Dodaj do ulubionych

Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam dlugie

20.11.07, 16:19
Ja jestem juz kompletnie zalamana. Wielokrotnie pytalam Was juz na tym forum o
rozne rady, wiec pewnie niektorzy kojarza moje historie. Ale przedstawie
sprawe. Moj synek ma rowno 9 miesiecy i nie siada sam i nie raczkuje. Potrafi
przekrecic sie z brzuszka na plecki, ale nie robi tego. Dlaczego??? - nie mam
pojecia. Nie przyjmuje tez pozycji do raczkowania. Umie pelzac wokol wlasnej
osi i do tylu, ale nie sprawia mu to przyjemnosci i zaraz chce na rece. W
ogole od poczatku nie znosi lezec na brzuszku i kazda minuta spedzona w tej
pozycji to moja ogromna walka. Jesli chodzi o cwiczenia, to "rehabilituje" go
od 4 miesiaca zycia - napisalam w cudzyslowie, bo rehabilituje, ale malo w tym
cwiczenia... Moj synek nie cierpi robic cokolwiek wbrew jemu, nawet jesli jest
to zabawa. Zwykłe polozenie go i bujanie na pilce rehabilitacyjnej wywoluje w
nim ogromny protest. Zdawaloby sie, ze to bardzo przyjemna zabawa. No i trudno
powiedziec, zeby nam ta rehabilitacja wychodzila. On na szczescie od tego 4-go
miesiaca zycia zrobil duze postepy (nie bede teraz opisywac z czym kiedys mial
problem, bo za duzo by to zajelo miejsca), ale nie mam pojecia, czy daly tu
cos te namiastkowe cwiczenia, czy sam po prostu "dojrzal". na poczatku
cwiczylismy go vojtą i to byla porazka totalna. On wył, a
my prawie razem z nim. Wszyscy orędownicy metody vojty (ktora ja zreszta
uznaje za bardzo dobra i skuteczna) mowili mi, ze dzicko musi plakac i kazde
przy tych cwiczeniach placze, ale oni nie zdaja sobie chyba sprawy, ze nie
kazde TAK SAMO placze. Po wyjsciu z przedostatniej wizyty od terapeuty vojty
(skadinad bardzo mily i kompetenty czlowiek) synek mial wybroczyny na calej
twarzy od wysilku i skrzeczenia jak maly prosiaczek. Za rada pani psycholog,
ktora synka obejrzala, ucieklismy od vojty na rzecz cwiczen bobath. Wiazalam z
tym ogromne nadzieje, ale z tymi bobathami jest tak samo. Tzn. synek az tak
nie histeryzuje, ale nie daje sobie tych cwiczen robic. Po prostu z calej sily
wypreza nozki i nie daje mi ich sobie
za zadne skarby zgiac. Jak juz mi sie uda postawic go w pozycji czworaczej, to
trwa to sekunde, bo on te nozki z powrotem wypreza z calej sily i po
cwiczeniu... Pani rehabilitanta twierdzi, ze moj synek jest typowym wrazliwcem
i wszelkie niemile widziane przez niego bodzce straszliwie go rozdrazniaja.
Jej sie tez wydaje, ze oprocz slabych raczek i miesni kregoslupa, on moze miec
nadwrazliwosc na dotyk i moze dlatego nie chce lezec na tym brzuchu i opierac
sie raczkami o podloze. Na poczatku mielismy sie spotykac co tydzien, ale pani
terapeutka twierdzi, ze przy takim wrazliwcu to nie byloby za dobrze, bo
pozniej na sam widok jej drzwi bedzie plakal i mamy widziec sie co 2 tygodnie.
Ja oczywiscie mam caly czas poczucie, ze kazde takie kolejne 2 tygodnie to
puste tygodnie, bo nie udaje mi sie synka cwiczyc, tak jak bym chciala.
Teoretycznie powinnam cwiczyc go 4x dziennie po okolo 15 minut. Nie uzbiera
sie tego dziennie nawet pelnych 10 minut, choc caly dzien ponawiam proby. Na
kolejnej wizycie zapytam terapeutke, co mam robic, ale w tzw. miedzyczasie
prosze Was o rade. Ona sama na tych spotkaniach tez synka wlasciwie nie
cwiczy, bo boi sie, zeby sie rozplakal na calego i wtedy nic juz z nim nie
zrobimy. Pokazuje mi, co mam robic i ja to przy niej wykonuje. U niej jakos mi
szlo -w domu, kleska - tak jak opisalam powyzej.
Najgorsze jest to, ze czuje, ze spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialnosc, ale
jestem zupelnie bezsilna - nie potrafie pchnac sprawy do przodu. Neurolog
twierdzi, ze synek nie jest tzw. dzieckiem "neurologicznym" i ocenia go jako
zdrowe dziecko. Jego stan - "dobry", ale nie bardzo dobry. Mowi, ze ominiecie
etapu raczkowania moze skutkowac w przyszlosci dyslekscja, zaburzeniami
koncentracji, ze jesli synek zacznie za wczesniej stawac na nogi (choc wg mnie
wcale sie na to nie zanosi), to obciazy to bardzo jego kregoslup, ze
asymetria, ktora maly ma powoduje zle ustawienie bioder i nozek... Co ja mam
robic. Mam w sobie bardzo duzo determinacji, ale coraz mniej sil psychicznych
i wrazenie, ze jak zblizam sie do synka, to nie trzymam w dloniach cialka,
tylko malą skałę, ktorą ktos mi kaze zgiąć... No po prostu sie miotam juz od
tylu miesiecy.
Obserwuj wątek
    • nemezis_wl Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 20.11.07, 21:58
      Przeczytałam Twoj post. Współczuję Ci bardzo. szkoda że nie moge
      pomóc.
      Myślę że dobrze by było gdybyś skontaktowała sie z psychologiem w
      kwestii nadwrażliwości dotykowej u synka.
      W przychodni na kopernika gdzie ja chodze jest taka mozliwość. Może
      w Twojej przychodni tez?
      A przy okazji byś pogadała tak sobie. Mi dobrze robiły takie
      spotaknia, bo mogłam sie wyżalic troche jak Wiktor robił male
      postepy...
      A w ramach pocieszenia: Moj synek tez sam nie siada i nie raczkuje.
      Owszem pełza wokół własnej osi, turla sie ale do pozycji czworaczej
      jeszcze troche nam brakuje. Ale jestem spokojna bo wiem że powoli
      ale to bardzo powoli ale uczy się różnych rzeczy.
      Trzymaj się
    • agamagafon Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 20.11.07, 22:37
      Doskonale cię rozumiem minka i mocno przytulam!
      Ćwiczyłam z moją małą przez 9 miesięcy i do tej pory mam ciarki na całym ciele
      jak sobie przypomnę jej płacz.
      Kiedy mała miała 7 miesięcy (pomimo iż była rehabilitowana) miałam wrażenie że
      nie robię tego dobrze. Najpierw ćwiczyłam z małą bobathem ale z powodu jej
      niesamowitego płaczu przeszliśmy na Vojtę , płacz był również straszny ale
      ćwiczenia trwały krócej i to mnie przekonało. Do tej pory pamiętam jak jeździłam
      do rodziców lub teściów i musiałam ćwiczyć z mała to wszyscy z obecnych
      wychodzili z pokoju bo nie mogli wytrzymać jej krzyku. I właśnie kiedy mała
      miała 7 miesięcy przekonałam się, że nie pozostaje mi nic innego jak zacisnąc
      zęby, nie słuchać "dobrych rad", że dziecko jest zupełnie zdrowe i dać z siebie
      wszystko, żeby nic sobie później nie zarzucić. Zmieniłam rehabilitantkę, do
      nowej jeśli była taka potrzeba chodziłam 4 razy w tygodniu ( państwowo) ,
      zapisałam małą na masaże, chodziłam na basen no i przede wszystkim zmieniłam
      swój stosunek do płaczu dziecka. Muszę ci powiedzieć , że sama rehabilitantka
      mówiła mi że moje dziecko znosi bardzo ciężko ćwiczenia, że rzadko zdarzają się
      tak wrażliwe dzieci.
      Moja malutka w styczniu skończy dwa latka i sama się dziwię temu że jest bardzo
      pogodnym dzieckiem mimo tej okrutnej rehabilitacji.
