Gość: kocoor.com
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.06.06, 20:44
Jeżeli ktoś wybiera się na Evię, to być może moja relacja się przyda...
O samej wyspie można tu i ówdzie sobie poczytać, ja chciałbym przekazać garść
informacji przydatnych dla kempingowiczów, podróżujących własnym samochodem.
Krótka relacja - wakacje 2005
Zgodnie z życzeniami mojej żony pojechaliśmy w ub. roku do Grecji.
Trasa dobrze znana, czyli Warszawa-Kraków-Chyżne(PL/SK)-
B.Bystrzyca-Sahy(SK/H)-Budapeszt-Tompa(H/SCG)-Srboran-N.Sad-
Belgrad-Nisz-Tabanovce(SCG/MD)-Gevgelija(MD/GR)- i do Grecji.
Parę uwag praktycznych:
-nie płaciłem za autostradę na Słowacji, jadąc obok Tesko w
B.Bystrzycy na Sliać, równoległą pustą i bezpłatną drogą ok. 15-
20km do Zwolenia, potem normalnie.
-winietkę na autostradę na Węgrzech kupiłem na stacji benzynowej w
Budapeszcie (można jechać drogą równoległą, ale są miasteczka i
idiotyczne małe ronda, czyli lepiej zapłacić i jechać).
Ceny winietek są tu:
www.motorway.hu/engine.aspx?page=dijtablazat2006_en
Nieco podrożały od ub. roku. Na "lato" kosztują obecnie 1520HUF i
płaciliśmy gotówką (można też kartą np. na Shell-u)).
-na przejściu granicznym Tompa/Kelebija jest kilka placówek
banków, czynne całą dobę, w jednym nie było dinarów, ale
wymieniłem Euro-->Dinary obok (ok. 82DIN/E).
-tankowanie w Serbii na OMV w Subotnicy (można płacić kartą BPH).
Taniej niż w Polsce, następne tankowanie przed granicą SCG/MD i
potem już w Grecji. Niedaleko stacji OMV jest "pekara" a w niej można kupić
doskonałe burki z najrozmaitszym nadzieniem.
-ceny autostrad w Serbii i ceny paliw:
www.amsj.co.yu/ -przechodzimy na angielski i klikamy na "price"
Autostradą jechaliśmy od Belgradu, wcześniej drogą 22-1 (staryj put), może
nieco dłużej, ale policji w zasadze nie ma, można wyskoczyć po owoce na targ
w Starej Paziovej.
-granica SCG/MD może być zakorkowana przez niemieckich Turków,
dlatego liczenie na szybką odprawę może być wielce złudne.
-za to z Turkami jedzie się super, jadą w nocy 130km/h wszyscy
równo i nie zwalniają na ograniczeniach. Przed bramkami na autostradzie w
Serbii rodzinki tureckie śpią sobie po turecku - facet z dzieciakami w
samochodzie (np. BMW 530 2002r.), a obok samochodu żona na macie, zamotana w
jakieś koce. Co kraj, to obyczaj - łańcucha chyba nie miała, a przynajmniej
nie było widać.
-w Macedonii jest autostrada (proponuję wymienić 10Euro na denary -
na pewno starczy na autostradę, może nawet w dwie strony)
Przy rafinerii obowiązuje ograniczenie do 100km/h (zapłaciliśmy
mandat 35Euro- 126km/h-podobno).
-granica MD/GR niestety jw.
W samej Grecji:
Autostradą na Riwierę Olimpijską (z racji dużej liczby Polaków,
Czechów i innych wycieczkowiczów duży wybór mniej lub bardziej
kiczowatych pamiątek plus polska obsługa w sklepach i przyzwoite
ceny (może i dlatego, że był już wrzesień)).
Nocleg na kempingu sąsiadującym z kempingiem Zeus, za 10 Euro bez
rachunku (2 osoby+namiot+samochód) okazał się być najtańszy na
całej trasie, ale niestety lata świetności miał kilka ładnych lat
temu. Samo zejście do morza - stroma skarpa i plaża niezbyt
atrakcyjna. Cóż jedną noc można odpocząć i ruszać dalej.
Celem najbliższym był płw. Pilion (Pelio, Pilio), a konkretnie jego
zewnętrzna część - miasteczko Horefto. Droga z Volos malowniczo
wije się pod górę i widok zapiera dech w piersiach. Fakt, że latem
jest tu ośrodek narciarski (tak, moi drodzy!) daje do myślenia.
Wąska jezdnia przeciska sie przez miasteczka i niebawem jest z
górki. Połwysep pokrywa las mieszany, dając przyjemny chłód.
Niedaleko stąd (Tsagarada) znajduje się najstarsze drzewo w
Grecji -ogromny platan. Widać łagodny klimat mu służy.
Dojeżdżamy do miasteczka, na jego końcu znajduje się nasz kemping.
Niestety, również bywaliśmy na lepszych, ale w końcu są wakacje,
luzik i nie wypada narzekać. Kemping jest zalesiony i znajduje się
na obrzeżach ożywającego wieczorem miasteczka Horefto, które jest
akurat tej wielkości, aby zrobić sobie wieczorny spacer.
Plaża z piaskiem, wąska, ale ludzi niezbyt dużo, choć był akurat
weekend. Wycieczka do Trikeri na końcu półwyspu daje dużą dawkę
ładnych widoków. W niewyjaśnionych okolicznościach zaginął nasz stelaż do
1/2namiotu plazowego.
Tu spędzamy 3 dni (26.16E/2 noce).
Gyros na greckim rynku w Argalasti i w drogę.
Szukamy innego kempingu w miejscowości Platanias, ale ludzi
mnóstwo (Niemcy, Holendrzy) i ostatecznie decydujemy się jechać na
Evię. Mijamy urocze nadmorskie miasteczko Milinę i kierujemy się w
stronę Volos.
Prom odchodzi z Glyfy do Agiokambos na Evii (co godzinę 14.60
Euro).
Kierujemy się na kemping Pefki (ok. 15-16 E/noc). Kemping zadbany, przy plaży
(trzeba przejśc na drugą stronę szutrowej, małouczęszczanej
drogi), jest sklep, choć wybór marny. Ogólny obraz psuje paskudny
zapach towrzyszący porannemu wywozowi nieczystości i komary. Z innych
zwierzątek: modliszki i lądowe żółwie za płotem.
Zaplecze sanitarne na dobrym poziomie. A z ciekawostek, przeżyłem tam
trzęsienie ziemi - trudno to opisać.
Plaża kamienisto-żwirowa, tu i ówdzie plamy piasku, w sumie dość szaro i
pusto. Miasteczko typowo nadmorskie, pas knajp i sklepów wzdłuż
bulwaru. Doskonały gyros mniej więcej w środku "centrum
handlowego". Najlepszy w Grecji.
Jedziemy dalej kierując się w stronę miasteczka Prokopi (słynne
miejsce kultu prawosławnych z relikwiami świętego Jana z Prokopi).
Po drodze wycieczka do Vlachi - bardzo ładne widoki, kąpiel na
plaży z czarnym piaskiem. Wysokie fale zapraszają amatorów skakania. W sumie
widokowo, klimatycznie, w krzakach osły...
Następny kemping Rovies- bardzo zadbany, zielony, czysty i jeden
najlepszych (20E/noc, sklep, knajpa, duże place dla namiotowiczów,
familijna atmosfera), na niewysokiej skarpie (schodki) nad samym
morzem. Widok z namiotu wprost na morze, plaża żwirowa. Zostajemy
na dłużej. Uwaga na meduzy, z bardziej przyjazdnej fauny -gekony. Wycieczka
do portu Limni -urocze miasteczko rybackie,
budzące skojarzenia z naszym Kazimierzem Dln., można załapać się
na koncert chóru greckiego. Wycieczka do Loutra Edipsou miasto
większe, uzdrowisko z ekskluzywnym SPA, ruchliwe (przystań
promowa), z bulwarem nadmorskim. Kilka kilometrów dalej (w
kierunku Limni) z zardzewiałej rury płynie gorąca woda,
a "budżetowi" emeryci pławią się w niej i obkładają błotkiem za
free. I jest ok, tylko woda ze źródła termalnego może zdrowo
poparzyć (odradzam wpychanie ręki bezpośrednio do rury).
Tu już są sami Grecy, Niemcy błotka nie zabierają, atmosfera super
spoko, każdy może się przyłączyć, nogę sobie zamoczyć i jest cool
i byczenie. Obok parkuje pick-up z owocami, można łyknąć
brzoskwinię 1.5E/kg albo "karpuzi". Odwiedzamy jeszcze kilka
leniwych miasteczek w tej okolicy, tak na mały spacer i gyrosa
albo mousakę. Sam kemping jest oddalony od tych miasteczek.
Przemieszczamy się dalej do Halkidy - miasto gwarne i duże, sympatycznie
wieczorem, troche ekskluzywnych sklepów, koleś po 60-tece na
jachcie (biała skóra-25m długości) namawia(skutecznie) jakieś lale
z deptaka. Palmy daktylowe. Przyjeżdzają ludzie z Aten na rybkę,
sporo młodzieżowców na skuterkach. Po mieście jeździ się
nienajgorzej, chociaż ruch duży i dużo ulic jednokierunkowych, do
tego skuterki... Dla "budżetowców" jest LIDL (przy trasie do Orei,
kierunek Evia Pn.), Dia, Atlantic oraz duży dom towarowy w centrum.
Nasz kemping Milos znajduje się blisko Erytrei, średniej
wielkości, ze względu na stałe przyczepy, do morza mamy 50m,
czysto, cień od siatki, ale grunt się trochę pyli, trochę też
słychać główną drogę. Ale to najdalej wysunięty kemping na
południe (70.48E/4noce), więc nie ma co narzekać. W porcie w
Erytrei spotkaliśmy w sklepie Greka, który jeździł w Tatry,
dobre gyrosy i owoce mor