kathy83 20.03.05, 06:32 ... o 16 na Discovery dokument "Brytyjska beatlemania" :) Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kathy83 Re: Dziś... 20.03.05, 10:34 BtW, znalazłam artykulik o Yoko: YOKO To jedna z najbardziej bodaj znanych Japonek ubiegłego stulecia, ale także kobieta będąca uosobieniem prawdziwie fatalnego wpływu na pewnego mężczyznę, na wybitnego muzyka, na kulturę rocka w ogóle. Jej postać do dziś budzi kontrowersje i nadal jest opisywana jako ciemna strona gwiazdy pod nazwą John Lennnon. I chociaż sama Yoko Ono nie zajmowała się profesjonalnie tworzeniem muzyki to jednak jej domniemany wpływ na uśmiercenie The Beatles należy z pewnością do kanonu wiedzy potocznej, a fakt ten przesądza o tym, że jej postać znalazła się w orbicie tych rozważań. Ono urodziła się w roku 1933 w Tokio, w zamożnej i dość wpływowej japońskiej rodzinie. Zanim poznała słynnego Johna, była już dwukrotnie mężatką: w 1957 roku wzięła ślub ze znanym japońskim kompozytorem, sześć lat później węzeł małżeński połączył ją z kolei z Tony’m Coxem. Owocem związku z amerykańskim malarzem (niezbyt zresztą, dodajmy, znanym) była córka o imieniu Kioto, która odegrała potem dość istotną rolę w całym dramacie. Yoko zafascynowana była Stanami Zjednoczonymi, gdzie osiedliła się na stałe. Chłonęła atmosferę nowojorskiej bohemy, podziwiała miejscowych artystów, sama także jęła parać się sztuką. Wszyscy przyznają, że jako artystka najczęściej szokowała – oto na jednym z happeningów wręczyła osłupiałym widzom wielkie nożyce i kazała pociąć na sobie ubranie. Liczne wystąpienia przyniosły jej wkrótce popularność, a mąż porzucił własną działalność i został menedżerem Yoko. Zachęcana przez przyjaciół, w 1966 roku postanowiła wyjechać do Londynu, by zaprezentować się tamtejszej publiczności i tamtejszej krytyce. Również nad Tamizą zbierała oklaski i przychylne recenzje. Najważniejszym jednak, jak się później okazało, wydarzeniem dla ambitnej emigrantki było pojawienie się w listopadzie, na jej wystawie w galerii Indico, członków zespołu The Beatles. Zrazu nic nie zapowiadało wielkiej miłości ani nawet sympatii: Lennon bezceremonialne ugryzł wystawione jabłko, co wywołało ostrą reakcję artystki. Wbrew nieporozumieniom, Yoko i John niemal z dnia na dzień stali się nierozłączni. Od roku 1968 oficjalnie byli już razem: 35-letnia kobieta i 27-letni mężczyzna. Zakochana Yoko starała się towarzyszyć swemu wybrankowi wszędzie: także w studiu nagraniowym, co bardzo nie podobało się pozostałym muzykom The Beatles. Wiosną 1969 roku Lennon i Ono pobrali się i od tego właściwie momentu Japonka stała się ucieleśnieniem złego fatum, które dotknęło liverpoolską czwórkę. Powszechnie nazywano ją czarną diablicą, sprawczynią tego, że w zespole wszystko się popsuło i muzycy skłócili się między sobą. I rzeczywiście, wiosną 1970 roku supergrupa The Beatles przestała istnieć. A oczy połowy świata skierowały się na niezwykłe zaiste małżeństwo. Następujące po rozkładzie zespołu miesiące, Yoko i John spędzali głównie w łóżku. Ich życie miało być żywym manifestem takich wartości jak miłość i pokój: o tym mówili oboje w niezliczonych wywiadach, o tym jest także skomponowana wówczas piosenka Imagine. Nie skrywali łączącego ich uczucia, nie wstydzili się własnej nagości, wydawali się naprawdę zjednoczeni i autentyczni. Okres harmonii przerwany został jednak przez wyrok sądu, który odbierał Yoko jej córkę – której nie zapewniała, jak utrzymywał wyrok, właściwej opieki – i przyznawał ją biologicznemu ojcu, Coxowi. Ten natychmiast zniknął, a poszukiwania podjęte przez Yoko spełzły na niczym. Zrozpaczona matka zwróciła się wówczas o pomoc do jasnowidzów, co dało jedynie powód do oskarżanie jej o okultyzm, a także umocniło wizerunek istoty złośliwej i fatalnej. Następne lata nie były dla naszych bohaterów pomyślne: John zdradzał swoją żonę, ta ponoć sama zresztą wepchnęła go w ramiona sekretarki Mai Peng. Mimo tego dzwonili do siebie codziennie, czasem nawet po kilka razy. Gdy w 1975 roku Yoko urodziła ich wspólnego syna, oboje wycofali się z publicznego, intensywnego życia na okładkach gazet i w rubrykach towarzyskich. Przygotowana w aurze wyciszenia płyta Double Fantasy przywróciła Lennona do grona wybitnych twórców rocka. Aż nadszedł ten fatalny wieczór: Yoko i John wracali ze studia nagraniowego, gdy w zacienionej bramie padło pięć strzałów. Yoko widziała krew na piersi swojego męża, widziała jego ciało upadające na trotuar, po jej twarzy ślizgały się światła radiowozów i dziennikarskie flesze. Dzisiaj pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych kobiet minionego stulecia. Czy rzeczywiście Ono jest odpowiedzialna za rozpad The Beatles? Annaliści rocka dobrze wiedzą, że ostatni wspólny koncert muzycy tej grupy zagrali 29 sierpnia 1966 roku w Candlestick Park w San Francisco. Oficjalnie tłumaczono tą decyzję chęcią skoncentrowania się na pracy studyjnej, ale tajemnicą poliszynela było to, że wśród kolegów dochodziło do coraz ostrzejszych konfliktów. Pojawienie się u boku Lennona nowej kobiety wpisywało się zatem po prostu w postępującą dezintegrację zespołu. Czy Japonka ponosi winę moralną za rozbicie rodziny lidera The Beatles? Decydując się na związek i późniejsze małżeństwo, zarówno Yoko, jak i John, podjęli identyczne decyzje – porzucali swoich poprzednich partnerów. Jeśli zatem rozpatrywać w tym kontekście zagadnienie domniemanej winy, to rozkłada się ona na nich oboje. I rzecz ostatnia, ale bynajmniej nie najbłahsza: czy Ono “opętała” Lennona, zmieniając bożyszcze nastolatek w długowłosego hipisa domagającego się ulepszenia świata? Beatlemania w istocie była nowym zjawiskiem: piski, omdlenia i rwanie włosów na koncertach, ataki histerii na widok idola, kult, jakim otaczano muzyków (Johna w stopniu najwyższym) dotyczyły milionów młodych ludzi. Bardzo wielu z nich nieznośna Japonka odebrała ubóstwianego Johna, dając w zamian mężczyznę, który raczej prowokował niż bawił czy uwodził. Spoglądając na transformację Lennona od Love Me Do do Imagine - czy skomponowanego wspólnie z Yoko Happy Xmas (War Is Over) - z chłodnej perspektywy lat, skonstatować wypada, że zwyczajnie dojrzewał on jako muzyk i jako człowiek. A żona po prostu wydatnie mu w tym pomagała. Tajemnicza, bynajmniej nie cukierkowa, indywidualistka, z długimi, czarnymi włosami, odważna eksperymentatorka w dziedzinie sztuki, mająca swoje zdanie i swoją charyzmę – Yoko Ono daleko odbiegała od stereotypowego wizerunku kobiet, jaki kojarzy się z kulturą rocka. Zbyt daleko, by mogła być akceptowana. Chciałbym zaproponować spojrzenie nań jako na wyraźną opozycję wobec tej figury kobiety i kobiecości, który w głównym nurcie rocka zdecydowanie dominuje. Skoro zatem potrafimy już zidentyfikować opozycję, zapytajmy także o normę. Odpowiedz Link
libertine Re: Dziś... 20.03.05, 17:28 na festiwal to by się pojechało... ps. ale 1 zapałkę za 80 funtów kupić??? Odpowiedz Link
cze67 "Byli wielcy od zawsze" 23.03.05, 11:32 Ale powiem Wam, wkurza mnie jak ludzie, którzy słyszeli zespół na samym początku lat 60. (jeszcze przed wyjazdem do Hamburga) mówią, że już wtedy byli wielcy, że już wtedy ich muzyka była znakomita (takich wypowiedzi było w tym filmie kilka). Sami członkowie zespołu przyznają przecież, że dopiero w Hamburgu nabrali sznytu, stali się sprawni muzycznie, wcześniej uważano ich za jedną z wielu (i to niewybijającą się) kapeli i odradzano innym muzykom przystąpienie do tej grupy. Że było wiele lepszych od nich lokalnych zespołów. A i potem nie wszyscy byli przekonani do ich muzyki (choć stawali się powoli gwiazdą). Ilustruje to taka oto historia (za Interią): George Martin, legendarny producent nagrań grupy The Beatles, miał nosa nie słuchając rad piosenkarza Alvina Stardusta. Dzięki temu słynna czwórka z Liverpoolu podpisała kontrakt z wytwórnią Parlophone i rozpoczęła wspaniałą karierę. "The Beatles i ja graliśmy na początku lat 60. w tych samych klubach w Liverpoolu. A wytwórnia Parlophone podpisała ze mną kontrakt zanim zawarła umowę z nimi" - opowiada dziś Alvin Stardust, weteran muzyki pop. "Byłem w biurze Parlophone, gdy George Martin przyniósł taśmę z Love Me Do i powiedział, że chce podpisać z nimi kontrakt" - opowiada Stardust. Piosenkarz przyznaje, że nie przypadła mu do gustu przyniesiona przez Martina kompozycja. "Powiedziałem mu, że powinien szukać gdzie indziej i zakontraktować zespół The Big Three. Na szczęście nie posłuchał mnie" - śmieje się Stardust. Odpowiedz Link
cze67 Re: Dziś... 23.03.05, 11:33 libertine napisał: > na festiwal to by się pojechało... > > ps. ale 1 zapałkę za 80 funtów kupić??? Z opakowaniem, z opakowaniem... Odpowiedz Link
cze67 Re: Dziś... 31.03.05, 11:48 A tu mozna odwiedzić niektóre pokazane w filmie miejsca: www.olsztyn.mm.pl/~jrblaminsky/jrblaminsky/Beatles_Web/ Odpowiedz Link