      Może i w Twoim przypadku Vojta byłaby lepsza? Zastanów się ! Trzymaj się
      mocno!Pozdrawiam
    • minka2403 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.11.07, 08:49
      Dziekuje Wam bardzo za slowa otuchy. Czesto na forach odzywaja sie ludzie ktorzy
      krytykuja, a mi to teraz nie jest za bardzo potrzebne... Wiecie, tez myslalam o
      basenie, bo synek akurat uwielbia sie kapac i w ogole fascynuje go woda, wiec
      moze basen by mu sie spodobal - a to przeciez chyba tez wzmacnia kregoslup,
      prawda? Do vojty chyba raczej nie wroce. Te bobathy cwiczymy tak krotko...
      Porozmawiam jeszcze z ta moja pania. To naprawde uznana terapeutka.
      Pisano o niej nie raz na tym forum. Wspolpracuje tez z psychologiem ,wiec chyba
      rozsadniej bedzie sie trzymac jednej opcji, bo ja juz troche skakalam po roznych
      osrodkach. Serdecznie Was pozdrawiam:)












      • traganek Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.11.07, 09:14
        A ja Ci napiszę jak było u nas. Mam bliźniaki wcześniaki urodzone w
        26 tc, oboje mają ONM. Synek wyszedł ze szpitala po 2 mcach i był
        rehabilitowany ndt-bobath. Córeczka z powodu silnego refluksu i
        dysplazji oskrzelowo- płucnej (a przez to niewydolności oddechowej)
        przebywała w szpitalu 10 mcy. Nie mogliśmy jej rehabilitować. Do
        tego leżała wciąż na podwyższeniu, co było bardzo złą pozycją dla
        jej kręgosłupa. Kiedy wyszła w 10 mcu do domu nie robiła kompletnie
        nic. Ledwo unosiła główkę leżąc na brzuszku. Ponieważ widziałam, że
        u synka metoda bobath nie wiele zdziałała (w 10 mcu umiał jedynie
        obracać się na brzuszek) postanowiłam wziąść się za moje dzieci i
        ćwiczyć je vojtą. Córeczka po tak długim pobycie w szpitalu była
        nadrważliwa (uwierz mi, że to co robi Twój synek to nic w porównaniu
        do dziecka, które przez 10 mcy było codziennie kłute, karmione
        sondą, wogóle lepiej nie opisywać co przeszła moja córeczka). Nie
        pozwalała się dotykać nawet nam rodzicom w czasie codziennej
        pielęgnacji. Do tego była przeraźliwie chuda ważyła zaledwie 4 kg
        przy 70 cm wzrostu. Nawet rehabilitantka miała opory, żeby z nią
        ćwiczyć. Ale metoda bobath wówczas odpadała bo córeczka przy każdym
        dotyku wrzeszczała i się spinała. Znalazłam bardzo doświadczoną
        terapeutkę vojty (z dyplomem) i zaczęliśmy ćwiczenia. Mała
        oczywiście się darła ale nasza terapeutka nauczyła nas jak
        prawidłowo wykonywać ćwiczenia, więc już się nie spinała.
        Najważniejsze, że już po tygodniu ćwiczeń były pierwsze efekty.
        Ćwiczymy już 10 mc z dziećmi i synek jest już kompletnie zdrowy (wg
        neurologów i lekarzy od rehabilitacji). Córeczka raczkuje, wspina
        się przy meblach, zaczyna przy nich chodzić. Ma prościutki
        kręgosłup. Warto było się pomęczyć.
        Dużo napisałam, ale chodzi mi głównie o to, że przy rehabilitacji
        najważniejsze jest nastawienie rodzica. Ja byłam zdeterminowana.
        Stwierdziłam, że muszę koniecznie ćwiczyć, żeby moje dzieci w
        przyszlości były sprawne. Może dzieci to wyczuwały bo po jakimś
        czasie już tak nie płakały (wcześniej też były wybroczyny po
        ćwiczeniach). Jeśli Ty nie masz takiego nastawienia to ćwiczenia są
        bez sensu. Po co je wykonywać skoro wiesz, że i tak robisz je źle.
