Dodaj do ulubionych

Roots Manuva "Awfully Deep"

04.04.05, 12:20
Obserwuj wątek
    • glebogryzarka1 a tu jest treść 04.04.05, 13:18
      Entuzjastą dużej części twórczości Rodneya Smitha byłem od usłyszenia "Witness
      the Fitness" (czyli w sumie od niedawna). Wyposażyłem się zarówno w pierwszy
      album "Brand New Second Hand", jak i w drugi "Run Come Save Me", darowałem
      sobie "Dub Come Save Me" i wpadając w niekłamany zachwyt zwłaszcza nad
      liryczną, refleksyjną stroną Manuva MC (tak jak w "Sinny Sin Sins" czy "Dreamy
      Days") czekałem na nowy album. Mam go - i słucham - od dwóch tygodni, czas na
      przemyślenia:

      1) Mind 2 Motion
      Dubowy pełzający bas, afrykańskie talking drums, spogłosowana gitarka, dobrze
      brzmiący rimshot (a może to piccolosnare) - stopa za sucha. Roots w refrenie
      proponuje wielogłosowy toasting (ten patent powtórzy się jeszcze na albumie
      wiele razy). Fajne niby-dęciaki z syntezatora. Ogólnie mało jednak tu
      syntetyków i dlatego to numer niereprezentatywny dla całego albumu. Na otwarcie
      niezły, bo konkretny, mimo braku kopa. 7/10

      2) Awfully Deep
      Kopa otrzymujemy natomiast tu. Gruba stopa, świetny bas z analoga, numer brzmi
      jakby cały aranż zrobiono na analogu właśnie, z zamiarem wykreowania czegoś w
      rodzaju atmosfery horroru. Oparty na sekundowej progresji, ze znakomitym
      refrenem i Rootsem w wybitnej formie - fraza "they said Mr Smith, please calm
      down, we're not here to hurt you" zostaje w głowie na długo. 9/10

      3) Cause 4 Pause
      Najlepsze, najtłustsze beaty na tym albumie pojawiają się w skitach (których
      naliczymy dwa). Skity to również jedyna okazja, by usłyszeć bazę z gitary
      basowej, a nie syntezatora. Dlaczego to nie jest pełnoprawny utwór? Może za
      wolny? 8/10

      4) Colossal Insight
      Rozwija się długo, rządzące tu niepodzielnie syntezatory (Korg Triton?) na
      pograniczu fałszu ale jednak nie, faaaajne. Dość ciekawy beat z hihatami
      wysterowanymi gdzieś w okolice 12 kHz (GWIŻŻŻDŻŻŻĄ) i werblem wyłącznie na
      cztery. Doskonały refren (to był pierwszy singiel z płyty), Roots po swojemu
      pływa po beacie ale tu jak gdyby z mniejszym tzw. tyłem, czyli jest bardziej
      osadzony niż spóźniony. 8/10

      5) Too Cold
      Drugi singiel z albumu. Dla mnie pogrzeb. Cienki beat, beznadziejne rymy (każdy
      takt pierwszego wersu kończy się słowem "man" - co to jest?, a druga ma
      zamknięcie zupełnie bez sensu, w połowie frazy). Gwoździem, niestety do trumny,
      jest podkład oparty o sample z muzyki klasycznej. Przypomina amerykański trend
      sprzed paru lat, kiedy to producenci brzmieli jakby masowo wykupili zeszyty z
      serii "Muzyka mistrzów". Jedyne, co trochę ratuje numer, to refren. 2/10

      6) A Haunting
      Taaaaaak! Czegoś takiego już dawno nie słyszałem! Kurwa, to brzmi jak powrót
      The Specials z pierwszych dwóch płyt (tylko bez Terry Halla - hehe). Bardzo
      reggae'owe i zgodnie z tytułem niepokojące, molowe. Zajebiste dęciaki, brak
      właściwie beatu (zamiast tego mamy darbouka, djembe i takie tam - niesposób
      odróżnić). Dużo charakterystycznych bulgoczących efektów dźwiękowych z
      analogów. Roots na zupełnym offbeacie, wraca w puls tylko na refren -
      tradycyjnie bardzo dobry. 9/10

      7) Rebel Heart
      O, a to kawałek reprezentatywny dla brytyjskiego hip hopu AD 2005. Tak jakby
      Manuva chciał zacząć rymować jak Taz. A zważywszy, że nie jest to styl
      najświeższy (czy nie przypomina Busta Rhymesa z końca ubiegłego wieku - na ten
      przykład proszę kogo?), minus dla mnie. Do tego podkład nieciekawy, cykający.
      4/10

      8) Chin High
      Zupełny odjazd. Mój kolega muzykolog nazwał ten numer "Centrum Sztuki
      Współczesnej". Gdyby nie fajny emceeing, nie byłoby za wiele do słuchania, bo
      całość jest do tego cholernie powtarzalna. Refren żaden. Dla odmiany. Ciekawe,
      że remiks (Manuvadelics Version), brzmiący jak electropunk w rytmie
      drum'n'bass, jest o kilka klas lepszy i dostałby ode mnie maksymalną notę. 3/10

      9) Babylon Medicine
      Wchodzimy powtórnie w klimaty reggae, tym razem z posmakiem orientalnym
      hinduskim, także dzięki syntezatorom (które tym razem brzmią jak Roland SH).
      Beat oparty o bębny nyabinghi (charakterystyczne dla dubu). Stonowany numer,
      buja bardzo. Na mikrofonie jest świetnie, typowa dla Smitha swobodna fraza ze
      sporadycznym podśpiewywaniem. 7/10

      10) Pause 4 Cause
      Skit jak Cause 4 Pause, tylko z inną gadką i nieco innym aranżem, bardziej
      rozbudowanym. Ponieważ to jednak powtórka, ocenę dzielę na dwa. 4/10

      11) Move Ya Loin
      Zapowiada się na bardziej klasycznie hip hopowy, ale reggae'ową patykowatą
      gitarę tłumioną na mostku i dęciaki w refrenie mamy, a pod koniec dochodzi
      jeszcze akcentowane na parzyste ósemki coś i robi się ultrajamajsko. Gościnny
      Lotek ma dobry zachrypnięty głos (którego nie żyłuje - plus, bo zrobiłby się
      growling), ale jest za mało zrelaksowany jak na taki styl. Znów wodnisty,
      dubowy bas, trochę szkoda, i parę eksperymentów z beatem pod koniec. Bardzo
      porządny numer. 7/10

      12) Thinking
      Stanowczo syntetyczny numer (większość soundów trąci albo sinusoidą, albo piłą,
      jak generatory dźwięku ze starych komputerów), brzmienie bardzo pełne (za beat
      nagroda specjalna - naturalne hihaty, dość gruba stopa, może przydałoby się
      mniej pogłosu na rimshot), linia basu mistrzowska. Znakomity refren, absolutnie
      mistrzowskie rymy. Klimat bardziej refleksyjny. 10/10

      13) The Falling
      Najlepszy numer z płyty. Czegoś tak zamyślonego Manuva nigdy jeszcze nie
      nagrał - może "Sinny Sin Sins", ale tamten nie miał tak dobrego podkładu. Beat
      jak na ten album wręcz prostacki (ale soundowo, dla odmiany, bez zarzutu - to
      jakaś zależność chyba, że im prostszy beat tym więcej czasu na dopieszczenie
      brzmienia ;>). Ciekawe akordy zaznaczane kosmicznie brzmiącymi padami, na nich
      grają sobie akustyczne, superciemne piano i jaśniejszy hammond. Bas oszczędny i
      bardzo dobrze. Między zwrotkami w charakterze mostka pojawia się sekcja dęta z
      prostym, ale szlachetnym motywem. Pod koniec jest nawet gitara, też ładna
      (przester + pogłos) i pasuje. Głos Manuvy bardzo spokojny, niski, z delikatnym
      reverbem, rymy na najwyższym poziomie. Brak refrenu nie przeszkadza. 10/10, ale
      mógłbym na spoko dać 11/10, wątpię czy w tym roku usłyszę jeszcze coś lepszego.

      14) Toothbrush
      Zaczyna się mocno przerobioną (chorus) gitarą, potem mamy typowe sekundowe
      przesunięcia punktowane właściwie tylko przez syntezator, coś co brzmi jak
      pianet Hohnera, analogowy bas (tłustszy niż zazwyczaj) i suchy, zbyt suchy
      beat. Gitara wraca w toastowanym (tu nieco przesadnie operetkowo - ale utwór w
      końcu nazywa się "Szczoteczka do zębów", nie?) refrenie. Wersy niezłe, ale
      słyszałem już lepsze, może trochę za gęsto z tekstem. 6/10

      Ogólnie 8/10. Trochę zbyt nierówno, ale przynajmniej cały czas coś się dzieje,
      a perełki jak już są to rozpieprzają. Nie jestem ani trochę zawiedziony.
      • d84 Re: a tu jest treść 04.04.05, 16:39
        Ha, a miałem założyć taki hajpujący temat jakiś czas temu ale mnie
        wyprzedzono ;)

        Fachowa analiza btw. Odczucia mam bardzo podobne, też uznaję "Too Cold" za
        kaszanę (nie ma to jak wybrać najgorszy utwór z płyty na promocję :) i
        najbardziej podoba mi się "Falling" i utwór tytułowy.
      • humbak Re: a tu jest treść 12.04.05, 18:52
        No byczo! Że też to przegapiłem:/ Świetna recka:) Nadal jeszcze podoba mi się
        mniej niż Run, ale jest coraz lepiej. Znakomite A Haunting. Bardzo fajne rymy w
        nim się pojawiają. I ten efekt po tigerze... pojęcia nie mam co to, ale wyszło
        świetnie:)
        Brak zgody przy Rebel Heart. Lubię takie nibybreakowe dźwięki... tylk mogłby być
        bardziej urozmaicone. Refren niczego sobie, choć te kobiecinki w tle raczej zbędne.
        High Chin mogłoby być tylko w dremowej wersji:), fajny podkład w Move Ya Loin.
        Ta jamajka gdzieś się tam od początku czai.
        The Falling jakoś średnio podchodzi. Zrobione z rozmachem, podobne do Dreamy
        Days klimatem, ale jakoś mniej ciekawe w moim odczuciu. Wszytko psuje ten
        kosmiczny podkład:/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka