Dodaj do ulubionych

27 marca 2007...

13.07.11, 11:06
dowiedzialam sie w lutym 2007,ze jestem w ciazy z drugim dzieckiem..nie namyslalam sie dlugo, decyzja byla zimna i okrutna.. w lutym zostalam umowiona do szpitala na scan..nawet nie popatrzylam na monitor..bylam w 7mym tygodniu..umowiona data 27 marca 9 rano.. (UK bo tu mieszkam..) nikt nie wiedzial o mojej ciazy,tylko lekarz...nikomu nie powiedzialam,nikogo sie nie poradzilam a szkoda..powinnam..
moj partner nic nie wiedzial...wszystko bylo skomplikowane,pierwsza ciaze bylam sama przez wszystkie problemy przeszlam sama,on sie pojawil jak corcia miala ok 4.5 miesiaca..bylo ciezko,problemy z mieszkaniem z pieniedzmi,zycie w osrodku dla bezdomnych..balam sie o nasza przyszlosc ,obcy kraj ja sama..ale nie winie nikogo ..to byla moja decyzja,nie wyobrazalam sobie w tym czasie miec kolejne dziecko..
chcialabym cofnac czas..nie zrobilabym tego..zatrzymalabym to dzieciatko i poradzila sobie..ktos kiedys powiedzial : jesli Bog daje dziecko ,to i na dziecko... a ja nie mialam tej milosci w sobie ,zeby zatrzymac ta malenka istotke we mnie.. po wykonanym "zabiegu" wybudzili mnie,a ja pierwsze o co spytalam bylo -gdzie jest moje dziecko? odpowiedziano mi -nie martw sie bedziesz jeszcze miala w przyszlosci... dlaczego nie pomyslalam o tym wczesniej? dlaczego ruszylo mnie po wszystkim ? nie wiem... balam sie ,ze sobie nie poradze?ze zostane sama?ze bede zdradzana i utkwie z dwojka w domu? nie wiem... ale bylam slaba i zamknelam sie w sobie..
minelo 4 lata.. tak bardzo zaluje.. nie wazne czy dziecko mialo 2 tygodnie czy 7- to bylo moje dziecko czesc mnie pod sercem a ja nie uchronilam tej malej niewinnej istotki.. podjelam egoistyczna decyzje.. nie jestem szczesliwa i w pelni na to zasluguje..

prosze...jesli masz problem w podjeciu decyzji...nie zamykaj sie jak ja to zrobilam..to wcale nie zalatwia problemu..jest gorzej..zal ..smutek w sercu.. i nadzieja,ze nienarodzonemu dzieciatku jest dobrze tam u Boga ,nadzieja,ze jeszcze bede miec szanse je przytulic i przeprosic..
Obserwuj wątek
    • margaretka248 Re: 27 marca 2007... 13.07.11, 21:39
      Witam, dziękuje za twoje świadectwo smile Trzymaja się
    • iktoto Re: 27 marca 2007... 15.07.11, 20:14
      hope, już teraz zapraszaj Je do swojego serca.
    • hope2011 Re: 27 marca 2007... 16.07.11, 12:40
      mysle o tym wszystkim kazdego dnia.. ja nikomu o tym nie mowilam, z nikim nie rozmawialam.. sumienie i tesknota za straconym nie pozwala "normalnie" zyc..jestem wierzaca,ale ( no wlasnie ALE) kilka lat temu podjelam "ta" decyzje i nie balam sie Boga (nie myslalam o tym,tylko o strachu ,ze sobie nie poradze.. zaluje..) to jest moja pierwsza spowiedz przed Wami..dziekuje
      • bibina Re: 27 marca 2007... 16.07.11, 17:22
        W UK jest duzo miejsc i organizacji, w ktorych mozna uzyskac wsparcie po aborcji. Moge Ci podpowiedziec, jesli chcesz.
        • hope2011 Re: 27 marca 2007... 16.07.11, 20:51
          moze powinnam sie udac, poprosze.. i dziekuje bibina x
          • bibina Re: 27 marca 2007... 18.07.11, 16:46
            www.lifecharity.org.uk/after-abortion
            To na poczatek, tam jest darmowy telefon podany. Daj znac, czy jeszcze cos.
            • nowako-wa Re: 27 marca 2007... 19.07.11, 11:41
              hope...nie zamykaj się na Boga....
              27 marca 2009 urodziłam synka....niestety za wcześnie w 24tc- uznałam ,że jest to kara za aborcje, walczyłam 12 dni o jego życie...
              Ale już wtedy byłam głęboko wierząca- to mi pomogło przetrwać traumę, wręcz zbudować na niej dobro...
              Za rok urodziłam córeczkę - śliczną , zdrową, ma prawie półtora roczku...A syn skończył ostatnio 18 lat....
              Życie może być jeszcze piękne, ale oczyść tą ranę, zmierz się jeszcze raz z prawdą , zaakceptuj , oddaj Jezusowi ....
              Naprawdę z Nim wszystko wygląda inaczej smile
              • sjeji Re: 27 marca 2007... 17.11.11, 00:52
                Ja tez wylądowałam sie na dziecku poprzez aborcje. Kiedy pierwszy raz zaslzam w ciaze urodziłam wierząc, ze wszystko sie poukłada i ze to nie tragedia. Niestety bardzo wiele osob chcialo mi dac nauczkę i dokopać.. Pierwsze miesiące po ur., były najgorszymi w moim życiu i gdy doweidzialam sie, ze jestem w drugiej ciazy, bez mrugnięcia okiem ją usunęłam. Chciałam pokazać, ze nie jestem juz taka naiwna i ze nie wierze w to, ze jka powiem tak, to wszystko się wyprostuje... Że sie juz czegos nauczylam, ze mi dosadnie pokazali...
                Teraz myślę, ze to oni wygrali, bo usuwając tamtą ciążę, skazałam siebie, a w pierwszej kolejności własne dziecko, ktore nie mogło, przy moim nastawieniu do niego, mieć szans na zycie. A gdybym urodzila to tylko pozornie mieliby satysfakcje, bo przeciez ciemne chmury kiedys przejdą i miałabym dwoje dzieci. Byloby rodzeństwo dla dziecka, na ktore sie nigdy nie zdecyduje, bo sie boje.

                • sjeji Re: 27 marca 2007... 17.11.11, 00:53
                  milo byc WYŁADOWAŁAM
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka