Dodaj do ulubionych

Elvis czyli Król

16.08.07, 10:32
Bo rocznica śmierci i w Trójce puszczają. Taki Suspicious Mind to u
mnie zawsze ciarki wywołuje. A np. The Girl Of My Best Friend czy
Hound Dog też rewelacja. W sumie, pomijając ostatnie tłuste i smutne
lata życia, wielki facet i wielki głos.
Obserwuj wątek
    • bronkiewa Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 10:47
      Król.

      Co do suspicious - to mam to samo - chyba najlepszy utwór Elvisa..
    • braineater Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 10:48
      Czemu, własnie pod koniec, jak spuchł, utył i zbrzydł nagrał parę najlepszych numerów, jakies Fool, czy Padre. Zdeydowanie w tej wersji, czyli durnego białasa, który stoczył się jak na porządnego czarnego bluesmana przystało podobał mi bardziej.

      P:)
    • ilhan Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 11:24
      Czy z tym królem to aby nie wielkie oszustwo białych? :>

      Generalnie obrazki z roku na rok coraz grubszych i bardziej odrażających klonów Elvisa, którzy wystają pod jego posesją pokazywane zawsze w rocznicę śmierci, wywołują we mnie pewien niesmak. Myślę sobie, że to jacyś smutni i nieszczęśliwi ludzie, ale mogę nie mieć racji, chociaż nie zauważyłem żeby fani The Beatles w rocznicę śmierci Lennona doklejali sobie sierżantowskie wąsy.

      Co do muzyki, to znam pobieżnie (pewnie trochę wstyd), ale trudno nie doznawać "Suspicious Minds", "In The Ghetto" a przede wszystkim - SOREWICZ, ALE - "Can't Help Falling In Love". Wrzuciłem przy okazji cover (przeciętna jakość, lepszej nie mam) autorstwa The Triffids - jeśli ktoś miał wystarczająco silne struny głosowe, żeby mierzyć się z tym numerem, David McComb it was.

      s007.wyslijto.pl/index.php?file_id=05659437122748171811
      • ilhan Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 11:26
        (Czy autorzy nowego forum mogliby łaskawie dostosować je również do parametrów przeglądarki Opera lub ewentualnie pocałować mnie w dupę? Jak to wygląda?)
        • luukasz4 Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 11:40
          Pare kawalkow mial niezlych. Ale szczerze mowiac elvisomania mnie
          zawsze zastanawiala. Dla mnie jedna jego skladanka wystarczy. Coz,
          widac nie urodzilem sie w Ameryce jakies 60 lat temu.
        • braineater opera oft 16.08.07, 11:49
          możesz sobie ściągnąc jakoby CSS czymkolwiek by nie był i tym sobie dostoswać. Na razie, jak wszyscy operowcy jesteś skazany na pisanie wierszem białym i początki kariery neo-lingwisty.
          Niech ich ch.

          P:)
    • frank_76 Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 11:51
      Elvis był przede wszystkim absolutnie niepowtarzalną osobowością
      sceniczną. Mój ulubiony okres to Elvis dojrzały, ale jeszcze nie
      schyłkowy: lata 1968 - 1974. Film "1968 Come Back" to po prostu
      ikoniczna klasyka, a ultra-seksowny Presley w czarnej skórze
      śpiewający "Trouble" stanowi dla mnie kwintesencję rock'n'rolla.

      Uwielbiam rzeczy typu "Kentucky Rain" czy "In The Ghetto", a
      wersję "Something" z Hawajów (zwłaszcza z próby) poważam bardziej
      niż wspaniały oryginał.

      Tak, Elvis jest Królem, a ja zawsze pozostanę wiernym poddanym.

    • orald Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 17:53
      Zawsze mnie interesowało, dlaczego nie nagrał niczego bardziej dynamicznego,
      rockowego.
      No i usłyszałem.
      W jakimś programie dokumentalnym, padło do niego pytanie (na konferencji
      prasowej): "czy nie zamierza nagrać czegoś z metalu"?.
      Odpowiedział:
      "w tym gatunku muzycznym, nie usłyszałem jeszcze niczego ciekawego".
      Trochę smutne.
      • elhem Re: Elvis czyli Król 16.08.07, 23:38
        orald napisał:

        > Zawsze mnie interesowało, dlaczego nie nagrał niczego bardziej dynamicznego,
        > rockowego.
        > No i usłyszałem.
        > W jakimś programie dokumentalnym, padło do niego pytanie (na konferencji
        > prasowej): "czy nie zamierza nagrać czegoś z metalu"?.
        > Odpowiedział:
        > "w tym gatunku muzycznym, nie usłyszałem jeszcze niczego ciekawego".
        > Trochę smutne.

        Jak Elvis umierał to metal był jeszcze w zalążku więc nic dziwnego, że Król nie
        slyszał nic ciekawego z tego gatunku...
        • grimsrund Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 00:19
          A taki Pat Boone i dożył takiego czasu, że usłyszał, no i nagrał...

          Tyle że potem wszyscy się z niego śmiali ;)
          • pszemcio1 Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 08:25
            nigdy nie skumałem wielkości, ani mnie rodzice nie katowali ani sam
            nie kupiłem w młodości żadnych nagrań. mój sentyment do piosenek
            jest więc na poziomie 0. cóż, jak ogladam archiwalne fimy w tv to
            widze jakąś kukiełkę, lalkę dla mas a nie artystę
            • cze67 Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 09:18
              Oglądałem wczoraj w TCM film o Presleyu z 1970 roku, właściwie
              relację z jego koncertu w Las Vegas (plus wypowiedzi fanów). Elvis
              już w białym obciachowym wdzianku, ale jeszcze w miarę szcupły i w
              formie, żarty się go trzymają, za plecami wsparcie w postaci jakichś
              40 muzyków, prawdziwy dynamit. Jeżeli nie patrzeć na tych wszystkich
              pobrzękujących biżuterią bogaczy, i zagrywki pod publiczkę Króla
              (choć ma to swój urok) to cała reszta (repertuar, wykonanie) jest
              fascynująca.
              • gripweed Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 09:33
                Był królem (choć sam mówił, że Król jest tylko jeden), więc o czym
                tu gadać?
            • braineater Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 10:10
              Zobacz sobie Jailhouserock, koniecznie w całości, to Ci się sentyment do Elvisa wyrobi - co prawda lepiej to zrobić jak sie ma 10/12 lat, ale i tak robi wrażenie.

              P:)
              • cze67 Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 10:16
                Do oralda - obejrzyj film, o którym piszę wyżej ("Elvis. Taki był").
                Sfilmowany tam występ ma wszelkie cechy rockowego show, choć może w
                dosyć kiczowatym, lasvegasowskim wydaniu (ta pretensjonalnie
                egzaltowana widownia) - przede wszystkim jest dynamiczny, tych 10
                chyba gitarzystów towarzyszących Królowi plus sekcja dęta i
                szalejący perkusista robią odpowiednio dużo rockowego hałasu jak na
                moje uszy. Działa na emocje.
        • orald Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 10:04
          elhem napisał:
          > Jak Elvis umierał to metal był jeszcze w zalążku więc nic dziwnego, że Król
          nie slyszał nic ciekawego z tego gatunku...

          Może źle napisałem, ale miałem na myśli szeroko rozumianego rocka, który według
          mnie jest muzyką znacznie bardziej dynamiczną.
          Kiedy Elvis umierał, ta muzyka miała się wyśmienicie od co najmniej 10 lat. Może
          i była na topie.
          • grimsrund Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 10:18
            Z drugiej strony wszyscy przecież wiedzą, że ten schyłkowy Elvis to
            nie był Elvis, tylko jego zły, hedonistyczny brat bliźniak. Jak więc
            ON, pytam się, miałby jeszcze dokonać jakiegoś przełomu w twórczości
            Króla?

            Król żyje, ale na pewno nadal trochę mu wstyd.
    • carmody Re: Elvis czyli Król 17.08.07, 13:50
      Dla mnie to zawsze była Postać. I tyle, bo piosenek znam kilka.
      Z drugiej strony, Elvis nadal ma w sobie coś magicznego - pierwsza
      naprawdę wielka gwiazda rock'n'rolla. Niesamowity wpływ na
      popkulturę, który jest nadal wielce odczuwalny.
      Kiedyś siedzieliśmy z przyjaciółmi w moim hometown, pilnowaliśmy
      chaty pod nieobecność moich rodzicieli, którzy wyjechali na wczasy
      (hehe). Kiedy skończył się fundusze, a cały alkohol został
      skonsumowany zaczęły się nudy i miazmaty - 20h non stop oglądanie
      Monty Pythona, potem wszystko co leciało w tv, z "Kickboxerem 3" na
      czele. Godzina 1 w nocy, w kominku trzaska drewno... nagle w
      telewizorni zaczyna się "Jailhouse Rock" wiadomo z kim. Burza
      mózgów: szukanie resztek hajsu, kombinowanie gdzie tu nocny itd.
      Dupa, za daleko, nie ma kasy. Po 20 minutach filmu, załapaliśmy
      poważny zachwyt i po prostu nie dało się tego oglądać bez jakiegoś
      trunku i fajek. Kolejny raz zaglądam do barku rodziców - no i jest,
      stoi. 7 letnie wino z Francji. Ruszać nie wolno. Otworzyłem z
      kumplem, pijemy, delektujemy się filmem i szatą. Dopiero następnego
      dnia, po dokładnym obejrzeniu etykiety na butelce okazało się, że
      wino miało lat 17. Warto było.
    • carmody Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 17.08.07, 13:59
      Kurna:

      www.youtube.com/watch?v=TYctbbWWzzo--


      My smile is a rifle.
      Won't you give it a try?
      • ihopeyouwilllikeme Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 17.08.07, 14:40
        > A np. The Girl Of My Best Friend

        Kurde, pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, że ktos poza mną
        zauważa istnienie tej wspaniałej piosenki ! A dla mnie to Top 5
        Elvisa..
        • ihopeyouwilllikeme Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 17.08.07, 14:42
          Co do Can't Help - wiem, że jestem nudny <palacz>
          pl.youtube.com/watch?v=QkyaCtXQcro
          • noizzy Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 18.08.07, 18:51
            Dzisiaj na TCM o 23 "Viva Las Vegas" z Elvisem w roli głównej. Chyba sobie
            obejrzę, bo "Jailhouse Rock" strasznie mi się podobał:)

            A tak w ogóle to witam po wakacjach:) Trochę się porozpisywaliście, więc mam co
            czytać:)
            • grimsrund Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 18.08.07, 23:00
              > Trochę się porozpisywaliście

              Sie Koledze wzrok popsował chyba na tych wakacjach, czas na
              okulary? ;)
              • noizzy Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 18.08.07, 23:15
                grimsrund napisał:

                > > Trochę się porozpisywaliście
                >
                > Sie Koledze wzrok popsował chyba na tych wakacjach, czas na
                > okulary? ;)

                Nie chcę się przyznawać, że nie rozumiem, ale się jednakowoż przyznam: O co
                chodzi?:) Chyba, że nie tylko wzrok, ale i część mózgu odpowiedzialna za
                "kumatość";) Przecież postów nowych (czyli wrzuconych w przeciągu ostatniego
                miesiąca mniej więcej), wydaje się, jest sporo.
                • grimsrund Re: Johnny Cash is the King, czyli diss 19.08.07, 01:35
                  > "kumatość";) Przecież postów nowych (czyli wrzuconych w przeciągu
                  > ostatniegomiesiąca mniej więcej), wydaje się, jest sporo.


                  Ale ile MOGŁOBY być więcej - takie sobie muzyczne "lucrum cessans" :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka