thebigzumzum
07.12.07, 15:47
Przypomina mi sie jak w zeszlym roku rozbilem auto w zimie.
Ktoregos dnia popadalo sobie mocniej i pojechalismy ze znajomym na lotnisko.
Cale zasypane sniegiem a ze auto ma naped na tyl mozna bylo sobie fajnie
poszalec. Tak kilka godzin slizgalismy sie bokiem, czasem sie ktos zakopal bo
nie opanowal auta. Nastepnego dnia tez.
Kilka dni pozniej jechalem do pracy ta sama droga co zawsze. No i stalo sie.
Jechalem troche za szybko jak na warunki drogowe. Zakret w prawo, droga
nierowna i auto "wzbilo" sie w powietrze na wyjsciu z wiekszego dolka.
Stracilem przyczepnosc i tyl zaczal uciekac w lewo. Nie hamowalem tylko kontra
kierownica. Ale za dlugo bo zaraz jak w rezonansie auto lecialo juz prawa
strona jeszcze mocniej wychylone. Centralnie na lampe.
Tak wiec czasem sie zastanawiam co by sie stalo gdybym nie kontrowal tylko po
prostu wcisnal hamulec. Jednak nei mialem ABSu wiec pewnie lecialbym lewym
bokem na zewnetrzna zakretu i uderzyl swoja strona w lampe. Kontrujac, nawet
jezeli nei udalo mi sie, uderzylem w ta lampe od strony pasazera. Zastanawia
mnie tez czy udaloby mi sie wyjsc z wypadku jakbym mial wiecej doswiadczenia i
potrafil odpowiednio wczesniej puscic kontre zeby auto nie wpadalo w swoisty
rezonans?