romanticca
31.05.09, 13:01
Witajcie,
czytam Wasze forum od jakiegoś czasu, wiele się dowiedziałam, ale
chciałabym Was prosić o radę specjalnie dla mnie :) W Stanach mam
jedynie ciotkę, której nigdy w życiu nie widziałam, a potrzebuję
spojrzenia kogoś, kto tam jest, Was jest wiele, więc wiele różnych
spojrzeń :).
Od zawsze marzyliśmy z mężem o wyjeździe do Stanów, teraz nadszedł
czas, że zadajemy sobie pytanie: „a dlaczego nie?”. I właśnie
odpowiedzi na to pytanie szukam. Przepraszam, że będę operować
cyframi (zarobki), ale chciałabym jak najlepiej przedstawić swoją
sytuację.
Otóż jak widać w sygnaturce mamy dwóch synków i to tak naprawdę o
nich myślimy planując wyjazd. Planujemy wyjazd za 2 lata, a ten czas
chcielibyśmy spędzić na przygotowaniach (język znamy na poziomie w
miarę dobrym, na początek na pewno wystarczy ale chcemy się
podszkolić, może odłożyć jakiś grosz itp.)
Nasza sytuacja materialna wygląda tak, że ja nie pracuję (jestem
zatrudniona, ale obecnie na macierzyńskim), założyłam firmę, która
raczej wielkich dochodów przynosić nie będzie, więc nie warto o tym
wspominać (ale może będzie niespodzianka ;) ). Firma męża daje nam
10000 zł na m-c (czyli ok.3 000 $). Takie pieniądze będą do naszej
dyspozycji również po wyjeździe. Ale to w zasadzie wszystko co mamy.
Mąż, poza prowadzeniem firmy, jest tu w Polsce również ratownikiem
medycznym. Już wiemy, że aby pracować w tym zawodzie w Stanach
musiałby przejść całe przeszkolenie od nowa (Basic ok. 3 m-ce potem
12 miesięcy pracy i ewentualne kolejne szkolenia). Zorientowałam
się, że jako paramedic mógłby zarobić ok 2000 miesięcznie (pewnie
niewiele więcej). Może również pracować jako nauczyciel (polski,
biologia, chemia, filozofia) np. w polskiej szkole (ma odpowiednie
wykształcenie). Ja raczej chciałabym zająć się dziećmi, szczerze
mówiąc niewiele mogę zrobić, tu pracowałam jako sekretarka, a
aktualnie w banku, ale jak wspomniałam bycie housewife bardzo mnie
satysfakcjonuje.
Pomału myślimy o konkretnym miejscu (głównie czytając opinie na
forum), wiem, że od tego wiele zależy. Może Los Angeles może
Houston? Na pewno tam, gdzie ciepło (południe Stanów), możliwie
blisko oceanu, w dużym mieście.
Mąż się boi. Ma 38 lat. Marzy o wyjeździe, ale dręczy go myśl, co
będzie, gdy nam się nie uda? Nie potrafię na to odpowiedzieć, bo ja
mam wystarczająco zapału, by zacząć od zera, zwłaszcza, że takie
życie jakie pędzimy obecnie jest może wygodne, ale obojgu nam nie
odpowiada do końca. Acha, mamy mieszkanie, które planowalibyśmy
sprzedać – mielibyśmy z niego ok. 80 000 $ (o ile ceny mieszkań i
walut pozostaną na mniej więcej tym samym poziomie).
A na jakim poziomie życie nas interesuje? Domek na ładnym, spokojnym
osiedlu z kawałkiem ogródka, wspomniana dobra szkoła dla dzieci,
ciekawe wakacje przynajmniej raz do roku. Czy to realne w naszym
przypadku?
Czy zawód męża (ratownik) lub moja ciotka (kuzynka mamy) mogą być
jakimś zaczepieniem przy staraniu się go GC?
Bardzo nam zależy na dobrych szkołach dla dzieci – z jakimi
wydatkami należy się liczyć?
Czy fakt, że jestem zatrudniona w Citibanku umożliwiłby mi staranie
się o pracę w tym Banku w Stanach (w razie gdyby mężowi coś
pokrzyżowało plany i musiałabym podjąć jakąś pracę)?
Jak pisałam, ja jestem gotowa wskoczyć na głęboką wodę. Postrzegam
wyjazd nie jako ryzyko, ale jako szansę, bo zawsze możemy wrócić.
Może nie będziemy już mieli własnego mieszkania, ale mamy tu
rodziny, będzie wciąż firma, zatem nie palimy mostów.
Naprawdę potrzebuję czyjegoś chłodnego spojrzenia… Czy wiedząc to,
co wiecie teraz, a będąc na moim miejscu – wyjechałybyście?
Z góry dziękuję za opinie.