cze67
15.11.06, 10:05
Tak więc, dwa lata po usłyszeniu owej historii opowiedzianej w tym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=17890434&wv.x=1&v=2&s=0
korzystając z wczorajszej projekcji Czarnoksiężnika na TCM, i zachęcony
dodatkowo komentarzem Beaty Pawlikowskiej w jednej z książeczek do płyt z
Wyborczej, obejrzałem pierwsze czterdzieści parę minut filmu (tyle ile trwa
Dark Side...) z wyłączonym dźwiękiem, i z Floydami na słuchawkach.
Dla tych, co nie wiedzą, istnieje opowiastka, że włączając płytę w ósmej
sekundzie po trzecim ryku lwa MGM, film i muzyka Floydów wzajemnie się
uzupełniają.
Sprawdziłem, i powiem Wam, że to lipa. Owszem, są niewielkie zbierzności (np.
zegary zaczynają bić, kiedy Czarownica jedzie na rowerze, i takie tam...),
ale wszystko to naciągane i nie warte uwagi. Gdybym był może po kilku piwach
(nie bylem nawet po jednym), albo po zażyciu, może coś bym wynalazł...
A film, swoją drogą, nieźle odjechany i psychodeliczny.