Dodaj do ulubionych

Kończ waść...

23.03.05, 16:21
Nie, tym razem nie będzie o zespołach, które zapomniały się rozwiązać :) a o
utworach które trwają zdecydowanie za długo i niejednokrotnie końcówką psują
ogólny pozytywny efekt

I tak w utwórze zespołu Pantera pt. "Cemetary Gates", gdzie całkiem fajny
power-ballad jest masakrowany przez końcówkę w której Anselmo zachciało się
poudawać Bruce'a Dickinsona, z *niezbyt fajnym* efektem.

Skoro już jesteśmy przy "Cemetary Gates" to przejdźmy od razu do The
Smiths. "What Difference Does It Make" - rewelacyjny utwór ale muszę za każdm
razem wciskać <skip> przed końcem. Mógłby sobie Mozz darować to jęczenie w
końcówce :)

Macie jakieś swoje typy?
Obserwuj wątek
    • cze67 Re: Kończ waść... 01.04.05, 09:50
      Ja tak mam przy wielu numerach koncertowych. Szczególnie wkurzają mnie
      dłuuugaśne solowki pekusji. Ciężko mi przebrnąć przez Moby Dicka (Led Zeppelin)
      z The Song Remains The Same i przez solówkę White'a w Yours Is No Disgrace z
      Yessong zespołu Yes.
      • t.o.m.e.k Re: Kończ waść... 01.04.05, 15:36
        cze67 napisał:

        > Ja tak mam przy wielu numerach koncertowych. Szczególnie wkurzają mnie
        > dłuuugaśne solowki pekusji. Ciężko mi przebrnąć przez Moby Dicka (Led
        Zeppelin)
        > z The Song Remains The Same

        To akurat nie jest takie złe - zwłaszcza jak się ogląda razem z filmem...

        > i przez solówkę White'a w Yours Is No Disgrace z
        > Yessong zespołu Yes.

        Czeee... - od razu dwa byki w jednym zdaniu. Na Yessongs drum solo jest
        w "Perpetual Change" i w tym kawałku JESZCZE gra Bruford (w jeszcze jakimś też,
        nie pamiętam dokładnie - oczywiście reszta należy do WHite'a). Co nie zmienia
        faktu, że ta solówka jest rzeczywiście nudna...
        • cze67 Re: Kończ waść... 01.04.05, 15:44
          > Czeee... - od razu dwa byki w jednym zdaniu. Na Yessongs drum solo jest
          > w "Perpetual Change" i w tym kawałku JESZCZE gra Bruford (w jeszcze jakimś
          też,nie pamiętam dokładnie - oczywiście reszta należy do WHite'a). Co nie
          zmienia faktu, że ta solówka jest rzeczywiście nudna...

          Eeee, dawno nie słuchałem tej płyty. A o tym, że gra Bruford nie wiedziałem.
          Ale nie zmienia to mojej opinii o tej solówce.

          > To akurat nie jest takie złe - zwłaszcza jak się ogląda razem z filmem...

          Z filmem może da się od biedy oglądać. Ale saute jest dla mnie nie do
          zniesienia.
        • cze67 Re: Kończ waść... 01.04.05, 16:16
          t.o.m.e.k napisał:

          > Czeee... - od razu dwa byki w jednym zdaniu. Na Yessongs drum solo jest
          > w "Perpetual Change" i w tym kawałku JESZCZE gra Bruford (w jeszcze jakimś
          też,
          > nie pamiętam dokładnie - oczywiście reszta należy do WHite'a).

          Na tej stronie:
          www.venco.com.pl/~piotrus/greenpages/yes/ysongs.htm
          znalazłem, że grał też na Long Distance Runaround/The Fish...
          • cze67 Re: Kończ waść... 07.04.05, 09:52
            Tytułowe słowa tego wątku przyszły mi na myśl wczoraj przy okazji słuchania
            płyty Sigur Ros (selftitled) przy utworze siódmym, który jest o połowę (czyli o
            jakieś sześć minut) za długi.
    • ilhan Re: Kończ waść... 01.04.05, 15:42
      "To The Sea" Razorlightu jest chyba o parę chrypnięć za długie. I ostatni utwór z pierwszej płyty zespołu Terris, album "Learning To Let Go", tytułu utworu nie kojarzę w tej chwili, ale męcząco się to kończyło z tego co pamiętam.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Kończ waść... 07.04.05, 17:27
        > "To The Sea" Razorlightu jest chyba o parę chrypnięć za długie.

        O wszystkie. To jest ohydne :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka