braineater
25.08.08, 21:17
Strasznie się napalałem na tę płytę, od czasu jak się z panią Żoną wkręciliśmy
w Bass Medium Trinity i zobaczyliśmy ogień, jaki ta ekipa robiła na żywca, bo
dziewczę udowadniało, że najwijka karabinowymi riddimami nie jest jej obca i
może stawać w szranki z jamajskimi wymiataczami. Potem pojawiły się wywiady,
zapowiedzi odejścia od stylu i tak dalej, ale kredyt zaufania był duży. No i
teraz nie wiem, posłuchałem raz, posłuchałem drugi, trzeci, pani Żona
posłuchała z razów dziesięć i znów pojawia się reakcja, miało być tak fajnie,
a wyszło jak zawsze. Żeby zacząc od pozytywów - to nie jest zła płyta. Na tle
dzisiejszych kobiecych śpiewanek królujących w PL, jest to płyta nawet i
wybitna, tylko co to kuna za kategoria porównawcza, jak się ma w zestawieniu
Gosię Andrzejewicz. Muzycznie dzieje się tam dośc sporo, od prostych
regałowych bujaków, przez soulfulowe kawałki w tryndzie Eriki B. po hip-hopowe
nawijki, jedne lepsze drugie gorsze i padackie zakończenie, gdzie nie dość, że
produkuje sie potworny Fisz, to jeszcze dziewczyna się gubi i próbuje sie z
nim ścigać w bełkocie. Nie da się też za bardzo przyczepić do tekstów, choć
"łykam życie jak suchą bułe pelikan' trochę mną wstrząsło i zmieszało. Tyle,
że nic się tutaj nie składa do kupy. Miła panienka, rozgarnięta, sensownie
udzielająca się w wywiadach nagle straciła cały ogień, stała się kolejna
pop-divą z radia i teve, którą prędzej czy póxniej zatrudnią w Tańcu z
Glizdami czy czymś takim. To co na koncertach dawało totalną rozpierdchę i
szło z maksymalnym wykopem, tu jest ściszone, zagłaskane, owinięte warstwami
papieru, żeby tylko broń boże komu krzywdy jakimś żwawszym dźwiękiem nie
zrobić. A tak się kurna napalałem, że wreszcie się pojawi jakaś polska Lady
Spice, co na koniec wakacji zabuja całym narodem. Szkoda trochę, choć z
drugiej strony przyzwoitego popowego grania nigdy w tym kraju nie było za
dużo, więc i nawet taka płyta poniekąd cieszy.