierwsze udalo sie otworzyc,za nimi byl krotki korytarzyk toalety
                      umywalka i maly pokoj socjalny ,znowu znalezlismy mase konserw i
                      picia.penetrujac nastewpne pomieszczenie patrzymy a tam na stojakch staly
                      ustawione 4 kbk i 4 pm bergman i dwa schmajssery.Wszystkie byly zaladowane i
                      nie pordzewiale.W szafie bylo chyba po kilka magazynkow na kazdy.Pare granatow
                      tluczkowych i takich jajowych obronnych F-1.Lezaly w opakowaniu chyba z 4
                      panzerfausty.Obejrzelismy z wielkim zaciekawiemniem,ale balismy sie tego
                      ruszac,lezalo w malej szafce poare sztuk broni krotkiej chyba mausery
                      strasznie fajne jeszcze prawie sie lepily od oliwy.W rumiencach na twarzy
                      opuscilismy to pomieszczenie udajac sie z powrotem na korytarzyk.Natrafilismy
                      nastepne drzwi,po ich sforsowaniu weszlismy na klatke schodowa i dawaj sie
                      piac do gory.Dosc wysoko.Znowu drzwi otwieramy znajdujemy sie na klatce
                      schodowej jakiegos domu,widac ze tu ludzie mieszkaja.Ogarnela nas
                      panika.Pocichutku wychodzimy niezauwazeni przez nikogo na ulice.Byl to ladny
                      kawal drogi od bunkra.Wedlug naszych spostrzezen niedalekjo powinien byc
                      wyjazd z tej fabryki.szukamy caly dzien nastepny ,udajac ze gramy w
                      pilke.Cholera nic nie mozemy znalesc.Zadnych wrot nic.Stracilismy caly dzien i
                      nic .Nastepnegop dnia dwoch schodzi na dol z moltkami i wala w te wrota my
                      staramy sie sluchac na gorze w miejscu co sie nam wydaje najbardziej
                      prawdopodobne.Nic nie widac ani nie slychac.Na skwerze kolo parku robotnicy
                      nawoza ziemie i robia nowe rabaty tak aby moc je obsiac na przyszly rok
                      kwiatami.Pytamy sie dlaczego tutaj a jeden odpowiada a cholera byla dziura jak
                      diabel i kazali z rady miejskiej zasypac smieciami a potem zrobic rabaty na
                      kwiaty,Zaczynamy rozumiec ,ktos musial wiedziec o tej fabryce i wydal takie
                      polecenie aby to nigdy nie wyszlo na jaw.Nasz marzenia tymczasowo upadly.Po
                      prowcie do domu zakielkowala mnie mysl a jkaby rozebrac i wyniesc w
                      czesciach,albo szukac jeszcze jednego wyjscia.Nasdtepnego dnia idziemy juz
                      tylko w trzech najbardziej wytrwalych na poszukiwanie innego
                      wyjscia.Faktyczniew drugim koncu hali bylo wejscie do nie tak szerokiego
                      tunelu jak tamten ciagnal sie okolo 2km potem zaczal sie wznosic do gory.Znowu
                      przy wyjsciu wrota i znajdujemy wyjscie boczne.Okazuje sie za miastem jest
                      skarpa i wzniesienie i sie wychodzilo kolo tego wzniesiena zaraz kolo
                      szosy.Szukamy w scianie wzgorza nic.Dokladnie wchodzimy wiele razy i
                      odmierzamy odnajdujemy sa wrota ale za warstwa ziemi,obrosniete trawa ,nikt by
                      nie przypuszczal.Nic nie odkopujemy,zamykamy te boczne dzrwi rownierz
                      maskujemy ziemia i darnina z trawy.Sladu po nas.W domu juz teraz naprawde
                      gorace glowy.
                      c.d.n Pzdr.Michal
                      • Gość: Michal Re: Volkswagen terenowy IP: *.telia.com 11.07.03, 10:12
                        Kontynuacja;
                        Dni uplywaly szybko,nasz plan nabieral stawal sie konkretny zakladal,za
                        najpierw musimy miec miejsce aby przetransportowac te trzy VW-KFZ w bespieczne
                        miejsce.U rodzin na wsiach odpadalo,wszyscy byli ludnoscia naplywowa.Zroznych
                        rejonow ze wschodu.Praktycznie sprawa przyschla.Zaczelismy chodzic do
                        szkol,srednich,najblizszy moj kolega skonczyl linie mechaniczna jak rowniez ja
                        co w praktyce rownalo sie z mozliwoscia otworzenia wlanej firmy samochodowej.W
                        Polsce bylo juz po odwilzy roku 56.W naszym miasteczku praktycznie nic sie nie
                        zmienilo,kwiaty na skwerze rosly,dom z ktorego wychodzilismy z podziemi zostal
                        zburzony ,ponoc grozil zawaleniem.Slowem nikt juz nie pamietal o jakies
                        fabryce podziemnej.Moj przyjaciel podobnie myslal jak ja.Idea byla swietna
                        otworzyc wlasny warsztat samochodowy,narzedzi i czesci dla jednej marki bylo
                        na kilkanascie lat.Nachodzilismy przez pol roku Rade Narodowa w naszym
                        miasteczku i w koncu komuchy zezwolily na otworzenie warstatu
                        mechanicznego.Dostalismy kawalek ziemi w dzierzawe,tylko zaczac.Z lokalizacja
                        byl ubaw,niewiedzieli gdzie i w czym nas usadowic.Poprosilismy o kawalek ziemi
                        za miastem,nie bylo najmniejszych oporow.Dostalismy ten kawal co chcielismy a
                        mianowicie kawalek od drogi z skarpa.W tym czasie miasto ulegalo
                        rozbudowie,dostali jakies fundusze.Pierwsze co zrobili to zlikwidowali ten
                        bunkier co mysmy kiedys wchodzili,zostal rozebrany w reszte zasypane.Na tym
                        miejscu stanal pozniej dom mieszkalny para pietrowy.Rodzice nam pomogli
                        dostalismy tez jakies materialy od rady narodowej i zaczela sie nasza
                        budowa.Najpierw zostal wybudowany drewniany duzy barak w ktorym sie miescila
                        wlasciwa firma.Sciana tylnia dochodzila do skarpy.W momencie jak sciana
                        budynku zaslonila skarpe postanowilismy odkopac te stalowe wrota.Udalo byly w
                        swietnym stanie.Tunel zostal polaczony z firma.Zupelnie nie widoczne od
                        zewnatrz,nikt nawet sie nie domyslal o takiej kombimnacji.Na dachu widnial
                        szyld naprawy mechaniczne.Przyjezdzali do nas rolnicy z okolicy traktorami
                        naprawialo sie wszystko co jezdzilo po polach,Motoryzacja prawie nie
                        istniala.Ale z czasem zaczely sie pojawiac poszczegulne auta.Coraz wiecej
                        ludzi wiedzialo o nas.Wieczorami chodzilismy do tunelu i fabryki po narzedzia
                        i materialy,byly swietne spawarki wirowe ,na rynku bylo ich nie duzo wszystkie
                        pochodzily z mienia poniemieckiego.Rodzimy przemysl zacvzal produkowac zwykle
                        transformatorowe.Mielismy od groma roznych elektrod,takie same na rynku
                        kosztowaly majatek.Nasze uslugi byly cenione ze wzgledu na solidne wykonanie i
                        wytrzymalosc.Pewnego dnia zajezdza do nas prawdziwy VW -Garbus.Pierwszy raz w
                        zyciu go zobaczylismy.Ogladalismy ze wszystkich stron i stwierdzilismy ze ma
                        taki sam silnik jak te nasze w naszej fabryce.Samochod nie byl nowy motor
                        znacznie zuzyty i pytamy sie czego sobie zyczy,On uprzejmie lamana polszczyzna
                        powiedzial ze motor jest juz na wykonczeniu,i prosi o pomoc tak aby mogl
                        wrocic do W-Berlina.Umowilismy sie ze na rano bedzie gotowy.Facet sie zgodzil
                        dostal od nas rower i pojechal do hotelu lub swojej rodziny.W nocy udalismy
                        sie do fabryki,byly rozne wozki transportowe,zaladowalismy jeden motor gotowy
                        zmontowany z tasmy.Swietnie sie krecil.Po przyjechaniu do firmy dokladnie sie
                        go obejrzalo i zobaczylismy ze praktycznie to tylko 4 sruby go trzymaja pod
                        klucz 17.Stary zdjelismy bylo troche pracy ,wiecie pierwszy raz w
                        zyciu.Pozniej w odwrotnej kolejnosci ten nowy.Zostal troche dopucowany,po
                        podklaczeniu wszystkich kabli probujemy po paru chwiilach pieknie
                        gdacze.Zostal zalany olejem taki jaki byl na rynku,Powiedzielismy facetowi aby
                        po przyjezdzie do domu zmienil natychnmiast olej na innej marki.Gosciu
                        oniemial ,powiedzial chodzi jak nowy ,ach bede jezdzil az sie popsuje.Zaplacil
                        swietnie to byly nasze pierwsze prawdziwe pieniadze.Praca monotonna.Po paru
                        dniach przyjezdza nastepny czlowiek z niemiec.Fama poszla szybko,w W-Berlinie
                        zwiedziano sie ze jest takich dwoch miglancy co montuja nowe silniki do
                        Garbusow.Zaczely sie dla nas ciezkie dni codziennie byl jeden ´VW Garbus do
                        wymiany silnika.Swietnie ze firma stala na uboczu nikt sie nie pytal co robimy
                        i dlaczego przyjezdzaja Niemcy.Po roku zaczelo brakowac nam silnikow,prawie
                        caly Berlin jezdzil na naszych motorkach.Postanowilsmy wziasc urlop dla ludzi
                        i zamknac na miesiac firme.Zeszlismy razem na dol i we dwoch recznie
                        zaczelismy znosic z magazynow czesci ktore jeszcze byly i montowac sami.Udalo
                        sie po miesiacu mielismy gotowych oklo 65 silnikow,ale juz zaczelo brakowac
                        blokow i czesci potrzebnych do montazu.Polki w magazynach staly puste,Czesci
                        produkcuyjnej nie potrafilsmy uruchomic,brak energi,pozniej zreszta
                        znalezlismy wylacznik i mozna bylo wszystko oswieltlic,maszyny
                        funkcjonowaly.Postanowilsmny jechac do ostaniej srubki.W rok pozniej zostalo
                        wszystko oczyszcone z czesci .Znalezlismy w podziemiach urzadzenia do
                        transportu obrabiarek,po uruchomieniu dostarczalismy po jednej do naszego
                        garazu.Po prostu zaczelismy je sprzedawac.Chetnych bylo niemiara, zcalej
                        Polski,
                        zjezdzala sie inicjatywa prywatna i kupowala.Po jakims czasie zaczeli dziwni
                        ludzie nas nachodzic.Pytanie typu a zkad,itp.Postanowilismy zwijac
                        manele.Bylismy juz ludzmi zamoznymi.Jak zwykle kazdego dnia udalismy sie
                        rowerami do pracy.Bylo paru niemcow chcieli kupic cos historyczmnego.Wtedy
                        sobie przypomnielkismy o tych 3 VW-KFZ-ach zostaly przyprowadzone do
                        garazu.Faceci pieli cene ustalilismy po 10kkDM za sztuke poszly odrazu ,w ty,m
                        czasie suma niewyobrazalna dla normalnego czlowieka.Umowilismy sie z Niemcami
                        ze dluzej juz nie mozemy tutaj egzystowac zeby nam pomogli sie przedostac za
                        granice.Niemcy dostarczyli lewe passy i tak przejechalismy z forsa w
                        kuferkach.Bylo tego na wiecej niz do konca zycia na zachodzie.Pomoglismy
                        finansowo naszym rodzinom.Pozniej dowiedzielisnmy sie ze prasa miejscowa
                        pisala o odkryciu dziwnej fabryki alew nie wiedziano do czego sluzyla.Pewno
                        jak zesmi wszystko przez tyle lat opylili.Komuchy zaczely cos podejrzewac ,ale
                        nie bylo winnych i sprawa upadla,podono dzisiaj najwieksza pieczarkarnia
                        znajduje sie w tych podziemach w Polsce.
                        Teraz sie zastanowic co wy bylo gdyby sie oficjalnie to zalatwilo.Ubecja by
                        rozkradla,ludzi pozniej w kazamatach meczyli zaden pozytek,a tak przynajmniej
                        dobro ktore czlowiek kiedys wyprodukowal sie nie zmarnowalo.A ile tych
                        motorkow jezdzi do dzisiaj w POlsce.Dlatego tez byly tak popularne, czesci
                        byly ale dla wtajemniczonych.Pzdr Michal KONIEC.
                        • Gość: Maciej Re: Volkswagen terenowy IP: *.pkobp.pl 14.07.03, 12:17
                          Michał czy to naprawdę wszystko prawda ? Jeżeli tak to naprawdę fantastyczna
                          historia !!!

                          pozdr.

                          Maciej
                • greenblack Re: Garbus - Hitler ojcem chrzestnym 10.07.03, 12:13
                  Pewnie, technicznie był dzieckiem Porsche, ale Garbus był owocem ambicji
                  Hitlera, który chciał zmotoryzować "rasę panów".


                  Pozdrawiam
                  • darkle Co za różnica 10.07.03, 12:32
                    Co prawda nigdy się nie pasionowałem garbusem, może parę razy go oglądałem, ale
                    nie da się zaprzeczyć że nie jest to takie zwykłe autko. Poza brzydotą (lub
                    urodą dla innych) samochodzik ten odznacza się berdzo niezawodną i twałą
                    konstrukcją, dziąki której właśnie WV zawdzięcza swoją nadpsutą ostatnio
                    reputację. Nie da się zaprzeczyć że samochód ten pod wieloma względami bije
                    współczesne samochody, a przecież był konstuowany w latach 30. Dzięki temu stał
                    się autem kultowym w latach 60. Co prawda nigdy nie marzyłem o tym autku, ale
                    także dokładam się do tych którym żal jest tego pojazdu który zapisał się już
                    pozytywnie w historii. Niestety nie da się tago powiedzieć o dzisiejszych
                    samochodach które rozlatują się po kilkunastu latach obchodzenia się jak z
                    jajkiem, więc nigdy nie zobaczymy tak jak garbiego 30-40 letniego opla, forda,
                    fiata, a nawet chyba z merca zostanie tylko kupka rdzy do tego czasu.
                    • greenblack Mity 10.07.03, 12:56
                      darkle napisał:

                      > Nie da się zaprzeczyć że samochód ten pod wieloma względami bije
                      > współczesne samochody

                      Np. w czym?

                      > Niestety nie da się tago powiedzieć o dzisiejszych
                      > samochodach które rozlatują się po kilkunastu latach obchodzenia się jak z
                      > jajkiem,

                      Bajki o wilkołakach. Spróbuj popędzić takiego Garbusa kilka godzin z prędkością
                      autostradową. Ci ile km wymienia się w nim olej?


                      Pozdrawiam
                      • Gość: Michal Re: Mity IP: *.telia.com 10.07.03, 13:02
                        Na tamte czasy byl naprawde dobry ,ale nie dzisiaj Greenblack ma racje.
                        Po pierwsze motor chlodzony powietrzem,wyzsza temperatura oleju a zarazem
                        krotsza jego zywotnsc,max 5tys/km i wiecie co bylo przyczyna upadku tej
                        konstruckji najgorszy dostep servisowy do mechanizmow.Jak wymiana silnika
                        rzeczywiscie 4 sruby i bec.To wymiana swiec i uszkodzenie gewintow wglowicach
                        to juz inna historia.On musial zniknac.Mimo ze taki sentyment do niego mamy
                        wszyscy.Pzdr.Michal
                        P.S max przebieg do remontu silbnika 170kkm.Remont sie tylko udawal na
                        orginalnych VW czesciach.
                        • Gość: Maciej Re: Mity IP: *.pkobp.pl 10.07.03, 13:12
                          No tak Michale co do przebiegu międzynaprawczego to masz rację, ale
                          zauważ jakim się tyen silnik zalewało kiedyś olejem. Przecież ten dostepny
                          w PRL to był największy chłam- sam pamiętam, że były dwa tylko rodzaje- na zimę
                          i lato. Świece zaś się naprawdo cholernie wykręcało....

                          pozdr.

                          Maciej

                          p.s.
                          Czy już też się Wam udziela nastrój urlopowy :))) ?
                          • Gość: Michal Re: Mity IP: *.telia.com 10.07.03, 13:30
                            Tak to byl Lux-10 i Lux- Super.
                            Pamietam,pozniej mialem Taunusa 17M wiesz co robilem co 1tys km wymienialem
                            olej bez problemu przejechal 100kkm,juz stary grat kupiony ze zlomu z niemiec,
                            za 150 zielonych.Taka byla motoryzacja pod koniec lat 60-tych.Pzdr.Michal
                            • Gość: Maciej Re: co historii IP: *.pkobp.pl 10.07.03, 13:41
                              Michale a pamiętasz tzw. ,,nalewki" jak się stare opony beż bieżnika
                              nalewało nową gumą ?-to były czasy !!!!

                              Maciej
                              • Gość: Michal Re: co historii IP: *.telia.com 10.07.03, 17:04
                                Gość portalu: Maciej napisał(a):

                                > Michale a pamiętasz tzw. ,,nalewki" jak się stare opony beż bieżnika
                                > nalewało nową gumą ?-to były czasy !!!!
                                >
                                > Maciej
                                -------------------------------------------------------------------------------
                                Mimo ze zarabialem na koncu lat 69-do 73 kupe szmalu pracujac w geofizyce W-
                                waskiej,oczywiscie na tamte czasy.Mialem wszystkie obowiazjace uprawnienia
                                gornicze na prowadzenie tych prac wterenie.<czlowiek latal do urzedu
                                gorniczego co zime i uzyskiwal co iraz nowszy i wyzszy stopien.A za to placili
                                czlowiek posiadal kompetencje a nie poparcie ZMS czy parti.Takich ludzi nie
                                lubiano,ale to inna sprawa.Po prostu na rynku niebylo nic.Jak rzucili opony na
                                Leszno to byly dwie trzy godziny,jakie opowiesci odchodzily w kolejkach ho ho.
                                Opony to made in kartoflaki starczaly na jeden lub niecale dwa sezony (debica)
                                diagonalne.Jak zlapales gume to diagonal dalo sie wulkanizowac i znowu
                                kolonmyja na Bagnie w takiej prywatnej firmie bodajze jedna na milionowe
                                miasto.Posiadali taka maszyne reka napedzana do zdejmowania opon z felgi,reszta
                                to jak pamietam uzywala lyzek i mlotkow to byli specjalisci ,walili az eko
                                odchodzilo.Pamietam byly nalewki o ktorych wspominasz ,ale odradzano mnie
                                mowiac do takiej fury zabije sie pan.Kiedys kolega z AGH pojechal na stypendium
                                do Angli byly repatriant z Syberi,przemily czlowiek,cala zime przeganial w
                                koszuli i marynarce tlumaczac nam ze -25C to nie jest zimno zimno sie zaczyna
                                ponizej-40C.Po powrocie przywiozl Opla Rekorda 1700 z roku 1964 to byl rok 1968
                                Boze jaka to klasa ludzie pod spod zagladali.Ja swojego zorganizowalem dopiero
                                69.On nawiozl cala kupe regumerowanych (nalewki) continentala.Bylo tego tak
                                duzo ze nastepnego roku odstapil mnie cztery,to one sluzyly chyba z 4lata.Byly
                                swietmne zadnej gumy.Do dzisiaj je pamietam z lezka w oku.Pzdr.Michal
                      • mrzagi01 Re: Mity 10.07.03, 14:26
                        greenblack napisał:

                        >
                        > Bajki o wilkołakach. Spróbuj popędzić takiego Garbusa kilka godzin z
                        prędkością
                        >
                        > autostradową.
                        po co? dziadki teraz nie temu służą. Ja na przykład do popędzania prędkością
                        autostradową mam forda, a ku uciesze garbatego mexa 1200 którym poruszam się
                        dostojnie 70-80 km/h i nikt za mną nie wiesza sie na klaksonie i nie mryga
                        zniecierpliwiony swiatlami

                        Ci ile km wymienia się w nim olej?

                        ja wymieniam co 10000 albo raz do roku (w fordziawce zreszta tez)


                        A tak się spytam- Twoja opinia o Garbusach to z autopsji czy ze słyszenia?
                        >
                        >
                        > Pozdrawiam
                      • Gość: Pawelek Predkosc autostradowa IP: *.72.164.57.Dial1.Washington1.Level3.net 15.07.03, 05:57
                        Jednym z warunkow postawionych przez Hitlera byla sprawnosc poruszania sie na
                        autostradzie, bo w koncu to samochod niemiecki. Mial osiagac predkosc podrozna
                        100km/h. Od lat 60-tych na rynku byly wersje z silnikami 1500 i 1600, o ile
                        dobrze pamietam, to rozpedzaly sie do setki w 14.5 sekundy, czyli troche
                        szybciej niz PF125p.

                        Wymiana oleju - co 10000km. Niedogodnosc - koniecznosc smarowania ukladu
                        kierowniczego.

                        Oczywiscie, nie neguje postepu i Corolla A.D. 2003 jest lepszym samochodem.

                        Uklony!
              • vwdoka A ja lubię mojego Grabuska i DoKę!! 14.07.03, 16:12
                greenblack napisał:

                > Czy Wy tylko udajecie, czy naprawdę nie znacie historii. A poza, co takiego
                > wspaniałego jest w tym wozidle? Mini technicznie bije to pudło o 3 klasy i
                jest
                >
                > o niebo symaptyczniejsze. I jeszcze te kretyńskie filmidła z Garbusem w roli
                > głownej.
                >
                >
                > Pozdrawiam
                A ja lubię mojego garbusa i dokę!
    • Gość: cracovian Zly robaczek... IP: *.bankofamerica.com 10.07.03, 18:11
      Niezliczone miliony ludzi zostaly obrabowane (czasem tez gwalcone i zabite) w
      tych zielonych meksykanskich taksowkach z powodu braku drugiej pary drzwi.
      Niezliczone miliony ludzi cierpialy i nadal cierpia z powodu zanieczyszczenia
      do jakiego w wielkiej mierze ten przedrozony samochod sie przyczynil.


      ...nie mialbym jednak nic przeciwko zeby taki 2003 jasno-niebieski z edycji
      letniej gracik stal w moim garazu... tylko gdyby nie ta zabojcza cena (przeszlo
      $7K). Nie dziwne jest wiec, ze dilerzy srednio sprzedaja jedna sztuke na...
      miesiac!
      • Gość: Michal Volkswagen terenowy VW-KFZ IP: *.telia.com 14.07.03, 22:15
        Panowie to byla tylko powiesc Made in Mihau.
        Widze ze lubicie ten temat okey.W czwartek nastepuje zakonczenie produkcji tak
        w tym tygodniu,poddajcie jakas mysl to szybko napisze jakos ciekawa
        historie,trzeba uczcic te date.Kolegom do Niemiec to puscilem ,to wszyscy sie
        pytali czy to prawda.
        Podam mozliwe miejsca rozgrywki owej histori wybiezcie sami;
        MRU-Miedzyrzecki Rejon Umocniony, znam najlepiej z atiopsji,prowadzilem tam
        badania w okolicy w latach 68.Zchodzilem cale kilometry podziemia.
        Riese-Olbrzym--Gory Sowie
        Jest wiele innych ale lepiej nie dotykac sa dodzisiaj gorace,
        No i moj konik Obersalzberg z Kehlstein.Jest to siedziba alpejska Adolfa.
        Duzo histori znam,kiedys moim przewodnikiem byl gosciu z SS z bylej ochrony
        osobistej Adolfa.
        Dajcie znac tutaj na tym watku,to zaraz napisze tak aby bylo gotowe na czwartek
        rano.Pzdr.Michal
      • Gość: Pawelek Robaczek IP: *.72.164.57.Dial1.Washington1.Level3.net 15.07.03, 05:31
        To samochod mojego dziecinstwa: 1300, rocznik 1970, savanna beige. Rodzice
        kupili go nowego w Wiedniu tuz przed moim urodzeniem. Byl w rodzinie prawie 19
        lat. Kiedys zostawili mnie samego i poszli cos kupowac. Oczywiscie, usiadlem na
        miejscu kierowcy i... zwolnilem hamulec postojowy. Samochod stoczyl sie z
        kraweznika w tyl na srodek Pulawskiej, przy Belgijskiej. Wysiadlem i grzecznie
        poprosilem jakas starsza pania, zeby mi pomogla wepchnac go spowrotem...Nie
        dalismy rady. Mialem wtedy pewnie ze trzy lata.

        Jeszcze jedno, co utkwilo mi w pamieci, juz z lat pozniejszych: nigdy juz nie
        widzialem samochodu lepiej wykonczonego. Nie chodzi tu o "luksusy". Mam na
        mysli drobiazgi i szczegoly. Lakier jak lustro, ktorego teraz nie uswiadczysz w
        zadnym nawet drogim modelu, perforowana biala podsufitka i czarno-czerwona
        tapicerka, masywna metalowa obwodka szybkosciomierza, chromowane klamki
        wewnetrzne i korbki szyb, miekkie podlokietniki, kierownica z wielkim herbem
        Wolfsburga i pierscieniem klaksonu, pedaly z logo VW, czarne blyszczace
        przelaczniki obrotowe, wylozone guma, zeby sie palce nie slizgaly etc. Gdzies
        czytalem, ze jednym z powodow sukcesu VW w USA byla wlasnie jakosc wykonania:
        porownywalna z najdrozszymi owczesnymi samochodami.

        Do tego te osiagi: Zero to 60? YES!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka