Dodaj do ulubionych

Wybitne płyty solowe

19.06.04, 12:18
Na myśli mam jednak płyty nagrane przez muzyków, którzy w chwili nagrywania
solowego albumu, w dalszym ciągu byli oficjalnie członkami jakiegoś zespołu,
a ten zespół, rzecz jasna istniał:). Pierwszy przykład, Steve Hackett "Voyage
of Acolyte", nagrany z dwoma kolegami z zespołu Philem Collinsem i Mike`em
Rutherfordem. Album wielki, album piękny, magiczny, urzekający klimatem.
Album porównywalny z najlepszymi dokonaniami macierzystej formacji muzyka,
czyli Genesis. Śmiem nawet twierdzić, że kładący na łopatki kilka klasycznych
dokonań Genesis:D. Album jest dobrym przykładem art rockowego grania,
słychac, że Steve w tamtym okresie miał głowę pełną pomysłów. Album nie ma
właściwie słabych punktów, na szczególną uwagę zasługuje najpiękniejszy, a
zarazem najdłuższy na płycie "Shadow of The Hierophant", w którym bajecznie
zaśpiewała Sally Oldfield. Chyba najpięknieszy utwór jaki kiedykolwiek nagrał
Hackett (na solowej płycie). Szkoda tylko, że późniejsze jego płyty są nieco
gorsze

pzdr
Jos
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Wybitne płyty solowe 19.06.04, 12:32
      Jos, pełna zgoda, to bardziej genesisowski album od np. ...and where there
      three....(a nieco późniejszym abacab nie wspomnę) i najlepszy album Steve.
      UWIELBIAM!!! A Star Of Sirius z Philem na wokalu to absolutne mistrzostwo
      świata!
    • joseph80 Jon Anderson - Olias Of Sunhillow 19.06.04, 16:12
      Pierwsz solowa płyta Andersona, jest dziełem bardzo oryginalnym, dziełem
      rzadkiej urody. Jest to bardzo szczególna płyta, ponieważ Jon postanowił nagrać
      album solowy w dokładnym znaczeniu tego słowa. Czyli jest autorem tekstów,
      wokalistą, a zarazem muzykiem, grającym wszystkie partie instrumentów. "Olias"
      urzeka pięknym, marzycielskim, bajkowym klimatem. I właśnie na tej płycie, ten
      niepowtarzalny klimat jest bez wątpienia najważniejszy. Nie ma tu jakichś
      karkołomnych solówek, czy tradycyjnego zestawu perkusyjnego. Wiadomo, Jon jako
      muzyk-instrumentalista, jest raczej przeciętny, ale jego wyczucie muzyki jest
      imponujące. To co tu stworzył jest jedną wielką, ciekawą muzyczną podróżą. Nie
      można z tej płyty wyodrębnić poszczególnych utworów, jej siła właśnie ujawnia
      się gdy słuchamy całego albumu. "Olias" jednak nie odrazu dociera do słuchacza,
      jest to ten rodzaj płyty, która za każdym kolejnym przesłuchaniem ukazuje i
      daje nam coraz więcej i więcej radości i satysfakcji z obcowania z tymi
      pięknymi utworami. Płyta bogata jest w brzmienia organowe, w dźwięki moogów,
      akustycznych gitar, harf, najróżniejszych dzwoneczków, są też dźwięki sitaru
      (czy jak to się odmienia:). Bardzo ważną rolę odgrywają też tu wielogłosowe
      partie Andersona, niejednokrotnie śpiewające kilka linii melodycznych
      równocześnie. Płyta zajmuje bardzo ważne miejsce w mojej płytotece. I jestem
      pełen podziwu dla Jona, za to, że potrafił stworzyć tak bajkową płytę.

      pzdr
      Jos
      • cze67 Re: Jon Anderson - Olias Of Sunhillow 19.06.04, 16:21
        No to trzeba się będzie zapoznać. Późniejsze próby solowe Andersona nie były,
        zdaje się, już tak bardzo udane?
        • joseph80 Re: Jon Anderson - Olias Of Sunhillow 20.06.04, 12:52
          cze67 napisał:

          > No to trzeba się będzie zapoznać. Późniejsze próby solowe Andersona nie były,
          > zdaje się, już tak bardzo udane?

          Anderson po debiucie wydał całkiem sporo płyt. Ja mam tylko kilka, bo nie
          należą do łatwozdobywalnych, a co za tym idzie tanich.
          Gdybyś miał okazję zdobyć "Song of 7" za nieduże pieniądze np. ok 29 zł. tak
          jak kiedyś była we wrocławskim MM to możesz zakupić. Płyta lekka, popowa. Na
          której o jeden utwór za dużo "Heart of the Matter" strasznie mnie denerwuje ta
          piosenka. Kurcze dla mnie jest ona kiczowata. Resztę popowych piosenek słucha
          się z dużą przyjemnością. Za to wszystkie niedostatki płyty rekompensują dwa
          ostatnie utwory. "Days" i "Song of 7", tu Anderson powrócił do muzyki która
          wypełniała jego pierwszą solową płytę. Te dwa utwory trwają w sumie 15 min. (są
          połączone). Ale radzę na wszelki wypadek odsłuchać płytę przed zakupem.

          pzdr
          Jos
    • cze67 Phil Collins - Face Value 19.06.04, 16:41
      Pierwsza płyta Collinsa to, według mnie, jego najlepsze dzieło. Niewiele ma
      wspólnego z tym, co robił w Genesis, za to Genesis miał za chwilę mieć wiele
      wspólnego z tym albumem. Bo właśnie w stronę grania na nim zaprezentowanego
      zespół się zwrócił w swojej późniejszej działalności.
      Płyta jest znakomita, pod warunkiem oczywiście, że nie oczekiwaliśmy od Phila
      kontynuacji tego, co robił z Genesis i Brand X. Jako album pop (z elementami
      rocka i soulu) to dzieło wybitne. Świetne porywające kompozycje, wspaniałe
      trąbki (sekcja dęta pożyczona od Earth, Wind and Fire), wpadające w ucho, acz
      nie ocierające się o banał (co później się niestety artyście coraz częściej
      zdarzało) melodie.
      Dwa covery - swojej macierzystej formacji - utwór Behind The Lines (w bardziej
      dynamicznej niż na "Duke'u" wersji) i Tommorow Never Knows Beatlesów - trochę
      nie przystający do stylistyki zaprezentowanej na tej płycie, ale dysonansu nie
      ma. Osłuchany do znudzenia, ale wciąż znakomity In The Air Tonight, chwile
      zadumy przy This Must Be Love, Roof Is Linkin czy If Leaving Me Is Easy..., I'm
      Not Moving przy którym noga sama lata...
      No i ten skład, oprócz będącego w znakomitej formie Collinsa, min. Eric
      Clapton, Shankar, Alphonso Johnson i stary znajomy w postaci Daryla Stuermera.
      To nie mogła być zła płyta. I nie jest.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Phil Collins - Face Value 19.06.04, 18:14
        Miałem ją kiedyś ale zupełnie mi się nie podobała. Nudne, kompletnie bez wyrazu
        kompozycje, słuchanie jej było męką. Kupiłem na kasecie, teraz mam na niej
        nagrane coś innego :)
        • ihopeyouwilllikeme The Edge - " Captive " 19.06.04, 18:43
          Napiszę o niej szerzej przy okazji urodzin Davida Evansa, 8 sierpnia.
          • cze67 Re: The Edge - " Captive " 19.08.04, 22:36
            ihopeyouwilllikeme napisał:

            > Napiszę o niej szerzej przy okazji urodzin Davida Evansa, 8 sierpnia.

            8 sierpnia minął a płyta leży nieopisana. Ihope, do roboty!
            • ihopeyouwilllikeme Re: The Edge - " Captive " 19.08.04, 22:55
              cze67 napisał:

              > ihopeyouwilllikeme napisał:
              >
              > > Napiszę o niej szerzej przy okazji urodzin Davida Evansa, 8 sierpnia.
              >
              > 8 sierpnia minął a płyta leży nieopisana. Ihope, do roboty!
              >

              Już, już, w weekend juz będzie :)))
              • ihopeyouwilllikeme Re: The Edge - " Captive " 22.08.04, 18:47
                ihopeyouwilllikeme napisał:

                > Już, już, w weekend juz będzie :)))

                Tak więc: Captive pozostaje wciąż jedyną solową płytą członka U2. Jest to
                ścieżka dźwiękowa do filmu i tym samym tytule ( podobno thriller, nigdy nie
                widziałem :). Znajdująca się na niej muzyka raczej w niewielkim stopniu
                kojarzyć się może z twórczością macierzystego zespołu artysty, a jeśli już, to
                z co bardziej zakręconymi fragmentami " Unforgettable Fire ". Z wyjątkiem
                singlowego " Heroine " ( z gościnnym udziałem nieznanej jeszcze wtedy zbyt
                szeroko Sinead O'Connor, oraz perkusisty U2, Larry'ego Mullena Jr. ), oraz
                refrenu " The Strange Party " ( jeśli w przypadku takiego utworu można w ogóle
                mówić o tradycyjnym podziale piosenkowym ) jest to album instrumentalny. Do
                najlepszych fragmentów należą wspomniane wyżej " Heroine " ( bardzo ładna
                piosenka pop, zaaranżowana głównie na syntezator, a okraszona wysmakowanymi,
                dość charakterystycznymi dla The Edge'a, flażoletowymi musnięciami ), " The
                Strange Party " ( wyśmienicie transowa rzecz, której " refren " każdorazowo
                rozpoczyna się jednym, ultratypowym dla niego akordem - od razu wiadomo, że
                tego nie mógł zagrać nikt inny ), " Rowena's Theme " z klasycznie brzmiącym
                akustycznym motywem, rozwijający się z iście floydowskim charakterem, oraz,
                pojawiający się w dwóch wersjach " Hiro's Theme ", chyba najładniejsza melodia
                na płycie.

                Świetna płyta, szkoda że w chwili obecnej nie można jej dostać w oficjalnym
                obiegu... czekamy na reedycje !
                • ihopeyouwilllikeme Re: The Edge - " Captive " 22.08.04, 18:54
                  Aha, to nie jest wybitna płyta, tylko bardzo dobra :) Może mnie nie zbijecie :)
        • cze67 Re: Phil Collins - Face Value 19.06.04, 20:04
          ihopeyouwilllikeme napisał:

          > Miałem ją kiedyś ale zupełnie mi się nie podobała. Nudne, kompletnie bez
          wyrazu kompozycje, słuchanie jej było męką. Kupiłem na kasecie, teraz mam na
          niej nagrane coś innego :)

          Może Ty, ihope, trąbek nie lubisz?
          • ihopeyouwilllikeme Re: Phil Collins - Face Value 19.06.04, 20:09
            cze67 napisał:

            > Może Ty, ihope, trąbek nie lubisz?

            No jak nie, jak Milesa i Coltrane'a słucham.
            • kubasa Re: Phil Collins - Face Value 20.06.04, 13:33
              ihopeyouwilllikeme napisał:

              > cze67 napisał:
              >
              > > Może Ty, ihope, trąbek nie lubisz?
              >
              > No jak nie, jak Milesa i Coltrane'a słucham.

              Ale w "A Love Supreme" nie ma trabek :)
              • ihopeyouwilllikeme Re: Phil Collins - Face Value 20.06.04, 16:16
                kubasa napisał:

                > Ale w "A Love Supreme" nie ma trabek :)

                Nie rozumiem związku :)
    • joseph80 Pytanie do Cze 19.08.04, 22:08
      A jak prezentuje się pierwsza solowa płyta Tonego Banksa? Czytałem przeróżne
      opinie, zazwyczaj skrajne. Nigdy jeszcze nie miałem okazji słuchać tej płyty.

      pzdr
      Jos
      • cze67 Re: Pytanie do Cze 19.08.04, 22:31
        Muzycznie bardzo mi się podobała, klimaty w okolicach ...and then there where
        three.... Oczywiście dużo klawiszy, ładne motywy. Ale Tony dobrał sobie
        wokalistę, który mi kompletnie nie pasi. Jego natchniony, pompatyczny wokal po
        prostu mnie wkurza. Do tego stopnia, że nie mogę po prostu tej płyty słuchać.
        Kupiłem ją sobie kiedyś i po kilku dniach oddałem do komisu...
        • joseph80 Re: Pytanie do Cze 19.08.04, 22:36
          Dzieki. Jesli osoba lubiąca Genesis odradza mi tę płytę to chyba dam sobie z
          nią spokój.

          pzdr
          Jos
          • cze67 Re: Pytanie do Cze 19.08.04, 22:41
            joseph80 napisał:

            > Dzieki. Jesli osoba lubiąca Genesis odradza mi tę płytę to chyba dam sobie z
            > nią spokój.

            No wiesz, nie każdego musi denerwować wokal tego kolesia. Ja byłem zachwycony
            początkiem płyty, właśnie do czasu, kiedy ów zaczął śpiewać. Jakże żałuję, że
            nie zaangażował na wokalu np. Collinsa. No, ale wtedy to właściwie byłby już
            Genesis. A może i szkoda, że tak się właśnie nie stało, że te kompozycje
            (przynajmniej ich część) nie weszły do repertuaru zespołu.
            • pagaj_75 Re: Pytanie do Cze 20.08.04, 13:03
              cze67 napisał:

              > No wiesz, nie każdego musi denerwować wokal tego kolesia.

              No właśnie, mnie nie denerwuje. Moim zdaniem nawet wpasowuje się dobrze w klimat
              tej muzyki, która sama z siebie jest już mocno podniosła. Dla mnie "A Curious
              Feeling" to bardzo ładna płyta. I jakoś nie mogę sobie wyobrazić Collinsa
              śpiewającego te utwory (przynajmniej niektóre).
              • joseph80 Re: Pytanie do Cze 20.08.04, 23:12
                No to teraz wiem tyle, że na pewno nie kupię tej płyty bez uprzedniego jej
                wysłuchania:)
                • joseph80 A Curious Feeling 08.10.04, 19:04
                  A kupiłem sobie tę płytę. Wokal jest ok, muzyka jeszcze lepsza. Cała płyta
                  sprawia dobre wrażenie, choć słuchałem ją zaledwie kilka razy.
                  • cze67 Re: A Curious Feeling 10.10.04, 19:11
                    joseph80 napisał:

                    > A kupiłem sobie tę płytę. Wokal jest ok, muzyka jeszcze lepsza. Cała płyta
                    > sprawia dobre wrażenie, choć słuchałem ją zaledwie kilka razy.

                    No i bardzo dobrze. Może i ja się kiedyś do niej przekonam. Tylko czy chce mi
                    się jej jeszcze słuchać?...
    • dziewczyna_mickiewicza Re: Wybitne płyty solowe 20.08.04, 13:48
      no oczywiscie "heartbreaker".

      ale to chyba nikt nie ma co do tego najmniejszych watpliwosci:)))
    • ayya Beth Gibbons & Rusty Man - Out Of Season 20.08.04, 16:51
      Nigdy nie byłam wielką fanką Portishead, ale po tej płycie naprawdę zapałałam
      wielką sympatią do Beth Gibbons. Wokalistka Portishead, moim zdanienm, na tej
      płycie brzmi o wiele lepiej (przede wszystkim może dojrzalej) niż na albumach
      macierzystej formacji. "Out Of Seasons" to jedna z najlepszych i
      najważniejszych płyt XXI wieku. Jeśli ktoś nie miał okazji posłuchać to
      obowiązkowo musi nadrobić te zaległości :)
    • pop_up Martin L. Gore "Counterfeit2" 22.08.04, 21:02
      bardzo udany album solowy "mózga" depeszy z coverami artystów którzy na niego
      wpłynęli. bardzo ale to baaaardzo mi się podoba za ciekawe podejście do utworów
      które z elektroniką nie miały związku a zostały zelektryfikowane przez pana
      gore'a.
    • humbak Paul Simon- Graceland 23.08.04, 11:27
      Chyba nie muszę udowadniać, że jest to świetny album? Jest to porcja
      rewelacyjnej muzyki i zapewne wszyscy tu obecni (hmmm... czy aby dobrze to
      określam?) ją znają.
      • cze67 Re: Paul Simon- Graceland 23.08.04, 11:32
        Kolego humbak - prosze przeczytac poczatek postu inicjujacego watek...
        • humbak Re: Paul Simon- Graceland 23.08.04, 11:43
          Ehm... Czerwono mi. Przepraszam, niedopatrzenie. Umkł mi był istotny szczegół.
          W tej chwili mogę jedynie zaproponować albumik J. Frusciante "To Record Only
          Water for Ten Days", ale chyba ciut na wyrost.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka