greenblack
20.07.03, 16:33
motoryzacja.interia.pl/news?inf=408575
Szybka "zabawa" na ulicach
19.07.2003 09:51
Mandaty za przekroczenie szybkości i drobiazgowe sprawdzanie stanu
technicznego samochodów - to sposoby walki policji z nielegalnie ścigającymi
się miłośnikami sportowych samochodów i zawrotnych prędkości.
Co roku w wyniku nocnych wyścigów giną przypadkowi ludzie; zdaniem policji -
zawsze istnieje ryzyko tragicznego końca tej "zabawy".
- Uczestnicy nielegalnych wyścigów są praktycznie nieuchwytni. Ciągle
zmieniają trasy, a nawet gdy dostajemy informacje, gdzie się zbierają -
niewiele możemy zrobić - wyjaśniają policjanci z wydziału drogowego Komendy
Stołecznej Policji. Wyścigi są nielegalne, ponieważ odbywają się poza torami
wyścigowymi, na ulicach czy drogach publicznych.
Według policji, jednym ze sposobów ograniczania nocnych wyścigów jest
drobiazgowe sprawdzanie stanu technicznego samochodów. - Sprawdzamy, w jakim
stanie jest np. bieżnik. Jeśli rzeczywiście zauważamy poważne uchybienia,
zabieramy im dowody rejestracyjne - podkreślają. Nielegalne wyścigi w
Warszawie odbywają się wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego i w Markach. Często do
tego celu wykorzystywane są też podwarszawskie miejscowości.
Fani nielegalnych wyścigów z całej Polski znają się. Często też biorą udział
w legalnych imprezach tego typu. - Ścigamy się nocą - nielegalnie, ponieważ
jest to dobry pretekst do spotkania się i pogadania z ludźmi mającymi taką
samą pasję jak my - wyjaśnił 30-letni Mariusz, uczestnik nielegalnych
wyścigów.
Według niego w Warszawie jest blisko 100 takich osób. Ich wiek waha się od 20
do 40 lat. Są zamożni, mają prywatne firmy lub zajmują dobrze płatne
stanowiska. - To drogi sport. Samochód kosztuje ponad 200 tys. zł plus koszty
jego udoskonalania i eksploatacji - ocenił Mariusz. Równocześnie podkreślił,
że on i jego koledzy ścigają się według określonych zasad - "odpowiedzialnie -
tak aby nikomu nie wyrządzić krzywdy".
Oprócz nich nocą na warszawskich ulicach pojawiają się naśladowcy. Zazwyczaj
bardzo młodzi, rozbijają się po miejskich ulicach samochodami tzw. średniej
klasy. Często też organizowane są nielegalne wyścigi motocyklowe, bywa, że
motocykle ścigają się z samochodami.
- Co pewien czas odnotowujemy śmiertelne ofiary wyścigów. Nie prowadzimy
jednak oddzielnych statystyk, więc trudno powiedzieć, ile ich jest na
przykład w ciągu roku. Giną przechodnie, przypadkowi kierowcy, ale
najczęściej sami ścigający się - podkreślają policjanci.
Uczestnicy nocnych wyścigów twierdzą natomiast, że to bezpieczny sport. -
Spotykamy się po północy w wybranym miejscu. Wybieramy prosty odcinek, słabo
zabudowany, bez dróg podporządkowanych. W pewnej odległości - zazwyczaj około
400 m, ustawiany jest samochód na światłach awaryjnych - to punkt do którego
się ścigamy - powiedział 30-latek, podkreślając, ze nie ma żadnego
niebezpieczeństwa dla przypadkowych przechodniów lub kierowców. Zaprzeczają
temu jednak policjanci, twierdząc, że zawsze istnieje ryzyko.
W wyścigu uczestniczą tylko dwa samochody, dwa motocykle lub samochód i
motocykl. - W samochodach siedzieć może tylko kierowca lub kierowca z
pasażerem - nie ma reguły. Jedynym zabezpieczeniem są pasy. Nie stosujemy
kasków - wyjaśnił Mariusz.
Samochody osiągają prędkości ponad 200 km/h. - Wszystko zależy od wybranego
odcinka drogi - sprawdzamy ich możliwości. To właśnie tak naprawdę nas tu
przyciąga - ciekawość ile jeszcze można z nich wycisnąć - powiedział.
(PAP)
Pozdrawiam