Dodaj do ulubionych

Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wydanie

    • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 16.03.06, 18:55
      Znalazłem dzisiaj w skrzynce składankę dla mnie. Nawet wiem od kogo, więc tym
      razem raczej nie popełnię faux pas jeśli chodzi o płeć nadawczyni ;)
      Recenzja jakoś w weekend.

      A swoją wysyłam jutro rano. Już jest gotowa i mam nadzieję, że odbiorca dzielnie
      przyjmie na klatę ;) to co mam do zaproponowania, bo podobnie jak roar stawiam
      zdecydowanie na klimaty, które na tym forum raczej mało popularne są.
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 17.03.06, 07:26
        sorry ale ja w pon. wyslę dopiero
    • digsa Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 17.03.06, 18:59
      i ja dostałam dziś swoją składankę, z Warszawy :) z tego co na razie zdążyłam
      przesłuchać stwiedzam, iż jest bardzo retro ;)
    • glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 03:39
      Dostałem. Od RG z Wrocławia. Ładna okładka. O shit, 20 tracków. Nie korzystałem
      z sieci, wszystko co strzelam to naprawdę strzelam. Po kolei.

      1 - to Ramones, prawda? Brzmi jak cover jakiegoś twistowego numeru, nie kumam
      twórczości artysty, a tym bardziej klasyki twist-rock'n'rolla, wybaczenia
      proszę.

      2 - o kurwa. Aphextwinowe coś. Kiedy wchodzi beat, jest nawet ciekawie. Fajne
      przemieszanie nowoczesnych elektronicznych dźwięków brzmiących jak odgłos
      łączenia się z internetem przez modem ze staroszkolnymi syntezatorami.

      3 - Jamie Liddell. Słabo pamiętam ten album, ale numer brzmi jak połączenie
      Smokeya Robinsona z Otisem Reddingiem i wczesnym Marvinem Gaye'em. Imitacja
      doskonała, nic więcej. Musi być Liddell.

      4 - trochę punkowy numer z dziwnym, balladowym jakby wokalem. Świetny, mięsisty
      bas. Faaajne.

      5 - kontynuujemy klimat punkowy. Tym razem bardziej muskularnie i skocznie
      zarazem, przywodzi na myśl Rocket from the Crypt... Dobre na motocross :)

      6 - klubowe granie część XXX. Po połamanym wstępie numer nagle prostuje się
      zaskakując całkiem chwytliwą melodią graną na miauczącej gitarze (a może był to
      vocoder). Dużo ciekawych analogowych brzmień. Na razie najlepszy numer ze
      składaka, no może ex aequo z 4.

      7 - płynne przejście w mambo po rusku. Lekko wkurzają mnie strażackie dęciaki.
      Leningrad?

      8 - stylizacja na lata 60, z obowiązkowymi organami typu Vermona. Wokale jak
      najbardziej w klimacie. Dziwne, robi wrażenie jajec.

      9 - maszerujemy w takt rhythm'n'bluesowych gitar, bębnów i piana. Mocno
      dzielone, mocno triolowe. Czyżby British Invasion tak zwane? Nie moje klimaty w
      każdem razie.

      10 - o, to na pewno już kiedyś słyszałem. Brzmi jakby kolesie nasłuchali się
      pierwszego Beastie Boys. Ciężki, nieporadny beat i cięte kwintowe akordy
      przesterowanych gitar? Obecne.

      11 - he. Bałałajka, skoczny reggae'owy fortepian, zajebiste krzycząco-piszczące
      wokale. Barowe granie sfrustrowanych awangardzistów. Zajebiste. Wskakuje na
      pierwsze miejsce.

      12 - samplowane jazzowe breaki z dodatkiem fajnego drewnianego beatu i
      oszczędnego basu. You better keep movin!

      13 - zaczyna się świetnie, staccatowym hammondem i charakternymi, choć
      delikatnymi gitarami w obu kanałach. Wchodzi wokal, robi się soulowo. Jaka
      chrypa. Koleś ewidentnie opowiada o ciężkim życiu. Lata 70 w pełnym rozkwicie,
      kojarzy mi się to mocno z Curtisem Mayfieldem (podkład, bo wokal to inna para
      obuwia sportowego - niższy przynajmniej o oktawę). Bardzo dobre, żeby nie
      powiedzieć mistrzowskie. Aż wstyd mi przyznać, że nie znam tego.

      14 - Ray Charles i Blues Brothers. Wszyscy znają scenę w sklepie z
      instrumentami. Przechodzony ten rhodes, ledwie trzyma się kupy. :)

      15 - któryś z kolei wczesnomotownowski, BARDZO spectorowy soul. Można nie
      lubić, ale trudno nie doceniać, zwłaszcza wpaniale ponakładanych wokali i
      umiejętnego operowania dynamiką podkładu.

      16 - Raveonettes z ostatniej płyty, prawda? Uwaga podobna jak przy Liddellu,
      czyli trudno tu się doszukać czegokolwiek poza stylizacją.

      17 - surfowo-skifflowe melodyjki na gitarze plus garażowy podkład.
      Instrumental. Bardzo miły. Idę po deskę.

      18 - Kool & the Gang i Jungle Boogie. Przekozak, o czym wszyscy wiemy.

      19 - o, podświadomie czekałem na Pattona, nazywajcie mnie prorokiem, bo mamy
      oto. Jako Fantomas z płyty Director's Cut (jeśli się nie mylę, raz słyszałem i
      co gorsza w stanie upodlenia płynem). Znakomite. Składak zbliża się niechybnie
      do wyciszenia. Co, to już? Szybko minął - znaczy dobry.

      20 - zaskoczenie, bo o spaniu mowy nie ma. Synth punk plus Curtisowo-Staplesowy
      wokal. Co za połączenie! Ja chcę bardzo wiedzieć kto to.

      Podsumowywując, będę wracał. Przynajmniej pół składanki trafia w ryj dzięki
      sporemu rozrzutowi gatunkowemu. Dzięęę kuuu jeee myyy.

      Dawajcie następne recenzje koledzy i koleżanki.
      • pop_up Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 15:31
        > 1 - to Ramones, prawda? Brzmi jak cover jakiegoś twistowego numeru, nie kumam
        > twórczości artysty, a tym bardziej klasyki twist-rock'n'rolla, wybaczenia
        > proszę.

        Ramones "Let's dance" cover twistowego numeru chrisa monteza albo cholera wie
        kogo bo to w tylu wersjach było. Objaw mojego fetyszyzmu co do ery
        rock'n'rolla (z trudem się powstrzymywałem żeby nie zrobić składanki 50's
        oriented)

        > 2 - o kurwa. Aphextwinowe coś. Kiedy wchodzi beat, jest nawet ciekawie. Fajne
        > przemieszanie nowoczesnych elektronicznych dźwięków brzmiących jak odgłos
        > łączenia się z internetem przez modem ze staroszkolnymi syntezatorami.

        To aphextwinowecoś to Mouse on Mars (niemiecki duet zdaje się) taki
        kreskówkowy idm. "Distroia" z płyty "Niun Niggung".

        > 3 - Jamie Liddell. Słabo pamiętam ten album, ale numer brzmi jak połączenie
        > Smokeya Robinsona z Otisem Reddingiem i wczesnym Marvinem Gaye'em. Imitacja
        > doskonała, nic więcej. Musi być Liddell.

        Jamie Lidell "Multiply"

        > 4 - trochę punkowy numer z dziwnym, balladowym jakby wokalem. Świetny, mięsisty
        >
        > bas. Faaajne.

        To za to jest uwaga uwaga bum tarara bęc Dj Shadow "Six days"(soulwax remix)
        osobiście wole od oryginału. Ten wyjebczy punkowy podkład to B 52's z utworu
        "52 girls". Dodam jeszcze że to wersja nieco skrócona przeze mnie bo mi nie
        pasowało do koncepcji te ponad 5 minut.

        > 5 - kontynuujemy klimat punkowy. Tym razem bardziej muskularnie i skocznie
        > zarazem, przywodzi na myśl Rocket from the Crypt... Dobre na motocross :)

        A tutaj mamy kolejny cover. "Monster mash" w wykonaniu Misfits takiej dziwnej
        wypacykowanej jak Kiss kapeli z płyty "Project 50's". Oryginał z lat 50tych
        wykonywali (tutaj ciekawostka egzotyczna) Boris Pickett and the Crypt Kickers.
        Acha to w tle to nie motór panie tylko piła spalinowa więc żaden motocross:)

        > 6 - klubowe granie część XXX. Po połamanym wstępie numer nagle prostuje się
        > zaskakując całkiem chwytliwą melodią graną na miauczącej gitarze (a może był to
        >
        > vocoder). Dużo ciekawych analogowych brzmień. Na razie najlepszy numer ze
        > składaka, no może ex aequo z 4.

        Amon Tobin - "Cosmo retro intro outro" z albumu "Out from out where". Koleś
        jest mistrzem w sklejaniu wszystkiego ze wszystkim i już.

        > 7 - płynne przejście w mambo po rusku. Lekko wkurzają mnie strażackie dęciaki.
        > Leningrad?

        Leningrad - "Zvezda rok and rolla" mam to ze ścieżki do filmu "Everything is
        illuminated". Dobre do wódki i skoczne nic więcej o tym sam nie wiem.

        > 8 - stylizacja na lata 60, z obowiązkowymi organami typu Vermona. Wokale jak
        > najbardziej w klimacie. Dziwne, robi wrażenie jajec.

        To chyba nie stylizacja tylko faktycznie lata 60. Castaways - "Liar liar" z
        soundtracku do "Lock stock and two smoking barrels". Kolejna ciekawostka
        egzotyczna: typole wyglądali jak grupka bobrów w kraciastych koszulach i
        wylansowali jeden hit... właśnie ten który jest na składaku.

        > 9 - maszerujemy w takt rhythm'n'bluesowych gitar, bębnów i piana. Mocno
        > dzielone, mocno triolowe. Czyżby British Invasion tak zwane? Nie moje klimaty w
        >
        > każdem razie.

        New Pornographers - "Slow descent into alcoholism" z pierwszej ich płyty "Mass
        romantic". Dla mnie ten zespół to kwintesencja radosnego grania 10/10 i
        wogóle. Na wiosnę której nie ma się nadaje.

        > 10 - o, to na pewno już kiedyś słyszałem. Brzmi jakby kolesie nasłuchali się
        > pierwszego Beastie Boys. Ciężki, nieporadny beat i cięte kwintowe akordy
        > przesterowanych gitar? Obecne.

        Chyba powinno być na odwrót z tym beastie boys bo to run dmc z roku bodajże 1984
        "It's tricky". Zupełnie nie moja działka ale pamiętam z lat pacholęcych kolesia
        z takim ogromnym zegarkiem na łańcuchu na klacie i to mi się zabawne wydawało
        bardzo.

        > 11 - he. Bałałajka, skoczny reggae'owy fortepian, zajebiste krzycząco-piszczące
        >
        > wokale. Barowe granie sfrustrowanych awangardzistów. Zajebiste. Wskakuje na
        > pierwsze miejsce.

        Man Man - "Engwish bwudd" z albumu tegorocznego "Six demon bag". Już teraz
        mogę powiedzieć że to będzie moja płyta roku. Wszyscy w mieszkaniu pląsają jak
        to włączam bo faktycznie się na tyłku nie da usiedzieć przy tym pianinku.

        > 12 - samplowane jazzowe breaki z dodatkiem fajnego drewnianego beatu i
        > oszczędnego basu. You better keep movin!

        Mr Scruff - "Get move on" z zen cd ninja tune retrospective

        > 13 - zaczyna się świetnie, staccatowym hammondem i charakternymi, choć
        > delikatnymi gitarami w obu kanałach. Wchodzi wokal, robi się soulowo. Jaka
        > chrypa. Koleś ewidentnie opowiada o ciężkim życiu. Lata 70 w pełnym rozkwicie,
        > kojarzy mi się to mocno z Curtisem Mayfieldem (podkład, bo wokal to inna para
        > obuwia sportowego - niższy przynajmniej o oktawę). Bardzo dobre, żeby nie
        > powiedzieć mistrzowskie. Aż wstyd mi przyznać, że nie znam tego.

        Bobby Womack - "across 110th street" ze ścieżki z "Jackie brown" to mam ale
        przyznaje że jest świetne i zamierzam sięgnąć po coś z dokonań tego człowieka.
        Odsyłam do allmusic.com

        > 14 - Ray Charles i Blues Brothers. Wszyscy znają scenę w sklepie z
        > instrumentami. Przechodzony ten rhodes, ledwie trzyma się kupy. :)

        Tak jest. Jeden z moich ulubionych filmów z mistrzowską obsadą i mega
        soundtrackiem.

        > 15 - któryś z kolei wczesnomotownowski, BARDZO spectorowy soul. Można nie
        > lubić, ale trudno nie doceniać, zwłaszcza wpaniale ponakładanych wokali i
        > umiejętnego operowania dynamiką podkładu.

        Beach boys - "Wouldn't it be nice" z "Pet sounds"

        > 16 - Raveonettes z ostatniej płyty, prawda? Uwaga podobna jak przy Liddellu,
        > czyli trudno tu się doszukać czegokolwiek poza stylizacją.

        Zgadza się. "love in trashcan"

        > 17 - surfowo-skifflowe melodyjki na gitarze plus garażowy podkład.
        > Instrumental. Bardzo miły. Idę po deskę.


        Laika and the cosmonauts - "Skater dater" z płyty o skromnie brzmiącej nazwie
        "The amazing colossal band". Trafne spostrzeżenie z tą deską. Kapela żongluje
        cyrkowo-hawajsko-dancingowo-surferskimi klimatami.

        > 18 - Kool & the Gang i Jungle Boogie. Przekozak, o czym wszyscy wiemy.

        Zgadza się.

        > 19 - o, podświadomie czekałem na Pattona, nazywajcie mnie prorokiem, bo mamy
        > oto. Jako Fantomas z płyty Director's Cut (jeśli się nie mylę, raz słyszałem i
        > co gorsza w stanie upodlenia płynem). Znakomite. Składak zbliża się niechybnie
        > do wyciszenia. Co, to już? Szybko minął - znaczy dobry.

        Tak to Patton ale z Mr Bungle a nie z Fantomasem. Z przezacnego albumu
        California (ich ostatniego najprawdopodobniej bo od 1999 roku nic nie wydali)
        "The pink cigarette" taki przytulaniec.

        > 20 - zaskoczenie, bo o spaniu mowy nie ma. Synth punk plus Curtisowo-Staplesowy
        >
        > wokal. Co za połączenie! Ja chcę bardzo wiedzieć kto to.

        No i na finał mega mega mega "Take me baby" Jimiego Tenora. Sam dostałem go na
        skladance od teddy'ego i też mnie nieźle sponiewierał.

        Cieszę się że się podobało bo tym razem postawiłem na różnorodność. Taki
        śmietnik. No i jeszcze tytuł składanki był "Dance if you can" (ten John Travolta
        z gorączki sobotniej nocy w klatce chyba mówi sam za siebie:)). Liste jeszcze
        wkleję jak znajde chwilę czasu.
        • digsa Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 18:04
          > To za to jest uwaga uwaga bum tarara bęc Dj Shadow "Six days"(soulwax remix)
          > osobiście wole od oryginału. Ten wyjebczy punkowy podkład to B 52's z utworu
          > "52 girls". Dodam jeszcze że to wersja nieco skrócona przeze mnie bo mi nie
          > pasowało do koncepcji te ponad 5 minut.
          >

          A na jakiej płycie/EP ten remix jest?
          btw wersja podstawowa miała się znaleźć na składance dla mojego swapowicza, ale
          zmieniłam na inny kawałek tego pana ;)
          • pop_up Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 19.03.06, 13:40
            Jest na "Private repress" (z 2003 roku chyba) czyli na płycie z remixami z
            "private press" dj shadowa. O ile "private press" mi się podoba to te remixy są
            zupełnymi niewypałami dla mnie oprócz właśnie "Six days(soulwax)" które z tym
            swoim bicikiem jest bardzo bardzo na jakieś takie indie disco.
        • glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 19.03.06, 16:41
          > Chyba powinno być na odwrót z tym beastie boys bo to run dmc z roku bodajże
          > 1984 "It's tricky".

          Wstyd... Ale ja nigdy nie lubiłem i nie słuchałem Run DMC :I

          > Bobby Womack - "across 110th street" ze ścieżki z "Jackie brown" to mam ale
          > przyznaje że jest świetne i zamierzam sięgnąć po coś z dokonań tego
          > człowieka. Odsyłam do allmusic.com

          No to już ci powiem, żebyś unikał składanek. Bo ja mam jedną i jest
          nieistniejąca. Ale po tym nagraniu sprawdzę jakiś regularny album.

          > Beach boys - "Wouldn't it be nice" z "Pet sounds"

          Ale to naprawdę jest kurde soulowe w stylu '65 :P

          > Tak to Patton ale z Mr Bungle a nie z Fantomasem. Z przezacnego albumu
          > California (ich ostatniego najprawdopodobniej bo od 1999 roku nic nie wydali)

          Wiedziałem że się pieprznę, "Californię" niby znam, ale równie pobieżnie
          co "Director's Cut" i oto efekt.
          • pop_up Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 21.03.06, 19:45
            DANCE IF YOU CAN

            1. Ramones "Let's dance" [End of the century] 1980
            2. Mouse on Mars "Distroia" [Niun niggung] 2000
            3. Jamie Lidell "Multiply" [Multiply] 2005
            4. Dj Shadow "Six Days(Soulwax remix)" [The private repress] 2003
            5. Misfits "Monster mash" [Project 1950] 2003
            6. Amon Tobin "Cosmo retro intro outro" [Out from out where] 2002
            7. Leningrad "Zvezda Rock'n'rolla" [Everything's illuminated soundtrack] 2005
            8. Castaways "Liar liar" [Lock stock and two smoking barrels soundtrack] 2000
            9. New Pornographers "Slow descent into alcoholism" [Mass romantic] 2000
            10. Run DMC "It's tricky" [Raising hell] 1986
            11. Man Man "Engwish bwudd" [Six demon bag] 2006
            12. Mr Scruff "Get move on" [zen cd ninja tune retrospective] 2004
            13. Bobby Womack "Across 110th street" [Jackie Brown soundtrack] 1997
            14. Ray Charles and The Blues Brothers "Shake a tail feather" [The Blues
            Brothers soundtrack] 1981
            15. Beach boys "Wouldn't it be nice" [Pet sounds] 1966
            16. The Raveonettes "Love in trashcan" [Pretty in black] 2005
            17. Laika and the cosmonauts "Skater dater" [The amazing colossal band] 1995
            18. Kool & the Gang "Jungle Boogie" [Pulp fiction soundtrack] 1994
            19. Mr Bungle "Pink cigarette" [California] 1999
            20. Jimi Tenor "Take me baby" [Sahkomies] 1994
    • ayya Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 16:48
      No więc u mnie to wygląda tak:

      1. Świetny kawałek. Żywy, przebojowy, brzmiący jak mieszanka Meat Loafa z
      klasycznym glam rockiem. Znam skądś wokal tego gościa.
      8.5/10

      2. To chyba jakiś Jamiroquai. Nie lubie gościa, a ta piosenka też jest taka
      sobie. Przynajmniej dobrze, że jest krótka ;))
      5/10

      3. Broken Social Scene - Superconnected bodajże, ale w jakiejś dziwnej,
      skróconej wersji.
      8/10

      4. Gorillaz - Dare i wszystko wiadomo.
      9/10

      5. Coś Daft Punk. Pamiętam teledysk do tej piosenki, z takimi robotami i
      fleszami rodem z dyskoteki z lat 70tych. Szkoda, że ten kawałek, DF mają lepsze.
      6/10

      6. Śpiewa jakaś pani z dziwnym trochę akcentem, a tle jednostajny beat, który
      ciekawie rozwija się w partii refrenu. Niezłe.
      7/10

      7. O coś po polsku. Nie znam piosenki, ale wokal podobny do głosu takiej
      blodynki z zespołu, który zwał się Firebirds.
      5/10

      8. A tu mamy ponad 5 minut futurystycznych, czilautowych brzmień. Ciekawe, ale
      zbyt długie.
      6.5/10

      9. Depeche Mode - Precious. Oczywiście uwielbiam zespół, ale na "Playing The
      Angel" są lepsze kawałki do tańczenia.
      7.5/10

      10. Matko, czy to naprswdę Simple Red? Za taki wokal to punkty ujemne powinny
      być :]
      2/10

      11. Ale tu już jest lepiej. Monolog niemalże i w tle pędzące dźwięki z
      syntezatora. Fajne.
      7/10

      12. To chyba jakiś remix Everything But The Girl. Uwielbiam wokal Tracey.
      7.5/10

      13. A to Feist w utworze Bee Gees i jeszcze zremiksowana. Super.
      8/10

      14. Trochę monotonna piosenka, ale w połowie się trochę rozwija.
      6/10

      15. O jak smutno się zaczyna: The summer was gone... Krótkie, a bardzo
      sympatyczne.
      7/10

      16. Cardigans - Erase/Rewind. Zawsze miałam dużą sympatię dla tego kawałka.
      7/10

      17. The Man Who Sold The World w jakimś przygnębiającym coverze. Do tego to się
      chyba pije ze smutku, a nie tańczy ;)))
      6/10

      18. Znów jakaś pani z dziwnym akcentem i znów jakiś taki smutnawy ten numer.
      6/10

      19. Moloko - The Time Is Now w jakimś remixie. Wolę Roisin solo, ale można do
      tego kawałka fajnie się poruszać faktycznie.
      8/10

      W sumie wyszło chyba całkiem w porządku. Gdyby nie nr 10 to w ogóle bym nic nie
      skipowała w discmanie ;)) Szkoda, że całość nie poszła bardziej w stronę utworu
      nr 1, bo strasznie lubię taką tandetną, glam stylistykę :))) Ale była Feist,
      Depeche Mode, Gorillaz i BSS, których też bardzo lubię, więc jest git :)
      Walory estetyczne płyty to w ogóle 10/10 (okładka itd.) Bardzo dziękuję i
      pozdrawiam.
      • hennessy.williams Re: BurnBabyBurn III - I Can't Dance - NonStopMix 19.03.06, 00:42
        I CAN'T DANCE - NONSTOPMIX

        Na początek wstęp - a co?

        a) Kompilacja jest miksem non-stop. Takie miałem założenie. Dlatego kawałki są
        dopasowane tempem, klimatem i czymśtamjeszcze.
        b) Inne założenie było takie, że adresat (w moim wypadku adresatka) składanki
        ma znajomych, którzy są normalnymi ludźmi, a nie tylko jakimiś "strawberry-
        fields-maniakami", więc robi imprezy, na których zabawa do Antony'ego czy
        Diamandy Galas mogłaby się skończyć katastrofą towarzyską. Więc zestaw jest w
        miarę neutralny, co nie znaczy badziewiasty (przynajmniej dla mnie).
        c) Tytuł "I can't dance" może być mylący, gdyż na płycie nie ma utworu o tym
        tytule (S U R P R I S E !). To po prostu odzwierciedlenie powierzchowności
        autora. Ale tylko powierzchowności, gdyż wewnętrznie tańczyć umiem i lubiem ;)

        A teraz do rzeczy:

        > 1. Świetny kawałek. Żywy, przebojowy, brzmiący jak mieszanka Meat Loafa z
        > klasycznym glam rockiem. Znam skądś wokal tego gościa.
        > 8.5/10

        Ten gość to Sal Solo (choć tu z zespołem) - bożyszcze Polek i Polaków w latach
        80-tych. Dumny posiadacz modnej do dziś fryzury (podobno golił swój czerep co
        rano), obecnie mnich. Wielki przebój z 1981 roku.
        Classix Nouveaux - Never Again (The Days Time Erased) - 7'' Never Again 1981 /
        LP La Verite 1982


        > 2. To chyba jakiś Jamiroquai. Nie lubie gościa, a ta piosenka też jest taka
        > sobie. Przynajmniej dobrze, że jest krótka ;))
        > 5/10

        Jamiroquai, ale tylko na wokalu. Bo za całość odpowiada M-Beat - jeden z wielu
        londyńskich przedstawicieli breakbeatu.
        M-Beat - Do U Know Where You're Coming From (Radio Edit Original Mix) - CDS
        1996 / CD Knowledge 1996


        > 3. Broken Social Scene - Superconnected bodajże, ale w jakiejś dziwnej,
        > skróconej wersji.
        > 8/10

        Tak, ale to Windsurfing Nation z Feist i K-Os'em na wokalu. Edited by
        hennessy.williams :)
        Broken Social Scene - Windsurfing Nation - CD Broken Social Scene 2005


        > 4. Gorillaz - Dare i wszystko wiadomo.
        > 9/10

        Wiadomo! Superkawałek.
        Gorillaz - DARE - CD Demon Days 2005


        > 5. Coś Daft Punk. Pamiętam teledysk do tej piosenki, z takimi robotami i
        > fleszami rodem z dyskoteki z lat 70tych. Szkoda, że ten kawałek, DF mają
        lepsze
        > .
        > 6/10

        Akurat ten utwór, bo świetnie się klei z poprzednim. I teledysk był powalający.
        Daft Punk - Around The World (Radio Edit) - CDS 1997 / CD Homework 1997


        > 6. Śpiewa jakaś pani z dziwnym trochę akcentem, a tle jednostajny beat, który
        > ciekawie rozwija się w partii refrenu. Niezłe.
        > 7/10

        Akcent może być kanadyjski, bo to Sarah McLachlan. Oryginalna (świetna) wersja
        tej piosenki ukazała się w 1989 roku na jej debiutanckiej płycie Touch.
        Akurat reakcji na tę pozycję składaka obawiałem się najbardziej, bo wepchnąłem
        remix Toma Middletona, który wali basami jak nieprzymierzając "hit" zeszłego
        lata Erika Prydza "Call On Me" - tfu. Ale jak dodać do tego głos Sary, to
        wychodzi znośnie, nie?
        Sarah McLachlan - Vox (Tom Middleton Mix) - CD Bloom: Remix Album 2005


        > 7. O coś po polsku. Nie znam piosenki, ale wokal podobny do głosu takiej
        > blodynki z zespołu, który zwał się Firebirds.
        > 5/10

        Dokładnie. Joanna Prykowska jej mówią. Kawałek w wersji "normalnej" był na
        niedocenionym debiucie Firebirds "Kolory". Tutaj jest mocno-średniawy remix.
        Ale zawsze remix, a na disco remiksy chodzą.
        Firebirds - Baobab (Remix) - CD Naj Psycho Mix 1996


        > 8. A tu mamy ponad 5 minut futurystycznych, czilautowych brzmień. Ciekawe,
        ale
        > zbyt długie.
        > 6.5/10

        To Masha Qrella. Na debiucie była wersja instrumentalna, a na drugiej płycie
        właśnie ta. Mogę skrócić :)
        Masha Qrella - Destination Vertical - CD Unsolved Remained 2005


        > 9. Depeche Mode - Precious. Oczywiście uwielbiam zespół, ale na "Playing The
        > Angel" są lepsze kawałki do tańczenia.
        > 7.5/10

        No są lepsze, ale trawestując klasyka Stanisława Tyma - najlepiej się bawić
        przy piosenkach, które już się gdzieś słyszało. A Precious do takich należy.
        Depeche Mode - Precious - CD Playing The Angel 2005


        > 10. Matko, czy to naprswdę Simple Red? Za taki wokal to punkty ujemne powinny
        > być :]
        > 2/10

        No tak. Ale mi naprawdę tutaj pasowało. Po pierwsze świetnie się miksuje z
        Precious, a po drugie ma cytat z "I Can't Go For That" Daryla Halla i Johna
        Oatesa. A w tych czasach każda porządna płyta dance musi mieć sample z klasyki.
        (A tak poza tym, to Rudy wcale nie jest taki straszny)
        Simply Red - Sunrise - CD Home 2003


        > 11. Ale tu już jest lepiej. Monolog niemalże i w tle pędzące dźwięki z
        > syntezatora. Fajne.
        > 7/10

        Głos - Kate Havnevik. Syntezator - Royksopp. Płyta może nie jest genialna, ale
        parę ciekawych fragmentów da się na niej znaleźć. Jak ten na przykład.
        Royksopp - Circuit Breaker - CD The Understanding 2005


        > 12. To chyba jakiś remix Everything But The Girl. Uwielbiam wokal Tracey.
        > 7.5/10

        Lekko zremiksowana wersja Wrong. Ale po sukcesie Missing musieli dać się
        jeszcze trochę pomiksować. Głos Tracey też mnie zawsze zauroczał.
        Everything But The Girl - Wrong (Todd Terry Remix) - CDS 1996 / CD Walking
        Wounded 1996


        > 13. A to Feist w utworze Bee Gees i jeszcze zremiksowana. Super.
        > 8/10

        No tak. Ten numer mnie rozkłada. I w wersji Bidżisów i w wersjach Feist. Ta
        ukazała się na razie tylko na singlu elektronicznym w iTunesach.
        Od tego momentu płyta zwalnia, bo trzeba trochę posiedzieć i odpocząć.
        Feist - Inside And Out (The Audience Honey Remix) - iTunes CDS 2006


        > 14. Trochę monotonna piosenka, ale w połowie się trochę rozwija.
        > 6/10

        To mistrz - Malcolm McLaren. Do tego Bootsy Collins, do tego Phil Ramone, do
        tego Robbie Kilgore. A na wokalu poza Malcolmem - Lisa Marie (Vampirella w
        filmie "Ed Wood"). Oboje śpiewać nie potrafią, muzyka może monotonna, ale
        wszystko razem - dla mnie perełka.
        Malcolm McLaren And The Bootzilla Orchestra - I Like You In Velvet - CD Waltz
        Darling 1989


        > 15. O jak smutno się zaczyna: The summer was gone... Krótkie, a bardzo
        > sympatyczne.
        > 7/10

        To polskie Silver Rocket i Masha Qrella gościnnie na wokalu. W dalszym ciągu
        siedzimy na kanapie.
        Silver Rocket - Encore - CD Unhappy Songs 2006


        > 16. Cardigans - Erase/Rewind. Zawsze miałam dużą sympatię dla tego kawałka.
        > 7/10

        Ja zawsze miałem dużą sympatię do Cardigans. I nadal mam, bo nagrywają dobre
        płyty.
        The Cardigans - Erase / Rewind - CD Gran Turismo 1998


        > 17. The Man Who Sold The World w jakimś przygnębiającym coverze. Do tego to
        się
        >
        > chyba pije ze smutku, a nie tańczy ;)))
        > 6/10

        Ten cover to sam David Bowie. Na dodatek, choć nie słychać, jest to wersja "na
        żywo". Zmiksował Brian Eno. Wyszło tylko na stronie B singla. Uwielbiam tę
        wersję. Rzeczywiście bardziej do siedzenia i picia, niż tańczenia.
        David Bovie - The Man Who Sold The World (Live) - CDS Strangers When We Meet
        1995


        > 18. Znów jakaś pani z dziwnym akcentem i znów jakiś taki smutnawy ten numer.
        > 6/10

        Głos - Regina Janssen, zespół Donna Regina. Akcent niemiecki. A smutno, bo it's
        getting late...
        Donna Regina - Late - CD Late 2003


        > 19. Moloko - The Time Is Now w jakimś remixie. Wolę Roisin solo, ale można do
        > tego kawałka fajnie się poruszać faktycznie.
        > 8/10

        Na koniec imprezy, żeby się naładować przed wyjściem na mróz. Remix nie za
        brutalny, więc nie zepsuł numeru.
        Moloko - The Time Is Now (Can 7 Soulfood Mix) - CDS 2000


        > Walory estetyczne płyty to w ogóle 10/10 (okładka itd.) Bardzo dziękuję i
        > pozdrawiam.

        Okładka była inspirowana Damienem Hirstem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że
        będzie o nim dużo w nowej Machinie. Pewnie musieli podpatrzyć, jak wysyłałem
        płytę na poczcie.
        Cieszę się, że nie było tak źle (mimo Simply Red). Poz
        • hennessy.williams Re: BurnBabyBurn III - I Can't Dance - NonStopMix 19.03.06, 00:47
          urwało...

          Pozdrowienia i jeszcze kompletna tracklista:

          1. Classix Nouveaux - Never Again (The Days Time Erased) - 3'39
          2. M-Beat - Do U Know Where You're Coming From (Radio Edit Original Mix) - 2'48
          3. Broken Social Scene - Windsurfing Nation - 3'55
          4. Gorillaz - DARE - 3'46
          5. Daft Punk - Around The World (Radio Edit) - 3'49
          6. Sarah McLachlan - Vox (Tom Middleton Mix) - 6'14
          7. Firebirds - Baobab (Remix) - 3'24
          8. Masha Qrella - Destination Vertical - 5'31
          9. Depeche Mode - Precious - 3'55
          10. Simply Red - Sunrise - 3'02
          11. Royksopp - Circuit Breaker - 5'17
          12. Everything But The Girl - Wrong (Todd Terry Remix) - 4'32
          13. Feist - Inside And Out (The Audience Honey Remix) - 5'17
          14. Malcolm McLaren And The Bootzilla Orchestra - I Like You In Velvet - 4'58
          15. Silver Rocket - Encore - 2'41
          16. The Cardigans - Erase / Rewind - 3'31
          17. David Bovie - The Man Who Sold The World (Live) - 3'13
          18. Donna Regina - Late - 2'27
          19. Moloko - The Time Is Now (Can 7 Soulfood Mix) - 3'57
    • nemrrod Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 17:25
      Przede wszystkim mój przypadek pokazuje jaki sens tkwi w tego typu zabawach i
      zderzaniu odmiennych gustów. Na pierwszy rzut ucha wydawało mi się, że zapodane
      przez Jareckiego dźwięku są mi zupełnie obce i nie w moim klimacie, ale okazało
      się, że nie do końca...

      1. Midnight Oil "Beds Are Burning". Właściwie to ja nie lubię tej piosenki. Ale
      jako opener sprawdza się całkiem całkiem. Wers "How can we dance when our earth
      is turning" nakazuje sądzić, że nie ma mowy o harcach na parkiecie, gdyż są
      ważniejsze sprawy na świecie...

      2. "There's a brand new dance, but I don't know its name". David Bowie
      "Fashion". Spoko.

      3. To zabrzmiało mi jak Pixies. Sprawdziłem w googlach. I tak jest - "Gouge
      Away". Nie znałem. Również spoko.

      4. A tutaj mój ulubiony kawałek na płycie. PJ Harvey. Tytułu nie znam.

      5. Muzycznie całkiem przeciętny kawałek, ale kobieta bardzo ładnie śpiewa po
      hiszpańsku, a to mnie jakoś rusza (śpiewająca Salma Hayek jako Frida, anyone?).
      Przy okazji dowiedziałem się, że "pensando en ti" znaczy "myślę o tobie" :D

      6. Zabawny kawałek, taki skoczny i melodyjny. I koleś śpiewa w taaaaak śmieszny
      sposób, hahaha. :))

      7. Tutaj też całkiem przyjemna energiczna gitarowa piosenka, po francusku.
      Domyślam się, że to jakiś band z francuskojęzycznej części Kanady? :)

      8. A teraz po niemiecku. Powiedzmy, że znam dwóch niemieckich wokalistów. Blixa
      Bargeld to nie jest. Wychodzi więc, że to musi być Herbert Grönemeyer :) Trochę
      jak Krzysztof Cugowski, tylko on nie wyrobiłby takiego tempa.

      9. Akustyczna, nastrojowa ballada. Bardzo ładny damsko-męski dialog wokalny.
      Efekt psuje wokal jakiegoś tenora prosto z opery, zupełnie "od czapy" :|

      10. Tutaj mam problem. To jest zdaje się piosenka "Stars Go Blue", która miała
      bardzo wielu wykonawców. Bryan/Ryan Adams to nie są, ani The Corrs z Bono. Na
      90% to jest Tracy Chapman. Ładne.

      11. Ugh... Aerosmith?? Nie, dziękuję. -10/10.

      12. Znowu mniej niż zero. Jakieś szybkie country. Skip.

      13. Nie wiem co to jest. Prawie na pewno jakiś brytyjski zespół. Wokal trochę
      jak Robert Smith (?), ale to nie The Cure. Pewnie się okaże, że to coś klasycznego.

      14. Na zakończenie kojąca ballada - swingująca bossanova.


      Szczerze mówiąc po pierwszych kilku przesłuchaniach wydawało mi się, że
      słuchanie tej składanki nie sprawia mi przyjemności, ale po kilku kolejnych
      okazało się, że nie jest tak źle :) Miło się tego słucha, pomimo tych wpadek pod
      koniec :) Ach, no i trzeba zaznaczyć, że całość bardziej "do różańca" niż do
      tańca ;)

      Dziekuję za widokówkę i pozdrowienia, również pozdrawiam!
      • jarecki32 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 19.03.06, 12:44
        na poczatek kilka slow wyjasnienia czym sie kierowalem w swojej selekcji

        Otoz bardzo dawno temu mialem okazje bawic sie w tzw DJ-ja, w wakacyjnym klubie
        studenckim na Placu Grunwaldzkim we Wroclawiu. Nie byl to dlugi epizod, ale
        wystarczajaco dlugi
        aby zaobserwowac do jakiej muzki ludzie tancza najchetniej i jaki mix dynamiki
        tempa i brzmienia kawalkow
        najlepiej sie sprawdza.
        Wobec tego zastosowalem nastepujacy klucz:
        Aby sie zmiescic w okolo 60 minutach zaczynamy od 3-4 szybkich kawalkow do
        ktorych poruszac sie moze kazdy.
        Potrzebne jest silnie zaakcentowane staccato linii basu i rytm tak prosty jak
        budowa cepa.
        Po takiej rozgrzewce pora na oddech i na poznajmy sie dla nieznajomych czyli
        dwa wolne kawalki z tekstem
        nie koniecznie o ochronie srodowiska.
        Dalej ida trzy szybkie, dwa wolne i na koniec trzy bardzo szybkie i glosne
        najlepiej rock and rolle
        lub boogie.

        A teraz sam repertuar
        Poniewaz muzyka ma byc przede`wszystkim do tanca a nie do artystycznej
        kontemplacji nie powinna byc zbyt ambitna
        Powinna miec dobrze wyczuwalne tempo i zachecac do zabawy. Jesli kryteria te
        spelniaja utwory tak dobrych wykonawcow,
        jak powiedzmy Pixies, to tym lepiej dla sprawy.
        A teraz o zastosowaniu teorii w praktyce:



        >1. Midnight Oil "Beds Are Burning". Właściwie to ja nie lubię tej piosenki. Ale
        >jako opener sprawdza się całkiem całkiem. Wers "How can we dance when our earth
        i>s turning" nakazuje sądzić, że nie ma mowy o harcach na parkiecie, gdyż są
        >ważniejsze sprawy na świecie...

        Nie szukalem podtekstow w tym kawalku, chodzilo mi glownie o ten dudniacy bas



        >2. "There's a brand new dance, but I don't know its name". David Bowie
        >"Fashion". Spoko.

        Inna, melodia, inny glos ale tempo prawie to samo

        >3. To zabrzmiało mi jak Pixies. Sprawdziłem w googlach. I tak jest - "Gouge
        >Away". Nie znałem. Również spoko.

        i dalej w tym stylu w rytmie do jednego z moich ulubionych utworow Pixies

        >4. A tutaj mój ulubiony kawałek na płycie. PJ Harvey. Tytułu nie znam.

        I zwaaaalniamy: P.J. Harvey :The Dancer, ma byc zmyslowo

        >5. Muzycznie całkiem przeciętny kawałek, ale kobieta bardzo ładnie śpiewa po
        >hiszpańsku, a to mnie jakoś rusza (śpiewająca Salma Hayek jako Frida, anyone?).
        >Przy okazji dowiedziałem się, że "pensando en ti" znaczy "myślę o tobie" :D

        "Balo la Lune Mexica", Concrete Blonde ( wykonuje nastrojowo Johnette
        Napolitano)

        >6. Zabawny kawałek, taki skoczny i melodyjny. I koleś śpiewa w taaaaak śmieszny
        >sposób, hahaha. :))

        koniec usciskow !, Kings of Leon i rewelacyjny "Taper Jean Girl"


        >7. Tutaj też całkiem przyjemna energiczna gitarowa piosenka, po francusku.
        >Domyślam się, że to jakiś band z francuskojęzycznej części Kanady? :)

        Dobrze sie domyslasz.
        "Pate Filo" w wykonaniu Malajube- francuskiej odpowiedzi na Arcade Fire ( to
        ich debiut sprzed dwoch miesiecy)

        >8. A teraz po niemiecku. Powiedzmy, że znam dwóch niemieckich wokalistów. Blixa
        >Bargeld to nie jest. Wychodzi więc, że to musi być Herbert Grönemeyer :) Trochę
        j>ak Krzysztof Cugowski, tylko on nie wyrobiłby takiego tempa.

        zgadza sie, to jest Herbie i "Neuland" z jego ostatniego albumu "Mensch"
        od czasu jak spiewal " Gib den Kinder das Kommando", mam do niego slabosc

        >9. Akustyczna, nastrojowa ballada. Bardzo ładny damsko-męski dialog wokalny.
        >Efekt psuje wokal jakiegoś tenora prosto z opery, zupełnie "od czapy" :|


        "He Lays in the Reins", Calexico oraz Iron and Wine
        myslalem, ze ich ostatnia plyta jest bardziej popularna, dla mnie to byl jeden
        z top 2005
        ( nie lubisz opery ? :-)

        10. Tutaj mam problem. To jest zdaje się piosenka "Stars Go Blue", która miała
        bardzo wielu wykonawców. Bryan/Ryan Adams to nie są, ani The Corrs z Bono. Na
        90% to jest Tracy Chapman. Ładne.

        You must be kidding !?
        Ryan Adams, The Stars Go Blue", panie wymiekaja

        11. Ugh... Aerosmith?? Nie, dziękuję. -10/10.


        Ahhh... wiem, ze Aerosmith nie jest cool

        alee, kto jeszcze, procz nich tak potrafi grac starego, dobrego rocka
        Ladies and Gentelmen: Road Runner !!!
        a zespol jest dobry bo glosny

        12. Znowu mniej niż zero. Jakieś szybkie country. Skip.

        no to mnie tutaj zabiles, jak tak mozna , country ???, Biedny Stevie obraca sie
        grobie
        toz to sam maestro Stevie Ray Vaughan i jego legendarny "Wham !"
        mniej niz zero ? jeden z najbardziej wybitnych gitarzystow bluesowych i okolo
        rockowych ostatnich czasow ?

        >13. Nie wiem co to jest. Prawie na pewno jakiś brytyjski zespół. Wokal trochę
        j>ak Robert Smith (?), ale to nie The Cure. Pewnie się okaże, że to coś
        klasycznego.


        niestety miss : to jest DEVO, czyli amerykanska ikona rockowej awangardy
        a utwor nazywa sie "Gut Feeling_Slap Your Mammy"


        14. Na zakończenie kojąca ballada - swingująca bossanova.
        Stan Getz i Joao Gilberto " Corcovado"


        Dzieki za recenzje


        • nemrrod Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 19.03.06, 14:46
          Heh, ale się popisałem... Nieważne. Idę zbadać słuch.
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 18.03.06, 19:05
      Dostałem w czwartek. Napiszę więcej jak wyzdrowieję, bo na razie z ptasią grypą
      chodzę po domu i tańczyć mi się nie chce. A płyta do tańczenia, jak
      najbardziej. Na jakimś micro-party ;)
    • h8red moja recenzyja 20.03.06, 08:17
      Nie do końca moje klimaty ale podoba mi się Tym bardziej, że od ziomka z miasta
      Uć ;p

      1) A cóż to za latynoskie rytmy? Salsa, samba? Lekko na początek? :>
      Sympatyczny, bujany kawałek na „rozruszanie” bym powiedział.
      2) Czad absolutny! Ja chcę wiedzieć co to jest! Kawałek strasznie kojarzy mi się
      z „Tortilla Flat”. Bardzo oszczędnie zagrany, z lekko pijackim wokalem :>
      Takiego głosu to Krzyś Burns by się powstydził :D
      3) Bakers? Pierwszy kawałek bardziej taneczny, choć z rockowym zacięciem w stylu
      Francy Ferdynanda i całej reszty gitarowego pitu-pitu :> Refren bardzo pod motto
      płyty.
      4) David Bowie albo ktoś, kto bardzo dobrze go udaje. Kolejny rockowy numer.
      5) Początek jak do jakiejś techno łupanki, a potem prawie „tango-przytulango”.
      Jeśli to ma być na uspokojenie to następny tez nie powinien być za szybki ;p
      6) A jednak szybszy :) Troszku jakby fałszuje ta pani w chórkach ;) Takie średnie.
      7) Pachnie mi B-52’s. Znam raptem kilka ich piosenek ale ta mi pod nich pasuje.
      8) Kolejny wolniejszy. Bardzo dobrze wchodzący do ucha. Troszkę mocniejszy bas
      przydałby mu bąsu :D
      9) No proszę, chciałem basidło to mam, od samego początku :) Panowie coś
      śpiewają o znikaniu. Czyżby autor zwykle znikał z parkietu przy 9 kawałku? Czas
      na piwko? :>
      10) Ooooo, kolejny Bowie? I nawet by szło to zatańczyć. Wracamy na parkiet!
      11) Lou Reed „Hangin’ around” czy jakoś tak. Można pomachać kuprem, bo rytm jak
      znalazł :D
      12) Jakiś taki rozmyty ten kawałek. Może za bardzo zaangażowany?
      13) Czyżby po raz pierwszy naprawdę dużo elektroniki? O! Znam ten głos. Lata 80?
      Szybki ten piosenek jest. Trzeba by figury jak do rock’n’rolla łapać :)
      14) Gitarujemy dalej. Wrzucam do tej samej szuflady co 3. Tyle tylko, że mniej
      taneczny.
      15) Czas zasiąść do stolika i odpocząć. Bardziej do posłuchania. Dużo rytmu,
      mało melodii. Prawie jak w hip-hopie ;p
      16) Ładny wstępik z gitarki klasycznej. Potem dochodzi bit i robi się
      nowocześnie. I znów głos, który znam. Elektronicznie się robi od 2 minuty. Takie
      mam skojarzenia z Benjaminam Diamondem.
      17) 9 minut. Długo. Zaczyna się tak, że to musi być jakiś miks. Jaki smutny
      tekst, buuuu. Co do warstwy muzycznej to idzie się przy tym pobujać, choć
      miejscami pojawiają się nostalgiczne nuty.
      18) I co tam na koniec mamy przygotowane? Spokojne pożegnanie, że tak powiem ;)
      To klawiszowe instrumentum przypomina mi „Golden Brown”. Tyle, że to Stranglersi
      nie są. Na podstawie tej piosenki widać, że muzyka to nie tylko ściana dźwięku
      jaka ja lubię czuć w uszach ;p

      To ma być płyta pod lata 70 i tamtejszego rocka? Albo może pod takie gitarowe
      pitu-pitu? Tak czy siak podoba mi się jako całość, aczkolwiek numer 2 na płycie
      to dla mnie totalna rozpierducha :D
      • mechanikk Re: moja recenzyja 20.03.06, 11:07
        No dobrze, ledwo żyję ale napiszę co i jak. W końcu ziomek z miasta Uć.

        > 1) A cóż to za latynoskie rytmy? Salsa, samba? Lekko na początek? :>
        > Sympatyczny, bujany kawałek na „rozruszanie” bym powiedział.
        Toż to w pewnym sensie forumowy klasyk. Senor Coconut vs Kraftwerk, w
        genialnym "Showroom Dummies".

        > 2) Czad absolutny! Ja chcę wiedzieć co to jest! Kawałek strasznie kojarzy mi
        >się z „Tortilla Flat”. Bardzo oszczędnie zagrany, z lekko pijackim woka
        > lem :>
        No proszę bardzo. Tom Waits z płyty "Real Gone" (imho płyta roku ad 2004).
        Kawałek na maxa taneczny nazywa się "Hoist That Rag", a na płycie jest jeszcze
        dużo czadów prosto z piekła.

        > 3) Bakers?
        Prawie. Bo uni się Brakes nazywajo. Piosenka pt. "All Night Disco Party". Cały
        album "Give Blood" średni ale za tą piosenkę i za pochodzenie (British Sea
        Power) dodatkowe punkty.

        > 4) David Bowie albo ktoś, kto bardzo dobrze go udaje. Kolejny rockowy numer.
        To Jarvis Cocker tak udaje. Zespół Pulp, w hitowym "Party Hard" z "This Is
        Hardcore"

        > 5) Początek jak do jakiejś techno łupanki, a potem prawie „tango-przytula
        > ngo”.
        Nie wiem gdzie to przytulango ale może ja się na przytulaniu nie znam ;P Baxter
        Dury - "Francesca's Party". Artysta którego odkryła przede mną swapowa pani
        kierownik na swojej letniej składance. I dobrze zrobiła.

        > 6) A jednak szybszy :) Troszku jakby fałszuje ta pani w chórkach ;) Takie
        >średnie.
        The Wedding Present - Everyone Thinks He Looks Daft. Ja to wygrzebałem ze
        składanki Uncut (1/2006) poświęconej audycji Johna Peela. Dla mnie czas się
        zapoznać z resztą, bo gitara jak od Johnnego Marra i w ogóle energia
        szczeniacka w tym kawałku.

        > 7) Pachnie mi B-52’s. Znam raptem kilka ich piosenek ale ta mi pod nich p
        > asuje.
        Campag Velocet - "Vindictive Disco". Z płyty nie wiem jakiej, ale się dowiem
        (dołaczę później szczegółową tracklistę). Bardzo dobra piosenka, mi się wydaje.

        > 8) Kolejny wolniejszy. Bardzo dobrze wchodzący do ucha. Troszkę mocniejszy bas
        > przydałby mu bąsu :D
        Steve Mason z The Beta Band czyli King Biscuit Time w utworze "I Walk The
        Earth". Klasyk dla tych co pamiętają: dawno dawno temu, był sobie Trójkowy
        Ekspres i to w dodatku o 14.00.

        > 9) No proszę, chciałem basidło to mam, od samego początku :) Panowie coś
        > śpiewają o znikaniu. Czyżby autor zwykle znikał z parkietu przy 9 kawałku?
        Czas
        > na piwko? :>
        Blur - "Moroccan People Revolutionary Bowls Club". Z "Think Tank".

        > 10) Ooooo, kolejny Bowie? I nawet by szło to zatańczyć. Wracamy na parkiet!
        Tak jest. Teraz to Bowie. "Sound And Vision" z "Low", czyli początek kącika
        klasycznego.

        > 11) Lou Reed „Hangin’ around”

        > 12) Jakiś taki rozmyty ten kawałek. Może za bardzo zaangażowany?
        Kurde... Rozmyty to jest ef i es zet ;P A tutaj Talking Heads - "Girls Want To
        Be With The Girls". Zaangażowany, a jakże ;)

        >13) Czyżby po raz pierwszy naprawdę dużo elektroniki? O! Znam ten głos. Lata
        >80?
        Może by takie coś uszło w osiemdziesiątych. A tu rok bodaj 2003 (sprawdzę
        jeszcze): Postal Service - "Such Great Heights"

        > 14) Gitarujemy dalej. Wrzucam do tej samej szuflady co 3. Tyle tylko, że mniej
        > taneczny.
        The Rapture - "Out Of The Races and Onto the Tracks". Z czasów przed "Echoes".
        Ja to sobie wziąłem ze składanki poświęconej wytwórni Sub Pop z jednego
        polskiego pisma, które wydało 1 numer a potem znikło.

        > 15) Czas zasiąść do stolika i odpocząć. Bardziej do posłuchania. Dużo rytmu,
        > mało melodii. Prawie jak w hip-hopie ;p
        Matthew Dear - "Tide".

        > 16) Ładny wstępik z gitarki klasycznej. Potem dochodzi bit i robi się
        > nowocześnie. I znów głos, który znam. Elektronicznie się robi od 2 minuty. >
        Takiemam skojarzenia z Benjaminam Diamondem

        Nie wiem kto to ten Diamond ale to jest Arab Strap. "The Shy Retirer" w
        remiksie z epki o tymże tytule. Którą mam i to jest bardzo dobra epka, choś
        niektórzy twierdzą, że obecne na niej covery Van Halen i AC/DC to przykład
        niezbyt udanego żartu.

        > 17) 9 minut. Długo. Zaczyna się tak, że to musi być jakiś miks. Jaki smutny
        > tekst, buuuu. Co do warstwy muzycznej to idzie się przy tym pobujać, choć
        > miejscami pojawiają się nostalgiczne nuty.
        Nostalgiczne nuty, bo to The Flaming Lips ("Do You Realize") w takim trochę za
        długim remiksie obecnym na "Fight Test EP".

        > 18) I co tam na koniec mamy przygotowane? Spokojne pożegnanie, że tak
        powiem ;)
        > To klawiszowe instrumentum przypomina mi „Golden Brown”. Tyle, że t
        > o Stranglersi
        > nie są. Na podstawie tej piosenki widać, że muzyka to nie tylko ściana dźwięku
        > jaka ja lubię czuć w uszach ;p
        Dałem, bo to jest jak na razie moja piosenka roku, chociaż z 2005 pochodzi. A i
        nawet do tańca bo to jakby walec ;) Merz - "Dangerous Heady Love Scheme"

        To tyle na razie. Póżniej jeszcze uszczegółowioną tracklistę dołożę i napiszę
        recenzję tego co dostałem. Sorry że się opóźniam, ale niedomagam ciut.
        • h8red Tom Waits? 20.03.06, 12:21
          Tak właśnie myślałem ale jakiś taki może z lekka za szybki jak na Niego ten kawałek.
          Co do Pana Diamonda to swego casu miał całkiem nośny song "Little scar", a w
          ogóle to udzielał sie wokalnie w "Music sounds better with You" grupy Stardust
          (taki klip co chłopaczek składa samolot i potem go testuje).
        • ilhan Re: moja recenzyja 20.03.06, 14:40
          mechanikk napisał:

          > The Wedding Present - Everyone Thinks He Looks Daft. Ja to wygrzebałem ze
          > składanki Uncut (1/2006) poświęconej audycji Johna Peela. Dla mnie czas się
          > zapoznać z resztą, bo gitara jak od Johnnego Marra i w ogóle energia
          > szczeniacka w tym kawałku.

          Akurat słuchałem dziś płyty, z której jest ten numer ("George Best") i znów odniosłem wrażenie, że w każdym kawałku grają prawie to samo :) Ten mi się podoba najbardziej.

          Dostałem moją składankę z miasta Wrocławia od (uwaga!) Leona Galagera. Recenzja będzie :)
        • roar Re: moja recenzyja 20.03.06, 15:47
          mechanikk napisał:

          > Steve Mason z The Beta Band czyli King Biscuit Time w utworze "I Walk The
          > Earth". Klasyk dla tych co pamiętają: dawno dawno temu, był sobie Trójkowy
          > Ekspres i to w dodatku o 14.00.

          Ta~ak jest! Nigdy nie zapomnimy. Cześć jego pamięci.

          > > 17) 9 minut. Długo. Zaczyna się tak, że to musi być jakiś miks. Jaki smutny
          > > tekst, buuuu.
          (...)
          > Nostalgiczne nuty, bo to The Flaming Lips ("Do You Realize")

          Tekst do "Do You Realize" jest _smutny_?!? Oh, come on! Z tego by wynikało, że wszystko, co się nie ogranicza do "ja ją kocham, a ona mnie" i "imprezka, stary" jest smutne...

          > Dałem, bo to jest jak na razie moja piosenka roku, chociaż z 2005 pochodzi. A
          > i nawet do tańca bo to jakby walec ;) Merz - "Dangerous Heady Love Scheme"

          A słyszałeś całą płytę? Bo jest tam IMHO parę lepszych jeszcze kawałków - takie "Verily" z "hiszpańską" gitarą, albo "Butterfly" z samplem z Shelleyan Orphan...
          • h8red uno momento, szefuńciu 20.03.06, 16:06
            Nie wsłuchiwałem się aż tak bardzo w tekst. Co nie zmienia faktu, że po
            stwierdzeniu "Do You realize that everybody gonna die" to raczej za wesoło nie
            jest :>
            • roar Re: uno momento, szefuńciu 20.03.06, 16:17
              h8red napisał:

              > Nie wsłuchiwałem się aż tak bardzo w tekst. Co nie zmienia faktu, że po
              > stwierdzeniu "Do You realize that everybody gonna die" to raczej za wesoło nie
              > jest :>

              Heh. :) No, okay, ale generalnie ten tekst to afirmacja życia. W stylu "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", ale jednak.
          • mechanikk Re: moja recenzyja 20.03.06, 17:17
            > A słyszałeś całą płytę? Bo jest tam IMHO parę lepszych jeszcze kawałków -
            takie
            > "Verily" z "hiszpańską" gitarą, albo "Butterfly" z samplem z Shelleyan Orphan.
            > ..

            Słyszałem. Jest bardzo dobra. W pamięć najbardziej zapadły mi numery 2 i 5
            (właśnie "Butterfly"). Nie pasuje mi tylko "Mentor" - tekst dobry, ale melodia
            wymęczona. Cała płyta spokojnie na 7,5/10, a może nawet 8, przy ładniejszej
            pogodzie.
            • roar Re: moja recenzyja 20.03.06, 17:49
              > Nie pasuje mi tylko "Mentor" - tekst dobry, ale melodia wymęczona.

              Amen, brother.
              I nawet bym tekstu nie bronił, bo nie spełnia swojej roli; znaczy zupełnie do muzyki nie pasuje.

              No, ale mniejsza, jedną wpadkę można wybaczyć. :) Zwłaszcza, że płyta faktycznie jest dobra. A przede wszystkim chyba - dlatego, że w ogóle jest...
              • mechanikk Re: moja recenzyja 20.03.06, 18:13
                Tak jest. Amen, brother.
        • mechanikk Re: moja recenzyja 20.03.06, 17:13
          1. Senor Coconut - Showroom Dummies (5:28) [LP.El Baile Aleman, 2002]
          2. Tom Waits - Hoist That Rag (4:20) [LP.Real Gone, 2004]
          3. Brakes - All Nite Disco Party (2:43) [LP. Give Blood, 2005]
          4. Pulp - Party Hard (4:00) [LP. This Is Hardcore, 1998]
          5. Baxter Dury - Francesca's Party (3:13) [LP. Floorshow, 2005]
          6. The Wedding Present - Everyone Thinks He Looks Daft (4:08) [LP. George Best,
          1997]
          7. Campag Velocet - Vindictive Disco (5:58) [LP. It's Beyond Our Control, 2004]
          8. King Biscuit Time - I Walk The Earth (5:52) [EP. No Style, 2000]
          9. Blur - Moroccan Peoples Revolutionary Bowls Club (3:03) [LP. Think Tank,
          2003]
          10. David Bowie - Sound And Vision (3:03) [LP. Low, 1977]
          11. Lou Reed - Hangin' Around (3:37) [LP. Transformer, 1972]
          12. Talking Heads - The Girls Want to Be With the Girls (2:38) [LP.More Songs
          About Buildings and Food, 1978]
          13. The Postal Service - Such Great Heights (4:26) [LP. Give Up, 2003]
          14. The Rapture - Out of the Races and Onto the Tracks (4:00) [EP.Out of the
          Races and Onto the Tracks, chyba 2000]
          15. Matthew Dear - Tide (4:56) [LP. Backstroke, 2004]
          16. Arab Strap - The Shy Retirer (Remixed by Dirty Hospital) (4:25) [EP. The
          Shy Retirer, 2003]
          17. The Flaming Lips - Do You Realize?? (Scott Hardkiss Floating In Space Mix)
          (9:06) [EP. Fight Test, 2003]
          18. Merz - Dangerous Heady Love Scheme (4:29) [LP. Loveheart, 2005]
          • ilhan Re: moja recenzyja 20.03.06, 17:15
            mechanikk napisał:

            > 6. The Wedding Present - Everyone Thinks He Looks Daft (4:08) [LP. George Best,
            > 1997]

            19-8-7 !!
            • mechanikk Re: moja recenzyja 20.03.06, 17:21
              > 19-8-7 !!

              No oczywiście. Pomyłka. Ale reakcja szybka <impressed>
    • roar C'mon, dens! *_* 20.03.06, 15:58
      Oh, yes, yes, I will...

      01 - Rolling Stones? Świetny riff, reszta... ach, mniejsza o resztę, roznosi mnie ta gitara. [7.5/10]

      02 - Dalej jesteśmy w krainie gitar. Rytmiczne, bujające, ale żeby do tańczenia...? Znam ten głos, ale nie wiem, z którego kościoła. W sumie bardzo ładne, ale na dłuższą metę nudzi. [6/10]

      03 - Hardcore'owe electro, coś jakby elektroniczny klon Karla Bartosa próbował zagrać muzykę latynoską. Generalnie nic specjalnego, ale im dłużej się słucha, tym jest fajniejsze. [6.5/10]

      04 - Nie. Nie. Straight-forward (czwórka akordów, wokalistka krzyczy na jedną nutę, wszystko aż do bólu w rytmie, lekkości i finezji zero) garage rock. W większej dawce bym nie zniósł. [5/10]

      05 - Lepiej zrobione, bogatsza produkcja, ale w sumie to samo, co powyżej... [5.5/10]

      06 - "Checking out my wigwam." Just... wow! Dance punk, a mi się podoba. To jest jakiś... Electric Six, czy coś? Albo Chumbawomba? Pewnie też bym nie zniósł w większej dawce, ale jedną piosenkę, w dodatku ze świetnym riffem i autentycznie bujającą (takie umpa-umpa) - zawsze. [6.5/10]

      07 - Skacz jak Stefan Hula. To samo, co poprzednio, tylko z drugiej strony - taneczny utwór przybarwiony ostrymi gitarami. Nothing special. [5/10]

      08 - Ha! Ha ha ha! Bottle Rocket. Nie będę nic pisał, nie trzeba. Generalnie pozycja obowiązkowa na każdej niezalowej imprezie powinna to być. [10/10]

      09 - Lekkie, karaibskie (?) rytmy. Klaskanie i dzwoneczki. Generalnie fajne, chociaż brzmi bardziej jak muzyka relaksacyjna niż taneczna. Ale co nie brzmi jak muzyka relaksacyjna po Go!-Teamie...? W większej dawce byłoby pewnie jeszcze fajniejsze; co to za płyta? [6/10]

      10 - Sukie was a kid, she liked to hang out in the graveyard. Generalnie jeśli wcześniej nie byłem jeszcze przekonany co do genialności tego utworu, to teraz już jestem. Generalnie to muszę przestać używa słowa "generalnie". [8.5/10]

      11 - Tutaj miałem zagadkę. Pół piosenki skrobałem się w łepetynę, myśląc, gdzie to już słyszałem... a to przecież Nowa Pornografia. "Sing Me Spanish Techno". Średniak z "Twin Cinema". Ale nawet takiego średniaka zawsze słucha się przyjemnie. No i do klimatu składanki pasuje, jak żaden. [7/10]

      12 - Coś w deseń utworu #1, ale słabsze. [6/10]

      13 - Generalnie to... Znaczy, zasadniczo... Nie, muszę się całkowicie oduczyć! Od nowa:
      Co prawda wolałbym, żeby cały utwór był taki, jak pierwszych 20 sekund, ale tym, co jest, również nie pogardzę. Łagodny nu-jazzik... a może już smooth jazzik? Raczej nie do tańczenia, ale dla mnie to akurat nie jest wielki problem. Może lecieć bez przerwy. [6.5/10]

      14 - Fuck. Normalnie fuck. Synth-pop, jakiś znany, albo piosenka, albo sam zespół. Ale nie, nie wiem, co to. Z zaskoczenia mnie złapało i nie chce puścić, będę sobie teraz łaził i nucił, albo słuchał po pięć razy pod rząd. I to mimo tej obleśnej baby w chórkach. [7.5/10]

      15 - And here's a story about... being free? Ja to gdzieś słyszałem...? Anyways, muzycznie - nudy. Dość proste techno, bez większych udziwnień. Rozkręca się pod koniec, but still... [6/10]

      16 - Coś jakby Ian Brown, ale to nie on. Przyjemne, ale nic specjalnego. [6/10]

      Tym razem co prawda nie spotkało mnie jakieś większe objawienie podczas słuchania, bo wszystkie najgenialniejsze fragmenty składanki już wcześniej znałem ( :D )... ale nie szkodzi. Parę razy świetnie ustawiona kolejność utworów - numery 13 i 14 mnie np. kompletnie zabiły - po tym pierwszym podświadomie miałem ochotę na coś bardziej żywego i... no, kurde, podły spisek, żeby mi się 14-ka spodobała to jest!

      Przyznam, że mimo wszystko bardziej zainteresowały mnie (abstrahując już od ich jakości) numery gitarowe, niż "elektroniczno-taneczne". Po części może dlatego, że te ostatnie nie są zbyt taneczne, raczej takie leniwe, do słuchania. Generalnie miałem w pewnym momencie nadzieję na coś bardziej rockowego, z nie moich rejonów... ale też i nie narzekam, bardzo fajnie się słuchało. Dzięki wielkie! :)
      • digsa Re: C'mon, dens! *_* 20.03.06, 19:37
        roar napisał:

        > Oh, yes, yes, I will...

        najs ;)

        >
        > 01 - Rolling Stones? Świetny riff, reszta... ach, mniejsza o resztę, roznosi
        > mnie ta gitara. [7.5/10]

        Mnie też ;) Nie Rolling Stones, a David Bowie - Rebel Rebel (Diamond Dogs,
        1974).

        >
        > 02 - Dalej jesteśmy w krainie gitar. Rytmiczne, bujające, ale żeby do tańczen
        > ia...? Znam ten głos, ale nie wiem, z którego kościoła. W sumie bardzo ładne,
        a
        > le na dłuższą metę nudzi. [6/10]

        Można potańczyć przy tym, ja umiem! :) I będę zaskoczona jak mi powiesz, że
        znasz ten zespół - jest to Marion, piosenka Miyako Hideaway (Full Length Mix)
        (The Program, 1998). Głos wokalisty może przypominać, hm, Matta Bellamy'ego z
        Muse? Ja tam nie wiem, ale płytę The Program lubię bardzo w całości. Muse
        ogólnie nie za bardzo.

        > 03 - Hardcore'owe electro, coś jakby elektroniczny klon Karla Bartosa próbowa
        > ł zagrać muzykę latynoską. Generalnie nic specjalnego, ale im dłużej się
        słucha
        > , tym jest fajniejsze. [6.5/10]
        >

        No właśnie, generalnie nic specjalnego, ale.. ;) Dj Food - Half Step (Dr.
        Rockit Mix)(Refried Food, 1996)


        > 04 - Nie. Nie. Straight-forward (czwórka akordów, wokalistka krzyczy na jedną
        > nutę, wszystko aż do bólu w rytmie, lekkości i finezji zero) garage rock. W wi
        > ększej dawce bym nie zniósł. [5/10]


        Jeeej, toż to jest Pixies, fani Cię zlinczują ;)! Nie no, ja nigdy AŻ TAK
        bardzo nie lubiłam tego zespołu, choć ostatnio nawet często słucham. Gigantic,
        które umieściłam tu na składance, wpada w ucho bardzo. (Surfer Rosa, 1988)

        >
        > 05 - Lepiej zrobione, bogatsza produkcja, ale w sumie to samo, co powyżej...
        > [5.5/10]
        >

        Sama nie wiem dlaczego ta piosenka tak mi się podoba. Dziwię się sobie, bo
        słuchając tak sobie to w sumie nic takiego... a za mną chodziła tak, że musiałą
        się tu znaleźć. Pogibać się do niej też idzie w sumie. Ale żeby porównywać do
        Pixies..? ;) Pure Reason Revolution - In Aurelia (Cautionary Tales For The
        Brave, 2005)


        > 06 - "Checking out my wigwam." Just... wow! Dance punk, a mi się podoba. To j
        > est jakiś... Electric Six, czy coś? Albo Chumbawomba? Pewnie też bym nie
        zniósł
        > w większej dawce, ale jedną piosenkę, w dodatku ze świetnym riffem i autentycz
        > nie bujającą (takie umpa-umpa) - zawsze. [6.5/10]

        Znasz Blur? Pamietasz basistę? Tak, Alex James. To właśnie jego najnowszy
        projekt - Wigwam. Piosenka o tym samym tytule. Płyty jeszcze nie ma, ale pewnie
        też będzie się zwała tak samo i miała datę 2006 ;)

        > 07 - Skacz jak Stefan Hula. To samo, co poprzednio, tylko z drugiej strony -
        > taneczny utwór przybarwiony ostrymi gitarami. Nothing special. [5/10]

        Tu chodzi o dobra piosenkę do tańca, a nie masterpiece ;)) Nie no, żartuję, ale
        dla mnie to jest coś więcej niż nothing special :P Telepopmusik - Da Hoola
        (Genetic World 2000)


        > 08 - Ha! Ha ha ha! Bottle Rocket. Nie będę nic pisał, nie trzeba. Generalnie
        > pozycja obowiązkowa na każdej niezalowej imprezie powinna to być. [10/10]

        Mhm ;) Nie ma co dodawać, jedynie może, że z płyty Thunder Lightning Strike z
        2004 roku.

        >
        > 09 - Lekkie, karaibskie (?) rytmy. Klaskanie i dzwoneczki. Generalnie fajne,
        > chociaż brzmi bardziej jak muzyka relaksacyjna niż taneczna. Ale co nie brzmi
        j
        > ak muzyka relaksacyjna po Go!-Teamie...? W większej dawce byłoby pewnie
        jeszcze
        > fajniejsze; co to za płyta? [6/10]

        To Kraftwerk jest proszę państwa, płyta Ralf And Florian (1973). Musiało się
        znaleźć coś od nich, więc postawiłam na ten utwór, bo ma odpowiedni tytuł -
        Tanzmusik :)

        >
        > 10 - Sukie was a kid, she liked to hang out in the graveyard. Generalnie jeśl
        > i wcześniej nie byłem jeszcze przekonany co do genialności tego utworu, to
        tera
        > z już jestem. Generalnie to muszę przestać używa słowa "generalnie". [8.5/10]
        >

        Generalnie jestem tego samego zdania co Ty ;] (Belle And Sebastian - The Life
        Pursuit, 2006)


        > 11 - Tutaj miałem zagadkę. Pół piosenki skrobałem się w łepetynę, myśląc, gdz
        > ie to już słyszałem... a to przecież Nowa Pornografia. "Sing Me Spanish
        Techno"
        > . Średniak z "Twin Cinema". Ale nawet takiego średniaka zawsze słucha się
        przyj
        > emnie. No i do klimatu składanki pasuje, jak żaden. [7/10]


        Średniak z "Twin Cinema", oja! Średniak! Kocham ten kawałek, a ten mówi, że to
        taki średniak ;) Do tańczenia się nadaje i ogólnie świetnie można się bawić
        przy tym. (Twin Cinema, 2005)


        >
        > 12 - Coś w deseń utworu #1, ale słabsze. [6/10]

        Bo ja bardzo lubię ten utwór bo jest taki, jak tytuł, Rocks ;) Primal Scream,
        album Give Out But Don't Give Up (1994).

        >
        > 13 - Generalnie to... Znaczy, zasadniczo... Nie, muszę się całkowicie oduczyć
        > ! Od nowa:
        > Co prawda wolałbym, żeby cały utwór był taki, jak pierwszych 20 sekund, ale t
        > ym, co jest, również nie pogardzę. Łagodny nu-jazzik... a może już smooth
        jazzi
        > k? Raczej nie do tańczenia, ale dla mnie to akurat nie jest wielki problem.
        Moż
        > e lecieć bez przerwy. [6.5/10]

        No taki jazzik, taki trip-hopik trochę :) Warto bardzo całą płytę poznać.
        Zespół Nightmares On Wax, piosenka Morse, płyta Carboot Soul, rok 1999 ;)

        >
        > 14 - Fuck. Normalnie fuck. Synth-pop, jakiś znany, albo piosenka, albo sam ze
        > spół. Ale nie, nie wiem, co to. Z zaskoczenia mnie złapało i nie chce puścić,
        b
        > ędę sobie teraz łaził i nucił, albo słuchał po pięć razy pod rząd. I to mimo
        te
        > j obleśnej baby w chórkach. [7.5/10]


        Obleśna baba w chórkach LOL :D Znany, znany, bo to New Order - Guilt is a
        Useless Emotion (Waiting For The Sirens Call, 2005)

        >
        > 15 - And here's a story about... being free? Ja to gdzieś słyszałem...? Anywa
        > ys, muzycznie - nudy. Dość proste techno, bez większych udziwnień. Rozkręca
        się
        > pod koniec, but still... [6/10]
        >

        Proste techno.. proste techno... w sumie wybrałam niewłaściwą piosenkę. Jednak.
        Bo to jest Dj Shadow. Dj Shadow, ten mistrz (no co, recenzja jest bardzo
        subiektywna), który nagrał Endtroducing... a jak się nie zna Endtroducing...,
        to trzeba koniecznie poznać. Ale tu mamy do czynienia z You Can’t Go Home
        Again. Muszę dodać, że bardzo lubię tą piosenkę i nie nazwałabym ją prostym
        technem <foch> ;) (The Private Press, 2002)


        > 16 - Coś jakby Ian Brown, ale to nie on. Przyjemne, ale nic specjalnego. [6/1
        > 0]

        Ian Brown tak, ale nie solo. Razem z UNKLE. Myślę, że przyjemnie tak puścić tą
        piosenkę na koniec party, kiedy wszyscy wychodzą. A utwór zwie się Be There i
        jest z Be There EP, rok chyba 2003, nie chce mi się sprawdzać ;>

        >
        > Tym razem co prawda nie spotkało mnie jakieś większe objawienie podczas słuch
        > ania, bo wszystkie najgenialniejsze fragmenty składanki już wcześniej znałem
        (
        > :D )... ale nie szkodzi. Parę razy świetnie ustawiona kolejność utworów -
        numer
        > y 13 i 14 mnie np. kompletnie zabiły - po tym pierwszym podświadomie miałem
        och
        > otę na coś bardziej żywego i... no, kurde, podły spisek, żeby mi się 14-ka
        spod
        > obała to jest!
        >

        Ano ;) Szkoda, że znałeś te najlepsze utwory :P

        > Przyznam, że mimo wszystko bardziej zainteresowały mnie (abstrahując już od i
        > ch jakości) numery gitarowe, niż "elektroniczno-taneczne". Po części może
        dlate
        > go, że te ostatnie nie są zbyt taneczne, raczej takie leniwe, do słuchania.
        Gen
        > eralnie miałem w pewnym momencie nadzieję na coś bardziej rockowego, z nie
        moic
        > h rejonów... ale też i nie narzekam, bardzo fajnie się słuchało. Dzięki
        wielkie
        > ! :)
        >

        Miło mi, że się mimo wszystko podobało, cieszę się bardzo ;) Przyznam, że
        miałam dość mało czasu na dopracowanie składanki, mniej bynajmniej, niż na
        poprzednie
        • digsa Re: C'mon, dens! *_* 20.03.06, 19:39
          urwało of korz.



          Miło mi, że się mimo wszystko podobało, cieszę się bardzo ;) Przyznam, że
          miałam dość mało czasu na dopracowanie składanki, mniej bynajmniej, niż na
          poprzednie… i ten temat taki.. w post :D Nie no, chodzi też o to, że ostatnio
          słucham raczej właśnie takiego trip-hopu i czilałtowych brzmień, mniej
          rockowych, dlatego taki leniwy momentami ten składak jest. Cieszę się
          pozytywną recenzją i pozdrawiam serdecznie również ;) Mam nadzieje, że okladka
          się podobała :P

          C’mon, dens! *_*

          1 David Bowie - Rebel Rebel (Diamond Dogs, 1974).
          2 Marion - Miyako Hideaway (Full Length Mix) (The Program, 1998).
          3 Dj Food - Half Step (Dr. Rockit Mix) (Refried Food, 1996)
          4 Pixies – Gigantic (Surfer Rosa, 1988)
          5 Pure Reason Revolution - In Aurelia (Cautionary Tales For The Brave, 2005)
          6 Wigwam – Wigwam (..)
          7 Telepopmusik - Da Hoola (Genetic World 2000)
          8 The Go! Team - Bottle Rocket (Thunder Lightning Strike, 2004)
          9 Kraftwerk – Tanzmusik (Ralf And Florian 1973).
          10 Belle And Sebastian – Sukie In The Graveyard (The Life Pursuit, 2006)
          11 The New Pornographers - Sing Me Spanish Techno (Twin Cinema, 2005)
          12 Primal Scream – Rocks (Give Out But Don't Give Up (1994)
          13 Nightmares On Wax – Morse (Carboot Soul, 1999 )
          14 New Order - Guilt is a Useless Emotion (Waiting For The Sirens Call, 2005)
          15 Dj Shadow – You Can’t Go Home Again (The Private Press, 2002)
          16 UNKLE - Be There (Be There EP)

          Za jakiekolwiek błędy przepraszam :>
          • digsa Re: C'mon, dens! *_* 20.03.06, 19:50
            Zapomniało mi sie dodać, że recenzja składanki, którą dostałam będzie, mam
            nadzieję, jeszcze w tym tygodniu. Mam trochę do nauki raczej, a w piątek, jak
            mi pasuje, to mnie nie ma. Postaram się bardzo napisać do czwartku, ale jak nie
            wyjdzie, to będzie później :>
        • roar Re: C'mon, dens! *_* 20.03.06, 20:38
          digsa napisała:

          > To Kraftwerk jest proszę państwa, płyta Ralf And Florian (1973). Musiało się
          > znaleźć coś od nich, więc postawiłam na ten utwór, bo ma odpowiedni tytuł -
          > Tanzmusik :)

          ...Mein Gott! Szok! Kompletny szok! Toż to brzmi jak wczoraj nagrane!

          Generalnie spalam się ze wstydu, że nie znam żadnych ich nagrań sprzed Autobahn, i idę nadrobić zaległości, bo widzę, że trzeba koniecznie.

          > Średniak z "Twin Cinema", oja! Średniak!

          Ech, no, nie chcę się w sumie kłócić, ale w porównaniu do "Bleeding Heart Show" to właściwie wszystko jest średnie... Poza tym - to żadna ujma być średnim utworem na świetnej płycie.

          > Znany, znany, bo to New Order - Guilt is a Useless Emotion (Waiting For The
          > Sirens Call, 2005)

          No tak coś czułem... Słuchałem tego rok temu, ale nie przypadło mi wtedy do gustu, trzeba będzie wrócić...

          > Proste techno.. proste techno... w sumie wybrałam niewłaściwą piosenkę. Jednak.
          >
          > Bo to jest Dj Shadow.

          ...cały wic w tym, że ja DJ Shadowa nie lubię. Ani trochę. ...Endtroducing słuchałem i wynudziłem się setnie...

          W ogóle lista artystów, którzy mi kompletnie nie leżą, jest na tej składance długa - Telepopmusic, Nightmares on Wax, U.N.K.L.E... Tym większy respekt, że efektu końcowego mogłem słuchać bez większego bólu, a nawet wręcz przeciwnie. ;D (Nightmares on Wax nawet chyba dam kolejną szansę, pewnie źle trafiłem za pierwszym razem (Mind Elevation).)

          > Mam nadzieje, że okladka się podobała :P

          No ba.
        • libertine Re: C'mon, dens! *_* 20.03.06, 21:15
          digsa napisała:

          > Znasz Blur? Pamietasz basistę? Tak, Alex James. To właśnie jego najnowszy
          > projekt - Wigwam. Piosenka o tym samym tytule. Płyty jeszcze nie ma, ale pewnie
          >
          > też będzie się zwała tak samo i miała datę 2006 ;)

          a mogłabyś ten wigwam jakoś udostępnić?
          • digsa Re: C'mon, dens! *_* 21.03.06, 18:10
            >
            > a mogłabyś ten wigwam jakoś udostępnić?
            >

            Trzeba było odwiedzać na bieżąco parklife.pl, tam było wszystko :> bo ja bym
            chętnie to udostpniła, ale mój internet mi na to nie pozwala :/
            • libertine Re: C'mon, dens! *_* 21.03.06, 21:26
              digsa napisała:
              > Trzeba było odwiedzać na bieżąco parklife.pl, tam było wszystko :> bo ja b
              > ym
              > chętnie to udostpniła, ale mój internet mi na to nie pozwala :/

              no trudno... następnym razem daj znać, jak takie cudawianki odnajdziesz :)
              • roar Re: C'mon, dens! *_* 21.03.06, 23:03
                libertine napisał:

                > digsa napisała:
                > > bo ja bym
                > > chętnie to udostpniła, ale mój internet mi na to nie pozwala :/
                >
                > no trudno... następnym razem daj znać, jak takie cudawianki odnajdziesz :)

                Tak do mnie dotarło właśnie, że akurat mój internet pozwala, toteż:

                Proszę bardzo. :D
    • polleke Dostałam 20.03.06, 21:16
      Dzisiaj, dwie płyty. Jedną od DJ-a z Warszawy - myślę, że moja klata
      wytrzyma :), a druga to zwrot składanki by Polleke, bo w adresie był błąd (eee,
      brak ulicy i numeru). Gorzej, że koperta jest otwarta, pudełko połamane i brak
      wkładki, którą własnoręcznie wykonałam w pocie czoła. *barrrrdzo zła*. Ech.
      ~stek przekleństw~
      • mechanikk Re: Dostałam 21.03.06, 18:15
        > brak
        > wkładki, którą własnoręcznie wykonałam w pocie czoła. *barrrrdzo zła*. Ech.
        > ~stek przekleństw~

        Jezu, co za dziadostwo. Chyba trzeba z bejzbolem na pocztę zawitać.
        • pop_up Re: Dostałam 21.03.06, 19:18
          > Jezu, co za dziadostwo. Chyba trzeba z bejzbolem na pocztę zawitać

          dobry pomysł już dawno miałem taki zamiar
          Do mnie też jeszcze nie doszła:( No chyba że mojemu swapowiczowi nagrywarka się
          popsuła to wybaczam
    • janek0 ha ! dostałem, dostałem ! 21.03.06, 19:23
      Z Torunia. Dziękuję. Rewju wkrótce.
    • pagaj_75 Kamą kamą czyli indipopnajt 22.03.06, 20:46
      Dwa razy byłem z kólegą administratorem SF na imprezach z cyklu Indie Pop Night,
      więc gdy zobaczyłem na kopercie nazwisko nadawczyni, to wiedziałem czego z
      grubsza się spodziewać, no i obyło się bez zaskoczeń. Gdybym śledził uważnie
      wszelkie indi-hajpy, to pewnie znałbym prawie wszystkie kawałki, bo odnoszę
      wrażenie, że koleżanka po prostu przygotowała żelazny zestaw ulubionych hitów,
      nie starając się na siłę zadziwiać słuchacza jakimiś wynalazkami. I chwała jej.
      Tylko, że ja tych hajpów nie śledzę, więc prawie nic nie znam. Wprawdzie na
      płycie jest CD-TEXT, ale korzystanie z googla uważam za niesportowe zachowanie
      odbierające satysfakcję układającemu zestaw, więc nie szukałem.
      A oto wyniki kilkukrotnych przesłuchań i werdykt jury:

      1) The Von Bondies "C'mon C'mon", czyli Anna Gacek szaleje, a ja na razie lekko
      kiwam głową i sączę browar. Sam nie wiem czy lubię ten kawałek czy nie. Być może
      jestem uprzedzony tą wrzawą jaką tu i ówdzie wokół nich zrobiono. Bo chyba
      jednak nie zasłużyli. Na szczęście to tylko 2 minuty.

      2) "24 Hour Party People" - tak się nazywa piosenka, no i film, którego nigdy
      nie widziałem, czego żałuję... Yyyyy <grzebie głęboko w pamięci> - Happy
      Mondays, tak? Całkiem fajne - buja, na imprezie pewnie zmuszałoby łapy do
      klaskania. Tylko po klawiszach słychać, że to już lekko historyczne jest ;) Sam
      się dziwię, że mi się podoba. Gibię się na całego.

      3) Hmmm... a przy tym nie wiem czy dałbym radę zatańczyć, ale rzecz pewnie
      sprawdziłaby się na imprezie bardziej siedzącej, albo jako jakiś wypełniacz,
      chociaż piosenka jest niczego sobie. Zwłaszcza w refrenie, kiedy pojawia się
      fajna ściana dźwięku. No i głos wokalistki nieprzyjemny nie jest ;) Zauważam
      punkt wspólny z poprzednikiem - też w pewnym momencie pojawia się podobnie
      przetworzony elektronicznie głos. Da się słuchać ;)

      4) O, trzaski winylowe jako efekt specjalny, ale żadna tam elektronika czy
      hiphop, tylko gitary i cała reszta. Nevermind. Niezłe to do takiego leniwego
      bujania, ewentualnie lekkiej przytulanki. Milusie.

      5) A tutaj niestety aż 5 minut nudy. Nie bierze mnie to. Ani jakiejś
      błyskotliwej melodii, ani ciekawiącej aranżacji. Ale szybki, miarowy rytm, więc
      chociaż poskakać można.

      6) Wow, a to naprawdę fajnie startuje elektronicznym bitem i takimiż efektami w
      tle. Do tego całkiem przyjemna melodia wyśpiewana przez może średnią wokalnie
      panią, ale co tam. Litościwie pominę również niby-house'owe piano w końcówce
      (takie zagrywki to się prawie 20 lat temu robiło, a kawałek brzmi na w miarę
      świeży). Jest naprawdę nieźle, zwłaszcza na tle poprzedniego kawałka.

      7) Trochę mi się kojarzy z Ladytronem z ostatniej płyty (tylko tą znam), ale
      śpiewa facet, więc to raczej nie oni. Ale generalnie lata '80. (wokalista
      momentami przypomina Midge'a Ure'a) stuningowane do potrzeb indie-popu lat '00.
      Nawet daje radę, ale słuchać na repeacie bym nie mógł.

      8) Goldfrapp "Number One" - ha, przez moment miałem to na swojej składance, ale
      zastąpiłem innym kawałkiem. Mój ulubiony fragment ich ostatniej płyty. Czy to
      jakaś wersja singlowa? Bo z płyty mi to brzmiało trochę inaczej...

      9) A tu popadłem w rozkminę... indie r'n'b? :) Niewąptliwie biały śpiewa,
      produkcja też zahaczająca raczej o rejony białasów z laptopami, ale całość ma
      lekki posmak czarnej muzyki, ale raczej tej komercyjnej i niestrawnej dla mnie.
      Taki sobie pop.

      10) Uuuch, to co robi pani za mikrofonem lekko zwierzęce jest. Brzmi ździebko
      jak Siouxsie (a może to ona?) Do tego funkujący bas, prosty ale skuteczny rytm i
      stary Pagaj wycina hołubce na parkiecie. Trochę mi się kojarzy z dyskotekowym
      Blondie. Yes! Yes! Yes! ((C) Kazimierz Marcinkiewicz)

      11) No i proszę - jest Blondie, "Atomic". Ech, łezka się kręci jak sobie wspomnę
      czasy kiedy pod strzechy polskie dotarła MTV i oglądało się klip do tej piosenki
      (a w nim wiadomo - Debbie jeszcze w niezłej formie). Hołubce trwają.

      12) Nie wiem co o tym myśleć. Ot, takie sobie gitarowe granie (z obciachowymi
      organami w refrenie), chyba brytyjskie. W sumie może być, ale szaleństwa nie
      wywołuje.

      13) Oh yeah! Obowiązkowy punkt programu każdego indipopnajt, czyli Pulp. "Disco
      2000" - jest git, wracam na densflor.

      14) Jakiś dziewczyński punk. W sumie, z braku "Anarchy in the UK", można i przy
      tym popogować. Ale nie jest to muzyka, której bym słuchał w domu. Za stary się
      czuję na to.

      15) Znowu brytole z gitarami i podobnie jak przy numerze 12 chyba odsapnę
      podpierając ścianę.

      16) Tym razem gitary są chyba z drugiej strony wielkiej kałuży, ale efekt
      podobny. Dla mnie takie piosenki szybko zlewają się w jedną i nawet jeśli na
      początku mi się podobają, to i tak szybko o nich zapominam. Too bad.

      17) Przestery, dysonanse, bębni automat, męski wokal schowany gdzieś w tle,
      melodia w porządku. Jest ciut ciekawiej niż w dwóch poprzednich numerach, ale
      nie wiem czy chciałbym poznać całą płytę.

      18) A tu już powoli zbliżamy się do końca imprezy - zaczynają się chóralne
      zaśpiewy (żeńskie, żeby było śmieszniej) do uspokojającego rytmu. Ot, takie do
      pokiwania się przy stole po spożyciu ;) Może być, głównie ze względu na ciekawe
      smaczki smykowo-dmuchane.

      19) Powoli zacząłem tracić nadzieję, że coś ciekawego dla mnie wydarzy się
      jeszcze, ale przebudziłem się przy tym kawałku. Wprawdzie żadna rewelacja, ale
      fajny kawałek do wspólnego śpiewania przy tym kiwaniu się po spożyciu. Fajna
      solówka gitarowa.

      20) Zbieramy zabawki i do domu. Kolejny utwór bez specjalnej historii jak dla
      mnie. Jest spoko, dobry jako zakończenie, ale nie zapada mi w pamięć.


      Podsumowując: było naprawdę fajnie (z przerwami na papierosa) tak do numeru 14,
      a potem trochę siadło. Ale i tak dziękuję, szczególnie za numery 2, 3, 4, 6 i 10
      (ulubiony) oraz te 4 kawałki, które już znałem (4/20 to i tak niezły wynik,
      biorąc pod uwagę, że to nie moja bajka).
      A teraz proszę Ayyę o ujawnienie szczegółów ;)
      • ayya Re: Kamą kamą czyli indipopnajt 23.03.06, 18:53
        Ja się tak nie bawię, dlaczego wszyscy zawsze wiedzą, że to ja :P

        Najpierw na swoją obronę powiem tyle, że ja na tańczeniu nie znam się w ogóle,
        na imprezach zazwyczaj zajmuję strategiczne miejsce przy barze. W związku z tym
        z góry założyłam, że zrobie beznadziejną składankę, a jak dowiedziałam się, kto
        będzie tym szczęściarzem to i tak nawet nie siliłam się na ambicję wymyślania
        czegoś niezwykłego, bo znając gust kol. Pagaja stwierdziłam, że są małe szanse,
        że trafię w coś odpowiedniego :>>> Wybrałam więc przeważnie rzeczy nowe,
        których przynajmniej zapewne często nie słucha :)

        > 1) The Von Bondies "C'mon C'mon", czyli Anna Gacek
        To był dobry opener :P

        > 2) "24 Hour Party People" - tak się nazywa piosenka, no i film, którego nigdy
        > nie widziałem, czego żałuję... Yyyyy <grzebie głęboko w pamięci> - Happ
        > y
        > Mondays, tak?
        Tak, nie wyobrażałam sobie tej składanki bez jakiegoś ich kawałka.

        > 3) Hmmm... a przy tym nie wiem czy dałbym radę zatańczyć
        To Lali Puna. Byłam na koncercie i sprawdziłam w praktyce - da się tańczyć, bo
        widziałam, że robią to inni, nie ja :P

        > 4) O, trzaski winylowe jako efekt specjalny, ale żadna tam elektronika czy
        > hiphop, tylko gitary i cała reszta. Nevermind. Niezłe to do takiego leniwego
        > bujania, ewentualnie lekkiej przytulanki. Milusie.
        To taki czilautowy przerywnik miał być pod postacią Grand National z
        płyty "Kicking The National Habit" :]

        > 5) A tutaj niestety aż 5 minut nudy.
        Ejjj, to Bloc Party z płyty z remixami. "This Modern Love" to jedna z
        fajniejszych aranżacji z tego krążka.

        > 6) Wow, a to naprawdę fajnie startuje elektronicznym bitem i takimiż efektami
        > w tle.
        To zeszłoroczne Out Hud. Rewelacja pod względem walorów tanecznych. Docenili
        nawet na Piczu :P

        > 7) Trochę mi się kojarzy z Ladytronem z ostatniej płyty (tylko tą znam), ale
        > śpiewa facet, więc to raczej nie oni. Ale generalnie lata '80. (wokalista
        > momentami przypomina Midge'a Ure'a) stuningowane do potrzeb indie-popu
        lat '00.
        > Nawet daje radę, ale słuchać na repeacie bym nie mógł.
        To strasznie wieśniacki remix "Mr Brightside" The Killers. Nie mogłam się
        powstrzymać :DD

        > 8) Goldfrapp "Number One". Mój ulubiony fragment ich ostatniej płyty.
        Mój też :)To chyba wersja z singla, może dlatego brzmi inaczej.

        > 9) A tu popadłem w rozkminę... indie r'n'b? :)
        DJ Shadow to chyba nie r'n'b, ale ja sie nie znam :)) Tutaj akurat zabrał się
        za kawałek Keane "We Might As Well Be Strangers".

        > 10) Uuuch, to co robi pani za mikrofonem lekko zwierzęce jest. Yes! Yes! Yes!
        No prawie zgadłeś, bo to Yeah Yeah Yeahs "Y Control" w remixie Faint :))

        > 11) No i proszę - jest Blondie, "Atomic".
        Wszystko się zgadza, poza tym, że to Sleeper z muzyki do "Trainspottingu".

        > 12) Nie wiem co o tym myśleć. Ot, takie sobie gitarowe granie (z obciachowymi
        > organami w refrenie), chyba brytyjskie. W sumie może być, ale szaleństwa nie
        > wywołuje.
        "Bandages" Hot Hot Heat fajne jest i na parkiet jak najbardziej się nadaje :)

        > 13) Oh yeah! Obowiązkowy punkt programu każdego indipopnajt, czyli
        Pulp. "Disco
        > 2000" - jest git, wracam na densflor.
        Nawet mi się zdarzało przy tym tańczyć :>

        > 14) Jakiś dziewczyński punk.
        Tytuł płyty "At The Club" Kenickie zobowiązuje :)

        > 15) Znowu brytole z gitarami i podobnie jak przy numerze 12 chyba odsapnę
        > podpierając ścianę.
        Dogs Die In Hot Cars i "Lounger". Faktycznie za stary jesteś ;PPP

        > 16) Tym razem gitary są chyba z drugiej strony wielkiej kałuży
        Nie wiem, skąd są, ale to jeden z najfajniejszych imprezowaych kawałków, jaki
        słyszałam w ostatnim czasie.

        > 17) Przestery, dysonanse, bębni automat, męski wokal schowany gdzieś w tle,
        > melodia w porządku. Jest ciut ciekawiej niż w dwóch poprzednich numerach, ale
        > nie wiem czy chciałbym poznać całą płytę.
        W Szwecji bawią się inaczej na indie imprezach, stąd Radio Dept.

        > 18) A tu już powoli zbliżamy się do końca imprezy - zaczynają się chóralne
        > zaśpiewy (żeńskie, żeby było śmieszniej) do uspokojającego rytmu.
        Tytuł zadecydował o tym, że ta piosenka się tu znalazła: "Good Dancers" i
        niejaki Sleepy Jackson.

        > 19) Powoli zacząłem tracić nadzieję, że coś ciekawego dla mnie wydarzy się
        > jeszcze, ale przebudziłem się przy tym kawałku. Wprawdzie żadna rewelacja, ale
        > fajny kawałek do wspólnego śpiewania przy tym kiwaniu się po spożyciu. Fajna
        > solówka gitarowa.
        Chyba masz minusa u Ilhana, dlatego, że się nie zachwyciłeś, bo to "That's
        Really Super, Supergirl" XTC :P

        > 20) Zbieramy zabawki i do domu. Kolejny utwór bez specjalnej historii jak dla
        > mnie. Jest spoko, dobry jako zakończenie, ale nie zapada mi w pamięć.
        To chyba jeden z ciekawszy singli Badly Drawn Boya "Disillusion". Szkoda, że
        się nie spodobało.

        Mam nadzieję, że się choć trochę spodobało :) Naprawdę nie znam się na muzyce
        tanecznej i jakieś ambitne electro w moim wykonaniu wyglądałoby conajmniej
        dziwnie, a tak było przynajmniej bezboleśnie chyba :))

        Tracklista:
        1. The Von Bondies - C'mon C'mon (Pawn Shoppe Heart, 2004)
        2. Happy Mondays - 24 Hour Party People (24 Hour Party People OST, 2002)
        3. Lali Puna - Micronomic (Faking The Books, 2004)
        4. Grand National - Peanut Dreams (Kicking The National Habit, 2004)
        5. Bloc Party - This Modern Love (Dave P. and Adam Sparkle's Making Time Remix)
        (Silent Alarm Remixed, 2005)
        6. Out Hud - It's For You (Let Us Never Speak of it Again, 2005)
        7. The Killers - Mr Brightside (Jacques Lu Cont Remix)
        8. Goldfrapp - Number 1 (Supernature, 2005)
        9. Keane - We Might As Well Be Strangers (DJ Shadow Mix)
        10. Yeah Yeah Yeahs - Y Control (Faint Remix)
        11. Sleeper - Atomic (Trainspotting OST, 1996)
        12. Hot Hot Heat - Bandages (Make Up The Breakdown, 2002)
        13. Pulp - Disco 2000 (Different Class, 1995)
        14. Kenickie - Punka (At The Club, 1997)
        15. Dogs Die In Hot Cars - Lounger (Please Describe Yourself, 2004)
        16. The Features - Blow It Out (Exhibit A, 2003)
        17. Radio Dept. - Why Won't You Talk About It (Lesser Matters, 2003)
        18. Sleepy Jackson - Good Dancers (Lovers, 2003)
        19. XTC - That's Really Super, Supergirl (Skylarking, 1986)
        20. Badly Drawn Boy - Disillusion (The Hour Of Bewilderbeast, 2000)
        • pagaj_75 Re: Kamą kamą czyli indipopnajt 23.03.06, 19:21
          ayya napisała:

          > > 3) Hmmm... a przy tym nie wiem czy dałbym radę zatańczyć
          > To Lali Puna. Byłam na koncercie i sprawdziłam w praktyce - da się tańczyć, bo
          > widziałam, że robią to inni, nie ja :P

          A wiesz, że ostatnio mam ich na liście do rozponania (lista długa, więc gdzieś
          tam daleko się pałętają), a teraz mam motywację :)

          > > 5) A tutaj niestety aż 5 minut nudy.
          > Ejjj, to Bloc Party z płyty z remixami. "This Modern Love" to jedna z
          > fajniejszych aranżacji z tego krążka.

          Hmmm... No to naprawdę nie rozumiem zachwytów nad tą kapelą. No chyba, że
          remiksator zawinił.

          > To strasznie wieśniacki remix "Mr Brightside" The Killers. Nie mogłam się
          > powstrzymać :DD

          Najbardziej przy tej składance bałem się tego, że nie mając żadnej świadomości
          czego słucham zachwycę się jakąś kapelą, którą generalnie disuję na podstawie
          czegoś zasłyszanego gdzieś tam. No i w tym przypadku PRAWIE tak się stało.
          Jednak chyba miałem nosa. ;)

          > > 9) A tu popadłem w rozkminę... indie r'n'b? :)
          > DJ Shadow to chyba nie r'n'b, ale ja sie nie znam :)) Tutaj akurat zabrał się
          > za kawałek Keane "We Might As Well Be Strangers".

          Słabe to jest, naprawdę, co ja poradzę. I Shadow tego raczej nie poprawił :/

          > No prawie zgadłeś, bo to Yeah Yeah Yeahs "Y Control" w remixie Faint :))

          I tu właśnie zdarzyło się to o czym pisałem przy The Killers. Przecież to, co do
          tej pory słyszałem tej kapeli było ch**jowe na maksa. Może tym razem remiksator
          się postarał? ;P Ogólnie: szok i lekki blamaż.

          > > 11) No i proszę - jest Blondie, "Atomic".
          > Wszystko się zgadza, poza tym, że to Sleeper z muzyki do "Trainspottingu".

          Matko. Przeca wokal podrobiony niemal idealnie... <zgroza> Ale ja dawno
          oryginału nie słyszałem, więc jako stary dziad mogę się zasłonić miażdżycą ;))

          > Chyba masz minusa u Ilhana, dlatego, że się nie zachwyciłeś, bo to "That's
          > Really Super, Supergirl" XTC :P

          Zachwycić to może faktycznie się nie zachwyciłem i nawet nie mogę uderzyć w to,
          że to może z jakiejś słabszej płyty XTC, bo widzę, że Ilhan "Skylarking"
          generalnie hajpuje. Mam przerąbane. Ale wspomniałem, że na tle reszty końcówki
          składanki się wyróżnia, więc może Iluś mnie nie zabije tak na śmierć. Na wszelki
          wypadek posłucham jeszcze 15 razy, może doznam.

          > To chyba jeden z ciekawszy singli Badly Drawn Boya "Disillusion". Szkoda, że
          > się nie spodobało.

          Słabo znam BDB, ale słyszałem ze 2 lepsze jego piosenki :/

          > Mam nadzieję, że się choć trochę spodobało :) Naprawdę nie znam się na muzyce
          > tanecznej i jakieś ambitne electro w moim wykonaniu wyglądałoby conajmniej
          > dziwnie, a tak było przynajmniej bezboleśnie chyba :))

          Nie no, fajnie było. Dzięki jeszcze raz.
          • pagaj_75 Yeah Yeah Yeahs 23.03.06, 20:21
            pagaj_75 napisał:

            > Może tym razem remiksator się postarał? ;P Ogólnie: szok i lekki blamaż.

            No to już wiem: to jednak zasługa autora (-ów?) remiksu. Naprawdę byłem gotów
            zrewidować swoje poglądy na muzykę YYY i ściągnąłem albumową wersję "Y Control"
            i... rozczarowanie. Niemrawe, przyciężkie, nawet wokal jakiś jęczący boleśnie.
            Ten remiks to dowód na to, że ze wszystkiego da się zrobić coś fajnego.
          • ayya Re: Kamą kamą czyli indipopnajt 23.03.06, 20:38
            > A wiesz, że ostatnio mam ich na liście do rozponania (lista długa, więc gdzieś
            > tam daleko się pałętają), a teraz mam motywację :)

            No warto:)

            > Najbardziej przy tej składance bałem się tego, że nie mając żadnej świadomości
            > czego słucham zachwycę się jakąś kapelą, którą generalnie disuję na podstawie
            > czegoś zasłyszanego gdzieś tam. No i w tym przypadku PRAWIE tak się stało.
            > Jednak chyba miałem nosa. ;)

            To byłby chyba dopiero blamaż, bo to remix z serii, jak przypasować coś do
            masowej dyskoteki w mieście poniżej 50 tys mieszkańców ;PPP

            > > za kawałek Keane "We Might As Well Be Strangers".
            >
            > Słabe to jest, naprawdę, co ja poradzę. I Shadow tego raczej nie poprawił :/

            Zważywszy na to, że w oryginale to jest ballada, to nie jet źle. Poza tym ja
            mam słabość do Keane :>>>

            I tu właśnie zdarzyło się to o czym pisałem przy The Killers. Przecież to, co d
            > o
            > tej pory słyszałem tej kapeli było ch**jowe na maksa. Może tym razem
            remiksator
            > się postarał? ;P Ogólnie: szok i lekki blamaż.

            Dramatyzujesz :P Różnica nie jest taka wielka, tempo i melodia takie same,
            przez jakieś elektroniczne wstawki i wokal Karen O wzięty z akustycznej wersji
            tego kawałka tylko zmienił się ten numer.

            > Matko. Przeca wokal podrobiony niemal idealnie... <zgroza> Ale ja dawno
            > oryginału nie słyszałem, więc jako stary dziad mogę się zasłonić miażdżycą ;))

            Widać, że oryginału dawno nie słyszałeś, bo różnica jest mimo wszystko
            jakościowo dość spora - wokalu rzecz jasna :)

            > Nie no, fajnie było. Dzięki jeszcze raz.

            Proszę bardzo :))
          • nemrrod Re: Kamą kamą czyli indipopnajt 23.03.06, 22:43
            pagaj_75 napisał:

            [Lali Puna]
            > A wiesz, że ostatnio mam ich na liście do rozponania (lista długa, więc gdzieś
            > tam daleko się pałętają), a teraz mam motywację :)

            Pagaj jeszcze nie rozpoznał Lali Puny ?!? Dwie pierwsze płyty raczej się
            powinno. Natomiast Ayya dała najgorszy ich kawałek, jaki słyszałem, który
            zniechęcił mnie do poznania całego "Faking The Books".
            • ayya Re: Kamą kamą czyli indipopnajt 24.03.06, 17:18
              nemrrod napisał:

              > Natomiast Ayya dała najgorszy ich kawałek, jaki słyszałem, który
              > zniechęcił mnie do poznania całego "Faking The Books".

              Obok kawałka tytułowego, "Micronomic" jest moim ulubionym z tej płyty.
    • obly Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 09:05
      „Impreza, Siedzimy przyszliśmy posłuchać muzy”
      No nie sądzę przy pewnej ilości muzy nie da się wysiedzieć i będzie skakane oj
      będzie skakane ;)))
      Ogólnie:
      Autor jest ma zadatki na klasycznego DJ, można powiedzieć że zrobił autorski
      set DJ-ski spójny i imprezowy jak diabli mimo kilku przemyconych bardziej
      wełnianych fragmentów ale to kumam że to przerwy na uzupełnienie płynów i każdy
      kawałek ma swoje miejsce. Kawałki są poprzetykane „autorskimi”
      atmosferomejkerami – ale to trzeba posłuchać ;)) Zresztą ostatnio may friend
      jedna dała mi składaka który również miał wstawki… ale to już inna story. Ten
      składak na impry rockowe ma jakby trzy części, spójny młot rytmu na początek z
      gitarowymi wariacjami a potem przesiadywanie przy drineczku przy barze i
      kiwanie stopą, a potem żarty, hasanie by lec pod stołem i zatopić się w
      kosmicznych pejzażach, jakby ilustrowanie stanu postępu nadwątlenia wątroby
      procentażem ze szkieł. Ostatnie kawałki to powrót do domu. Klimat jest spójny i
      dobrany rytmicznie jest jakby opowiedzeniem pewnej imprezki.
      Atmosferę robią zajawy – sądząc z głosu nie chcę podejrzewać żę jest to głos
      Ilhana (który się do popełnienia tego składaka przyznał) ciekawym skąd to. Nie
      będę udawał, że to moje klimaty wszystko, część tak, część jest przeze mnie
      omijana, ale to nie jest ważne. Znowu zapuszczam się w rejony brytyjskiego
      gitarowego gąszczu. Jest to raczej męska impreza bez przytulanek i „misiu nie
      depcz mi po nogach” a same tańce to raczej podskakiwanie. Raczej dla grzecznych
      chłopców. Nie będzie wybijania szyb.

      01 – rewelacja najlepszy kawałek, jaki tutaj ucho me złapało i z chęcią dowiem
      się, kto go siekał, bo zacny jak nic, gitary przecudnej urody na elektryzującym
      beacie.
      02 – elektro punk clash – bardzo bardzo, taniec na całego. kompletnie nie wiem
      kto to ale frazy znane mi są z ucha.
      03- Blur - entertain me - wiedziałem że blur, fajny basik jest. Ogólnie nie
      słucham, tutaj pasuje jak nic.
      04 – punk dance music – sprytna gitarka – wesoły „punk” rock – basik na równym
      poziomie wycina ósemki. Wszystko podporządkowane rifowi jednemu który polega na
      zchodzeniu w górę i schodzeniu w dół– mnóstwo energii
      05 – taka kapelka udajaca dalekowschodnie U2 z pnącym się leniwie wokalem.
      Podelektryzowane na potrzeby parkietów. Fajne, ale nie wiedziałbym jak to
      tańczyc. Utwór jakby mówił „idz do baru ochłoń, napij się chłopie, bo
      wyparujesz” i głos z zajawy: „wszystko spoko jest, mnie się akurat wszystko
      podoba (tajemnica stopki Ilhana się tu wyjaśna moi drodzy)
      06 – wokal jak Talking Heads – a muza sam początek coś jakby kopia The Doora
      potem wbija się w swoje rejony – raczej spokojny taniec albo kiwanie się przy
      barze i oglądanie błyskających pup kuso odzianych podskakujących lasek. Bardzo
      fajny kawałek.
      07 – u know that I…. i wszystko jasne (dla wszystkich oprócz mnie) – po
      siedzeniu przy barze znowu ostro hasamy – tzn jest to BARDZO ZNANY KAWAŁEK
      którego kojarzę ale nie z autorem konkretnym. Łyk czegoś mocnego nie zaszkodzi.
      09 – Afro Kolektyw – Karl Malone –– To taki typowy meski szowinistyczny taniec
      ze skandowaniem „gówno jeździ po nas”, po którym nic już nie jest takie samo,
      jeden z moich ulubionych kawałków Af.Ko. Przedni tekst. I tematyka! Najlepszy
      kawałek świata o koszykówce. Jako że do dziś jeszcze włóczę się jako center po
      amatorskich ligach traktuje go dość specjalnie. Tu ukłon w kierunku kolegi
      glebo. Po kawałku wskakuje tekst „Hornasek potrafi pokryć Jordana” z którym bym
      polemizował ale tam. (zresztą kto pamięta Hornaska?)
      10 – początek dość znana wokaliza, potem gitarka, rytm i werbel bez sprężynek w
      rytmie party. Wesołe ocierające się o ska utworzysko z fajnym wokalem.
      Energetyczny jest. Eklektyzm reggae, ska, punk. Miękki wokal z fajnym ho ho ho
      ho ho w środku. Echo zarzucone na werblu też zacnie ;)))
      11 – gitara bardzo ciepła podbita basikiem zacnym wokal z oddali – lata 80 –
      głos bauhausowaty jeden (ale nie peter murphy) ale taki PIL-owaty. Skądś znane
      mi jest, bardzo fajne jest. Co by to sie było okazało się potem to piszę siena
      takie muzykowanie. Czuć pewien trans i ten kawałek sieprzede wszystkim odczuwa
      niż słucha. A basik jak z „miss u” The Rolling Stonesów chwilką taką małą się
      zdał.
      I tu w skicie wskakuje Dembiński (piłkarz) – dramat – widocznie ktoś się
      rymsnął na parkiecie O JEZUS MARIA
      12 – muzyczka z baru obok, tańczy twoja ryba po grecku przytulając kieliszek
      winka przy śpiewie przypraw. Lalalalalala na pełen uśmiech ;)) klawiszki dwa
      akordy na początek i rozwinięcie z chórkiem w tle. Wesoła bardzo pozytywna
      piosenka z trąbką. W refrenie jest: “its good enough for u, its good enough for
      me…” ale wyobraźnia mówi że to podkład pod duszę juz kompletnie zalaną która
      poległa pod stołem. A świat zaczął wirować..
      Skit mówi coś o teleportacji głosem Zębatego – zgadza się nadal leżymy pod
      stołem i właśnie oświeciła nas prawda o Wszechświecie. Jak zwykle pod stołem ;))
      13 – Papa Dance albo coś, co nim było albo obok niego długo leżało. Szok,
      Tańczyć się da. Ale przecież właściwie leżymy pod stołem, myślę, że podmiot
      liryczny właściwie rozpamiętuje swoją przeszłość z perspektywy planety, na
      której wylądował. Pełny odlot. Ktoś nas przykrył ciepłym kocem. Podmiot
      rozmyśla że siedzi w pracy od siedmiu lat obok małp i nie śpi co noc chociaż ma
      ciepły koc bo patrzy w gwiazdy i lubi Wenusjankę która go bada mówiąc mój
      zwierzaczku.
      14 – takie „blues brothers” ciut uwspółcześnione – generalnie podobna moc –
      spektakularny układ choreograficzny do tej muzy i mamy mega przebój filmowy.
      Daje nam to moc wstania spod stołu. To co? Bawimy się? Taki hymn na powstanie z
      pijanych!
      15 – gitarkowanie kojarzy mi się to z Franz Ferdynand – nie wiem czy słusznie,
      nie mam przesłuchanej tej kapeli dokładnie – znany kawałek, który się skacze do
      wyczerpania tchu. Wycie wilka w środku a potem jazda. Utwór nie tyle do
      słuchania, co do skakania.
      W skicie pytają się nas czy pijemy alkohol. Głupie pytanie. Nie pijemy
      alkoholu.. no może czasami.
      16 – gitarowy kawałek już „na poważnie” – fruwająca gitarka pod spokojny
      podkład, wszystko harmonizują chórki. Wokal ciut przepity i przepalony trzyma
      się jeszcze stojaka na mikrofon i śpiewa. Czas na uspokojenie myśli, i
      pozbieraniu się jakoś, pomasowania głowy. Kompletnie nie wiem, kto go uczynił.
      Zapowiedz końca imprezy.
      17 – tutaj już taki transportowy czillaucik na szaloną jazdę nocnym autobusem
      po ulicach Warsawy. Bardzo fajny trans, klawisze z lekka industrialne, na takim
      jeżdzącym bicie – kawałek taki samojazd – głos jakby Genesis Porridge. Światła
      miasta migają. Mocna jazda z przebłyskami świadomości pomiędzy zasypianiem. W
      tle głosik coś do nas mówi. Co nas to… Bardzo ciekawy jestem co to jest.
      18 - Na koniec wchodzenie po schodach przy rytmie pianinka ;))) nie wime czy
      jest jeszcze poprzedni kawałek czy już nowy. Coraz szybciej i szybciej, rozwija
      się, Jesteśmy jużprzy drzwiach, prawdopodobnie nie daliśmy rady otworzyć zamka
      kluczem, których wirują tysiące. Ostatnie, co widzimy jak nas sąsiad wciąga do
      przedpokoju.

      Dziękuję wam pozdrawiam.

      • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 09:50
        Najpierw muszę przestać się śmiać :D

        Obly, dzięki za dorobienie tak kozackiej historyjki do tej płyty, myślę że tak wyglądałby Human Traffic nakręcony przez kogoś ze słowiańską duszą :)

        Generalnie to trochę mi odbiło jeśli chodzi o pomysł na tę składankę, ale wiedząc że Obly lubi mniej konwencjonalne rzeczy, stwierdziłem że trzeba te moje gitarowe piosenki jakoś urozmaicić, bo inaczej po dwóch numerach facet zmieni klub. No i się po części chyba udało. Gadki są brane z bardzo różnych rzeczy, choć kluczowa inspiracja to plik 05dzieci.wma, zawierający autentycznie *kultowy* w pewnych kręgach wywiad z Pawłem, Łukaszem i Darkiem. Potem dostarczę, żeby wyklarował się pełen obraz.

        No to jedziemy:

        > 01 – rewelacja najlepszy kawałek, jaki tutaj ucho me złapało i z chęcią d
        > owiem
        > się, kto go siekał, bo zacny jak nic, gitary przecudnej urody na elektryzującym beacie.

        To oczywiście najsłynniejszy (obok "House Of Jealous Lovers") dance-punkowy singiel "Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story), a zespół ten nazywa się !!!. Oj wymiata, zgadzam się.


        > 02 – elektro punk clash – bardzo bardzo, taniec na całego. kompletnie nie wiem
        > kto to ale frazy znane mi są z ucha.

        A to są jazdy Super Furry Animals z płyty "Guerrilla". Jeśli ktoś kojarzy SFA tylko z britpopowych singli, to powinien przejść się do sklepu i posłuchać tego numeru. "Wherever I Lay My Phone (That's My Home)".


        > 03- Blur - entertain me - wiedziałem że blur, fajny basik jest. Ogólnie nie
        > słucham, tutaj pasuje jak nic.

        Właśnie znalazło się "za basik".


        > 04 – punk dance music – sprytna gitarka – wesoły „punk&
        > #8221; rock – basik na równym
        > poziomie wycina ósemki. Wszystko podporządkowane rifowi jednemu który polega na zchodzeniu w górę i schodzeniu w dół– mnóstwo energii

        Właściwie nie wiem co mi odbiło żeby to tu wrzucać. Zespół nieszczególnie dobry, choć ten króciutki kawałek im moim zdaniem bardzo wyszedł. The Rakes - 22 Grand Job.


        > 05 – taka kapelka udajaca dalekowschodnie U2 z pnącym się leniwie wokalem.
        > Podelektryzowane na potrzeby parkietów. Fajne, ale nie wiedziałbym jak to
        > tańczyc. Utwór jakby mówił „idz do baru ochłoń, napij się chłopie, bo
        > wyparujesz”

        "Dalekowschodnie U2"? :|
        Primal Scream pod wpływem Bóg-jeden-raczy-wiedzieć-czego. "Slip Inside This House" ze słynnej "Screamadeliki".


        > 06 – wokal jak Talking Heads

        To *jest* Talking Heads :) "The Girls Want To Be With The Girls".


        > 07 – u know that I…. i wszystko jasne (dla wszystkich oprócz mnie)
        > – po
        > siedzeniu przy barze znowu ostro hasamy – tzn jest to BARDZO ZNANY KAWAŁEK

        Wracamy do nowszych rzeczy. Maximo Park - Apply Some Pressure. Imprezowo sprawdza się bardzo bardzo - przetestowane.


        > 09 – Afro Kolektyw – Karl Malone –– To taki typowy mesk
        > i szowinistyczny taniec
        > ze skandowaniem „gówno jeździ po nas”, po którym nic już nie jest t
        > akie samo,
        > jeden z moich ulubionych kawałków Af.Ko. Przedni tekst. I tematyka! Najlepszy
        > kawałek świata o koszykówce.

        Dokładnie. Zawsze jak słyszę "patrz jak wchodzi na kosz!/ patrz i mów! Chryste! bosz!" to doznaję po całości.


        > Po kawałku wskakuje tekst „Hornasek potrafi pokryć Jordana”
        > z którym bym polemizował ale tam. (zresztą kto pamięta Hornaska?)

        Hornacek jeszcze pokaże (<palacz>).
        Gadki oczywiście z "Polovirusa" Kur.


        > 10 – początek dość znana wokaliza, potem gitarka, rytm i werbel bez spręż
        > ynek w
        > rytmie party. Wesołe ocierające się o ska utworzysko z fajnym wokalem.
        > Energetyczny jest. Eklektyzm reggae, ska, punk. Miękki wokal z fajnym ho ho
        > ho ho ho w środku. Echo zarzucone na werblu też zacnie ;)))

        No ten zespół był jednym z dwóch, które *musiały* się tu znaleźć, kwestią był wybór kawałka. XTC - Living Through Another Cuba.


        > 11 – gitara bardzo ciepła podbita basikiem zacnym wokal z oddali –
        > lata 80 –
        > głos bauhausowaty jeden (ale nie peter murphy) ale taki PIL-owaty. Skądś
        > znane mi jest, bardzo fajne jest.

        Stawiam, że to jest coś co może Ci podejść w wymiarze płyty. The Pop Group - She Is Beyond Good And Evil. Nie lata 80., a rok *1979*, a więc to oni byli pierwsi :)


        > 12 – muzyczka z baru obok, tańczy twoja ryba po grecku przytulając kielis
        > zek
        > winka przy śpiewie przypraw. Lalalalalala na pełen uśmiech ;)) klawiszki dwa
        > akordy na początek i rozwinięcie z chórkiem w tle. Wesoła bardzo pozytywna
        > piosenka z trąbką. W refrenie jest: “its good enough for u, its good enou
        > gh for me…”

        Eee chyba nie powinienem był tego nagrywać, zdałem sobie sprawę już po wypaleniu CD :) Nie żeby nie było taneczne, bo jest, ale trochę odstaje klimatem. Tacy britpopowcy, Dodgy - Good Enough.


        > Skit mówi coś o teleportacji głosem Zębatego – zgadza się nadal leżymy pod
        > stołem i właśnie oświeciła nas prawda o Wszechświecie.

        Głos Zembatego jest integralną częścią kolejnego utworu!!


        > 13 – Papa Dance albo coś, co nim było albo obok niego długo leżało.

        Yep. Papa Dance - Galaktyczny zwiad.


        > 14 – takie „blues brothers” ciut uwspółcześnione – gene
        > ralnie podobna moc –
        > spektakularny układ choreograficzny do tej muzy i mamy mega przebój filmowy.
        > Daje nam to moc wstania spod stołu. To co? Bawimy się?

        Bawimy. The Go! Team - Bottle Rocket. Chyba ktoś już to miał na swojej składance...


        cdn.
        • obly Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 13:50
          Muszę przyznać że jestem zaskoczony, myslalem że wiele kapel które podałeś bym
          poznał a też okazało się ze wiele kapel jest innych niż myslałem że są. Primal
          Screen wydawał mi się bardziej inaczej, Block Party nie posądzałem o
          gitarowość. Talking Heads byłem pewien że na 100% wokal stamtąd bo sie nie da
          nie poznać. Niemniej za pierwszy kawałek kapeli !!! (???) i ten The Pop Group
          (za nazwę mają na wstępie minus 100 pkt) normalnie nalezy się głęboki ukłon!

          PS:
          Szalenie trudno było zidentyfikować kawałki gdyż DJ Il Chan nagrał to jako
          jeden godzinny utwór.
          • glebogryzarka1 Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 13:56
            > Szalenie trudno było zidentyfikować kawałki gdyż DJ Il Chan nagrał to jako
            > jeden godzinny utwór.

            Se było zripować i podzielić, chyba że skubany zabezpieczył, ale o aż taką
            biegłość go nie podejrzewam :)
            • obly Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 14:08
              Nie zabezpieczył, ale nie wziąłeś pod uwagę innego zasadniczego elementu jakim
              jest moje wybitne i niczym nie ograniczone lenistwo, zripowalem sobie jedynie,
              cięcie w CoolEditPro jak dla mnie zajeło by mi to kilka chwil czasu a pewnie
              jeszcze coś bym popsował znając swoje zdolności;)) gdyż operuję tym w miarę
              prostym programikiem od niedawna (z pół roku hehe). narazie pobawiłem się
              wszystkimi filtrami i samym nagrywaniem a teraz wchodzę na bardziej
              skomplikowane operacje na wav typu cięcie, łączenie, zwalniania i
              przyspieszanie zmiany zakresów. podobnie działa jak fotoszop. ;)))


              Ilhan, co do atmosfery i historii to dałbym sobie głowę uciać że tak to właśnie
              wymyslileś a ja to tylko odczytałem.
          • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 21:00
            obly napisał:

            > PS:
            > Szalenie trudno było zidentyfikować kawałki gdyż DJ Il Chan nagrał to jako
            > jeden godzinny utwór.

            Jestem wprawdzie technicznym gamoniem, ale jaka różnica w identyfikacji kawałków jest pomiędzy ich zgraniem w jeden długi set, a podzieleniem na poszczególne ścieżki? Brzmi to tak samo przecież.
        • digsa Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 18:36
          > The Go! Team - Bottle Rocket. Chyba ktoś już to miał na swojej składanc
          > e...


          chyba? :D
          Chcę powiedzieć, że jestem dałnem trochę, bo oczywiscie nie wyrobilam się z
          recenzją, tzn. mogłabym ją napisać na szybko, ale po co, wolę ją dopracować :P
          Mam nadzieję, że pan Glebogryzarka Pierwszy się nie obrazi na mnie za to ;)
      • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 09:58
        cd.

        > 15 – gitarkowanie kojarzy mi się to z Franz Ferdynand – nie wiem czy
        > słusznie, nie mam przesłuchanej tej kapeli dokładnie – znany kawałek, który
        > się skacze do wyczerpania tchu.

        Skacze się, nie raz się skakało. Prawie słuszne skojarzenie :) Bloc Party - Banquet.


        > 16 – gitarowy kawałek już „na poważnie” – fruwająca git
        > arka pod spokojny
        > podkład, wszystko harmonizują chórki. Wokal ciut przepity i przepalony trzyma
        > się jeszcze stojaka na mikrofon i śpiewa. Czas na uspokojenie myśli, i
        > pozbieraniu się jakoś, pomasowania głowy. Kompletnie nie wiem, kto go uczynił.

        Bo to zupełnie nieznany numer. Pochodzi z ery madchesteru, a muzycznie brzmi jak New Order wymieszane z A Certain Ratio. Niemniej jednak wydaje mi się, że fruwa. Zespół zwał się Paris Angels, a kawałek "Perfume".


        > 17 – tutaj już taki transportowy czillaucik na szaloną jazdę nocnym autobusem
        > po ulicach Warsawy. Bardzo fajny trans, klawisze z lekka industrialne, na takim
        > jeżdzącym bicie – kawałek taki samojazd – głos jakby Genesis Porridge. Światła
        > miasta migają. Mocna jazda z przebłyskami świadomości pomiędzy zasypianiem. W
        > tle głosik coś do nas mówi. Co nas to… Bardzo ciekawy jestem co to jest.

        Regular Fries - Blown A Fuse. Nie wiem czy oni jeszcze istnieją, czy nie. W każdym razie dopóki istnieli to popełnili dwie bardzo przyzwoite płyty (1999/2000) i było tam trochę takich narkotycznych piosenek ze śladami trip-hopu, a trochę bardziej agresywnych brzmień klubowych.


        > 18 - Na koniec wchodzenie po schodach przy rytmie pianinka ;))) nie wime czy
        > jest jeszcze poprzedni kawałek czy już nowy.

        Nowy. Na płycie "Modern Life Is Rubbish" jest w połowie coś, co zwie się "Intermission". To jest właśnie to.

        No, to dziękuję i pozdrawiam. Recenzja na medal. Warto było spędzić tyle czasu nad tym szajsem i cieszę się, że się spodobało :)

        Zaraz wkleję szczegółową playlistę.

        Yo.
        • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 10:03
          01. !!! - Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) [2003; Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) EP]
          02. Super Furry Animals - Wherever I Lay My Phone (That's My Home) [1999; Guerrilla]
          03. Blur - Entertain Me [1995; The Great Escape]
          04. The Rakes - 22 Grand Job [2005; Capture/Release]
          05. Primal Scream - Slip Inside This House [1991; Screamadelica]
          06. Talking Heads - Girls Want To Be With The Girls [1978; More Songs About Buildings And Food]
          07. Maximo Park - Apply Some Pressure [2005; A Certain Trigger]
          08. Afro Kolektyw - Karl Malone [2001; Płyta pilśniowa]
          09. XTC - Living Through Another Cuba [1980; Black Sea]
          10. The Pop Group - She Is Beyond Good And Evil [1979; Y]
          11. Dodgy - Good Enough [1996; Free Peace Sweat]
          12. Papa Dance - Galaktyczny zwiad [1989; Nasz ziemski Eden]
          13. The Go! Team - Bottle Rocket [2004; Thunder Lightning Strike]
          14. Bloc Party - Banquet [2005; Silent Alarm]
          15. Paris Angels - Perfume (All On You) [1991; Sundew]
          16. Regular Fries - Blown A Fuse [2000; War On Plastic Plants]
          17. Blur - Intermission [1993; Modern Life Is Rubbish]
          • teddy4 Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 10:23
            A Ty Iluś, nie miałem jakiejś recki popełnić, hę?:))))
            • teddy4 Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 10:24
              teddy4 napisał:

              > A Ty Iluś, nie miałem jakiejś recki popełnić, hę?:))))

              Sorry, nie miałeś:). Ja miałem też:)))).
              • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 23.03.06, 11:15
                teddy4 napisał:

                > teddy4 napisał:
                >
                > > A Ty Iluś, nie miałem jakiejś recki popełnić, hę?:))))
                >
                > Sorry, nie miałeś:). Ja miałem też:)))).

                Spoko, będzie. Ale byle czego przecież wkleić nie mogę, nie? :)
          • obly Re: Impreza.. siedzimy.. 03.04.06, 14:44
            kurde ja jej nadal słucham no, kurde jak sie ubierają britole? muszę zmienić
            image ;))))
            • ilhan Re: Impreza.. siedzimy.. 03.04.06, 14:47
              obly napisał:

              > kurde ja jej nadal słucham no, kurde jak sie ubierają britole? muszę zmienić
              > image ;))))

              Powiem Ci obly, że i ja sobie wracam do tego mojego setu. Jest to rzadkie u mnie, mi się składanki szybko nudzą. Najwyraźniej nie może być zły :)

              Pozdr.
    • hennessy.williams I bet it sounds good on the dancefloor... 24.03.06, 15:24
      ...but I never bothered to go and check.

      Przyszła ku mnie płyta o tem tytule. Stempel Warszawa, znaczek Sopot.
      Więcej postaram się napisać do końca tygodnia.
      • hennessy.williams Re: I bet it sounds good on the dancefloor... 27.03.06, 14:11
        Opóźniłem się trochę, ale mam nadzieję, że autor / autorka się nie pogniewa.
        Wkładam płytę, o... jest cdtext, ale sprytnie, bo tylko tytuł płyty i nic więcej. Zabawa będzie więc
        przednia!

        12 utworów, najdłuższy ma 10 minut. Gramy.

        1. Bawimy się fazowaniem (czym byłyby współczesne taneczne hity bez tego prostego efektu!) i wyłania
        się wokal. No dobra. Poznaję. Daft Punk "Digital Love". W tym kawałku użyli chyba wszystkich
        dostępnych efektów. Ale bawić się można, szczególnie jak wchodzi bit. 7/10

        2. Bit tym razem od początku. Photek "Mine To Give". Nie przepadam, trochę mnie męczy ten numer.
        Na densflorze powinien się sprawdzić. 5/10

        3. Bardzo ładnie się zaczyna, potem jest jeszcze fajniej. Absolutnie nie do tańca - raczej do
        kontemplacji. To cymbałki? Nie wiem co to, ale mi się podoba. 9/10

        4. I wszystko jasne. Saint Germain "So Flute". I tak przez 8 i pół minuty. So Flute! Lubię, ale tańczyć
        tego nie próbuję. 8/10

        5. Znowu ustawiamy fazę. Tym razem tańczyć można. Brzmi znajomo, ale nie strzelam. 7/10

        6. Tu nie muszę strzelać. Apollo Four Forty aka Apollo 440 :) "Krupa". Fajny był do tego teledysk. Nogi
        chodzą. 8/10

        7. Tym razem będę strzelał. Roni Size? Dla mnie za szybkie. We łbie mi się kitrasi. Na parkiecie chyba
        dobre dla ekstremistów. 5/10

        8. Zsamplowany kawałek Niny Simone "Rags And Old Iron". Znam ten numer, ale nie pamiętam tytułu.
        Layo & Bushwacka go uczynili. Pachnie Verve Remixed, ale to chyba nie tam było. Podobać się może.
        Ale do zachwytu mi daleko. 7/10

        9. Najlepszy numer na płycie. Totalnie nie do tańca. Kto to tak gra jak Miles? Nils Petter Molvaer
        "Dancer". So Trumpet! Bardzo się cieszę. 10/10

        10. Jesteśmy w strefie mroku. Nie wiem co to. Znowu jak dla mnie, to zbyt ekstremalne, ale nie mówię,
        że do kitu. 5/10

        11. Z cyklu "Wycieczka kolejowa do tartaku". Raz koła zadudnią, raz piła zapiszczy ;) Strefa mroku
        nadal nas obejmuje. Whatizit? 5/10

        12. Rozumiem, że to taka pętla. Zaczęliśmy od Daft Punk i kończymy na Daft Punk "Too Long". Tytuł
        mówi sam za siebie? Bez przesady. Nie jest tak źle. 7/10

        I teraz Final Thought. Składanka taneczna to w moim wypadku nie lada wyzwanie (i w robieniu, i w
        słuchaniu). Dlatego cieszę się, że trafiłem na Ktosia, który choć w kilku wypadkach zrobił mi miłą
        niespodziankę. Obiecuję słuchać regularnie, ale nie na parkiecie :) A jak mi się znudzi, to nastawię
        sobie w kółko 3 i 9.
        Dzięki, pozdrawiam i proszę o odszyfrowanie się.
        • roar Re: I bet it sounds good on the dancefloor... 27.03.06, 19:23
          hennessy.williams napisał:

          > Opóźniłem się trochę, ale mam nadzieję, że autor / autorka się nie pogniewa.

          Po tym, jak się opóźniłem tydzień z wysłaniem, to raczej nie mam większych podstaw... :)

          (Ta Warszawa na stempelku to tak dla zmyłki... Ubzdurało mi się, że jak wyślę na miejscu, to dojdzie w parę godzin. Błąd, jak widać.)

          > 12 utworów, najdłuższy ma 10 minut. Gramy.

          Taa... Absolutny rekord forum, jeśli chodzi o minimalną ilość utworów na składance. A jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Moi przyszli słuchacze - beware! :)

          > 1. Bawimy się fazowaniem (czym byłyby współczesne taneczne hity bez tego
          > prostego efektu!) i wyłania się wokal. No dobra. Poznaję. Daft Punk "Digital > Love". W tym kawałku użyli chyba wszystkich dostępnych efektów. Ale bawić
          > się można, szczególnie jak wchodzi bit. 7/10

          Dokładnie, na początek poleciałem hiciorami. Właściwie nic nie mam do dodania.

          > 2. Bit tym razem od początku. Photek "Mine To Give". Nie przepadam, trochę
          > mnie męczy ten numer. Na densflorze powinien się sprawdzić. 5/10

          Właśnie. Motto całej składanki.
          Hitów część dalsza. Akurat Photek faktycznie trochę traci wyjęty z kontekstu płyty i postawiony pomiędzy ewidentnie lepsze utwory... Ale cóż, taka jego rola tutaj. Summa sumarum jeden z lepszych house'owych kawałków, jakie słyszałem.

          > 3. Bardzo ładnie się zaczyna, potem jest jeszcze fajniej. Absolutnie nie do
          > tańca - raczej do kontemplacji. To cymbałki? Nie wiem co to, ale mi się
          > podoba. 9/10

          To chyba wszystko elektronicznie. Tym razem klasyka - "The Box (Part I)" Orbitalu z "In Sides". I faktycznie powinno być pod koniec, na wyciszenie, ale jak składałem wszystko do kupy, okazało się, że miejsce jest tylko tutaj. No, ale przecież nigdy nie zakładałem, że robię składankę "na imprezę".

          > 4. I wszystko jasne. Saint Germain "So Flute". I tak przez 8 i pół minuty.
          > So Flute! Lubię, ale tańczyć tego nie próbuję. 8/10

          Znów nic nie mam do dodania. Klasyka i hicior w jednym.

          > 5. Znowu ustawiamy fazę. Tym razem tańczyć można. Brzmi znajomo, ale nie
          > strzelam. 7/10

          I słusznie, bobyś nie trafił. Jun Seba jest z Japonii, podpisuje się niezbyt wymyślną ksywką Nujabes i gra specyficzny, jazzująco-taneczny hip-hop. Tu akurat w niezbyt reprezentatywnym dla siebie dyskotekowym kawałku "World's End Rhapsody". Płyta "Modal Soul", sprzed roku.

          > 6. Tu nie muszę strzelać. Apollo Four Forty aka Apollo 440 :) "Krupa". Fajny
          > był do tego teledysk. Nogi chodzą. 8/10

          Aka @440, czyli znów klasyka. I znów się nie rozpiszę. Damn.

          > 7. Tym razem będę strzelał. Roni Size? Dla mnie za szybkie. We łbie mi się
          > kitrasi. Na parkiecie chyba dobre dla ekstremistów. 5/10

          Druga połowa składanki, można już sobie dać spokój z kawałkami do tańca. W końcu kto powiedział, że muzyka taneczna to tylko kluby. :)

          To znów Japonia. ROVO, jungle'owy side-project noise-rockowców z Boredoms. "Horses" z debiutanckiej (jedynej?) płyty "Imago". Oni to zdaje się wszystko grają. Na instrumentach. Živě.

          > 8. Zsamplowany kawałek Niny Simone "Rags And Old Iron". Znam ten numer, ale
          > nie pamiętam tytułu. Layo & Bushwacka go uczynili. Pachnie Verve Remixed,
          > ale to chyba nie tam było. Podobać się może. Ale do zachwytu mi daleko. 7/10

          Mi w sumie również, ale chciałem mieć w miarę równe proporcje pomiędzy stylami. A to jest generalnie jeden z niewielu lubianych przeze mnie utworów housowo-śpiewano-tanecznych. Aż sobie specjalnie płytę ściągałem nawet... :)

          Płycie jest "Night Works". Utwór nazywa się "Love Story". Layo & Bushwacka!, w rzeczy samej.

          > 9. Najlepszy numer na płycie. Totalnie nie do tańca. Kto to tak gra jak
          > Miles? Nils Petter Molvaer
          > "Dancer". So Trumpet! Bardzo się cieszę. 10/10

          Nie~e, najlepsze są "Horses"... :) Nils Petter, on ci to. Jak już mi połowa składanki wyszła jazzująca, to trzeba było postawić kropkę nad i. Utwór wybrany, oczywiście, ze względu na tytuł.

          > 10. Jesteśmy w strefie mroku. Nie wiem co to. Znowu jak dla mnie, to zbyt
          > ekstremalne, ale nie mówię, że do kitu. 5/10

          A to znów klasyka, tym razem Amon Tobin i "One Small Step" z "Bricolage". Generalnie tego pana bardziej szanuję, niż lubię, więc tym razem wybrałem kawałek, który najbardziej mi się wpasuje w koncepcję estetyczną składanki, a nie osobistego faworyta.

          > 11. Z cyklu "Wycieczka kolejowa do tartaku". Raz koła zadudnią, raz piła
          > zapiszczy ;) Strefa mroku nadal nas obejmuje. Whatizit? 5/10

          Tutaj miało być, żeby dobić już kompletnie osoby, które ciągle próbują tańczyć, coś Autechre, ale jakoś nie udało mi się nic odpowiedniego wybrać... No to, nie po raz pierwszy w tej zabawie zresztą, postanowiłem się wspomóc moim ulubionym "The Koener Experiment" (zawsze na dysku, zawsze pod ręką...). Experimental Audio Research, 9 utwór z płyty. Zupełnie nie taneczny, ale co tam. To ma być deser. W planowanej, acz nie zrealizowanej, wersji CD-tekstu, utwór nosił tytuł "Panowie, kończyć flaszkę i do domu".

          Generalnie zawsze tak sobie wyobrażałem muzykę elektroniczną, a ambient w szczególności. E.A.R. z panem Thomasem są póki co jedynymi, którym się udało w pełni sprostać moim oczekiwaniom.

          > 12. Rozumiem, że to taka pętla. Zaczęliśmy od Daft Punk i kończymy na Daft
          > Punk
          > "Too Long". Tytuł mówi sam za siebie? Bez przesady. Nie jest tak źle. 7/10

          Ta~ak... Ty mnie dziękuj, że tu są tylko dwa utwory z "Discovery", bo szczerze mówiąc, gdybym moim zadaniem było stworzyć idealną płytę taneczną, tobym po prostu przegrał cały ten album utwór po utworze.

          Generalnie raczej nie do zatańczenia. Nie da się tańczyć na klęczkach. ;)

          > I teraz Final Thought. Składanka taneczna to w moim wypadku nie lada
          > wyzwanie ( i w robieniu, i w słuchaniu). Dlatego cieszę się, że trafiłem na
          > Ktosia, który choć w kilku wypadkach zrobił mi miłą niespodziankę.

          Heh. W słuchaniu to chyba jednak bardziej. Od razu sobie założyłem, że nie mam się co specjalnie martwić o przystępność (dla osób innych niż ja ;), bo dla typowego forumowicza cokolwiek (z electronic dance music) bym nie nagrał, ma duże szanse okazać się kompletnie niestrawne. A jak zobaczyłem, że trafił mi się debiutant, to nawet sobie z góry przygotowywałem disclaimer, żebyś się do całej zabawy nie zrażał, bo drugi raz taki zestaw już się nie powtórzy... ;)

          Tym bardziej się cieszę z trafienia na osobę, która przynajmniej część materiału przesłuchała z przyjemnością. :D

          Tracklista za chwilę, za to właśnie w tej chwili na twój adres leci okładka.
          Cholernie żałuję, że nie udało mi się w końcu tego wydrukować (czas se samemu sprawić drukarkę, a nie liczyć na innych, sigh), bo widziana przed słuchaniem mogła w dość wyraźny sposób wpłynąć na koncepcję i odbiór całości... ;)

          --
          And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
          Songs that all around me sing
          • roar Tracklisting 27.03.06, 20:07
            01. Daft Punk - Digital Love (Discovery, 2001) [4:58]
            02. Photek - Mine to Give (Solaris, 2000) [6:42]
            03. Orbital - The Box (part I) (In Sides, 1996) [6:28]
            04. St. Germain - So Flute (Tourist, 2000) [8:29]
            05. Nujabes - World's End Rhapsody (Modal Soul, 2005) [5:41]
            06. Apollo Four Forty - Krupa (Electro Glide in Blue, 1997) [6:15]
            07. ROVO - Horses (Imago, 1999) [6:57]
            08. Layo and Buschwacka! - Love Story (Night Works, 2002) [5:14]
            09. Nils Petter Molvær - Dancer (Er, 2005) [7:52]
            10. Amon Tobin - One Small Step (Bricolage, 1997) [6:11]
            11. Experimental Audio Research - 9 (The Köner Experiment, 1997) [4:50]
            12. Daft Punk - Too Long (Discovery, 2001) [9:59]
          • hennessy.williams Re: I bet it sounds good on the dancefloor... 27.03.06, 23:35
            roar napisał:

            > Ta~ak... Ty mnie dziękuj, że tu są tylko dwa utwory z "Discovery", bo
            szczerze
            > mówiąc, gdybym moim zadaniem było stworzyć idealną płytę taneczną, tobym po
            pro
            > stu przegrał cały ten album utwór po utworze.

            To wtedy byłoby prościej i szybciej, bo wystarczyłoby żebyś mi przesłał mailem
            hasło "Weź z półki >Discovery< Daft Punk, zapodaj odtwarzaczowi i napisz reckę."
            Z kolei ja wkleiłbym np. to www.porcys.com/Reviews.aspx?id=37
            i bylibyśmy kwita.

            > Heh. W słuchaniu to chyba jednak bardziej. Od razu sobie założyłem, że nie
            mam
            > się co specjalnie martwić o przystępność (dla osób innych niż ja ;), bo dla
            typ
            > owego forumowicza cokolwiek (z electronic dance music) bym nie nagrał, ma
            duże
            > szanse okazać się kompletnie niestrawne. A jak zobaczyłem, że trafił mi się
            deb
            > iutant, to nawet sobie z góry przygotowywałem disclaimer, żebyś się do całej
            za
            > bawy nie zrażał, bo drugi raz taki zestaw już się nie powtórzy... ;)
            >
            > Tym bardziej się cieszę z trafienia na osobę, która przynajmniej część
            materiał
            > u przesłuchała z przyjemnością. :D

            A ja przed otrzymaniem płyty przygotowałem sobie takie zdanko, że serdecznie
            dziękuję za wybór utworów, ale nieładnie traktować nowych forumowiczów jak koty
            w wojsku. Właściwie to byłem pewny, że mogę je wklejać w ciemno. A tu proszę...

            > Tracklista za chwilę, za to właśnie w tej chwili na twój adres leci okładka.
            > Cholernie żałuję, że nie udało mi się w końcu tego wydrukować (czas se samemu
            s
            > prawić drukarkę, a nie liczyć na innych, sigh), bo widziana przed słuchaniem
            mo
            > gła w dość wyraźny sposób wpłynąć na koncepcję i odbiór całości... ;)

            Leaf świetny, ale cover niestety jakiś plik uszkodzony. Możesz puścić raz
            jeszcze?
            • roar Re: I bet it sounds good on the dancefloor... 28.03.06, 00:42
              hennessy.williams napisał:

              > A ja przed otrzymaniem płyty przygotowałem sobie takie zdanko, że serdecznie
              > dziękuję za wybór utworów, ale nieładnie traktować nowych forumowiczów jak
              > koty w wojsku. Właściwie to byłem pewny, że mogę je wklejać w ciemno. A tu
              > proszę...

              Cóż, w sumie nieźle ci się trafiło, że składanka poszła w rejony, w których najwyraźniej orientujesz się lepiej ode mnie...

              Będę się teraz martwił, że funkcji poznawczo-odkrywczej znowu nie spełniłem... :(

              > Leaf świetny, ale cover niestety jakiś plik uszkodzony. Możesz puścić raz
              > jeszcze?

              Poszło chwilę temu.

              Tak w ogóle, to chciałem jeszcze oświadczenie złożyć:
              No więc przejrzałem raz jeszcze, co poprzednio powypisywałem i jedna rzecz mnie uderzyła - ewidentnie wynika z tego, co piszę, że nie lubię house'u, a te wszystkie utwory to tak przez przypadek, a tak w ogóle to wyjątkowo... Nie, bzdura, to nie tak!
              Po prostu słabo znam taką muzykę, zwłaszcza staroszkolną, ale lubię bez wątpienia. A o tym, że, owszem, lubię, przekonało mnie jakiś czas temu właśnie "Mine to Give" Photeka, które z tej racji właśnie wywalczyło sobie stałe miejsce w mojej pamięci, tudzież na ostatniej składance.
              Dziękuję za uwagę.
    • h8red że rzucę tekstem z klasyka 24.03.06, 20:55
      "Kurwa, kurwa, łest kołst, łest kołst"

      Gdzie jest niszczenie (bądź podziwianie) mojej składanki? ;p
      • pszemcio1 Re: że rzucę tekstem z klasyka 25.03.06, 08:48
        Drogi "Ktosiu", który wysłałeś mi płytę

        Płyta doszła i jest naprawdę spoko! Znam aż jeden kawałek:)

        recka za niedługo
      • teddy4 Re: że rzucę tekstem z klasyka 25.03.06, 13:47
        h8red napisał:

        > "Kurwa, kurwa, łest kołst, łest kołst"
        >
        > Gdzie jest niszczenie (bądź podziwianie) mojej składanki? ;p

        Cierpliwości, kolego - recka się smaży;)
        >
    • grimsrund Doszło!!! :)) 25.03.06, 09:53
      Urocze rękodzieło okładkowe, z samego Otwocka (ech, ta piracka flaga - siem aż
      wzruszyłem znów :)) ), plus pomysłowy żółty futerał na płytę - cóż za
      kompozycja!

      Sama płyta zaś to najwyraźniej concept album - każdy utwór poprzedza krótki
      cytat z nieśmiertelnego REJSU. Co komponuje się świetnie z przynajmniej częścią
      utworów, wyciągniętych z bezdennej szafy cud-obciachu lat 80. (ech, czasy
      dzieciństwa... :) ).

      Tekst postaram się machnąć jeszcze dziś.

      Dzięki!! :))
      • grimsrund Part łan 25.03.06, 13:46
        Nu, jadziem. Pod numerami pominiętymi - wiekopomne urywki z REJSU :))

        02 Duran Duran - A View To A Kill. Hej, to były czasy... Tzn. takie, że Bond
        był zakazany (wszak to jeszcze peerel), i tylko w ten sposób można się było do
        filmu choć trochę zbliżyć. Na szczęście już chwilę później zaczęły krążyć
        pirackie kasety... A samą piosenkę uwielbiałem swoją drogą :)

        04 Andrzej Zaucha - Wymyśliłem Ciebie. Z roku na rok coraz bardziej brak mi
        tego faceta. To naprawdę był wielki talent, i nasz do tego... i zginął tak
        głupio :((. Wielkie dzięki za przypomnienie!

        06 Jimmy Sommerville - Small Town Boy. Oczywiście dziecięciem będąc, nie miałem
        pojęcia, o co się panu (?) Sommerville'u rozchodzi, i po prostu myślałem, że to
        taka sobie ładna piosenka. Na szczęście to nadal jest ładna piosenka :))

        09 To jakiś wesolutki, obciachowy acid house z lat 80. Miło się słucha w każdym
        razie :))

        11 Royksopp - Poor Leno. No comments - uwielbiam. Zawsze się zastanawiałem, na
        czym oni to solo bębniące - na bańkach do mleka? W każdym razie potęga, także
        dzięki teledyskowi wzruszającemu bardzo.

        13 Barry Manilow - Copacabana. Następny klasyk, choć oczywiście od moich czasów
        starszy... Równie dobrze bawi zresztą przeróbka tej piosenki zrobiona przez
        późniejszego Richarda Cheese'a - Star Wars Cantina. To w oczywisty sposób
        dowodzi, jak mocny był materiał wyjściowy :))

        15 Po włosku! I to nie Al Bano & Romina Power, i nie Toto Cutugno! (mam
        n******ę :)) ). Szczęśliwy dowód, iż Italia nie popadła do końca w disco-
        koszmar w latach 80. - ta piosenka ma koktajlowego styla, i jest dokładnie taka
        jak trzeba. Dzięki!

        17 "Peace, music, love & having fun" - miła recepta na życie :)) Tutaj mamy
        jakiś lajtowy hip-hop z naleciałościami lat 80., w moich uszach brzmi to jak na
        przykład Fat Boys featuring Little Richard. Nie mój świat, ale słucha się bez
        bólu :)

        19 No, tu poważnie jest, jakby rozwodniona krzyżówka The Cult i Ministry z,
        jakże by inaczej, połowy lat 80. Pan wokalista ma zresztą poważny przekaz: "I
        walk the line between good & evil". To ja już nic więcej nie powiem, bo jeszcze
        się przestraszy, spadnie z tej liny i se co stłucze :)) Tak czy owak, ma to
        swój urok :)

        21 Niemcy i okolice, to pewne. I nie Rammstein, też pewne. Znów lata 80., i
        zespół będący inspiracją dla Rammsteina - więc tutaj też "pewność mam" :)) .
        Może to Laibach w mocno lżejszej formie, bo strasznie dyskotekowo to
        pobrzmiewa? Albo DAF? Dziwnie mi się tego słucha, w każdym razie do tańca
        nadaje się to z całą pewnością :)

        c.d.n.
        • grimsrund Part tu 25.03.06, 17:26
          23 Hard-rok-fanki? Nie wcześniejsze niż późne lata 80. raczej. Pobrzmiewają mi
          tu RHCP, jeśli zatem ten utwór jeszcze starszy, to na pewno jego twórca(y) ich
          inspirował(li). Zaraz, a może to King's X?

          25 Dalej ostro jedzie w tym stylu, i jest nadal baardzo dobrze. Biohazard to
          nie jest, bo trochę za mientkie mimo wszystko. Mogliby to być Jane's Addiction,
          ale wokal nie pasuje. W każdym razie słychać odgłos paszczą "I am your Uncle
          Sam". Yeah, right... :))

          27 Dżezrok-rokabili instrumentalny, i ręcyska same składają się do oklasków.
          Jest nawet milusia krótka kakofonia gitarzana jak się patrzy. To mogą być nawet
          zakwaszone lata 70. :)

          29 Tu ciut spokojniej, ale niewiele, bo to ciągle rokendrol. Bołi... nie,
          raczej Iggy Pop, ale nie tak już szalejący jak ze Stooges. W każdym razie wokal
          trochę podobny. Dyskretna orkiestra w tle słyszalna. Bang bang, to było fajne,
          bang bang :))

          31 I wracamy do Polski. Powinienem to pewnie znać, więc z góry konam ze wstydu,
          bo na polskiej muzyce alternatywney to ja sie niewiele wyrozumiewam. Starzy
          Singers? (tak se szczelam...) W każdym razie są niezłe dęciaki i jest naprawdę
          w porzo. Aha, utwór traktuje o egzotycznych Skierniewicach :))


          Uff... śliczne to wszystko było, przyznaję. Sporo utworów jakoś z tańcem
          niezbyt mi się skojarzyło, ale co tam. Nie trawię przecież tańca, więc wszystko
          gra.

          Za przesyłkę (która nosi tytuł "Rejsem przez parkiety świata", o mało
          zapomniałbym dodać :)) ) serdecznie dziękuję, plus dodatkowy szacun za "Rejs".
          To był naprawdę udany rejs :)))
          • grimsrund Czekałt 25.03.06, 17:28
            A teraz, korzystając z faktu iż Autor zapomniał wyłączyć CD-text, podglądnę
            tożsamość nie rozszyfrowanych kawałków i pewnie zatłukę się własną pięścią ze
            wstydu :)
        • obly Re: Part łan 27.03.06, 08:50
          więc tak, na początku chciałem przeprosić ze taki rozrzucony ten składak
          stylistycznie i generalnie klucz do zrozumienia why and what jest bardzo
          subiektywny ale jeśli chodzi o taniec to ja mam problem. Nie to że nie lubie,
          ale po prsotu ostatni raz było to jakies dobrych 7 lat temu nazad. i była to
          chyba jakaś weselna odmiana lambady czy mamby. wiec musiałem siegnac pamięcią
          głębiej gdyz teraz to w ciemno mogę zrobić 24 składaki na muzyke do samochodu
          (na korki, na pościg, na spokojna leniwą jazdę, na masacra drive) ale do tańca
          to mialem problem. miał się zaczynać składak kwestią inż mamonia "ja jestem
          umysł ścisły i lubię tylko te piosenki które juz kiedyś syszałem" i jazda po
          kolonijnych przebojach. ale tego byś chyba nie zniósł. pewnie ja sam także nie.
          jest tutaj koktail który miał poprzez wspominki stare wlazł w euforię zabawy by
          sobie spokojnie popogować a na koniec wracac przez Skierniewice do Łomży.
          Ostatniego kawałka może mało kto znać choć jakiś miłośnik ska. Jest to
          Panprofeska - Skierniewice. Utwór śmiesznie pojechany i wizje skierniewic są
          bardzo bardzo ;)))) i do poskakania jest wyśmienity.

          > 02 Duran Duran - A View To A Kill. Hej, to były czasy...
          Tak, tańczyłem to z jakaś dziewczynana koloniach lub jakims obozie, miała
          niebieskie oczy... pamietam, teledysk ostanio obejżałem - te fryzury

          > 04 Andrzej Zaucha - Wymyśliłem Ciebie. Z roku na rok coraz bardziej brak mi
          > tego faceta. To naprawdę był wielki talent, i nasz do tego...
          mam podobnie, znienawidzony wczesniej difoltowo teraz po prsotu znajduje jego
          piosenki jako znakomite a tą zczególnie, kolega zwrócił mi uwagę na ten kawałek
          i szczególny wers: "przyjdą noce jak psy wierne pod nasz dom" i mam ciary po
          plerach

          >
          > 06 Jimmy Sommerville - Small Town Boy. Oczywiście dziecięciem będąc, nie
          miałem - jest super, kolonie obozy.. to jest bardzo dobry utwór. nie wstydze
          sie go.

          > 09 To jakiś wesolutki, obciachowy acid house z lat 80. Miło się słucha w
          każdym - - AdamF - Jaxx - ale miał być Goldie - Innercity - wspaniały kawałek
          ale wrzuciłem własnie połamańca Jaxa (choć - colours jest cudowniejszy) ten po
          prsotu jest do połamania rąk i tańca w świetle stroposkopów az do wyczyszczenia
          mózgu. miało to przełamać wspominkową część.

          > 11 Royksopp - Poor Leno. No comments - uwielbiam. Zawsze się zastanawiałem,
          na
          > czym oni to solo bębniące - na bańkach do mleka?
          Potęga to jedno słowo a te blaszki wirujące w uszach to jest normalnie jak
          narkotyk.

          > 13 Barry Manilow - Copacabana. Następny klasyk, choć oczywiście od moich
          czasów - tutaj znowu skok w przeszłosc ale niezupełnie - ja te kawałki
          usłyszałem z rok temu i zarzuciłem na pewną imprezkę i spełniły się jako
          największe rozruszacze maruderów. Piosnka o Loli - showgirl, sprawiła że nikt
          nie siedział. Ah siła miłości...
          • obly Re: Part łan - 02 28.03.06, 08:19

            >15 Po włosku! I to nie Al Bano & Romina Power, i nie Toto Cutugno! (mam
            n******ę :)) ). Szczęśliwy dowód, iż Italia nie popadła do końca w disco-
            koszmar w latach 80.
            Ano tak właśnie użycie słowa koktajl było bardzo sprytne bracie Grimm, niby
            napomknięcie ale.. ;).Bo to właśnie gra Montefiori Cocktail – Papalla. Zwykły
            dobry włoski kawałek. Coraz większa rzadkość. Zajebiste makarony na każdą
            imprezę. www.montefioricocktail.com. Nie myślałem że tego posłucham
            przed emeryturą ;)))


            >17 "Peace, music, love & having fun" - miła recepta na życie :)) Tutaj mamy
            jakiś lajtowy hip-hop z naleciałościami lat 80., -
            to są lata 80 a te naleciałosci to James Brown: Unity Part 1 (The Third
            Coming) - Afrika Bambaataa & The Godfather Of Soul James Brown. Najpierw
            myslałę żę to zsamplowany utwór z utworem JB, potem byłem w szoku że JB (choc
            to troche gupek taki) zwąchał się z HH i zagrał duet z Africa Bambaataa. Ale
            pewnie więcej o tym glebo wie, ale że to kwadratowe bity ciut to pewnie już to
            staroc jest, choćdla mnie zacne i wybija sięz tła płyty: Looking for a perfect
            beat 80-84, ale ogólnie jeśli mówić oldschool to tylko o Africa Bambaataa.
            Pamiętajmy że na świecie panuje Limahl i Kajagogo.

            >19 No, tu poważnie jest, jakby rozwodniona krzyżówka The Cult i Ministry z,
            jakże by inaczej, połowy lat 80. Pan wokalista ma zresztą poważny przekaz: "I
            walk the line between good & evil".
            Kolega nie odkrył wartości tanecznych zajebistego zespołu Alien Sex Fiend –
            gitarmaniak gra tak prosto,
            dla mnie ma ta kapela duże wartosci taneczne i jest jakby metalowym techno. I
            WALK THE LINE – Alien sex fiend. Kwaśne bardzo.

            >21 Niemcy i okolice, to pewne. I nie Rammstein, też pewne. Znów lata 80., i
            zespół będący inspiracją dla Rammsteina - więc tutaj też "pewność mam" :)) .
            Może to Laibach w mocno lżejszej formie, bo strasznie dyskotekowo to
            pobrzmiewa? Albo DAF?
            Pan niby strzela z biodra od niechcenia jak John Wayne a pan zgaduje. Utwór
            zowie się: Das Sheriff – DAF – obejrzyjcie sobie ubiory duetu panów w sieci.
            Zacny lateks. Jeśli chodzi o ubiór to tacy bardziej perwersyjni prekursorzy
            Depeche Mode. Tylko bardziej w stylu porno ;)) W ogóle Niemcy muzycznie są
            dziwną kopalnią. Wcześniej kojarzyłem scenę niemiecką jedynie ze Scorpions, na
            szczęście teraz (dość późno) odkrywam to co siedziało w latach 70 i 80 i muszę
            powiedzieć że jestem pod wrażeniem.

            >23 Hard-rok-fanki? Nie wcześniejsze niż późne lata 80. raczej. Pobrzmiewają mi
            tu RHCP, jeśli zatem ten utwór jeszcze starszy, to na pewno jego twórca(y) ich
            inspirował(li). Zaraz, a może to King's X?
            Czas trafiony! Funny vibes prawda? Bo to Funny Vibes - Living Colour z płyty
            Vivid (88 rok), Living colour na początku to był taki barowy zespół który
            gdzies został zauważony przez Mikea Jaggera i wrzucony na szersze wody, gdzie
            poradzili sobie znakomicie. Wg mnie najbardziej sprawny zespół muzycznie
            rockowy a i w jazzie radzą sobie nieźle. Do dziś muzycy z tego zespołu tworzą
            swoje własne projekty (np. sekcja rytmiczna jeździ z własnym projektem drum and
            bass HEAD FAKE (www.headfake.net/) polecam. Vernona Reda nie ma co
            przedstawiać, gościł na kilku Jazz Jamboree i dzięki tym kontaktom mógł odbyć
            się świetny koncert Livingu na Starówce. Na którym byłem skakalem i …
          • obly Re: Part łan 03 28.03.06, 08:20

            >25 Dalej ostro jedzie w tym stylu, i jest nadal baardzo dobrze. Biohazard to
            nie jest, bo trochę za mientkie mimo wszystko. Mogliby to być Jane's Addiction,
            ale wokal nie pasuje. W każdym razie słychać odgłos paszczą "I am your Uncle
            Sam". Yeah, right... :))
            Primus – z płyty rewelacyjnej „Antipop” kawałek nazywa się „Uncle Sam”.
            Rewelacja. Obowiązkowa płyta wg mnie i szczyt szczytów ich choć pozostałe płyty
            niewiele gorsze. Tutaj produkcyjnie ta płyta po prostu jest lepsza. Basik ciut
            wariacki jakby na prochach, gitarka chimeryczna jak jazda na pudlu po kwasie.
            Ale wartości muzyczne całości są przecudne (w ogóle Primus nagrał czołówkę do
            South Park)

            >27 Dżezrok-rokabili instrumentalny, i ręcyska same składają się do oklasków.
            Jest nawet milusia krótka kakofonia gitarzana jak się patrzy. To mogą być nawet
            zakwaszone lata 70. :)
            Nie bardzo… z tymi latami 70 tutaj to dwadzieścia lat za wcześnie, bo to rok 90
            ale nagrana przez muzyków starszych doświadczonych którzy starali się przekuć
            siłę rocka na jazzową nutę. Ponadto miło mi donieść, iż tutaj brat Grimm
            zaprzecza ogólnej tezie rozpowszechnianej też na tym forum że Naked City -
            Johna Zorna nie da się słuchać. Da się słuchać i da się tańczyć. Batman – Jon
            Zorn z płyty Naked City


            >29 Tu ciut spokojniej, ale niewiele, bo to ciągle rokendrol. Bołi... nie,
            raczej Iggy Pop, ale nie tak już szalejący jak ze Stooges. W każdym razie wokal
            trochę podobny. Dyskretna orkiestra w tle słyszalna. Bang bang, to było fajne,
            bang bang :))
            Tak, Igły Pop. Gdyby zadanie było „Impreza na szlajanie się i butelkę wina” mój
            składak byłby kopią nielubianej ogólnie płyty „PARTY”, czuć odór siary, zapachu
            asfaltu i spoconych katan. Impra w mieście. Ten kawałek to taki odpoczynek w
            zaułku siedząc na krawężniku. Dla nie słuchających Iggyego P. a słuchających
            Dawida Bowiego chciałbym powiedzieć, że sporą część kawałków Iggyego Popa
            zakomponował właśnie Dawid Bowie. I to słychać szczególnie na płycie the Idiot.
            I raczej to potwierdza geniusz Dawida Bowiego. Ale bez Iggyego Popas świat nie
            byłby taki sam.


            >31 I wracamy do Polski. Powinienem to pewnie znać, więc z góry konam ze
            wstydu,
            bo na polskiej muzyce alternatywnej to ja sie niewiele wyrozumiewam. Starzy
            Singers? (tak se szczelam...) W każdym razie są niezłe dęciaki i jest naprawdę
            w porzo. Aha, utwór traktuje o egzotycznych Skierniewicach :))
            zespół – Panprofeska, utwór - Skierniewice – mało znany zespół ska z dęciakami
            na przodzie(kumpel tam gra przecinki na gitarze), na którego koncertach jest
            nieustanny taniec. Nic jeszcze nie wydali – to materiał z demówki. Tutaj mnie
            zachwycił surrealistyczny tekst, co w porównaniu z mega smutnym jak dupa
            Cartmana miastem Skierniewice – królestwem warzyw i ogrodów – daje mieszankę
            pobudzającą do podskakiwania na jeżdżących pianinach.

            Jeszcze raz sorki za rozbieżność stylistyczną za która niekiedy można dostać w
            ryj na co bardziej ekskluzywnych forach muzycznych ale kurcze ja właściwie
            słucham wszystkiego. I wybrałem kawałki te, które mi się kojarzyły z czymś
            imprezowym i bardzo przyjemnym. MI. Ale nie widziałem innego wyjscia.
            • obly Re: Part łan 03 - kill your word 28.03.06, 10:25
              Zwracam uwagę jedynie że in my Word:
              nie ma Iggy Popa ale jest Igły Popas.
              dziękuję.
              • grimsrund Re: Part łan 03 - kill your word 28.03.06, 22:25
                :))

                >23
                >25

                [tu, kurna, zabija się ze wstydu własną pięścią, bo te płyty na półce przecie w
                zasięgu ręki niemal leżą :((( ]

                Ogólnie więc siara i wstyd, a składanka znakomita - dzięki serdeczne i
                gatunkowo-holistyczne :))
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 27.03.06, 18:31
      Autora mojej składanki na razie przepraszam za opóźnianie się z recenzją. Ale
      będzie - postaram się do piątku napisać. Cholernie dużo roboty mam.
    • ilhan DJ Ted makes you look good on the dancefloor 27.03.06, 21:45
      Dobra, pewnie będzie lipa, bo prawie nic nie znam, cd text wyłączyłem (chyba jest jakiś?), googlem się brzydzę. A przecież autor zna jakieś 348923591 razy więcej muzyki, niż ja, więc zagiąć mnie może na wszystkim. Ale dajemy.

      1) Bicik, trochę elektronicznego wycia i koleżka z niemieckim akcentem nawija po angielsku jakiś dość słaby tekst. Niestety kicha, nie podoba mi się. (3/10)

      2) Lepiej. Punkowo, konkretnie, "nie jakieś tam pitu pitu". Niespecjalnie skomplikowane i raczej nie jestem fanem zbiorowego pogowania, ale daje radę. Stawiam, że początek, no może środek lat 80. (6/10)

      3) Po polsku. Czy to Maleńczuk na wokalu? Czy nie za mało zmanierowany jak na Maleńczuka? Fajny muzycznie numer, z luzem, szczególnie klawisz w tle. Nie za parkietowe, ale z kawałka na kawałek jest coraz lepiej. (7/10)

      4) Instrumental track. Jakieś wycinanki na hiszpańskim akustyku, a konkretnie dwóch. To chyba pani tańczy, a reszta siedzi i się patrzy? Nie mam zarzutów, poza tym, że zupełnie nie jestem fanem takiego grania. (5/10)

      5) Noooo!! Na takie rzeczy czekałem. Nie wiem co to jest, ale bankowo gdzieś z 1986-87. Trochę jak Opposition na płycie wydanej jako So. Czyli emocjonalny, taneczny, wyprodukowany w duchu czasów singiel popowy z lat 80. Jak ja lubię takie piosenki. (8/10)

      6) Umc umc. Dobrze zrobiony dance, na lekkim bicie, z przyjemnymi plamkami klawiszowymi. Przełom lat 80. i 90. No znów, nigdy nie grzało mnie Everything But The Girl, ale słabe to w żadnym razie nie jest. (7/10)

      7) Po polsku znów. I to jest bardzo git. Brzmi jak piosenka Janerki z gitarami Jesus & Mary Chain i rytmem madchesterskim. Ale to nie Janerka. Króciutkie i szalenie treściwe. Pewnie strasznie znane, niestety nie poznaję. (8/10)

      8) Pierwszy kawałek, który znam. Devo w klasycznym coverze Satisfaction. (9/10)

      9) Mogłem się spodziewać, że coś zza południowej granicy się pojawi. To chyba nawet z lat 70. może być. Dobra melodia. I w ogóle, wydaje mi się, że zaawansowany muzycznie utwór, sekcja daje duży groove, sporo się dzieje, głównie jeśli idzie o klawisze wszelakie. No może to gitarowe solo mnie nie przekonuje, ale bardzo inteligentne. (8/10)

      10) Tour po sąsiednich krajach trwa. Tym razem w języku Goethego. Mniej w moim guście fragment. (4/10)

      11) Przypomniał mi się zwrot kiedyś rozpowszechniany w audycjach redaktora Jóźwickiego. To jest właśnie kawałek dla tańczących inaczej. Pierwszorzędny klimat. O ile się nie mylę Luna? Mój faworyt. (9/10)

      12) WTF? W jednym kanale ktoś gra riff jak Television, w drugim jak Black Sabbath. Dość stare, 1971 powiedzmy? Przyznam że poziom złożoności jest chwilami wcale imponujący. Myślę, że kol. Argus mógłby to rozpoznać albo się poważnie zajarać, ale nie mam mu jak puścić. Zaraz, ale czy to naprawdę jest składak *taneczny*?! (7/10)

      13) Zostajemy mniej więcej w tej samej epoce. Instrumental w klimacie, powiedzmy, jazz-rockowym. Ale mało rockowym, jest bardzo lajtowo. Przyjemne. (7/10)

      14) To akurat znam. Tylko nie pamietam skąd :| I can't stop it, I can't stop it again. Tak, to lata 80. znów i porządna tandeta z automatem i laskami w chórkach. Bardzo chwytliwe. (8/10)

      15) O, jest Opposition! - pomyślałem, bo zaczyna się prawie jak Factory , przysięgam. No ale to nie. Trochę bardziej syntetyczne brzmienie, ale podobne do tego co Marcus i Mark grali na Empire Days powiedzmy. Przebojowe. (8/10).

      16) Ktoś masakruje Depeszów na modłę jakiegoś trance'u czy cholera wie czego? It’s No Good konkretnie. Yyy, no nie porywa mnie. (3/10)

      17) Zespół Plemnik, jak mniemam, bierze na warsztat Billie Jean Michaela Jacksona. Obędzie się bez cytatów ;) (bez oceny, skala poszła się napić)

      Podsumowując, cieszę się że miałem przyjemność dostać składaka od Teda. Jak widać, mój gust ogarnia znacznie mniej działek, więc w kilku miejscach ewidentnie sobie nie poradziłem. Natomiast generalnie z faktu, że 11 na 17 utworów otrzymało ocenę 7/10 i wyżej, wynika chyba, że wybory były przeważnie trafione. Bardzo jestem ciekaw paru pozycji, więc czekam na tracklistę.
      • teddy4 Re: DJ Ted makes you look good on the dancefloor 28.03.06, 21:12
        Kurczę - wcięło mi track listę(:

        Spróbuję sobie poradzić tomorrow. Pierwszy jest na pewno Jimi Tenor - "Take me baby". Słowacy to Collegium Musicum - "Autoportret slobodneho umelca". Niemcy to Die Puhdys - "Geh zu ihr". Manchester/TJAMC to Hurt - "Oto ja, oto on". A to prawie Opposition to Comsat Angels - "independent Day".
        • ilhan Re: DJ Ted makes you look good on the dancefloor 28.03.06, 22:43
          teddy4 napisał:

          > Kurczę - wcięło mi track listę(:
          >
          > Spróbuję sobie poradzić tomorrow. Pierwszy jest na pewno Jimi Tenor - "Take me
          > baby". Słowacy to Collegium Musicum - "Autoportret slobodneho umelca". Niemcy t
          > o Die Puhdys - "Geh zu ihr". Manchester/TJAMC to Hurt - "Oto ja, oto on". A to
          > prawie Opposition to Comsat Angels - "independent Day".


          Spoko, cierpliwie zaczekam. Jestem miło zaskoczony Hurtem.

          (A teraz zauważyłem, że przy komentarzu nr 15 napisałem "brzmi prawie jak Factory", a miało być, że "jak Factory Gate").
      • teddy4 Re: DJ Ted makes you look good on the dancefloor 01.04.06, 22:19
        ilhan napisał:

        > Dobra, pewnie będzie lipa, bo prawie nic nie znam, cd text wyłączyłem (chyba
        je
        > st jakiś?), googlem się brzydzę. A przecież autor zna jakieś 348923591 razy
        wię
        > cej muzyki, niż ja, więc zagiąć mnie może na wszystkim. Ale dajemy.
        >
        > 1) Bicik, trochę elektronicznego wycia i koleżka z niemieckim akcentem nawija
        p
        > o angielsku jakiś dość słaby tekst. Niestety kicha, nie podoba mi się. (3/10)
        JIMI TENOR - "Take me baby". Dobre do tańca, czepiasz się!
        >
        > 2) Lepiej. Punkowo, konkretnie, "nie jakieś tam pitu pitu". Niespecjalnie
        skomp
        > likowane i raczej nie jestem fanem zbiorowego pogowania, ale daje radę.
        Stawiam
        > , że początek, no może środek lat 80. (6/10)
        THE RUTS - "Babylon's burning".
        > 3) Po polsku. Czy to Maleńczuk na wokalu? Czy nie za mało zmanierowany jak na
        M
        > aleńczuka? Fajny muzycznie numer, z luzem, szczególnie klawisz w tle. Nie za
        pa
        > rkietowe, ale z kawałka na kawałek jest coraz lepiej. (7/10)
        BRAK - "Złoto". A Ziemowit Kosmowski za Maleńczuka skopie Ci d.....!:))))
        >
        > 4) Instrumental track. Jakieś wycinanki na hiszpańskim akustyku, a konkretnie
        d
        > wóch. To chyba pani tańczy, a reszta siedzi i się patrzy? Nie mam zarzutów,
        poz
        > a tym, że zupełnie nie jestem fanem takiego grania. (5/10)
        ANDY SUMMERS, VICTOR BIGLIONE - "Samba for counting the days".
        >
        > 5) Noooo!! Na takie rzeczy czekałem. Nie wiem co to jest, ale bankowo gdzieś
        z
        > 1986-87. Trochę jak Opposition na płycie wydanej jako So. Czyli emocjonalny,
        ta
        > neczny, wyprodukowany w duchu czasów singiel popowy z lat 80. Jak ja lubię
        taki
        > e piosenki. (8/10)
        THEN JERICO - "Big Area". Jak usłyszałem So, to pomyślałem że grają jak TJ.
        >
        > 6) Umc umc. Dobrze zrobiony dance, na lekkim bicie, z przyjemnymi plamkami
        klaw
        > iszowymi. Przełom lat 80. i 90. No znów, nigdy nie grzało mnie Everything But
        T
        > he Girl, ale słabe to w żadnym razie nie jest. (7/10)
        EVERYTHING BUT THE GIRL/DEEP DISH - "The future of the future". Fajny był do
        tego klip.
        >
        > 7) Po polsku znów. I to jest bardzo git. Brzmi jak piosenka Janerki z
        gitarami
        > Jesus & Mary Chain i rytmem madchesterskim. Ale to nie Janerka. Króciutkie i
        sz
        > alenie treściwe. Pewnie strasznie znane, niestety nie poznaję. (8/10)
        HURT - "Oto ja, oto on".
        >
        > 8) Pierwszy kawałek, który znam. Devo w klasycznym coverze Satisfaction.
        (9/10)
        >
        > 9) Mogłem się spodziewać, że coś zza południowej granicy się pojawi. To chyba
        n
        > awet z lat 70. może być. Dobra melodia. I w ogóle, wydaje mi się, że
        zaawansowa
        > ny muzycznie utwór, sekcja daje duży groove, sporo się dzieje, głównie jeśli
        id
        > zie o klawisze wszelakie. No może to gitarowe solo mnie nie przekonuje, ale
        bar
        > dzo inteligentne. (8/10)
        COLLEGIUM MUSICUM - "Autoportret slobodneho umelca". Stare jak cholera, bo z
        1978 roku.
        >
        > 10) Tour po sąsiednich krajach trwa. Tym razem w języku Goethego. Mniej w
        moim
        > guście fragment. (4/10)
        DIE PUHDYS - "GEh zu ihr". Na pewno któryś z kapeli był w Stasi:).
        >
        > 11) Przypomniał mi się zwrot kiedyś rozpowszechniany w audycjach redaktora
        Jóźw
        > ickiego. To jest właśnie kawałek dla tańczących inaczej. Pierwszorzędny
        klimat.
        SUICIDE - "Dream baby dream". Nie można się nie zachwycić.
        > O ile się nie mylę Luna? Mój faworyt. (9/10)
        >
        > 12) WTF? W jednym kanale ktoś gra riff jak Television, w drugim jak Black
        Sabba
        > th. Dość stare, 1971 powiedzmy? Przyznam że poziom złożoności jest chwilami
        wca
        > le imponujący. Myślę, że kol. Argus mógłby to rozpoznać albo się poważnie
        zajar
        > ać, ale nie mam mu jak puścić. Zaraz, ale czy to naprawdę jest składak
        *taneczn
        > y*?! (7/10)
        PERE UBU - "30 seconds over Tokyo". Kol. Argus raczej by nie poznał:). I trochę
        młodsze.
        >
        > 13) Zostajemy mniej więcej w tej samej epoce. Instrumental w klimacie,
        powiedzm
        > y, jazz-rockowym. Ale mało rockowym, jest bardzo lajtowo. Przyjemne. (7/10)
        JEAN-LUC PONTY - "Don't let the world pass you by". To być może od tego kawałka
        z 1978 roku wziął początek drum'n'bass:).
        >
        > 14) To akurat znam. Tylko nie pamietam skąd :| I can't stop it, I can't stop
        it
        > again. Tak, to lata 80. znów i porządna tandeta z automatem i laskami w
        chórka
        > ch. Bardzo chwytliwe. (8/10)
        GARY NUMAN - "I can't stop it".
        >
        > 15) O, jest Opposition! - pomyślałem, bo zaczyna się prawie jak Factory ,
        przys
        > ięgam. No ale to nie. Trochę bardziej syntetyczne brzmienie, ale podobne do
        teg
        > o co Marcus i Mark grali na Empire Days powiedzmy. Przebojowe. (8/10).
        COMSAT ANGELS - "Independence day".
        >
        > 16) Ktoś masakruje Depeszów na modłę jakiegoś trance'u czy cholera wie czego?
        I
        > t’s No Good konkretnie. Yyy, no nie porywa mnie. (3/10)
        SZTERBINSKY - "It's No Good". From "A HUNGARIAN TRIBUTE TO DEPECHE MODE". Ten
        gość to węgierski Stachursky!
        >
        > 17) Zespół Plemnik, jak mniemam, bierze na warsztat Billie Jean Michaela
        Jackso
        > na. Obędzie się bez cytatów ;) (bez oceny, skala poszła się napić)
        PLEMNIK - "Biały Jean". Są tacy, którzy dają 12/10:).

        Sorry za zwłokę w sporządzeniu track-listy i pozdro dla ulubionej dzielnicy
        Sidneja P.
        >
        > Podsumowując, cieszę się że miałem przyjemność dostać składaka od Teda. Jak
        wid
        > ać, mój gust ogarnia znacznie mniej działek, więc w kilku miejscach
        ewidentnie
        > sobie nie poradziłem. Natomiast generalnie z faktu, że 11 na 17 utworów
        otrzym
        > ało ocenę 7/10 i wyżej, wynika chyba, że wybory były przeważnie trafione.
        Bardz
        > o jestem ciekaw paru pozycji, więc czekam na tracklistę.
        • ilhan Re: DJ Ted makes you look good on the dancefloor 02.04.06, 10:16
          teddy4 napisał:

          > BRAK - "Złoto". A Ziemowit Kosmowski za Maleńczuka skopie Ci d.....!:))))

          Już się boję. A Maleńczuk za Ziemowita też?


          > COLLEGIUM MUSICUM - "Autoportret slobodneho umelca". Stare jak cholera, bo z
          > 1978 roku.

          Wciąż mi gra ten numer gdzieś w środku - świetna rzecz.


          > SUICIDE - "Dream baby dream". Nie można się nie zachwycić.

          Zdecydowanie nie można. No cóż, nie znam drugiego Suicide, ale teraz na pewno się na nie rzucę.


          > PERE UBU - "30 seconds over Tokyo".

          Też trochę wstyd, że nie rozpoznałem, ale tu z kolei słyszałem jedynie "Modern Dance".


          > SZTERBINSKY - "It's No Good". From "A HUNGARIAN TRIBUTE TO DEPECHE MODE". Ten
          > gość to węgierski Stachursky!

          :D

          Dzięki wielkie raz jeszcze!
          I pozdro dla pięknego staropolskiego grodu Breslau :)
    • teddy4 Ted recenzuje 28.03.06, 21:03
      Dziękuję H8Redowi (bo to on chyba) wyprodukował daną rzecz:
      1. Kawałek obowiązkowy. Nogi same chodzą, pani ładnie śpiewa, nie wiem niestety kto to jest - a powinienem!
      2. Zajeżdża bluesem. Jakieś solo??? Brrrrr.
      3. Znowu pani. Brzmi jak zdizajnowane na początek XXI wieku Blondie.
      4. "Shout" ale nie Tears for Fears. H-Blocxs? Taka liga mniej więcej.
      5. Zaczyna się trip-hopowo, ale mam wrażenie że zaraz przywalą. I tak się stało.
      Tak jakby Lumpy z Beskidu i Redhoci razem.
      6. Jakiś growling w końcu. Da się przy tym tańczyć, czule obejmując metalówkę w tańcu. Type O'Negative chyba.
      7. Fajne podziałki od samego początku. Jakaś Ameryka, chcoiaż teraz to już nic nie wiadomo.
      8. Akordeon? Tego jeszcze nie grali. The Pogues skrzyżowane z Los Lobos.
      9. Dobrze brzmi. Basista ostro strzela. Raczej nie Blenders, ale oni to z pewnością znają.
      10. Prosto i na temat. Riff jak u The Kinks, ale to rzecz współczesna. Można iść w pogo.
      11. Znowu jakieś niepasujące solo. Jakiś James Brown z jakimiś kolesiami. Może to nawet i on.
      12. Ładne flażolety na początku. Tom Petty w rzeczy samej. chociaż jego gitarzyści nie wyglądają na "flażoletowców".
      13. Mrocznopsychodelicznie się zaczyna. Ale tutaj rapują! Tak jakby Run DMC wzięli na warsztat sample z Danse Society.
      14. A tu tak jakby Angus Young bez fuzza przez chwilę grał. Albo podrasowane CCR.
      15. Ciekawe tła na początku. Taniec św. Wita przewiduję za chwilę. Pomyliłem się, dość spokojnie w sumie. Chyba mój ulubiony z zestawu jak na razie bo dużo się dzieje w sferze produkcji i bas brzmi dobrze.
      16. To z kolei brzmi jak tysiąc podobnych kapel. Nie powala.
      17. I to już koniec.

      A co to w ogóle było?
      • teddy4 Re: Ted recenzuje 28.03.06, 21:12
        W sumie daję 6/10.
      • h8red Track lista 29.03.06, 08:26
        1 Sophie Ellis Baxtor – Murder on the dance floor – Read my lips
        2 Niemyte Jeże – Stand up – tytułu płyty nie pomnę (zresztą i tak nie jest do
        kupienia ;p)
        3 Skunk Anansie – Twistem (everyday hurts) - Stoosh
        4 Disturbed – Shout – The sickness
        5 (hed)PE – Feel good – Broke
        6 Roadrunner United – Enemy of the state – The All-Star Sessions
        7 Static-X – Invincible – Shadow zone
        8 Flogging Molly – Salty dog – Swagger
        9 Sacred Reich – 31 flavors – The American way
        10 The Hives – Die, all right! – Veni Vidi Vicious
        11 Blues Brothers – Lookin’ for a fox – Blues Brothers 2000 (OST)
        12 Tom Petty – Mary Jane’s last dance – Greatest Hits
        13 Sonic Youth & Cypress Hill – I love You Mary Jane – Judgment night (OST)
        14 The Black Crowes – Remedy - The southern harmony and musical companion
        15 Bush – Chemical between us – The science of things
        16 Pro-Pain – Death on the dance floor - Foul taste of freedom
        • h8red Re: Track lista 29.03.06, 08:54
          Skunk Anansie - Twisted
      • h8red Wynurzenia 29.03.06, 08:52
        Właściwie do tego co "teddy4 napisał:" to powinna być tylko track lista :> Ale
        nie będę taki ;)

        > Dziękuję H8Redowi (bo to on chyba) wyprodukował daną rzecz

        A proszę, proszę. Prawdę powiedziawszy 6/10 dla takiego rozrzutu to i tak
        nieźle, według mnie. Zdziwiłem sie tylko ilością "celnych szczałuf". Myslałem,
        że zapodaję rzeczy dosyć znane.

        > 1. Kawałek obowiązkowy. Nogi same chodzą, pani ładnie śpiewa, nie wiem niestety
        > kto to jest - a powinienem!

        No niby powinno sie wiedzieć kto zacz. Aczkolwiek śpiewających ex-modelek to już
        kilka było?

        > 2. Zajeżdża bluesem. Jakieś solo??? Brrrrr.

        Brrrr? Najlepsza łódzka undergroundowa kapela! :) Powiem Aricowi ;p

        > 3. Znowu pani. Brzmi jak zdizajnowane na początek XXI wieku Blondie.

        Skanka po wokalu nie skojarzyć? Hmmm, to muszą bardzo nie być Twoje klimaty.

        > 4. "Shout" ale nie Tears for Fears. H-Blocxs? Taka liga mniej więcej.

        Tu bym się kłócił. Disturbed to H-Blocks przyrównywać?

        > 5. Zaczyna się trip-hopowo, ale mam wrażenie że zaraz przywalą. I tak się stało
        > .
        > Tak jakby Lumpy z Beskidu i Redhoci razem.

        Mało znana kalepka to (hed)PE. Ale za to w pieśni tej pojawiają się gościnnie:
        rycząca pani wokalistka z Kittie i mniej ryczący pan wokalista z SOAD.

        > 6. Jakiś growling w końcu. Da się przy tym tańczyć, czule obejmując metalówkę w
        > tańcu. Type O'Negative chyba.

        Wokal trafiony 100%. Petera nie da się nie poznać :)

        > 7. Fajne podziałki od samego początku. Jakaś Ameryka, chcoiaż teraz to już nic
        > nie wiadomo.

        Z początku grali bardziej industrialnie ale od tej płyty poszli w stronę taką
        nu-metalową.

        > 8. Akordeon? Tego jeszcze nie grali. The Pogues skrzyżowane z Los Lobos.

        A to tak sobie wstawiłem. Na ożywienie i do poskakania.

        > 9. Dobrze brzmi. Basista ostro strzela. Raczej nie Blenders, ale oni to z pewno
        > ścią znają.

        He he he. Mało kto by powiedział, że to thrash metalowa kapela :>

        > 10. Prosto i na temat. Riff jak u The Kinks, ale to rzecz współczesna. Można iś
        > ć w pogo.

        Szaleni Szwedzi. Potrafią dać czadu, oj potrafią.

        > 11. Znowu jakieś niepasujące solo. Jakiś James Brown z jakimiś kolesiami. Może
        > to nawet i on.

        Wiecznie podziwiani przeze mnie Blues Brothers z Johnem Goodmanem na wokalu. Tak
        to ten gruby aktor z: The Flintstones, Barton Fink i kilku innych filmów.

        > 12. Ładne flażolety na początku. Tom Petty w rzeczy samej. chociaż jego gitarzy
        > ści nie wyglądają na "flażoletowców".

        Ot i wszystko.

        > 13. Mrocznopsychodelicznie się zaczyna. Ale tutaj rapują! Tak jakby Run DMC wzi
        > ęli na warsztat sample z Danse Society.

        To tak troszeczkę po kontraścik do piosenki wczesniej wstawiłem. Żeby nie było,
        że Mary Jane to taka ckliwa.

        > 14. A tu tak jakby Angus Young bez fuzza przez chwilę grał. Albo podrasowane CC
        > R.

        To już kalsyka jest. Pierwsza i chyba najlepsiejsza płyta Black Crowes. Się
        zeszli znów ponoć ale nie wiem czy nagrywają coś nowego?

        > 15. Ciekawe tła na początku. Taniec św. Wita przewiduję za chwilę. Pomyliłem si
        > ę, dość spokojnie w sumie. Chyba mój ulubiony z zestawu jak na razie bo dużo si
        > ę dzieje w sferze produkcji i bas brzmi dobrze.

        Według mnie też raczej mało znana kapela. Podobnie do hed(PE). Ale za to
        piszczące nastolaty kochają się w wokaliście (jak tylko go zobaczą). Jego walory
        doceniła nawet Gwen Stefani ;p

        > 16. To z kolei brzmi jak tysiąc podobnych kapel. Nie powala.

        Legenda z Big Apple. Pro-Pain. Oni już trochę przypominają Lenina. Wiecznie żywi ;)

        Mam nadzieję, że zdarzy Ci sie do tego wrócić. A może nawet któregoś z
        wykonawców postanowisz... "zgłębić" :D

        pis und lof
    • jarecki32 Re: Dostalem i Recenzuje ! 30.03.06, 19:02
      dostalem kilka dni temu z Katowic,
      tak jak sie spodziewalem, wiekszosc zdecydowana to nie moje klimaty
      no ale przesluchalem z 10 razy desperacko starajac sie odgadnac wykonawcow

      Do dziela
      1. La Grange ZZ Top spiewane glosem Jaggera, a wiec sa to Stonsi i Hip Shake a
      nie la Grange, ktory
      to utwor powstal 1 rok pozniej ( na parkiecie raczej pustki) 6/10
      2. A tu juz lawina perkusji, przeszkadzajek, gitara, prawie wylacznie do rytmu,
      mad man singin cos
      o Javas Lovers, nie mam clue (parkiet sie zapelnia) 7/10
      3. Niezly, choc prosciutki kawalek o Boys and Girls (czyli Blur musi byc),
      tempo raczej do szybkiego
      marszu, ale ludzie roztanczeni poprzednim kawalkiem nie schodza z parkietu 7/10
      4. A tu litosciwie moj swaping partner zapodal kogos kogo trudno nie
      rozpoznac : D. Bowie ( we prick you)
      Da sie tanczyc, choc momentami z trudem, troche sie na parkiecie przerzedzilo
      5. A teraz cos jak reggae, wokal jakby Isaak Brock z MM, fajne 7/10
      6. Teraz najbardziej skoczny utwor plyty, mocno gitarowy, sciana dzwieku,
      szalenstwo na parkiecie (9/10)
      7Pulp : Party Hard, dobra rada, let's party 7/10
      8. A ten zaczyna sie jakby z Thin Lizzy, twin guitars, ale glos zupelnie nie
      jak s.p. P. Laynott, raczej ktos taki jak
      R. Adams albo Allan Parson. Tanczyc sie da, cos relaksujacego 7/10
      9. Talk to me Dance to me spiewa Hot Hot Heat, oczywiscie bardzo taneczne to
      jest 8/10
      10 A to moj ulubiony utwor na plycie, szkoda tylko, ze nie wiem czyj. Chorkow
      nie powstydziliby sie Beatlesi, zawansowane
      wieloglosowe wokalizy a la Yes, rytm sie czesto zmienia wiec tancza tylko ci
      najwprawniejsi 10/10
      11 The Libertines, dziekuje postoje 5/10
      12 A`tu jest fajnie, mocno perkusyjnie, pan spiewa ze nie jest numerkiem, i ze
      nie bedzie skladal odciskow palcow w ID
      bardzo disco-like 8/10
      13 A na koniec zadyma w stylu elektronicznego disco, tempo tylko dla
      wytrenowanych, spiewaja cos o swastyce w oczach.
      a wiec Primal Scream.

      Calosc znakomita (7.5/10) Swietnie dobrane utwory i co najwazniejsze, nie musze
      sie juz martwic o to co bedzie
      grane na nastepnym party. Serdecznie dziekuje !
      • pszemcio1 Re: Dostalem i Recenzuje ! 01.04.06, 14:52
        no super że nie znałes wszystkiego:) opis ze szczegółami po weekendzie (sorki
        ale zagoniony jestem), podobnie jak opis składanki którą ja dostałem - też po
        weekendzie
      • pszemcio1 Re: Dostalem i Recenzuje ! 04.04.06, 17:51
        No spoko , no to zaczynamy:

        > 1. La Grange ZZ Top spiewane glosem Jaggera, a wiec sa to Stonsi i Hip Shake
        a
        > nie la Grange, ktory
        > to utwor powstal 1 rok pozniej ( na parkiecie raczej pustki) 6/10

        To Stonesi i "shake Your Hips" z Exile on the main st. w sumie to był pewniak
        na tej płycie, byłem pewny ze spodoba sie każdemu. szamański nieco no i z
        tekstem "dont move your lips just shake your hips". dla mnie super kawalek i
        fajny na otwarcie

        > 2. A tu juz lawina perkusji, przeszkadzajek, gitara, prawie wylacznie do
        rytmu,
        >
        > mad man singin cos
        > o Javas Lovers, nie mam clue (parkiet sie zapelnia) 7/10

        A to the Rapture - "House of jealous lovers" czyli swego czasu hicior na
        klubowych snobistycznych imprezach bogatej amerykanskiej młodzieży:)

        > 3. Niezly, choc prosciutki kawalek o Boys and Girls (czyli Blur musi byc),
        > tempo raczej do szybkiego
        > marszu, ale ludzie roztanczeni poprzednim kawalkiem nie schodza z parkietu
        7/10

        no blur...no bo jak bez blur? :)

        4. A tu litosciwie moj swaping partner zapodal kogos kogo trudno nie
        > rozpoznac : D. Bowie ( we prick you)
        > Da sie tanczyc, choc momentami z trudem, troche sie na parkiecie przerzedzilo

        Protestuję! wcześniejsi tez bardzo charakterystyczni:) A to faktycznie Bowie ze
        znakomitego koncept -albumu "Outside" - "We Prick You"

        > 5. A teraz cos jak reggae, wokal jakby Isaak Brock z MM, fajne 7/10

        Aleś mnie zaskoczył tym skojarzeniem! to Perry Farrel, choć jego znakomity,
        solowy album "song yet to be sung" muzycznie od Janes dzielą faktycznie lata
        świetlne

        > 6. Teraz najbardziej skoczny utwor plyty, mocno gitarowy, sciana dzwieku,
        > szalenstwo na parkiecie (9/10)

        Nie przypadkowo teraz The Music z ich kawałkiem z debiutu - "Geteway". Nie
        przypadkowo bo dla mnie the Music to była szansa na Jane Addiction naszych
        czasów (była - bo drugi album im nie wyszedł)

        > 7Pulp : Party Hard, dobra rada, let's party 7/10

        Oczywiście, z płyty "This is hardcowe" - jak dla mnie ich najlepszy album

        > 8. A ten zaczyna sie jakby z Thin Lizzy, twin guitars, ale glos zupelnie nie
        > jak s.p. P. Laynott, raczej ktos taki jak
        > R. Adams albo Allan Parson. Tanczyc sie da, cos relaksujacego 7/10

        Ależ to Belle and Sebastian - "Im a cuckoo" z płyty "Dear catastrophe
        weitress", ot śliczny , lekki kawałek, jak to oni:)

        > 9. Talk to me Dance to me spiewa Hot Hot Heat, oczywiscie bardzo taneczne to
        > jest 8/10

        właśnie:)

        > 10 A to moj ulubiony utwór na płycie, szkoda tylko, że nie wiem czyj. Chorkow
        > nie powstydziliby sie Beatlesi, zawansowane
        > wieloglosowe wokalizy a la Yes, rytm sie czesto zmienia wiec tancza tylko ci
        > najwprawniejsi 10/10

        Witamy w retro - krainie:) to Of Montreal z płyty "Satanic panic" i
        kawłek "Lysergic Bliss"

        > 11 The Libertines, dziekuje postoje 5/10

        EJ! debiut był spoko! kawałek "death on the stairs"

        > 12 A`tu jest fajnie, mocno perkusyjnie, pan spiewa ze nie jest numerkiem, i
        ze
        > nie bedzie skladal odciskow palcow w ID
        > bardzo disco-like 8/10

        A to Ian brown z ostatniej płyty i kawałek "Kiss ya lips", chciałem dać stone
        roses ale jakoś tak wyszło

        > 13 A na koniec zadyma w stylu elektronicznego disco, tempo tylko dla
        > wytrenowanych, spiewaja cos o swastyce w oczach.
        > a wiec Primal Scream.

        no tak sobie pomyslałem ze jak kończyc to pozpierdziuchą: Primal scream -
        "Swastika Eyes"
        • ilhan Re: Dostalem i Recenzuje ! 04.04.06, 18:01
          pszemcio1 napisał:

          > > 8. A ten zaczyna sie jakby z Thin Lizzy, twin guitars, ale glos zupelnie
          > nie
          > > jak s.p. P. Laynott, raczej ktos taki jak
          > > R. Adams albo Allan Parson. Tanczyc sie da, cos relaksujacego 7/10
          >
          > Ależ to Belle and Sebastian - "Im a cuckoo"

          Ależ to właśnie tribute B&S dla Thin Lizzy, więc super skojarzenie Jareckiego.
          • pszemcio1 Re: Dostalem i Recenzuje ! 04.04.06, 18:12
            > Ależ to właśnie tribute B&S dla Thin Lizzy, więc super skojarzenie Jareckiego.

            spoko
    • pop_up "Dancing around your bedroom in your underwear" 31.03.06, 16:03
      Dziękuje za płytę. Dostałem w niedzielę ale musiałem na spokojnie przetrawić, a
      że tydzień pracowity i obfity w referaty, projekty i inne duperele to dopiero
      dziś jest recenzja. No to lecim

      "Dancing around your bedroom in your underwear" by .....

      1. A. R. Kane - A love from outer space
      Jest bardzo wesoło facet śpiewa she loves me she loves me - coś na poranny brak
      chęci wstawania i faktycznie można, jak mówi tytuł składanki, potańczyć w
      sypialni w samych gatkach. Gdzieś w połowie zaczyna przypominać troche jakieś
      spin doctors. Jest to pierwsza i ostatnia rzecz jaką potrafię tu rozpoznać.
      Niewiedzieć czemu mam to na płycie "A history of shoegazing", ale co to z
      shoegazingiem ma wspólnego to nie wiem. Ogólnie bardziej na plus. (+/-)

      2. No i się zaczyna. Pierwszy znak zapytania. Fajny bas, rytm sprawiający
      wrażenie leniwego ale ożywiony przez tamburyno w tle. Koleś śpiewa sobie że
      stuck in the middle and can't see your love, jednak niebawem robi się nieco
      żwawiej chociaż frazę z refrenu powtarza trochę do znudzenia. Na wysokości 3
      minut z hakiem trochę elektronicznych przeszkadzajek - troche niepotrzebnych.
      Plus choć miejscami monotonne. (+/-)

      3. Hawajskie melodie i chóralne zaśpiewy kobiece. Nawet fajny motyw przewodni
      basu. Przy pierwszych przesłuchaniach przeskakiwałem to, teraz nawet mi nie
      przeszkadza. Krótko mówiąc ujdzie. (+/-)

      4. Zaczyna się elektronicznymi bzyczkami a'la kraftwerk z czasów, których na
      pewno nie jestem w stanie pamiętać. Po minucie wchodzi na to całkiem miły
      anielski głos kobiecy prowadzony przez automat perkusyjny a potem niespodzianka
      - dołącza pan, którego śpiew łudząco przypomina mi Neila Halsteada. Na dodatek
      jest gitara jakby żywcem wyjęta z wczesnego Clan of Xymox. Z dwóch rzeczy które
      lubie nie mogło wyjść coś co mi się nie spodoba. Jak do tej pory mój faworyt. (+)

      5. Spadek formy. Bardzo spokojna elektronika z kobietą na wokalu. Nie jestem
      biegły w rejonach około airowych więc ciężko mi porównywaćCoś z czymkolwiek. W
      każdym razie na pewno kiedyś to słyszałem na jakimś chillout składaku czy cafe
      del mar ale dawno skasowałem brrr. skip skip skip (-)

      6. Całe szczęście sinusoida wraca nad oś x. Zaczyna się robić ciekawie. Indyjsko
      brzmiące intro wchodzi drum'n'bass'owy beat, tylko że to taki breakbeat sprzed
      trzech dekad zapewne. Kolejna rzecz mająca dla mnie urok nowości, mimo że nowa
      wcale nie jest. Znów chórkiem radośnie przyśpiewują kobiety "pa papapa pa papapa
      pa" a mężczyźni nie mniej radośnie im odpowiadają. Można się wyskakać. (+)

      7. Całkiem niezły utworek dream popowy. Coś jak Moose, Chapterhouse... Bardzo
      chilloutowy, jednak o wiele lepiej wchodzi niż numer 5. "Gęsty" rytm, podoba mi
      się brzmienie perkusji, obowiązkowo dużo przestrzeni i miejscami rozmyty wokal. (+)

      8. Przy tym się dobrze buja, ale tak z wolna dookoła sypialni właśnie się nadaje
      na wieczorną porę. Ciekawe basowe, zarazem miękie i głębkie, ale też trochę
      przytępione, uderzenia. Dobry beat i nawet wklejone smykowe zagrywki nie rażą
      plus fajny męski głos choć bardziej mówiony niż śpiewany. (+)

      9. Trąbkowo-radośnie dobre na wiosne do tańczenia może mniej. Dobre to jest. (+)

      10. Czy to Moby? 130bpm, ambientalne dźwięki + riffy takie u2-podobne no i
      właśnie facet który stara się śpiewać tak mi moby'ego przypomina. (-)

      11. Bębny zsamplowane chyba z lush for life Iggy'ego pop'a i troche zwolnione
      ale wydaje mi się, że jeszcze więcej zagadek jest tu ukrytych. Dalej zaczynają
      się kreskówkowe przebitki. Sprawia wrażenie totalnego chaosu ale jakieś kształty
      się z tego zaczynają się wyłaniać po kilku przesłuchaniach. Kończy się "łomot" i
      wchodzi nawet przyjaemna gitarka. Przy tym można się nieco wyszumieć tak, że nie
      ma już siły na wyrywanie znaków drogowych i wbetonowanych ławek w parku. Jak dla
      mnie za bardzo to skomplikowane (+/-)

      12. Bardzo przyjemny popowy numer sprzed dwóch dekad z tego co słysze o
      rozterkach miłosnych na pewno bo jest "city of tears" i "i'm lonesome":) (+)

      13. Instrumental. Brzmienia jakby z jakiegoś numeru późno-beatlesowskiego
      (przepraszam ale nie znam za bardzo beatlesow a skojarzenie bardzo luźne).
      Perkusja, pianino i gitara akustyczna następnie wchodzi jakiś miły klawisz.
      Pozytywne wrażenia. (+)

      14. Oj tu też dużo się posamplowało i pokleiło. Jest wystrzeliwwująca jak
      karabin tekst kobieta, trąbki i nieco połamany rytm, a zaczyna się motywem jak
      ze starych polskich komedii. Później trochę kowbojskiej harmonijki ale wesoło
      jest motyla noga. Może to jest coś ze stajni Nindżatiunsowej? (+/-)

      15. Do tej pory starałem się unikać britpopu i okolic. To mi się natomiast
      podoba koleś nie pitoli tylko śpiewa z jajem podchodząc pod lata 80, poza tym
      fajna melodia, muzyka lekka, łatwa i przyjemna. Czego chcieć więcej można dalej
      tańczyć. (+)

      16. Właściwie niczego tu nie brakuje ani niczego nie ma za dużo. Oszczędny
      ambientowo, stukające tło i melodia płynie, płynie, płynie... muzyka przy której
      mrówki zaczynają chodzić po plecech. (+)

      Reasumując jest kilka highlight'ów: 4, 8, 15, 16
      i dwa utwory które mi wogóle nie podchodzą: 5, 10
      Przy niektórych na pewno da się potańczyć a przy niektórych byłoby ciężko, ale
      dla chcącego nic trudnego. Płyta wyszła dość mocno popowa (jest trochę
      elektroniki, jest i coś starszego na ząb) a przy tym odkrywa przede mną kupę
      nieznanej mi muzyki. No i właśnie o to chodziło bo wartość poznawczą ma sporą.
      • polleke Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 02.04.06, 23:45
        pop_up napisał:

        > "Dancing around your bedroom in your underwear" by .....

        Polleke.
        Przepraszam, ale miałam jakiś pozimowy odpływ energii, więc powstał składak
        przeznaczony raczej do baunsowania po domu, niż w miejscach publicznych. Strój
        dowolny ;)

        > 1. A. R. Kane - A love from outer space
        > Jest bardzo wesoło facet śpiewa she loves me she loves me - coś na poranny
        brak chęci wstawania i faktycznie można, jak mówi tytuł składanki, potańczyć w
        > sypialni w samych gatkach. Gdzieś w połowie zaczyna przypominać troche jakieś
        > spin doctors. Jest to pierwsza i ostatnia rzecz jaką potrafię tu rozpoznać.
        > Niewiedzieć czemu mam to na płycie "A history of shoegazing", ale co to z
        > shoegazingiem ma wspólnego to nie wiem. Ogólnie bardziej na plus. (+/-)

        Dla mnie to ekstraklasa, rzecz naprawdę z innego wymiaru. Akurat ten utwór na
        shoegazowej kompilacji to faktycznie nieporozumienie, ale A.R. Kane rozciąga
        się gdzieś między shoegazem właśnie i, bo ja wiem, post rockiem może? A z
        wątków rozsnutych na "69" oraz "i" można wyprowadzić prawie wszystko co
        wydarzyło się w muzyce brytyjskiej na początku lat 90.

        > 2. No i się zaczyna. Pierwszy znak zapytania. Fajny bas, rytm sprawiający
        > wrażenie leniwego ale ożywiony przez tamburyno w tle. Koleś śpiewa sobie że
        > stuck in the middle and can't see your love, jednak niebawem robi się nieco
        > żwawiej chociaż frazę z refrenu powtarza trochę do znudzenia. Na wysokości 3
        > minut z hakiem trochę elektronicznych przeszkadzajek - troche niepotrzebnych.
        > Plus choć miejscami monotonne. (+/-)

        King Biscuit Time, projekt Stephena Masona z The Beta Band. Tutaj w roli
        mantrowego, kwasowego wypełniacza.

        > 3. Hawajskie melodie i chóralne zaśpiewy kobiece. Nawet fajny motyw przewodni
        > basu. Przy pierwszych przesłuchaniach przeskakiwałem to, teraz nawet mi nie
        > przeszkadza. Krótko mówiąc ujdzie. (+/-)

        Delta 5, koleżanki Gang of Four i The Mekons. A basy są dwa. "Triangle" dryfuje
        w stronę dubu i trochę mi się z muzyką do "Rejsu" kojarzy :)

        > 4. Zaczyna się elektronicznymi bzyczkami a'la kraftwerk z czasów, których na
        > pewno nie jestem w stanie pamiętać. Po minucie wchodzi na to całkiem miły
        > anielski głos kobiecy prowadzony przez automat perkusyjny a potem
        niespodzianka - dołącza pan, którego śpiew łudząco przypomina mi Neila
        Halsteada. Na dodatek
        > jest gitara jakby żywcem wyjęta z wczesnego Clan of Xymox. Z dwóch rzeczy
        które lubie nie mogło wyjść coś co mi się nie spodoba. Jak do tej pory mój
        faworyt. (+)

        Niech Cię uściskam! Myślałam, że nikt oprócz mnie tego nie polubi. Zaskakujące
        są Twoje muzyczne skojarzenia (zwłaszcza, że nie przepadam za Clan of Xymox),
        bo dałabym głowę, że przy formule indie dance + melancholia *musi* paść New
        Order :) The Field Mice i "Missing the Moon". Wykopuje mnie w kosmos za każdym
        razem.

        > 5. Spadek formy. Bardzo spokojna elektronika z kobietą na wokalu. Nie jestem
        > biegły w rejonach około airowych więc ciężko mi porównywaćCoś z czymkolwiek. W
        > każdym razie na pewno kiedyś to słyszałem na jakimś chillout składaku czy cafe
        > del mar ale dawno skasowałem brrr. skip skip skip (-)

        Luz, że Ci nie podchodzi, ale sprawdziłam: nie wyszło na żadnych składakach :P.
        The Pastels – "Windy Hill", Cornelius remix (oryginał parszywie anemiczny).

        > 6. Całe szczęście sinusoida wraca nad oś x. Zaczyna się robić ciekawie.
        Indyjsko brzmiące intro wchodzi drum'n'bass'owy beat, tylko że to taki
        breakbeat sprzed
        > trzech dekad zapewne. Kolejna rzecz mająca dla mnie urok nowości, mimo że nowa
        > wcale nie jest. Znów chórkiem radośnie przyśpiewują kobiety "pa papapa pa
        papapa pa" a mężczyźni nie mniej radośnie im odpowiadają. Można się wyskakać.
        (+)

        A jednak nowe, tyle że pastisz (tak myślę) starego. Belle and Sebastian w
        znienawidzonym przez Prawdziwych Fanów "Legal Man".

        > 7. Całkiem niezły utworek dream popowy. Coś jak Moose, Chapterhouse... Bardzo
        > chilloutowy, jednak o wiele lepiej wchodzi niż numer 5. "Gęsty" rytm, podoba
        mi się brzmienie perkusji, obowiązkowo dużo przestrzeni i miejscami rozmyty
        wokal. (+)

        Chilloutowy? Przecież to energiczne jest. "Pearl" Chapterhouse, indie-dancowy
        klasyk. Trivia: bębny zsamplowane z "When the Levee Breaks" Led Zeppelin. Moose
        też lubię.

        > 8. Przy tym się dobrze buja, ale tak z wolna dookoła sypialni właśnie się
        nadaje
        > na wieczorną porę. Ciekawe basowe, zarazem miękie i głębkie, ale też trochę
        > przytępione, uderzenia. Dobry beat i nawet wklejone smykowe zagrywki nie rażą
        > plus fajny męski głos choć bardziej mówiony niż śpiewany. (+)

        Żałuję, że nie hajpowałam tego pana pod koniec roku. Kelley Polar, mięczak w
        kosmosie i płyta "Love Songs of the Hanging Gardens", wyzywająco anemiczna i
        wściekle romantyczna.

        > 9. Trąbkowo-radośnie dobre na wiosne do tańczenia może mniej. Dobre to jest.
        (+)

        Russian Futurists. Ukłony dla Nemrroda, który tym zarażał ubiegłej wiosny.

        > 10. Czy to Moby? 130bpm, ambientalne dźwięki + riffy takie u2-podobne no i
        > właśnie facet który stara się śpiewać tak mi moby'ego przypomina. (-)

        *denerwuje się* Moby? U2? Chcesz fangę w nos? Albo czekaj, może Ilhan Ci
        przyłoży, bo na jego składaku też jest ten e k s t a t y c z n y (ekhm) utwór.
        Paris Angels – "Perfume (All On You)".

        > 11. Bębny zsamplowane chyba z lush for life Iggy'ego pop'a i troche zwolnione
        > ale wydaje mi się, że jeszcze więcej zagadek jest tu ukrytych. Dalej zaczynają
        > się kreskówkowe przebitki. Sprawia wrażenie totalnego chaosu ale jakieś
        kształty się z tego zaczynają się wyłaniać po kilku przesłuchaniach. Kończy
        się "łomot" i
        > wchodzi nawet przyjaemna gitarka. Przy tym można się nieco wyszumieć tak, że
        nie ma już siły na wyrywanie znaków drogowych i wbetonowanych ławek w parku.
        Jak dla mnie za bardzo to skomplikowane (+/-)

        Sama to ledwie ogarniam prawdę mówiąc, ale urzekają mnie te przejścia od
        kontrolowanego szaleństwa do kreskówkowej sielanki. Sample z "Lust For Love"
        właśnie i bliżej mi nieznanych programów dla dzieci. Disco Inferno – "It’s a
        Kid’s World".

        > 12. Bardzo przyjemny popowy numer sprzed dwóch dekad z tego co słysze o
        > rozterkach miłosnych na pewno bo jest "city of tears" i "i'm lonesome":) (+)

        No, o rozterkach ("I'm not saying that we should build a city of tears, all I'm
        saying is that I'm alone and consequently, only my dreams satisfy the real
        needs of my heart... and I resist"), ale nieźle buja. "Falling and Laughing"
        Orange Juice z 1982.

        > 13. Instrumental. Brzmienia jakby z jakiegoś numeru późno-beatlesowskiego
        > (przepraszam ale nie znam za bardzo beatlesow a skojarzenie bardzo luźne).
        > Perkusja, pianino i gitara akustyczna następnie wchodzi jakiś miły klawisz.
        > Pozytywne wrażenia. (+)

        "Clear Blue Water" Sub Sub, mocno madchesterowe. W kolejnym wcieleniu wrócą
        jako Doves.

        > 14. Oj tu też dużo się posamplowało i pokleiło. Jest wystrzeliwwująca jak
        > karabin tekst kobieta, trąbki i nieco połamany rytm, a zaczyna się motywem jak
        > ze starych polskich komedii. Później trochę kowbojskiej harmonijki ale wesoło
        > jest motyla noga. Może to jest coś ze stajni Nindżatiunsowej? (+/-)

        Nie, ale raperka nazywa się Ninja :) The Go! Team i "Bottle Rocket". Użyte po
        raz trzeci chyba w tej rundzie BBB.

        > 15. Do tej pory starałem się unikać britpopu i okolic. To mi się natomiast
        > podoba koleś nie pitoli tylko śpiewa z jajem podchodząc pod lata 80, poza tym
        > fajna melodia, muzyka lekka, łatwa i przyjemna. Czego chcieć więcej można
        dalej tańczyć. (+)

        "Gorączka sobotniej nocy" w latach 90-tych: Stary poczciwy Pulp i "Lipgloss".

        > 16. Właściwie niczego tu nie brakuje ani niczego nie ma za dużo. Oszczędny
        • polleke Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 02.04.06, 23:51
          11. Sample z "Lust For LIFE"

          > 16. Właściwie niczego tu nie brakuje ani niczego nie ma za dużo. Oszczędny
          > ambientowo, stukające tło i melodia płynie, płynie, płynie... muzyka przy
          której mrówki zaczynają chodzić po plecech. (+)

          Oj, ciarki są. Junior Boys – "Teach Me How To Fight".

          > Reasumując jest kilka highlight'ów: 4, 8, 15, 16
          > i dwa utwory które mi wogóle nie podchodzą: 5, 10
          > Przy niektórych na pewno da się potańczyć a przy niektórych byłoby ciężko, ale
          > dla chcącego nic trudnego. Płyta wyszła dość mocno popowa (jest trochę
          > elektroniki, jest i coś starszego na ząb) a przy tym odkrywa przede mną kupę
          > nieznanej mi muzyki. No i właśnie o to chodziło bo wartość poznawczą ma sporą.

          Z tanecznością jest różnie, wiem. A popowo musiało być, bo ja głównie popem
          żyję.
          Pozdrawiam.



        • ilhan Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 03.04.06, 14:12
          polleke napisała:

          > > 10. Czy to Moby? 130bpm, ambientalne dźwięki + riffy takie u2-podobne no
          > i
          > > właśnie facet który stara się śpiewać tak mi moby'ego przypomina. (-)
          >
          > *denerwuje się* Moby? U2? Chcesz fangę w nos? Albo czekaj, może Ilhan Ci
          > przyłoży, bo na jego składaku też jest ten e k s t a t y c z n y (ekhm) utwór.
          > Paris Angels – "Perfume (All On You)".


          Może fangę nie, ale przynajmniej jakiegoś syfona. W razie gdyby zachodził problem z objaśnieniem tego terminu, call Miecio4.
        • nemrrod Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 03.04.06, 14:23
          polleke napisała:

          > Russian Futurists. Ukłony dla Nemrroda, który tym zarażał ubiegłej wiosny.

          Gwoli ścisłości - wątek hajpujący założył Ton2, ja tylko podchwyciłem :) Swoją
          drogą, jest (?) wiosna, kto nie słyszał niech posłucha, bo to taki fajny pop, w
          sam raz na wiosnę.
      • polleke "Dancing around your bedroom in your underwear" 02.04.06, 23:56
        01. A.R. Kane – A Love from Outer Space [i, 1989]
        02. King Biscuit Time – I Walk the Earth [No Style, 2000]
        03. Delta 5 – Triangle [Singles & Sessions 1979-81, 2006]
        04. The Field Mice – Missing the Moon [Missing the Moon EP, 1991]
        05. The Pastels - Windy Hill (Cornelius mix) [Illuminati: Pastels Music
        Remixed, 1998]
        06. Belle & Sebastian - Legal Man [Legal Man EP, 2000]
        07. Chapterhouse – Pearl [Whirlpool, 1991]
        08. Kelley Polar – Tyurangalila [Love Songs of the Hanging Gardens, 2005]
        09. Russian Futurists – Precious Metals [Let’s Get Ready To Crumble, 2002]
        10. Paris Angels – Perfume (All On You) [Sundew, 1991]
        11. Disco Inferno – It’s a Kid’s World [It’s a Kid’s World EP, 1994]
        12. Orange Juice - Falling and Laughing [You Can’t Hide Your Love Forever, 1982]
        13. Sub Sub – Clear Blue Water [Delta Tapes, 1997]
        14. The Go! Team - Bottle Rocket [Thunder, Lightning, Strike, 2004]
        15. Pulp – Lipgloss [His’n’Hers, 1994]
        16. Junior Boys – Teach Me How To Fight [Last Exit, 2004]
        • pop_up Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 03.04.06, 19:38
          Po przeprowadzeniu małego śledztwa część wyczaiłem już sam, przed zapodaniem
          playlisty:) Po pierwsze, to zdążyłem się zaopatrzyć w Junior Boys, które
          pamiętam gościło na tym forum dość często i chyba było nawet wysoko w top 2004,
          a w jakiś dziwny sposób gdzieś uleciało mi (a może to było przez moje
          ograniczone zdolności przemiału muzyki). Po drugie Pulp, do którego to sobie dam
          głowę uciąć, już kiedyś podchodziłem ("This is hardcore") ale widać podszedłem
          od "dupy strony" tak zwanej bo mi się nie spodobało wtedy, a teraz sobie śmiga
          wesoło u mnie "his'n'hers" i "different class", ale widzę że to taka muzyka, co
          mi się pewnie znudzi po tygodniu, więc będzie trzeba przystopować z dawkowaniem.
          Po trzecie to biorę się za Field mice no i zobaczymy co z tego będzie. Reszta
          czeka w kolejce sobie, z paroma wyjątkami oczywiście:) No i tak przeglądając
          wcześniejsze wpisy by polleke zauważyłem, że była okładka, którą zniszczyli na
          poczcie:(
          A z tym mobym to tak mi się skojarzyło Paris Angels bo on zrobił chyba jakąś
          ambientową płytę co tak brzmiała podobnie, więc żadnych fang, syfonów itd. nie
          przyjmuję:)
          pozdrawiam
          • polleke Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 04.04.06, 00:00
            pop_up napisał:

            > Po trzecie to biorę się za Field mice no i zobaczymy co z tego będzie.

            Trochę się boję co będzie, bo to nie jest zespół wybitnych, ba, bardzo dobrych
            chociaż płyt, ale raczej porozsiewanych tu i ówdzie *momentów*. I te momenty są
            naprawdę wielkie, ale gdy jest słabo, to jest naprawdę słabo. Postaram się
            wrzucić tracklistę własnoręcznego debeściaka FM, ale gdybyś upierał się przy
            regularnych albumach, "For Keeps" powinno dać radę.

            > No i tak przeglądając
            > wcześniejsze wpisy by polleke zauważyłem, że była okładka, którą zniszczyli na
            > poczcie:(

            Ech, na tej poczcie muszą jakichś cholernych zboczeńców zatrudniać :/
            • ilhan Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 04.04.06, 08:49
              polleke napisała:

              > pop_up napisał:
              >
              > > Po trzecie to biorę się za Field mice no i zobaczymy co z tego będzie.
              >
              > Trochę się boję co będzie, bo to nie jest zespół wybitnych, ba, bardzo dobrych
              > chociaż płyt, ale raczej porozsiewanych tu i ówdzie *momentów*. I te momenty są
              >
              > naprawdę wielkie, ale gdy jest słabo, to jest naprawdę słabo. Postaram się
              > wrzucić tracklistę własnoręcznego debeściaka FM, ale gdybyś upierał się przy
              > regularnych albumach, "For Keeps" powinno dać radę.

              Malutko znam nagrań tego zespołu, więc ciekaw jestem debeściaka i stawiam stówę, że będzie tam "If You Need Someone".
        • pagaj_75 Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 03.04.06, 22:22
          Polleke... ten teges... no sama wiesz ;)
          • polleke Re: "Dancing around your bedroom in your underwea 03.04.06, 23:16
            pagaj_75 napisał:

            > Polleke... ten teges... no sama wiesz ;)

            Panie Pagaj,
            Entschuldigen Sie bitte,trochę się nie wyrabiam. Ale plik
            Pagaj_impreza_jest.doc już mam i obiecuję skończyć go jutro :)
          • polleke DJ Pagaj presents "Impreza jest" 06.04.06, 00:09
            pagaj_75 napisał:

            > Polleke... ten teges... no sama wiesz ;)

            No już, już.

            Pagaj straszył ("mam nadzieję, że odbiorca dzielnie przyjmie na klatę"), więc
            się trochę bałam: że nie zdzierżę, umęczę się i tylko będę zachodzić w głowę
            WTF. A tu nic z tych rzeczy: chwilami może to i w stronę jakiegoś disco inferno
            raczej zmierza, ale całość nie jest jakoś potwornie bezkompromisowa, a
            Verfremdungseffekt kontrolowany. Za co, z ulgą, dziękuję :)

            1. Świetne intro: "party time is here again". Startuje majestatycznie i
            posępnie, ale zaraz dostaje kopa. Depeche Mode z "Some Great Reward", tytułu
            nie pomnę, a googlać nie będę, bo to nie "Jaka to melodia?". Git.

            2. Back with another one of those block rockin' beats! Czemu nie, formuła
            doprowadzona do perfekcji. *Nawet ja* kupiłam ten singiel back in 1997.

            3. Transowe umc umc umc, ocieplone przez miauczący klawisz; zniosłabym
            dzielnie, ale po co to wiertło dentystyczne (?) i koza (?), hę?

            4. Odwołuje się do miszczów, New Order i Human League, ale słyszę, że to jakiś
            świeżak, chyba nawet w radiu chodzi. Żeńskie Pet Shop Boys? Repeat. Doskonałe,
            może się skuszę na cały album.

            5. Mike Skinner aka The Streets melorecytuje przy pianinie. Dobre, ale raczej
            sypialniane niż taneczne moim zdaniem.

            6. Melancholijny, hipnotyzujący house. Niby nie moje, ale całkiem mi się
            podoba. Skąd ja to znam? Lato 1999? 2000?

            7.Posklejane skrawki i ścinki kilku ścieżek dźwiękowych. Zrobione z teutońskim
            wdziękiem, szczególnie dotkliwie brzmi na słuchawkach, brrr. No, ale co mnie
            nie zabija, to mnie wzmacnia.

            8. Ciemne electro, pani jęczy "I think I love you" ad nauseam . Męczę się razem
            z nią. Dobre do darkroomu w klubie sado-maso myślę. A idź Pan.

            9. Rozbujany, funkowy Afrokolektyw. Chapeau bas przed panem saksofonistą i
            Glebogryzarką. Gramy dalej.
            (Jednocześnie szkoda, że ten fantastyczny groove z Trójkowego koncertu gdzieś
            się zapodział w drodze do studia).

            10. Ooo! Głosem, który kojarzy mi się z Astrud Gilberto i z takim couldn’t-care-
            less luzem pani śpiewa o ekonomiczno-społecznych problemach współczesnego
            świata. Dla mnie bomba.

            11. Mięsiste retro-disco: Jamiroquai, "Cosmic Girl". Killer.

            12. Zaczyna się klawiszami w stylu 70’s, dalej też pobrzmiewa soulem i funkiem
            z epoki. Fajne to jest. Dyskretnie otwiera na składaku kącik erotyczny.

            13. Kotka na gorącym blaszanym dachu. Lekko się przy tym czerwienię :)
            Goldfrapp, "Twist".

            14. Melancholijnie się robi na tym parkiecie: Pet Shop Boys - "Flamboyant".
            Naprawdę daje radę.

            15. Björk, "I Miss You". Nie wiem, może za dramatyczne w zestawie, trochę mnie
            tutaj irytuje.

            16. Połamany funk z tłustymi dęciakami, fajnie się rozpędza. Lubię go.

            17. Było klasyczne intro, jest i outro, w dwóch odsłonach. Czy to koleżanka
            pani z nr 10 leniwie snuje się po mieście w nocy z piątku na sobotę? Kojące i
            całkiem śliczne. Chcę więcej.

            [Hidden track] Łona w klapkach na Bezrzecze. Anegdota (od której płyta wzięła
            tytuł, tak?) jest tak obezwładniająca, że muzyki już nie słyszę. Czy można
            jednocześnie tańczyć i płakać ze śmiechu. Ach, te przeklęte problemy.

            *dyga* Pięknie dziękuję, proszę o zeznania i pozdrawiam.
            • pagaj_75 Re: DJ Pagaj presents "Impreza jest" 06.04.06, 19:51
              polleke napisała:

              > całość nie jest jakoś potwornie bezkompromisowa, a
              > Verfremdungseffekt kontrolowany. Za co, z ulgą, dziękuję :)

              Trzeba Ci wiedzieć, że początkowo miałem też drugi pomysł na składankę -
              odrobinę złośliwy. Miała być zbudowana z utworów sprawiających w pierwszej
              chwili wrażenie tanecznych, stworzonych przez artystów kojarzących się z muzyką
              taneczną, ale przy których za Chiny Ludowe (z Tajwanem na dokładkę) tańczyć się
              nie da, bo albo beat nagle zaczyna się rwać i przewracać ("Windowlicker" Aphexa)
              albo rzecz jest w metrum, przy którym nogi zaczynają się plątać ("777"
              Autechre), itede itepe. Ale jednak okiełznałem swoje okrucieństwo ;)
              Podobnie jak większość tutaj zeznających raczej nie lubię tańczyć, na imprezach
              klubowych nie bywam, ale z dziwnym upodobaniem słucham od czasu do czasu dance
              music, choć gdy przyszło do wybierania materiału na składaka to były z tym
              problemy. Stąd może i ze dwa-trzy zgrzyty w tym zestawieniu. Nie wiem, mnie się
              nadal podoba ;P

              > 2. Back with another one of those block rockin' beats! Czemu nie, formuła
              > doprowadzona do perfekcji. *Nawet ja* kupiłam ten singiel back in 1997.

              No to super, bo bałem się, że już przy tym wymiękniesz :)

              > 3. Transowe umc umc umc, ocieplone przez miauczący klawisz; zniosłabym
              > dzielnie, ale po co to wiertło dentystyczne (?) i koza (?), hę?

              Hahahaha :) W pierwszej chwili zdziwiłem się o co Ci chodzi z tym wiertłem (no
              bo koza to faktycznie :)), ale posłuchałem i faktycznie ten klawisz w środku
              utworu trochę przypomina... To, jak to ktoś już był łaskaw określić, taki
              kreskówkowy IDM z Niemiec czyli Mouse on Mars; otwieracz z trzeciej płyty - "Sui
              Shop".

              > 4. Odwołuje się do miszczów, New Order i Human League, ale słyszę, że to jakiś
              > świeżak, chyba nawet w radiu chodzi. Żeńskie Pet Shop Boys? Repeat. Doskonałe,
              > może się skuszę na cały album.

              Ha! Byłem przekonany, że to znasz :) Faktycznie chodzi w radiu i właśnie ten
              kawałek (plus jeszcze jeden na zlotowej składance Janka Zerem zwanego)
              uświadomił mi, że powinienem się skusić na cały album. I nie żałuję. To Ladytron
              z "Witching Hour" - "Destroy Everything You Touch".

              > 5. Mike Skinner aka The Streets melorecytuje przy pianinie. Dobre, ale raczej
              > sypialniane niż taneczne moim zdaniem.

              E tam. To raczej miał być taki przerywnik do odpoczynku, ale nie od razu do
              spania ;)

              > 6. Melancholijny, hipnotyzujący house. Niby nie moje, ale całkiem mi się
              > podoba. Skąd ja to znam? Lato 1999? 2000?

              Pamięć Cię nie zawodzi, to był faktycznie mały przebój w okolicach 1999.
              Isolée - "Beau Mot Plage".

              > 7.Posklejane skrawki i ścinki kilku ścieżek dźwiękowych. Zrobione z teutońskim
              > wdziękiem, szczególnie dotkliwie brzmi na słuchawkach, brrr. No, ale co mnie
              > nie zabija, to mnie wzmacnia.

              No to cała płyta Ci się nie spodoba, bo tam prawie cały czas tak. A to jest
              jeden z moich ulubionych tanecznych albumów ostatnio. Tylko z tym teutońskim
              wdziękiem średnio trafiłaś, bo Akufen a.k.a. Marc Leclair jest nie dość że z
              Kanady, to nazwisko podpowiada, że chyba z jej francuskiej części.

              > 8. Ciemne electro, pani jęczy "I think I love you" ad nauseam . Męczę się razem
              > z nią. Dobre do darkroomu w klubie sado-maso myślę. A idź Pan.

              Znam bardziej perwersyjne kawałki ;) To szkocka wokalistka Dot Alison, która
              parę lat temu dokonała zwrotu w karierze w kierunku electro właśnie. Tytuł
              kawałka zdążył Ci się już wryć w pamięć, prawda? ;)

              > 9. Rozbujany, funkowy Afrokolektyw. Chapeau bas przed panem saksofonistą i
              > Glebogryzarką. Gramy dalej.
              > (Jednocześnie szkoda, że ten fantastyczny groove z Trójkowego koncertu gdzieś
              > się zapodział w drodze do studia).

              Raczej odnalazł się w drodze do Trójki, bo z tego co Glebogryzarka mówił wynika,
              że utwór został nagrany dość dawno temu.

              > 10. Ooo! Głosem, który kojarzy mi się z Astrud Gilberto i z takim couldn’
              > t-care-less luzem pani śpiewa o ekonomiczno-społecznych problemach
              > współczesnego świata. Dla mnie bomba.

              Pomyślałem, że przyda się coś z gitarami, więc jest. O problemach
              ekonomiczno-społecznych grają i śpiewają najwięksi marksiści (post)rocka czyli
              Stereolab. Piosenka ma fajny tytuł - "Ping Pong".

              > 12. Zaczyna się klawiszami w stylu 70’s, dalej też pobrzmiewa soulem
              > i funkiem z epoki. Fajne to jest. Dyskretnie otwiera na składaku kącik
              > erotyczny.

              Też mi się podoba :) chociaż mogliby w końcu nagrać coś nowego (o ile jeszcze
              istnieją), bo to nagranie sprzed 9 lat i od tamtej pory była tylko płyta z
              remiksami. Gus Gus z Islandii, a rzecz zwie się... hmmm... "Ladyshave".

              > 14. Melancholijnie się robi na tym parkiecie: Pet Shop Boys - "Flamboyant".

              Trochę mnie zaskoczyłaś, że znasz ten kawałek :o W maju nowy singiel i płyta.

              > 15. Björk, "I Miss You". Nie wiem, może za dramatyczne w zestawie, trochę mnie
              > tutaj irytuje.

              No trudno. Chciałem to upchnąć, bo we mnie wywołuje stany euforyczne, mimo
              pewnego dramatyzmu.

              > 16. Połamany funk z tłustymi dęciakami, fajnie się rozpędza. Lubię go.

              "Klisze, klisze" jak skomentował kolega Afrojax. Jamie Lidell z ubiegłorocznej
              płyty, którą niesłusznie się znudziłem w którymś momencie, a ostatnio do niej
              wróciłem i słucham często. "Newme" wpasował się na koniec idealnie, zwłaszcza z
              tym zakończeniem.

              > 17. Było klasyczne intro, jest i outro, w dwóch odsłonach. Czy to koleżanka
              > pani z nr 10 leniwie snuje się po mieście w nocy z piątku na sobotę? Kojące i
              > całkiem śliczne. Chcę więcej.

              To jeszcze nie znasz tej płyty? Pani chyba raczej nie jest koleżanką Laetitii
              Sadier ze Stereolab, choć jest tej samej narodowości. A całość jest projektem
              dwóch żabojadzkich producentów i nazywa się Nouvelle Vague. Płyta składa się z
              coverów hitów nowofalowych w klimatach brazylijskich. Polecam. "Friday Night
              Saturday Morning" pochodzi ponoć z repertuaru The Specials, ale ich fan
              Glebogryzarka nie był w stanie sobie przypomnieć takiej piosenki, więc sam już
              nie wiem...

              > [Hidden track] Łona w klapkach na Bezrzecze. Anegdota (od której płyta wzięła
              > tytuł, tak?) jest tak obezwładniająca, że muzyki już nie słyszę. Czy można
              > jednocześnie tańczyć i płakać ze śmiechu. Ach, te przeklęte problemy.

              Potańczyć może się nie da, ale odrobina bounce'u nie zaszkodzi. :)
              Tak, w pewnym sensie to od tego kawałka pochodzi tytuł, choć Afro Kolektyw
              kiedyś popełnił utwór słowno-muzyczny o takim tytule.

              Nie siliłem się tutaj na wynajdowanie jakichś obskurnych rzeczy, w końcu na
              imprezach zwykle gra się znane i lubiane kawałki. No to dostałaś skromny wybór
              moich ulubieńców. Cieszę się, że coś niecoś się spodobało.
              • polleke Re: DJ Pagaj presents "Impreza jest" 07.04.06, 09:18
                pagaj_75 napisał:

                > Podobnie jak większość tutaj zeznających raczej nie lubię tańczyć, na
                imprezach
                > klubowych nie bywam, ale z dziwnym upodobaniem słucham od czasu do czasu dance
                > music, choć gdy przyszło do wybierania materiału na składaka to były z tym
                > problemy. Stąd może i ze dwa-trzy zgrzyty w tym zestawieniu. Nie wiem, mnie
                się nadal podoba ;P

                No nie, naprawdę jest git, mówię Ci to jako weteran mixtape'owy ;) Tak się
                złożyło, że płyty słuchałam głównie w drodze do pracy albo już w nocy, więc też
                na słuchawkach. I repeat było w użyciu całkiem często.
                Dla mnie naturalnym kontekstem do słuchania muzyki tzw. tanecznej jest kanapa,
                pozycja horyzontalna, kontemplacja sufitu. Tutaj się jednak miejscami trochę
                wierciłam :)

                > > 2. Back with another one of those block rockin' beats! Czemu nie, formuła
                > > doprowadzona do perfekcji. *Nawet ja* kupiłam ten singiel back in 1997.
                >
                > No to super, bo bałem się, że już przy tym wymiękniesz :)

                Gdzieś w okolicach właśnie 1997-1998 dostałam i odsłuchiwałam "Dig Your Own
                Hole", "Leftism", "Orblivion" i parę podobnych historii, nie uciekłam, gdy na
                scenie zainstalował się Jimi Tenor i Orbital, więc nie można powiedzieć, że nie
                próbowałam :P

                > Ha! Byłem przekonany, że to znasz :) Faktycznie chodzi w radiu i właśnie ten
                > kawałek (plus jeszcze jeden na zlotowej składance Janka Zerem zwanego)
                > uświadomił mi, że powinienem się skusić na cały album. I nie żałuję. To
                > Ladytron z "Witching Hour" - "Destroy Everything You Touch".

                Zapisane, sprawdzę tych Państwa.

                > > 6. Melancholijny, hipnotyzujący house. Niby nie moje, ale całkiem mi się
                > > podoba. Skąd ja to znam? Lato 1999? 2000?
                >
                > Pamięć Cię nie zawodzi, to był faktycznie mały przebój w okolicach 1999.
                > Isolée - "Beau Mot Plage".

                Szanujmy wspomnienia. A jak wygląda reszta "Rest"?

                > No to cała płyta Ci się nie spodoba, bo tam prawie cały czas tak. A to jest
                > jeden z moich ulubionych tanecznych albumów ostatnio. Tylko z tym teutońskim
                > wdziękiem średnio trafiłaś, bo Akufen a.k.a. Marc Leclair jest nie dość że z
                > Kanady, to nazwisko podpowiada, że chyba z jej francuskiej części.

                Teutoński to nie określenie geograficzne, a inwektywa.
                Dla mnie to jest ekstremalne, zupełnie tego nie czuję i nie rozumiem nic. Nie
                mam też poczucia, że warto ze sobą powalczyć, że coś się tu przede mną objawi.

                > > 8. Ciemne electro, pani jęczy "I think I love you" ad nauseam . Męczę się
                > > razem z nią. Dobre do darkroomu w klubie sado-maso myślę. A idź Pan.
                >
                > Znam bardziej perwersyjne kawałki ;) To szkocka wokalistka Dot Alison, która
                > parę lat temu dokonała zwrotu w karierze w kierunku electro właśnie.

                Śmiesznie, ona mi się kojarzyła z taką niewinną sarenką ;)

                > > 10. Ooo! Głosem, który kojarzy mi się z Astrud Gilberto i z takim couldn&
                > > t-care-less luzem pani śpiewa o ekonomiczno-społecznych problemach
                > > współczesnego świata. Dla mnie bomba.
                >
                > Pomyślałem, że przyda się coś z gitarami, więc jest. O problemach
                > ekonomiczno-społecznych grają i śpiewają najwięksi marksiści (post)rocka czyli
                > Stereolab. Piosenka ma fajny tytuł - "Ping Pong".

                Chyba pierwszy raz świadomie słyszałam Stereolab. I na pewno chcę więcej.
                Zwłaszcza gdy czytam, że powstali na gruzach McCarthy'ego, takiego lewackiego
                indie, które lubię. Wszystko się układa w jeden, wyraźny, doskonały kształt.

                > > 12. Zaczyna się klawiszami w stylu 70’s, dalej też pobrzmiewa soulem
                > > i funkiem z epoki. Fajne to jest. Dyskretnie otwiera na składaku kącik
                > > erotyczny.
                >
                > Też mi się podoba :) chociaż mogliby w końcu nagrać coś nowego (o ile jeszcze
                > istnieją), bo to nagranie sprzed 9 lat i od tamtej pory była tylko płyta z
                > remiksami. Gus Gus z Islandii, a rzecz zwie się... hmmm... "Ladyshave".

                Tu też zaskoczenie, bo znam "Polydistortion". Wolta prawie jak "Felt Mountain"
                => "Black Cherry".

                > > 14. Melancholijnie się robi na tym parkiecie: Pet Shop Boys-"Flamboyant"
                >
                > Trochę mnie zaskoczyłaś, że znasz ten kawałek :o W maju nowy singiel i płyta.

                Hehe, kupowałam "PopArt" na prezent, ale jakoś nie mogłam się z nim rozstać.

                > > 17. Było klasyczne intro, jest i outro, w dwóch odsłonach. Czy to koleżan
                > > ka pani z nr 10 leniwie snuje się po mieście w nocy z piątku na sobotę? Koją
                > > ce i całkiem śliczne. Chcę więcej.
                >
                > To jeszcze nie znasz tej płyty? Pani chyba raczej nie jest koleżanką Laetitii
                > Sadier ze Stereolab, choć jest tej samej narodowości. A całość jest projektem
                > dwóch żabojadzkich producentów i nazywa się Nouvelle Vague. Płyta składa się z
                > coverów hitów nowofalowych w klimatach brazylijskich. Polecam.

                Nazwa obiła mi się o uszy, ale szczerze mówiąc sądziłam, że to takie Smerfne
                Hity z wyższej półki. Teraz wstydzę się ignorancji, a braki obiecuję nadrobić.
                • pagaj_75 Re: DJ Pagaj presents "Impreza jest" 09.04.06, 22:33
                  polleke napisała:

                  > > Isolée - "Beau Mot Plage".
                  >
                  > Szanujmy wspomnienia. A jak wygląda reszta "Rest"?

                  Yyyy... no, tego... tak sobie, moim zdaniem. Wprawdzie ta płyta ma opinię
                  klasyka micro-house'u, ale słucham go z mieszanymi uczuciami. Obok paru fajnych
                  kawałków, jest też sporo dźwięków przy których ziewam wymownie. Generalnie za
                  housem przepadam średnio i kilka utworów z tej płyty jest dla mnie doskonałymi
                  argumentami przeciwko tej stylistyce.
                  Za to zeszłoroczna "We Are Monster" to jest coś, co naprawdę warto sprawdzić.
                  Wprawdzie Rajko Müller nie stworzył już nic o takiej lekkości i wdzięku jak
                  "Beau Mot Plage", ale przyjemnie się tego słucha.

                  > Teutoński to nie określenie geograficzne, a inwektywa.
                  > Dla mnie to jest ekstremalne, zupełnie tego nie czuję i nie rozumiem nic. Nie
                  > mam też poczucia, że warto ze sobą powalczyć, że coś się tu przede mną objawi.

                  Cholera, a może powinienem dać, tak jak Nemrrod, "Deck the House"? Chociaż
                  przyznaję, że ciężko się tego słucha przez słuchawki. Móżg nie wyrabia.
              • ilhan Re: DJ Pagaj presents "Impreza jest" 07.04.06, 09:34
                pagaj_75 napisał:

                > "Friday Night
                > Saturday Morning" pochodzi ponoć z repertuaru The Specials, ale ich fan
                > Glebogryzarka nie był w stanie sobie przypomnieć takiej piosenki, więc sam
                > już nie wiem...

                To ja się popisałem się w tamtej sytuacji ignorancją.
                Piosenka Madness nosi tytuł "Saturday Night, Sunday Morning" - delikatna, ale istotna różnica.
            • pagaj_75 DJ Pagaj presents "Impreza jest" (spis treści) 06.04.06, 19:59
              01. Depeche Mode "If You Want" ("Some Great Reward", 1984)
              02. The Chemical Brothers "Block Rockin' Beats" ("Dig Your Own Hole", 1997)
              03. Mouse on Mars "Sui Shop" ("Autoditacker", 1997)
              04. Ladytron "Destroy Everything You Touch" ("Witching Hour", 2005)
              05. The Streets "Has It Come to This?" ("Original Pirate Material", 2002)
              06. Isolée "Beau Mot Plage" ("Rest", 2000)
              07. Akufen "Wet Floors" ("My Way", 2002)
              08. Dot Alison "I Think I Love You" ("We Are Science", 2001)
              09. Afro Kolektyw "Gramy dalej" ("Czarno widzę", 2006)
              10. Stereolab "Ping Pong" ("Mars Audiac Quintet", 1994)
              11. Jamiroquai "Cosmic Girl" ("Travelling Without Moving", 1996)
              12. Gus Gus "Ladyshave" ("This Is Normal", 1997)
              13. Goldfrapp "Twist" ("Black Cherry", 2003)
              14. Pet Shop Boys "Flamboyant" ("Pop Art", 2003)
              15. Björk "I Miss You" ("Post", 1995)
              16. Jamie Lidell "Newme" ("Multiply", 2005)
              17. Nouvelle Vague "Friday Night Saturday Morning" ("Nouvelle Vague", 2004)
              (bonus) Łona "Do ciebie, Aniu, szłem" ("Nic dziwnego", 2004)
    • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 03.04.06, 22:06
      <wstęp ekspiacyjno-samokrytyczny>

      <Przeprasza Autora(kę) że tak długo zwlekał z recenzją>

      Częściowo, ale niezupełnie usprawiedliwia mnie to, że już raz tę recenzję
      napisałem, i zawiesił mi się firefox, kiedy próbowałem ją wysłać (a więc
      naprawdę spisek sił nadprzyrodzonych mi przeszkodził).
      </wstęp ekspiacyjno-samokrytyczny>

      <recenzja opisowa>
      Więc w pierwszych słowach chciałem powiedzieć, że jak normalnie nie kręci mnie
      taka muzyka, to składanki mi się fajnie słucha, i prawie, że potańczyłem. Bo:
      jest to prawie że historia brytyjskiej muzyki w pigułce, w większości są to
      prawdziwe zapełniacze parkietów, przynajmniej na imprezach typu indiepopnight (a
      tak sobie w każdym razie wyobrażam imprezy typu indiepopnight), i właściwie
      większość utworów nie schodzi poniżej UK top 40. I w ogóle autor(ka) tak
      dobrał(a) kawałki, że, mimo że są i lata 00, 90, 80, 70 i 60, to wszystko tworzy
      jedną historię.

      Aha, i jeszcze fajne jest, że płyta cofa się w czasie - początek jest w 2004, a
      kończymy w latach sześćdziesiątych.

      A, bymbył zapomniał: podoba mi się też, bo jednak znałem większość kawałków.
      Trochę sobie pomogłem googlem, bo jestem niecierpliwy/ciekawski, ale reszta to
      były takie hiciory, że wstyd nie wiedzieć.
      </recenzja opisowa>

      <recenzja szczegółowa>
      Zaczyna się w roku (chyba) 2004.
      1. Kasabian - Club Foot. Z początku myślałem, że to Primal Scream, bo to jakoś
      tak nimi jedzie, ale nie, google wyjaśniło. W sumie zbyt toto wtórne - 4/10

      Głos pana znałem, piosenki nie. A to był
      2. Ian Brown - Can't See Me. Przyjemnie rytmiczne, miły bas, który robi
      właściwie cały kawałek. Ruszyłem lewą nogą. 7/10

      Znowu google. Dalej rytmicznie-melodyjnie. To
      3. Keiser Chefs - Employment. Ładne, ale puste w środku (a ta gitara w środku,
      to z czegoś zerżnięta, co nie ?). 5/10.

      I tego też nie wiedziałem, w sumie utworek podobny do pporzednich, tylko
      bardziej schematyczny, i te bębny jakieś pretensjonalne.
      4. We're Scientists - The Great Escape. 5/10.

      O, a to znam. I też podobne w sumie.
      5. Supergrass - Kiss of Life. Ale bez uniesień. 6/10

      O, to też, bo pamiętam z "moich czasów". Tak, tak, to już lata 90.
      6. Pulp - Disco 2000. Wielki hit, ale mnie mało przekonuje. Niech będzie 7/10,
      wystarczyło na ruch nogą prawą.

      No, a skoro się powiedziało A, to trzeba też powiedzieć B, i przywalić następnym
      hitem.
      7. Happy Mondays - Kinky Afro - 7,5/10.

      To może jeszcze raz ?
      8. Stereo MC's - Connected. Dawno to było - kto tego jeszcze słucha ?! Ja nie,
      ale ciągle pamiętam. 6/10

      I jeszcze jeden. Cztery takie kawałki pod rząd zabijają...
      9. The Smiths - Panic - 7/10 (ale z rady w sprawie dja w tym akurat przypadku
      nie skorzystam). Wystąpiły delikatne, ale rytmiczne ruchy głową.

      No to czemu by nie... i jeszcze raz.
      10. Joy Division - Love will... 10/10.

      Jesteśmy już głęboko w latach osiemdziesiątych, więc nie może zabraknąć gigantów
      new romantic (przy okazji zabijanie ślagierami trwa)
      11. Duran Duran - Rio. 7/10

      A potem, już na dobicie:
      12. Human League - Don't You Want Me - żenua, ale i tak zabawa niezła. b/o. W
      przypadku niewielkiego stężenia C2H50H we krwi prawdopodobnie bym tańczył.

      Szczerze mówiąc, w tym momencie obawiałem się, że następne będzie Papa Dance.
      Ale nie, chociaż rzeczywiście jest po polsku:
      13. Super Girl and Romantic Boys - Spokój. Musiałem wyguglać, Twórcy tego
      ansamblu są zdrowo ******** :) (przy okazji obejrzałem zdjęcia z koncertówO) Za
      wartość artystyczną 2/10, za wartość rorywkową 10/10.

      A teraz zmiana, przechodzimy w gitary i lata 70:
      14. The Jam - Going underground. Jakoś nie podzielam zachwytów Redaktora tym
      zespołem. Ale może być - 6/10. Rezygnuję z parkietu.

      I dalej w tym duchu:
      15. T. Rex - 20th Century Boy. Nie lubię T.Rex, ale ten akurat kawałek ujdzie w
      tłoku - 7/10

      A tego pana lubię (Hot tramp, I love you so !):
      16. David Bowie - Rebel Rebel 8,5/10

      Następnie mamy kawałek, który trochę nie pasuje do obrazka:
      17. New York Dolls - Personality Crisis. Ale kawałek jest przynajmniej tak w
      porządku, jak dziwnie wyglądali. 7,5/10

      I szybki przeskok w lata 60:
      18. The Kinks - Picture Book. Miód. Słychać, że ramota, ale jednak "wciąż
      aktualne". 9/10

      A potem obniżka nastroju, bo mamy:
      19. Czerwone Gitary - Kwiaty we włosach. Oj nie lubię, nie lubię. 1/10

      A tego (lub podobnego) się w sumie spodziewałem:
      20.The Beatles - She Loves You. Obiektywnie 6/10. Subiektywnie też 6/10.

      I prawie na koniec powrót do początku, tj. do roku 2005:
      21. Belle and Sebastian - Legal Man. Zgadzam się z autorem(ką) składanki zę w
      sumie od lat 60 nic się nie zmieniło, bo spokojnie ten kawałek mógłby być
      nagrany gdzieś w 1968.

      I na zupełny koniec, jest wyjaśnienie skąd to wszystko, jedyny kawałek którego
      nie znam i nie potrafię wyguglać.
      22. ?/? Blues. 6/10.

      </recenza szczegółowa>

      <podziękowania>
      Dziękuję !
      </podziękowania>
      • janek0 DAAAANCE ! 03.04.06, 22:19
        A jeszcze dodam, bo zapomniałęm wpisać w temacie, że składanka nazywa się jak w
        temacie.
        • janek0 Re: DAAAANCE ! 03.04.06, 22:20
          Aha, i że zawartość odpowiada tytułowi.
      • libertine Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 04.04.06, 13:12
        no, wreszcie! już myślalem, że się nie doczekam!
        to ja zrobiłem składaka dla ciebie. cieszę się, że fajnie się jej słucha.

        > 1. Kasabian - Club Foot. Z początku myślałem, że to Primal Scream, bo to jakoś
        > tak nimi jedzie, ale nie, google wyjaśniło. W sumie zbyt toto wtórne - 4/10

        wtórne, czy nie - parkietowy hicior w indie klubach manchesteru

        2. Ian Brown - Can't See Me. Przyjemnie rytmiczne, miły bas, który robi
        > właściwie cały kawałek.

        kawałek z 1997, ale to remix, właściwości taneczne posiada, ale to i twoja lewa
        noga zauważyła

        > 3. Keiser Chefs - Employment. Ładne, ale puste w środku

        "i predict a riot", moja ocena podobna do twojej. a wszystkie parkiety wysp
        brytyjskich szaleją!

        > 5. Supergrass - Kiss of Life. Ale bez uniesień.

        mnie zawsze rozwala, to świetny kawałek!

        > 8. Stereo MC's - Connected. Dawno to było - kto tego jeszcze słucha ?! Ja nie,
        > ale ciągle pamiętam.

        ja na właściwie też nie, ale hicior był...


        > 12. Human League - Don't You Want Me - żenua, ale i tak zabawa niezła. b/o. W
        > przypadku niewielkiego stężenia C2H50H we krwi prawdopodobnie bym tańczył.

        > 13. Super Girl and Romantic Boys - Spokój. Musiałem wyguglać, Twórcy tego
        > ansamblu są zdrowo ******** :) (przy okazji obejrzałem zdjęcia z koncertówO) Za
        > wartość artystyczną 2/10, za wartość rorywkową 10/10.

        hehe, tu część ewidentnie rozrywkowa, ale kto przy takich kawałkach nie tańczy w
        piątkowy wieczór?!

        > A potem obniżka nastroju, bo mamy:
        > 19. Czerwone Gitary - Kwiaty we włosach. Oj nie lubię, nie lubię. 1/10

        miało być po polsku... w wersji 1.0 składaka był "port" klenczona, ale jednak za
        mało taneczny potem mi się wydał. dziś wrzuciłbym chyba jednak "port".

        > I na zupełny koniec, jest wyjaśnienie skąd to wszystko, jedyny kawałek którego
        > nie znam i nie potrafię wyguglać.
        > 22. ?/? Blues. 6/10.

        to nick cave & the bad seeds - "feel so good" z 2003 roku. moim zdaniem
        wymiatałby na parkietach podczas pijackich imprez! jest na końcu, bo w sumie
        nick cave do końca nie pasował mi nigdzie...

        ok, za chwilę dla porządku wstawię spis piosenek i życzę udanych baletów (z
        moją, czy z inną składanką)!
        • libertine daaance! lista 04.04.06, 13:13
          1. kasabian - club foot [2004 kasabian]
          2. ian brown - can't see me (harvey's invisible mix) [1997 unfinished monkey
          business]
          3. kaiser chiefs - i predict a riot [2005 employment]
          4. we are scientists - the great escape [2005 with love and squalor]
          5. supergrass - kiss of life [2004 supergrass is 10 - best of]
          6. pulp - disco 2000 [1995 different class]
          7. happy mondays - kinky afro [1990 pills 'n' thrills and bellyaches]
          8. stereo mc's - connected [1992 connected]
          9. the smiths - panic [1987 louder than bombs]
          10. joy division - love will tear us apart [1980 singiel]
          11. duran duran - rio (us edit) [1982 rio]
          12. the human leauge - don't you want me [1981 dare!]
          13. super girls & romantic boys - spokój [2002 disco chaos – nowa fala 2002]
          14. the jam - going underground [1980 singiel]
          15. t.rex - 20th century boy [1973 singiel]
          16. david bowie - rebel, rebel [1974 diamond dogs]
          17. new york dolls - personality crisis [1973 new york dolls]
          18. the kinks - picture book [1968 the village green preservation society]
          19. czerwone gitary - kwiaty we włosach [1968 czerwone gitary (3)]
          20. the beatles - she loves you [1963 singiel]
          21. belle & sebastian - legal man [2000 singiel]
          22. nick cave & the bad seeds - feel so good [2003 film the soul of a man /
          b-sides & rarities]
        • janek0 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 04.04.06, 23:58
          libertine napisał:

          > no, wreszcie! już myślalem, że się nie doczekam!
          > to ja zrobiłem składaka dla ciebie. cieszę się, że fajnie się jej słucha.
          Oo ! proszę, byłeś na krótkiej liście podejrzanych.
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - trzecie wyd 04.04.06, 20:51
      A ja się opóźniam i opóźniam. Przepraszam za to bardzo, ale nadrabiam masę
      zaległości. Korzystajac z tego, że autor się nie ujawnia i nie upomina się o
      recenzję, pozwolę sobie jeszcze zwlec kilka dni. Ale w ten weekend na pewno już
      będzie.
    • pszemcio1 uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 08:34
      Zaczynamy:

      1.Coś lat 80tych pewnie, rytmiczna gitara i klawisze i melodia wbijająca się
      czapę od razu. Zabawny wokal – robi się ciekawie i rozrywkowo, na końcu
      chóralne lalallala 8/10

      2.A tu coś spokojnego. Za to tekst o tańcu. Brzmi jak jakiś lo-fi klasyk post
      pavement. (pewnie coś czego wstyd nie znać). Cudne! 9/10

      3.A to brzmi jak jakaś kapela z ostatniej rockowej fali, która inspiruje się
      latami 80-tymi. Dużo elektroniki. Wokal trochę jak Bowie (pewnie coś czego
      wstyd nie znać) 7/10

      4.A tu miarowy, spokojny rytm i harmonia. Dośc ponury wokal (a właściwie dwa),
      trochę pod Calexico, te klimaty, tylko kto przy tym zatańczy:) 8/10

      5.Po niemiecku. Zabawne. Może to Kraftwerk którego nigdy nie słyszałem? 5,5/10

      6.Elektroniczne dźwięki – waga cięższa , w tle jakiś orientalny instrument, nie
      moja bajka, ale spoko 5/10

      7.Elektroniczna napierdalanka. Znowu nie mój świat, a poza tym chyba niezbyt to
      odkrywcze – ale w sumie się nie znam 3/10

      8.Na pewno lata 80-te, coś w takich fajnych klimatach jak Specials na przykład.
      Rytm taki ska trochę. Cool J 6,5/10

      9.Bujamy się dostojnie, choć wolniej i bardziej miarowo. Pan smutno deklamuje.
      Dobre 8/10

      10.A teraz dostajemy kopa w dupę, jest ostro i gitarowo. Wokaliście o coś
      chodzi pewnie ważnego, ale kawałek fajny kontrast robi 7/10

      11.Nadal gitarowo i nadal podobny klimat (ta sama kapela?) prosty rytm i do
      przodu. 7.5/10

      12.Znowu ostro, punkowy rytm i klimat troche taki jakby Pretty girls make
      graves udostępnili swoje demówki z lat szkolnych (pewnie coś czego wstyd nie
      znac). Wokalista (stka?) pewnie protestuje przeciwko czemuś 8,5/10

      13.Zwalniamy, w sumie za bardzo nie mam o czym pisać. Nudne, gdyby było tu
      więcej elementów pomyślałbym że to post – rock 5,5/10

      14.Country!!! I to takie na imprę!! Yeah!!! Zajebiste. Ubawiłem się po pachy
      przy tym! Przypominają mi się kasety mojego taty z czasów gdy miałem kilka lat.
      8/10

      15.Young! Tylko nie wiem czy solo czy z Buffalo bo nie znam kawałka. Nie jestem
      ignorantem, po prostu Young ma za dużo albumów, znam dopiero połowę. Tu Young
      bardziej bluesowy. No chyba że to nie Young, ale jak nie jak tak. Ocena musi by
      wysoka 9/10

      16.A cóż to z twór!? Country wymieszane z jakimiś ciężkimi i awangardowymi
      gitarami; niezły zakręt, ale…kurde…zajebiocha. To chyba na taką muzę powinno
      się mówic alt. Country nie? Bo wilco to mięczaki przy tym. 8,5/10

      17.Fantastyczny kawałek Calexico z fantastycznego albumu. 9/10

      18.Po niemiecku. Widzę że humor autora składanki nie opuszczał. Pewniak na
      koniec imprezy, tak około 4 nad ranem, gdy na parkiecie zostajesz sam na sam z
      wymalowaną pięknością, która przesadziła z drinkami 7,5/10

      19.Znowu po niemiecku tylko że jak dla mnie już bez uroku żadnego. Może to jest
      Kraftwerk? Nie lubie tej piosenki. Brzmi jak disco dla faszystów 4/10

      20.Ojej to już w ogóle dla jakichś masochistów, he he, oczywiście nie podoba mi
      się, choc nie wiem jakbym się zachował gdyby to leciało na imprezie.
      Podejrzewam, że spełniłoby swoją czysto „zabawową rolę”. Okropne. 3/10

      21.Lata 80-te i coś zabawnego i uroczego w wolnym dośc tempie. Ciekawe co to
      (pewnie coś czego wstyd nie znać). Po akcencie słyszę że Angole, pewnie lata 80-
      te znowu. 7,5/10

      22.No i kończymy. To już naprawdę koniec imprezy. Kładziemy się spac z
      poalkoholowym szumem w głowie, za oknem świta. Jeszcze tylko wspomnienie i
      chwila refleksji wywołana „powrotem do rzeczywistości” . Piękny utwór, moje
      dźwięki. Bardzom ciekawy cóż to. 9,5/10

      W sumie całośc baaardzo różnorodna – i dobrze. Bardzo fajna składanka, w kilku
      miejscach nieźle się ubawiłem, kilka piosenek, naprawdę mnie ruszyło. Dzięki.
      Ocena ogólna 8,5/10

      • janek0 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 14:27
        pszemcio1 napisał:

        > 1.Coś lat 80tych pewnie, rytmiczna gitara i klawisze i melodia wbijająca się
        > czapę od razu. Zabawny wokal – robi się ciekawie i rozrywkowo, na końcu
        > chóralne lalallala 8/10
        Strzał w dziesiątkę. To Pere Ubu.

        > 2.A tu coś spokojnego. Za to tekst o tańcu. Brzmi jak jakiś lo-fi klasyk post
        > pavement. (pewnie coś czego wstyd nie znać). Cudne! 9/10
        Hehehe. Nie tylko post. To Pavement we własnej osobie (osobach).

        > 3.A to brzmi jak jakaś kapela z ostatniej rockowej fali, która inspiruje się
        > latami 80-tymi. Dużo elektroniki. Wokal trochę jak Bowie (pewnie coś czego
        > wstyd nie znać) 7/10
        No w sumie tak. To hajpowany przeze mnie ostatnio Jetenderpaul. Nie wstyd nie znać.

        > 4.A tu miarowy, spokojny rytm i harmonia. Dośc ponury wokal (a właściwie dwa),
        > trochę pod Calexico, te klimaty, tylko kto przy tym zatańczy:) 8/10
        To drugi z hajpów, mianowicie zespół pt. Quickspace. To walczyk, mimo że ponury,
        więc zatańczyć się da. Raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy...

        > 5.Po niemiecku. Zabawne. Może to Kraftwerk którego nigdy nie słyszałem? 5,5/10
        Po niemiecku, ponieważ otwiera część niemiecką składanki. Ale zespół jest
        niemieckofrancuski - to Stereo Total z ostatniej płyty.

        > 6.Elektroniczne dźwięki – waga cięższa , w tle jakiś orientalny instrumen
        > t, nie
        > moja bajka, ale spoko 5/10
        To Motherhood - raczej mało znany zespolik krautrockowy, ze składanki kraut
        demons underground.

        > 7.Elektroniczna napierdalanka. Znowu nie mój świat, a poza tym chyba niezbyt
        > to odkrywcze – ale w sumie się nie znam 3/10
        Kiedy było zrobione, było oryginalne, zgadzam się, że teraz już nie jest. To
        Neu! - Super 78.

        > 8.Na pewno lata 80-te, coś w takich fajnych klimatach jak Specials na
        > przykład. Rytm taki ska trochę. Cool J 6,5/10
        Zmartwię Cię, bo jest to dekadę wcześniejsze, chociaż zmyłka jest rzeczywiście
        niezła, a kawałek nietypowy dla artystów. To Faust - Sad Skinnhead z płyty Faust
        IV z 1973 r.

        > 9.Bujamy się dostojnie, choć wolniej i bardziej miarowo. Pan smutno deklamuje.
        > Dobre 8/10
        Pewnie, że dobre. Bo to Can - Cascade Waltz.

        > 10.A teraz dostajemy kopa w dupę, jest ostro i gitarowo. Wokaliście o coś
        > chodzi pewnie ważnego, ale kawałek fajny kontrast robi 7/10
        To jest japoński post-hardcore-metal pt Friction. Trudno powiedzieć, o co im chodzi.

        > 11.Nadal gitarowo i nadal podobny klimat (ta sama kapela?) prosty rytm i do
        > przodu. 7.5/10
        Nie, to Clinic - Pet Eunoch. Też mnie zadziwia podobieństwo tych kawałków -
        pierwszy jest po japońsku, a drugi po angielsku - a różnicy nie słychać.

        > 12.Znowu ostro, punkowy rytm i klimat troche taki jakby Pretty girls make
        > graves udostępnili swoje demówki z lat szkolnych (pewnie coś czego wstyd nie
        > znac). Wokalista (stka?) pewnie protestuje przeciwko czemuś 8,5/10
        No nie wiem, czy to znane, ale skojarzenie dobre. The Lost Sounds - przerabiają
        punk na swoje.

        > 13.Zwalniamy, w sumie za bardzo nie mam o czym pisać. Nudne, gdyby było tu
        > więcej elementów pomyślałbym że to post – rock 5,5/10
        Hehe(2). To jest definicyjny post-rock. Mogwai - Waltz for Aidan.

        > 14.Country!!! I to takie na imprę!! Yeah!!! Zajebiste. Ubawiłem się po pachy
        > przy tym! Przypominają mi się kasety mojego taty z czasów gdy miałem kilka
        > lat.
        > 8/10
        Reverend Horton Heat - Bales of Cocaine. W nadmiarze szkodzi.

        > 15.Young! Tylko nie wiem czy solo czy z Buffalo bo nie znam kawałka. Nie
        > jestem ignorantem, po prostu Young ma za dużo albumów, znam dopiero połowę. Tu
        > Young bardziej bluesowy. No chyba że to nie Young, ale jak nie jak tak. Ocena
        > musi by wysoka 9/10
        Żaden Young <palacz>, chociaż to to samo pokolenie. To niejaki Loudon Wainwright
        III (nazwisko prawie jak Guybrush Threepwood - kto jeszcze pamięta Guybrusha
        Threepwooda ?), przypadkiem tata niejakiego Rufusa Wainwrighta i Marty też
        Wainwright. Ten kawałek kojarzy mi się z country & western, i tańczeniem w takim
        stylu.

        > 16.A cóż to z twór!? Country wymieszane z jakimiś ciężkimi i awangardowymi
        > gitarami; niezły zakręt, ale…kurde…zajebiocha. To chyba na taką muz
        > ę powinno
        > się mówic alt. Country nie? Bo wilco to mięczaki przy tym. 8,5/10
        To jest cover Johnny'ego Casha ! :^) Zespół nazywa się Hypnopaedia, i nie mam
        pojęcia co to ***** jest, bo wygrzebałem ze składanki tributowej dla JC pt.
        "Cash from Chaos". (Co się zresztą zgadza, jest i Cash, i chaos).

        > 17.Fantastyczny kawałek Calexico z fantastycznego albumu. 9/10
        Taaak jest.

        > 18.Po niemiecku. Widzę że humor autora składanki nie opuszczał. Pewniak na
        > koniec imprezy, tak około 4 nad ranem, gdy na parkiecie zostajesz sam na sam z
        > wymalowaną pięknością, która przesadziła z drinkami 7,5/10
        Einsturzende Neubauten - "Muse". Bardzo lubię ten kawałek, głównie za tekst.
        Tutaj rozpoczyna industrialową część imprezy.

        > 19.Znowu po niemiecku tylko że jak dla mnie już bez uroku żadnego. Może to
        > jest Kraftwerk? Nie lubie tej piosenki. Brzmi jak disco dla faszystów 4/10
        Hehe. To jest Front 242, piosenka, jak sam tekst wskazuje, pt. "In Rhytmus
        Bleiben". No bo jak industrial, to rytm trzymać trzeba.

        > 20.Ojej to już w ogóle dla jakichś masochistów, he he, oczywiście nie podoba mi
        > się, choc nie wiem jakbym się zachował gdyby to leciało na imprezie.
        > Podejrzewam, że spełniłoby swoją czysto „zabawową rolę”. Okropne.
        > 3/10
        Mi też się nie podoba, ale miał być to taki żart - że jak już po niemiecku, to
        na całego :) To Leibach - to dopiero jest faszystowskie disco.

        > 21.Lata 80-te i coś zabawnego i uroczego w wolnym dośc tempie. Ciekawe co to
        > (pewnie coś czego wstyd nie znać). Po akcencie słyszę że Angole, pewnie lata
        > 80 te znowu. 7,5/10
        Angol, i owszem, lata 80 - prawie, bo klimat jest lat osiemdziesiątych, ale
        nagrane potem. Edward Ka-Spel z The Legendary Pink Dots, a kawałek nazywa się
        "The Infinity Waltz".

        > 22.No i kończymy. To już naprawdę koniec imprezy. Kładziemy się spac z
        > poalkoholowym szumem w głowie, za oknem świta. Jeszcze tylko wspomnienie i
        > chwila refleksji wywołana „powrotem do rzeczywistości” . Piękny utwór, moje
        > dźwięki. Bardzom ciekawy cóż to. 9,5/10
        A jaki jest najlepszy zespół ?

        > W sumie całośc baaardzo różnorodna – i dobrze. Bardzo fajna składanka, w
        > kilku
        > miejscach nieźle się ubawiłem, kilka piosenek, naprawdę mnie ruszyło. Dzięki.
        > Ocena ogólna 8,5/10
        Ulżyło mi, nie powiem, bo trochę się bałem, czy nie przesadziłem. Idea była
        taka, że jest to bardzo alternatywna impreza taneczna - dziwne tańczenie w
        dziwnych stylach - indie, krautrock, post-cośtam, country/alt-country,
        industrial, dodatkowo, żeby było dziwniej, każdy fragment miał się kończyć
        walcem właśnie w stylu tego fragmentu (panie proszą panów !). Przyznam, że Ci
        zadania nie ułatwiłem, ale skojarzenia miałeś naprawdę bliskie. Dzięki za
        recenzję, tracklista poniżej.
        • janek0 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 14:30
          janek0 napisał:
          > Einsturzende Neubauten - "Muse".
          Musentango oczywiście.
        • glebogryzarka1 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 14:40
          > (nazwisko prawie jak Guybrush Threepwood - kto jeszcze pamięta Guybrusha
          > Threepwooda ?)

          Pamiętam. Pamiętam jeszcze nawet Zaka McKrackena.
          • janek0 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 20:04

            glebogryzarka1 napisał:

            > > (nazwisko prawie jak Guybrush Threepwood - kto jeszcze pamięta Guybrusha
            > > Threepwooda ?)
            > Pamiętam. Pamiętam jeszcze nawet Zaka McKrackena.
            Hehe. To polecam koledze to
            Pograłem sobie ostatnio w MI 1 i 2, i chyba dlatego mi się skojarzyło.
        • janek0 Tracklista 06.04.06, 14:41

          Część indie:
          1. Pere Ubu - Ubu Dance Party
          2. Pavement - We Dance
          3. Jetenderpaul - When Will We Dance In Golden Gowns ?
          4. Quickspace - The Mountain Waltz

          Część kraut:
          5. Stereo Total - Wir Tanzen in 4-Eck
          6. Motherhood - Negresco #4
          7. Neu! - Super 78
          8. Faust - The Sad Skinhead
          9. Can - Cascade Waltz

          Część post:
          10. Friction - Head Out Head Start
          11. Clinic - Pet Eunoch
          12. The Lost Sounds - Lost and Found
          13. Mogwai - Waltz for Aidan

          Część country:
          14. Reverend Horton Heat - Bales of Cocaine
          15. Loudon Wainwright - Nocturnal Stumblebutt
          16. Hypnopaedia - Luther Played The Boogie
          17. Calexico - Sunken Waltz

          Część industrial:
          18. Einsturzende Neubauten - Musentango
          19. Front 242 - In Rhytmus Bleiben
          20. Laibach - Tanz mit Laibach
          21. Edward Ka-spel - Infinity Waltz

          Coda:
          22. Yo La Tengo - Last Days of Disco
        • pszemcio1 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 15:13
          janek0 napisał:
          > Hehehe. Nie tylko post. To Pavement we własnej osobie (osobach).

          czerwienię się ze wstydu

          > To jest japoński post-hardcore-metal pt Friction. Trudno powiedzieć, o co im
          ch
          > odzi.

          kurde, ja nawet nie zajarzyłem ze po japońsku:/

          > Hehe(2). To jest definicyjny post-rock. Mogwai - Waltz for Aidan

          czerwienię sie po raz drugi, na usprawiedliwienie dodam że nie lubie post
          rocka:/

          > A jaki jest najlepszy zespół ?

          broken social scene:)

          • janek0 Re: uwaga! recenzuję!!! 06.04.06, 20:14
            pszemcio1 napisał:

            > > A jaki jest najlepszy zespół ?
            > broken social scene:)
            BSS to jest drugi najlepszy. :)
    • mechanikk It's micro on the dancefloor. 09.04.06, 18:05
      Już już. Długo trzeba było czekać, ale się odzywam w końcu. Szczerze mówiąc nie
      mam zupełnie pomysłu na identyfikację autora. Płyta przypomina mi dawne
      składanki Machiny, a szczególnie kompilację wytwórni Swim (muszę odgrzebać
      niedługo z zapomnianych odmętów schowka). Wtedy na taką muzykę mówiło
      się „techno” i nie specjalnie się nią przejmowałem (jak również dzisiaj się nie
      przejmuję). A ta jedna płyta była ze mną przez pół wakacji w 1998.
      Ale do rzeczy, bo tu słychać jednak, że kompilacja w 2006 zrobiona. Jest to
      płyta bardzo spójna, zawiera utwory, których gatunek nie jest wcale moją
      specjalnością, ale może można by to obrzucić epitetem w rodzaju „micro house”.
      Nie wiem czy wcelowałem.

      Utworów 10 tylko, ale za to długich.
      1. 10 minut czegoś bardzo sympatycznego, wciągającego, tak, że można przy tym
      zatańczyć (chyba, bo na tańcach w praktyce się nie znam), ale i książkę da się
      poczytać. Szybko zlatuje.

      2.Z początku mi się nie podobało, ale dzisiaj, przy dobrym humorze, nawet
      dobrze się odbiera. Jakieś „southparkowe” głosy tam powklejano, może to Junior
      Senior w jakimś remiksie?

      3. Nie zwraca jakiejś szczególnej uwagi. Ten kobiecy głos, który cos tam
      recytuje jest denerwujący nieco. Ja to skipuję.

      4. Nie zauważyłem jak przeleciało.

      5. To z kolei bardzo mi się podoba. Ta gitara jakby Waglewski ;) i klawisz
      kraftwerkowy. Pierwszy duży plus.

      6. Jeszcze trochę mroczniej się robi. Plumkanie na tle bitu, który podobny do
      wszystkich innych, ale tu wszystko pasuje i jest na swoim miejscu. Drugi plus.

      7. Na początku biją brawo. Utwór troszkę ambientowy, znów raczej nocny i
      mroczny, dlatego mi się podoba. Fajna „rozlana” pozytywka tam jest. Na końcu
      braw nie ma, a to dziwne, bo się należą.

      8. O! Wokal jakiś. I nawet znajomy – Postal Service? Chyba. Pewno w remiksie.
      To najbardziej piosenkę przypomina, więc jestem za. Plus czwarty.

      9. Nooo proooszeee. „Slow” Kylie, ale nie śpiewa Kylie tylko jakiś pan. Nastrój
      taneczno-samobójczy. A Ta pani co szepcze to Minoga, czy inny ktoś? Ciekawe.
      Następny plus, kto wie, czy nie największy.

      10. Nie chce mi się opisywać dokładnie, ale powiem, że robi wrażenie. Transowy
      finał z orkiestrowym tłem. Ten rytm mocno przykuwa uwagę. Plus następny.

      No i się zdziwiłem. Bo muzyka niezupełnie moja, nie zmusza mnie jakoś
      szczególnie do poszukiwań, ale niespodziewanie podoba mi się. Od nr 5 do 10
      głownie. Czyli powinno być 6/10, ale niech będzie 7. Dziękuję, czekam na
      dekonspirację autora.
      • nemrrod Re: It's micro on the dancefloor. 09.04.06, 20:31
        mechanikk napisał:

        > Już już. Długo trzeba było czekać

        Właśnie, tak się zastanawiam, co jest takiego w moich składankach, że zawsze
        muszę najdłużej czekać na ich recenzję...? ;)

        Na wstępie chciałem zaznaczyć, że to dziwne uczucie robić taneczną składankę dla
        faceta :) Zwłaszcza jeśli założyło się wcześniej, że będzie to składanka w stylu
        house. Dlatego zrobiłem raczej coś do tańca w skali mikro, czyli dyskretnego
        podrygiwania i przytupywania nogą :)

        > może można by to obrzucić epitetem w rodzaju „micro house”.
        > Nie wiem czy wcelowałem.

        Dokładnie, taki był zamysł. Ale nie do końca zrealizowany. Ponieważ miałem sto
        pomysłów na tę składankę (jeden - Goldfrapp, Kylie, Avalanches, Basement Jaxx,
        może nawet Madonna, ale to byłoby zbyt proste i oczywiste; dwa - klimaty minimal
        techno/house, ale obawiałem się, że od techno możesz "z nudów zdechnąć" itd. W
        tym miejscu apeluję o zorganizowanie jeszcze kilku tanecznych swapów, żebym mógł
        się zrealizować ;)), to wyszło tak jak wyszło. Moim zdaniem nie do końca spójnie
        - nie obyło się bez wokali i bez Kylie, ale nie obyło się i bez "techna" :)

        > Utworów 10 tylko, ale za to długich.

        Tak jest. Tym samym rekord Roara jeśli chodzi o minimalną ilość utworów na
        składance został pobity :) Cóż, postawiłem na trans.

        > 1. 10 minut czegoś bardzo sympatycznego, wciągającego, tak, że można przy tym
        > zatańczyć (chyba, bo na tańcach w praktyce się nie znam), ale i książkę da się
        > poczytać. Szybko zlatuje.

        Rzeczywiście szybko zlatuje. Bardzo mi się ten loop podoba i myślę, że mógłbym
        się przy nim wczuć i przykładowo tańczyć całą noc :) To Minos Pour Main Basse
        (Sur la Ville). Pod tym przydługim pseudonimem ukrywa się pan znany bardziej
        jako Etienne De Crecy. Czyli french house at its best. A sam kawałek przewyższa
        moim zdaniem połowę "Homework".

        > 2.Z początku mi się nie podobało, ale dzisiaj, przy dobrym humorze, nawet
        > dobrze się odbiera. Jakieś „southparkowe” głosy tam powklejano, może to Junior
        > Senior w jakimś remiksie?

        To Akufen i najbardziej chwytliwy i skoczny moment na "My Way" i jednocześnie
        jedyny w swoim rodzaju popis samplerowej ekwilibrystyki.

        > 3. Nie zwraca jakiejś szczególnej uwagi. Ten kobiecy głos, który cos tam
        > recytuje jest denerwujący nieco. Ja to skipuję.

        Oj, dlaczego od razu skip? :) Ten utwór trochę mi tu nie pasował, ale nie mogłem
        się powstrzymać, żeby go tu umieścić, bo byłem przekonany, że jeśli nic się
        Tobie z tej składanki nie spodoba, to to na pewno tak. Przecież takie chwytliwe
        i taneczne. A ten kobiecy głos to Kylie Minogue we własnej osobie (ciężko
        uwierzyć, prawda? ;)), która wciela się tutaj w rolę czcionki.

        > 4. Nie zauważyłem jak przeleciało.

        A zwróciłeś uwagę na to co dzieje się tutaj w warstwie rytmicznej? Beat, clap,
        hi-haty, dyskretny bas, bongosy, jakieś kliki, przypadkowe pacnięcia w talerz i
        kilka innych dźwięków. Ja na przykład nie mogę wyjść trochę z podziwu. A przy
        tym wszystkim to ładna, romantyczna piosenka. To "Initiate II" Isolee z singla
        wydanego w 1998 r., a niedawno na kompilującym wczesne single Isolee albumie
        "Western Store".

        > 5. To z kolei bardzo mi się podoba. Ta gitara jakby Waglewski ;) i klawisz
        > kraftwerkowy. Pierwszy duży plus.

        Znowu Isolee, "Beau Mot Plage" (w tym miejscu zapewniam, że nie rozmawialiśmy z
        Pagajem na temat naszych składanek ;)). Odbiło mi jakiś czas temu na punkcie
        tego kawałka, Ciebie i Polleke też to chyba czeka :) Największy hit Isolee i
        jeden z najważniejszych singli klubowych, początkujący modę na tzw. micro-house.

        > 6. Jeszcze trochę mroczniej się robi. Plumkanie na tle bitu, który podobny do
        > wszystkich innych, ale tu wszystko pasuje i jest na swoim miejscu. Drugi plus.

        Jeśli micro, to nie mogło zabraknąć Jana Jelinka. Tutaj jako Farben. Fajny jest
        ten disco-sample.

        > 7. Na początku biją brawo. Utwór troszkę ambientowy, znów raczej nocny i
        > mroczny, dlatego mi się podoba. Fajna „rozlana” pozytywka tam jest.
        > Na końcu braw nie ma, a to dziwne, bo się należą.

        Znowu Jelinek, razem ze swoim wyimaginowanym zespołem The Exposures. Mroczne,
        ale jakoś tanecznie mi się kojarzy.

        > 8. O! Wokal jakiś. I nawet znajomy – Postal Service? Chyba. Pewno w remiksie.
        > To najbardziej piosenkę przypomina, więc jestem za. Plus czwarty.

        Tak, to Ben Gibbard z Postal Service, ale gościnnie u Dntel, dodatkowo w
        remiksie Superpitchera. Jeśli nie znasz oryginału, to posłuchaj koniecznie, bo
        to prawdziwy "indietroniczny" hit! :)

        > 9. Nooo proooszeee. „Slow” Kylie, ale nie śpiewa Kylie tylko jakiś pan.
        > Nastrój taneczno-samobójczy. A Ta pani co szepcze to Minoga, czy inny ktoś?
        > Ciekawe. Następny plus, kto wie, czy nie największy.

        To przedstawiciele kolońskiej wytwórni Kompakt kreowanej przez wielu (np.
        Pitchforka) na najlepszą wytwórnię z kręgu ambitnej muzyki tanecznej,
        inteligentnego techno i house'u. Mnie ich składanki z serii "Kompakt Total"
        trochę nudzą, ale można tam trafić na takie perełki, jak "Slow" w wersji dark
        electro :) A ta pani to nie Kylie, pewnie jakiś głos z komputera :)

        > 10. Nie chce mi się opisywać dokładnie, ale powiem, że robi wrażenie. Transowy
        > finał z orkiestrowym tłem. Ten rytm mocno przykuwa uwagę. Plus następny.

        A to projekt pod nazwą Phantom/Ghost, o którym nie wiem nic, poza tym, że ich
        singiel wydała niemiecka wytwórnia Ladomat2000. Dziwne połączenie smutnych
        smyczków, motorycznego beatu i tajemniczego wokalu. Idealny na moment, kiedy nie
        rozróżniamy już snu od jawy.

        Ogromnie żałuję, że nie zmieściło się "Tessio" Luomo w albumowej wersji z
        "Vocalcity" (trwa 12 min.), zdaniem wielu jeden z lepszych "klubowych" singli
        ostatnich lat. Ale to już jako zadanie domowe do posłuchania indywidualnie w
        ramach after-party :)
        Cieszę się, że muzyka nie Twoja i cieszę się , że się podoba :)

        Pozdr.
        • roar Re: It's micro on the dancefloor. 09.04.06, 21:38
          > Tak jest. Tym samym rekord Roara jeśli chodzi o minimalną ilość utworów na
          > składance został pobity :)

          Yes. A total defeat.

          Kurczę, też bym chciał taką składankę, nic nie znam...! No, ale raz-dwa sobie zrobię, od czego mam Soulseek, prawda... ;)
        • polleke Re: It's micro on the dancefloor. 09.04.06, 23:55
          nemrrod napisał:

          > Na wstępie chciałem zaznaczyć, że to dziwne uczucie robić taneczną składankę
          > dla faceta :)

          Przepraszam, ale przy stosunku 17:3 Los nie miał łatwego zadania.

          > Znowu Isolee, "Beau Mot Plage" (w tym miejscu zapewniam, że nie rozmawialiśmy
          > z Pagajem na temat naszych składanek ;)). Odbiło mi jakiś czas temu na punkcie
          > tego kawałka, Ciebie i Polleke też to chyba czeka :)

          No dobrze, słuchałam już kilkanaście, może kilkadziesiąt razy, ale żeby od razu
          obsesja? Nie przesadzajmy ;)
        • glebogryzarka1 Re: It's micro on the dancefloor. 10.04.06, 02:17
          > Właśnie, tak się zastanawiam, co jest takiego w moich składankach, że zawsze
          > muszę najdłużej czekać na ich recenzję...? ;)

          A co ja mam powiedzieć?
          Chociaż digsa w ogóle jakby rozpłynęła się w powietrzu, co pozwala podejrzewać
          jakiś szerzej zakrojony problem - zatem czekam spokojnie dalej bo
          czekajcie a się doczekacie
          proście a będzie wam umieszczona tabliczka 'akwizytorom dziękujemy'
          • grimsrund Re: It's micro on the dancefloor. 10.04.06, 02:31
            Spokojnie, jakby co, to ja się zobowiążę zrobić jeszcze jedną specjalnie dla
            Czarnego Brata ;)
      • nemrrod Re: It's micro on the dancefloor. Tracklist 09.04.06, 20:32
        01. MINOS POUR MAIN BASSE (SUR LA VILLE) Le Patron Est Devenu Fou! ["Super
        Discount", Different, 1997]
        02. AKUFEN Deck The House ["My Way", Force Inc., 2002]
        03. TOWA TEI FEAT. KYLIE MINOGUE GBI (German Bold Italic) ["Sound Museum",
        Elektra, 1997]
        04. ISOLÉE Initiate II ["Western Store", Playhouse, 2006]
        05. ISOLÉE Beau Mot Plage ["Rest", Playhouse, 2000]
        06. FARBEN Beautone ["Textstar", Klang Elektronik, 2002]
        07. JAN JELINEK AVEC THE EXPOSURES Music To Interrogate By ["La Nouvelle
        Pauvreté", ~scape, 2003]
        08. DNTEL (This Is) The Dream Of Evan And Chan (Superpitcher Kompakt Mix)
        ["(This Is) The Dream Of Evan And Chan", Plug Research, 2002]
        09. MICHAEL MAYER & MATIAS AGUAYO Slow ["Kompakt Total 6", Kompakt, 2005]
        10. PHANTOM/GHOST Perfect Lovers (Unperfect Love Mix - Tobias Thomas &
        Superpitcher) ["Perfect Lovers Pt. 1", Ladomat2000, 2001]
    • digsa The One Night Story 08.06.06, 19:11
      Eee dobra, jestem beznadziejna. Przepraszam. Ta recenzja powinna być tu już
      dawno, mimo, że nie mialam zasilacz popsuty a poźniej nie miałam internetu.
      No dobra, here we go...

      1. Przyjemny wstęp, nieco jazzowy-klubowy. Brak tu jakichkolwiek słów, a w 3/4
      utworu nawet syntetyzator wchodzi :)

      2. Street Dance, Street dance. To akurat kojarzę :) Witamy w latach 80. na
      dyskotece i tańczymy :) Wykonuje Break Machine.

      3. Syntetyzator on i dajemy na parkiet, Rock Your Body! Bardzo retro, chyba
      musiałabym pooglądać dłuzej VH1, żeby to poznać ;)

      4. Bardzo żywe, aż się chce podnieść tyłek sprzed komputera ;D Skrzypce (?)
      nadają moc temu kawałku. Pod koniec zmiana rytmu na kubański, do tańca salsy
      (czy czegoś tam, nie znam się się na tym) jak najbardziej :)

      5. Brzmi to jak Earth Wind & Fire... hmm. W ogóle, co za bezsens, większość
      piosenek (wszystkie?) mają date wydania przed moim urodzeniem, ej, skąd ja mam
      znać taką muzykę ;) Bynajmniej jest miłe dla ucha, ale nie wiem czy udałoby mi
      się tak w większej dawce posłuchać.

      6. Tak jak w #4, mamy wokal żeński. Tym razem jest to jednak wolniejsza
      piosenka, ale podklad w tle jest taki, że można sobie pląsać po parkiecie.
      Spojrzałam sobie na allmusic i tam mówią, że to Chic - I Want Your Love

      7. A teraz jest bardzo R&B, tak nawet chill-outowo. Ale poruszać się można ;)
      Davina - Come Over To My Place.

      8. Znowu bardzo R&B, znowu bardzo retro. George Benson - Shiver. Trochę
      szybciej niż poprzednio...

      9. ...a tu again wolno. Bardzo podobnie jak w #7. Jeden raz posłucham, ale
      gdybym miała tak troche więcej, to nie za bardzo...

      10. Ożywienie, syntetyzatory, wskakujemy na parkiet po odpoczynku! Rymy we
      zwrotce a w refrenie damski głos, w tle disco. Podoba się ;]

      11. Po takim kawałku jak poprzedni warto odpocząć, no i mamy. Outkast. Funky
      Ride. Gitara w tle daje przyjemny klimat.. a ten koniec ;DD

      12. Chyba najlepszy kawałek na całej składance. Bardzo pogodny a potańczyć
      można, że ho! :)

      13. Klubowy klimat raczej. Wokal - female. Nawet fajne, ale mniej więcej pod
      koniec kobieta trochę za bardzo WYĆ :>

      14. Hm, hm. Przydałoby się zróżnicowanie na tej składance.. Znaczy sie utwory
      nie są złe, ale jakoś mi niemal wszystkie wolniejsze kawałki podobne sie
      wydają... bo znowu wolno, kobieta przy mikrofonie, podkład odprężajacy i
      popląsać sobie można...

      15. No i jest wreszcie coś innego! ;] nie ma R&B, nie ma kliamtu '80. Żeński
      wokal jest, ale co tam. Są nastrojowe skrzypce w tle, które nadaję niespokojny
      nastrój. Fajnę.


      Podsumowując. Tak jak mówiłam wcześniej, przydałoby się więcej urozmaicenia i
      szybszych utworów. Ale jest OK. Bo w końcu temat był do tańca, to i jest on na
      płycie. Właczając tę cd możnaby zrobić taki wieczór z R'n'B ;]

      Ocena: 6/10

      i jeszcze raz przepraszam :(
      +
      Pozdrawiam!
      • glebogryzarka1 Re: The One Night Story 08.06.06, 20:14
        Wreszcie :D

        Tylko że ja już nie pamiętam za dobrze tej składanki, to znaczy tracklistę
        jeszcze jak cię mogę, ale knif polega na tym że ta składanka to miała być
        historyjka jakby. To znaczy że on na parkiecie poznaje ją, zmierzają do niej i
        po upojnej nocy on odchodzi w siną dal. Dobra, kij z historyjką.
        Składak jest cały czarny (tylko trzy tracki należą do białych, a w dwóch z nich
        i tak mamy czarnych wokalistów) - może stąd wrażenie, że mało zróżnicowany. Ale
        zobacz, masz r'n'b, disco, funk, acid jazz, soul, hh, new jack swing, house
        nawet :)

        > 1. Przyjemny wstęp, nieco jazzowy-klubowy. Brak tu jakichkolwiek słów, a w
        > 3/4 utworu nawet syntetyzator wchodzi :)

        ARP konkretnie. Maxwell "The Urban Theme", intro do jego debiutanckiej płyty.
        Maxwella nie słychać, ale Stuarta Matthewmana (to ten od Sade) i jego
        producencki doskonały smak i owszem.

        > 3. Syntetyzator on i dajemy na parkiet, Rock Your Body! Bardzo retro, chyba
        > musiałabym pooglądać dłuzej VH1, żeby to poznać ;)

        Nieeeee :D To stosunkowo nowy utwór (1999) - Les Rythmes Digitales "Dreamin'" z
        płyty "Darkdancer". Stuart Price najlepiej na świecie podrabia klimat lat 80,
        doceniła to nawet Madonna.

        > 4. Bardzo żywe, aż się chce podnieść tyłek sprzed komputera ;D Skrzypce (?)
        > nadają moc temu kawałku. Pod koniec zmiana rytmu na kubański, do tańca salsy
        > (czy czegoś tam, nie znam się się na tym) jak najbardziej :)

        Bran Van 3000 i gościnnie Curtis Mayfield. "Astounded" z płyty "Discosis". To
        bodajże ostatnie nagranie Mayfielda przed śmiercią, szkoda bo jak słychać był w
        dużym sztosie.

        > 5. Brzmi to jak Earth Wind & Fire... hmm. W ogóle, co za bezsens, większość
        > piosenek (wszystkie?) mają date wydania przed moim urodzeniem, ej, skąd ja
        > mam znać taką muzykę ;) Bynajmniej jest miłe dla ucha, ale nie wiem czy
        > udałoby mi się tak w większej dawce posłuchać.

        Zgadza się, Earth Wind & Fire "Fantasy" (album "All 'n All"), typowy dla nich
        soul stadionowy w najlepszym możliwym wydaniu.

        > 9. ...a tu again wolno. Bardzo podobnie jak w #7. Jeden raz posłucham, ale
        > gdybym miała tak troche więcej, to nie za bardzo...

        Podobnie? Nie dość, że cały aranż, konstrukcja i harmonia inne, to jeszcze beat
        akustyczny, gdy u Daviny był taki twardy, uliczny, z samplera, multilayered
        hiphopowy :) Jill Scott "Show Me", z debiutu.

        > 10. Ożywienie, syntetyzatory, wskakujemy na parkiet po odpoczynku! Rymy we
        > zwrotce a w refrenie damski głos, w tle disco. Podoba się ;]

        George Clinton próbujący sił w tzw. new jack swing, odmianie muzyki tanecznej
        wywodzącej się z house, popularnej na początku lat 90. Utwór "Big Pump",
        album "Hey Man Smell My Finger", rok 1993, współkompozytor: Prince.

        > 12. Chyba najlepszy kawałek na całej składance. Bardzo pogodny a potańczyć
        > można, że ho! :)

        Haha! Rok 1981, niezmordowanie lansowany przeze mnie przy każdej możliwej
        okazji zespół The Whispers w nagraniu "I Can Make It Better". Wersja długa
        albumowa, do zatańczenia (albo...) się na śmierć.

        > 13. Klubowy klimat raczej. Wokal - female. Nawet fajne, ale mniej więcej pod
        > koniec kobieta trochę za bardzo WYĆ :>

        Megaklasyk - Rufus "Stay", highlight płyty "Street Player", która ma tyle lat
        co ja :) Wyje Chaka Khan.

        > 14. Hm, hm. Przydałoby się zróżnicowanie na tej składance.. Znaczy sie utwory
        > nie są złe, ale jakoś mi niemal wszystkie wolniejsze kawałki podobne sie
        > wydają... bo znowu wolno, kobieta przy mikrofonie, podkład odprężajacy i
        > popląsać sobie można...

        Erykah Badu w utworze zamykającym płytę "Mama's Gun" - zwie się to "Green Eyez"
        i ma 10 minut, nieprzygotowanych faktycznie może trochę uśpić, no offence. Na
        trąbce Roy Hargrove.

        > 15. No i jest wreszcie coś innego! ;] nie ma R&B, nie ma kliamtu '80. Żeński
        > wokal jest, ale co tam. Są nastrojowe skrzypce w tle, które nadaję
        > niespokojny nastrój. Fajnę.

        Coś innego, bo białasy, chociaż wokalistka czarnoskóra. Red Snapper i "Image of
        You" z albumu "Making Bones" (1998). Wiedziałem, że się spodoba, to jest
        śliczne po prostu.

        > Ocena: 6/10

        Spodziewałem się niżej, szczerze mówiąc; dzięki.
        • glebogryzarka1 The One Night Story - tracklista 08.06.06, 20:15
          tracklista:

          1. Maxwell - The Urban Theme
          LP. Maxwell's Urban Hang Suite (1996)

          2. Break Machine - Street Dance
          singiel (1982)

          3. Les Rythmes Digitales - Dreamin'
          LP. Darkdancer (1999)

          4. Bran Van 3000 (f/Curtis Mayfield) - Astounded
          LP. Discosis (2001)

          5. Earth, Wind & Fire - Fantasy
          LP. All 'n All (1977)

          6. Chic - I Want Your Love
          LP. C'est Chic (1978)

          7. Davina - Come Over to My Place
          LP. Best of Both Worlds (1998)

          8. George Benson - Shiver
          LP. While the City Sleeps (1986)

          9. Jill Scott - Show Me
          LP. Who Is Jill Scott? (2000)

          10. George Clinton - The Big Pump
          LP. Hey Man, Smell My Finger (1993)

          11. Outkast - Funky Ride
          LP. Southernplayalisticadillacmuzik (1994)

          12. The Whispers - I Can Make It Better
          LP. Imagination (1981)

          13. Rufus (w/Chaka Khan) - Stay
          LP. Street Player (1978)

          14. Erykah Badu - Green Eyez
          LP. Mama's Gun (2000)

          15. Red Snapper - Image of You
          LP. Making Bones (1998)
        • ilhan Re: The One Night Story 08.06.06, 20:36
          A w ogóle to co byście peedzieli na nową edycję?
          • mechanikk Re: The One Night Story 08.06.06, 20:54
            Jestem bardzo mocno ZA. Żeby tak na wakacje mieć czego słuchać.
            • pagaj_75 Re: The One Night Story 08.06.06, 21:06
              mechanikk napisał:

              > Jestem bardzo mocno ZA. Żeby tak na wakacje mieć czego słuchać.

              Hmm... "Pocztówka z wakacji"? "W 40 dni dookoła świata"? :)
              • mechanikk Re: The One Night Story 08.06.06, 21:07
                Wakacje w piekle? :D
                • glebogryzarka1 Re: The One Night Story 08.06.06, 21:15
                  "Lato w mieście".
                  Wiecie, podskórny rytm miasta, miejska bezsenność, miejska poezja, to ostatnio
                  jest wielce git.
                  • ilhan Re: The One Night Story 08.06.06, 21:27
                    Znów wakacyjna? Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
                    • mechanikk Re: The One Night Story 08.06.06, 21:29
                      To oni zaczeli! Ja tylko powiedziałem, że chce mieć czego słuchać w wakacje :P
                      • grimsrund Re: The One Night Story 08.06.06, 21:52
                        "Lato w mieście"? To dyskryminacja wsi polskiej!
                        • obly Re: The One Night Story 08.06.06, 22:02
                          "Pędze kabrio 240
                          moje oko cie piesci
                          blond fryzura twoja fruwa
                          japierdolę kurwa kurwa"

                          no wakacyjny temat moze mnie j ale składanka do samochodu na wyjazd letni
                          to mi jest własciwie konieczne i niezbędne gdyz kurwa ja pierdole ale bede
                          ciumał swoim carem poszarpanym wspomnieniaim poprzez błlekitu nieb tysiące i
                          moze kiedys opowiem wam o błlekitnookiej na stacji benzynowej co to moją kartę
                          zatrzymała....
                        • digsa Re: The One Night Story 08.06.06, 22:02
                          ja sie boje, że nikt nie będzie chciał mi wysłać ;D w ogóle, mundial jest, nie
                          wiem czy będę miała wystarczająco dużo czasu, żeby sie skupić, lepiej by było
                          to po 9. lipca zrobić..?
                          • jarecki32 Re: The One Night Story 08.06.06, 22:24
                            a mnie sie podoba "w 14 dni dookola swiata" czyli skladanka podrozna, 14
                            kawalkow, kazdy z innej podrozy ( palcem po mapie tez sie kwalifikuje)
                            "world music" czy cos takiego, skladanka nie na wakacje tylko po wakacjach
                            z mundialem nie powinno to kolidowac

                            co Wy na to ?
                          • janek0 Re: The One Night Story 08.06.06, 22:26
                            digsa napisała:

                            > ja sie boje, że nikt nie będzie chciał mi wysłać ;D w ogóle, mundial jest, nie
                            > wiem czy będę miała wystarczająco dużo czasu, żeby sie skupić, lepiej by było
                            > to po 9. lipca zrobić..?
                            >
                            No to może "Piosenki do słuchania między meczami"
                            • aimarek Re: The One Night Story 08.06.06, 23:11
                              Pagaj dobrze mówi. "W 40 dni dookoła świata" i wszystko jasne.
                              • mechanikk Re: The One Night Story 11.06.06, 00:53
                                To jak? Robimy? Po mundyjalu?
                                • ilhan Re: The One Night Story 11.06.06, 10:55
                                  Mnie Mundial nie przeszkadza :)
                                  • mechanikk Re: The One Night Story 11.06.06, 11:59
                                    No to niech się Wielka Matka Założycielka wypowie :)
                • hennessy.williams Re: The One Night Story 11.06.06, 23:54
                  mechanikk napisał:

                  > Wakacje w piekle? :D

                  A może Wakacje z duchami?
                  Interpretacje tytułu dowolne...
        • aimarek The Whispers 08.06.06, 23:19
          glebogryzarka1 napisał:

          > Haha! Rok 1981, niezmordowanie lansowany przeze mnie przy każdej możliwej
          > okazji zespół The Whispers

          No to polansuj jeszcze trochę, bo kiedyś ściągnąłem jakieś dwa ich kawałki i są
          wyjebcze zupełnie ("And The Beat Goes On" i coś tam jeszcze). Jakie płytki
          pociągnąć?
          • glebogryzarka1 Re: The Whispers 12.06.06, 17:45
            > No to polansuj jeszcze trochę, bo kiedyś ściągnąłem jakieś dwa ich kawałki i
            > są wyjebcze zupełnie ("And The Beat Goes On" i coś tam jeszcze). Jakie płytki
            > pociągnąć?

            Nie będę zgrywał megaspeca - bo mam tylko zestaw: "Imagination" właśnie i
            składak, bodajże "Anthology" się nazywa.
            Na składanki trzeba uważać, bo mój kolega kupił taką z tylko balladami i ona
            ssie bardzo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka