glebogryzarka1 a tu jest treść 04.04.05, 13:18 Entuzjastą dużej części twórczości Rodneya Smitha byłem od usłyszenia "Witness the Fitness" (czyli w sumie od niedawna). Wyposażyłem się zarówno w pierwszy album "Brand New Second Hand", jak i w drugi "Run Come Save Me", darowałem sobie "Dub Come Save Me" i wpadając w niekłamany zachwyt zwłaszcza nad liryczną, refleksyjną stroną Manuva MC (tak jak w "Sinny Sin Sins" czy "Dreamy Days") czekałem na nowy album. Mam go - i słucham - od dwóch tygodni, czas na przemyślenia: 1) Mind 2 Motion Dubowy pełzający bas, afrykańskie talking drums, spogłosowana gitarka, dobrze brzmiący rimshot (a może to piccolosnare) - stopa za sucha. Roots w refrenie proponuje wielogłosowy toasting (ten patent powtórzy się jeszcze na albumie wiele razy). Fajne niby-dęciaki z syntezatora. Ogólnie mało jednak tu syntetyków i dlatego to numer niereprezentatywny dla całego albumu. Na otwarcie niezły, bo konkretny, mimo braku kopa. 7/10 2) Awfully Deep Kopa otrzymujemy natomiast tu. Gruba stopa, świetny bas z analoga, numer brzmi jakby cały aranż zrobiono na analogu właśnie, z zamiarem wykreowania czegoś w rodzaju atmosfery horroru. Oparty na sekundowej progresji, ze znakomitym refrenem i Rootsem w wybitnej formie - fraza "they said Mr Smith, please calm down, we're not here to hurt you" zostaje w głowie na długo. 9/10 3) Cause 4 Pause Najlepsze, najtłustsze beaty na tym albumie pojawiają się w skitach (których naliczymy dwa). Skity to również jedyna okazja, by usłyszeć bazę z gitary basowej, a nie syntezatora. Dlaczego to nie jest pełnoprawny utwór? Może za wolny? 8/10 4) Colossal Insight Rozwija się długo, rządzące tu niepodzielnie syntezatory (Korg Triton?) na pograniczu fałszu ale jednak nie, faaaajne. Dość ciekawy beat z hihatami wysterowanymi gdzieś w okolice 12 kHz (GWIŻŻŻDŻŻŻĄ) i werblem wyłącznie na cztery. Doskonały refren (to był pierwszy singiel z płyty), Roots po swojemu pływa po beacie ale tu jak gdyby z mniejszym tzw. tyłem, czyli jest bardziej osadzony niż spóźniony. 8/10 5) Too Cold Drugi singiel z albumu. Dla mnie pogrzeb. Cienki beat, beznadziejne rymy (każdy takt pierwszego wersu kończy się słowem "man" - co to jest?, a druga ma zamknięcie zupełnie bez sensu, w połowie frazy). Gwoździem, niestety do trumny, jest podkład oparty o sample z muzyki klasycznej. Przypomina amerykański trend sprzed paru lat, kiedy to producenci brzmieli jakby masowo wykupili zeszyty z serii "Muzyka mistrzów". Jedyne, co trochę ratuje numer, to refren. 2/10 6) A Haunting Taaaaaak! Czegoś takiego już dawno nie słyszałem! Kurwa, to brzmi jak powrót The Specials z pierwszych dwóch płyt (tylko bez Terry Halla - hehe). Bardzo reggae'owe i zgodnie z tytułem niepokojące, molowe. Zajebiste dęciaki, brak właściwie beatu (zamiast tego mamy darbouka, djembe i takie tam - niesposób odróżnić). Dużo charakterystycznych bulgoczących efektów dźwiękowych z analogów. Roots na zupełnym offbeacie, wraca w puls tylko na refren - tradycyjnie bardzo dobry. 9/10 7) Rebel Heart O, a to kawałek reprezentatywny dla brytyjskiego hip hopu AD 2005. Tak jakby Manuva chciał zacząć rymować jak Taz. A zważywszy, że nie jest to styl najświeższy (czy nie przypomina Busta Rhymesa z końca ubiegłego wieku - na ten przykład proszę kogo?), minus dla mnie. Do tego podkład nieciekawy, cykający. 4/10 8) Chin High Zupełny odjazd. Mój kolega muzykolog nazwał ten numer "Centrum Sztuki Współczesnej". Gdyby nie fajny emceeing, nie byłoby za wiele do słuchania, bo całość jest do tego cholernie powtarzalna. Refren żaden. Dla odmiany. Ciekawe, że remiks (Manuvadelics Version), brzmiący jak electropunk w rytmie drum'n'bass, jest o kilka klas lepszy i dostałby ode mnie maksymalną notę. 3/10 9) Babylon Medicine Wchodzimy powtórnie w klimaty reggae, tym razem z posmakiem orientalnym hinduskim, także dzięki syntezatorom (które tym razem brzmią jak Roland SH). Beat oparty o bębny nyabinghi (charakterystyczne dla dubu). Stonowany numer, buja bardzo. Na mikrofonie jest świetnie, typowa dla Smitha swobodna fraza ze sporadycznym podśpiewywaniem. 7/10 10) Pause 4 Cause Skit jak Cause 4 Pause, tylko z inną gadką i nieco innym aranżem, bardziej rozbudowanym. Ponieważ to jednak powtórka, ocenę dzielę na dwa. 4/10 11) Move Ya Loin Zapowiada się na bardziej klasycznie hip hopowy, ale reggae'ową patykowatą gitarę tłumioną na mostku i dęciaki w refrenie mamy, a pod koniec dochodzi jeszcze akcentowane na parzyste ósemki coś i robi się ultrajamajsko. Gościnny Lotek ma dobry zachrypnięty głos (którego nie żyłuje - plus, bo zrobiłby się growling), ale jest za mało zrelaksowany jak na taki styl. Znów wodnisty, dubowy bas, trochę szkoda, i parę eksperymentów z beatem pod koniec. Bardzo porządny numer. 7/10 12) Thinking Stanowczo syntetyczny numer (większość soundów trąci albo sinusoidą, albo piłą, jak generatory dźwięku ze starych komputerów), brzmienie bardzo pełne (za beat nagroda specjalna - naturalne hihaty, dość gruba stopa, może przydałoby się mniej pogłosu na rimshot), linia basu mistrzowska. Znakomity refren, absolutnie mistrzowskie rymy. Klimat bardziej refleksyjny. 10/10 13) The Falling Najlepszy numer z płyty. Czegoś tak zamyślonego Manuva nigdy jeszcze nie nagrał - może "Sinny Sin Sins", ale tamten nie miał tak dobrego podkładu. Beat jak na ten album wręcz prostacki (ale soundowo, dla odmiany, bez zarzutu - to jakaś zależność chyba, że im prostszy beat tym więcej czasu na dopieszczenie brzmienia ;>). Ciekawe akordy zaznaczane kosmicznie brzmiącymi padami, na nich grają sobie akustyczne, superciemne piano i jaśniejszy hammond. Bas oszczędny i bardzo dobrze. Między zwrotkami w charakterze mostka pojawia się sekcja dęta z prostym, ale szlachetnym motywem. Pod koniec jest nawet gitara, też ładna (przester + pogłos) i pasuje. Głos Manuvy bardzo spokojny, niski, z delikatnym reverbem, rymy na najwyższym poziomie. Brak refrenu nie przeszkadza. 10/10, ale mógłbym na spoko dać 11/10, wątpię czy w tym roku usłyszę jeszcze coś lepszego. 14) Toothbrush Zaczyna się mocno przerobioną (chorus) gitarą, potem mamy typowe sekundowe przesunięcia punktowane właściwie tylko przez syntezator, coś co brzmi jak pianet Hohnera, analogowy bas (tłustszy niż zazwyczaj) i suchy, zbyt suchy beat. Gitara wraca w toastowanym (tu nieco przesadnie operetkowo - ale utwór w końcu nazywa się "Szczoteczka do zębów", nie?) refrenie. Wersy niezłe, ale słyszałem już lepsze, może trochę za gęsto z tekstem. 6/10 Ogólnie 8/10. Trochę zbyt nierówno, ale przynajmniej cały czas coś się dzieje, a perełki jak już są to rozpieprzają. Nie jestem ani trochę zawiedziony. Odpowiedz Link
d84 Re: a tu jest treść 04.04.05, 16:39 Ha, a miałem założyć taki hajpujący temat jakiś czas temu ale mnie wyprzedzono ;) Fachowa analiza btw. Odczucia mam bardzo podobne, też uznaję "Too Cold" za kaszanę (nie ma to jak wybrać najgorszy utwór z płyty na promocję :) i najbardziej podoba mi się "Falling" i utwór tytułowy. Odpowiedz Link
humbak Re: a tu jest treść 12.04.05, 18:52 No byczo! Że też to przegapiłem:/ Świetna recka:) Nadal jeszcze podoba mi się mniej niż Run, ale jest coraz lepiej. Znakomite A Haunting. Bardzo fajne rymy w nim się pojawiają. I ten efekt po tigerze... pojęcia nie mam co to, ale wyszło świetnie:) Brak zgody przy Rebel Heart. Lubię takie nibybreakowe dźwięki... tylk mogłby być bardziej urozmaicone. Refren niczego sobie, choć te kobiecinki w tle raczej zbędne. High Chin mogłoby być tylko w dremowej wersji:), fajny podkład w Move Ya Loin. Ta jamajka gdzieś się tam od początku czai. The Falling jakoś średnio podchodzi. Zrobione z rozmachem, podobne do Dreamy Days klimatem, ale jakoś mniej ciekawe w moim odczuciu. Wszytko psuje ten kosmiczny podkład:/ Odpowiedz Link