        JA bym na Twoim miejscu zastanowiła się czy jesteś w pełni
        przekonana, że chcesz z dzieckiem ćwiczyć.
        • minka2403 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.11.07, 13:12
          Hmm, a w ktorym miejscu mojego postu mozna przeczytac, ze moje nastawienie jest
          takie, ze lepiej nie cwiczyc? I czy wydaje Ci sie, ze staram sie te cwiczenia
          robic zle? Oczywiscie, ze robie wszystko, zeby wykonac je jak najlepiej. Nikt
          nie zmusza mnie do rehabilitacji dziecka - sama bardzo chce to robic. Wydaje mi
          sie, ze wynika to z mojego postu. Co wiecej, od samego poczatku mialam wrazenie,
          ze z moim synkiem jest cos nie tak ruchowo. Rozni pediatrzy twierdzili, ze nic
          zlego nie widza, pierwszy neurolog, u ktorego bylam jak dziecko mialo 2,5 m-ca
          tez powiedzial, ze nie ma potrzeby kierowania na rehabilitacje. Moglam na tym
          poprzestac i dac sobie spokoj. Skoro specjalisci mowia, ze jest dobrze, to po co
          szukac dziury w calym? Ale ja im nie zaufalam i udalam sie po opinie do kogo
          innego i mialam racje, ze z malutkim nie wszystko jest w porzadku. Wracajac do
          mojego problemu - tu nie o sam placz chodzi, tylko o uniki, jakie stosuje moj
          synek przy cwiczeniach (staralam sie o tym napisac przejrzyscie, ale moze mi sie
          nie udalo). Przy vojcie maly tak skakal i wil sie po calym stole, ze trudno bylo
          mi go utrzymac. Terapeuta pokazywal mi nowe chwyty, ktore po dwoch
          zastosowaniach maly umial juz doskonale "obejsc". W czasie wizyt terapeuta kazal
          pokazywac mi jak cwicze - nigdy nie mial zastrzezen do mojej techniki, nigdy tez
          nie powiedzial ,ze uciskam w zlych miejscach i nie poprawial mnie. tyle ze on
          jak przystepowal do cwiczen, to okazywalo sie, ze "ma dwie rece wiecej" niz ja,
          zeby utrzymac mojego wijącego sie i rzucajacego synka. No a te dwie rece wiecej
          mial dlatego, ze jest certyfikowanym specjalista z dyplomem. Ale powiem Ci
          szczerze, ze nawet kiedy on cwiczyl synka, to nie za bardzo bylo widac te
          pożadane reakcje ciala. (np. nawet gdy cwiczyl go terapeuta w pozycji na boczku,
          to maly nie przekrecal glowki tak jak mialo to wygladac w tym cwiczeniu). Ja
          wiem, ze rodzicom, ktorym sie udalo, a ich dzieci nie stawialy w czasie
          rehabilitacji takiego fizycznego oporu, trudno zrozumiec tych, ktorych dzieci są
          inne. Ja znam i takich rodzicow i takich. I Ci, ktorzy starają sie dzielnie
          cwiczyc, ale im nie wychodzi rozumieja sie tylko miedzy soba. W dalszym ciagu
          bede sie starac i mam nadzieje, ze ktoregos dnia cos ruszy.
      • nemezis_wl Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.11.07, 16:45
        Minka zwykle basen to dobry pomysl, ale dopytaj jeszcze
        rahabilitantki z którą ćwiczycie, bo ja np. usłyszałam żeby
        poczekac, bo czasem bywa tak że dzieci z ONM wracają do starych
        wzorow zachowań w waodzie (z powodu braku podparcia) ale to przy ONM.
        POzdrawiam
        • minka2403 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.11.07, 20:54
          Masz racje, zapytam. On niby nie ma ONM, ale lepiej sie upewnic. Pozdrowienia:)
      • mamaglusia Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 09.01.08, 10:02
        Mój synek też jest dość wrażliwy na dotyk.
        Moja terapeutka poleciła mi masowanie go materiałami o różnych fakturach. I o
        dziwo szorowanie szczotką podczas mycia. I to nie szorowanie końcami włosów ale
        dociskanie szczotki tak by włosy się "rozklapiły" i przejeżdżanie tym po nogach.
        O dziwo mały bardzo to lubi i lepiej znosi niż mizianie czymś miękkim.
        Mój synek jest starszy więc używam zwykłej szczotki a dla takiego maluszka chyba
        lepsza byłaby taka szczotka jak do mycia twarzy dla dorosłych albo specjalna
        miękka szczotka dla dzieci.
      • dworska1 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 10.01.08, 18:23
        Umiejetnie prowadzona rehabilitacja czyni cuda! Musisz tylko uzbroic
        się w cierpliwość. Jak malenki zaskoczy, to juz ruszy do przodu i
        nic go nie zatrzyma. Przynajmniej u nas tak bylo.
        Milusia w wieku 8 miesiecy nawet nie przekrecała sie na boczki, o
        pełzaniu nie wspominając. Dzis ma 15 mies. i biega po całym
        mieszkaniu, lekarze twierdzą, że przegoniła większość rówieśników:)
        Oczywiscie sukces był okupiony potem i łzami. Potrzebny jest tylko
        odpowiedni rehabilitant- sprawdz w necie na stronie ndt bobath. pl (
        czy coś takiego). Ja znalazłam tam kompetentna rehabilitanke z
        mojego miasta- przez 2 miesiące pieknie wyprowadziła Milenkę na
        prostą.
        • iza_luiza Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 10.01.08, 23:07
          Bardzo cię przepraszam, ale nie możesz tak pisać :/
          Czy to, że mój synek mając prawie 4 lata nie chodzi, nie mówi ani
          nie raczkuje jest kwestią braku dobrego rehabilitanta ?
          Rehabilitujemy go prawie od urodzenia, 3 razy w tygodniu mamy SI,
          jeździmy na turnusy rehabilitacyjne. Owszem, są jakieś sukcesy ale
          nie mogę powiedzieć, że rehabilitacja czyni cuda.
          "Potrzebny jest tylko odpowiedni rehabilitant" - to strasznie duże
          uproszczenie, nie mogę się z tobą zgodzić. Prawda jest taka, że
          rehabilitacja jest niezbędna ale nie czyni cudów, niestety. Trzeba o
          tym pamiętać, że nie każda rehabilitacja kończy się tym, że dziecko
          przegania rówieśników. Nie sugeruję, że tak ma być w tym przypadku,
          ale musisz pamiętać, że różni rodzice te posty czytają, nie tylko
          rodzice dzieci, które da sie wyprowadzić na prostą w 2 miesiące ale
          także takich dzieci, których może nie da się nigdy wyprowadzić. Jak
          moje dziecko.
          Apeluję po prostu o więcej świadomości, niechcący możesz wpędzić
          kogoś w poczucie winy, zupełnie niepotrzebnie, bo to tak naprawdę
          nie jest tylko kwestia rehabilitacji, ale zakresu uszkodzeń u
          dziecka.
    • beciakoz Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 22.11.07, 15:19
      Jak tak lubi wodę to nalewaj do dużej wanny i siedź z nim nawet trzy
      razy dziennie długo a jak jest rozluźniony to spróbuj ćwiczeń. Mój
      też tak robił ale nie dawałam mu wygrać, robię bańki mydlane,
      śpiewam, przekupiam dając coś ulubionego, po prostu robię z siebie
      klauna. Wiem co mówię ma już trzy lata, był sztywny a przy
      ćwiczeniach jeszcze gorzej, teraz chodzi trochę niestabilnie ale
      jednak, są chwile kiedy musisz postawić na swoim, nawet siła zmusić
      go do ćwiczeń. My ćwiczyliśmy nawet jak się darł i z terapeutą też
      po kilku razach nastąpiła cisza odpuścił. To było dwa lata temu,
      teraz są najlepszymi kolegami jak przychodzi Piotr to mały skacze z
      radości.
      • minka2403 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 22.11.07, 21:32
        Z tą wodą to jest dobry pomysl. Okazuje sie, ze jak ma duzo wody, to
        rzeczywiscie bez zadnego problemu podciaga nogi pod brzuch i przyjmuje taka
        pozycje jakby chcial raczkowac. I w ogole nie musze go do tego namawiac. Zeby
        sie to potem dalo przeniesc na suchy ląd... Licze, ze sie uda.
        • beciakoz Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 23.11.07, 14:21
          jak zobaczy w wodzie że coś można to potem w formie zabawy ucz go.
          Myślę że musisz dużo szaleć, wygłupiać się przy ćwiczeniach mój nim
          się obejrzał to ćwiczył a że mama robiła za wariatkę to nie szkodzi
          pewnie i na głowie bym staneła aby się udało. Teraz przechodzę przez
          hipoterapię jak dojeżdżamy do stajni to już wyje, jak siada na konia
          to też ale dziś było super płacz przez chwilę, dostał czekoladkę i
          nawet wsadzili do na konia z małym zawodzeniem a za chwilę był
          spokój. Nie myśl że to tak super to trwa od maja z przerwą
          sierpień/wrzesień. Ja nie daję za wygraną i w końcu odpuszcza. Włosy
          mi też wyrywał, oczy wydrapywał. Tłumaczyłam że tak trzeba i dalej
          to samo.
    • iza_luiza Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 05.12.07, 23:56
      Witaj :)
      Kiedyś byłam stałym gościem na tym forum, można powiedzieć, że je
      współtworzyłam, ale dawno tu nie zaglądałam. Mój synek ma 3,7 lat.
      Nadal nie chodzi i nie raczkuje, na szczęście usiadł wreszcie sam,
      ma wadę wrodzoną i mpdz, i po prostu sobie powoli ćwiczymy,
      pracujemy, żyjemy...
      Dziś zajrzałam i trafiłam na twój wpis. Odpisuję, bo mój mały był
      bardzo podobny jak był malutki, a ja wiele czasu straciłam na
      niepotrzebną szamotaninę, bo nikt mi nie powiedział co w takiej
      sytuacji robić.
      Twój synek ma najprawdopodobniej nadwrażliwość dotykową. Mój też
      miał. Nienawidził leżeć na brzuchu, nie lubił być dotykany,
      nienawidził się podpierać. Generalnie jeśli musiał dotknąć podłogi
      to najlepiej jak najmniejszą powierzchnią ciała czyli piąstką.
      Prężył się cały bezustannie, chociaż nie jest dzieckiem spastycznym,
      raczej ma obniżone napięcie mięśniowe.
      Ćwiczyłam go na początku Vojtą. Podstawowy błąd, bo u dzieci z
      nadwrażliwością na dotyk Vojta powoduje efekt odwrotny - jeszcze
      większą nadwrażliwość i właśnie prężenie. To odruch obronny.
      Przeszliśmy na NDT, było jakby trochę lepiej, mały nie płakał na
      ćwiczeniach, ale nadal nic nie chciał robić. Zero motywacji. Kiedy
      leżał sam to najchętniej jeździł na głowie. Nie miał motywacji, żeby
      sięgnąć po zabawkę, żeby spróbować czegokolwiek. Tak było przez
      jakieś 1,5 roku. Aż zaprowadziłam go na SI. Dopiero po integracji
      sensorycznej coś się ruszyło. Przede wszystkim terapeutka SI go
      odwrażliwiła, nie ma już śladu po nadwrażliwości. Dzięki temu
      mogliśmy ruszyć z ćwiczeniami. Pojawiła się motywacja bo zniknęły
      krępujące go ograniczenia. Mały przestał bać się przestrzeni, poznał
      trochę własne ciało. Dlatego ja jestem wielkim orędownikiem terapii
      SI, bo sama rehabilitacja to nauka ruchu, stricte mechaniczna,
      poprzez powtarzanie kilkadziesiąt razy prawidłowego wzorca zapisuje
      w mózgu dany schemat. SI to oddziaływanie na mózg, na układ
      przedsionkowy. Ma za zadanie wzbudzić w dziecku motywację, aby sam
      odnalazł wzorzec ruchu, pomóc mu odnaleźć się w przestrzeni,
      zrozumieć swoje ciało. W naszym przypadku połączenie tych dwóch
      metod dało rezultaty.
      Dziecko z nadwrażliwością dotykową nadal należy rehabilitować, tylko
      trzeba mu pomóc uporać się z nadwrażliwością, samemu będzie mu
      bardzo trudno to zrobić.
      Aha, i woda to dobry pomysł. Obniża napięcie mięśniowe, rozluźnia,
      nie poleca się tylko basenu w przypadku obniżonego napięcia
      mięśniowego, żeby go nie obniżać jeszcze bardziej. Pozdrawiam was
      serdecznie :)
      • niux3 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 21.12.07, 12:35
        U mnie buło tak. Mam bliźniaki urodozne w 27 tc. córeczka była
        niedowrażliwiona, synek przeciwnie nadwrazliwy. W obydwu przypadkach
        pomogła nam terapia SI. Naprawdę spróbujcie. Dzisiaj wszystko się
        ładnie wyrównało.
        Pozdrawiam. Będzie dobrze. Dodam tylko, że córeczka ma onm i zaczęła
        siedzieć w wieku ok. 16 m-cy, raczkować (nieprawidłowo na siedząco)
        w wieku 17 m-cy i chodzić jak miała 26 m-cy.
        :)
        ---
        • minka2403 Re: Czysą dzieci nierehabilitowalne-przepraszam d 28.12.07, 14:48
          Bardzo, bardzo dawno tu nie zagladalam. Niezmiernie Wam dziekuje za te dwa
          ostatnie wpisy, bo to sa najmadrzejsze rzeczy, jakie do tej pory przeczytalam i
          okazuje sie, ze trafione w 10, bo wreszcie po wielu m-cach trafilam na
          rehabilitantke (nie czytajac jeszcze Waszych postow), ktora po 2 minutach
          patrzenia na mojego synka orzekla, ze jest nadwrazliwy na dotyk. Zalecila
          cwiczenia na odwrazliwianie. 2 tygodnie temu synek zaczal sam siadac z pozycji
          do raczkowania, w Wigilie poraczkowal... Ale w dalszym ciagu nie daje sobie za
          bardzo poglaskac wnetrza dloni szczotka czy pedzelkiem, mam rowniez wrazenie ze
          boi sie przestrzeni, w dalszym ciagu boi sie zmiany polozenia na pilce, no i
          przytula sie na szczescie wiecej, ale wtedy, kiedy on chce. Ciesze sie, ze
          przeczytalam o tym wszystkim rowniez od Was, bo generalnie reakcja ludzi jest
          najczesciej taka: matce nie chce sie cwiczyc, ma w sobie za malo determinacji,
          dziecko ryczy, ale to przeciez dla jego dobra, itd. No a jak widac, sa rozne
          dzieci i nie wszystkie placza z tego samego powodu.
      • dworska1 Do Izy- Luizy 13.01.08, 12:08
        Przepraszam, jesli kogokolwiek uraziłam- nie miałam takiej intencji.
        Dalej jednak będę sie upierac, że rehabilitacja czyni cuda. Moja
        Milenka miała WNM, asymetrię i zaburzenia integracji sensorycznej
        (też była nadwrażliwa na dotyk, nie chciała lezeć na brzuszku,
        ciągle się prężyła etc.), pamiątki po fatalnym porodzie, a bardzo
        intensywna rehabilitacja Bobathem pozwoliła jej szybko wyjść na
        prosta. Inna sprawa, że musieliśmy prywatnie zatrudnic
        rehabilitantkę, bo zabiegi w panstwowym szpitalu były tak rzadkie,
        że nic nie pomagały.
        W bliskiej rodzinie mam tez dziecko z silnym (nie wiem, czy to
        najlepsze określenie) zespołem Downa. Lekarze prognozowali, że
        maluch nigdy nie będzie chodził, mówił, wykonywał najprostszych
        czynności. Jednym słowem skazali go na bycie "warzywkiem". Jego
        mama, a moja cioteczna bratowa, postanowiła jednak walczyć i
        postawiła na rehabilitacje. Dziś chłopczyk ma 7 lat i od dawna
        biega, mówi prostymi zdaniami, potrafi bawić sie komputerem itd.
        Dlatego wierzę, że nie ma beznadziejnych przypadków. Przecież w
        szpitalu w prowincjonalnym Działdowie rehabilitant przywrócił do
        życia człowieka po 20- letniej śpiączce, a stary mózg jest znacznie
        mniej plastyczny, niz młody.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka