Dodaj do ulubionych

moja historia

13.08.13, 00:33
Dziewczyny bylam z facetem przez 4 lata, wychowywalismy jego syna z poprzedniego zwiazku, ktory wolal mieszkac u nas niz u swojej matki, na poczatku tego roku jego dziecko zmienilo zdanie, wyprowadzilo sie od nas a my sie rozstalismy. Źle sie miedzy nami dzialo i to było najlepsze wyjście jednak czkowieka dopada czasami samotność i spotykalismy sie czasami a nasze spotkania konczyly się seksem. Przez caly okres naszego wspolnego mieszkania bralam tabletki jak sie rozstalismy przestalam i stosowalismy inne środki, mniej skuteczne poniewaz teraz jestem w 9 tygodniu ciąży.
Mam 30 lat, stala dobrą prace, mieszkanie, jestem zupelnie zamodzielna jednak gdy tylko dowiedzialam sie o ciazy to moja pierwszą reakcja byla aborcja.
Tylko jak zobaczylam bijace serducho na usg to zaczely ogarniac mnie wątpliwości czy to dobra decyzja. Moj ex jak sie o wszystkim dowiedzial to zaczal mówić ze moge robic co chce ale potem zaczal namawiac mnie na aborcję.
Powiedzial ze jak kocham to dziecko to powinnam je usunąć bo czeka je zycie na dwa domy, ze nie bedzie mialo rodziny i lepiej dla niego żeby jie zylo. Ze takie zycie z jednym rodzicem dla dziecka to nie jest zycie tylko meczarnia.
On nie bedzie ze mna tylko dla dziecka i bede sama musiala sobie radzic a jak pozna pootencjalna nastepna partnerkę to jak jej powie ze ma dwojke dzieci z roznymi kobietami to zadna nie będzie go brala na serio.
Sama teraz nie wiem bo argumenty sa przekonujace.... mówi ze jak za jakis czas poznam faceta z ktorym bede chciala byc to sobie z nim zrobie dziecko i ze lepiej teraz chwile pocierpiec niz miec zmarnowane cale życie.
Mowi ze prawie wszytskie normalne kobiety mialy aborcje i to jest normalne tylko sie do tego nie przyznają i ze to ja jestem jakas dziwna.
Mialam umowiona aborcje dzis na 21 i nie poszkam... akurat napisał smsa jak poszlo przekonany ze to zrobilam a ja nie wiem czy bede w stanie usmiercic wlasne dziecko.
Mowia że to zlepek komorek, jakas mazia a tam jest bijace serducho.

Obserwuj wątek
    • nordynka1 Re: moja historia 13.08.13, 09:14
      dziękuję Ci, że nie poszłaś
      i że napisałaś

      wystarczy tu zajrzeć i poczytać historie kobiet po aborcji - jak płaczą i jak żałują biedaki,

      a ten facet to po prostu nieodpowiedzialny dupek! no przepraszam ale żadne inne określenie tak nie pasuje jak to!- namawia Cię na coś o czym nie ma pojęcia i zwyczajnie ucieka od odpowiedzialności - nie ominie go płacenie alimentów, bo dziś bez problemu ustala się ojcostwo testami i się tego boi, szantażuje Cię emocjonalnie mówiąc że i jemu i sobie i dziecku spaprasz życie - guzik prawda, nic z tego nie jest powodem żeby je zabijać! to nie jest jakiś zlepek komórek - w 9 tygodniu dziecko ma wszystkie narządy wewnętrzne wiesz? serce widziałaś, zaczyna poruszać nogami rękami i tułowiem a za kilka tygodni będzie na tyle duże, że sama poczujesz jego ruchy.
      i nieprawda że "chwilę pocierpisz" - poczytaj to forum - cierpienie po aborcji nie trwa chwilę i nie znika, aborcja nie przywraca stanu sprzed ciąży - jak chciałby bardzo ojciec dziecka - rani na całe życie, najbardziej matkę, ale osoby z je najbliższego otoczenia też - w mojej rodzinie była aborcja pół wieku temu! a jej skutki widać do dzisiaj w relacjach między jej członkami tak wyraźnie, ze nie mieliśmy kłopotu z odkodowaniem przyczyny.
      Na tekst o tym ze jesteś jakaś dziwna bo wszystkie to robią to wiesz nawet nie mam siły odpisywać...ani komentować "argumentu" że żadna go nie weźmie na serio skoro ma już dwójkę dzieci z rożnymi kobietami...ani tego że jak je kochasz to...

      jest masa kobiet po aborcji które tego żałują i chętnie cofnęłyby czas, jest też masa kobiet które rozważały aborcję i urodziły i żadna tego nie żałuje - są szczęśliwe
      masz zaplecze finansowe masz gdzie mieszkać - czego się bać? weź kilka głębokich oddechów i...pogratuluj sobie i rozsądku i tego, że masz dziecko smile, za rok o tej porze właśnie zacznie się do Ciebie uśmiechać smile
    • emilia4321 Re: moja historia 13.08.13, 09:24
      Wybacz jeśli Cię urażę, ale żałosny ten Twój facet. Żałosne są jego argumenty. Zabić dziecko, bo będzie miał mniejsze szanse u potencjalnych partnerek, bo dziecko będzie miało dwa domy itd.... Żeby tylko takie problemy były na świecie. Kochana, Twojemu dziecku bije już serdeszko, od 18 dnia, Twoje dziecko to już jest chlopiec lub dziewczynka, o określonym kolorze włosów, oczu itd. Te cechy, płeć zostały ustalone w momencie poczęcia i z każdym dniem się rozwija, już rozwijają się organy. To nie jest jakaś maź tylko dziecko w początkowym etapie rozwoju. O tym możesz poczytać na stronie pro-life.pl. Kolejny argument Twojego ex - jak kochasz to dziecko to go zabij. ??? Śmierć będzie lepsza od życia? Już jesteś matką, jeśli zabijesz będziesz matką zabitego przez Ciebie dziecka. Poradzisz sobie z tą swiadomością? To , że wiele kobiet miało aborcje nie świadczy, że to coś normalnego, to jest okrutne morderstwo i żałuje się go całę zycie, poczytaj o syndromie postaborcyjnym, o świadectwach kobiet po aborcji na tym forum. Twój facet jest egoista i mysli tylko sobie i wmawia ci głupoty, żeby mieć spokój. Nie daj się zmanipulować. Jesteś usamodzielniona, więc domyslam się, że dasz sobie radę materialnie. Myślę, że już kochasz swoje dziecko, a ono kiedys odplaci ci prawdziwą miłością, po wszystkie dni swojego zycia. Jesteś pewnie teraz trochę skolowana, ale przemyśl to dobrze, poczytaj , a ten gość niechh Ci nie mąci w głowie. Trzymam kciuki za Ciebie, bądź dzielna.
    • mandarynkagda Re: moja historia 13.08.13, 22:44
      Spotkalam się dziś z ojcem dziecka i próbowałam namówić na to abyśmy znowu byli razem, aby spróbować dla dziecka ale on nie chce, ,mowi ze to bez sensu, nie chcial ani dotknac brzuszka ani zobaczyc usg, omawialismy tylko kwestie prawne, czyje nazwisko bedzie nosilo dziecko i takie tam..
      On nie chce się angażować w to wszystko, nie chce sie przywiazywac do dziecka, jest kompletnie podlamany
      A ja zaczynam sie coraz bardziej bać czy to dobra decyzja bo widac zeoprocz alimentów nie moge oczekiwać od niego zadnego wsparcia
      A sama zaczynam sie bać czy soebie poradze czy nie lepiej poddać się aborcji i oszczędzić bólu i mnie i wstydu moim rodzicom...
      • mojaada Re: moja historia 13.08.13, 23:20
        Kazda historia ma podobne podloze, brak wsparcia faceta i strach przed opinia innych m.in rodzicow, czesto tez dochodza finanse. Napisalas tutaj bo masz watpliwosci, ale nikt za ciebie pozniej zyc nie bedzie, to twoja decyzja jak skonczysz i jak skonczy twoje dziecko. Wiele kobiet zarzuca naszemu forum ze namawiamy kobiety do urodzenia dziecka i koniec, a to dlatego ze duzo jest tutaj kobiet po aborcji i wiemy jakie cierpienie wywoluje usunecie dziecka.Bardzo nas to cieszy kiedy kobieta podczas rozmowy z nami zrezygnuje z aborcji, wtedy uratowane jest nie tylko zycie dziecka ale rowniez kobiety i jej psychiki w przyszlosci. Nie zamykamy sie w sobie i w swoim cierpieniu ale przestrzegany inne kobiety po to aby one nie cierpialy tak jak my, aby dziecko moglo sie szczesliwie urodzic i byc kochane. Czy uwierzysz naszym slowom ze o wiele ciezej jest po aborcji niz urodzenie i wychowanie dziecka nawet jako samotna matka. Ja wiele przeszlam porod w wieku 17 lat, poznij aborcje, meza kata, 2 poronienia, i 5 ledwo donoszona ciaze na lekach,lezeniu. Aborcja nie tylko niszczy psychike ale tez plodnosc kobiety. Ja ulozylam sobie zycie na nowo z dobrym mezem choc mialam corke juz 7 letnia, tak wiec samotna mama tez moze ulzyc sobie zycie.
    • mandarynkagda Re: moja historia 13.08.13, 23:18
      Nigdy nie chciałam byc samotną matką, marzylam o mężu, domie a teraz to wszystko stracone
      • mojaada Re: moja historia 13.08.13, 23:29
        Ja jakos nie uwazalam ze majac corke 7 letnia mam wszystko stracone, co mialam ja zabic zeby poznac meza, wziasc slub i urodzic mu dziecko? Nie, to wszystko zrobilam przy niej w dokladnej kolejnosci, a moja 4 miesieczna corka ma teraz troskliwa starsza siostre.
      • ponure_doswiadczenie Re: moja historia 14.08.13, 10:20
        Będąc w związku też możesz się nagle stać samotną matką. Przecież nic nie jest nam dane na wieczność. Partner może odejśc..
        tak jak czytam Ciebie to jak bym słyszała siebie parę lat temu. Byłam pewna że ciąży nie chcę bo nie chcę losu samotnej matki..Z tym, że ja dodatkowo nie byłam w stanie zaakceptować tego, że jestem w ciąży z kimś z kim już nie chcę być, kogo uważam za pomyłkę. Nie chciałam też być osądzana przez rodziców, którzy nigdy mnie nie wspierali...Nie miałam pracy, mieszkania. Złe doświadczenia rodzinne przeważyły, wszystko widziałam w czarnych barwach i tak podjęłam decyzję, która doprowadziła mnie do depresji...Teraz podjęłabym zupełnie inną decyzję. Teraz widzę rozwiązania. Wtedy nie potrafiłam inaczej. Teraz żałuję. Ty masz jeszcze wszystko przed sobą. Nie rezygnuj proszę z tego. Tak jak wspomniałam chętnie ci pomogę. Mogę Cię skontaktować z fajną położną, załatwić wyprawkę. Tylko nie myśl,że jesteś sama. Mężczyzna przy boku to nie wszystko. Są jeszcze inni ludzie, którzy mimo że anonimowi, to nie jest im obojętny twój los. A kiedyś pewnie jeszcze spotkasz mężczyznę, który doceni twoją dzielność i będzie przy was.
        Teraz czuję, że 100 razy łatwiej jest być samotną matką niż bujać się z takimi niefajnymi odczuciami po decyzji, której cofnąć się nie dasad((
      • sabina211 Re: moja historia 14.08.13, 12:38
        Absolutnie nic nie jest stracone, czego jestem najlepszym przykładem. Zaszłam w ciążę i urodziłam synka jako 100% samotna mama. Podjęłam decyzję o nieustalaniu ojcostwa, a więc nie miałam nawet alimentów, choć byłam w trudnej (nie tragicznej, ale bardzo niekomfortowej) sytuacji materialnej Kiedy dziecko miało 3 lata poznałam swojego męża, który zaraz po ślubie syna adoptował. Dziś mamy troje dzieci, jesteśmy fajną rodziną, a ja tych trzech lat samotnego macierzyństwa wcale nie wspominam źle. Nie jestem dumna z tamtego "związku", w ciąży bardzo chciałam odciąć się od biol. ojca dziecka (i udało się), ale nie kosztem zabicia dziecka, które już we mnie żyło...Jestem pewna, że aborcja zamieniłaby moje życie w piekło, jeśli nie na zawsze, to na długo, a blizna po tym towarzyszyłaby mi już do śmierci.
        Strach ma wielkie oczy. Ja też się bałam i to bardzo, a dziś mogę powiedzieć, że właśnie tamta ciąża i czas samotnego macierzyństwa pozwoliły mi dojrzeć do sensownego małżeństwa, nauczyć się przyjmować pomoc, nie robić tragedii ze zwykłych kłopotów.
        Życzę Ci podjęcia dobrej decyzji i naprawdę - wszystko jeszcze przed Tobą, a nie każdy ojczym/niebiologiczny ojciec traktuje dziecko żony jak balast i zło konieczne, czy wręcz krzywdzi i nie każdy facet od razu skreśla kobietę z dzieckiem.
      • calimeczka Re: moja historia 15.08.13, 18:42
        A czy kiedykolwiek chciałaś być mamą dziecka, które nie żyje?
        W dodatku mamą dziecka, do którego śmierci się przyczyniłaś?
        Nad tym raczej się zastanów...
    • nati1011 Re: moja historia 14.08.13, 11:44
      mandarynkagda napisał(a):

      > Mam 30 lat, stala dobrą prace, mieszkanie, jestem zupelnie zamodzielna

      To dobra podstawa. Masz zaplecze finansowe. A w obecnej sytuacji po uridzeniu przysługuje ci roczny urlop macierzyński co pozwala na podchowanie malucha, zanim wrócisz do pracy.


      > Powiedzial ze jak kocham to dziecko to powinnam je usunąć bo czeka je zycie na
      > dwa domy, ze nie bedzie mialo rodziny i lepiej dla niego żeby jie zylo. Ze taki
      > e zycie z jednym rodzicem dla dziecka to nie jest zycie tylko meczarnia.
      Gdyby to była prawda, to należałoby uśmiercić połowę ludzkości wink
      Sama jestem dzieckiem z rozbitej rodziny. Ojciec nas zostawił jak byłyśmy z siostrą malutkie i nie interesował się wcale. Mimo to nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, ze lepiej by mi było gdybym się nie urodziła. To jakiś absurd.

      > On nie bedzie ze mna tylko dla dziecka i bede sama musiala sobie radzic a jak p
      > ozna pootencjalna nastepna partnerkę to jak jej powie ze ma dwojke dzieci z roz
      > nymi kobietami to zadna nie będzie go brala na serio.

      no to już raczej nie twój problem. Skoro facet nie potrafi wziąć odpowiedzialności za swoją kobietę i swoje dzieco, to trudno, żebyś ty ratowała jego reputację (sic!)

      > Sama teraz nie wiem bo argumenty sa przekonujace.... mówi ze jak za jakis czas
      > poznam faceta z ktorym bede chciala byc to sobie z nim zrobie dziecko i ze lepi
      > ej teraz chwile pocierpiec niz miec zmarnowane cale życie.

      Lepiej to tylko dla twojego faceta. Jeżeli zabijesz dziecko to on zostanie zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności. Nikt się nie dowie o dziecku a "tatuś" nie będzie musiał płacić na dziecko alimentów. Pomyśl. Kto na tym w pierwszej kolejności skorzysta?


      > Mowi ze prawie wszytskie normalne kobiety mialy aborcje i to jest normalne tylk
      > o sie do tego nie przyznają i ze to ja jestem jakas dziwna.

      Tego to nawet szkoda komentować.


      > Mialam umowiona aborcje dzis na 21 i nie poszkam... akurat napisał smsa jak pos
      > zlo przekonany ze to zrobilam a ja nie wiem czy bede w stanie usmiercic wlasne
      > dziecko.
      > Mowia że to zlepek komorek, jakas mazia a tam jest bijace serducho

      Brawo - facet próbował zrobić ci wodę z mózgu, ale widać mu się nie udało. To nie zlepek komórek, ale twoje dziecko. Ono już jest. Nie pojawia się w magiczny sposób po 9-ciu miesiącach, ale przez te miesiące rośnie pod sercem matki. Ty jesteś matką, a to twoje dziecko.

      Trafił ci się cienki facet. Nie tobie pierwszej nie ostatniej. WIem, ze to przykre, ale z własnego doświadczenia wiem, ze nawet zawarcie małżeństwa nie gwarantuje szczęśliwej rodziny. Z kolei nieodpowiedzialny facet nie musi oznaczać tragicznego życia. Ja dzieciństwo wspominam bardzo dobrze - fakt, że nie było łatwo. Mama - wyłącznie z powodów religijnych - nie związała się z nikim. ALe to nie oznacza, ze brakowało mężczyzn - całkiem sensownych - którzy chcieli stworzyć rodzinę z samotna matką z 2 dzieci. Paru z nich przez lata nam pomagało np. w typowo męskich pracach. Nawet najgorszy scenariusz - czyli samotne macierzyństwo - da się ogarnąć. A w dzisiejszych czasach późniejszy związek jest jak najbardziej możliwy.

      ALe zostawmy przyszłość. Teraz musisz myśleć trochę o sobie. Uspokoić myśli. Burza hormonów bywa złym doradcą. Łatwo wpaść w panikę. Łatwo podjać złą decyzję. Pamietaj, że aborcja to podróż w jedną stronę. Nigdy już nie da się z niej wrócić do punktu wyjścia. Zapewniam cię, że jest to wybór stokroć gorszy niż urodzenie - najbardziej nieplanowanego - dziecka.
      Jesteś silna ii mara. Dasz radę.
      • emilia4321 Re: moja historia 14.08.13, 12:13
        Boisz się być samotną matką... Kiedy byłam w ciąży kilka lat temu, mój facet, którego kochałam ponad życie, kazał mi usunąć, wymuszał to na mnie grożąc, że odejdzie, będę sama wychowywać i takie tam przestrogi. Nie posłuchałam go, choć wiedziałam, że go stracę. Odszedł, a ja zostałam sama, potem urodziłam dziecko, a dzień urodzin był najszczęśliwszy w moim zyciu, że nie posłuchałam mojego faceta i mam przy sobie maleństwo. Nie było mi łatwo, gdy byłam samotną matką. Ale po paru latach spotkałam wspaniałego mężczyznę, jesteśmy razem, kochamy się bardzo i nasze dziecko, które on zaadoptował. To jest mądra wspaniała miłość. A kiedy patrzę w przeszłość na ojca mojego dziecka to widzę jakim on był dupkiem i egoistą. Dopiero teraz oczy mi się otwarły. Chciał zniszczyć życie mojego dziecka i moje zarazem , ale się nie dałam. To był najlepsza decyzja w moim zyciu, za którą dziękuję Bogu każdego dnia.
    • mandarynkagda Re: moja historia 14.08.13, 18:52
      Dziękuję za dobre rady i odpowiedzi. Najgorsze w moim przypadku jest to ze przyniosę moim rodzicom straszny wstyd, będę uwazana za najgorsza w rodzinie, moj ex bedzie nawiedzany przez moją matke i namawiany na ślub, masakra jakaś. Boje się tego, matka będzie mowila jak to mi w życiu się nie wiedzie, będę namawiana na rekolekcje z powodu seksu przez slubem, rodzicom bedzie ciężko, że mój ex nie szanuje mnie nawet na tyle żeby ze mna zamieszkac jak sie urodzi dziecko.
      Prawdę mówiąc nawet ja jestem jego zachowaniem zdziwiona i zawiedziona bo wyżej go cenilam. Wiem, że tym wszystkim zranie rodziców a oni i tak sa starzy i znerwicowani. Moj ex chyba nawet ze wierzy ze to jego dziecko i chyba nie obedzie sie bez badań dna.
      Dlatego sie zastanawiam i w sumie mam różne myśli.
      • mandarynkagda Re: moja historia 14.08.13, 18:56
        A że nawet ślub nie gwarantuje bycia z kims na stale to wiem ale co innego zaczynac życie zupelnie samą z dzieckim to co inngeo niż z facetem, ktory nawet jak nie jest twoim mezem to bedzie ciebie wspieral. Ja jestem w szoku że moj ex okazal sie takim daniem i nawet dziecka po narodzinach nie bedzie chcial oglądać, smutno mi eh
        • mojaada Re: moja historia 15.08.13, 10:14
          To twoi rodzice sa wierzacy a ty ateistka? Skoro zastanawiasz sie nad aborcja to wierzaca raczej nie jestes. Dziwi mnie ze wlasne dzieci boja sie rodzicow i ludzi religijnych, dla mnie to bez sensu, Jezus przygarnial grzesznikow i ich wpieral w dobrym a nie wysmiewal odrzucal czy wstydzil. Dla mnie to jest chore jak ludzie uwazaja sie za wierzacych swietoszkow i z tego powodu odsuwaja swoje dzieci itp bo cos zlego zrobily. Ludzie wierzacy powinni byc wsparciem nawet jak czlowiek robi zle , bo oni swieci tez nie sa, powinno miec sie chec do nich isc a nie ich sie bac. Bez sensu jak niektorzy ludzie podchodza do wiary w Boga i milosci blizniego.
      • nati1011 Re: moja historia 14.08.13, 21:43

        Mandarynka - nie gadaj głupstw. Rodzice to przeżyją. A skoro są religijni to tym bardziej nie będą zadowoleni z zabicia wnuka. pewnie, ze nie takiego życia dla ciebie chcieli. Sama mam prawie dorosłą córkę i tez chciałabym, by wszystko było "po kolei".

        Zapamiętaj tylko jedno - jesteś dorosła. Odpowiadasz za swoje życie i za życie swojego dziecka. Nie możesz zrobić mu (i sobie przede wszystkim) krzywdy ani dla faceta (żeby był zadowolony) ani dla rodziców (żeby się nie wstydzili).

        Kiedyś to już pisałam. Gdyby moje dziecko (obojętnie czy córka czy syn) zabiło mojego wnuka, to byłaby to moja największa porażka życiowa i wychowawcza. To by oznaczało, że nic nie zdołałam im przekazać. Nikt z nas nie jest ani nie był w dzieciństwie świety. Sama mam na sumieniu wiele. I też chciałabym, by o paru rzeczach moja mama nigdy się nie dowiedziała. Ale są pewne decyzje graniczne. Czyny, które zmieniają nasze życie bezpowrotnie. Dziecko już je zmieniło. Ale aborcja to będzie jak nagłe zwrócenie pędzącego pociągu. Wierzysz, ze obędzie się bez katastrofy?
      • nordynka1 Re: moja historia 16.08.13, 08:40
        nie sądzę żeby rodzice byli aż tak nierozgarnięci żeby się nie zorientować że skoro 4 lata żyjesz z kimś i w dodatku z jego dzieckiem to prowadzisz życie seksualne - chyba że mieszkacie od siebie daleko i się nie odwiedzacie,

        rodziców (i Ciebie!) znacznie bardziej zrani aborcja na wnuku niż przeżycie ewentualnego wstydu - i to nawet jeśli się im nie przyznasz - to "działa" nawet jeśli jest ukrywane i się o "tym " nie rozmawia - po prostu są czyny które rozwalają relacje między ludźmi niezależnie od komunikacji między nimi - to jest jak rozlana trucizna, której opary zatruwają wszystkich domowników/członków rodziny, czy chcą tego czy nie (wiem co mówię - bo mam tak w rodzinie)

        poza tym mam wrażenie, że trochę przerysowujesz ich zachowania gdy "się wyda" - jeśli są wierzącymi osobami to i Ciebie i wnuczka przygarną z miłością (choć mogą powiedzieć co o tym myślą) niż odepchną i napiętnują, jeśli ich religijność jest "letnia" i tradycyjna to - wszystko możliwe, nie wiem wiem jedynie że unikanie wstydu to nie powód do zabijania..

        po początkowej burzy (jeśli nastąpi) wyjdzie słońce - dziadkowe kochają swoje wnuki bez względu na to czy się poczęły po ślubie czy przed czy w ogóle bez - bo dzieci to skarb
        • emilia4321 Re: moja historia 16.08.13, 09:39
          Jak dowiadujesz sie o ciąży niespodziewanie, zwłaszcza tej niechcianej, pojawia się strach - co powiedzą ludzie, co powie rodzina, sąsiedzi, otoczenie itd. że Cię obgadają, zmieszają z błotem, będą się wyśmiewać, kpić, że jesteś w ciąży i sama w dodatku. Ale pomyśl, co Cię obchodzi reakcja otoczenia? To Twoje życie, to życie Twojego dziecka. To Twoja sprawa. Żeby im dogodzić, zamknąć im usta trzeba zabić dziecko? Aż tak się poświęcić? Są tego warci? Żyjesz dla siebie, nie dla innych. Miej w nosie to co powiedzą, bo TO TWOJE ŻYCIE. Każdy ma swoje jakieś domowe brudy, ale ludzie lubią wtrącać się, oceniać innych. Nie staraj się dogodzić i przypodobać innym. Bo pomyśl, zabiłabyś swoje dziecko. a za kilka lat jak zrozumiałabys swój błąd, mogłabyś spokojnie rozmawiać z tymi dla których dobrej opinii poświęciłaś życie dziecka? Nie przejmuj się gadaniem ludzi, powtarzam się, ale nie po to zyjesz, by komuś dogodzić i przypodobać się.
          • mandarynkagda Re: moja historia 16.08.13, 16:05
            Słuchajcie mój ex znowu namawiał mnie na aborcję i przeslal taki artykuł abym się nad nim zastanowiła... co o nim myślicie?


            Aborcja okiem kobiety-artykuł


            „Jestem młodą kobietą z kilkuletnim „stażem małżeńskim". Z oszczędności stosowaliśmy najtańsze metody antykoncepcji, no i stało się - nagle okazało się, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Najpierw przyszły refleksje: co teraz robić? Dziecka nie planowaliśmy, bo nie mieliśmy ani dostatecznych środków (brak mieszkania, pieniędzy, podstawowych sprzętów, itd.) ani możliwości (tylko ja miałam stałą pracę po 15-16 godzin na dobę, a mąż pracował dorywczo). Wiedziałam, że szef mnie zwolni, gdy tylko zauważy, że jestem w ciąży, bo zrobił tak z dwiema innymi kobietami. Zarobki męża nie starczyłyby nawet na utrzymanie nas dwojga, nie mówiąc już o dziecku. Pewnie opisuję tu banalnie typową sytuację, jakich w naszym kraju są tysiące. Pojawiło się widmo aborcji jako niestety jedynego wyjścia. Jestem wierzącą katoliczką i zaczęłam mieć straszne wątpliwości. Z jednej strony nie mogłam urodzić, z drugiej strony nie chciałam nikogo zabijać. Byłam tak tym wszystkim zmęczona, że nawet myślałam o samobójstwie. Poszłam do spowiedzi i miałam wyjątkowe szczęście, bo przypadkowo trafiłam na mądrego i odważnego księdza (nie powiem o nim nic więcej, by mu nie zaszkodzić). Widząc moją szczerą rozterkę, ksiądz nie mówił mi gotowych formułek o grzechu, morderstwie itd., tylko najpierw uspokoił mnie a potem zaczął miłym głosem przekonywać, że aborcja wcale nie jest złem, jeśli ja sama czuję, że jest potrzebna.

            Przeżyłam szok, bo spodziewałam się zupełnie innych słów, które zniechęciłyby mnie do aborcji i (teraz to wiem) zrujnowały moje życie. Nawiązaliśmy szczerą i otwartą rozmowę, która trwała prawie 3 godziny. Ja przekazywałam księdzu swoje wątpliwości, a on je po kolei tłumaczył. Miałam wrażenie, że budzę się z jakiegoś koszmaru, w którym cały czas tkwiłam i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ten koszmar to było to sztuczne poczucie winy, które źli duchowni wmawiają kobietom. Teraz wiem, że jest to z ich strony złośliwość, niechęć do kobiet, niezrozumienie życia a też i chęć kontroli, bo osobą, która się zmaga z głupimi dogmatami łatwiej kierować. Najbardziej przekonał mnie argument księdza, że embrion do 4 miesiąca ciąży nie ma żadnej aktywności mózgu, podobnie jak u dorosłej osoby w stanie śmierci mózgowej. Osobę dorosłą w takim stanie odłącza się od aparatury, mimo, że mogłaby żyć jeszcze długo. Dlaczego więc Kościół sprzeciwia się aborcji, a nie sprzeciwia się odłączaniu od aparatury? Sama doszłam potem do wniosku, że nie oświeca kościelnych „obrońców życia poczętego" Duch Święty, ale raczej oślepiają ich pieniądze. Każde urodzone dziecko - katolik to przecież dodatkowe chrzty, komunie, bierzmowania, lekcje religii itd, itp.
            (...)

            W tym miejscu każdy może sobie zadać pytanie, czy tak może pisać katoliczka? Tak, jestem nadal katoliczką, ale tylko ze względu na tego księdza, który przekonał mnie do podjęcia właściwej decyzji. Dzięki niemu nie czuję żadnych wyrzutów sumienia, bo jestem pewna, że niczego złego nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie, uważam aborcję w mojej sytuacji za wielkie dobro. Nie urodziłam dziecka niechcianego, nie jestem osobą nieodpowiedzialną, która zgadza się na oddanie własnego dziecka jakimś przypadkowym ludziom, albo, nie daj Boże, na wychowanie u zakonnic lub w domach dziecka (znam niestety takie instytucje). Pewna jestem, że urodzenie zniszczyłoby moją miłość do męża, zagnębilibyśmy się wzajemnymi pretensjami. Tymczasem decyzja o aborcji uczyniła mnie osobą bardziej dojrzałą i odpowiedzialną, zrozumiałam, że każdy powinien sam decydować o sobie. Ta wspólna decyzja wzmocniła też naszą małżeńską więź i wszystko się nam teraz lepiej układa. Chciałabym za 2-3 lata urodzić moje wymarzone, chciane i kochane dziecko. Okazało się, że mój „opatrznościowy" ksiądz (naprawdę myślę, że Pan Bóg mi go zesłał), miał rację i uczynił mnie kobietą szczęśliwą. Nie polecam jednak innym kobietom chodzenia do spowiedzi jako formy pomocy do podjęcia decyzji w sprawie aborcji. Mogą mieć mniej szczęścia niż ja i trafić na oportunistę, dewota albo tchórza, który zniszczy im życie.”
            • nati1011 Re: moja historia 16.08.13, 22:27
              Papier (internet) jest cierpliwy - wszystko przyjmie.....

              Ktoś napisał jakąś głupią historię i wrzucił ją do internetu. Czy to oznacza, że jest prawdziwa? Moim zdaniem nie. A jeżeli nawet okazałoby się że dziewczyna trafiła na takiego "księdza", to wystarczy zapoznać się z jakimkolwiek dokumentem Kościoła, by stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że ten ksiądz gadał wierutne bzdury.
              Aborcja w Kościele Katolickim jest jednym z największych grzechów obłożonych - z automatu - ekskomuniką. Znaczy to, ze każdy kto się aborcji dopuszcza AUTOMATYCZNIE popada pod ekskomunikę. I nie wystarczy potem iść do "zwykłej" spowiedzi. Spowiednik musi mieć władze odpuszczania grzechu aborcji i formalnie wnioskować o ponowne przyjęcie takiej osoby do grona Kościoła.

              Ekskomunikę zaciąga też osoba namawiająca do aborcji, bądź w niej pomagająca.

              To bardzo wygodne napisać: ksiądz mi tak powiedział, ale nie podam który - czyli nie da się tego w żaden sposób sprawdzić.... Zresztą, jakby nawet tak powiedział, to sam popadłby w stan ekskomuniki - jako żywo podpada to pod nakłanianie do aborcji....
            • mojaada Re: moja historia 16.08.13, 22:30
              Moze prawda, moze nie...gdyby byl ksiedzem z powolania odwodzil by ja od pomyslu aborcji, raczej miala pecha ze na niego trafila. Jan Paweł II nie byl za aborcja, wrecz przeciwnie , bardzo bronil kazdego zycia Był głowa kosciola dlatego nalezalo go sluchac i nasladowac, zwlaszcza duchowni!
              Po drugie kazdy takie brednie moze sobie napisac i zamiescic w internecie. A po trzecie twoj facet zrobi wszystko zebys usunela, robi ci metlik w glowie jakimis durnymi opowiesciami z internetu. A ty jak bedziesz chciala usunac to bedziesz sobie szukala tysiac powodow dlaczego chcesz to zrobic, bedziesz sie usprawiedliwiala...ale przed kim? Przed nami nie musisz przeciez sie usprawiedliwiac, ewentualnie przed sama soba, sama sobie probujesz cos udowodnic, ze nie dasz rady, ze musisz usunac bo...
            • nordynka1 Re: moja historia 18.08.13, 12:08
              To jest artykuł z 'faktu' życia na gorąco albo innego g... który ktoś wymyślił za kasę, wystarczy przyjrzeć się jego konstrukcji: wpierw trudna sytuacja bieda i , najtańsze' zabezpieczenia potem ojej mamy tak mało pieniędzy że nawet dla nas nie starczy potem rozterki i wyrzuty sumienia i wreszcie ten " opatrznościowy" niby ksiądz którego tezy mają uspokoić sumienia "katolików" osób o religijności z przyzwyczajenia a bez.refleksji i podstawowej znajomości katechizmu . Bzdury.
              Aborcja nie ma związku z religią, wystarczy mieć 4 klasy podstawówki by wiedzieć o biologii dość dużo i znać proste fakty wynikające z natury. Nie z wiary ale z natury. Wierzyć to trzeba w to że np dziecko to zlepek komórek albo że aborcja rozwiąże w magiczny sposób wszystkie problemy ...
            • wiesia140 Re: moja historia 18.08.13, 19:56
              ten artykul to chyba pisano na kolanie i w biegu, nie zaprzataj tym sobie glowy , a ex nie
              , niech sobie daruje takie kawalki , zastanow sie , ty juz jestes matka, porozmawiaj z rodzicami, moze ci pomoga
              Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
            • mamawojtuska79 Re: moja historia 14.09.13, 01:22

              Większej bzdury nie czytałam. Rozwalił mnie tekst o embrionie, którego mózg do 4 miesiąca ciąży nie jest aktywny. Kto pisze takie artykuły i dla kogo.
    • mamajej Re: moja historia 15.08.13, 20:21
      mandarynkagda... nie aktywowałaś profilu, nie mogę do Ciebie napisać. Napisz do mnie proszę na mamajej@wp.pl.
    • bma567 Re: moja historia 17.08.13, 10:17
      Witaj kochana,

      Proszę Cię przemyśl swoją decyzję, aborcja nie rozwiąże problemu. Wiem pod wpływem strachu, emocji podejmujemy błędne wybory, ale uwierz mi jestem kobietą po aborcji i będę tego żałować przez całe życie, nie da się o tym zapomnieć. Proszę Cię jeśli będziesz chciała porozmawiać daj znać ,to podam Ci maila.

      Uwierz w siebie i pomyśl ile uśmiechu może Ci dać takie dzieciątko.
      • emilia4321 Re: moja historia 17.08.13, 12:18
        Czytałam wcześniej ten artykuł, bzdura totalna, albo kobieta wymyśliła sobie tę historię, żeby usprawiedliwiać aborcję i zachęcać do zabijania dzieci, albo rzeczywiście trafiła na księdza, który minął się z powołaniem. Kościół zawsze bronił zycia dzieci nienarodzonych, a aborcję uznaje za złamanie V przykazania - "Nie zabijaj". Aborcja jest grzechem śmiertelnym. Kościół nie uznaje żadnych odstępstw z jakichkolwiek powodów, bo Bóg powołuje człowieka do życia, a aborcja (na każdym etapie ciąży, farmakologiczna czy chirurgiczna) jest zabiciem człowieka. Można to sprawdzić w katechizmie czy naukach Jana Pawła II. Można też sprawdzić w przepisach, że ZA NAKŁANIANIE DO ABORCJI GROZI DO TRZECH LAT POZBAWIENIA WOLNOŚCI, powiedz to Twojemu chłopakowi.
        • mandarynkagda Re: moja historia 19.08.13, 23:32
          a ja się zastanawiam czy to ma sens, już teraz jest ciężko a co będzie potem? mój ex mnie kompletnie olał, powiedział, że ewentualnego dziecka nie będzie wogóle widywał, rodzice będą zawiedzeni, sama skomplikuje sobie życie a do tego nie wiem czy ja będę w stanie wogóle kochać to dziecko, mam taki uraz psychiczny do mojego ex-a, te jego namawiana na aborcję i cala ta historia to jakiś horror, a jak dziecko się za nim wyrodzi, czy ja będę w stanie wychowywać i kochać małego klona mojego ex-a?? a przecież nie wiem co mi się urodzi? a jak będzie miało charakter do niego podobny??boje się i nie wiem czy to wszystko jest tego warte.. chodzę ciągle na środkach uspakajających i tylko dlatego się trzymam
          • nordynka1 Re: moja historia 20.08.13, 08:27
            a jak będzie podobne do Ciebie? a jak do swojej babci albo dziadka ze strony mamy?
            można się było spodziewać że olał...po tych jego wcześniejszych tekstach...dla spokoju tego olewusa masz się dać poharatać? i być na lekach uspokajających może i przez resztę życia?

            strach ma wielkie oczy
            aborcja problemów nie rozwiązuje tylko mnoży
            nie analizuj co będzie potem, skup się na tym co jest teraz - bo to masz, teraz, na bieżąco - co potem - to będzie ...potem
          • misterni Dziewczyno - krótka piłka: 20.08.13, 11:36
            W tym kraju nakłanianie do aborcji bez wskazań jest karalne - uświadom to panu exowi i niech spada.
            Ty się zajmij sobą i zabezpiecz alimenty na dziecko i na siebie w ciąży (o to ostatnie już teraz chyba możesz wystąpić, jak i o współfinansowanie kosztów wyprawki)
          • ewa21n Re: moja historia 13.09.13, 18:49
            Dziecko to ogrom szczęścia.
            Teraz zastanawiasz się co rodzice co ex - a Ty co czujesz?
            Chcesz zabić swoje dziecko - nie rób tego.
            Zawsze możesz oddać do adopcji jeżeli nie będziesz czuła na siłach wychowywać - w co wątpię bo Dzieciaczek jest częścią Ciebie.
            Do końca życia chcesz zastanawiać się jak by wyglądało i liczyć ile by miało lat.
    • misterni Re: moja historia 19.08.13, 23:39
      mandarynkagda napisał(a):

      "On nie bedzie ze mna tylko dla dziecka i bede sama musiala sobie radzic a jak pozna pootencjalna nastepna partnerkę to jak jej powie ze ma dwojke dzieci z roznymi kobietami to zadna nie będzie go brala na serio."

      No ale przecież to nie Twój problem, czy ktoś go będzie brał na serio. On nie ma prawa wpływać na Twoją decyzję i to jeszcze tak beznadziejnymi argumentami.

      "Mowi ze prawie wszytskie normalne kobiety mialy aborcje i to jest normalne tylko sie do tego nie przyznają i ze to ja jestem jakas dziwna."

      Bzdura


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka