bmc3i
06.11.18, 02:53
Jutro, 5 listopada, środterminowe wybory do Kongresu federalnego oraz kongresów stanowych w USA. Gdzieniegdzie w mediach mowia, ze to najważniejsze wybory od... poczatku XX wieku - od czasu pierwszej elekcji FDR.
Wybory ktore zadecydują o następnych dwóch latach, a byc może dziesięcioleciach, nie tylko USA, ale i całego świata. Odczytywane jako swoisty plebiscyt poparcia dla polityki Trumpa z jednej strony, a z drugiej - być albo nie być demokratycznego hamulca dla nieprzewidywalnej i księżycowej polityki aktualnego prezydenta, tak na niwie wewnętrznej, jak i na arenie miedzynarodowej.
Jesli Republikanie wygrają, Amerykanie mogą się spodziewać utraty powszechnego ubezpieczenia medycznego, ci którzy nie będą go mieli - wyższej składki gdy beda chcieli sie ubezpieczyc prywatnie jeśli w tym momencie maja juz jakies choroby, lub w ogole odmowy ubezpieczania w takim przypadku, poluźnienia kontroli nad dostępem do broni, wprowadzenia uzbrojonych po zęby strażników do kościołów, szkół i szpitali, strzelania na granicach do nielegalnych imigrantów, dalszego klękania przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przez prezydentem Rosji, międzynarodowych wojen handlowych, a nawet wycofania sie USA ze Światowej Organizacji Handlu.
A teksańscy ledwo piśmienni kowboje, będą mu bili brawo z cygarem w gębie i buciorach na stole. I wciąż zwalniać z pracy, osoby deklarujące poparcie dla partii Demokratycznej.