Dodaj do ulubionych

Płyta, która nas otworzyła na...

16.08.06, 10:18
...nieznany lub wręcz niezbyt lubiany gatunek muzyczny, przekonała, że warto
słuchać i szukać.

Zacznę nie od płyty, a od filmu: Dave Chappells Blocks Party - założyłem
wątek na ten temat, więc nie będę się powtarzał
- Ukraiński barszcz - świetna składanka dołączona do którejś ze starych
Machin. Zachwyciła mnie i skłoniła mnie do zakupu kilku płyt zamieszczonych
tam wykonawców (Wij, Drewo, pani Nanio).
Obserwuj wątek
    • vandoren Re: Płyta, która nas otworzyła na... 16.08.06, 22:02
      van halen - van halen - otworzyła mnie na mocniejsze granie
      walk away - help yourself - ta płyta otworzyła mnie na jazz
    • pytajnick Re: Płyta, która nas otworzyła na... 16.08.06, 22:36
      > ...nieznany lub wręcz niezbyt lubiany gatunek muzyczny, przekonała, że warto
      > słuchać i szukać.

      Kilka przykładów z naciskiem na "niezbyt lubiany" (do czasu):

      Cipher - No Ordinary Man - otworzyła mnie na ambient, który wcześniej uważałem
      za nudy straszne i w ogóle co to jest (w tym jak się potem okazało fantastyczne,
      znane mi wcześniej, pierwsze dwie płyty Bass Communion)

      Opeth - Blackwater Park - otworzyła mnie na nieco bardziej ekstremalne ciężkie
      granie i pokazała że growling może być czymś pięknym i... melodyjnym (ale
      Akerfeldt to wyjątek, niestety)

      Keith Jarret - La Scala + Miles Davis - Kind of Blue - na jazz, który wcześniej
      był dla mnie niemelodyjnym pitu pitu i wirtuozerskim - w negatywnym tego słowa
      znaczeniu - się popisywaniem

      Art Zoyd - Symphonie Pour Le Jour Ou Bruleront Les Cites (z małą pomocą
      Magmowego "1001 Degrees Centgrade"/"Mekanik Destruktiw Komandoh") - otworzyło
      mnie na pokręconą awangardę, potem poszły wszelkie U Totemy, Univers Zero,
      Volapuki i inne Presenty. Cudowna płytka, aż sobie zapodam bo ze dwa lata tego
      nie robiłem, a zawsze sprawiała mi wielką radość i humor poprawiała.

      Więcej może potem.
    • pagaj_75 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 16.08.06, 22:51
      coś mało ludzi zmieniających poglądy tutaj ;)

      może nie tyle nie lubiłem, co ignorowałem kompletnie (mimo pewnych przebłysków
      ze świata, że coś ważnego się dzieje) całą nową elektronikę lat 90. wyłomu w
      murze dokonał z jakieś 7 lat temu "In Sides" Orbitala, ale tak na dobrą sprawę
      to wszystko dla mnie zaczęło się 3 lata temu od "Martes" Murcofa, które zresztą
      przeleżało u mnie chyba z pół roku zanim tak naprawdę chwyciło.

      jeśli chodzi o jazz, to niezbyt oryginalny będę - zaczęło się od "Kind of Blue"
      - więc nie będę się rozpisywał.
      • cze67 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 10:00
        pagaj_75 napisał:

        > może nie tyle nie lubiłem, co ignorowałem kompletnie (mimo pewnych przebłysków
        > ze świata, że coś ważnego się dzieje) całą nową elektronikę lat 90. wyłomu w
        > murze dokonał z jakieś 7 lat temu "In Sides" Orbitala,

        Oj słuchało się tego, namiętnie słuchało. I to mniej więcej w tym samym czasie.
    • pytajnick Re: Płyta, która nas otworzyła na... 16.08.06, 23:06
      Astralasia - The Politics Of Ecstasy - otworzyła mnie na ambitne
      ("artystyczne"), delikatne techno, bo kiedyś tam jako młody i głupi odrzucałem
      gatunek z góry na dół. Co prawda bywalcy co mocniejszych dyskotek w życiu by
      tego za techno nie uznali, ale ja to samo myslę o ich muzyce.

      Above & Beyond - Anjunabeats Vol. 2 - otworzyła mnie na ostrzejsze i momentami
      całkiem hardkorowe techno. Czyli że i całkiem poważne "łup łup" może być świetne
      i zachwycające, jeśli się do tego spece z konceptem i wyczuciem wezmą, a ci
      panowie takimi specami zdecydowanie są.

      Miles Davis - Doo Bop - była dla mnie punktem zwrotnym jeśli chodzi o
      traktowanie rapu a w konsekwencji i większości hip-hopu. Dziś tej płytki w
      zasadzie nie słucham, bo jakimś wielkim arcydziełem nie jest, ale wówczas było
      dla mnie wielkim odkryciem (he-he) że rap może pięknej muzyce spokojnie
      towarzyszyć, nie tylko niczego nie psując, ale wręcz ją upiększając.
    • peternurek1 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 01:49
      Ha, może mało oryginalnie na tym forum (znaczy się Cze chyba też tak
      miał): "Czarno Widzę" Afro Kolektywu otworzyło mnie na podobne klimaty. Za
      cholerę się nie mogłem przekonać do 'czarnej muzy', wszystko przez tragiczny
      mejnstrim ;) ale po Trenerze Szewczyku, Gramy Dalej, w końcu reszcie kawałków i
      nawijce Pana Duje Pe w Radiu BiS jednak daje radę. To jakiś Gnarls Barkley, to
      jakieś coś. Jest dobrze.
      • internetauta Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 10:22
        Widzę, że Cze próbuje stworzyć nowy, ciekawy wątek... No i się udało.
        Mnie na mocniejsze granie otworzył solowy debiut Ozzy'ego Osbourne'a, Blizzard
        Of Ozz. Klasyka rocka, choć nie oznacza to, że zasłuchuję się w szeroko pojętym
        - jak to zwą- metalu. Tfu! Co za beznadziejna nazwa! Ja zawsze mówię po prostu:
        hard rock.
        • ihopeyouwilllikeme Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 11:10
          > choć nie oznacza to, że zasłuchuję się w szeroko pojętym
          > - jak to zwą- metalu. Tfu! Co za beznadziejna nazwa! Ja zawsze mówię po prostu:
          > hard rock.

          Więc np. Vader to też hard rock ? Tak jak np. Deep Purple ?
          • internetauta Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 11:56
            Vader to już raczej nie, bliżej do hard rocka Deep Purple. Choć nie chcę popadać
            w stylomanię, gdzie każdy "genre" ma pięćdziesiąt stylów, podstylów,
            podstylików, odmian... Ja to po prostu biorę ogółem. Choć wrzucenie do jednego
            wora "Soul" płyt Eryki Badu i Jamesa Browna to tak jak wymieszanie koktajlu z
            sokiem pomidorowym, to we mnie nie sprawia to odruchów wymiotnych.
            • glebogryzarka1 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 15:56
              > Choć wrzucenie do jednego
              > wora "Soul" płyt Eryki Badu i Jamesa Browna to tak jak wymieszanie koktajlu z
              > sokiem pomidorowym, to we mnie nie sprawia to odruchów wymiotnych.

              celne. można ciut podważyć, bo najważniejsza część nagrań Browna to wg
              dzisiejszej terminologii funk, a dla bardziej jazzowej niż soulowej Badu (z jej
              stanowczo hiphopowym podejściem do kompozycji) oraz jej epigonek, ładne słowo,
              ukuto termin neosoul; ale celne.
    • jarecki32 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 17.08.06, 15:30
      ok, nigdy nie za bardzo interesowal mnie punk, a jeszcze mniej pop czy neo-punk
      To sie moze zmienic za sprawa plyty A feaver you can sweat out, grupy Panic !
      At the Disco, ktorej slucham od wczoraj jadac do i z pracy. Zespol uslyszalem i
      obejrzalem w ubiegla niedziele na francuskim Music Plus, grali taki maly
      koncert. I opadla mi szczeka. Jeszcze bardziej mi opadla jak wyczytalem, ze :
      pierwsze primo: to jest punk
      drugie primo : chlopcy dopiero co pokonczyli srednie szkoly

      Plyta moze nie rozwala ( troche za bardzo do siebie podobne sa te kawalki i
      wokal zbyt monotonicznie ekspresyjny), ale potencjal maja chlopaki niesamowity

      Trzeba poszperac w tych neo-punkach aby znalezc przyszlych luminarzy prog-rocka.
      • ilhan Re: Płyta, która nas otworzyła na... 20.08.06, 14:05
        jarecki32 napisał:

        > ok, nigdy nie za bardzo interesowal mnie punk, a jeszcze mniej pop czy neo-punk
        > To sie moze zmienic za sprawa plyty A feaver you can sweat out, grupy Panic !
        > At the Disco, ktorej slucham od wczoraj jadac do i z pracy. Zespol uslyszalem i
        >
        > obejrzalem w ubiegla niedziele na francuskim Music Plus, grali taki maly
        > koncert. I opadla mi szczeka. Jeszcze bardziej mi opadla jak wyczytalem, ze :
        > pierwsze primo: to jest punk
        > drugie primo : chlopcy dopiero co pokonczyli srednie szkoly

        Ekhm, to *nie jest* punk. Bez urazy, ale dla mnie raczej licealny emo-popik na usługach dużej wytwórni.
        • jarecki32 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 20.08.06, 17:27
          tak tez myslalem, ze to nie jest chyba punk, choc zarowno Green Day jak i ten
          band jest do kupienia na polce pt "punk"
          Ale nie to gdzie ich szufladkuja jest istotne, tylko co z tego zespolu moze
          wyrosnie.
          Jesli ich ta duza wytwornia nie przemieli i wypluje to maja szanse zostac
          wielkim zespolem, widzialem ich w akcji i pisze to calkiem serio.
    • geigo Re: Płyta, która nas otworzyła na... 18.08.06, 16:34
      Płyta może nie, ale wykonawca. Dzięki słuchaniu Johnny'ego Casha zaczęłam zapuszczać się śmielej na terytoria kantrowate :)
    • nesihonsu Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 07:36
      Właściwie to sama od dawna noszę się z zamiarem zainicjowania dyskusji pt.
      ewolucja muzycznego gustu. Tylko, że dotąd nie zdobyłam się na opisanie swojego
      własnego przypadku. Ten temat jest jednak zbliżony chociaż koncentruje się na
      momentach samych przełomów. Przez lata słuchania trochę się ich nazbierało ale
      u mnie największe były 2 – przewracające do góry nogami już ustalone muzyczne
      światy.
      Pierwszy to odejście od rocka progresywnego i otworzenie się na klimaty punkowe
      i nowofalowe. O mojej konwersji najbardziej przesądził album sam w sobie
      niezbyt wartościowy bo „Gods Own Medicine” the Mission. Nie pokusiłabym się
      dzisiaj na słuchanie tego chyba głównie ze względu na słaby technicznie wokal
      Wayne’a Husseya. Chociaż wtedy mi to jakoś nie przeszkadzało. Zakochałam się w
      tej płycie na zabój. Nie żebym wcześniej zupełnie stroniła od nowej muzyki ale
      były to sporadyczne przypadki i przeważnie rzeczy muzycznie dużo łagodniejsze.
      No i jakoś nie budziła ona we mnie żywszych emocji. Zmieniła to całkowicie
      dopiero Misja, wkrótce potem było the Cult a potem już poszło na całego.
      Musiałam ostro nadrabiać zaległości, które mi się porobiły przez cały okres
      odżegnywania się od tego typu twórczości. Rzeczywiście było to boskie lekarstwo
      na moją chorobliwą niechęć do pokłosia punkowej rewolucji.
      Drugi przełom to zainteresowanie się muzyką taneczną. Były to czasy
      eksplozywnego jej rozwoju. Zrazu podchodziłam do niej bardzo nieufnie, za mocno
      kojarzyła mi się z grzechami wczesnej młodości kiedy słuchało się głównie,
      później wyklętego, disco a jako dotąd oddany rockfan, zagłębiając się w podobne
      rejony czułam się co najmniej dziwnie. A zaczęło się to wszystko znów od nie
      bardzo wybitnej płyty a mianowicie Boss Drum grupy the Shamen. Za jej sprawą
      bakcyl został skutecznie złapany aby potem bez przeszkód rozwijać się w
      organizmie karmionym muzyką Prodigy, Leftfield, the Orb albo Fluke. Przez
      następnych parę lat słuchałam głównie takich rzeczy z bardzo niewielką
      domieszką rock and rolla.
      Na początku nowego tysiąclecia znów powróciłam do chłopców (i dziewczyn) z
      gitarami ale to już historia nie na ten temat.
      • cze67 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 09:56
        nesihonsu napisała:

        > Właściwie to sama od dawna noszę się z zamiarem zainicjowania dyskusji pt.
        > ewolucja muzycznego gustu.

        Może dopisz się tu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=21386191&wv.x=1&v=2&s=0
        • braineater Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 11:04
          Tak jak wyżej - Doo Bop pospołu z Guru Jazzmataz v. 1 pokazały mi, że czarni
          bracia to mają mnóstwo genialnych pomysłów w tym swoim hip-hopie. Przedtem z
          gatunku wchodziło mi tylko BBoys i Cypress Hill, a reszta nie.
          Składak z Machiny, z dźwiekami Ninja Tune, po pierwsze dał mi moja po dzis
          dzień ukochaną wytwórnię, z której mam wszystko i cenie prawie wszystko, a po
          drugie, dał kopa w strone nie namlockowo-kraftwerkowsko-schulzowsko-enowskiej
          elektroniki. Potem juz poszło, przez composty, mille plateaux, warp aż do
          dzisiejszej miłości do Type records. No i zwrocił uwagę, że etykietka
          wydawnictwa jest w dniu dzisiejszym stokroć ważniejsza i wiecej mówiaca niz
          jakies wykoncypowane nazwy gatunków.
          Sprezentowane przez kumpla Spy vs Spy Zorna, od których sie zaczęło szukanie
          jazzowych i awangardowych świrów, trwające do dziś, bo do wtedy raczej mocniej
          kręcili klasycy - Coltrane, Davies, Colleman, niz nowe produkcje, a awangarda
          kojarzyła mi się z Pendereckim.
          Ten Pearl Jam, co mi pokazał, że rock to nie jest tylko muzyka, której słuchaja
          stare dziadki i gitary to nie tylko AC/DC, którym mnie brat katował, tylko, że
          da się w tym gatunku zagrać ciekawie i nie nudno. Niestety wrazenie, prócz
          kilku kapel, okazało się błędne:)

          P:)
          • cze67 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 11:17
            braineater napisał:
            > Składak z Machiny, z dźwiekami Ninja Tune, po pierwsze dał mi moja po dzis
            > dzień ukochaną wytwórnię, z której mam wszystko i cenie prawie wszystko, a po
            > drugie, dał kopa w strone nie namlockowo-kraftwerkowsko-schulzowsko-enowskiej
            > elektroniki.

            Kurcze, wydawało mi się, że mam wszystkie składaki Machiny. A tej nie kojarzę.
            Co tam było?
            • braineater Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 11:30
              na pewno Amon Tobin z płytki Cujo Adventures in Foam; na 99% 9 lazy 9 z
              Electric Lazyland, na pewno Funki Porcini z Headphone Sex, bo to był projekt w
              którym sie natychmiast zakochałem, na pewno Coldcut, na pewno hymn Ninja Tune
              czyli Timber, cos z Jazz Breakes Dj Fooda, Midnight in the Perfect World
              Shadowa.
              Tyle co pamiętam na teraz, pełna playlistę mogę Ci podać jak wrócę z pracy i to
              była pierwsza skladanka jaka dołaczono do tego pisma.

              P:)
              • cze67 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 11:35
                To mi wystarczy, poszperam sobie. W sumie stara Machina robiła niezłą robotę.
                Wspomniana przez Ciebie płyta, mój Ukraiński barszcz, poza tym m.in. świetna
                Malka Spiegel na jakieś jeszcze składance i wiele innej ciekawej muzyki.
                • braineater Re: Płyta, która nas otworzyła na... 23.08.06, 11:44
                  no z tych starych składaków to był jeszce warpowski rewelacyjny, nova-mute,
                  gdzie pierwszy raz słyszałem Devo i taki ze spiewankowa world-music mieszana
                  elektronicznie - cos tam z pomarańczą w tytule chyba. Choć po mojemu to
                  najlepsze składaki z prasy muzycznej w PL to chyba Plastik wydawał i parę razy
                  w Antenie Krzyku sie tez niezłe rarytasy trafiały.

                  P:)
                  • cze67 Re: Płyta, która nas otworzyła na... 05.09.06, 15:01
                    Słuchane swego czasu płyty Dead Can Dance "The Serpent Egg" i "Aion" (utwory
                    takie jak Saltarello czy The Song Of The Sybil) uświadomiły mi, że uwielbiam
                    muzykę dawną.
                    • ilhan Re: Płyta, która nas otworzyła na... 05.09.06, 15:02
                      Musisz kiedyś posłuchać mojej audycji, w zeszłym tygodniu jakiś słuchacz napisał mi na GG: "Co to za muza? Jakaś starodawna".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka