Gość: niki
IP: *.stacje.agora.pl
26.09.03, 12:10
tak jakos przypomniala mi sie scenka z warszawy sprzed kilku miesiecy. Stalem
na swiatlach Wawelskiej, sporej ulicy przecinajajacej sie z jeszcze wieksza
Al. Krakowska (przedluzeniem Grojeckiej). To ulica jezdza tramwaje.
Zobaczylem, ze na prawie na torach stoi srebrny seat - widac zostal
tam "uwieziony" na zmianie swiatel. Samochodom ruchu nie tamowal - ale
tramwajom w jedym kierunku troche tak. I co sie stalo?
Zupelnie jak w jakim glupim filmie zobaczylem, ze oto nadjezdza tramwaj,
troche zwalnia... po czym przyspiesza i z cala sila kilkunastu rozpedzonych
ton wali w Seata!!! Biedy samochod zakleczyl sie bokiem (od strony kierowcy)
w konstrukcji tramwaju i byl ciagniety przez jakies 10 - 15 m, az tramwaj
raczyl stanac.
Przypadkiem przejezdzal tamtedy radiowoz, ktory natychmiast wlaczyl sygnal i
ruszyl na miejsc wypadku. Ja nie wiem co sie stalo, bo juz na mnie samochody
trabily (zapaliolo sie zielone), a zatrzymywyac sie nie musialem, bo przeciez
na miejscy byly juz gliny (to w przypadku swiadczenia/koniecznosci pomocy
rannym, jesli tacy byli).
Jak myslicie: czy motorniczy postanowil SWIADOMIE staranowac samochod? Czy
cos mu za to grozi? Widzieliscie cos podobnego?
pozdrawiam
niki