Dodaj do ulubionych

Burn Baby Burn vol. 5

    • glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.12.06, 10:26
      Dramatycznie przepraszam adresatkę mojej składanki - nadal biję się z myślami i
      z kilkunastogodzinnym przed świętami dniem pracy. Wybaczenia.
      • ilhan Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.12.06, 11:36
        Właśnie dostałem. Oprawa graficzna doskonała. Autorka (znaczy chyba, jeśli się pomyliłem to przepraszam, bo w sumie trochę strzelam, hehe) się bardzo postarała. Słucham.
        • ilhan Re: Burn Baby Burn vol. 5 21.12.06, 16:57
          ilhan napisał:

          > Właśnie dostałem. Oprawa graficzna doskonała. Autorka (znaczy chyba, jeśli się
          > pomyliłem to przepraszam, bo w sumie trochę strzelam, hehe) się bardzo postarał
          > a. Słucham.

          Recenzja będzie niestety dopiero po świętach.
          Chciałem z tego miejsca złożyć życzenia świąteczne autorce mojej składanki :>
          • ilhan Re: Burn Baby Burn vol. 5 01.01.07, 19:02
            ilhan napisał:

            > ilhan napisał:
            >
            > > Właśnie dostałem. Oprawa graficzna doskonała. Autorka (znaczy chyba, jeśl
            > i się
            > > pomyliłem to przepraszam, bo w sumie trochę strzelam, hehe) się bardzo po
            > starał
            > > a. Słucham.
            >
            > Recenzja będzie niestety dopiero po świętach.
            > Chciałem z tego miejsca złożyć życzenia świąteczne autorce mojej składanki :>

            Totalnie mi wstyd, niestety nadal brakuje czasu żeby coś rzetelnie napisać. Ale mam mocne postanowienie poprawy.
            Inna sprawa, że ja wysłałem swoją dużo wcześniej i wciąż komentarza ni widu ni słychu.
    • digsa Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.12.06, 16:02
      ja dostałam wczoraj i zdążyłam na razie przesłuchać raz.
      a swoją wysyłam JUŻ w poniedziałek :>
      • nemrrod Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.12.06, 16:57
        Również dostałem wczoraj. I stała się rzecz następująca: ponieważ aktualnie
        jedyny działąjący u mnie napęd cd znajduje się w komputerze, po umieszczeniu
        płyty tamże, zobaczyłem w winampie wszystkie tytuły, co zepsuło mi trochę zabawę
        :| Ale składanka fajna, a nadawca pozostaje dla mnie zagadką.
        • grimsrund Doszło wczoraj! 14.12.06, 18:23
          Szlachetna surowość oprawy graficznej momentalnie zdradziła mężczyznę,
          dźwiękowość jeszcze bardziej zawęziła krąg podejrzanych (100% elektropikania),
          zaś stemple pocztowe pochodzące NIE z Boat City, lecz z Ziem Odszyskanych,
          wykluczyły z wąskiego grona potencjalnych podejrzanych Aimarka.

          Za recenzję (bo wszak nie jestem w stanie napisać nic ponad to, że najpierw są
          kawałki jakieś takie szybsze, potem spokojniejsze, a w trzecim odgłos paszczą
          daje Bjork - zresztą tego utworu i tak nigdy wcześniej nie słyszałem) niech
          starczy moje przekonanie, że gdybym się na taki krok zdecydował, składanka owa
          byłaby idealną płytą do snu (ale wczoraj do snu odprowadziła mnie jednak inna
          płyta, czyli muzyka do UNITED 93).

          Za to wcześniej zestaw ów ukoił moje nerwy po dziadowskim meczu Wisły, za co
          Autorowi należą się dodatkowe podziękowania :)
          • nemrrod Ejże 15.12.06, 21:03
            Czy Szanowny Odbiorca próbuje się wymigać od recenzji? Autor domaga się recenzji
            track-by-track, w przeciwnym razie nie ujawni klucza ani dramatycznej historii
            jaka kryje się za utworami. Bo nie jest to bynajmniej pikanie dla pikania, ani
            tym bardziej pikanie usypiające, o nie!
            • grimsrund Re: Ejże 15.12.06, 21:33
              Kurtka Maćka no!

              Jak sie tak upiera, to spróbuję. Wynik będzie żałosny, co gwarantuję.
              • pszemcio1 sorki 16.12.06, 11:30
                ja nadal nie wysłałem. sorry ale zmieniłem prace i mam w związku z tym urwanie
                głowy. wyslę w najblizszym tygodniu
    • glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.12.06, 23:27
      Dostałem - stempel says Łódź, niczego mi to nie ułatwia, składak raczej
      gitarowo-smutny, lekko psychodeliczny, ciut nostalgiczny, już mam dwa mocne
      highlighty. Recenzja niedługo, oczywiście.
    • glebogryzarka1 RECENZ 18.12.06, 03:28
      Nie używajcie koledzy przeszukiwarek, bo sobie zjebiecie całą zabawę. Ja nie
      użyłem. Ciekawe na ile znów obnażę zerowość swojej wiedzy o muzyce. No to cyk.

      Składak jest silnie toksyczny, to znaczy wywołuje skojarzenia głównie z różnymi
      stanami degrengolady. Chyba niewiele z tych numerów powstało tak totalnie na
      trzeźwo, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

      1) Tymon i strażackie dęciaki i widziałem cię z innym chłopcem. Moje sławne
      poczucie humoru zawodzi mnie po całości. Używając znakomitych restauracyjnych
      paraleli, to tak jakby na entree podać, no offence, gówno. 2/10

      2) Przesterowany singer/songwriter. Gość śpiewa na zwisie, jadowicie, fajnie.
      Aranż pod gitarę, a smaczki obejmują głównie enerdowskie organy. Ten numer MA
      COŚ W SOBIE. 6/10

      3) Coś jakby wziąć Cocteau Twins i przenieść we wczesne lata 70. Styl edycji
      bębnów wskazuje jednak na współczesność kawałka. 4/10

      4) Otwarcie z Rolanda 303, potem odzywa się inteligent w okularach, brzmi
      skurwiel jak prosto z Oxfordu. 5/10

      5) Hippisowski, psychodeliczny gitarowo-klawiszowy sznyt ze schowanymi bębnami.
      Gość na mikrofonie brzmi jak David Bowie trochę. Monotonne niestety. 4/10

      6) Uuuuuu. Genialnie rozwijający się kawał muzyki z kobiecym wokalem. Najpierw
      jest tylko ogniskowo bijący akustyk, dołączają mocno rubatowe, rozbite pasaże
      fortepianu, na wysokości pierwszego refrenu nagle biorące harmonię straszliwie
      pod włos - FANTASTYCZNE. Chwilę później wchodzi oszczędnie punktująca, bardzo
      tłusto brzmiąca sekcja i repetycja, a następnie jeszcze dojeżdżają, co w sumie
      było do przewidzenia, smyczki. My fiancee said 'dowiedz się kto to i załatw
      całą płytę', z przyjemnością kochanie. 9/10

      7) Jak zwał to zwał. Okrutnie narkotyczne. Fajne koedukacyjne dwugłosy na
      dużych interwałach. Mógłbym to może zaśpiewać leżąc w depresji z twarzą we
      własnych rzygowinach, w innych okolicznościach jednak nie. 5/10

      8) Cover czcigodnego "Owner of a Lonely Heart" młodzieżowego zespołu muzycznego
      Yes. To straszne, ale wolę oryginał. 3/10

      9) Uwaga - poza tymonami jedyny numer na składance, który poznałem! Will Oldham
      i jego skarga, cholernie przekonująca. Funty niegłupio złożone, urozmaicone to
      jest kompozycyjnie i ma dużo uroku, tekst świetny, głos śmiertelnie zmęczony.
      Na albumie nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, tu pozbawiony kontekstu
      dziesięciu identycznie brzmiących songów okrutnie wymiata. 8/10

      10) A, takie klimaty lubię, chociaż nie wiem czemu. Strumień wódki, przytup,
      banjo, harmoszka i zapierdalamy. Szlagwort zamykający zwrotki - instant
      classic. Wszystkie wieśniaki tańczą. Moc. 10/10

      11) Prawie instrumental, prawie czysto gitarowy. Ładne, nieprawdaż, tylko jak
      powiedział niegdyś bodajże Maceo Wyro, nie ma w tym pół jaja. 4/10

      12) Trzynaście minut smutnego (mówię o klimacie) flower power. Gość ma wibrato
      podobne do Iana Andersona, ale to nie on. Bardzo hojne i potężne smyczki. Taka
      minisuita, gdzieś od połowy naprawdę kozak, ale weź człowieku dotrwaj. 7/10

      13) Otwarcie w na modłę powiedzmy Cave'a. O, ktoś na pile gra. O, ktoś się
      złamał ale śpiewa mimo wszystko. "Brałem kokainę i brałem crack, brałem
      anielski pył i heroinę". Słychać, nie musi się chwalić. Chore. Dobre, zwłaszcza
      dzięki kurewsko oryginalnemu wokaliście, ale klawiszowiec chyba wziął jeszcze
      więcej gówna od niego, bo śpi 'na kurę' przy fortepianie, bijąc akordy blokami
      po ćwiarach. 6/10

      14) Tymon raz jeszcze, to to już bankowo Kury ze "100 lat undergroundu". To ten
      singlowy numer o neutrinie i zbezczeszczonym misiu czy jakoś tak. Najlepszy o
      klasę joint z tamtej, bardzo złej płyty. 7/10

      15) King of the hill. Nie znałem tego numeru. Nie oceniam, nie da się. W sensie
      że nie mogę; bo jako całość mi się nie podoba, ale głos kurwa głos. ?/10

      16) Słuchowisko. Nie wchodzę. "Wszyscy byli martwi i na całym świecie nikt nie
      pozostał". Nie wchodzę tym bardziej. ?/10

      17) Jest happy end. To musi być z UK, nieco prolecki chujowy fałszujący wokal
      ma w pytę charyzmy, jest posmak fairgroundu w stylu Madness, ale bardziej
      grandioso, bo skład rozbudowany. Idealny numer do urżnięcia się na pozytywnie.
      5/10

      Są tu wielkie, wspaniałe numery. Dziękuję nadawcy. Strzelę se z
      trzydziestoośmioprocentową (ostatnio pijam Seagram's) szansą na trafienie, że
      jest nim ktoś z forum Strawberry Fields.
      • mechanikk Re: RECENZ 18.12.06, 12:37
        > Nie używajcie koledzy przeszukiwarek, bo sobie zjebiecie całą zabawę

        Słusznie.

        > Składak jest silnie toksyczny, to znaczy wywołuje skojarzenia głównie z
        różnymi
        > stanami degrengolady. Chyba niewiele z tych numerów powstało tak totalnie na
        > trzeźwo, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.

        Zestawienie tez nie powstało zupełnie na trzeźwo.

        > 1) Tymon i strażackie dęciaki i widziałem cię z innym chłopcem. Moje sławne
        > poczucie humoru zawodzi mnie po całości. Używając znakomitych restauracyjnych
        > paraleli, to tak jakby na entree podać, no offence, gówno. 2/10

        Zrobiłem sobie ostatnio kontrolne przesłuchanie i teraz bym to wywalił, nie
        pamiętam idei jaka mi przyświecała, gdy kompilowałem. Tymon i Trupy –
        „Widziałem, widziałem”.

        > 2) Przesterowany singer/songwriter. Gość śpiewa na zwisie, jadowicie, fajnie.
        > Aranż pod gitarę, a smaczki obejmują głównie enerdowskie organy. Ten numer MA
        > COŚ W SOBIE. 6/10

        Swan Lake, czyli Destroyer, New Porno i Wolf Parade cuzamen do kupy. „The
        Freedom”. Nie ma sensu zawracać sobie głowy całą płytą, ale ten kawałek wybija
        się moim zdaniem.

        > 3) Coś jakby wziąć Cocteau Twins i przenieść we wczesne lata 70. Styl edycji
        > bębnów wskazuje jednak na współczesność kawałka. 4/10

        The Russian Futurists, czyli Matthew Adam Hart z Kanady. “2 Dots On A Map”
        (fantastik!) .Zdaje mi się, że będzie o nim jeszcze słychać, choć może nie
        teraz bo całej płyty słucha się w bólach (trudno znieść te lo-fi bębny przez te
        40 minutm męczące).

        > 4) Otwarcie z Rolanda 303, potem odzywa się inteligent w okularach, brzmi
        > skurwiel jak prosto z Oxfordu. 5/10

        Hot Chip – „So Glad To See You”
        Moja (prawdopodobnie) piosenka roku, sorry, ja bym się wzruszył.

        > 5) Hippisowski, psychodeliczny gitarowo-klawiszowy sznyt ze schowanymi
        bębnami.
        > Gość na mikrofonie brzmi jak David Bowie trochę. Monotonne niestety. 4/10

        Bowie wyskakuje ze swojej nory zawsze przy okazji British Sea Power. „The
        Lonely”. Czyli o piciu.

        > 6) Uuuuuu. Genialnie rozwijający się kawał muzyki z kobiecym wokalem.
        Najpierw
        > jest tylko ogniskowo bijący akustyk, dołączają mocno rubatowe, rozbite pasaże
        > fortepianu, na wysokości pierwszego refrenu nagle biorące harmonię
        straszliwie
        > pod włos - FANTASTYCZNE. Chwilę później wchodzi oszczędnie punktująca, bardzo
        > tłusto brzmiąca sekcja i repetycja, a następnie jeszcze dojeżdżają, co w
        sumie
        > było do przewidzenia, smyczki. My fiancee said 'dowiedz się kto to i załatw
        > całą płytę', z przyjemnością kochanie. 9/10

        Znaczy warto było, bo się zastanawiałem. Co racja to racja, jest to niebywała
        masakra. Dowód, że Air jeszcze zarządzi. Charlotte Gainsbourg – „Everything I
        Cannot See”. Płyta „5:55” – mistrzowska (niech mi ktoś jeszcze powie, że warto,
        bo kobieta mamrocze) choć ostrzegam, że wykorzystałem hajlajt nad hajlajty.

        > 7) Jak zwał to zwał. Okrutnie narkotyczne. Fajne koedukacyjne dwugłosy na
        > dużych interwałach. Mógłbym to może zaśpiewać leżąc w depresji z twarzą we
        > własnych rzygowinach, w innych okolicznościach jednak nie. 5/10

        Castanets – “You Are The Blood”.

        > 8) Cover czcigodnego "Owner of a Lonely Heart" młodzieżowego zespołu
        muzycznego
        > Yes. To straszne, ale wolę oryginał. 3/10

        Grizzly Bear. Podobno płyta roku, ale coś mi się nie chce wierzyć. To miał być
        (chyba, bo nie bardzo pamiętam) żart.

        > 9) Uwaga - poza tymonami jedyny numer na składance, który poznałem! Will
        Oldham
        > i jego skarga, cholernie przekonująca. Funty niegłupio złożone, urozmaicone
        to
        > jest kompozycyjnie i ma dużo uroku, tekst świetny, głos śmiertelnie zmęczony.
        > Na albumie nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, tu pozbawiony kontekstu
        > dziesięciu identycznie brzmiących songów okrutnie wymiata. 8/10

        To musiało tu być. Bonnie ‘Prince’ Billy & Matt Sweeney – „I Gave You”

        > 10) A, takie klimaty lubię, chociaż nie wiem czemu. Strumień wódki, przytup,
        > banjo, harmoszka i zapierdalamy. Szlagwort zamykający zwrotki - instant
        > classic. Wszystkie wieśniaki tańczą. Moc. 10/10

        Micah P. Hinson - “Diggin’ A Grave”. Ocena jednak mowę mi odjęła. Mocne, się
        zgadzam. Po płytę można sięgnąć, jednak nie należy się zbyt wiele spodziewać.

        > 11) Prawie instrumental, prawie czysto gitarowy. Ładne, nieprawdaż, tylko jak
        > powiedział niegdyś bodajże Maceo Wyro, nie ma w tym pół jaja. 4/10

        Six Organs Of Admittance – The Desert Is A Circle. Skoro tak, to na reszcie
        albumu nie ma nawet ćwierć jaja.

        > 12) Trzynaście minut smutnego (mówię o klimacie) flower power. Gość ma
        wibrato
        > podobne do Iana Andersona, ale to nie on. Bardzo hojne i potężne smyczki.
        Taka
        > minisuita, gdzieś od połowy naprawdę kozak, ale weź człowieku dotrwaj. 7/10

        Roy Harper – Me And My Woman. Wczesne lata 70.

        > 13) Otwarcie w na modłę powiedzmy Cave'a. O, ktoś na pile gra. O, ktoś się
        > złamał ale śpiewa mimo wszystko. "Brałem kokainę i brałem crack, brałem
        > anielski pył i heroinę". Słychać, nie musi się chwalić. Chore. Dobre,
        zwłaszcza
        > dzięki kurewsko oryginalnemu wokaliście, ale klawiszowiec chyba wziął jeszcze
        > więcej gówna od niego, bo śpi 'na kurę' przy fortepianie, bijąc akordy
        blokami
        > po ćwiarach. 6/10

        Ze składanki o plagach egipskich. The Tiger Lillies, więc nie ma się co dziwić,
        że chore. „Hailstones”. Jak to jest ‘na kurę’?

        > 14) Tymon raz jeszcze, to to już bankowo Kury ze "100 lat undergroundu". To
        ten
        > singlowy numer o neutrinie i zbezczeszczonym misiu czy jakoś tak. Najlepszy o
        > klasę joint z tamtej, bardzo złej płyty. 7/10

        Z najchujowszej płyty jaką mam ;) Jeżeli tej płycie należy się aż 1,5/10 to
        tylko dzięki tej piosence. „Fin de Siecle”.

        > 15) King of the hill. Nie znałem tego numeru. Nie oceniam, nie da się. W
        sensie
        > że nie mogę; bo jako całość mi się nie podoba, ale głos kurwa głos. ?/10

        Frank Sinatra – „When No One Cares”.
        Praca domowa: hasło – Junior Boys.

        > 16) Słuchowisko. Nie wchodzę. "Wszyscy byli martwi i na całym świecie nikt
        nie
        > pozostał". Nie wchodzę tym bardziej. ?/10

        Musiał być. Tom Waits – Children’s Story. Miało być zabawnie :P

        > 17) Jest happy end. To musi być z UK, nieco prolecki chujowy fałszujący wokal
        > ma w pytę charyzmy, jest posmak fairgroundu w stylu Madness, ale bardziej
        > grandioso, bo skład rozbudowany. Idealny numer do urżnięcia się na
        pozytywnie.
        > 5/10

        Pulp z początków kariery. „Love Love” z (mini?)albumu „It”.

        > Są tu wielkie, wspaniałe numery. Dziękuję nadawcy. Strzelę se z
        > trzydziestoośmioprocentową (ostatnio pijam Seagram's) szansą na trafienie, że
        > jest nim ktoś z forum Strawberry Fields

        Faktycznie, znam to forum. Dziękuję również, spodziewałem się większych zjebów,
        hehe. I spodziewałem się ich głównie tam, gdzie widzę największe zachwyty (no
        może nie licząc pierwszego Tymona, tu pan władza ma absolutnie rację). To
        dobrze. Znaczy, że warto było. I przepraszam za brak okładki, ale zajęcia,
        obowiązki.
        • glebogryzarka1 Re: RECENZ 18.12.06, 14:32
          > Hot Chip – „So Glad To See You”
          > Moja (prawdopodobnie) piosenka roku, sorry, ja bym się wzruszył.

          Wpada w ucho, ale wzruszyć? To strasznie zimne jest.

          > Micah P. Hinson - “Diggin’ A Grave”.

          Kto?

          > Frank Sinatra – „When No One Cares”.
          > Praca domowa: hasło – Junior Boys.

          Znaczy że mam posłuchać Junior Boys?
          • grimsrund Re: RECENZ 18.12.06, 14:45
            > > Micah P. Hinson - “Diggin’ A Grave”.
            >
            > Kto?

            Cytata z Olmuzic: "Singer/songwriter Micah P. Hinson was born in Memphis, TN,
            into a strict Christian fundamentalist household. He began to experiment with
            music — as well as narcotics — upon moving to Abilene, TX, in his teens.
            Despite serving jail time, fighting addiction, and declaring bankruptcy — all
            before the age of 20 — Hinson became immersed in the local music scene."

            Myślę, że biografia spodobałaby się Braineaterowi, zwłaszcza że na załączonym
            zdjęciu z papierosem Artysta wygląda jak sam towarzysz Sierakowski.

            Niemniej słyszałem owego osobnika na płycie z kowerami Buckley'ów, DREAM
            BROTHER (śpiewał tam YARD OF BLONDE GIRLS Jeffa) i wrażenie wywarł jak
            najbardziej pozytywne.
          • mechanikk Re: RECENZ 19.12.06, 12:24
            > Znaczy że mam posłuchać Junior Boys?

            Właściwie to niekoniecznie, bo głos już raczej nie ten.
            • glebogryzarka1 Re: RECENZ 19.12.06, 12:44
              nie CHWYTAM o_O
              • mechanikk Re: RECENZ 19.12.06, 14:10
                Oj, no nic takiego, nagrali kower tego, po prostu :) Takie P.S. do składanki.
                • mechanikk Re: RECENZ 19.12.06, 21:08
                  Ach, zapomniałem o szczegółowej trackliście. Będzie wkrótce.
        • libertine Re: RECENZ 20.12.06, 12:18
          glebo napisał:
          To musi być z UK, nieco prolecki chujowy fałszujący w
          > okal
          > > ma w pytę charyzmy,

          hahahahaha! świetna charakterystyka wczesnego jarvisa, myślę, że sam by się
          ucieszył!
        • pszemcio1 Re: RECENZ 26.12.06, 11:01
          mechanikk napisał:

          > Swan Lake, czyli Destroyer, New Porno i Wolf Parade cuzamen do kupy. „The
          >
          > Freedom”. Nie ma sensu zawracać sobie głowy całą płytą, ale ten kawałek w
          > ybija
          > się moim zdaniem.

          to jest album który nie chwyta po 3 przesłuchaniach, jednoczesnie jest to moja
          10 roku. koniecznie
    • libertine od nietoperza 18.12.06, 17:17
      po pierwsze przepraszam nietoperzu jeszcze raz za zwłokę, ale sprawy niezależne
      ode mnie wpłynęły na tak późny przegląd płytki. do rzeczy więc:

      1. jakiś kawałek smashing pumpkins, typowy dla tego zespołu, nigdy nie powalali
      mnie na kolana, ale posłuchać mogę - tak jest i tym razem. raczej optymistycznie
      nastraja :)
      2. zespołu nie rozpoznaję (chociaż pod koniec kojarzy się z dandy warhols), ale
      przyjemnie się słucha - niezobowiązujący gitarowy kawałek śpiewany chórkiem,
      przyjemny. dalej miły nastrój :)
      3. the smiths - how soon is now, genialne. nastrój staje się bardziej liryczny,
      tajemniczy, patetycznie cierpię z mozzerem
      4. to na 100% sufjan stevens, ale nie z płyty 'illinois', bo to jedyna, którą
      znam. typowo sufjanowskie, nie da się pomylić z nikim innym!
      5. nie wiem cóż to... nie jest to jakiś wybitny kawałek, ot taki sobie.
      6. kate bush - mother stays for comfort. nie przepadam aż tak bardzo...
      7. nie znam, 'serve your country and serve your king' śpiewają. można posłuchać,
      ale bez szału
      8. mansun - serotonin, :D och, jak świetnie tego posłuchać - dzięki tej
      składance wróciłem do dawno nie słuchanego 'six'. super!
      9. interpol, tytułu nie podam. jakoś nigdy nie przekonały mnie hajpy co po
      niektórych forumowiczów i przedstawianie tego zespołu jako "jedynego genialnego
      naszych czasów", czy jakoś tak. owszem posłuchać mogę, ale na dłuższą metę nudzi
      mnie. skipuję około 2,5 minuty przed końcem.
      10. primal scream - kill all hippies, cios prosto w szczękę od bobbiego
      gillespie! xtrmntr rzadko opuszczał mojego discmana przez rok od wydania.
      fantastyczny kawałek :) zaraz stare, dobre czasy się przypominają :) 'you've got
      the money...'
      11. nie kojarzę. pianinko przyjemne, spokojna perkusja, lekko rozmarzona
      kompozycja. całkiem ok
      12. joy division, tytuł nieznany. wstyd się przyznać, ale praktycznie nie znam
      twórczości tego zespołu. owszem, poznam od razu, ale to tyle. jakoś mnie nigdy
      nie ciągnęło do nich. chociaż 'love will tear us apart' i 'transmission' zajebiste.
      13. eels, też nie znam tytułu. e ma charakterystyczny wokal. kawałek typowo eelsowy.
      14. nie wiem cóż to. brzdąkająca gitara, jakieś przestery, potem troche
      melodyjniej i znowu brzdęki, łagodny wokal przy tym, jeszcze jezusa w to miesza!
      awangardowiec jakiś! :/
      15. the cure? tak bym strzelał. wokal smithopodobny, klimat też cureowy. to
      chyba oni!
      16. radiohead albo thom yorke z 'erasera', nie wiem jaki tytuł. jeśli radiohead,
      to pewno jakiś b-side, bo z płyty nie kojarzę... może być, zaczynam sie
      zastanawiać, czy 'ok computer' nie przypomnieć sobie... może zaraz?
      17. nie znam. coraz spokojniej, coraz smutniej się robi... chyba nie będzie
      happy endu :(
      18. nick cave and the bad seeds, kylie minogue, pj harvey, shane macgowan, anita
      lane - death is not the end. cała płytya kończy się tak, jak 'murder ballads',
      czyli coverem dylana. jednak jest happy end poniekąd, bo cóż może być słodszego,
      niż przeświadczenie, że czeka nas coś więcej niż zakopanie w drewnianej skrzynce :)

      ogólnie płytki słucha się dobrze - jest równa, ciekawa. kilka piosenek bardzo
      lubię, inne mniej, niektórych nie znam. dzięki bardzo i czekam na pełny spis
      utworów!
      • nienietoperz Od Nienietoperza:-) 19.12.06, 17:57
        Dzieki za omowienie - kwestia zwloki jest nieistotna, alarmowalem mailowo
        wylacznie dlatego, zeby w razie czego organizowac powtorke wysylki. Teraz do
        rzeczy:


        >1. jakis kawalek smashing pumpkins, typowy dla tego zespolu, nigdy nie powalali
        >mnie na kolana, ale posluchac moge - tak jest i tym razem. raczej
        optymistycznie
        >nastraja :)

        Kawalek zwie sie 'Today' i mial byc wlasnie pogodnym startem do historii
        skadinad niezbyt
        wesolej.


        >2. zespolu nie rozpoznaje (chociaz pod koniec kojarzy sie z dandy warhols), ale
        >przyjemnie sie slucha - niezobowiazujacy gitarowy kawalek spiewany chórkiem,
        >przyjemny. dalej mily nastrój :)


        Jak nie rozpoznaje, kiedy rozpoznaje? Dandys z niedocenianej pierwszej plyty,
        kiedy jeszcze
        wygladalo na to, ze moze razem z Brian Jonestown Massacre przywroca honor latom
        szescdziesiatym.

        >3. the smiths - how soon is now, genialne. nastrój staje sie bardziej liryczny,
        >tajemniczy, patetycznie cierpie z mozzerem

        Nic dodac nic ujac.


        >4. to na 100% sufjan stevens, ale nie z plyty 'illinois', bo to jedyna, która
        >znam. typowo sufjanowskie, nie da sie pomylic z nikim innym!

        Sufjan z '7 Swans', zdecydowanie bardziej biblijnie niz na plytach 'stanowych',
        za to z podobna
        lekkoscia i sila (jesli to mozliwe).


        >5. nie wiem cóz to... nie jest to jakis wybitny kawalek, ot taki sobie.

        Kolega Ilhan wzywany do broni! Graja Go-Betweens, najlepszy kawalek z
        najlepszej
        plyty; 'I'm Allright' z '16 Lovers Lane'. 'Understatement' muzyczne i tekstowe
        wysokiej klasy, radze sie przysluchac ponownie.


        >6. kate bush - mother stays for comfort. nie przepadam az tak bardzo...

        Kate wpadla jako element fabularny - jestesmy akurat w fazie szukania
        pocieszenia, ratunku, etc.
        Sam moze nie przepadam, ale na pewno szanuje.


        >7. nie znam, 'serve your country and serve your king' spiewaja. mozna
        posluchac,
        >ale bez szalu

        No nie, klasyczna linia basu, pelne zadecie lirycznopatriotyczne, piesn nieomal
        militarystyczna w tonie, choc zdecydowanie nie w przeslaniu.
        Mozna nie wpadac w szal, ale nalezy wyrazac zaangazowanie - graja Midnight Oil,
        i
        oczywiscie kaza 'DON'T serve your country, DON'T serve your king'



        >8. mansun - serotonin, :D och, jak swietnie tego posluchac - dzieki tej
        >skladance wrócilem do dawno nie sluchanego 'six'. super!

        Cala plyta wydaje mi sie przereklamowana, ale akurat song hormonalny jest z
        klasa.


        >9. interpol, tytulu nie podam. jakos nigdy nie przekonaly mnie hajpy co po
        >niektórych forumowiczów i przedstawianie tego zespolu jako "jedynego genialnego
        >naszych czasów", czy jakos tak. owszem posluchac moge, ale na dluzsza mete
        nudzi
        >mnie. skipuje okolo 2,5 minuty przed koncem.

        Ten hajp akurat wydaje mi sie w pelni zasluzony. Nie podchodzi - znaczit sie
        trudno.


        >10. primal scream - kill all hippies, cios prosto w szczeke od bobbiego
        >gillespie! xtrmntr rzadko opuszczal mojego discmana przez rok od wydania.
        >fantastyczny kawalek :) zaraz stare, dobre czasy sie przypominaja :) 'you've
        got
        >the money...'

        Oh yes. Potrzebna zmiana, zeby kolegom z gitarkami sie nie przewrocilo w
        glowach.

        >11. nie kojarze. pianinko przyjemne, spokojna perkusja, lekko rozmarzona
        >kompozycja. calkiem ok

        A to akurat moje odkrycie z poprzedniej skladanki (uklony dla Janka0) - po tym,
        kiedy
        uslyszalem 'Serpentine' czym predzej nabylem plyte 'In The Bar, Under The Sea'
        i
        zdecydowanie nie zaluje. Taki dwa razy lepszy Mansun, czyli Belgowie z dEUS.


        >12. joy division, tytul nieznany. wstyd sie przyznac, ale praktycznie nie znam
        >twórczosci tego zespolu. owszem, poznam od razu, ale to tyle. jakos mnie nigdy
        >nie ciagnelo do nich. chociaz 'love will tear us apart' i 'transmission'
        zajebiste.

        Widac, ze kolega nie mial nigdy lat 17tu, glebokich a dramatycznych przemyslen
        o swym miejscu
        w swiecie i mlodzienczych depresji napedzanych glosem Curtisa w sluchawkach. O
        ile na szczescie
        dzieciece leki szybko mijaja, to sympatia do JD zostaje :-)

        >13. eels, tez nie znam tytulu. e ma charakterystyczny wokal. kawalek typowo
        eelsowy.

        E w szczytowej formie, czyli z dwuplytowego 'Blinking Lights and Other
        Revelations'

        >14. nie wiem cóz to. brzdakajaca gitara, jakies przestery, potem troche
        >melodyjniej i znowu brzdeki, lagodny wokal przy tym, jeszcze jezusa w to
        miesza!
        >awangardowiec jakis! :/

        Awangardowcy jak najbardziej, ponadto niemal ponadczasowi: Sonic Youth z
        najnowszej plyty,
        skadinad w calosci bardzo dobrej.

        >15. the cure? tak bym strzelal. wokal smithopodobny, klimat tez cureowy. to
        >chyba oni!

        Smith i druzyna, zlote czasy, doceniana plyta, za to niedoceniana
        piosenka: 'Last Dance'


        >16. radiohead albo thom yorke z 'erasera', nie wiem jaki tytul. jesli
        radiohead,
        >to pewno jakis b-side, bo z plyty nie kojarze... moze byc, zaczynam sie
        >zastanawiac, czy 'ok computer' nie przypomniec sobie... moze zaraz?

        Nalezy siegnac przed OK Computer, do The Bends. Klimat zdecydowanie
        koncoplutowy,
        jesli nie koncoswiatowy.


        >17. nie znam. coraz spokojniej, coraz smutniej sie robi... chyba nie bedzie
        >happy endu :(

        Konsekwentnie reklamowany przeze mnie Tom McRae. Zostaja juz tylko skrawki
        zdjec...

        >18. nick cave and the bad seeds, kylie minogue, pj harvey, shane macgowan,
        anita
        >lane - death is not the end. cala plytya konczy sie tak, jak 'murder ballads',
        >czyli coverem dylana. jednak jest happy end poniekad, bo cóz moze byc
        slodszego,
        >niz przeswiadczenie, ze czeka nas cos wiecej niz zakopanie w drewnianej
        skrzynce :)

        Coz, kiedy tylko zobaczylem temat, wiedzialem, ze skladanka nie moze skonczyc
        sie niczym,
        ale to niczym innym!


        Pozdrowienia,
        playlista w poscie nizej,

        NN
        • nienietoperz Playlista 19.12.06, 18:00
          1. Smashing Pumpkins - Today
          2. Dandy Warhols - The Coffee and Tea Wrecks
          3.The Smiths - How Soon is Now
          4.Sufjan Stevens - In The Devil's Territory
          5.The Go-Betweens - I'm Allright
          6.Kate Bush - Mother Stands For Comfort
          7.Midnight Oil - The Dead Heart
          8.Mansun - Serotonine
          9.Interpol - The New
          10.Primal Scream - Kill All Hippies
          11.dEUS - Disappointed in the Sun
          12.Joy Division - Atmosphere
          13.Eels - I'm going to stop pretending that I didn't break your heart
          14.Sonic Youth - Do You Believe In Rapture?
          15.The Cure - Last Dance
          16.Radiohead - Fade Away
          17.Tom McRae - Human Remains
          18.Nick Cave and The Bad Seeds - Death Is Not The End
        • ilhan Re: Od Nienietoperza:-) 19.12.06, 18:15
          nienietoperz napisał:

          > >5. nie wiem cóz to... nie jest to jakis wybitny kawalek, ot taki sobie.
          >
          > Kolega Ilhan wzywany do broni! Graja Go-Betweens, najlepszy kawalek z
          > najlepszej
          > plyty; 'I'm Allright' z '16 Lovers Lane'. 'Understatement' muzyczne i tekstowe
          > wysokiej klasy, radze sie przysluchac ponownie.

          My nerves are steady. Zdecydowanie nie jest to najlepszy kawałek z tej płyty, acz do rekomendacji przyłączać się chyba nie muszę.
        • janek0 Re: Od Nienietoperza:-) 02.01.07, 22:03
          nienietoperz napisał:

          > A to akurat moje odkrycie z poprzedniej skladanki (uklony dla Janka0) - po
          > tym, kiedy uslyszalem 'Serpentine' czym predzej nabylem plyte 'In The Bar,
          > Under The Sea' i zdecydowanie nie zaluje. Taki dwa razy lepszy Mansun, czyli
          > Belgowie z dEUS.

          <uchyla cylindra i kłania się>
          • pszemcio1 Re: Od Nienietoperza:-) 02.01.07, 22:48
            > nienietoperz napisał:
            >
            > > A to akurat moje odkrycie z poprzedniej skladanki (uklony dla Janka0) - p
            > o
            > > tym, kiedy uslyszalem 'Serpentine' czym predzej nabylem plyte 'In The Bar
            > ,
            > > Under The Sea' i zdecydowanie nie zaluje. Taki dwa razy lepszy Mansun, cz
            > yli
            > > Belgowie z dEUS

            dEUS i Mansun to raczej zupełnie inne kategorie, ale jesli już porównywać to
            dEUS lepszy tak z sześćipółraza :P
    • hennessy.williams Re: Burn Baby Burn vol. 5 18.12.06, 20:25
      Trochę się spóźniłem, ale miałem kłopoty na łączach. Oto wyniki głosowania jury
      w Warszawie:

      1. Na dzień dobry mocny strzał. Pixies – Where Is My Mind? Mogę tego słuchać w
      kółko. 9/10
      2. Amy Millan bez wątpliwości. Blue In Yr Eye. W ogóle w tym roku Stars i Millan
      solo byli przeze mnie mocno zajeżdżani. Niby skoczne, ale melancholijne zarazem.
      6/10
      3. Ten kawałek był też na mojej składance, ale dwie edycje temu. Cardigans –
      Erase/Rewind. W ogóle autor(ka) składanki do tematu swapa podszedł (podeszła)
      solidnie i bez niedomówień. Nie jest dobrze i już. Bohater jest smutny, jest mu
      źle i nie widzi przyszłości w zbyt jasnych barwach. A dla Cardigans, jednego z
      moich ulubionych zespołów 7/10
      4. A to niedawno dostałem mailem od znajomego. Brett Anderson ze Suede solo.
      Love Is Dead i wszystko jasne. Podoba mi się ten numer. 7/10
      5. Znowu mój artysta. Rufus Wainwright u Burta Bacharacha. Go Ask Shakespeare.
      Kto gra na trąbce? Już mam doła. 6/10
      6. ŚP Eliott Smith i "Trouble" Cata Stevensa. Bardzo dobra wersja. Przepraszam
      autora, że tak wszystko rozszyfrowuje, ale naprawdę w większości to "moje"
      piosenki. Bo smutne piosenki mnie cieszą ;) 7/10
      7. Jedna z moich ulubionych płyt w tym roku. A na niej jeden z moich ulubionych
      kawałków w tym roku. Howling Bells – A Ballad For The Bleeding. Wierzę tej pani.
      7/10
      8. Znowu Rufus. Tym razem ze ścieżki dźwiękowej najlepszego filmu ubiegłego
      roku. Poruszające. 7/10
      9. Iha. Johnny Cash – The Man Comes Around. Przy okazji American History V
      przesłuchałem hurtem wszystkie poprzednie i ten numer jest jednym z najlepszych
      w całej serii. Chociaż jak znam życie, to większość forumowiczów umieszczając
      coś Casha na swojej składance, wlepiła by Hurt. Też dobrze. Wersja inna niż na
      płycie. Skąd? 8/10
      10. To powinno być u mnie, zapomniałem. Elvis Costello – Shipbuilding. Jeden z
      moich ukochanym numerów ever. I Chet Baker na trąbce. 9/10
      11. Kto tak rozpacza? Toż to David Bowie z Black Tie White Noise. I Know It's
      Gonna Happen Someday. Ba, każdy wie. Ale kawałek taki sobie. A już solo gitarowe
      to kładzie go na łopatki. Bowie może więcej. 3/10.
      12. Tu mnie autor(ka) zaskoczył(a). Dawno nie słuchałem i zapomniałem już o
      istnieniu tak świetnego numeru. Echo And The Bunnymen – Nocturnal Me. Dzięki za
      fleszbek. 8/10
      13. Znam, kojarzę tych młodziaków. Świeże to jest. Nawet teledysk widziałem w
      MTV2. Google kuszą, ale się pohamuję. Fajny numer. 7/10
      14. Nick Cave z filmu o Cohenie. I'm Your Man. Cohena lubię, Cave'a lubię, więc
      połączenie oznacza 7/10
      15. Sorry, ale to jedyny skip na płycie. Nie mam w sumie nic do Kristofera
      Krawczyka, ale nie trawię tej pieśni. Głupi tekst, który spokojnie pasuje do
      wątku forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=48655300
      a muzycznie też nędza. "Chciałem być...". Nie wystawiam cenzurki.
      16. Szanty lubię, Ferry'ego lubię, Antony'ego lubię, więc połączenie oznacza
      7/10. Czy ja się nie powtarzam? Lowlands Low - pamięta ktoś doskonałą wersję
      Joan Baez? Nie kumam tylko, co ten utwór robi na tym składaku, ale liczę, że
      wkrótce doznam oświecenia.
      17. Fajna wersja Smells Like Teen Spirit. Czyja? Jakichś młodziaków pewnie,
      którzy nie pamiętają Kurta żywego ;) 6/10.
      18. Robione na staroć, ale to raczej coś świeżego. Szowinistyczny tekst, ale
      zabawny. 5/10
      19. O, tego w przeciwieństwie do Krawczyka nie skipuję. Klasyka parkietu, czyli
      hicior spółki Lipko/Mogielnicki - Nic nie może wiecznie trwać. Anna Jantar i
      7/10 w swoim gatunku. Bez żartów.

      Ogólnie serdecznie dziękuję i polecam się na przyszłość. Płyta trafiła w mój
      gust prawie w 100% i choć nie odkrywa przede mną nieznanego świata, to i tak
      jestem zadowolony. Zestawienie obok siebie 18 fajnych (i jednego niefajnego ;))
      numeru ma jeszcze jeden dodatkowy plus, bo powoduje, że przed najbliższą podróżą
      nie będę musiał się męczyć i robić sobie składanki. Proszę jeszcze tylko o
      uzupełnienie moich braków i pełną tracklistę. A teraz zapodam sobie Papa Dance,
      żeby wyjść z doła.
      • libertine Re: Burn Baby Burn vol. 5 19.12.06, 10:47
        hennessy.williams napisał:

        > 2. Amy Millan bez wątpliwości. Blue In Yr Eye. W ogóle w tym roku Stars i Milla
        > n
        > solo byli przeze mnie mocno zajeżdżani.

        oj, ja też się tej płyty nasłuchałem :)

        5. Znowu mój artysta. Rufus Wainwright u Burta Bacharacha. Go Ask Shakespeare.
        > Kto gra na trąbce?

        nie wiem kto na trąbce

        > 7. Jedna z moich ulubionych płyt w tym roku. A na niej jeden z moich ulubionych
        > kawałków w tym roku. Howling Bells – A Ballad For The Bleeding.

        tak, ja też wysoko stawiam i całą płytę, ale ten utwór w szczególności

        Johnny Cash – The Man Comes Around. Przy okazji American History
        > V
        > przesłuchałem hurtem wszystkie poprzednie i ten numer jest jednym z najlepszych
        > w całej serii. Chociaż jak znam życie, to większość forumowiczów umieszczając
        > coś Casha na swojej składance, wlepiła by Hurt. Też dobrze. Wersja inna niż na
        > płycie. Skąd? 8/10

        ta wersja (early take)z pięciopłytowego boxu 'unearthed' wydanego już po śmierci
        casha

        > 10. To powinno być u mnie, zapomniałem. Elvis Costello – Shipbuilding. Je
        > den z
        > moich ukochanym numerów ever.

        oj tak, cudo! wersję suede też lubię, ale gdzie jej tam do elvisa!

        > 11. Kto tak rozpacza? Toż to David Bowie z Black Tie White Noise. I Know It's
        > Gonna Happen Someday. Ba, każdy wie. Ale kawałek taki sobie

        wersja oryginalna morrisseya duuuuuużo lepsza, ale bowiowa (sic!) nie jest aż
        taka zła. ale zgodzę się - bowie może o wiele lepiej.

        13. Znam, kojarzę tych młodziaków. Świeże to jest. Nawet teledysk widziałem w
        > MTV2. Google kuszą, ale się pohamuję. Fajny numer. 7/10

        to hope of the states - 'the red, the white, the black, the blue'

        > 15. Sorry, ale to jedyny skip na płycie. Nie mam w sumie nic do Kristofera
        > Krawczyka, ale nie trawię tej pieśni. Głupi tekst, który spokojnie pasuje do
        > wątku forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=48655300
        > a muzycznie też nędza. "Chciałem być...". Nie wystawiam cenzurki.

        hehe, sam szczerze mówiąc nie wiem, czemu na tej składance krawiec, ale mam
        jakiś sentyment do tej piosenki i tego rzeczywiście głupkowatego tekstu, np:
        "zgrałem 1000 talii kart, które lubią dym" :)

        16. Szanty lubię, Ferry'ego lubię, Antony'ego lubię, więc połączenie oznacza
        > 7/10. Czy ja się nie powtarzam? Lowlands Low - pamięta ktoś doskonałą wersję
        > Joan Baez? Nie kumam tylko, co ten utwór robi na tym składaku, ale liczę, że
        > wkrótce doznam oświecenia.

        heh... zawsze mimowolnie umieszczam na składance przynajmniej jeden utwór,
        którego aktualnie często słucham - i to jest to. specjalnego związku tekstowego
        z resztą może nie ma, ale zawsze można uznać, że to podpici koledzy wydzierają
        się pod oknem cierpiącego bohatera składanki. zastanawiałem się nad 'ladytronem'
        roxy music, ale w końcu padło na szantę.

        > 17. Fajna wersja Smells Like Teen Spirit. Czyja? Jakichś młodziaków pewnie,
        > którzy nie pamiętają Kurta żywego ;) 6/10.

        hehe, jakby zsumować wiek członków zespołu, to są kilkanaście razy starsi od
        kurta - the polyphonic spree.

        > 18. Robione na staroć, ale to raczej coś świeżego. Szowinistyczny tekst, ale
        > zabawny. 5/10

        tak, to całkiem nowy kawałek i tu prawdziwe młodziaki - the bees i 'one glass of
        water'

        > 19. O, tego w przeciwieństwie do Krawczyka nie skipuję. Klasyka parkietu, czyli
        > hicior spółki Lipko/Mogielnicki - Nic nie może wiecznie trwać. Anna Jantar i
        > 7/10 w swoim gatunku. Bez żartów.

        jaknajbardziej bez żartów! świetny kawałek, prawdziwy "floorfiller". romuald
        lipko kiedyś to potrafił, a jak o tych tangach i balach świętych pomyślę...
        może nie zupełny happy end, ale nasz bohater wraca do żywych i godzi się z losem
        - szklankę wody z poprzedniego kawałka zamienia na alkohole i szaleje w
        dekadenckim tańcu.


        > Ogólnie serdecznie dziękuję i polecam się na przyszłość. Płyta trafiła w mój
        > gust prawie w 100% i choć nie odkrywa przede mną nieznanego świata, to i tak
        > jestem zadowolony. Zestawienie obok siebie 18 fajnych (i jednego niefajnego ;))
        > numeru ma jeszcze jeden dodatkowy plus, bo powoduje, że przed najbliższą podróż
        > ą
        > nie będę musiał się męczyć i robić sobie składanki.


        no to miło mi, że się podoba. praktycznie wszystko znasz, ale to znaczy, że
        podobnych faworytów muzycznych mamy. pozdrawiam i miłej podróży!
        • libertine Re: Burn Baby Burn vol. 5 19.12.06, 10:54
          1. pixies - where's my mind
          2. amy millan - blue in yr eyes
          3. cardigans - erase / rewind
          4. brett anderson - love is dead (live)
          5. burt bacharach + rufus wainwright - go ask shakespeare
          6. eliott smith - trouble
          7. howling bells - a ballad for bleeding hearts
          8. rufus wainwright - the maker makes
          9. cash - the man comes around (early take)
          10. elvis costello - shipbuilding
          11. david bowie - i know it's gonna happen someday
          12. echo & the bunnymen - nocturnal me
          13. hope of the states - the red, the white, the black, the blue
          14. nick cave - i'm your man
          15. krzysztof krawczyk - chciałem być
          16. bryan ferry and antony - lowlands low
          17. polyphonic spree - lithium
          18. the bees - one glass of water
          19. anna jantar - nic nie może wiecznie trwać
        • hennessy.williams Re: Burn Baby Burn vol. 5 19.12.06, 11:16
          libertine napisał:

          > > 11. Kto tak rozpacza? Toż to David Bowie z Black Tie White Noise. I Know
          > It's
          > > Gonna Happen Someday. Ba, każdy wie. Ale kawałek taki sobie
          >
          > wersja oryginalna morrisseya duuuuuużo lepsza, ale bowiowa (sic!) nie jest aż
          > taka zła. ale zgodzę się - bowie może o wiele lepiej.

          Bowie przeszarżował moim zdaniem. Taki Daniel Olbrychski tu z niego wyszedł.

          > 16. Szanty lubię, Ferry'ego lubię, Antony'ego lubię, więc połączenie oznacza
          > > 7/10. Czy ja się nie powtarzam? Lowlands Low - pamięta ktoś doskonałą wer
          > sję
          > > Joan Baez? Nie kumam tylko, co ten utwór robi na tym składaku, ale liczę,
          > że
          > > wkrótce doznam oświecenia.
          >
          > heh... zawsze mimowolnie umieszczam na składance przynajmniej jeden utwór,
          > którego aktualnie często słucham - i to jest to. specjalnego związku tekstowego
          > z resztą może nie ma, ale zawsze można uznać, że to podpici koledzy wydzierają
          > się pod oknem cierpiącego bohatera składanki. zastanawiałem się nad 'ladytronem
          > '
          > roxy music, ale w końcu padło na szantę.

          Nie narzekam, bo to jeden z jaśniejszych punktów Rogue's Gallery.

          >
          > > 17. Fajna wersja Smells Like Teen Spirit. Czyja? Jakichś młodziaków pewni
          > e,
          > > którzy nie pamiętają Kurta żywego ;) 6/10.
          >
          > hehe, jakby zsumować wiek członków zespołu, to są kilkanaście razy starsi od
          > kurta - the polyphonic spree.

          Aaaaa, Lithium oczywiście, a nie Smells Like...

          > > 18. Robione na staroć, ale to raczej coś świeżego. Szowinistyczny tekst,
          > ale
          > > zabawny. 5/10
          >
          > tak, to całkiem nowy kawałek i tu prawdziwe młodziaki - the bees i 'one glass o
          > f
          > water'

          Przyjrzę się. Jest coś więcej niż singiel?
          • libertine Re: Burn Baby Burn vol. 5 19.12.06, 17:55
            hennessy.williams napisał:

            > > Aaaaa, Lithium oczywiście, a nie Smells Like...

            myślę, że zostanie ci wybaczona ta pomyłka :P

            the bees i 'one g
            > lass o
            > > f
            > > water'
            >
            > Przyjrzę się. Jest coś więcej niż singiel?

            jest cała płyta 'free the bees' z 2004 i z niej ten kawałek. całość nie jest
            porażająca, ale można posłuchać. nie wiem szczerze mówiąc, czy od tego czasu coś
            jeszcze nagrali.

            pozdro600 jeszcze raz!
    • glebogryzarka1 finito 21.12.06, 03:45
      skończyłem, jutro wysyłam. pierwszy raz skompletowałem składak pod adresata (do
      tej pory jechałem na free, a kompilacja dla Digsy była wręcz przejawem
      delikatnego sadyzmu) i dlatego tyle to trwało. mastering zrobiłem na szybko,
      ale dzięki temu może przed świętami dojdzie. 'lo
    • nemrrod Re: Burn Baby Burn vol. 5 22.12.06, 13:24
      "It was late at night, I met you at a party. It was a crowded room, I couldn't
      hear you talking. You tried to hold my hand and then you left without me."
      Taki tekst widnieje na płycie, którą dostałem, och ;( Mimo że miałem do
      dyspozycji tytuły, to nie potrafiłem ułożyć z tego jakiejś historii :/
      Wpadkę z tytułami wynagrodziła mi naprawdę dobra, utrzymana na wysokim poziomie
      zawartość kompilacji. Mimo że znajdują się na niej piosenki utrzymane w różnych
      stylistykach i klimatach (ale bez przesady), to nad całością unosi się
      nieokreślony nastrój melancholii.

      1. Opener składanki bardzo szybko został najczęściej słuchanym przeze mnie
      utworem ostatnich dni. Prosta i bezpretensjonalna, ale dość bogato zaaranżowana
      piosenka. Ładny żeński wokal, potem ładnie współgrający z męskim, przyczepiający
      się motyw na pianinie, chwytliwy beat, gitara akustyczna, smyki, chórki. O
      zespole nigdy nie słyszałem.

      2. Ten utwór z czymś mi się kojarzył i wkrótce okazało się, że znam go z
      wykonania The Shins. Ale oryginał Magnetic Fields lepszy.

      3. Tak się składa, że ten zespół polecał mi Pagaj jakiś czas temu. Do tej pory
      znałem tylko fotki, a ta piosenka jest kolejnym powodem żeby zapoznać się bliżej
      :) Smooth-synth'owy podkład, stereolabowy wokal, nice.

      4. Arthur Russell, tego gościa ostatnio mam na oku. To specyficzne
      melancho-disco jak najbardziej trafia w moją wrażliwość. Drugi najlepszy strzał
      na składance.

      5. Nawet gdybym nie widział tytułu, poznałbym ten specyficzny wokal, bo
      słuchałem kiedyś czegoś z tegorocznej płyty Scritti Politti. Ładne, ale bez emocji.

      6. Też ładna, energiczna piosenka, z wyszeptaną zwrotką i sympatycznym motywem w
      refrenie.

      7. Pod siódemką kryje się najsłabszy moim zdaniem kawałek. Taka zwykła rockowa
      balladka, nieciekawy wokal. Po kilku przesłuchaniach nic z tego utworu nie pamiętam.

      8. Belle & Sebastian "Stay Loose", wiadomo, sympatyczne, ale czy tylko mi się
      wydaje, że to jedna ze słabszych ich piosenek?

      9. A to bardzo fajna i sympatyczna rzecz. O Jenny Wilson nigdy nie słyszałem, a
      ma ona bardzo ciekawy głos (właściwie początkowo brzmi jak śpiewający falsetem
      facet ;)).

      10. Beach House, Beach House, ta nazwa obijała mi się gdzieś o oczy. Wolne
      tempo, tajemnczy nastrój.

      11. Disco Inferno też bym poznał, choć słyszałem tylko jedną ich płytę, ale tego
      charakterystycznego stylu nie można pomylić z niczym innym.

      12. Niekwestionowany przebój, jedna z dwóch piosenek ze składanki, które znałem
      wcześniej - "Heartbeats" The Knife.

      13. Największe zaskoczenie składanki. Słyszałem w życiu coś tam zespołu OMD i
      zupełnie inaczej mi się kojarzył. Tu mamy konkretny beat, nieokrzesaną partię
      gitary i rozdzierający motyw syntezatora. Podoba mi się (no może poza ciut
      egzaltowanym wokalem). Czy to jest jakiś remiks?

      14. Znowu Arthur Russell, tym razem w krótkiej miniaturce.

      15. Phoenix to ostatnio mój ulubiony popowy zespół, choć znam tylko kilka
      piosenek (btw, który album najlepszy?). I jakkolwiek lubię Erlenda Oye,
      sympatyczny z niego koleś, to tutaj mógłby się nie wtrącać :)

      16. I na zakończenie ponownie Magnetic Fields.

      Składankę oceniam bardzo dobrze, kilka strzałów bardzo dobrych, kilka dobrych,
      trochę zaskoczeń, fajny klimat całości. Proszę autora/autorkę o ujawnienie,
      playlisty nie trzeba, chyba że taką z tytułami albumów :) Dziękuję, pozdrawiam.
      • polleke Re: Burn Baby Burn vol. 5 04.01.07, 00:22
        nemrrod napisał:

        > "It was late at night, I met you at a party. It was a crowded room, I couldn't
        > hear you talking. You tried to hold my hand and then you left without me."
        > Taki tekst widnieje na płycie, którą dostałem, och ;( Mimo że miałem do
        > dyspozycji tytuły, to nie potrafiłem ułożyć z tego jakiejś historii :/

        Ta „historia” jest dosyć szczątkowa, mniejsza więc o nią. Teraz myślę, że
        trzeba było zapisać na płycie tekst do „I Don't Want To Get Over You” i tyle :)
        [A za powyższe linijki odpowiadają Au Revoir Simone, panie spod numeru 3]
        Już na samym początku postanowiłam, że nie chcę żadnych akustycznych smętów, ma
        być synthpop i technikolor, żeby trochę odrealnić tę melodramę i ta idea
        bardziej rządzi całością niż fabuła sensu stricto.

        > 1. Opener składanki bardzo szybko został najczęściej słuchanym przeze mnie
        > utworem ostatnich dni. Prosta i bezpretensjonalna, ale dość bogato
        > zaaranżowana piosenka. Ładny żeński wokal, potem ładnie współgrający z
        > męskim, przyczepiający się motyw na pianinie, chwytliwy beat, gitara
        > akustyczna, smyki, chórki. O zespole nigdy nie słyszałem.

        Namawiam Cię w takim razie do przesłuchania całego „The Debt Collection”, bo
        myślę, że to taki pop jaki lubisz: taneczne retro z bogatą, „wyklejankową”
        teksturą i ze świetnymi piosenkami. Sami mówią o sobie, że grają Victorian
        Funk, cokolwiek to oznacza.

        > 2. Ten utwór z czymś mi się kojarzył i wkrótce okazało się, że znam go z
        > wykonania The Shins. Ale oryginał Magnetic Fields lepszy.

        Tu chciałam zalinkować uroczy klip na YouTube, ale go skunksy usunęli :(

        > 4. Arthur Russell, tego gościa ostatnio mam na oku. To specyficzne
        > melancho-disco jak najbardziej trafia w moją wrażliwość. Drugi najlepszy
        > strzał na składance.

        Koniecznie weź się za Russella! Zwłaszcza, że od reedycji i składanek aż głowa
        boli ostatnio.

        > 6. Też ładna, energiczna piosenka, z wyszeptaną zwrotką i sympatycznym
        > motywem w refrenie.

        Kiedyś kręciłam nosem, że Saint Etienne jest zbyt umc-umc-umc i że to singlowy
        zespół, teraz to odszczekuję. „Foxbase Alpha” i „Good Humor” towar pierwsza
        klasa. Otagować jako "urban melancholy".

        > 8. Belle & Sebastian "Stay Loose", wiadomo, sympatyczne, ale czy tylko mi się
        > wydaje, że to jedna ze słabszych ich piosenek?

        Serio? Dla mnie to chyba najmocniejszy numer na średnio lubianym „Dear
        Catastrophe Waitress”. Ale ja lubię brzmienie ocierającej się o mainstream
        nowej fali, do jakiego tu nawiązują.

        > 9. A to bardzo fajna i sympatyczna rzecz. O Jenny Wilson nigdy nie słyszałem,
        > a ma ona bardzo ciekawy głos (właściwie początkowo brzmi jak śpiewający
        > falsetem facet ;)).

        Wypatrzyłam ją jako intrygujący głos na pierwszej płycie The Knife - tam też
        brzmiała dosyć androgynicznie ;). W ubiegłym roku wydała swój całkiem niezły,
        ale bez rewelacji solowy album. Kilka piosenek jednak na pewno do ocalenia.

        > 11. Disco Inferno też bym poznał, choć słyszałem tylko jedną ich płytę, ale
        > tego charakterystycznego stylu nie można pomylić z niczym innym.

        Pamiętam, że słuchałeś „Technicolour”, słabszej moim zdaniem od „D.I. Go Pop”.
        Wpycham tych gamoni na prawie każdą składankę, którą robię, ech, żeby ta praca
        u podstaw zaczęła przynosić efekty, na przykład euforyczne opinie w
        comiesięcznych wątkach przesłuchaniowych ;)

        > 13. Największe zaskoczenie składanki. Słyszałem w życiu coś tam zespołu OMD i
        > zupełnie inaczej mi się kojarzył. Tu mamy konkretny beat, nieokrzesaną partię
        > gitary i rozdzierający motyw syntezatora. Podoba mi się (no może poza ciut
        > egzaltowanym wokalem). Czy to jest jakiś remiks?

        Nieee, albumowa wersja z 1981 roku :) Oni naprawdę tak grali.
        Mam cichą nadzieję, że sukcesy Junior Boys i Hot Chip oraz powszechna
        eksploatacja gatunku „80’s melodrama” przyczynią się do rehabilitacji i
        odkurzenia OMD.

        > 15. Phoenix to ostatnio mój ulubiony popowy zespół, choć znam tylko kilka
        > piosenek (btw, który album najlepszy?).

        Znam tylko debiut i ostatnią płytę, może niech się kto bardziej kąpetętny
        wypowie. Obie git w każdym razie, z przewagą ubiegłorocznej.

        > 16. I na zakończenie ponownie Magnetic Fields.

        Trochę złamałam niepisaną zasadę dobrego mixtape’u, żeby dany artysta nie
        pojawiał się dwa razy, ale te piosenki były mi po prostu niezbędne :) Zwłaszcza
        ten finałowy Merritt, na punkcie którego mam małą fiksację.

        > Składankę oceniam bardzo dobrze, kilka strzałów bardzo dobrych, kilka dobrych,
        > trochę zaskoczeń, fajny klimat całości. Proszę autora/autorkę o ujawnienie,
        > playlisty nie trzeba, chyba że taką z tytułami albumów :) Dziękuję,
        > pozdrawiam.

        Pozdrawiam również i cieszę się, że składak jest dla Ciebie słuchalny.
        • nemrrod Re: Burn Baby Burn vol. 5 04.01.07, 14:41
          Ach, więc intuicja co do autora mnie nie myliła :) A już miałem pytać czy autor
          zna Kelley Polara, który świetnie by się w klimat składanki wpasował.
          Składanka jest jak najbardziej słuchalna, w dodatku dając impuls do sprawdzenia
          Arthura Russella (jak najszybciej), Shortwave Set i Au Revoire Simone. Być może
          odświeżę też Disco Inferno, tym bardziej, że zapodziałem gdzieś kopię
          "Technicolour" :(
          Dziękuję.

          I jeszcze:

          > nemrrod napisał:

          > 13. Największe zaskoczenie składanki.

          Nie mogę, heh, "uczmy się polskiego!" :) To ja byłem zaskoczony, a nie składanka :)


          polleke napisała:

          > Trochę złamałam niepisaną zasadę dobrego mixtape’u, żeby dany artysta nie
          > pojawiał się dwa razy

          E tam, ja ZAWSZE ją łamię :)
          • polleke Re: Burn Baby Burn vol. 5 05.01.07, 00:43
            nemrrod napisał:

            > A już miałem pytać czy autor zna Kelley Polara, który świetnie by się w
            > klimat składanki wpasował.

            Kelley Polar? Coś tam słyszałam :)
            A serio, właśnie od niego zaczęłam układanie playlisty *zanim* Ty zostałeś
            adresatem płyty.

            > Być może odświeżę też Disco Inferno, tym bardziej, że zapodziałem gdzieś
            > kopię "Technicolour" :(

            W razie czego służę pomocą ;)
      • polleke playlista 04.01.07, 00:25
        W ogóle to przepraszam za wpadkę z CD-textem, kurde, za mało cwana jestem :/

        1. The Shortwave Set – Is It Any Wonder (The Debt Collection, 2005)
        2. The Magnetic Fields – Strange Powers (Holiday, 1994)
        3. Au Revoir Simone - Through The Backyards (Verses of Comfort, Assurance &
        Salvation, 2005)
        4. Arthur Russell – Get Around To It (Calling Out of Context, 2004)
        5. Scritti Politti – Throw (White Bread Black Beer, 2006)
        6. Saint Etienne – Nothing Can Stop Us (Foxbase Alpha, 1992)
        7. The Sleepy Jackson – You Needed More (Personality, 2006)
        8. Belle and Sebastian – Stay Loose (Dear Catastrophe Waitress, 2003)
        9. Jenny Wilson – Let My Shoes Lead Me Forward (Love & Youth, 2006)
        10. Beach House – Master of None (Beach House, 2006)
        11. Disco Inferno – Second Language (Second Language EP, 1994)
        12. The Knife – Heartbeats (Deep Cuts, 2005)
        13. OMD – The New Stone Age (Architecture & Morality, 1981)
        14. Arthur Russell – You Can Make Me Feel Bad (Calling Out of Context, 2004)
        15. Phoenix – If I Ever Feel Better (United, 2000)
        16. The Magnetic Fields - I Don't Want To Get Over You (69 Love Songs, Pt. 1,
        1999)
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn vol. 5 29.12.06, 19:19
      Dostałem. Recenzja będzie w pierwszym tygodniu nowego roku :)
      • pszemcio1 Re: Burn Baby Burn vol. 5 02.01.07, 20:27
        Dopiero dziś wysłałem po trudach i znojach. poszło w duuużej kopercie bo
        oczywiście poczta Bieruń ma problem z kopertami na cd:/ mam sporą obsuwę ale na
        swoje usprawiedliwienie dodam że zagoniony jestem (przeprowadzka, awansik w
        pracy i zakochałem się do tego - że się tak nieskromnie pochwalę:).

        ale największe jaja są takie, że z tego wszystkiego zapomniałem sobie zapisać
        listę utworów ze składaka i cholera liczę na to że Kasia od strzału wszystko
        zgadnie:)

        aaaa, i dostałem płytę , fajnie bo jest komletnie nie w moim klimacie i nic nie
        znam. recka niedługo - jak się osłucham. pzdrv
    • jarecki32 Re: Burn Baby Burn vol. 5 03.01.07, 16:16
      dostalem dzis swoja skladanke ! z Rybnika dostalem i dziekuje
      zdazylem nawet posluchac i podoba mi sie. Wkrotce postaram sie cos naskrobac.

      PS

      swoja wyslalem juz ponad miesiac temu i ni chu-chu
      szanowny swapowy partner moze sie ocknie i da znak zycia ?
      Problem jest ten, ze on tu ostatnio sie w ogole nie pojawia, moze szefowa da mu
      jakis bodziec :) ?
      • jazzkam no wreszcie 04.02.07, 12:14
        wielkie przeprosiny za zwłokę, ale spieszę juz opisywaniem utworów. ciezko to
        szlo, sluchalem przez ten czas kilka razy w tym oczywiscie tez od razu jak
        dostalem, ale skladanka nie lezala mi jako bardzo, choc sa momenty swietne.
        pozwoliłem sobie nie bawić się w googlowanie, niektórych twórców oczywiście
        znam, ale będę opisywał anonimowo. składanka w większości odmienna stylistycznie
        od mojego powszedniego życia, więc fajnie.

        1. utwór kojarzy mi się z irlandzkimi pieśniami. nowym życiem, nową wiarą. nie
        moja estetyka, ale dość ciekawe. na 90 procent nie jest to żaden znany artysta.

        5/10

        2. utwór instrumentalny w zasadzie. nie przeszkadza specjalnie, nawet miły, ale
        nie ma konkretnej treści. może być czymś wyjętym z jakiejś nieinstrumentalnej
        płyty, czyli de facto z kontekstu.

        5/10

        3. początek każe mi sądzić, że jest to bossanova. język jest nie angielski z
        początku, a potem znowu angielski. ogólnie znowu konotacje
        porankowo-nowonadziejowe. ładne ale krótkie

        7/10

        4. tu mamy klimat wyspiarskiej knajpy w której podstarzały koleś coś sobie
        śpiewa. coś mi mówi, że powinienem znać wykonawcę, ale w tym jednym momencie mi
        się nic nie kojarzy. może zresztą się mylę. fajniutkie i chętnie się zapoznam
        głębiej z taką estetyką

        7/10

        5. niestety tę piosenkę przy każdym słuchaniu skippuje, jako że klimaty
        zawodząco-harmonijkowe są mi zupełnie obce, brrr

        3/10

        (w ogóle klimat miłosny tej składanki rzuca się w uszy)

        6. piosenka pewnej kobiety silnej:>, akurat ma ona lepsze momenty niż ten track,
        choć oczywiście jest niezły. w tym momencie na składance pojawia się refleksja,
        że zaczynają się cięższe klimatycznie klimaty. czyli nie będzie happy endu :>

        6/10

        7. znowu totalnie nie mój gust; klimaty ekspresyjno-punkowo-rockowe, nieco
        archaiczne. happy endu nie ma tu, ponieważ jezus zapewne nie wybaczył wokalistce
        tego zespołu do końca piosenki

        5/10

        8. no to już bardziej bliskie mi brzmienia, znowu smutna piosenka ale podana w
        bardzo dobry sposób. swego czasu słuchałem sobie , więc i mam miłe wspomnienia,
        i okazja do przypomnienia. ale happy end się oddala ;(

        7/10

        9. znowu coś krótkiego, na początku byłbym pewny że słuchałem gdzieś tego
        kawałka, ale urywa się tak szybko, że trop gubię dokumentnie. też wygląda na
        wycięcie z głębszego kontekstu, cośtam w sobie ma ale mocne gitary każą sądzić,
        że ta całość by mnie nie przekonała. albo nawet już nie przekonała.

        6/10

        10. idylliczny voice pani opowiadający niby to smutne rzeczy, ale w klimacie
        nostalgiczno-pogodnym. całkiem mnie to przekonuje

        6-7/10

        11. znowu instrumentalnie, więc dla mnie znowu beztreściowo, chociaż
        zachęcająco. być może niezłe intro do fajnej piosenki.

        6/10

        12. świetna piosenka, znana mi oczywiście (przynajmniej tak mi się zdaje, nie
        będę sprawdzał żeby nie psuć sobie zabawy), jeśli to to o czym myślę to poznałem
        ten album z poślizgiem, ale byłem bardzo z niego zadowolony. muszę go sobie
        odświeżyć. znowu klimat depresyjny, stracona miłość, stracone szanse etc. nie ma
        happy endu.

        8.5/10

        13. nie moja bajka, znowu ta harmonijka i klimaty countrowe. za którymś razem
        przestraszyłem się że to springsteen, ale strzelam że nie i mam nadzieję, że się
        nie wygłupię.

        4/10

        14. ech, znowu instrumental, taki okołojazzowy. znowu bez szerszego kontekstu mi
        to nie brzmi

        6/10

        15. i po raz kolejny wolta - artysta którego piosenki są niesamowicie
        charakterystyczne, sceptycy pewnie powiedzą, że podobne, ale jednak wyrazisty
        styl to nie kopiowanie. czyli chyba po raz kolei - 'lubimy, to co znamy' ;D
        jeśli to nie ten, o kim myślę, to będzie największe zaskoczenie w tym roku dla
        mnie ;)

        7/10

        16. smyki tworzą klamrę kompozycyjną z utworem nr 1 i to chyba najważniejszy
        zabieg kompozycyjny jeśli chodzi o autora składanki. sama piosenka 'może być'

        5/10

        podsumowując: nie jestem do końca w stanie odgadnąć klucza doboru i kolejności
        (raz melancholia pozytywna, raz brutalny smutek), szczególnie że niektóre
        kawałki brzmią jak wyrwane z czegoś. składanka nie jawi się całością, za to
        zachęca do poznania całości z których zostały wyjęte tracki powyżej 5/10. oceny
        są trochę niereprezentatywne, bo z jednej stroyn nie chciałem dać za dużych
        kiedy mi się coś w miarę podobało, ale też nie chciałem przeginać w dół, no ale
        chyba nie oceny się liczą. chętnie się dowiem o tracklistę, pozdrawiam.
        • jarecki32 Re: no wreszcie 04.02.07, 22:45
          Juz myslalem, ze sie nigdy nie doczekam, a tu patrzcie
          jazzkam nie rychliwy ale jednak dal rade.
          Szkoda, ze zestaw nie podpasowal, bo staralem sie jak nigdy.

          1. utwór kojarzy mi się z irlandzkimi pieśniami. nowym życiem, nową wiarą. nie
          moja estetyka, ale dość ciekawe. na 90 procent nie jest to żaden znany
          artysta. 5/10

          ...nie jest to żaden znany artysta.. : no nie wiem, nie wiem. Nick Drake
          to artysta nieznany ? Za zycia owszem nie byl, ale obecnie nalezy
          do katergorii wybitnych. Trzy plyty, ktore wydal uchodza powszechnie za
          arcydziela.
          Utwor, ktory wybralem na poczatek to "Cello Song" z plyty "Five Leaves Left".
          Aby nas wprowadzic w nastroj skladanki trzeba sobie przypomniec, ze Cello Song
          byl wykorzystany w scenie samobojstwa na "Good Girl".


          2. utwór instrumentalny w zasadzie. nie przeszkadza specjalnie, nawet miły, ale
          nie ma konkretnej treści. może być czymś wyjętym z jakiejś nieinstrumentalnej
          płyty, czyli de facto z kontekstu. 5/10
          Cos na uspokojenie
          The Drift, Bela Fleck i Flectones z plyty "Three Flew over the Cukoo's Nest"
          Bela Fleck to jeden z moich ulubionych artystow jazzowych, musial sie tu
          znalezc.

          3. początek każe mi sądzić, że jest to bossanova. język jest nie angielski z
          początku, a potem znowu angielski. ogólnie znowu konotacje
          porankowo-nowonadziejowe. ładne ale krótkie 7/10

          A to po prostu przerywnik w wykonaniu Jacka Johnsona,
          "Belle" Jack probuje spiewac po francusku, ale on lepiej gra niz spiewa

          4. tu mamy klimat wyspiarskiej knajpy w której podstarzały koleś coś sobie
          śpiewa. coś mi mówi, że powinienem znać wykonawcę, ale w tym jednym momencie mi
          się nic nie kojarzy. może zresztą się mylę. fajniutkie i chętnie się zapoznam
          głębiej z taką estetyką 7/10

          Maestro JJ Cale (faktycznie niemlody) wykonuje " Lady Luck " z plyty Travel Log

          5. niestety tę piosenkę przy każdym słuchaniu skippuje, jako że klimaty
          zawodząco-harmonijkowe są mi zupełnie obce, brrr 3/10

          No tutaj tos mnie powalil. Przeciez to sama Nina Simone, czyli "glos" (jazz,
          soul, blues , pop)
          "Since I fell for you", prosze panstwa : Nina Simone !
          "... You made me leave my happy home
          You took my love and now you're gone "


          6. piosenka pewnej kobiety silnej:>, akurat ma ona lepsze momenty niż ten track,
          choć oczywiście jest niezły. w tym momencie na składance pojawia się refleksja,
          że zaczynają się cięższe klimatycznie klimaty. czyli nie będzie happy endu :>
          6/10

          pewna silna kobieta: PJ Harvey : "To bring you my love", tak to leci:

          I was born in the desert, I been down for years
          Jesus, come closer, I think my time is near
          ( a wiec jestesmy w klimacie)

          7. znowu totalnie nie mój gust; klimaty ekspresyjno-punkowo-rockowe, nieco
          archaiczne. happy endu nie ma tu, ponieważ jezus zapewne nie wybaczył wokalistce
          tego zespołu do końca piosenki 5/10
          Ha, wykonawca z innej polki ale tematycznie, jak pieknie sie to laczy z
          poprzedniczka,

          Concrete Blonde, " Oh, Jesus, please forgive me for the things I'm about to say"
          Zespol taki sobie, ale glos Johnette Napolitano podoba mi sie.
          (klimat sie zageszcza)


          8. no to już bardziej bliskie mi brzmienia, znowu smutna piosenka ale podana w
          bardzo dobry sposób. swego czasu słuchałem sobie , więc i mam miłe wspomnienia,
          i okazja do przypomnienia. ale happy end się oddala ; 7/10

          Smashing Pumpkins, " By Starlight"
          ...cause her eyes were as vacant as the seas
          Dead eyes, are you just like me? ..
          Ano dalej smutek, ale piosenka przednia

          9. znowu coś krótkiego, na początku byłbym pewny że słuchałem gdzieś tego
          kawałka, ale urywa się tak szybko, że trop gubię dokumentnie. też wygląda na
          wycięcie z głębszego kontekstu, cośtam w sobie ma ale mocne gitary każą sądzić,
          że ta całość by mnie nie przekonała. albo nawet już nie przekonała. 6/10

          Drugi przerywnik: Mars Volta, Son et Lumiere

          10. idylliczny voice pani opowiadający niby to smutne rzeczy, ale w klimacie
          nostalgiczno-pogodnym. całkiem mnie to przekonuje 6-7/10

          Shelleyan Orphan, "The anatomy of love" ,


          11. znowu instrumentalnie, więc dla mnie znowu beztreściowo, chociaż
          zachęcająco. być może niezłe intro do fajnej piosenki. 6/10

          Jazz sie klania: Bill Frisell, "Soul Merchant"



          12. świetna piosenka, znana mi oczywiście (przynajmniej tak mi się zdaje, nie
          będę sprawdzał żeby nie psuć sobie zabawy), jeśli to to o czym myślę to poznałem
          ten album z poślizgiem, ale byłem bardzo z niego zadowolony. muszę go sobie
          odświeżyć. znowu klimat depresyjny, stracona miłość, stracone szanse etc. nie ma
          happy endu.8.5/10

          The Dears, "Who are you, defenders of the universe" z No Cities Left
          no patrzcie, nie spodziawalbym sie, ze ta paczka z Montrealu
          najbardziej ci sie spodoba

          13. nie moja bajka, znowu ta harmonijka i klimaty countrowe. za którymś razem
          przestraszyłem się że to springsteen, ale strzelam że nie i mam nadzieję, że się
          nie wygłupię. 4/10

          "Hurricane", Sunhouse...The happiness you left didn't last too long ...
          nie to na cale szczescie nie byl Springsteen

          14. ech, znowu instrumental, taki okołojazzowy. znowu bez szerszego kontekstu mi
          to nie brzmi 6/10

          Kurt Rosenwinkel, "If I should lose you" z albumu "Deep Song"
          okolojazzowy ?, Joshua Redman na tenorze, Jeff Ballard na perkusji

          15. i po raz kolejny wolta - artysta którego piosenki są niesamowicie
          charakterystyczne, sceptycy pewnie powiedzą, że podobne, ale jednak wyrazisty
          styl to nie kopiowanie. czyli chyba po raz kolei - 'lubimy, to co znamy' ;D
          jeśli to nie ten, o kim myślę, to będzie największe zaskoczenie w tym roku dla
          mnie ;) 7/10
          Iron and Wine , "Burn that Broken Bed" , tej piosenki moge sluchac na okraglo

          16. smyki tworzą klamrę kompozycyjną z utworem nr 1 i to chyba najważniejszy
          zabieg kompozycyjny jeśli chodzi o autora składanki. sama piosenka 'może być'
          5/10

          Nick Drake, "The day is done",
          and so is this song collection.


          Wspolny mianownik`skladanki ? powiedzmy, nieszczesliwa milosc.
          dzieki za recenzje
          Pozdrawiam
          • jazzkam Re: no wreszcie 05.02.07, 09:47
            no z tym Nickiem Drake'iem to faktycznie dałem rady, muszę odrobić lekcje
            (ostatnio nawet planowałem ale po tym co tu się okazało to nie wiem czy warto),
            no ale przynajmniej rozpoznałem klamrę kompozycyjną w postaci pierwszej i
            ostatniej piosenki. Mars Voltę podejrzewałem, a ponieważ jestem wielkim
            antyfanem Mars Volty to aż się bałem przyznać że piosenka całkiem ciekawa. na
            jazzie się nie znam zupełnie, stąd taka a nie inna sytuacja. Niny Simone nie
            pamiętałem tej piosenki (lub nie słuchałem), ale nie zdążyłem się przekonać do
            tej artystki.

            Jack Johnson, Shelleyan Orphan, Bill Frisell, Kurt Rosenwinkel jako nowości do
            sprawdzenia;

            Dears, JJ Cale, Iron and Wine czy nawet Smashing Pumpkins jako pozycje do
            odświeżenia.

            podsumowując: dzięki wielkie i nie masz co żałować, że akurat mi wysłałeś bo
            wcale mi się podobała ta składanka, może oceny trochę zbyt surowe ale
            przynajmniej zainteresowało mnie sporo artystów.
    • pop_up "Destroy your heart" she said 04.01.07, 18:03
      Dziękuje bardzo za płytkę i przepraszam za małe (ten tego miesięczne)
      opóźnienie, ale początek grudnia to u mnie uczelnia uczelnia i jeszcze raz
      uczelnia natomiast koniec – słuchanie sufjanowego songs for chrismas i oddawanie
      się grzechowi obżarstwa. No ale dobrze się stało bo przetrawiłem zawartość cdeka
      i podoba mi się coraz bardziej choć z identyfikacją jego zawartości u mnie
      kiepsko (około 20% ). Do mięska przechodząc:

      legenda:
      + bardzo na tak
      +/- bardziej na tak niż na nie
      -/+ bardziej na nie niż na tak
      - nie podoba się

      1. To przeciągnięte since you’ve been goooooooooneeeeeeee trochę męczy, ale
      reszta całkiem daje radę. Wokal może ciut zalatuje Eddim Vedderem, choć to na
      pewno dalekie pokrewieństwo. Dość proste gitarowe granie z jakimś dziwnym
      syntezatorem w tle. (-/+)

      2. To jest dobre. Za cholerę nie wiem co to jest, ale mi się podoba. Takie
      połączenie Sisters of Mercy z Modern English. Mimo, że tekst zapewne o jakimś
      druzgocącym wydarzeniu z życia młodego mężczyzny (pan śpiewa „destroy your
      heart” she said i taki jest tytuł płyty nawiasem mówiąc), to raczej radosne to
      jest. Można by przy tym powywijać tlenioną blond grzywą na jakimś 80’s disco. (+)

      3. Rok 1990 Opposition i „The man who almost shaves”. Jakiś czas temu
      zachwyciłem się “Itimacy”, ale się nim przejadłem i „Blue Alice Blue”
      przesłuchałem raz czy dwa i tyle. Z tego co pamiętam to chyba najmocniejszy
      punkt tego albumu bo reszty nie kojarzę. Niezłe (+/-)

      4. Za takim graniem nie przepadam, choć momenty są (mam na myśli ten kobiecy
      wokal w tle). Zalatuje popem z lat osiemdziesiątych i mogłoby lecieć w jakimś
      radiu ze starymi hitami. (-)

      5. Całkiem niezły kawałek (jeden z lepszych bo faworyta na „Lake and Flames”
      ciężko mi znaleźć) z całkiem przyjemnej płytki. „Falling asleep and wakeing up”
      The Car is on Fire. Wchodzi gładko, ale do wokalisty (wokalistów?) nie mogę się
      przekonać. Między innymi dlatego ledwo przebrnąłem przez ich debiut i szybko się
      go pozbyłem. (+/-)

      6. A to jest zagwozdka. Na początku mi to strasznie nie wchodziło bo długo się
      rozkręca (tak koło 5 minut) i początek jakiś taki poplątany, smętny i o kant
      dupy to potłuc. Po tygodniu zacząłem powoli łapać i zaczęło kąsać w pytkę. Po
      tych 5 minutach akustyk i perkusja zaczynają wygrywać rzeczy, które nareszcie
      przypominają naszą ziemską muzykę. Wszystko się ładnie rozpędza a końcówka
      należy do bębnów. Trochę szkoda, że mało basu i cicho nagrane. (+/-)

      7. Tak by śpiewał zdrowo naćpany Stevie Wonder (wiem wiem zdrowo naciągane), a
      ten beat co przez 6 minut nieprzerwanie się ciągnie nie wiem do czego porównać.
      (+/-)

      8. Tu numer punkowy rzec by można (choć trochę długawe i nawet solo na gitarze
      jest). Iggy Pop to na pewno nie jest ale coś koło tego. Nie wiem, nie znam się i
      najmniej mi się chyba podoba z całej czternastki. (-)

      9. Bardzo na plus. Hamerykańskie to jest raczej. Optymistyczne, (muzycznie bo
      tekstowo nie jestem w stanie powiedzieć) łatwo wpadające w ucho, oparte o
      akustyka. Dobrze się będzie tego słuchało wiosną z pierwszym cieplejszym
      powiewem. (+)

      10. Ze śpiewającymi paniami jestem do tyłu i to bardzo. Przyznaje się bez bicia.
      W tle smyki, gitara akustyczna i bardzo nastrojowe granie a właściwie śpiewanie
      bo to się wybija na pierwszy plan. Ostatnio słuchałem coś Juany Molina, ale ona
      po hiszpańsku chyba śpiewa z tego co pamiętam więc odpada. Może Cat Power. (+)

      11. „I should have known better”. O to mnie zachęciło do posłuchania Wire.
      Leżakuje sobie „154” u mnie na dysku od jakiegoś roku i czuje, że powinienem po
      nią sięgnąć właśnie teraz. Krótko mówiąc ciąć się przy tym można, co ja mówię,
      nawet ciąć i czerpać z tego dziką radość. Nie wiem nic o tym zespole, nie wiem
      kto śpiewa, nie wiem kto gra, ale „mrok” sączy się z głośników równo. Ten
      kawałek jest jak czołg. (+)

      12. Trochę gitarowego zgiełku z pianinem na początku (mocne wejście naprawdę
      rozpieprzające) a później dużo się nie zmienia, trochę drażniący wokal pana. (+/-)

      13. Pod tym numerkiem kryje się coś co wyświetlił mi foobar jako wypełniacz / 2.
      Nazwa w pełni oddaje treść. Pikanie, które...

      14. ...przechodzi w finałowy utwór. Dzwonią budziki, trąbka pogrywa wesoło
      pobudkę. Pora wstawać, czy to był tylko sen. Muzycznie to przypomina mi to takie
      Belle & Sebastian, (tylko trochę bardziej gitarowo jest) szczególnie jeśli
      chodzi o przekaz positive vibrations. (+)

      Spoglądając na plusy i minusy widzę znaczną przewagę tych pierwszych, więc jest
      całkiem nieźle. Bardzo mnie cieszy duża liczba niewiadomych co równa się dużo
      nowej muzyki do poznania. Co do autora czy przypadkiem nie jest to Ilhan?

      Prośba do polleke o zasięgnięcie języka czy moja płyta doszła do odbiorcy czy
      zaginęła w czeluściach poczty, bo wysłałem na początku grudnia a tu nic.
      • ilhan Re: "Destroy your heart" she said 04.01.07, 18:58
        Kurde myślałem już, że się nie doczekam hehe. Dobra, do rzeczy. Z tego co pamiętam (a mogę słabo pamiętać, bo to dawno było), płytę próbowałem skonstruować tak żeby wyszła z tego coś jakby narracja, po pewnym czasie wszystko poprzestawiałem, co nie znaczy że nie można z tego ukuć jakiejś bardzo pretensjonalnej historyjki (ostrzegam że do końca akapitu będzie gówno). Oto w pierwszym utworze przedstawia nam się bohater. Nie jest szczęśliwy, rzuciła go dziewczyna i wyjechała z miasta. W akcie rozpaczy krzyczy do niej goooodbyyyyyye, po czym idzie się prawdopodobnie upić i zaczyna wspominać. Przypomina sobie ich rozstanie (2), pierwszą randkę kiedy jeszcze był zupełnym GOŁOWĄSEM (3). Potem na chwilę zamyśla się i nie bardzo wiadomo o co chodzi, przeplatają się obrazki dziewczyny z różnymi off-topikami <palacz> (4). Próbuje zasnąć, ale przewraca się z boku na bok i za cholerę nie może (5). W końcu zasypia, w śnie dzieją się różne dziwne rzeczy, najpierw długo on i jego dziewczyna jedzą czekoladę (6), następnie spacerują po parku (7), zaczyna go boleć brzuch, bo zjadł za dużo szarlotki (a może jednak czekolady z szóstego kawałka) (8), znów powraca dziewczyna, rozmawiają o pogodzie (9), potem jakby słyszy jej głos przez telefon (10), w końcu zaczynają go dręczyć koszmary (11), wydaje mu się że zaraz umrze (12). I co się dzieje się. Włącza się budzik (13), cieszy się że to koniec koszmaru, ale po chwili przychodzi gorzka refleksja. Nie chce mu się wstawać z łóżka, wszystko go boli, nie ma happy endu ;(

        A teraz objaśnienia:

        > 1. To przeciągnięte since you’ve been goooooooooneeeeeeee trochę męczy, a
        > le
        > reszta całkiem daje radę. Wokal może ciut zalatuje Eddim Vedderem, choć to na
        > pewno dalekie pokrewieństwo. Dość proste gitarowe granie z jakimś dziwnym
        > syntezatorem w tle. (-/+)

        Jak dla mnie pewniak do składanki, absolutny niszczyciel Dismemberment Plan "The City". Z Vedderem to oni mieli tyle wspólnego, że byli supportem Pearl Jam ok. 2000 (m.in. w Polsce). Nie powiedziałbym że proste w sumie.


        > 2. To jest dobre. Za cholerę nie wiem co to jest, ale mi się podoba. Takie
        > połączenie Sisters of Mercy z Modern English.

        To swego czasu najgorętszy młody zespół z UK (około '87-'88) i jedna z ich firmowych piosenek "Destroy The Heart".


        > 4. Za takim graniem nie przepadam, choć momenty są (mam na myśli ten kobiecy
        > wokal w tle). Zalatuje popem z lat osiemdziesiątych i mogłoby lecieć w jakimś
        > radiu ze starymi hitami. (-)

        Nooo, wtedy to ja bym słuchał radia. Album mający swoich gorących zwolenników i przeciwników na forum - Prefab Sprout "Steve McQueen" z samego serca lat 80.


        > 6. A to jest zagwozdka. Na początku mi to strasznie nie wchodziło bo długo się
        > rozkręca (tak koło 5 minut) i początek jakiś taki poplątany, smętny i o kant
        > dupy to potłuc. Po tygodniu zacząłem powoli łapać i zaczęło kąsać w pytkę. Po
        > tych 5 minutach akustyk i perkusja zaczynają wygrywać rzeczy, które nareszcie
        > przypominają naszą ziemską muzykę. Wszystko się ładnie rozpędza a końcówka
        > należy do bębnów. Trochę szkoda, że mało basu i cicho nagrane. (+/-)

        Hmmm starałem się wyrównać głośność we wszystkich kawałkach, ale widać takie moje skillsy tutaj jak flow Seby Ravera. Wiadomo że najmagiczniejszy moment w tym kawałku to właśnie 5-6 minuta, ale dla mnie całość błoga. Animal Collective z czasów kiedy tytułowali się Avey Tare & Panda Bear i uwielbiane tu przez wielu "Spirit..." z najbardziej bodaj przystępnym trackiem z tego albumu "Chocolate Girl".


        > 7. Tak by śpiewał zdrowo naćpany Stevie Wonder (wiem wiem zdrowo naciągane), a
        > ten beat co przez 6 minut nieprzerwanie się ciągnie nie wiem do czego porównać. (+/-)

        Ten artysta figuruje też na składance Polleke i nic dziwnego, bo to znana hajperka twórczości Arthura Russella. Być może ten utwór to nie jest szczyt jego producenckich talentów, ale akurat o inne walory chodziło na tej składance.


        > 8. Tu numer punkowy rzec by można (choć trochę długawe i nawet solo na gitarze
        > jest). Iggy Pop to na pewno nie jest ale coś koło tego. Nie wiem, nie znam się i najmniej mi się chyba podoba z całej czternastki. (-)

        Kurde dla mnie ten numer strasznie wymiata, mój ulubiony track Wedding Present "Kennedy". Gdyby nie te gitary, to na płytach takiego Placebo nie byłoby już zupełnie nic interesującego. Jeśli długawe, to cieszę się że nie wrzuciłem "Take Me" z tej samej płyty, które trwa coś pod 10 minut.


        > 9. Bardzo na plus. Hamerykańskie to jest raczej. Optymistyczne, (muzycznie bo
        > tekstowo nie jestem w stanie powiedzieć) łatwo wpadające w ucho, oparte o
        > akustyka. Dobrze się będzie tego słuchało wiosną z pierwszym cieplejszym
        > powiewem. (+)

        Jedyny bodaj mocniej ruszający utwór z poprzedniej płyty Built To Spill, czyli jej closer "The Weather". Zdecydowanie polecałbym jednak albumy wcześniejsze, nie ten.


        > 10. Ze śpiewającymi paniami jestem do tyłu i to bardzo. Przyznaje się bez bicia. W tle smyki, gitara akustyczna i bardzo nastrojowe granie a właściwie śpiewanie
        > bo to się wybija na pierwszy plan. Ostatnio słuchałem coś Juany Molina, ale
        > ona po hiszpańsku chyba śpiewa z tego co pamiętam więc odpada. Może Cat Power. (+)

        Tu zmyłka, bo to ani nie nowe, ani nazwa grupy nie kojarzy się z kobiecym wokalem. To The Triffids z mini-albumu "Raining Pleasure", utwór tytułowy, rok 1984 (!).


        > 12. Trochę gitarowego zgiełku z pianinem na początku (mocne wejście naprawdę
        > rozpieprzające) a później dużo się nie zmienia, trochę drażniący wokal pana. (+/-)

        Jak wiadomo Microphones to projekt ze szczególnej kategorii ALBO SIĘ KOCHA ALBO SIĘ NIENAWIDZI. To dziwne, bo ja ani pierwsze, ani drugie. Choć tytułowy z "The Glow Pt. 2" darzę sporym uczuciem.


        > 13. Pod tym numerkiem kryje się coś co wyświetlił mi foobar jako wypełniacz / 2. Nazwa w pełni oddaje treść. Pikanie, które...

        Taaa, bo (nie pamiętam już dlaczego) w pewnym momencie stwierdziłem, że składanka będzie miała równo 60:00 i wstawiłem takie coś. Samplowane z OMD, które tu sampluje czechosłowackie Radio Praga.


        > 14. ...przechodzi w finałowy utwór. Dzwonią budziki, trąbka pogrywa wesoło
        > pobudkę. Pora wstawać, czy to był tylko sen. Muzycznie to przypomina mi to takie
        > Belle & Sebastian, (tylko trochę bardziej gitarowo jest) szczególnie jeśli
        > chodzi o przekaz positive vibrations. (+)

        Niedoceniani Boo Radleys z ich britpopowego "Wake Up!" i "Martin, Doom! It's Seven O'Clock".

        No, to dziękuję serdecznie za szczegółową recenzję, zaraz wrzucę playlistę, w razie potrzeby służę dalszymi wyjaśnieniami oraz pozdrawiam. I zaraz się biorę za review kompilacji, którą *ja* dostałem.
        • ilhan Re: "Destroy your heart" she said 04.01.07, 18:59
          01. The Dismemberment Plan - The City ("Emergency & I" LP; 1999) (4:24)
          02. The House Of Love - Destroy The Heart ("Destroy The Heart" SP; 1988) (2:35)
          03. Opposition - The Man Who Almost Shaves ("Blue Alice Blue" LP; 1990) (4:52)
          04. Prefab Sprout - Bonny ("Steve McQueen" LP; 1985) (3:43)
          05. The Car Is On Fire - Falling Asleep And Waking Up ("Lake & Flames" LP; 2006) (2:21)
          06. Avey Tare & Panda Bear - Chocolate Girl ("Spirit They're Gone, Spirit They've Vanished" LP; 2000) (8:20)
          07. Arthur Russell - That's Us/Wild Combination ("Calling Out Of Context" LP; 2004) (6:57)
          08. The Wedding Present - Kennedy ("Bizarro" LP; 1989) (4:19)
          09. Built To Spill - The Weather ("Ancient Melodies Of The Future" LP; 2001) (4:31)
          10. The Triffids - Raining Pleasure ("Raining Pleasure" EP; 1984) (2:26)
          11. Wire - I Should Have Known Better ("154" LP; 1979) (3:47)
          12. The Microphones - The Glow Pt. 2 ("The Glow Pt. 2" LP; 2001) (4:58)
          13. - (0:28)
          14. The Boo Radleys - Martin, Doom! It's Seven O' Clock ("Wake Up!" LP; 1995) (6:19)
          • pop_up Re: "Destroy your heart" she said 04.01.07, 22:33
            Co do House of Love to mam ich s/t, ale poprzestałem na „Hannah” i „Shine on” a
            widać, że źle zrobiłem. Od jakiegoś czasu zaczynam się interesować powoli brit
            popem (wcześniej obchodziłem szerokim łukiem) i tak mi, mniej więcej w tym samym
            czasie, wpadły w ręce House of Love właśnie i Stone Roses. No i właśnie ci
            drudzy znacznie bardziej mi przypadli do gustu. Animal Collective tak mi coś
            chodził po głowie tyle, że chyba zazwyczaj trafiałem na te mniej przystępne
            tracki, o co właściwie nietrudno, więc nie znam na tyle. Mega zaskoczeniem jest
            dla mnie to „Raining Pleasure”, bo znam tylko album „In the pines” i nawet nie
            węszyłem w tym kierunku. Czy to tylko ewenement w ich wykonaniu? Built to spill
            - mam dwa albumy z ich świętej trójcy i „There’s nothing wrong with love” mi
            podchodzi bardzo, ale jak zwykle jest tyle innych rzeczy do posłuchania, że
            całych dyskografii mało łykam. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sam dałem
            na swoją składankę dwa kawałki kapelek, których na tej nie udało mi się
            rozpoznać hłe hłe.
            • ilhan Re: "Destroy your heart" she said 05.01.07, 09:48
              pop_up napisał:

              > Co do House of Love to mam ich s/t, ale poprzestałem na „Hannah” i
              > „Shine on” a widać, że źle zrobiłem. Od jakiegoś czasu zaczynam się interesować powoli brit
              > popem (wcześniej obchodziłem szerokim łukiem) i tak mi, mniej więcej w tym samym
              > czasie, wpadły w ręce House of Love właśnie i Stone Roses. No i właśnie ci
              > drudzy znacznie bardziej mi przypadli do gustu.

              House Of Love tym lepszy, im wcześniejszy. Drugi s/t < pierwszy s/t.


              > Mega zaskoczeniem jest dla mnie to „Raining Pleasure”, bo znam tylko album
              > „In the pines” i nawet nie węszyłem w tym kierunku.

              "In The Pines" to jest taki niskonakładowy folk właściwie, niereprezentatywny dla nich poza tym jednym LP. "Raining Pleasure" (piosenka, nie płyta) też dość wyjątkowe, ale powiedzmy że na "Born Sandy Devotional" oba kawałki śpiewane przez Jill Birt zdradzają pewne pokrewieństwo. Natomiast ten mini-album poza tym numerem jakiś szokująco wybitny nie jest.


              > Built to spill
              > - mam dwa albumy z ich świętej trójcy i „There’s nothing wrong with
              > love” mi
              > podchodzi bardzo, ale jak zwykle jest tyle innych rzeczy do posłuchania, że
              > całych dyskografii mało łykam.

              Wystarczy poznać te trzy właśnie wg mnie, wyróżniłbym "Perfect From Now On", ale wszystkie trzy genialne.

              Pozdro.
    • grimsrund Refleksje na temat nemrrodzkiej składanki :) 05.01.07, 02:30
      Przepraszam serdeczniej, ale jakoś nie miałem melodii do recenzowania. W końcu
      jednak ją złapałem. Wułala.

      1) Zaczyna się króciutko, 1:45. "Sonda" + "Janosik" + syntezatorek Casio do
      kompanii. Na ostatnie 5 sekund wchodzi saksofon. W samą porę, choć wcześniej
      też było ładnie.

      2) Dzielny astronauta przybija nity na zewnątrz kadłuba Apolla 17. Kupa tych
      nitów, w sumie 5:18. W tym czasie przez głowę montera przepływają fragmenty
      ścieżek dźwiękowych do psychodelicznych filmów z lat 70.

      3) Bjork usiłuje śpiewać, ale przeszkadzają jej w tym jakieś maszyny fabryczne.
      Na szczęście w okolicy 2:00 większość daje se siana, i zostaje zdaje się tylko
      jedna (spawarka?). Przy 4:00 przyłącza się jednak jakaś dyskretna syrena (?), a
      potem chyba jeszcze spuściarka surówki. Bjork nie ma szans.

      4) Ostry bit, hu ha! Bangonakan. A może bang-ra? Kurtka, to prawie najdłuższy
      utwór na składance (7:12). Kolega Humbak pewnie w tym momencie klaszcze, ja nie
      bardzo. Z drugiej strony, wszak przełknąłem bez popitki METAL MACHINE MUSIC...
      Jakoś dociągnie się do końca.

      5) No, tu też trochę chrobocze, ale zdecydowanie przyjemniej dla ucha. Jakby
      trochę pobrzękiwania łańcuchami w okolicy 2:00? W każdym razie ów pobrzękujący
      rytm to wznosi się, to znów się jakby rozmywa. 3:45 - wszystko cichnie i
      zaczyna się zupełnie nowe, ambientawe, sylvianowskie rzekłbym nawet rozdanie.
      Niestety, utwór trwa jeno 4:44.

      6) Na szczęście na dobre już wpływamy na spokojne cyfrowe wody. 0:52, ale
      urocze.

      7) Para romantycznych robotów przy wesoło trzaskającym bitowym ognisku. W sumie
      przemiłe 1:49.

      8) 5:11 spokojnej żeglugi pomiędzy wysepkami Langerhansa. Aż człowiek zapomina,
      że nie umie pływać, taką ma ochotę sobie powiosłować...

      9) Spokojnego zapadania w sen ciąg dalszy. Tym razem dodatkowo w towarzystwie
      jakiegoś brzdąkającego spokojnie instrumentu. 3:52 rozluźnienia.

      10) Tutaj powrót do trochę bardziej niepokojącego pykania, ale to w sumie dub
      jest, więc wszystko gra. 1:49 oczekiwania na dalszy rozwój wydarzeń, podczas
      gdy w tle robot funkcyjny dyskretnie czyści podłogę stalową ścierą.

      11) Jakiś przemądrzały bachor bredzi coś o źródłach energii. Zanim kończy, na
      szczęście przychodzi 0:37.

      12) Metalowe pajączki wypełzają zza szafy, ale ja w sumie nie mam nic do
      pająków. Z muchami jest trochę gorzej, a te w okolicy 1:00 zaczynają bzyczeć
      bez opamiętania. Na szczęście większość opada z sił po 1:50. Za to po podłodze
      zaczynają pełzać stalowe karaluchy - normalnie cała menażeria. Szczęśliwie
      nadchodzi 3:32, i przechodzimy do opus magnum nemrrodowej składanki,
      przynajmniej jeśli chodzi o długość.

      13) Bo wszak takie 10:34 to nie w kij dmuchał, choć na upartego dałoby się tu
      wcisnąć jedną porządną solówkę (Yngwie by sobie poradził, jestem pewien).
      Wróćmy jednak do wnętrza naszego komputra. Znów wracamy do wody, tym razem
      morze jest jednak mroczne i nie do końca bezpieczne. Silne przestery ślizgają
      się ponad bałwanami, a jednak coś popycha słuchacza w ich kierunku... Czyżby
      utwór ten był zwierzeniem zawiedzionego kochanka, który wybrał drogę
      samozniszczenia? Kompozycja stopniowo przeradza się w pozbawione n*****i
      pulsujące drony, które w okolicy 8:00 zaczynają cichąć... tylko po to, by w
      kolejnej minucie powrócić ze zdwojoną mocą. Wreszcie, po 9:52, decydują się
      odpłynąć. Stop swimming? Potem słychać fragment audycji radiowej... i nagłe
      cięcie. Koniec.

      W sumie - bardzo ładne, z tym że ja nadal się nie znam :)

      Dzięki!

      • nemrrod Re: Refleksje na temat nemrrodzkiej składanki :) 05.01.07, 13:51
        Przede wszystkim, Grim, wielkie gratulacje za (prawie) bezbłędne rozszyfrowanie
        miejsca akcji i bohatera składanki. Jestem pod wrażeniem i zastanawiam się jak
        tego dokonałeś, mając do dyspozycji jedynie kilka utworów instrumentalnych, bez
        tekstu? Czyżbym również nie usunął tytułów w cd-tekście?
        Otóż tak, wymyśliłem sobie pewną historyjkę i Twoje skojarzenia z robotami,
        wodą, żeglugą i pływaniem są jak najbardziej trafne!
        Ale po kolei:

        > 1) Zaczyna się króciutko, 1:45. "Sonda" + "Janosik" + syntezatorek Casio do
        > kompanii. Na ostatnie 5 sekund wchodzi saksofon. W samą porę, choć wcześniej
        > też było ładnie.

        Rozdział pierwszy, w którym poznajemy naszego bohatera.
        [Robotobibok - Robot]


        > 2) Dzielny astronauta przybija nity na zewnątrz kadłuba Apolla 17.

        Tu niestety interpretacja poszła nie w tę stronę. Nasz bohater, nie leci w
        kosmos, lecz udaje się na ryby. I przeczuwa, że coś wisi w powietrzu...
        [Makunouchi Bento - Lament Of The Fishing Robot]


        > 3) Bjork usiłuje śpiewać, ale przeszkadzają jej w tym jakieś maszyny fabryczne.

        No tu też nie do końca tak. Nie jesteśmy w fabryce, ale płyniemy sobie łódką.
        Nagle na horyzoncie pojawia się zła, demoniczna bogini, która wypowiada jakieś
        zaklęcia. Zrywa się sztorm!
        [Bjork - Storm]


        > 4) Ostry bit, hu ha.

        Silny wiatr i fale przewracają łódkę, robocik wpada do wody. Szamocze się,
        walczy, macha rozpaczliwie krótkimi robocimi nóżkami i rączkami, lecz żywioł
        jest zbyt silny...
        [Autechre - Pen Expers]


        5) No, tu też trochę chrobocze, ale zdecydowanie przyjemniej dla ucha.

        Robocik miota się jeszcze przez chwilę, ale przegrywa z okrutnym żywiołem.
        Powoli słabnie, w końcu traci przytomność i zaczyna bezwładnie opadać na dno
        (druga połowa utworu) :(
        [Mitchell Akiyama - Wonder Coma]


        > 6) Na szczęście na dobre już wpływamy na spokojne cyfrowe wody. 0:52

        I tak dryfuje nieprzytomny...
        [Mum - Sleep/Swim]


        > 7) Para romantycznych robotów przy wesoło trzaskającym bitowym ognisku.

        Zbliżenie na "twarz" robota. Otwiera oczy! Zapalają się światełka, diody,
        żarówki. Przebudzenie w głębi! Niestety robocik nie może się ruszyć, słychać
        skwierczenie przepalonych kabli :(
        [Triosk - Awake In The Deep]


        > 8) 5:11 spokojnej żeglugi pomiędzy wysepkami Langerhansa. Aż człowiek zapomina,
        > że nie umie pływać, taką ma ochotę sobie powiosłować...

        Ujęcie z lotu ptaka (albo z głębin). Widzimy rozbłyskujące, żarzące pod wodą
        światła.
        [Eluvium - Under The Water It Glowed]


        > 9) Spokojnego zapadania w sen ciąg dalszy.

        Niestety nikt nie widzi tych świateł na wodzie, a robot wciąż nie może się
        ruszyć... :(
        [Pan American - Lights On Water]


        > 10) Tutaj powrót do trochę bardziej niepokojącego pykania

        ...więc dryfuje dalej, czekając na ratunek... Słychać nieregularne uderzenia
        komputerowego serca robota...
        [Pan American - Still Swimming]


        > 11) Jakiś przemądrzały bachor bredzi coś o źródłach energii.

        Nie, to włącza się system ostrzegawczy! Słychać jak woda wdziera się do komory
        na baterie!
        [Boards Of Canada - Energy Warning]


        12) Metalowe pajączki wypełzają zza szafy (...)

        To odgłosy spięcia, przepalanych kabli i obwodów! Nie ma już ratunku. Robocik
        nieruchomieje na dobre, widzi ciemność ;(
        [Fennesz - Paint It Black]


        > 13) Znów wracamy do wody, tym razem morze jest jednak mroczne i nie do końca
        bezpieczne

        Otóż to. Zapada ciemność. Widzimy bezwładnie dryfujące pod wodą, niesione przez
        podwodne prądy, opadające coraz niżej w otchłań ciało robota ;((
        [Tim Hecker - Azure Azure]

        Oto historii kres, co się kończy smutno ;(
        • nemrrod Playlist 05.01.07, 13:55
          01. ROBOTOBIBOK Robot ["Instytut Las", 2003, Vytvornia OM]
          02. MAKUNOUCHI BENTO Lament Of The Fishing Robot ["Lament Of The Fishing Robot
          EP" (mp3), 2005, Camomille Music camomille.genshimedia.com/main.htm ]
          03. BJÖRK Storm ["The Music From Matthew Barney's Drawing Restraint 9", 2005,
          One Little Indian]
          04. AUTECHRE Pen Expers ["Confield", 2001, Warp]
          05. MITCHELL AKIYAMA Wonder Coma [V.A. "Many Things Worth Living For" (mp3),
          2004, Autoplate www.autoplate.org/ ]
          06. MÚM Sleep/Swim ["Finally We Are No One", 2002, FatCat Records]
          07. TRIOSK Awake In The Deep ["Moment Returns", 2004, Leaf]
          08. ELUVIUM Under The Water It Glowed ["Lambent Material", 2003, Temporary
          Residence Limited]
          09. PAN AMERICAN Lights On Water ["Quiet City", 2004, Kranky]
          10. PAN AMERICAN Still Swimming ["For Waiting, For Chasing", 2006, Mosz]
          11. BOARDS OF CANADA Energy Warning ["Geogaddi", 2002, Warp]
          12. FENNESZ Paint It Black ["Plays" 7", 1998, Mego]
          13. TIM HECKER Azure Azure ["Radio Amor", 2003, Mille Plateaux]
          • grimsrund Re: Playlist 05.01.07, 14:11
            Smutno mi, biedny robot... :(((

            Automateusza przynajmniej w końcu uratował statek (ale za to biedak zwariował).
    • ilhan HISSTORY/HERSTORY 06.01.07, 20:02
      Przede wszystkim nigdy nie dostałem tak ładnie i starannie wykonanej składanki - wygląda to tak, że można by album sprzedawać w sklepie. Okładka przednia, tylna, grzbiet, specjalna grafika, nadruk na cd (!!!) - jestem pod wrażeniem, zwłaszcza, że sam zawsze wysyłam łyse cd-ry. Co do muzyki, kompilacja jest spójna w nastroju, powiedzmy, lekko pościelowym (ale nie w złym tego słowa znaczeniu, o ile się da). Większość wypełniają ballady z wyznaniami i poezją. Poza jednym utworem, który nie podoba mi się bardzo i jednym-dwoma, które mnie wyraźnie nudzą, jest dość dobrze, miejscami nawet więcej niż dobrze. Przejdźmy do poszczególnych tracków zatem:

      1 Intro.

      2. Smithsowskie „Last Night I Dreamt” w kameralnej interpretacji Buckleya. W sumie nie słyszałem tego nigdy.

      3. Zgodnie z koncepcją składanki po piosence z męskim głosem następuje kobieca. Nie wiem jak się ta babeczka nazywa, ale myślę, że słuchała poprzedniego kawałka i innych piosenek Buckleya. Klimat „Grace” się wkrada trochę.

      4. „Wymyśliłem ciebie” Dżambli i Zauchy. Wiadomo że klasyk.

      5. „Kiss me, kiss me” - świetny hook zalatujący mi Cardigans nieco (znaczy melodia). Myślę że słyszałem już wokal ten dziewczyny, ale nie kojarzę chwilowo kto zacz.

      6. To mi się nieco mniej podoba, znaczy niby znoszę taki adult pop, a nawet są przypadki, że lubię, ale tu brakuje mi czegoś, co by mnie wyhaczyło. Czy to jakieś (strzelam) Wet Wet Wet?

      7. Pod siódemką mamy jeden z silniejszych strzałów składanki, stawiam że Moloko lub może Roisin Murphy solo. W sumie szkoda, że przed Sylwestrem trochę zapomniałem o tej składance, bo ten numer by mógłby się nadać.

      8. Tindersticks? Lub jacyś similar artists. Melancholijne, ładne, i to by było na tyle.

      9. Fajny niewinny głos tej dziewczynki, znów jakby bardzo mi znany, tylko w piosence trochę mało się dzieje.

      10. Jak wiadomo nie jest możliwe skompilowanie 80-minutowej płyty, na której wszystkie utwory by się podobały i tu klasyczny przypadek. GRABAŻ coś tam śpiewa, że ktoś się boi miłości, ale po prostu nie mogę nie mogę nie mogę, skręca mnie jak słyszę głos, manierę, poezję tego ziomka. I to jeszcze sześć minut trwa. Sooooory.

      11. Tu jakby autorka chciała przeprosić za to, że nie wytrzymała z Grabażem ;) „Fidelity” Reginy Spektor, lubiłem już wcześniej, ale teraz wskoczyło do Top 50 singli roku. Najfajniejszy fragment tej niewinnej pioseneczki to oczywiście to a-ha-a-a-ha-a-a-ha-a-a-ha-a-a, czy coś.

      12. Lekko na minus, znaczy niby spoko, że tu wpływy afrykańskie jakieś, ale całość ciut miałka, zachowawcza niczym Sting. Raczej nie zgłębię.

      13. Ballada, głos pani kojarzy mi się chwilami z Annie Lennox, ale to raczej nie ona. Skromna ale stylowa aranżacja, bym powiedział.

      14. „Jealousy” Pet Shop Boys, jak wiadomo zwieńczenie „Behaviour”, jak wiadomo świetne.

      15. Tanita Tikaram? :| Pewnie nie, ale wokal podobny. Niby ładne, ale przydałaby się pewna zmiana tempa po tej serii PRZYTULANEK.

      16. Co nie następuje, bo mamy tu dość znany, dla wielbicieli pewnie nawet klasyczny numer Cohena, niestety musiałbym googlać żeby ustalić tytuł.

      17. Hey, ale też tytułu nie podam, bo nie śledzę ich albumów od... eee... nigdy? W każdym razie z tych nowszych.

      18. Wprawdzie ożywienia nie ma, ale zauważam w końcówce tendencję, że męska reprezentacja lepiej wytrzymała trudy spotkania od kobiecej. Mamy tu Toma Waitsa z jednej z wczesnych płyt (znów, nie znam ich na wyrywki). Ja tak Waitsa pół na pół, ale przy tym utworze JESTEM NA TAK.

      19. Kobieta z silnym głosem, numer taki dość niepokojący, ale nieco chaotyczny mi się zdaje.

      FIN.

      Kłaniam się nisko, dziękuję, pozdrawiam, proszę o rozwiązanie zagadek.
      • hennessy.williams Re: HISSTORY/HERSTORY 08.01.07, 11:46
        No, to był mój wymarzony temat swapa. I cholera musiałem trafić na faceta.
        Dlatego postanowiłem stworzyć kompilację o wydźwięku feministycznym (przynajmiej
        do tego zmierza opowieść). Myślałeś, że składak wyszedł spod ręki kobiety? I
        bardzo dobrze.

        ilhan napisał:

        > Przede wszystkim nigdy nie dostałem tak ładnie i starannie wykonanej składanki
        > - wygląda to tak, że można by album sprzedawać w sklepie.

        A myślisz, że skąd wziąłem tę płytę?

        > Co do muzyki, kompilacja jest spójna w
        > nastroju, powiedzmy, lekko pościelowym (ale nie w złym tego słowa znaczeniu, o
        > ile się da). Większość wypełniają ballady z wyznaniami i poezją. Poza jednym u
        > tworem, który nie podoba mi się bardzo i jednym-dwoma, które mnie wyraźnie nudz
        > ą, jest dość dobrze, miejscami nawet więcej niż dobrze.

        To jest tak, że chciałem opowiedzieć prostą (?) historię miłosną. Dlatego
        głównym kryterium selekcji był tekst. Układ mało skomplikowany - śpiewa pan,
        potem pani, ale każde z nich opowiada swoją wersję wydarzeń.

        > 1 Intro.

        Uwertura. Sufjan Stevens. "In This Temple, As In The Hearts Of Man For Whom He
        Saved The Earth". Jakoś trzeba było zacząć.

        > 2. Smithsowskie „Last Night I Dreamt” w kameralnej interpretacji Bu
        > ckleya. W sumie nie słyszałem tego nigdy.

        Bohater jest samotny, śpiewa:
        Last night I dreamt
        That somebody loved me
        No hope, no harm
        Just another false alarm.

        Tylko nie Buckley, a Grant-Lee Phillips.

        > 3. Zgodnie z koncepcją składanki po piosence z męskim głosem następuje kobieca.
        > Nie wiem jak się ta babeczka nazywa, ale myślę, że słuchała poprzedniego kawał
        > ka i innych piosenek Buckleya. Klimat „Grace” się wkrada trochę.

        Bohaterka, która z pewnością została przez kogoś zraniona, przebywa obecnie w
        przydrożnej kawiarni na pustkowiu. Piękna aria:
        But we both know a change is coming,
        coming closer sweet release.
        I am calling you,
        I know you hear me.

        To Jevetta Steele ze ścieżki dźwiękowej do "Bagdad Cafe". Buckley objawił się
        dopiero kilka lat później. A żeby było ciekawiej, to na koncertach śpiewał ten
        numer - genialnie. Zresztą coverów "Calling You" jest od groma.

        > 4. „Wymyśliłem ciebie” Dżambli i Zauchy. Wiadomo że klasyk.

        Bohater usłyszał poprzednią arię. I zaśpiewał:
        Dzisiaj nagle wymyśliłem Ciebie
        Twoje imię zadźwięczało we mnie
        [...]
        Dla Ciebie usta moje
        i ciepło mojej dłoni.

        > 5. „Kiss me, kiss me” - świetny hook zalatujący mi Cardigans nieco
        > (znaczy melodia). Myślę że słyszałem już wokal ten dziewczyny, ale nie kojarzę
        > chwilowo kto zacz.

        Bohaterka jest szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa:
        I touch your face, I’m flying over fields,
        I touch this moment – it’s mine.

        Ze swojej najlepszej płyty "Glow Stars" - Heather Nova. Miałem kiedyś straszną
        jazdę na tę panią, ale jej ostatnie dzieła jakoś spowodowały, że mi przeszło.

        > 6. To mi się nieco mniej podoba, znaczy niby znoszę taki adult pop, a nawet są
        > przypadki, że lubię, ale tu brakuje mi czegoś, co by mnie wyhaczyło. Czy to jak
        > ieś (strzelam) Wet Wet Wet?

        A i bohater zdaje się być zakochany:
        In my arms
        In the circle of my arms
        My baby
        My lover
        It is warm and hard and true.
        Oh, you bring me your charms...

        To Kanadyjczycy - The Philosopher Kings. Mało znani - to ich największy przebój.
        Dla mnie ze dwie ligi wyżej od Wet Wet Wet itp.


        > 7. Pod siódemką mamy jeden z silniejszych strzałów składanki, stawiam że Moloko
        > lub może Roisin Murphy solo. W sumie szkoda, że przed Sylwestrem trochę zapomn
        > iałem o tej składance, bo ten numer by mógłby się nadać.

        Może jednak postępowanie bohatera nie jest całkowicie jasne dla bohaterki. Przez
        szczęście przebija niepewność:
        I want you
        Though you dare to deny it
        I am always reminded of you
        And the more you forbid me
        The more I need you to give me

        Wreszcie pyta:
        If I were dynamite would you provide the spark?

        Moloko jak najbardziej. "I Want You" ze "Statues".

        > 8. Tindersticks? Lub jacyś similar artists. Melancholijne, ładne, i to by było
        > na tyle.

        Bohater jednak nakłada maskę cynika. Wyraźnie boi się miłości. Czy jest
        niedojrzały, czy za bardzo dokopało mu życie?
        Never look her in the eyes
        Never tell the truth
        If she knows you paper
        You know she’ll have to burn you

        Tak zaczyna się płyta "Sad Songs For Dirty Lovers" The National.

        > 9. Fajny niewinny głos tej dziewczynki, znów jakby bardzo mi znany, tylko w pio
        > sence trochę mało się dzieje.

        Bohaterka nie jest w ciemię bita. Z jednej strony uwielbia stan zakochania, ale
        z drugiej wie, co to może znaczyć...
        After all you were perfectly right
        though our relation just split me in two

        After all you were perfectly right
        I have never been happy before

        After all you were perfectly wrong...

        I tu mamy The Cardigans.

        > 10. Jak wiadomo nie jest możliwe skompilowanie 80-minutowej płyty, na której ws
        > zystkie utwory by się podobały i tu klasyczny przypadek. GRABAŻ coś tam śpiewa,
        > że ktoś się boi miłości, ale po prostu nie mogę nie mogę nie mogę, skręca mnie
        > jak słyszę głos, manierę, poezję tego ziomka. I to jeszcze sześć minut trwa. S
        > ooooory.

        Bohater domyśla się, że bohaterka chce uciec. Że boi się zranienia.
        Często Twe oczy miast wiosennieć zielenią
        Są takie zimne i dziwne...
        Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości

        Wiedziałem, że to będzie najbardziej kontrowersyjny moment na płycie. Ale po
        pierwsze primo - tekstowo mi tu pasował, a po drugie primo - ja akurat uważam
        Grabaża za gościa z niezłym wyczuciem literackim i jego teksty lubię. Jednak nie
        zamierzam w tym momencie wywoływać dyskusji na ten temat, więc milknę.

        > 11. Tu jakby autorka chciała przeprosić za to, że nie wytrzymała z Grabażem ;)
        > „Fidelity” Reginy Spektor, lubiłem już wcześniej, ale teraz wskoczy
        > ło do Top 50 singli roku. Najfajniejszy fragment tej niewinnej pioseneczki to o
        > czywiście to a-ha-a-a-ha-a-a-ha-a-a-ha-a-a, czy coś.

        Bohaterka potwierdza słowa wypowiedziane przed chwilą przez bohatera:
        Suppose I never ever met you
        Suppose we never fell in love
        Suppose I never ever let you kiss me so sweet and so soft
        It breaks my heart

        > 12. Lekko na minus, znaczy niby spoko, że tu wpływy afrykańskie jakieś, ale cał
        > ość ciut miałka, zachowawcza niczym Sting. Raczej nie zgłębię.

        Bohater wie, że straci tę miłość. Nie wie jeszcze - kiedy...
        Jedna z najpiękniejszych arii tej opery:
        Maybe you will find a love
        That you discover accidentally
        Who falls against you gently
        As a pickpocet
        Brushes your thigh
        Further to fly

        To Paul Simon z płyty "The Rhythm Of The Saints". Afryka jak najbardziej. Jeden
        z moich ukochanych numerów.

        > 13. Ballada, głos pani kojarzy mi się chwilami z Annie Lennox, ale to raczej ni
        > e ona. Skromna ale stylowa aranżacja, bym powiedział.

        Bohaterka wyraża się jasno (czy na pewno?):
        One love is better than not enough
        I’d rather have no love, than messing with the wrong stuff.

        Na moim składaku musiała się znaleźć Beth Orton. To tytułowy utwór z jej
        ostatniej płyty.

        > 14. „Jealousy” Pet Shop Boys, jak wiadomo zwieńczenie „Behavi
        > our”, jak wiadomo świetne.

        Bohater staje się zazdrosny. Pytanie, czy zazdrość to zdrowa, czy nie?
        Powtarza słowa bohaterki:
        I wish I’d never met you, or that I could bear to let you go

        > 15. Tanita Tikaram? :| Pewnie nie, ale wokal podobny. Niby ładne, ale przydałab
        > y się pewna zmiana tempa po tej serii PRZYTULANEK.

        I stało się. Odeszła. Chociaż tęskni...
        Night is falling
        I think of you
        I’m walking home
        I think of you
        And as he calls me, yes I do
        I think of you

        Tanita. A co? To stary włoski standard, w oryginale nieznośny, ale w wykonaniu
        Tanity taki kn
        • ilhan Re: HISSTORY/HERSTORY 08.01.07, 20:55
          hennessy.williams napisał:

          > Myślałeś, że składak wyszedł spod ręki kobiety? I bardzo dobrze.

          Byłem stuprocentowo pewny, serio. Dostajesz moją statuetkę za 2006 w kategorii mistyfikacja roku.

          > > 2. Smithsowskie „Last Night I Dreamt” w kameralnej interpretacji Bu
          > > ckleya. W sumie nie słyszałem tego nigdy.

          > Tylko nie Buckley, a Grant-Lee Phillips.

          WTF. Od pierwszych dźwięków pierwszego przesłuchania zakodowałem sobie, że Buckley.


          > To Jevetta Steele ze ścieżki dźwiękowej do "Bagdad Cafe". Buckley objawił się
          > dopiero kilka lat później. A żeby było ciekawiej, to na koncertach śpiewał ten
          > numer - genialnie.

          Heh, a chciałem się zaasekurować, że może jednak ta babeczka była pierwsza. W każdym razie pokrewne.


          > Ze swojej najlepszej płyty "Glow Stars" - Heather Nova.

          No jasssne, ten głos, przecież.


          > > 8. Tindersticks? Lub jacyś similar artists.
          >
          > Tak zaczyna się płyta "Sad Songs For Dirty Lovers" The National.

          Akurat tej płyty National nie znam, ale w sumie trafiłem, bo to znani kalkersi 'Sticks.


          > To Paul Simon z płyty "The Rhythm Of The Saints". Afryka jak najbardziej. Jeden
          > z moich ukochanych numerów.

          Hmmm :| To może jeszcze się słucham.

          Dzięki za wyjaśnienia, wielkie pozdro.
          • grimsrund Re: HISSTORY/HERSTORY 08.01.07, 22:14
            > > Tylko nie Buckley, a Grant-Lee Phillips.
            >
            > WTF. Od pierwszych dźwięków pierwszego przesłuchania zakodowałem sobie, że
            Buckley.

            Nadejdzie taki dzień, gdy Kolega będzie musiał w końcu zaakceptować istnienie
            Grant-Lee Phillipsa. Gorzka to prawda, ale prawda ;)

            • ilhan Re: HISSTORY/HERSTORY 08.01.07, 22:30
              Na razie chrzanię Philipsa, bo znów mi się rozwaliły słuchawki po miesiącu użytkowania.
              • hennessy.williams Re: HISSTORY/HERSTORY 09.01.07, 15:56
                ilhan napisał:

                > Na razie chrzanię Philipsa, bo znów mi się rozwaliły słuchawki po miesiącu użyt
                > kowania.

                Bo kto kupuje słuchawki Philipsa? Na następny składak zamów sobie jakiś kawałek
                Sennheisera albo Beyerdynamika.
                • ilhan Re: HISSTORY/HERSTORY 09.01.07, 21:49
                  hennessy.williams napisał:

                  > ilhan napisał:
                  >
                  > > Na razie chrzanię Philipsa, bo znów mi się rozwaliły słuchawki po miesiąc
                  > u użyt
                  > > kowania.
                  >
                  > Bo kto kupuje słuchawki Philipsa?

                  Biedni studenci?
                  • hennessy.williams Re: HISSTORY/HERSTORY 10.01.07, 11:02
                    ilhan napisał:

                    > hennessy.williams napisał:
                    >
                    > > ilhan napisał:
                    > >
                    > > > Na razie chrzanię Philipsa, bo znów mi się rozwaliły słuchawki po m
                    > iesiąc
                    > > u użyt
                    > > > kowania.
                    > >
                    > > Bo kto kupuje słuchawki Philipsa?
                    >
                    > Biedni studenci?

                    Auć.
                    Oto jak niewinny żart odsłania niewrażliwość społeczną autora ;)
                    <brnie dalej>Ale założę się, że można lepiej wydać te pieniądze...</brnie dalej>
                    • ilhan Re: HISSTORY/HERSTORY 10.01.07, 12:20
                      hennessy.williams napisał:

                      > Auć.
                      > Oto jak niewinny żart odsłania niewrażliwość społeczną autora ;)

                      *w tym miejscu wkracza premier z hasłami o Polsce solidarnej*
      • hennessy.williams Re: HISSTORY/HERSTORY 08.01.07, 11:47
        CD...

        > 15. Tanita Tikaram? :| Pewnie nie, ale wokal podobny. Niby ładne, ale przydałab
        > y się pewna zmiana tempa po tej serii PRZYTULANEK.

        I stało się. Odeszła. Chociaż tęskni...
        Night is falling
        I think of you
        I’m walking home
        I think of you
        And as he calls me, yes I do
        I think of you

        Tanita. A co? To stary włoski standard, w oryginale nieznośny, ale w wykonaniu
        Tanity taki knajpiano-pijacki. Mam osobisty stosunek do tej piosenki, ale nie
        czas na łzy ;)

        > 16. Co nie następuje, bo mamy tu dość znany, dla wielbicieli pewnie nawet klasy
        > czny numer Cohena, niestety musiałbym googlać żeby ustalić tytuł.

        Bohater pisze list do kochanka swej lubej. Bohaterka wróciła. Ale oboje wiedzą,
        że tylko na chwilę... Bo jak można tak pisać?
        You treated my woman to a flake of your life
        And when she came back she was nobody’s wife

        "Famous Blue Raincoat", czyli list Cohena do Cata Stevensa, który poderwał mu
        żonę. Tutaj w wersji The Handsome Family z soundtracku "LC: I'm Your Man".

        > 17. Hey, ale też tytułu nie podam, bo nie śledzę ich albumów od... eee... nigdy
        > ? W każdym razie z tych nowszych.

        Bohaterka powraca do poprzedniego stanu:
        Gdy przyjdzie przysposobić do kochania
        Inne, z początku obco-szorstkie, zimne ciało...
        Znów mi do głowy przyjdziesz ty

        Hey z ostatniej płyty.

        > 18. Wprawdzie ożywienia nie ma, ale zauważam w końcówce tendencję, że męska rep
        > rezentacja lepiej wytrzymała trudy spotkania od kobiecej. Mamy tu Toma Waitsa z
        > jednej z wczesnych płyt (znów, nie znam ich na wyrywki). Ja tak Waitsa pół na
        > pół, ale przy tym utworze JESTEM NA TAK.

        A bohater próbuje wytłumaczyć swoją skomplikowaną osobowość. Może niepotrzebnie,
        ale w najpiękniejszy możliwy sposób:
        I admit that I ain’t no angel
        I admit I ain’t no saint
        I’m selfish and I’m cruel but you’re blind
        If I exorcise my devils
        Well my angels may leave too
        When they leave they’re so hard to find
        So please call me, baby
        Wherever you are

        Waits z 1974 roku.

        > 19. Kobieta z silnym głosem, numer taki dość niepokojący, ale nieco chaotyczny
        > mi się zdaje.

        Bohaterka jest już jednak inną osobą. Poprzednie życie to zamknięty rozdział:
        I’m so tired of being shy
        I’m not that girl anymore
        I’m not that straight A anymore
        Now I want to sit with my legs wide open and
        Laugh so loud that the whole damn restaurant
        Will turn and look at me and say
        Look at the tiger jumping out of her mouth

        Na koniec początek płyty "This Fire" Pauli Cole. Zaczynała od chórków u Petera
        Gabriela, ale potem solo nagrała trzy r e w e l a c y j n e płyty. Ta była
        druga - najbardziej znana.

        > FIN.
        >
        > Kłaniam się nisko, dziękuję, pozdrawiam, proszę o rozwiązanie zagadek.

        Dzięki za rec. Cieszę się, że co nieco ci się podobało.
        Pełna tracklista dziś trochę później.
      • hennessy.williams Re: HISSTORY/HERSTORY playlista 08.01.07, 16:52
        1. Sufjan Stevens - In This Temple, As In The Hearts Of Man For Whom He Saved
        The Earth 0'35 [Come On Feel The Illinoise! 2005]
        2. Grant-Lee Phillips - Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me (The Smiths
        1987) 4'07 [Nineteeneightees 2006]
        3. Jevetta Steele - Calling You 5'22 [Bagdad Cafe OST 1988]
        4. Dżamble - Wymyśliłem Ciebie 2'59 [Wołanie o słońce nad światem 1969/1971]
        5. Heather Nova - Glow Stars 3'07 [Glow Stars 1993]
        6. The Philosopher Kings – Charms 4'43 [The Philosopher Kings 1994]
        7. Moloko - I Want You 5'08 [Statues 2003]
        8. The National - Cardinal Song 6'18 [Sad Songs For Dirty Lovers 2003]
        9. The Cardigans - After All... 2'37 [The Other Side Of The Moon 1997 /
        oryginalna wersja: Emmerdale 1994]
        10. Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości 6'14
        [Bułgarskie Centrum 2004]
        11. Regina Spektor – Fidelity 3'47 [Begin To Hope 2006]
        12. Paul Simon - Further To Fly 5'36 [The Rhythm Of The Saints 1990]
        13. Beth Orton - Comfort Of Strangers 3'18 [Comfort Of Strangers 2006]
        14. Pet Shop Boys – Jealousy 4'49 [Behaviour 1990]
        15. Tanita Tikaram - I Think Of You (E Penso A Te) (Lucio Battisti 1972) 4'19
        [The Best Of Tanita Tikaram 1996]
        16. The Handsome Family - Famous Blue Raincoat (Leonard Cohen 1971) 5'08
        [Leonard Cohen: I'm Your Man OST 2004/2006]
        17. Hey - Ty, ty, ty 3'00 [Echosystem 2005]
        18. Tom Waits - Please Call Me, Baby 4'25 [The Heart Of Saturday Night 1974]
        19. Paula Cole – Tiger 4'18 [This Fire 1996]
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn vol. 5 07.01.07, 14:17
      Nadawco! Poczekaj jeszcze kilka dni, bo dopiero niedawno miałem czas, żeby w
      spokoju posłuchać. Składanka w jakiś 50% bardzo klasyczna, obnaży zapewne moją
      niewiedzę, bo kilka piosenek znam doskonale ale nie mogę za Chiny Ludowe
      rozpoznać wykonawców (nie dotyczy to oczywiście BITLI, KESZA, ŁEITSA, Tori i E.
      Smitha i czegośtam jeszcze). Wkrótce, wkrótce się zmierzę z dziełem na piśmie :)
    • ayya December Never Ends 07.01.07, 15:40
      Taki właśnie tytuł ma moja składanka, która przybyła do mnie prosto z Lewina
      Brzeskiego. Jak można się dowiedzieć na odwrocie płyty, jej okładkę stanowi
      zasypany w śniegu, klimatyczny kraojobraz pędzla Pietera Bruegela i dokładnie
      oddaje zawartość krążka. Znaleźć na nim można przede wszystkim usypiające,
      oniryczne, nastrojowe melodie w paru przypadkach zapewne z jakimś
      singer/songwriterskim rodowodem.

      1. Na początku ładny i łatwy do odgadnięcia utwór autorstwa Delgados - "Child
      Killers" z "Hate". W sumie to chyba mój ulubiony krążek tej grupy, aczkolwiek
      już dawno po nią nie sięgałam.

      2. Nostalgicznych brytyjskich klimatów ciąg dalszy, ale tym razem trochę
      bardziej klasycznie, ale dalej nastrojowo i spokojnie - Belle & Sebastian "We
      Rule The School".

      3. Heh, Yo La Tengo ze swojej bardzo przeciętnej płyty "Summer Sun”.
      Niespecjalnie pasjonujący kawałek, ale ładnie wpisujący się w klimat
      początkowej części składanki.

      4. Brzmi dość znajomo przynajmniej, jeśli chodzi o wokal. Być może powinnam
      znać. Obstawiam, że to jakiś smęcący singer/songwriter.

      5. To zdecydowanie najbardziej przebojowy kawałek na płycie. Wykonawca być może
      z wyspiarskim rodowodem, przypominający Doves. No i utwór jest z serii
      tych „prawie tytułowych”, bo słychać tam w tekście tytuł całej skladanki.

      6. Ciężko nie poznać Elliotta Smitha. Z płyty "XO" - "Oh Well, Okay".

      7. O to fajny motyw. Tak się bodajże zaczyna "Road To Rouen" Supergrass.

      8. Balladka, która przypomina mi trochę Red House Painters, ale to raczej nie
      jest Red House Painters, ale to chyba śpiewa ten gość (bo on nagrywał coś solo).

      9. Znów jakiś smęcący facet i to w dodatku chyba dokładnie ten sam, co powyżej.

      10. Trochę żywasza piosenka niż te dwie ostatnie i zdecydowanie więcej się na
      niej dzieje. Całkiem przyjemna kompozycja.

      11. To jakiś Bonnie Prince Billy, ale nie chce mi się szukać, co to dokładnie
      jest ;)

      12. Krótki, chóralny utwór odrobinę w stylu The Polyphonic Spree, choć
      ewokujący także klimat rodem z The Byrds. Sympatyczne, ale bez euforii.

      13. Wokalista ewidentnie naśladuje Elliotta Smitha, ale cała piosenka nawet
      niezła i ten szekspirowski wers „poison hearts will never change”. Jak się
      dowiem, cóż to jest, może sobie więcej posłucham.

      14. To mi się trochę nie podoba, bo nie przepadam za Counting Crows generalnie.

      15. Szczerze mówiąc, nie wiem, co to jest, ale w oryginale wykonuje to Modest
      Mouse, chyba utwór z ich ostatniej płyty. Piosenka nie do poznania, ale w
      wykonaniu Brocka i spółki brzmi o niebo lepiej.

      16. Brzmi trochę tak, jakby Will Oldham wystąpił gościnnie na płycie Califone.
      Intrygujące.

      17. I na koniec polski akcent - Marek Grechuta.

      Generalnie zostałam na początku rozłożona na łopatki przez taki spokojny,
      pozbawiony życia klimat. W sumie na składance znalazła się spora ilość
      wykonawców, których znam i cenię, ale poprzez specyficzny dobór utworów trochę
      ciężko mi się tego słuchało. Ale kompatybilność okładki płyty z zawartością
      doskonała. Z tych piosenek, których nie znałam dwie naprawdę mi się podobają
      (nr 5 i 13), a całość komopilacji "December Never Ends" oceniam na dobry z
      plusem :)

      PS Przepraszam, iż dopiero teraz recenzuję płytę, ale tak jakoś wyszło.
      • roar Re: December Never Ends 07.01.07, 20:32
        No, super. A już się bałem, że nie doszło... :)

        > 3. Heh, Yo La Tengo ze swojej najfajniejszej płyty "Summer Sun”.

        Fixed.

        > 4. Brzmi dość znajomo przynajmniej, jeśli chodzi o wokal. Być może powinnam
        > znać. Obstawiam, że to jakiś smęcący singer/songwriter.

        Być może powinnaś. ;) Red House Painters i "Trailways". (Czyli kawałek tak smętny, że nawet ja musiałem się do niego dłuższy czas przyzwyczajać.)

        > 5. To zdecydowanie najbardziej przebojowy kawałek na płycie. Wykonawca być
        > może z wyspiarskim rodowodem, przypominający Doves. No i utwór jest z serii
        > tych „prawie tytułowych”, bo słychać tam w tekście tytuł całej skladanki.

        Doves...? Hmm, no może. To jest w każdym razie "Ma Solituda" Catherine Wheel, z ich, najprawdopodobniej, opus magnum, "Adam & Eve".

        > 7. O to fajny motyw. Tak się bodajże zaczyna "Road To Rouen" Supergrass.

        Mhm. "Tales of Endurance, parts 4, 5, 6.". Przy czym część szóstą najchętniej bym wyrzucił, gdyby się to dało bezboleśnie zrobić, i płyta byłaby jeszcze bardziej smętna. :)

        > 8. Balladka, która przypomina mi trochę Red House Painters, ale to raczej nie
        > jest Red House Painters, ale to chyba śpiewa ten gość (bo on nagrywał coś solo).
        > 9. Znów jakiś smęcący facet i to w dodatku chyba dokładnie ten sam, co powyżej.

        Wszystko się zgadza, co do najmniejszego szczegółu. Sun Kil Moon i "Last Tide" + "Floating". Jedna piosenka właściwie, nie miałem serca ich rozdzielać.

        (No, ale tak prawdę mówiąc Kozelek i tak całą karierę nagrywa jedną i tę samą piosenkę... I to jest właśnie piękne. :)

        > 10. Trochę żywasza piosenka niż te dwie ostatnie i zdecydowanie więcej się na
        > niej dzieje. Całkiem przyjemna kompozycja.

        Ally Kerr - "Midst of the Storm". Trzecia liga gitarowego popu, ale i trzecioligowcowi się czasami świetny mecz przytrafi.

        > 11. To jakiś Bonnie Prince Billy, ale nie chce mi się szukać, co to dokładnie
        > jest ;)

        "At Break of Day" z "Ease Down the Road". :)

        > 12. Krótki, chóralny utwór odrobinę w stylu The Polyphonic Spree

        No trudno by było, żeby było inaczej. Skoro to oni. "What Would You Let Go?" z "Thumbsuckera".

        > 13. Wokalista ewidentnie naśladuje Elliotta Smitha, ale cała piosenka nawet
        > niezła i ten szekspirowski wers „poison hearts will never change”.
        > Jak się dowiem, cóż to jest, może sobie więcej posłucham.

        Jest niezła. Raczej nie naśladuje. I jak się dowiesz, to wątpię, czy ciągle będziesz chciała sobie więcej posłuchać... ;)

        ...bo to są aktualni idole zbuntowanych nastolatek, A.F.I. Ze swojej poprzedniej płyty "Sing the Sorrow". Z tym że, proszę, nie traktuj tego jak kukułczego jaja na składance, to jest naprawdę znakomity album. Z tym, że jako jedyny w dyskografii grupy, i reszta nagrań nań jest jednak dużo bardziej punkowa.

        > 15. Szczerze mówiąc, nie wiem, co to jest, ale w oryginale wykonuje to Modest
        > Mouse, chyba utwór z ich ostatniej płyty. Piosenka nie do poznania, ale w
        > wykonaniu Brocka i spółki brzmi o niebo lepiej.

        ...eee, no więc tak. Ja nawet chciałem tu oryginał wrzucić (żeby już kompletnie nie przegiąć z Kozelkiem). Ale po wygrzebaniu empetrójek ze składowiska i zapuszczeniu w.w. przypomniałem sobie, dlaczego nie słuchałem tamtej płyty więcej niż raz. Brr.

        ...cóż, jak mówi mądrość ludowa - różni ludzie, różne zestawy Panvitan...

        > 16. Brzmi trochę tak, jakby Will Oldham wystąpił gościnnie na płycie Califone.
        > Intrygujące.

        No, to jesteś drugą z rzędu osobą, której się Mount Eerie kojarzy z Oldhamem. 100% próbki, innymi słowy. "What?" z "debiutu".

        A to Califone to ja sprawdzę sobie w takim razie. :)

        > Generalnie zostałam na początku rozłożona na łopatki przez taki spokojny,
        > pozbawiony życia klimat. W sumie na składance znalazła się spora ilość
        > wykonawców, których znam i cenię, ale poprzez specyficzny dobór utworów
        > trochę ciężko mi się tego słuchało.

        Ojej, no co ja mogę powiedzieć... Przepraszam... :)

        Generalnie to tak właśnie miało być - klimaty egzystencjalne, apatia, milość przemija, wszystko przemija, podmiot liryczny myśli o śmierci... Concept album na całego. Nawet specjalnie wycinałem z tracklisty wszystkie co żywsze elementy, żeby nie psuły nastroju... okay, to teraz będę już wiedział, żeby z tym nie przesadzać. Może i lepiej, że trafiło na dobrze znanych Ci artystów, przynajmniej się do nich nie zniechęcisz za bardzo. :)

        > PS Przepraszam, iż dopiero teraz recenzuję płytę, ale tak jakoś wyszło.

        Nie no, spoko. Też miałem 2 tygodnie opóźnienia w końcu. Wszyscy chyba mieli. :)

        (Do mnie np. płyta ciągle jeszcze nie doszła. Ech.)

        PS: Szczegóły dotyczące tracklisty za chwilkę w mailu. :D
        • ayya Re: December Never Ends 08.01.07, 11:59
          Tak myślałam, że to Roar, ale nie dosłyszałam tego Polyphonic Spree, stąd
          niepewność ;)

          > > 4. Brzmi dość znajomo przynajmniej, jeśli chodzi o wokal. Być może powinn
          > am
          > > znać. Obstawiam, że to jakiś smęcący singer/songwriter.
          >
          > Być może powinnaś. ;) Red House Painters i "Trailways". (Czyli kawałek tak
          smęt
          > ny, że nawet ja musiałem się do niego dłuższy czas przyzwyczajać.)

          A to jest dziwne, że nie poznałam RHP tutaj, a tam dalej tak :D

          > No, to jesteś drugą z rzędu osobą, której się Mount Eerie kojarzy z Oldhamem.
          1
          > 00% próbki, innymi słowy. "What?" z "debiutu".

          No bo wokal i nastrój zbliżone :)

          > A to Califone to ja sprawdzę sobie w takim razie. :)

          Warto, warto.

          > Generalnie to tak właśnie miało być - klimaty egzystencjalne, apatia, milość
          pr
          > zemija, wszystko przemija, podmiot liryczny myśli o śmierci...

          No to Ci akurat doskonale wyszło :)))

          > PS: Szczegóły dotyczące tracklisty za chwilkę w mailu. :D

          A dostałam, dostałam. Dziękuję :)

    • pagaj_75 Naj story 07.01.07, 19:36
      Swoją składankę dostałem już dawno temu, ale jakoś nie mogłem się zebrać do jej
      opisania. W dodatku została mi ona wręczona osobiście i przy świadkach z tego
      forum, więc nie będę rżnął głupa i udawał, że nie wiem od kogo ona jest. Autor
      nawet potem przybliżył mi koncept składaka. Płyta mnie zaskoczyła, bo
      spodziewałem się smętnych ballad na gitary akustyczne. A tu niespodzianka, ale
      do rzeczy:

      1. Na początek klasyczny już hicior z 1998 roku bodajże. Thomas Bangalter, Alan
      Braxe + Benjamin Diamond czyli Stardust, "Music Sounds Better With You". Nie
      dziwota, że Daft Punk na "Discovery" podryfowało w te rejony. Mocne otwarcie. 9.5/10

      2. Kurde, mam silne wrażenie, że powinienem to znać, i że generalnie mały wstyd.
      A że kawałek instrumentalny, to nawet poguglać nie mogę, żeby zatuszować
      ignorancję. W ogóle pierwsza część składanki jest mocno hausowo-popowa, w
      dodatku zmiksowana w didżejski set. Spotkali się na imprezie? Pagaj się gibie. 8/10

      3. Uff, z tym nie mam problemów. Basement Jaxx mają parę lepszych hitów, ale
      "Samba Magic" daje jak najbardziej radę. 8/10

      4. Whoa, Nelly! No to wiemy już o Oli Maj coś oprócz tego, że muzyka brzmi
      lepiej gdy jest obok. She's a maneater. Równie dobrze mogłaby być puszczalska
      (promiscous) ;) You wish you'd never ever met her at all... 8.5/10

      5. A tego nie znam, ale prawie na 100% to też przebój (sorry, ale radia unikam
      jak zarazy od paru lat). Występuje tam taki motyw klawiszowy, który chyba został
      pożyczony z jakiejś starej piosenki Bonnie Tyler czy kogoś takiego. No chyba, że
      mi się tylko wydaje. In my arms, baby yeah. 7/10

      6. A tu znowu jakaś pożyczka jakby z "I'm Not In Love" 10CC. Na tym tle wchodzi
      znowu hausujący, choć spokojniejszy bit i chórki męskie. In love with you.
      Kurde, jest jakieś radio, które nadawałoby takie rzeczy non-stop? Wtedy bym
      słuchał. 7/10

      7. Prince. Nigdy nie byłem fanem tego kurdupla, bo dałem się zmanipulować i
      uwierzyłem oficjalnej wykładni, że jego muzyka to gówno. Ostatnio zmieniam
      powoli zdanie, ale ten kawałek raczej średnio mnie przekonuje. Lata 80. Pewnie
      coś z "Purple Rain"? 5/10

      8. Junior Boys z ostatniej płyty, o której już zdążyłem zapomnieć. Ale "In The
      Morning" to jeden z najjaśniejszych momentów na "So This Is Goodbye". Ta wersja
      brzmi jakoś inaczej chyba, choć aż tak bardzo nie odbiega od tej z płyty. Remiks
      jakiś? Czy mi się wydaje? 8/10

      9. I pierwszy raz jakieś szarpidruty, skocznie grają, z lekka po jamajsku,
      bitelsowskie harmonie "u la la la". Nawet obleci. 6/10

      10. Kajli śpiewa o miłości od pierwszego spojrzenia. Pagaj znów podryguje i wije
      się na densflorze. 8/10

      11. A to nawet nie wiem jak ocenić. Rzecz trochę w klimacie lat 70., ale nie
      zdziwiłbym się gdyby się okazało, że to w ostatnich latach ktoś skleił. Te
      smyki, classic disco beat, ewokuje to trochę "Dancing Queen" Abby. Zabawne to w
      sumie. Nie znam, naprawdę, wstyd mi. 6/10

      12. I zmiana nastroju. Najpierw kilkanaście sekund noise'u którego nie
      powstydziłby się Masonna. Koszmar! Ból! I jacyś polscy rapiści. Ja wiedziałem,
      że tak będzie. Zniknęła, odeszła. Och ;( Bez oceny, bo jak oceniać to poczucie
      beznadzieji i rozpaczy? ;(

      13. Najśmieszniejszny (chociaż smutny) kawałek na składance. I chyba najkrótszy,
      choć i tak przez te 2,5 minuty kończy się chyba z pięć razy. Jakieś serowe (ang.
      cheesy) klawisze, generalnie feeling ejtisowy. All the things she'd said, it
      suddenly made sense. Jestem bezradny. Niech będzie, że 6.5/10

      14. Grrrrają gitarrry. Bardzo powoli i smętnie. A pan śpiewa o słowniku
      angielsko-japońskim. Że nie ma w nim słowa na to, co czuje podmiot liryczny.
      Kurde, czyżby ten kawałek uosabiał istotę inkorekciarstwa? Sam sobie się dziwię,
      ale ładne to. 7/10

      15. I znów gitarrry, ale tym razem jest nuuudno. Sorry, nie trafia to do mnie,
      najsłabszy kawałek kompilacji. 4/10

      16. The Paps, Ocean wspomnień. Wspominam więc wczesno-nastoletnie doznawanie
      przy tym kawałku w podstawówce i na koloniach. Absolutna klasyka. 11/10

      17. Znów jakieś indie, głos znajomy... Mansun? Znam tylko "Six", więc tego
      kawałka nie kojarzę. Spoko, choć smutne (ach te wiolonczele) zakończenie. 7/10

      Tyle ode mnie, dziękuję za płytę i oddaję głos do studia. Halo Warszawa, halo
      redaktor Kubasa...
      • kubasa Re: Naj story 07.01.07, 20:20
        > 2. Kurde, mam silne wrażenie, że powinienem to znać, i że generalnie mały
        wstyd
        > .
        > A że kawałek instrumentalny, to nawet poguglać nie mogę, żeby zatuszować
        > ignorancję. W ogóle pierwsza część składanki jest mocno hausowo-popowa, w
        > dodatku zmiksowana w didżejski set. Spotkali się na imprezie? Pagaj się
        gibie.
        > 8/10

        No to Booha Shade - Mandarine Girl, faktycznie klasyk z zeszłego roku. Nie
        wiem, znasz "Movements" może? W każdym razie dyskografia jest na emusic.

        > 3. Uff, z tym nie mam problemów. Basement Jaxx mają parę lepszych hitów, ale
        > "Samba Magic" daje jak najbardziej radę. 8/10

        Pewnie, że mają, ale podobało mi się tutaj przejście, dlatego dałem :)

        > 5. A tego nie znam, ale prawie na 100% to też przebój (sorry, ale radia unikam
        > jak zarazy od paru lat). Występuje tam taki motyw klawiszowy, który chyba
        zostałpożyczony z jakiejś starej piosenki Bonnie Tyler czy kogoś takiego. No
        chyba, że mi się tylko wydaje. In my arms, baby yeah. 7/10

        Mylo, czyli najbardziej obrzygany clubbing wszechświata. Ale dałem, bo chiałem
        dać dwa takie typowe popowe wymiatacze.

        > 6. A tu znowu jakaś pożyczka jakby z "I'm Not In Love" 10CC. Na tym tle
        wchodzi
        > znowu hausujący, choć spokojniejszy bit i chórki męskie. In love with you.
        > Kurde, jest jakieś radio, które nadawałoby takie rzeczy non-stop? Wtedy bym
        > słuchał. 7/10

        Świetny strzał. To Alan Braxe po raz drugi tym razem z Romualdem. "In Love With
        You" projektu Paradise.

        > 7. Prince. Nigdy nie byłem fanem tego kurdupla, bo dałem się zmanipulować i
        > uwierzyłem oficjalnej wykładni, że jego muzyka to gówno. Ostatnio zmieniam
        > powoli zdanie, ale ten kawałek raczej średnio mnie przekonuje. Lata 80. Pewnie
        > coś z "Purple Rain"? 5/10

        "Let's Go Crazy" Ci się nie pdooba? (tak, Purple Rain)

        > 8. Junior Boys z ostatniej płyty, o której już zdążyłem zapomnieć. Ale "In The
        > Morning" to jeden z najjaśniejszych momentów na "So This Is Goodbye". Ta
        wersja
        > brzmi jakoś inaczej chyba, choć aż tak bardzo nie odbiega od tej z płyty.
        Remik
        > s
        > jakiś? Czy mi się wydaje? 8/10

        Nad remiksem się zastanawiałem Alexa Smoke'a ale chyba w końcu dałem Ci
        albumową wersję.

        > 9. I pierwszy raz jakieś szarpidruty, skocznie grają, z lekka po jamajsku,
        > bitelsowskie harmonie "u la la la". Nawet obleci. 6/10

        New Pornographers z "July Jones". Przecież to story o Julii ;(.

        > 11. A to nawet nie wiem jak ocenić. Rzecz trochę w klimacie lat 70., ale nie
        > zdziwiłbym się gdyby się okazało, że to w ostatnich latach ktoś skleił. Te
        > smyki, classic disco beat, ewokuje to trochę "Dancing Queen" Abby. Zabawne to
        w
        > sumie. Nie znam, naprawdę, wstyd mi. 6/10

        70s jak najbardziej. Nie wiem czy wstyd tego nie znac. Love Unlimited
        Orchestra - Loves Theme, czyli już wiadomo czemu wziąłem.

        > 12. I zmiana nastroju. Najpierw kilkanaście sekund noise'u którego nie
        > powstydziłby się Masonna. Koszmar! Ból! I jacyś polscy rapiści. Ja wiedziałem,
        > że tak będzie. Zniknęła, odeszła. Och ;( Bez oceny, bo jak oceniać to poczucie
        > beznadzieji i rozpaczy? ;(
        >
        No dobra, połączyłem Aniaml Collective z Molestą, a ten zgrzyt miał oznaczać,
        że wszystko się jebło.

        > 13. Najśmieszniejszny (chociaż smutny) kawałek na składance. I chyba
        najkrótszy
        > ,
        > choć i tak przez te 2,5 minuty kończy się chyba z pięć razy. Jakieś serowe
        (ang
        > .
        > cheesy) klawisze, generalnie feeling ejtisowy. All the things she'd said, it
        > suddenly made sense. Jestem bezradny. Niech będzie, że 6.5/10

        A to już 2006. Bondage Fairies - Miss Volkova.

        > 14. Grrrrają gitarrry. Bardzo powoli i smętnie. A pan śpiewa o słowniku
        > angielsko-japońskim. Że nie ma w nim słowa na to, co czuje podmiot liryczny.
        > Kurde, czyżby ten kawałek uosabiał istotę inkorekciarstwa? Sam sobie się
        dziwię
        > ,
        > ale ładne to. 7/10

        Oczywiscie uosabia. To Kozelek, czyli Red House Painters z e Scaruffowej
        dziewiątki "Down Colourful Hill", a piosenka to "Japanese To English".

        > 15. I znów gitarrry, ale tym razem jest nuuudno. Sorry, nie trafia to do mnie,
        > najsłabszy kawałek kompilacji. 4/10

        Och ;(. To American Music Club, czyli największy inkorekciarz Ameryki, ze
        swojego magnuma "Everclear".

        > 17. Znów jakieś indie, głos znajomy... Mansun? Znam tylko "Six", więc tego
        > kawałka nie kojarzę. Spoko, choć smutne (ach te wiolonczele) zakończenie. 7/10

        Nie nie, zią, żadne Mansun. To oczywiście Ted leo & The Pharmacists, rok 2003 i
        Biomusicology. 10/10 jak cała składanka <palacz>. Zwróc uwagę na tekst:

        All in all we cannot stop singing
        we cannot start sinking
        We swim until it ends
        They may kill and we may be parted
        But we will never be broken hearted

        Och raz jeszcze ;(

        Dziękuje, tracklista potem, Pop-up poczekaj jeszcze kilka dni.
        • pagaj_75 Re: Naj story 07.01.07, 20:34
          kubasa napisał:

          > No to Booha Shade - Mandarine Girl, faktycznie klasyk z zeszłego roku. Nie
          > wiem, znasz "Movements" może? W każdym razie dyskografia jest na emusic.

          O, dzięki za namiar. Bo właśnie szukam jakiegoś mocnego electro/house'u coby
          sobie w karnawałowym nastroju podsłuchiwać.

          > "Let's Go Crazy" Ci się nie pdooba? (tak, Purple Rain)

          Nie wiem. Może kiedyś dojrzeję do tego.

          > Oczywiscie uosabia. To Kozelek, czyli Red House Painters z e Scaruffowej
          > dziewiątki "Down Colourful Hill", a piosenka to "Japanese To English".

          Też obwącham.

          > Och ;(. To American Music Club, czyli największy inkorekciarz Ameryki, ze
          > swojego magnuma "Everclear".

          To smutne. Bo nawet doznałem kiedyś przy "Love Is" z ostatniej(?) płyty AMC i
          chciałem się brać za to "Everclear". A teraz już sam nie wiem.

          > Nie nie, zią, żadne Mansun. To oczywiście Ted leo & The Pharmacists

          Pierwsze widzę/słyszę.

          > All in all we cannot stop singing
          > we cannot start sinking
          > We swim until it ends
          > They may kill and we may be parted
          > But we will never be broken hearted

          Och ;(
    • kubasa Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 15:37
      1. Jakieś głosy najpierw niczym z Byrna i Eno, wyrazista post-punkowa
      sekcja i głos, którego nie kojarzę plus gitary z okresu kiurowkiej trylogii.
      Sixteen Days śpiewa ktoś w stylu Smitha, może to Smith nie wiem, w którymś z
      pobocznych projektów. Podobie mie się, bo pasuje na openera.
      2. A to chyba jakiś Cave lub sam Nick w tonacji bliskowschodniej. Nie
      wiem, czy powinno mi się podobać, teoretycznie średnio, ale jakoś daje radę.
      Kolejny plus więc.
      3. A to już Triffids. Kathy Knows, Kathy Srows. Nie, nie, dzięki.
      4. Instrumental, bardzo spoko chyba, od początku skojarzył mi się z
      Chameleons z płyty, która już nie pamiętam jak się nazywa, ale była ich moją
      ulubioną? Strange Times? Choć chyba to nie oni, to klimat 80s wyczuwalny. Z
      drugiej strony ewokuje mi to też American Music Club.
      5. Kurde, jaka zagwozdka. Znam tego wokalistę, na pewno. Coś w stylu
      Murphy’ego, FOxxa trochę, ale nie on. To też 80-klimaty i bardzo arktycznie
      zimna fala
      6. Jak Nina Simone, no ale podkład to mroczne czasy „Desert Shore” Nico.
      Takie, ze porusza i w ogóle.
      7. No i znowu znam głos i nie wiem czyj to. Kojarzył mi się początkowo z
      Byrnem, ale to nie on chyba. Ani gitary ani saksofon nie zwiastują.
      8. Fajne stonowanie nastroju i najpierw Dulli w stylu lo-fi, potem Dulli
      na głos. Ale to chyba nie Dulli, nie wiem kto i fajnie, że pożegnaliśmy
      teatralnośc porpzednich utworów a przywitaliśmy teatralność tego.
      9. Melodia jak w Plateau, acz nie wiem co to. Ciąg dalszy popełniania
      samobójstwa.
      10. Nie wiem, ale jakieś rockowe płacze, a początek zapowiadał się
      ciekawie. Choć refren spoko. Nie no w ogóle spoko.
      11. ...tracę już koncentrację na tym etapie, ale fajne gitarowe odjazdy,
      króciutkie, bo minuta 40.
      12. Chyba najciekawsza rzecz. Instrumental, który mógł nagrać McEntire, a
      może nagrał. Przewodzi perkusja, w tle jakieś pianinko i ciągnie się to te trzy
      minuty by potem jeszcze o jakieś elektrokliki się pokusić. Cóż to?
      13. Melodia jak z Brokeback Mountain, a potem wchodzi jakiś facet i coś
      śpiewa pewnie o swoich chorujących świniach. Też fajne
      14. „Hold Me Now” Polyphonic Spree czyli optymistycznie na koniec. Niestety
      po raz drugi już dostaje ten kawałek na swapie, więc przyszłego swapowicza
      proszę o odstąpienie od tradycji.


      Cóż, podsumowując. Pop_up trafił w wyjątkowo nie moje klimaty, czyli dużo lat
      80. dużo teatralności. Ale za konsekwencję i rzeczywiste zbudowanie nastroju
      jakiegoś teatru spowitego ciemnościami punkt dla niego. Oceniam płytę na dwa i
      pół kilo cytryn.

      Dziękuje, pozdrawiam, przepraszam za zwłokę.
      • pop_up Re: Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 20:38
        > 1. Jakieś głosy najpierw niczym z Byrna i Eno, wyrazista post-punkowa
        > sekcja i głos, którego nie kojarzę plus gitary z okresu kiurowkiej trylogii.
        > Sixteen Days śpiewa ktoś w stylu Smitha, może to Smith nie wiem, w którymś z
        > pobocznych projektów. Podobie mie się, bo pasuje na openera.

        Modern English „16 Days”

        > 2. A to chyba jakiś Cave lub sam Nick w tonacji bliskowschodniej. Nie
        > wiem, czy powinno mi się podobać, teoretycznie średnio, ale jakoś daje radę.
        > Kolejny plus więc.

        A właśnie że nie żaden Cave tylko Morphine i Rope on Fire z „The Night”. Dałem
        na płytę, bo jakoś tak pasowało do „samobójczego” klimatu. Wiadomo Sandman
        zszedł był na serce na scenie. Poza tym dobre to jest.

        > 4. Instrumental, bardzo spoko chyba, od początku skojarzył mi się z
        > Chameleons z płyty, która już nie pamiętam jak się nazywa, ale była ich moją
        > ulubioną? Strange Times? Choć chyba to nie oni, to klimat 80s wyczuwalny. Z
        > drugiej strony ewokuje mi to też American Music Club.

        Zamykający lp „Soundpool” (highlight do tego) kapelki Dif Juz, co to dla 4AD
        nagrywała pod tytułem „No motion”

        > 5. Kurde, jaka zagwozdka. Znam tego wokalistę, na pewno. Coś w stylu
        > Murphy’ego, FOxxa trochę, ale nie on. To też 80-klimaty i bardzo arktyczn
        > ie
        > zimna fala

        The Sound, chyba trochę zapomniany, a szkoda, zespół zimno-falowy w utworku
        „Fatal Flow”.

        > 6. Jak Nina Simone, no ale podkład to mroczne czasy „Desert Shore”
        > Nico.
        > Takie, ze porusza i w ogóle.

        Porusza szczególnie z obrazem bo to było w finałowym odcinku twin peaks’a jak
        Cooper po czarnej chacie chodził. Najciekawsze jest jednak to, że to facet
        śpiewa. Tak sobie popatrzyłem na allmusic, bo sam nie pamiętam i zwie się on
        Jimmy Scott a utwór „Sycamore Trees”

        > 7. No i znowu znam głos i nie wiem czyj to. Kojarzył mi się początkowo z
        > Byrnem, ale to nie on chyba. Ani gitary ani saksofon nie zwiastują.

        Byrn to nie jest faktycznie lecz Birthday Party i „Guilt Parade”.

        > 8. Fajne stonowanie nastroju i najpierw Dulli w stylu lo-fi, potem Dulli
        > na głos. Ale to chyba nie Dulli, nie wiem kto i fajnie, że pożegnaliśmy
        > teatralnośc porpzednich utworów a przywitaliśmy teatralność tego.

        Jakoś teatralności poprzednich nie odczuwam, ale ten faktycznie trochę nią
        zaciąga. Fantastyczny „And all that could have been” Nine Inch Nails z bardzo
        przeciętnej “Still”.

        > 9. Melodia jak w Plateau, acz nie wiem co to. Ciąg dalszy popełniania
        > samobójstwa.

        Szczerze mówiąc to nie za bardzo ich znam poza „Gone Daddy Gone” i „Color Me
        Once” właśnie, które to kryje się pod nr 9. Violent Femmes ze ścieżki do Kruka

        > 10. Nie wiem, ale jakieś rockowe płacze, a początek zapowiadał się
        > ciekawie. Choć refren spoko. Nie no w ogóle spoko.

        Doves „Almost Forgot Myself”

        > 11. ...tracę już koncentrację na tym etapie, ale fajne gitarowe odjazdy,
        > króciutkie, bo minuta 40.

        A tu drugi po Triffids zespół, który dałem na swoją składankę a nie rozpoznałem
        na Ilhanowej. Boo Radleys i króciutki wymiatacz „Towards the Light”. Po nim robi
        się trochę bardziej w stronę jasną na płycie

        > 12. Chyba najciekawsza rzecz. Instrumental, który mógł nagrać McEntire, a
        > może nagrał. Przewodzi perkusja, w tle jakieś pianinko i ciągnie się to te trzy
        >
        > minuty by potem jeszcze o jakieś elektrokliki się pokusić. Cóż to?

        Squarepusher „Iambic 9 Poetry” a elektroklików jak na niego to w tym przypadku
        mało jest.

        > 13. Melodia jak z Brokeback Mountain, a potem wchodzi jakiś facet i coś
        > śpiewa pewnie o swoich chorujących świniach. Też fajne

        Mojave 3 „In Love with a View” czyli pitolenie na gitarce, ale lubię a końcówkę
        to już szczególnie.

        > 14. „Hold Me Now” Polyphonic Spree czyli optymistycznie na koniec.
        > Niestety
        > po raz drugi już dostaje ten kawałek na swapie, więc przyszłego swapowicza
        > proszę o odstąpienie od tradycji.

        No za to przepraszam bardzo, bo właściwie to sam za tym nie przepadam i nie wiem
        co mnie podkusiło, ale jest takie słodziutkie, że się można porzygać po tym
        wszystkim na koniec.

        Szkoda że nie trafiłem, ale nie chciałem też w drugą stronę przejrzeć ulubione i
        sklecić coś pod odbiorcę. Poza tym dostałem maila od polleke, że płyta nie
        doszła, a wysłana ponad miesiąc temu, i wysłałem wczoraj drugi raz, ale nic. Mam
        nadzieję, że następny swap będzie tematycznie bardziej optymistyczny bo tego
        wakacyjnego przegapiłem. Full playlista będzie niebawem.
        • pop_up Re: Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 20:53
          A wkleje se teraz bo nie mam co robić

          playlista

          1 modern english "16 Days" - "mesh an lace"
          2 morphine "rope on fire" - "the night"
          3 the triffids "kathy knows" - "in the pines"
          4 dif juz "no motion" - "soundpool"
          5 the sound "fatal flow" - "from the lions mouth"
          6 jimmy scott "sycamore trees" - soundtrack "fire walk with me"
          7 the birthday party "guilt parade" - "hee haw"
          8 nine inch nails "and all that coukd have been" - "still"
          9 violent femmes "color me once" - soundtrack "the crow"
          10 the doves "almost forgot myself" - "some cities"
          11 boo radleys "towards the light" - "everything's alright forever"
          12 squarepusher "iambic 9 poetry" - "ultravisor"
          13 mojave 3 "in love with a view" - "excuses for travellers"
          14 polyphonic spree "hold me now" - "together we're heavy"
        • kubasa Re: Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 21:44
          > > 5. Kurde, jaka zagwozdka. Znam tego wokalistę, na pewno. Coś w stylu
          > > Murphy’ego, FOxxa trochę, ale nie on. To też 80-klimaty i bardzo ar
          > ktyczn
          > > ie
          > > zimna fala
          >
          > The Sound, chyba trochę zapomniany, a szkoda, zespół zimno-falowy w utworku
          > „Fatal Flow”.

          A widzisz pomysląlem o The Sound, ale z okazji chyba innej piosenki, bo tej
          której nie wiedzialem, czyli tej birthday party. Znam From Lion's Mouth i lubię.


          > > 6. Jak Nina Simone, no ale podkład to mroczne czasy „Desert Shore&#
          > 8221;
          > > Nico.
          > > Takie, ze porusza i w ogóle.
          >
          > Porusza szczególnie z obrazem bo to było w finałowym odcinku twin peaks’a
          > jak
          > Cooper po czarnej chacie chodził. Najciekawsze jest jednak to, że to facet
          > śpiewa. Tak sobie popatrzyłem na allmusic, bo sam nie pamiętam i zwie się on
          > Jimmy Scott a utwór „Sycamore Trees”

          I znowu głupio, bo tez mi wpadła ta itnerpretacja,a le przy okazji innego
          kawałka. Co tylko oznacza, że składanka spójna.

          > > 7. No i znowu znam głos i nie wiem czyj to. Kojarzył mi się początkowo z
          > > Byrnem, ale to nie on chyba. Ani gitary ani saksofon nie zwiastują.
          >
          > Byrn to nie jest faktycznie lecz Birthday Party i „Guilt Parade”.

          A tu przez moment myślałem o BP.

          > > 9. Melodia jak w Plateau, acz nie wiem co to. Ciąg dalszy popełniania
          > > samobójstwa.
          >
          > Szczerze mówiąc to nie za bardzo ich znam poza „Gone Daddy Gone” i
          > „Color Me
          > Once” właśnie, które to kryje się pod nr 9. Violent Femmes ze ścieżki do
          > Kruka

          No ja znam self-titled. Przyszli mi na myśl, ale chyba zbyt niepewnie.

          > > 12. Chyba najciekawsza rzecz. Instrumental, który mógł nagrać McEntire, a
          > > może nagrał. Przewodzi perkusja, w tle jakieś pianinko i ciągnie się to t
          > e trzy
          > >
          > > minuty by potem jeszcze o jakieś elektrokliki się pokusić. Cóż to?
          >
          > Squarepusher „Iambic 9 Poetry” a elektroklików jak na niego to w ty
          > m przypadku
          > mało jest.

          A no widzisz, rzeczywiście bym sie nie domyslił ze to Squarepusher.

          Nie wiem czemu Polleke CI napisała, że płyta nie doszła :). Odpisałem jej na
          maila chyba coś innego. W każdym razie dziękuje bardzo za płytę i wysiłek.
          • polleke Re: Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 22:21
            kubasa napisał:

            > Nie wiem czemu Polleke CI napisała, że płyta nie doszła :)

            Ej Kubasa, bo właśnie to napisałeś :)
            • kubasa Re: Z Frankensteinem na okładce. 09.01.07, 22:36
              polleke napisała:

              > kubasa napisał:
              >
              > > Nie wiem czemu Polleke CI napisała, że płyta nie doszła :)
              >
              > Ej Kubasa, bo właśnie to napisałeś

              Teraz przeczytałem, co napisałem. jeeeeezu
    • jarecki32 Re: Burn Baby Burn vol. 5 10.01.07, 18:32
      1. Rozpoczyna sie od wesolej i skocznej melodyjki, dziewczyna spiewa delikatnym
      glosem "what is this ?". No fakt, kto to spiewa ?, koncowka jest fajna, bo na
      3/4, ja dam 6/10

      2. Intro na kontrabasie, wchodzi electronica , monotonne, hipnotyczne spiewy z
      czesto powtarzanymi slowami "mother" i "fuck", ale dosc oryginalne, 6/10

      3. Masz zaledwie 19 lat wiec nie potrzebujesz chlopaka spiewa Dluga Blondyna w
      stylu Kowalskich, w sumie niezle, 7/10

      4. O ten kawalek mi sie podoba, akustyczna i z lekka-elektryczna gitara,
      charakterystczny meski wokal czyli Elliot Smith, 8/10

      5. I kolejny dobry utwor, tym razem szybki, z beatem jak z Barnaked Ladies,
      znam ten glos, ale utworu nie znam, 8/10

      6. Kiwi-Land i Split Enz sie klania (I hope I never), nieco zbyt patetyczne jak
      na moj gust, 6/10

      7. To brzmi cos jak Brit-rock lat 80-tych czyli jak dla mnie, Terra Incognita,
      ale slowa sa zabawne, wiec 7/10

      8. A tu wystarcza mi pierwszych pare akordow do rozpoznania: "John Wayne Gacy
      Jr", S. Stevens powala, 10/10

      9. I jeszcze raz Britpop, chyba nowszy, znajome brzmienie, dobrze sie slucha
      8/10

      10. A to brzmi jak nowy amerykanski niezal, swietny aranz wiec dam 8/10

      11. Back to UK i taki sobie hicior za 5 z 10

      12. The Pipettes (?) zapodaja, ze jego calusy na niej sie marnuja, well, nie
      przepadam za girls-bands, 5/10

      13. Ha ! Mamy polski kawalek, moge tylko odgadnac ze sa to Pustki (spojrzalem
      na liste top 2006 Digsy i odnalazlem inspiracje) Pustki spiewaja, ze nie maja
      nic do powiedzenia i na pewno dzis umra, wiec taki happy end-inaczej, ale
      niezly kawalek 7/10

      14. Chyba juz rozstalismy sie z tym swiatem, atonalnosc instrumentalna i 5/10

      The End

      W sumie bardzo fajny skladak, dziekuje !
      Jesli chodzi o typ i poziom utworow, srodkowa czesc podobala mi sie najbardziej.
      • digsa Re: Burn Baby Burn vol. 5 11.01.07, 20:50
        Na początku przepraszam, że tak późno wysłałam i nie mialam czasu zrobić innej
        okładki. Szczerze mówiąc nie wiedziałam w ogóle jak podejsć do tego tematu ;>
        Teraz szybki i krótki komentarz, ekhm.

        jarecki32 napisał:

        > 1. Rozpoczyna sie od wesolej i skocznej melodyjki, dziewczyna spiewa delikatnym
        > glosem "what is this ?". No fakt, kto to spiewa ?, koncowka jest fajna, bo na
        > 3/4, ja dam 6/10

        of Montreal w jednym z bonusowych utworów na specjalnym (czy jakimśtam innym)
        wydaniu płyty The Sunlandic Twins (2005). Piosenka zwie sie "Keep Sending Me
        Black Fireworks" i niewiele ma wspólnego z tematem składanki, ale spoko.
        >
        > 2. Intro na kontrabasie, wchodzi electronica , monotonne, hipnotyczne spiewy z
        > czesto powtarzanymi slowami "mother" i "fuck", ale dosc oryginalne, 6/10

        Na składance przede wszystkim ze względu na tytuł. "Never Ever" Bang Gang, w
        sumie jest dość oryginalne (a tak poza tym, szczerze mowiąc, nie słysze tam tych
        przekleństw;)). Płyta "You", 1998 rok.

        > 4. O ten kawalek mi sie podoba, akustyczna i z lekka-elektryczna gitara,
        > charakterystczny meski wokal czyli Elliot Smith, 8/10

        "Everything Reminds Me of Her", 2000, Figure 8.

        >
        > 5. I kolejny dobry utwor, tym razem szybki, z beatem jak z Barnaked Ladies,
        > znam ten glos, ale utworu nie znam, 8/10

        Komercyjnie się zrobilo, The Kooks z zeszlorocznego debiutanckiego "Inside In
        Inside Out", song "Ooh La".
        >
        > 6. Kiwi-Land i Split Enz sie klania (I hope I never), nieco zbyt patetyczne jak
        >
        > na moj gust, 6/10
        >

        Przynajmniej jako jedna z niewielu piosenek pasuje do tematu (chyba;)).


        > 7. To brzmi cos jak Brit-rock lat 80-tych czyli jak dla mnie, Terra Incognita,
        > ale slowa sa zabawne, wiec 7/10
        >

        I'm sorry, but didn’t you say that things go better with a little bit of
        Razzmatazz? Czyli Pulp z "His 'n' Hers", 1994.

        >
        > 9. I jeszcze raz Britpop, chyba nowszy, znajome brzmienie, dobrze sie slucha
        > 8/10

        Oj nie, britpop? Raczej nie za bardzo. Szczerze, piosenka średnio mi sie podoba,
        ale tekst sie nadaje i wepchłam. "Us", She Wants Revenge, 2006.

        >
        > 10. A to brzmi jak nowy amerykanski niezal, swietny aranz wiec dam 8/10

        Norwegia. Kiedyś sobie ściągnęłam bo na jakimś gronie link zamieścili. Zwie sie
        Dadafon, a piosenka którą zamieścilam na składance to "My Dream is Dead" z plyty
        "Lost Love Chords", 2005.

        >
        > 11. Back to UK i taki sobie hicior za 5 z 10

        Ano. Asobi Seksu. "Goodbye". Płyta "Citrus". 2006.

        >
        > 13. Ha ! Mamy polski kawalek, moge tylko odgadnac ze sa to Pustki (spojrzalem
        > na liste top 2006 Digsy i odnalazlem inspiracje) Pustki spiewaja, ze nie maja
        > nic do powiedzenia i na pewno dzis umra, wiec taki happy end-inaczej, ale
        > niezly kawalek 7/10

        inspiracje:>

        >
        > 14. Chyba juz rozstalismy sie z tym swiatem, atonalnosc instrumentalna i 5/10
        >

        Taki instrumentalny "The Happy End (The Drunk Room)", Mercury Rev, "Deserter's
        Songs" (1998).

        > The End
        >
        > W sumie bardzo fajny skladak, dziekuje !
        > Jesli chodzi o typ i poziom utworow, srodkowa czesc podobala mi sie najbardziej.

        I ja dziekuję za recenzję i cieszę się, że się podoba :) Staralam się powybierać
        tracki pasujące do tematu, ale trochę średnio mi to wyszło ;)

        Pozdrawiam.


        Tracklist:

        1. Of Montreal - Keep Sending Me Black Fireworks (Bonus Track) (The Sunlandic
        Twins, 2005)
        2. Bang Gang - Never Ever (You, 1998)
        3. The Long Blondes - Once and Never Again (Someone To Drive You Home, 2006)
        4. Elliot Smith - Everything Reminds Me of Her (Figure 8, 2000)
        5. The Kooks - Ooh La (Inside In Inside Out, 2006)
        6. Split Enz - I Hope I Never (True Colors, 1980)
        7. Pulp - Razzmatazz (His 'n' Hers, 1994)
        8. Sufjan Stevens - John Wayne Gacy, Jr. (Illinois, 2005)
        9. She Wants Revenge - Us (She Wants Revenge, 2006)
        10. Dadafon - My Dream Is Dead (Lost Love Chords, 2005)
        11. Asobi Seksu - Goodbye (Citrus, 2006)
        12. The Pipettes - Your Kissess are Wasted On Me (We Are The Pipettes, 2006)
        13. Pustki - Nic do powiedzenia (Do mi no, 2006)
        14. Mercury Rev - The Happy End (The Drunk Room) (Deserter's Songs, 1998)



        PS. DOBRA, WIEM, że osoba która wysłala mi składankę chce mnie zatłuc a potem
        siekierą posiekać, że nie ma jeszcze recnezji, ale przez te pieprzone olimpiady
        nie miałam czasu nic napisać, ale za to słuchałam. Recenzję napiszę w ten weekend.
        • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 11.01.07, 21:12
          > ale za to słuchałam

          [ osoba wprost rozpływa się z wdzięczności ]

          ;))
        • jarecki32 Re: Burn Baby Burn vol. 5 11.01.07, 21:21
          9. I jeszcze raz Britpop, chyba nowszy, znajome brzmienie, dobrze sie slu
          > cha
          > > 8/10
          >
          > Oj nie, britpop? Raczej nie za bardzo. Szczerze, piosenka średnio mi sie
          podoba
          > ,
          > ale tekst sie nadaje i wepchłam. "Us", She Wants Revenge, 2006.
          >
          Fakt, ze nie Britpop, ale wlasnie sie doczytalem ze goscie uzywaja fake British
          accent i ze sie inspiruja Joy Division, wiec az tak zle chyba nie trafilem.
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.01.07, 19:47
      „Składanka z happy-endem”. Taki tytuł nosi dzieło, więc od razu spodziewałem
      się, że autor/ka do tematu podszedł (podeszła) po bożemu. Po bożemu, więc
      przesłuchałem i już mniej przyzwoicie, bo ze sporym opóźnieniem, zabieram się
      za omówienie. Przepraszam raz jeszcze, ale nawet teraz, gdy targany wyrzutami
      sumienia to piszę stoi nade mną wewnętrzny hitlerowiec i przypomina mi o
      obowiązkach, pracach, kolokwiach itd.

      1. Oczywiście Żuki. All you need is love. Prawda.11/10

      2. Tą piosenkę jakbym znał, głos też, ale żadne nazwisko do łba nie przychodzi.
      Sympatyczne 7/10

      3.Utnę sobie rękę, że to Jeff Tweedy. Wilco? Piękne doprawdy. 8/10

      4.Przyzwoita porcja bluesa, na średnio szybką jazdę średniej klasy samochodem,
      co oczywiście nie wyklucza darcia mordy za kierownicą. Wojciech Mann w ekstazie
      (solo gitary), jak sądzę. 6/10

      5. Elliott Smith. Dzięki za przypomnienie o tym osobniku, bom o nim ostatnio
      zapomniał. Jak na Eliotta to nic wstrząsającego, ale w skali globu masakra. 8/10

      6. American 90s adult country rock. Napisy końcowe do przeciętnej komedii
      romantycznej, ewentualnie do kameralnego filmu o urokach podróży przez pustą
      autostradę, gdzie co jakiś czas zatrzymujemy się na stacji benzynowej, by
      zatankować, zjeść hamburgera i pogadać ze sprzedawcą, że dziewczyna rzuciła i w
      ogóle nie mamy co ze sobą zrobić. Robi się tak nostalgicznie, że muszę
      przeskipować, chociaż ładne. 5/10

      7. Lata 60. Ze względu na moje braki w wykształceniu powiem tylko, że mi się
      podoba. 6/10

      8. Jakoś mnie to nie kręci. 4/10

      9. O, tu zdecydowanie jeden z hajlajtów, chociaż cały czas czekam, żeby mnie
      coś przygniotło, tak bym z ziemi wstać nie mógł. Takie lajtowe czilałt kafe,
      wokalista jakby czarnoskóry, albo dobrze udaje. Był kiedyś taki zespół Custom
      Blue, pieśń „So Low” lansował Kostrzewa w TE i tamta piosenka zdecydowanie mi
      się narzuca przy okazji. Można nawet parę razy z rzędu posłuchać, wychodząc z
      kąpieli. Trochę za dużo cukru, przydałoby się coś wiekopomnego, jakiś
      Penderecki. 8/10

      10. Moje postulaty nie zostają wysłuchane, ale chociaż robi się bardziej
      ponuro. Pulp – F.E.E.L.I.N.G. C.A.L.L.E.D. L.O.V.E. Klasyk do wyrzygania już
      przesłuchany. Cocker w młodości bardziej optymistycznie rozważał naturę miłości
      (patrz „Love Love”), a na starość jakby zapomniał o przesłaniu bitelsów. A
      teraz (jako Jarvis) to już zdziadział do reszty. 9/10

      11. Tori z czasów, kiedy jeszcze, pardą, miała jaja i mniej zadawała się z
      Kaczkowskim. Potężne i rzucające o ścianę, ale tytułu nie pomnę. 9/10

      12. Głos jakby młoda PJ Harvey, w tle prawdziwy, zadymiony shoegaze. Godzinne
      minimalne zapotrzebowanie na sprzężenia zaspokojone 8/10

      13. Radio złote przeboje. Proszę wybaczyć, ale smutno mi się to kojarzy. Niby
      80s klawisze z cyklu Marek Niedźwiecki przedstawia są w porządku, ale wokalista
      cieniutki jak Phil Collins. 4/10

      14. Elvis. „Suspisious Minds”.364763756 / 10 albo i więcej. W tej chwili zdaje
      mi się, że to najlepsza piosenka świata.

      15. Johnny Cash – „Hurt” Wiadomo - 10/10

      16. Coś jakby Placebo z lepszego momentu, ale lepsze. 6/10

      17. To to znałem z wykonania Becka. Zapewne oryginał, „Everybody’s Gotta Learn
      Sometimes” Niedobrze, bo przypomina mi się kolokwium. Piosenka jest, jak
      wiadomo, wstrząsająca, tutaj na plus zaliczam przygnębiające plumkanie
      klawisza, na minus cienkiego wokalistę. W ogóle koniec już z tymi gamioniami,
      czas by ktoś wydarł mordę. 7/10

      18. Nic z tego. Mamy tu teraz amerykańskiego Seweryna Krajewskiego. O Jezu. 4/10

      19.Wydrzyj mordę, Tomasz! Mógłby, ale akurat nie ma ochoty, chociaż na „Blood
      Money” potrafił. Tom Waits – „All The World is Green”. Wiadomo, orgazm itd, ale
      zaraz potem sen. Nieobiektywnie 10/10

      20. Happy end. Lalalalalala. Pan, pani, i pościelowe solo saksofonu. Czegóż
      mógłby chcieć więcej przeciętny zjadacz amerykańskich seriali z lat 80? Nie
      wpływa to na mnie. 5/10.

      Resume: Bardzo udana składanka, czasem tylko towarzysząca, inną razą
      chwytająca. Srednia ocena: 18238194,05 / 10, ale to przez Króla. Dzięki, proszę
      o ujawnienie teczek.
      • ayya Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.01.07, 23:05
        Kurde, aż muszę zobaczyć, co tam nagrał, bo już nie pamiętam ;)

        Ale generalnie, drogi Mechaniku, chyba nie załapałeś całej *historii*, którą ta
        składanka opowiada. A mogłaby posłużyć za scenariusz kasowej komedii
        romantycznej :P

        Zaczyna się więc od paradygmatu, że wszyscy potrzebujemy miłości, w tym także
        główny bohater naszej opowieści. Wiadomo, że musieli to wyśpiewać Bitelsi (nr
        1). Nasz bohater żyje ze świadomością, iż jest *singlem* i jakkolwiek by mu nie
        wmawiali, że jest to trendy i dżezi, ma z tego powodu niestety wygodniałe
        serce, co komunikuje nam Bruce Springsteen (nr 2). Jak zostało słusznie
        zauważone, Wilco z utworem "How To Fight Loneliness" oddaje bez komentarza stan
        psychiczny naszego bohatera (nr 3). Dlatego też podejmuje on decyzję:
        koniecznie musi sobie znaleźć towarzyszkę na dobre i na złe, stąd też
        kompozycja Matthewa Sweeta o wszystko mówiącym tytule "Girlfriend" (nr 4), a że
        nasz bohater najwidoczniej ma mega farta w życiu od razu trafia go strzała
        kupidyna (nr 5). Jego wybranka na początku podchodzi do nowej znajomości
        ostrożnie i tylko przesyła niewinne całusy (nr 6), ale w końcu wpada W SIDŁA
        MIŁOŚCI i składa naszemu bohaterowi propozycję: Be My Baby(nr 7), a on
        odpowiada jej również korzystną ofertą pt. I Want You To Want Me (nr 8). Ich
        radość i szczęście oddaje piosenka Plantlife (nr 9), jednakże dopiero po jakimś
        czasie można dopiero powiedzieć, iż to prawdziwe
        F.E.E.L.I.N.G.C.A.L.L.E.D.L.O.V.E (nr 10). Niestety, każdy związek musi przeżyć
        trudne chwile i takowa nadchodzi też w przypadku naszego boahtera, który
        odkrywa, iż miłość go uzależnia (od czego? diabli wiedzą) niczym kokaina (nr
        11), aż w końcu nadchodzi poważny moment zwiątpienia, który komunikuje nam
        Sonic Youth (nr 12). Tenże moment doprowadza naszego bohatera do stwierdzenia,
        iż już nie kocha swojej wybranki, stąd też pojawia się tutaj Prefab Sprout z
        piosenką "When Love Breaks Down" (nr 13, a przy okazji adresat składanki ma
        bęcki od kol. Ilhana :P). Trzeba to też zakomunikować tej biednej dziewczynie,
        by nie robić jej złudnych nadziei, więc ciągnie za Elvisem we cant go on
        together (nr 14), a ponieważ ona absolutnie się tego nie spodziewała, czuje się
        poważnie zraniona (nr 15). Niestety, nasz bohater zaczyna zdawać sobie sprawę,
        jak ogromnie się pomylił i żałuje porzucenia swojej wybranki (nr 16). Cóż,
        każdy się musi kiedyś nauczyć, że miłości nie wolno odrzucić :P (nr 17). "Give
        Me Another Chance" Big Star to przesłanie błagalne naszego bohatera do niej (nr
        18). Wiadomo, że nic już nie będzie takie jak kiedyś, ale ona (bo dlatego, że
        jest głupia, albo zakochana, ale chyba jedno i drugie) wybacza mu i świat znów
        staje się zielony (nr 19). I w ten sposób dobyliśmy to tytułowego happy endu
        (nr 20).

        (wiem, że teraz wszyscy czytający ocierają łzy ze wzruszenia :PP)
        • ayya Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.01.07, 23:06
          A dla spragnionych powtórki i ciekawych tracklisty, oto ona:

          1. The Beatles - All You Need is Love (Love, 2006)
          2. Bruce Springsteen - Hungry Heart (The River, 1980)
          3. Wilco - How To Fight Loneliness (Summerteeth, 1999)
          4. Matthew Sweet - Girlfriend (Girlfriend, 1991)
          5. Elliott Smith - Cupid's Trick (Either/Or, 1997)
          6. Wrens - She Sends Kisses (Meadowlands, 2003)
          7. The Ronettes - Be My Baby (1963)
          8. Cheap Trick - I Want You To Want Me (In Color, 1977)
          9. Plantlife - When She Smiles She Lights The Sky (The Return Of Jack Splash,
          2004)
          10. Pulp - F.E.E.L.I.N.G.C.A.L.L.E.D.L.O.V.E (Different Class, 1995)
          11. Tori Amos - She's Your Cocaine (From The Choirgirl Hotel, 1998)
          12. Sonic Youth - Shadow Of A Doubt (Evol, 1986)
          13. Prefat Sprout - When Love Breaks Down (Steve McQueen, 1985)
          14. Elvis Presley - Suspicious Minds (1969)
          15. Johnny Cash - Hurt (American IV: The Man Comes Around, 2002)
          16. ...And You Will Know Us By The Trail Of Dead - Mistakes & Regrets (Madonna,
          1999)
          17. The Korgis - Everybody's Gotta Learn Sometime (Dumb Waiters, 1980)
          18. Big Star - Give Me Another Chance (#1 Record, 1972)
          19. Tom Waits - All The World Is Green (Blood Money, 2002)
          20. Joe Jackson (feat. Elaine Caswell) - Happy Ending (Body And Soul, 1984)
        • mechanikk Re: Burn Baby Burn vol. 5 14.01.07, 23:26
          > Ale generalnie, drogi Mechaniku, chyba nie załapałeś całej *historii*, którą
          > ta składanka opowiada

          Faktycznie, mogłem się zagłębić w warstwę słowną :)

          > Prefab Sprout z
          > piosenką "When Love Breaks Down" (nr 13, a przy okazji adresat składanki ma
          > bęcki od kol. Ilhana :P).

          Zazwyczaj się tu koledze Ilhanowi podlizuję. A to The Triffids mnie zachwycają,
          a to na dżwięk The Go-Betweens ślinię się jak ogłupiały, więc ten jeden raz
          mógłby mi wybaczyć :) Na szczęście nie jest już szefem forum, więc bana nie
          dostanę :)

          > (wiem, że teraz wszyscy czytający ocierają łzy ze wzruszenia :PP)

          No ba. To forum często nastraja do wylewania bobrzych łez, tyle tu
          wrażliwców. :D
    • digsa Re: Burn Baby Burn vol. 5 15.01.07, 18:33
      Najchętniej nie brałabym odpowiedzialności za treść tej recenzji :P

      1. Spokojnie, leniwie... & ja generalnie lubię "takie" skrzypce, więc plus.

      2. Nastrój podobny jak w poprzednim, tyle, że tym razem mamy gitarę na pierwszym
      planie. Przyjemna piosenka; tak jakbym ją już gdzieś słyszała ( i pewnie to
      prawda, tylko, że cierpię na zapominanie-utworów-których-się-długo-nie-słuchało,
      czasami nawet piosenki z płyty która mi się tam bardzo podobała mogę nie rozpoznać).

      3. Ożywienie, tak bardzo potrzebne. Znowuż miło, aczkolwiek nic więcej, nie
      odnajduje się :>

      4. No i zmiana klimatu. Klawisze tym razem, piosenka nawet do potańczenia ^^.
      Całkiem całkiem.

      5. O, a to mi się podoba bardziej, znowu powoli & spokojnie, ale też ładnie.

      6. Ja to znaaam, slyszałaaam... tylko, że zaawansowana skleroza to jednak
      przeszkoda jest. Anyway, pięknie jest.

      7. Poczatek przypomina nieco Bright Eyes, później jednak się rozkręca tak raczej
      nie w stylu Obersta. I tak sobie leci w tle, o.

      8. Autor składanki postawił na nastrój: low. I piosenki są fajne, ale większość
      tylko spoko, nic poza tym...

      9. Aaa to znam. Two Gallants o ile się nie mylę. Highlight składanki, very nice ;)

      10. A więc Nick Cave & the Bad Seeds - Jack the Ripper. Za Cave'em to nie za
      bardzo przepadam ale od czasu so czasu lubię posłuchać.

      11. Where Did You Sleep Last Night w wykonaniu, zdaje się, Marka Lanegana? Za
      ciężkie to dla mnie, zdecydowanie wole coś lżejszego ;)

      12. To się poznaję od razu - Antony & the Johnsons. Cripple and The Starfish,
      highlight następny.

      13. Wracamy do klimatu low. Gitara, smutny głos i przejmująca historia, och ;(
      tym razem bardzo ładnie.

      14. Again, tylko, że bez takiej opowieści. Mniej się podoba, ale nie jest fatalnie.

      15. Nic z tego nie będzie. Muzyka tła. Nie działa na mnie ten utwór.

      16. Już lepiej :)

      17. Highlight, jedna z moich ulubionych piosenek James, Getting Away With It
      (All Messed Up). :))

      18. Znaaaaaam to, znam. Znaaam. Tylko nie mam pojęcia w tej chwili kto to
      spiewa. Bardzo przyjemne.

      19. Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. Tylko w czyim wykonaniu?
      Anyway, podoba się. Piękny koniec.

      Więc, ogólem nie bylo tak źle ;))) Choć zdarzaly się ekhm, nie moje klimaty, ale
      też momentami bardzo ładnie. Dziekuję pieknie za składankę i obiecuję, że kiedy
      bedę zmęczona i bez ważnych spraw na głowie, będę ją włączać, bo myślę, ze
      właśnie wtedy bedzie smakowła najlepiej ;)
      +Przepraszam, że tak późno.

      Pozdrawiam:)
      • hennessy.williams Re: Burn Baby Burn vol. 5 15.01.07, 19:00
        digsa napisała:

        > 19. Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. Tylko w czyim wykonaniu?
        > Anyway, podoba się. Piękny koniec.

        Strzelam, że Grant-Lee Phillipsa :)
        • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 15:34
          > Strzelam, że Grant-Lee Phillipsa :)

          Prorok jaki, cy co? ;)
      • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 15:42
        > Najchętniej nie brałabym odpowiedzialności za treść tej recenzji :P

        He he, teraz każdy by tak chciał, z politykami na czele.

        Ale do rzeczy. Według pierwotnego zamysłu miała to być jedna historia,
        ostatecznie jednak zdecydowałem się na bardziej otwartą, kilkukierunkową
        strukturę opowieści. Dla spoistości (i z tożsamościowej uczciwości)
        przytłaczająca większość utworów przedstawia męski punkt widzenia. Dla pewnej
        więc równowagi zdecydowałem, by sporą część niniejszego materiału napisali
        wojujący pedryle... ale i mizogynów paru jest też. Każdemu coś miłego.

        > 1. Spokojnie, leniwie... & ja generalnie lubię "takie" skrzypce, więc plus.

        Na początek absolutny hajlajt obecnej edycji BBB - czyli LAST NIGHT I DREAMT
        THAT SOMEBODY LOVED ME Morrissey'a. W wykonaniu Low, bo taki to ze mnie
        hamerykanofil. Zaczyna się więc od człowieka, który budzi się w nocy i myśli
        sobie, że fajnie byłoby sobie sobie kogoś znaleźć.

        > 2. Nastrój podobny jak w poprzednim, tyle, że tym razem mamy gitarę na
        > pierwszym planie. Przyjemna piosenka; tak jakbym ją już gdzieś słyszała ( i
        > pewnie to prawda, tylko, że cierpię na zapominanie-utworów-których-się-długo-
        > nie-słuchało, czasami nawet piosenki z płyty która mi się tam bardzo
        > podobała mogę nie rozpoznać).

        Tutaj jankeski idol bryto-niezali, czyli Mark Kozelek (a mata, co mi tam - sam
        go lubię też przecie). Moim zdaniem śpiewa mniej więcej o tym, że mężczyzna
        czasem musi zapolować na kobitkę. W każdym razie punkty za wysiłek się należą.

        > 3. Ożywienie, tak bardzo potrzebne. Znowuż miło, aczkolwiek nic więcej, nie
        odnajduje się :

        Kolejnym na liście jest inny niezal-kultowy amerykański artista, czyli David
        Bazan. Szerzej jest on znany jako Pedro The Lion. Utwór zaś traktuje o tym, że
        jest mu intymnie dobrze z upolowaną już szczęśliwie panią. Od tej pory będzie
        już raczej z górki, o czym lojalnie ostrzegam.

        > 4. No i zmiana klimatu. Klawisze tym razem, piosenka nawet do potańczenia.
        > Całkiem całkiem.

        Bo od tańców to się zawsze zaczyna, a potem to już żal patrzeć. Sam utwór,
        będący analizą gorącego, acz potencjalnie bardzo niebezpiecznego związku (sam
        tytuł zdradza sporo - YOU, ME AND WORLD WAR THREE), był swego czasu sporym
        przebojem. Wykorzystano go nawet w kinie (MISSION IMPOSSIBLE), zaś jego autorem
        był Gavin Friday, ongiś podpora Virgin Prunes, potem zaś ceniony filmowy
        oprawca muzyczny.

        > 5. O, a to mi się podoba bardziej, znowu powoli & spokojnie, ale też ładnie.

        Kolejni nudziarze z Nowego Świata - Okkervil River. Snują smutną historię
        tragicznej miłości, tradycyjnie zakończonej przedwczesnym zgonem.

        > 6. Ja to znaaam, slyszałaaam... tylko, że zaawansowana skleroza to jednak
        przeszkoda jest. Anyway, pięknie jest.

        Na pewno słyszaaam, zwłaszcza jeśli chodzę do kina i w miniony weekend
        obejrzaam sobie MAŁĄ MISS. Właśnie soundtrack do tego filmu przypomniał
        publiczności o zespole DeVotchKa, współtworzącym klimat tej pokręconej komedii
        własnymi starszymi piosenkami oraz nowymi kompozycjami stworzonymi wspólnie z
        Mychaelem Danną. Oryginalnie YOU LOVE ME ukazał się na znakomitym albumie HOW
        IT ENDS.

        > 7. Poczatek przypomina nieco Bright Eyes, później jednak się rozkręca tak
        > raczej nie w stylu Obersta. I tak sobie leci w tle, o.

        He he, oberstowość faktycznie musi tu być spora, bo znękany pan Perry Wright
        bywa do Bright Eyesa porównywany. Jego sceniczne alter ego oraz płyta mają
        nazwy tak długie, że można żywić obawę, czy każde z nich pomieści się w jednej
        linijce na stronie. Dobra nazwa to podstawa :)

        > 8. Autor składanki postawił na nastrój: low. I piosenki są fajne, ale
        > większość tylko spoko, nic poza tym...

        Gwarantuję Koleżance, że większość panów odebrałaby ten zestaw nieco bardziej
        emocjonalnie ;)
        Tutaj mamy do czynienia z niezwykle cenionymi piewcami męskiej alkoholowej
        depresji - Arab Strap. Piosenka PHONE ME TOMORROW zatem, jak można się
        domyślić, dotyczy związku, w którym nie wszystko układa się jak trzeba.
        Delikatnie rzecz ujmując.

        > 9. Aaa to znam. Two Gallants o ile się nie mylę. Highlight składanki, very
        nice ;)

        No ja myślę :)
        Bardzo lubię ten ansambl, za każdym razem gdy ich słucham, przypominam sobie
        Joe Strummera. Utwór YOU LOSIN' OUT zaś, jak sam tytuł już wskazuje, opowiada o
        pani, która zatraciła nieco kontakt z rzeczywistością. Cóż, na amerykańskiej
        pustyni z ludźmi dzieją się czasem dziwne rzeczy.

        > 10. A więc Nick Cave & the Bad Seeds - Jack the Ripper. Za Cave'em to nie za
        > bardzo przepadam ale od czasu so czasu lubię posłuchać.

        A ja wprost przeciwnie :)
        W każdym razie to sztandarowa analiza tzw. toksycznego związku. Przemoc nie
        wykluczona.

        > 11. Where Did You Sleep Last Night w wykonaniu, zdaje się, Marka Lanegana? Za
        > ciężkie to dla mnie, zdecydowanie wole coś lżejszego ;)

        Każdy by wolał. Ale czasem nie da się inaczej, zwłaszcza gdy na gitarze w tym
        utworze gra sobie Kurt Cobain. Zazdrość to paskudna sprawa... zwłaszcza
        zazdrość uzasadniona :(

        > 12. To się poznaję od razu - Antony & the Johnsons. Cripple and The Starfish,
        highlight następny.

        Bo to znów o przemocy w związku, tym razem w tzw. klimatach gejowskich. Ale na
        samą piosenkę nie ma chama we wsi, działa za każdym razem. Na każdego.

        > 13. Wracamy do klimatu low. Gitara, smutny głos i przejmująca historia, och ;
        ( tym razem bardzo ładnie.

        Richmond Fontaine, THE JANITOR. Stanowczo niedoceniany zespół nagrywający
        wyłącznie takie piękne i przejmujące piosenki. Ta opowiada o kobiecie, którą
        bardzo brzydko potraktował mąż-sadysta. Na szczęście w szpitalu, do którego
        trafiła, spotkała znacznie porządniejszego mężczyznę.

        > 14. Again, tylko, że bez takiej opowieści. Mniej się podoba, ale nie jest
        fatalnie.

        Ależ dziękuję serdecznie ;)
        A tutaj mamy człowieka, przy którego depresje Willa Oldhama to wesołe
        majaczenia dentystycznego pacjenta potraktowanego gazem rozweselającym. Jednym
        słowem - Jason Molina (aka Songs: Ohia) i tytułowy utwór z płyty THE LIONESS,
        nagranej zresztą m.in. z muzykami Arab Strap. Wyznanie mężczyzny, który gotów
        jest do największego nawet poniżenia, gdy zażąda tego drapieżna kobitka. Mało
        pedagogiczne, acz porażające - a nie jest to nawet najbardziej depresyjny utwór
        na tym albumie! :)

        > 15. Nic z tego nie będzie. Muzyka tła. Nie działa na mnie ten utwór.

        Owa muzyka tła jest dziełem idoli wielu Forumowiczów, czyli Black Heart
        Procession. BROKEN WORLD to jeszcze jeden jęk rozpaczy z powodu zerwanego
        związku.

        > 16. Już lepiej :)

        Emerytowanym rozpustnikiem snującym w tej piosence monolog (a właściwie
        półgębkowe przeprosiny) skierowany do dorosłej już córki jest nie kto inny, jak
        William Shatner, światu znany bardziej jako kapitan Kirk z serialu STAR TREK.
        Śpiew w refrenie i towarzyszący fortepian zawdzięczamy zaś Benowi Foldsowi.

        > 17. Highlight, jedna z moich ulubionych piosenek James, Getting Away With It
        (All Messed Up). :))

        No, tego jeszcze by brakowało, żeby się nie spodobało ;)
        Tutaj mamy ludzi, którzy dzięki mądrości przez lata zgromadzonej dochodzą w
        końcu do jakiegoś gorzkiego porozumienia po latach złych emocji...

        > 18. Znaaaaaam to, znam. Znaaam. Tylko nie mam pojęcia w tej chwili kto to
        spiewa. Bardzo przyjemne.

        ... a może to pogodzenie to jedynie jakieś narkotyczne rojenie? Wszak autor tej
        piosenki, Jason Pierce, dzięki fajnym prochom nawet z Bogiem sobie rozmawiał...
        W każdym razie COOL WAVES, apoteoza miłości idealnej (oczywiście z repertuaru
        Spiritualized), to najbardziej optymistyczna piosenka w zestawie. A co, podobno
        Prozak to ekstra sprawa.

        > 19. Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. Tylko w czyim wykonaniu?
        Anyway, podoba się. Piękny koniec.

        A w nocy, gdy prochy przestają działać i wr
        • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 15:45
          Psiekrwie mnie urżły końcówkę, przepraszam.

          Zatem:



          > 19. Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me. Tylko w czyim wykonaniu?
          Anyway, podoba się. Piękny koniec.

          A w nocy, gdy prochy przestają działać i wracamy do rzeczywistości, znów budzi
          nas sen o kimś, kto by nas pokochał... A może to już sen kogoś innego, może
          przedstawiciela kolejnego pokolenia zagubionych nieszczęśników? Domknięcie
          ronda zawdzięczamy zaś Grant-Lee Phillipsowi.

          > Więc, ogólem nie bylo tak źle ;))) Choć zdarzaly się ekhm, nie moje klimaty,
          > ale też momentami bardzo ładnie. Dziekuję pieknie za składankę i obiecuję, że
          > kiedy bedę zmęczona i bez ważnych spraw na głowie, będę ją włączać, bo myślę,
          > ze właśnie wtedy bedzie smakowła najlepiej ;)

          Może, może :)

          > +Przepraszam, że tak późno.

          Luzik.

          > Pozdrawiam:)
          • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 15:52
            I na koniec tracklista:

            1) Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me (A Lifetime Of Temporary Relief,
            2005) / Low
            2) Love Hungry Man (What's Next To The Moon, 2001) / Mark Kozelek
            3) Rapture (Control, 2002) / Pedro the Lion
            4) You Me And World War Three (Shag Tobacco, 1995) / Gavin Friday
            5) Maine Island Lovers (Down The River Of Golden Dreams, 2000) / Okkervil River
            6) You Love Me (How It Ends, 2004) / DeVotchKa
            7) The Eventual Intimate of So Much Nostalgia (Hutchinson Effect) (The Mother
            of Love Emulates the Shapes of Cynthia, 2005) / Prayers And Tears Of Arthur
            Digby Sellers, Jr
            8) Phone Me Tomorrow (Mad For Sadness, 1999) / Arab Strap
            9) You Losin' Out (The Throes, 2004) / Two Gallants
            10) Jack The Ripper (Henry's Dream, 1992) / Nick Cave & The Bad Seeds
            11) Where Did You Sleep Last Night (The Winding Sheet, 1990) / Mark Lanegan
            12) Cripple and the Starfish (Antony And The Johnsons, 2004) / Antony And The
            Johnsons
            13) The Janitor (The Fitzgerald, 2005) / Richmond Fontaine
            14) The Lioness (The Lioness, 2000) / Songs: Ohia
            15) Broken World (Amore Del Tropico, 2002) / Black Heart Procession
            16) That's Me Trying (Has Been, 2004) / William Shatner
            17) Getting Away With It (All Messed Up) (Pleased To Meet You, 2001) / James
            18) Cool Waves Ladies And Gentlemen We Are Floating In Space, 1997) /
            Spiritualized
            19) Last Night I Dreamt That Somebody Loved Me (Nineteeneighties, 2006) / Grant-
            Lee Phillips
        • polleke Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 21:06
          grimsrund napisał:

          > Tutaj jankeski idol bryto-niezali, czyli Mark Kozelek (a mata, co mi tam -
          > sam go lubię też przecie). Moim zdaniem śpiewa mniej więcej o tym, że
          > mężczyzna czasem musi zapolować na kobitkę.

          Przepraszam, że się wtrancam, ale czuję się w obowiązku napomknąć: Kozelek sam
          tych "I'm gonna take you tonight, animal appetite" nie wymyślił, tylko koweruje
          AC/DC z ery Bona Scotta :)

          • grimsrund Re: Burn Baby Burn vol. 5 16.01.07, 21:36
            > Przepraszam, że się wtrancam, ale czuję się w obowiązku napomknąć: Kozelek
            > sam tych "I'm gonna take you tonight, animal appetite" nie wymyślił, tylko
            > koweruje AC/DC z ery Bona Scotta :)

            No przeca było napisane, że pedryle po jednej, mizogyni po drugiej ;))
    • polleke Składak od Pszemcia 05.04.07, 23:30
      Składanka jest oldschoolowa: kilku artystów osiągnęło wiek przedemerytalny, a
      niektórzy już nie żyją. Nie jestem pewna, co Pszemcio obrał za motyw przewodni
      i jakie były jego intencje, ale płyta ma fajny seventiesowy (to określenie
      stylistyczne, nie chronologiczne) feeling dzięki klasycznym singer-songwriterom
      lub współczesnym do nich nawiązaniom.
      Większość rzeczy znam, chociaż czasami piąte-przez-dziesiąte, ale wśród
      nieznanych są dwie perełki, za co zapisuję autorowi tłustego plusa po
      stronie „Ma”.

      1. Jazz, bankowo jakiś klasyk. Miles Davis (bo trąbka, taka moja orientacja w
      gatunku)? Temat wydaje mi się filmowy, kino noir, ale chyba nie „Windą na
      szafot”, które ostatnio odświeżałam.

      2. Knajpiany akustyczny heartbreak Waitsa - “I Hope That I Don't Fall in Love
      With You”. Och ;(

      3. Twilight Singers – wolno rozpędzające się „Black Is the Color of My True
      Love's Hair”, wiadomo, że bossowskie.

      4. Niezły cham z tego Callahana. Wydaje tej pani dyspozycję „Dress Sexy at My
      Funeral”, a sam chce się uwalić na jej weselu.
      Smog – „ Your Wedding”. Ekspresywne, ale “Julius Ceasar” nie jest moją ulubioną
      płytą Smoga i wolę jego piosenki, które nie są tylko strumieniem ciemnych
      emocji.

      5. Jedna z najmilszych niespodzianek. Leciuchna ballada w klimacie bossanovy, z
      bogatą, ale nie przeładowaną teksturą. Taki numer łatwo przedramatyzować albo
      zepchnąć w ckliwość, ale Barman na szczęście trzyma dystans.
      dEUS – „Nothing Really Ends”. Swoją drogą straciłam ten zespół z oczu, a chyba
      szkoda.

      6. Ładne, klasycyzujące i usypiające. Jakby omyłkowo puszczone na 33 zamiast 45
      obrotów.
      Google mówi, że to Sparklehorse z ostatniej płyty.

      7. Zdecydowany highlight zestawu: Tim Buckley – „Morning Glory”. Esencja
      niewinności i *czystości*. MUSIAŁAM wygooglać. Nie znałam żadnego albumu
      Buckleya, zaczynam to nadrabiać.

      8. Patrzcie, kurwa, jak ja cierpię. Notorious Damien Rice. Nawet partia Lisy
      Hannigan nie ratuje tego utworu.

      9. Przepiękne “Slim Slow Slider” z „Astral Weeks”. Uwypukla słabość
      poprzednika.

      10. Klasycznie folkowy Dylan, który mnie ani ziębi, ani grzeje. „It Ain't Me
      Babe”.

      11. Objaśniamy znaczenie terminu passive-aggressive na przykładzie “How To
      Fight Loneliness” Wilco.

      12. Czekoladki, koniak i cygaretki. Eleganckie i stylowe, podejrzewam, że to
      Billie Holiday.

      Dziękuję i spalam się ze wstydu za zwłokę.
      • pszemcio1 Re: Składak od Pszemcia 06.04.07, 15:57
        polleke napisała:

        >niejestem pewna, co Pszemcio obrał za motyw przewodni
        > i jakie były jego intencje, ale płyta ma fajny seventiesowy (to określenie
        > stylistyczne, nie chronologiczne) feeling dzięki klasycznym singer-
        songwriterom

        no jak to co miał na myśli? love!!! i to taka ze starych płyt czyli najlepsza z
        możliwych:)


        > 1. Jazz, bankowo jakiś klasyk. Miles Davis (bo trąbka, taka moja orientacja w
        > gatunku)? Temat wydaje mi się filmowy, kino noir, ale chyba nie „Windą na
        >
        > szafot”, które ostatnio odświeżałam.

        1. To było coś z Porgy and Bess - czyli Gershwin wg Milesa i Evansa - z tego co
        kojarzę to albo "Oh Bess, where is my Bess" albo "I love You Porgy" - w każdym
        razie pikne:)

        > 2. Knajpiany akustyczny heartbreak Waitsa - “I Hope That I Don't Fall in
        > Love
        > With You”. Och ;(
        >

        chlip

        > 3. Twilight Singers – wolno rozpędzające się „Black Is the Color of
        > My True
        > Love's Hair”, wiadomo, że bossowskie

        no ba!

        4. Niezły cham z tego Callahana. Wydaje tej pani dyspozycję „Dress Sexy a
        > t My
        > Funeral”, a sam chce się uwalić na jej weselu.
        > Smog – „ Your Wedding”. Ekspresywne, ale “Julius Ceasar
        > ” nie jest moją ulubioną
        > płytą Smoga i wolę jego piosenki, które nie są tylko strumieniem ciemnych
        > emocji.

        ech, ten kawałek z tym zapijaczonym głosem Callahana to przecież wymarzony
        soundtrack dla zawiedzionego miłością frustrata

        > 5. Jedna z najmilszych niespodzianek. Leciuchna ballada w klimacie bossanovy,
        z
        >
        > bogatą, ale nie przeładowaną teksturą. Taki numer łatwo przedramatyzować albo
        > zepchnąć w ckliwość, ale Barman na szczęście trzyma dystans.
        > dEUS – „Nothing Really Ends”. Swoją drogą straciłam ten zespó
        > ł z oczu, a chyba
        > szkoda.

        oj szkoda bo ich ostatni album wyśmienity


        > 6. Ładne, klasycyzujące i usypiające. Jakby omyłkowo puszczone na 33 zamiast
        45
        >
        > obrotów.
        > Google mówi, że to Sparklehorse z ostatniej płyty.

        tak, to było z ostatniej płyty, ale nie pamiętam który kawałek. w każdym razie
        za bardzo "olano" ten album

        >
        > 7. Zdecydowany highlight zestawu: Tim Buckley – „Morning Glory̶
        > 1;. Esencja
        > niewinności i *czystości*. MUSIAŁAM wygooglać. Nie znałam żadnego albumu
        > Buckleya, zaczynam to nadrabiać.

        cudny kawałek kończący cudny album Goodbay and Hello - w ogóle ten gość
        rządził i częste wypowiedzi,że syn nagrywał rzeczy lepsze to dla mnie ogromny
        lol, mimo że ja Jeffa też bardzo bardzo..

        > 8. Patrzcie, kurwa, jak ja cierpię. Notorious Damien Rice. Nawet partia Lisy
        > Hannigan nie ratuje tego utworu.

        ja to nagrałem?? nie no serio, mam ten problem z tym gościem,
        że nad jego debiutem przechodzę od zachwytów do irytacji. częsciej jednak
        wygrywa to drugie. to musiało być pod wplywem chwili

        > 9. Przepiękne “Slim Slow Slider” z „Astral Weeks”. Uwyp
        > ukla słabość
        > poprzednika.

        heh, głupio i banalnie powiem, ale takich albumów się już nie nagrywa.

        > 10. Klasycznie folkowy Dylan, który mnie ani ziębi, ani grzeje. „It Ain't
        > Me
        > Babe”.

        no mnie jednak grzeje bardzo, a ten kawałek szczególnie

        > 11. Objaśniamy znaczenie terminu passive-aggressive na przykładzie “How T
        > o
        > Fight Loneliness” Wilco.

        mój ulubiony kawałek Wilco. Co to do cholery jest passive - agressive?

        > 12. Czekoladki, koniak i cygaretki. Eleganckie i stylowe, podejrzewam, że to
        > Billie Holiday.
        >

        mmm, Billie - patronkia zakochanych:) . We'll be together again - zakończenie
        jednak optymistyczne...

        pzdrv i Wesołych ...

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka