Dodaj do ulubionych

Progresywni Beatlesi

22.04.05, 20:26
Nie wiem czy juz ktos tego tematu nie poruszył, ale czasem nachodzi mnie taka
refleksja:
Abbey road raczej powszechnie uważana jest za najlepszą płyte the Beatles ( z
czym i ja sie zgadzam). Przede wszystkim dzięki suicie, która zajmuje drugą
część winylowej wersji. Ciekawe jaka była by nastepna płyta zespołu, gdyby
zespół się nie rozpadł? czy podjeli by ten wątek, czy stali by sie , w pewnym
sensie, zespołem artrockowym? Oczywiście, muzycy the beatles nie byli
wirtuozami( co przydaje się w tym gatunku) w składzie nie bylo tez
klawiszowca (który to instrument raczej obowiazuje w takiej muzyce). Może
poszliby jednak drogą podobna do Pink Floyd (który typowym artrockowym
zespołem nie był w końcu).Jak wiadomo muzycy byli zachwyceni ich pierwsza
płytą , która powstawala w tym czasie co Sierżant.
Nie znam dokładniej płyt solowych członków the beatles, nie sądze jednak by
były tam jakies utwory chocby pośrednio nawiazujace do art rocka. Może więc
moje dywagacje to czysta teoria. ..Nie mogę jednak oprzeć sie wrażeniu,ze
mimo wszystko drzemały w nich duże możliwości i jako the beatles mogli
stworzyc jeszcze niejedna wybitna płytę.
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Re: Progresywni Beatlesi 22.04.05, 23:22
      Ależ Bitle byli progresywni! Zarówno w sensie bardzo dosłownym (ciągle się
      rozwijali), jak i w tym prog-rockowym sensie.
      Nawiązania do muzyki barokowej? Proszę bardzo (np. "Piggies" z Białego Albumu).
      Symfoniczny rozmach? "A Day in the Life".
      Elektroniczne instrumenty klawiszowe? "Strawberry Fields Forever" (mellotron!)
      czy choćby "Because" (Moog)
      Nietypowe podziały metryczne? "Within You Without You" (5/4), "All You Need Is
      Love" (7/4)
      Concept album? "Sgt. Pepper"
      Eksperymenty? "Revolution 9"

      Klawiszowca porządnego nie mieli, ale Lennon i McCartney jakoś sobie radzili z
      fortepianem i innymi zabawkami.
      Do tego dorzucamy o wiele bardziej bogatą (jak na ówczesne standardy w
      rokendrolu) harmonię utworów. Owszem, nie tworzyli rozbudowanych form, ale
      Procol Harum właściwie też tego nie robił, a jest zaliczany do gatunku.
      Różnica jest taka, że Bitelsi nie rozdmuchiwali tego tak jak prog-rockersi, nie
      doprowadzali tego wręcz do absurdu, jak niektóre zespoły (np. ELP). Na pewno
      wynikało to ze skromnych umiejętności, ale także zapewne ze sporego wyczucia.
      Tak więc The Beatles nie byli aż tak dalecy od prog-rocka, jak mogłoby to się
      wydawać. Są tacy, którzy twierdzą, że Bitle artrocka wręcz wymyślili, a inni
      tylko rozwinęli.
      • luukasz4 Re: Progresywni Beatlesi 23.04.05, 01:00
        oczywiście, beatles byli progresywni w tym ogolnym znaczeniu, jak najbardziej.
        bardziej chodziło mi oto, że byc może wyrośli by na klasyka tego nurtu.
        • cze67 Re: Progresywni Beatlesi 23.04.05, 09:41
          Na solowych płytach Beatlesów próżno szukać czegoś, co możnaby określić nazwą
          muzyka progresywna (czy też jej zalążkiem). Najbliżej tego nurtu były
          kompozycje ... McCartneya, (np. Uncle Albert/Admiral Husley, Band On The Run),
          ale tylko w tym sensie, że zawierały kilka pomysłów w ramach jednego utworu.
          Ale nie znajdziemy tam długich gitarowych czy klawiszowych solówek. Pozostali
          członkowie zespołu nie bawili się w swojej solowej twórczości w jakieś
          progresje:-) Nagrywali po prostu mniej lub bardziej udane piosenki.
          Abbey Road a właściwie tej płyty druga strona jest ewenementem, owa suita o
          której tutaj mowa powstała zresztą nieco przypadkowo, ponieważ kilka kompozycji
          zespołu nie miało zakończenia (albo członkom grupy nie chciało się nad onymi
          popracować) połączono je więc w jeden znakomity ciąg (tutaj hołd należy oddać
          Martinowi), który przyjął niezwykłą monumentalną, mozaikową formę, będącą potem
          jakimś punktem odniesienia dla progresywnej braci.
          Myślę, że zespół, gdyby dalej istniał, poszedłby w raczej prostsze kompozycje,
          niż w monumentalne suity (czyli bardziej Let It Be niż Abbey Road).
          Ale, może się mylę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka