Dodaj do ulubionych

A w tym tygodniu...

04.02.06, 14:38
Grimsrund zachęcił mnie bym zarzucił swoją propozycję więc... Myslałem długo
bo na początku chcialem dac jakiegoś dziwoląga, ale tutaj apelowano o klasykę
więc proponuję "Starsailor" Tima Buckleya. W tej chwili ląduje, szukajcie, za
dwie godziny.

P.S.

By dostać cd-ra musiałem sprzedać nerkę na rynku w Tajwanie tak więc
doceńcie.
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Yes!!! 04.02.06, 14:49
      Dokładnie o coś takiego mi chodziło.
      Dzięki, zią ;)
    • janek0 flame 05.02.06, 01:38
      kubasa napisał:

      > Grimsrund zachęcił mnie bym zarzucił swoją propozycję więc... Myslałem długo
      > bo na początku chcialem dac jakiegoś dziwoląga, ale tutaj apelowano o klasykę
      > więc proponuję "Starsailor" Tima Buckleya.

      Co ja poradzę, że mnie ten pan denerwuje. Co tam denerwuje. Podkurwia. Muzycznie
      ta płyta mi nawet pasuje (fajne transowe Monterey), ale Buckley robi coś, czego
      absolutnie nie trawię, tzn. potwornie przeintepretowuje swoje, w sumie
      prościutkie piosenki. Teksty ma dobre, i kawał głosu, ale co z tego, jeśli na
      każdej sylabie musi popisać się innym chwytem, i to zupełnie bez sensu. Nie
      powiem, że Buckley nie ma swojego stylu, ale takie popisy odciągają uwagę
      słuchacza od samego utworu, i kierują ją na to, że ten oto właśnie śpiewa.
      Słuchajcie wszyscy, to ja, Buckley ! A ja bym od półgodzinnej płyty oczekiwał
      czegoś więcej, niż tylko że będzie rozbudowanym podpisem.

      > By dostać cd-ra musiałem sprzedać nerkę na rynku w Tajwanie tak więc
      > doceńcie.
      Z organów nie oddałbym za tą płytę żadnego, nie wspominając nawet o nerce.
      • kubasa OT do flame'u 05.02.06, 03:35
        janek0 napisał:

        >
        > > By dostać cd-ra musiałem sprzedać nerkę na rynku w Tajwanie tak więc
        > > doceńcie.

        > Z organów nie oddałbym za tą płytę żadnego, nie wspominając nawet o nerce.

        A za "Jak bryła lodu (The Best of)" Klinczu coś byś dał? Bo właśnie dokopałem
        się do tego skarbu :|
        • janek0 Re: OT do flame'u 05.02.06, 16:36
          kubasa napisał:

          > janek0 napisał:
          >
          > >
          > > > By dostać cd-ra musiałem sprzedać nerkę na rynku w Tajwanie tak wię
          > c
          > > > doceńcie.
          >
          > > Z organów nie oddałbym za tą płytę żadnego, nie wspominając nawet o nerce
          > .
          >
          > A za "Jak bryła lodu (The Best of)" Klinczu coś byś dał? Bo właśnie dokopałem
          > się do tego skarbu :|
          Hmm. Odpowiedzi mam dwie, wybierz sobie bardziej stosowną:
          1. Nie było mi dane poznać tego arcydzieła, więc żadnego
          2. Wyczuwam prowokację, więc tym bardziej żadnego.
          :]
          • kubasa Re: OT do flame'u 05.02.06, 16:47
            janek0 napisał:

            > kubasa napisał:
            >
            > > janek0 napisał:
            > >
            > > >
            > > > > By dostać cd-ra musiałem sprzedać nerkę na rynku w Tajwanie t
            > ak wię
            > > c
            > > > > doceńcie.
            > >
            > > > Z organów nie oddałbym za tą płytę żadnego, nie wspominając nawet o
            > nerce
            > > .
            > >
            > > A za "Jak bryła lodu (The Best of)" Klinczu coś byś dał? Bo właśnie dokop
            > ałem
            > > się do tego skarbu :|
            > Hmm. Odpowiedzi mam dwie, wybierz sobie bardziej stosowną:
            > 1. Nie było mi dane poznać tego arcydzieła, więc żadnego
            > 2. Wyczuwam prowokację, więc tym bardziej żadnego.
            > :]

            Nie no nie było w tym prowokacji, po prostu musiałem podzielić się swoją uwagą,
            kiedy usłyszałem po trzech i pół roku kiedy widzialem to na MTV Classic "Dokąd
            po co i jak".

            A co do samego flame'u to więcej w nim racji niż nie-racji.
            • janek0 Re: OT do flame'u 05.02.06, 18:51
              > Nie no nie było w tym prowokacji, po prostu musiałem podzielić się swoją uwagą,
              > kiedy usłyszałem po trzech i pół roku kiedy widzialem to na MTV Classic "Dokąd
              > po co i jak".

              A to przepraszam. Za dużo chyba ostatnio oglądam wiadomości w tiwi, i mi się
              podejrzliwość udziela :)
    • sonia34 Re: A w tym tygodniu... 05.02.06, 15:15
      kubasa napisał:

      > Grimsrund zachęcił mnie bym zarzucił swoją propozycję więc... Myslałem długo
      > bo na początku chcialem dac jakiegoś dziwoląga, ale tutaj apelowano o klasykę
      > więc proponuję "Starsailor" Tima Buckleya. W tej chwili ląduje, szukajcie, za
      > dwie godziny.
      >

      Znam ją od dawna. Na początku wkurzała mnie strasznie, ale zaczęłam potem
      słuchać sobie na wyryki i stopniowo ta muzyka zaczeła do mnie docierać. Moim
      zdaniem to naprawdę fajna płyta; jedna z lepszych płyt Tima. Na żadnym innym
      jego albumie nie takich odjechanych, schizofrenicznych klimatów. Uważam że to
      majersztyk
      >
      PS. Słucham jej tylko jak domowników nie ma w domu;)
      • jack9 Re: A w tym tygodniu... 05.02.06, 19:19
        Ja narazie robi na mnie wrażenie tylko Song To The Siren - z powodów oczywistych
        Rozumien Ivo że wybrał ten kawałek na płytę TMC, reszta piosenek albo jest mi
        zupełnie obojętna albo jak napisał janek "podkurwia" mnie. Facet bezczelnie, z
        premedytacją nadużywa swojego głosu - a Pavarottim przecież nie jest.
        Może za mało jeszcze słuchałem - może to jedna z tych płyt do których się
        trzeba zmusić, przełamać i w końcu przekoanać.
        Popróbuje - albo ja albo ta płyta
    • grimsrund Re: A w tym tygodniu... 05.02.06, 20:06
      Nu ten tego, panie Kolego...

      Chwała! Chwała! Chwała! :))
      • martolka Re: A w tym tygodniu... 14.02.06, 16:08
        > Chwała! Chwała! Chwała! :))

        "chała! chała! chała!" chyba? ;-PPP

        Próbowalam paru podejsc do pana Buckleya, ale nic z tego jak dotad nie wyszlo.
        Ogólnie moge sie podpisac pod tym, co tam Janek wyzej naskrobal, z tym ze mi
        przede wszystkim nie podchodzi glos. A bez tego ani rusz.
    • obly starsailor 13.02.06, 12:03
      Generalnie pierwsze wrażenie było takie że to efekt pracy nowego trędu w pracy
      z psychicznie chorymi czyli "muzyka uzdrawia" i to fragment sesjii takiej jako
      dokument prezentowany na Targach Medycznych.

      No więc tak ;))
      słucham tej płyty 4 dni pod rząd i kazdego dnia mam inną opinię o tej płycie.
      od początkowego "what the fuck" poprzez "rany julek na kolana" do "no nie no
      pajac z rozwodnieniem mózgu" i nie mogę się oprzeć emocjom (to na plus? jes)
      na koniec mam kilka spostrzeżeń:
      można tę płytę pociachać i rozpatrywać osobno
      jako wokal
      jako teksty
      jako muzykę, i wtedy jest łatwiej.

      Jest to płyta złożona z przeciwieństw straszliwych mimo wszystko.

      Muzyka
      Jeśli chodzi o muzykę to 1 kawałek gdybyśmy "niesłyszeli" wokalu to jest
      najlepszy kawalek postrockowy jaki do tej pory słyszałem. (75 rok? wow)
      po za tym nie udało mi sieoprzeć skojarzeniu istoty postrocka czyli
      eklektyczności. Czuło się band Franka Zappy tylko grany nie z techniczną
      doskonałością i dbałością o każdy detalik ale na samych psychodelach ze
      skomplikowanym zaburzeinem czynności ruchowych i słuchowych. Słyszałem
      miejscami band Arthura Browna (skojarzenie poprzez wokalizę również) nie da się
      też uciec od skojarzeń. to Wszystko oparte na swobodnym graniu które
      zrewolucjonizował Miles Davis w swoich najlepszych płytach z okresu
      poprzedzającego. Słychać Bitches Brew no. Malutkimi miejscami ale grane przez
      barbarzyńców. Mimo wszystko niezle wyszła ta free-hippisowska jazda pomimo
      harmonii, oparte jedynie na wrażeniowości po psychodelach. Jednak mimo wszystko
      słychać że muzycy mają swoje patenty które używają. A patenty oznaczają jedynie
      że jak niewiadomo co zagrać to sie gra patencik swój jedyny. Chcę powiedzieć że
      bez tej muzyki sam wokal byłby jedna wielką kiszką. I stąd mam problem w
      padnięciu na kolana.

      Wokal.
      Jeśli chodzi o wokal to miejscami wybitnie miejscami po prsotu prześmiesznie po
      prsotu tragicznie. Czasem tak sobie wyobrażam Skibę który by wyszedł na scenę
      Teatru Wielkiego i parodiował Don Giovanniego. Problem w tym że ten facet tak
      na serio. Serio serio. Facet porąbany wewnętrznie to widać. Najgorsze co może
      byc w jego wokalu to używanie vibrato. W konwencji a-śpiewania używanie na
      zmianę pozy a`la aria operowa i chrząkanie ekstatyczne przy porodzie
      niedzwiedzicy czy też indiańskie gardłowe dzwięki bojowe i to nie przemyslane
      ale tak na zmianę jest... smutne. Mam wrażenie że w tym przypadku koleś po
      prsotu prezentuje swoje tricki głosowe w pewnej kombinacji zamiast po prsotu
      tworzyc muzyke. Czasami tworzy ten nastrój a zaraz potem go przedżeźnia. nie
      wie czego chce. Pełna Schizofrenia. Nie chciał bym tak czuć jak ten facet
      czuje. Niemniej jego wokal to taki mix: Meredith Monk, Arthur Brown, podpity
      Indianin, była gwiazda Opery ,typowy amerykński popowy wokalista lat 50
      (Mulęróż - okropieństwo), a więc nic czemu w takim zestawieniu sprzeczności
      można by zaufać.

      Teksty: tu maxymalnie na plus... Pytanie więc czy tak sie jego wokal zestarzał
      i dostał nowych znaczeń? Niemniej na tamte czasy uważam że bym zakochał siew
      tej muzyce ale duszy bym nie oddał. A dziś? Przejrzę jeszcze Lorcę.




      Niniejszym chciałbym podziękować Zapodającemu iż pozwolił mnię sie zapoznać z
      czymś o czym nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem że to jest klasyka ;))).
      Kolejny puzel do zrozumienia fenomenu lat 60 i 70.
      THX
      • kubasa Re: starsailor 13.02.06, 12:26
        Nawet nie 1975 tylko 1970.
        • obly Re: starsailor 13.02.06, 12:31
          sorki oczywista literówka no...
      • sonia34 Re: starsailor 14.02.06, 14:25
        obly napisał:

        >
        >
        > No więc tak ;))
        > słucham tej płyty 4 dni pod rząd i kazdego dnia mam inną opinię o tej płycie.
        > od początkowego "what the fuck" poprzez "rany julek na kolana" do "no nie no
        > pajac z rozwodnieniem mózgu"

        Racja, raz się ma ochotę tą płytę w ramki oprawić i na ścianie powiesić, a innym
        razem spuścić w kiblu/wywalić przez okno/spalić w piecu(niepotrzebne skreślić)
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka