izabela1976
03.06.05, 14:32
Chcę Wam przedstawić mojego synka Michałka. Michałek urodził się w styczniu
zeszłego roku (czyli teraz ma 16 m-cy), zaraz po urodzeniu dostał zapalenia
opon mózgowych i posocznicy. Choroby te plus długi pobyt w szpitalu
spowodowały, że mały od samego początku wolniej się rozwijał. od urodzenia
był rehabilitowany metodą NDT Bobath. Dopiero po skończeniu 11 m-cy Michałek
zaczął obracać się z brzuszka na plecki, a dwa tygodnie później z plecków na
brzuszek. Mając skończony roczek potrafł siedzieć (bardzo chybotliwie) z
podporem (tzn. rączki miał przed sobą). W ogóle nie trzymał ciężaru na
nóżkach. Zachowywał się zupełnie tak jakby ich nie miał. W lutym (skończopne
13 m-cy) musiałam zrezygnować z rehabilitacji (z powodu powrotu do pracy). W
zamian za to zaczęłam chodzić z małym na masaże raz w tygodniu. Po miesiącu
masaży mały potrafi siedzieć samodzielnie (ale sam nie siada), nie chybocze
się na boki, porafi się podpierać rękami, gdy traci równowagę. Zaczyna
trzymać ciężar na nóżkach. Kontynuujemy masaże. Michałek potrafi z pozycji
siedzącej przejść do pozycji czworaczoleżącej. Potrafi coraz ładniej stać na
nóżkach i trzymając się moich rąk potrafi stanąc. Tydzień temu MIchałek
zaczyna dreptać, oczywiście podtrzymywany przez nas. Wiem, że do chodzenia
jeszcze daleko, ale jak się nie cieszyć.
Nie wiem czy to zasługa masażyt, ale chyba tak. Wszystko zaczęło się
poprawiać po nich. Zaczął być bardziej ruchliwy, dociekliwy i bardziej żądny
świata. Dotlenienie całego organizmu i wzmocnienie mięsni kręgosłupa i nóżek
poprzez masaże zrobiło swoje.
I mam żal do lekarza od rehabilitacji. Czemu nam nikt nie zasugerował, że
można z dzieckiem isć na masaże? Gdybym tylko wiedziała, że mogą pomóc
poszłabym przynajmniej z pół roku wcześniej i teraz może już nawet bym
zapomniała, że mój synek miał problemy.