cze67
24.10.04, 11:53
Na kanwie wywiadu z muzykami bodajze Liars zamieszczonego w Zinie, ktorzy mowili
o dostepnosci muzyki i zanikaniu pewnego rytualu czekania na plyty.
Za moich mlodych czasow (ach, cudowna starosci), gdy nie bylo internetu, plyty mozna
bylo posluchac dopiero PO jej wydaniu. A wiec czekalo sie na te date, na ten dzien,
kiedy wyjdzie i wreszcie puszcza ja w radio (bo o kupnie, w moim wypadku -
pochodze z malego miasteczna - mowy byc nie moglo). Przygotowany byl magnetofon,
pan prezenter zapowiadal krazek, mowil: start (czy cos takiego) i sie nagrywalo. Taka
plyte sie potem smakowalo, bo byla ZDOBYTA, wyczekana, wyteskniona. Mialo to w
sobie cos magicznego.
Wydaje mi sie, ze obecnie ta magia wyparowala. Dana plyta znana jest bardzo dobrze,
bo krazy po sieci, nawet kilka miesiecy przed wydaniem. To raz. Dwa - uslyszalem
jakas muzyczke, jakis utwor, ktos cos tam powiedzial, wciskam odpowiedni program,
wpisuje nazwe i po jakimstam czasie - mam cala plyte. Slucham troche, ale odkladam
na pozniej, bo cos innego mnie zainteresowalo.
Magia znika, pojawia sie gromadzenie. Ot, taka refleksja.