minka2403
20.11.07, 16:19
Ja jestem juz kompletnie zalamana. Wielokrotnie pytalam Was juz na tym forum o
rozne rady, wiec pewnie niektorzy kojarza moje historie. Ale przedstawie
sprawe. Moj synek ma rowno 9 miesiecy i nie siada sam i nie raczkuje. Potrafi
przekrecic sie z brzuszka na plecki, ale nie robi tego. Dlaczego??? - nie mam
pojecia. Nie przyjmuje tez pozycji do raczkowania. Umie pelzac wokol wlasnej
osi i do tylu, ale nie sprawia mu to przyjemnosci i zaraz chce na rece. W
ogole od poczatku nie znosi lezec na brzuszku i kazda minuta spedzona w tej
pozycji to moja ogromna walka. Jesli chodzi o cwiczenia, to "rehabilituje" go
od 4 miesiaca zycia - napisalam w cudzyslowie, bo rehabilituje, ale malo w tym
cwiczenia... Moj synek nie cierpi robic cokolwiek wbrew jemu, nawet jesli jest
to zabawa. Zwykłe polozenie go i bujanie na pilce rehabilitacyjnej wywoluje w
nim ogromny protest. Zdawaloby sie, ze to bardzo przyjemna zabawa. No i trudno
powiedziec, zeby nam ta rehabilitacja wychodzila. On na szczescie od tego 4-go
miesiaca zycia zrobil duze postepy (nie bede teraz opisywac z czym kiedys mial
problem, bo za duzo by to zajelo miejsca), ale nie mam pojecia, czy daly tu
cos te namiastkowe cwiczenia, czy sam po prostu "dojrzal". na poczatku
cwiczylismy go vojtą i to byla porazka totalna. On wył, a
my prawie razem z nim. Wszyscy orędownicy metody vojty (ktora ja zreszta
uznaje za bardzo dobra i skuteczna) mowili mi, ze dzicko musi plakac i kazde
przy tych cwiczeniach placze, ale oni nie zdaja sobie chyba sprawy, ze nie
kazde TAK SAMO placze. Po wyjsciu z przedostatniej wizyty od terapeuty vojty
(skadinad bardzo mily i kompetenty czlowiek) synek mial wybroczyny na calej
twarzy od wysilku i skrzeczenia jak maly prosiaczek. Za rada pani psycholog,
ktora synka obejrzala, ucieklismy od vojty na rzecz cwiczen bobath. Wiazalam z
tym ogromne nadzieje, ale z tymi bobathami jest tak samo. Tzn. synek az tak
nie histeryzuje, ale nie daje sobie tych cwiczen robic. Po prostu z calej sily
wypreza nozki i nie daje mi ich sobie
za zadne skarby zgiac. Jak juz mi sie uda postawic go w pozycji czworaczej, to
trwa to sekunde, bo on te nozki z powrotem wypreza z calej sily i po
cwiczeniu... Pani rehabilitanta twierdzi, ze moj synek jest typowym wrazliwcem
i wszelkie niemile widziane przez niego bodzce straszliwie go rozdrazniaja.
Jej sie tez wydaje, ze oprocz slabych raczek i miesni kregoslupa, on moze miec
nadwrazliwosc na dotyk i moze dlatego nie chce lezec na tym brzuchu i opierac
sie raczkami o podloze. Na poczatku mielismy sie spotykac co tydzien, ale pani
terapeutka twierdzi, ze przy takim wrazliwcu to nie byloby za dobrze, bo
pozniej na sam widok jej drzwi bedzie plakal i mamy widziec sie co 2 tygodnie.
Ja oczywiscie mam caly czas poczucie, ze kazde takie kolejne 2 tygodnie to
puste tygodnie, bo nie udaje mi sie synka cwiczyc, tak jak bym chciala.
Teoretycznie powinnam cwiczyc go 4x dziennie po okolo 15 minut. Nie uzbiera
sie tego dziennie nawet pelnych 10 minut, choc caly dzien ponawiam proby. Na
kolejnej wizycie zapytam terapeutke, co mam robic, ale w tzw. miedzyczasie
prosze Was o rade. Ona sama na tych spotkaniach tez synka wlasciwie nie
cwiczy, bo boi sie, zeby sie rozplakal na calego i wtedy nic juz z nim nie
zrobimy. Pokazuje mi, co mam robic i ja to przy niej wykonuje. U niej jakos mi
szlo -w domu, kleska - tak jak opisalam powyzej.
Najgorsze jest to, ze czuje, ze spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialnosc, ale
jestem zupelnie bezsilna - nie potrafie pchnac sprawy do przodu. Neurolog
twierdzi, ze synek nie jest tzw. dzieckiem "neurologicznym" i ocenia go jako
zdrowe dziecko. Jego stan - "dobry", ale nie bardzo dobry. Mowi, ze ominiecie
etapu raczkowania moze skutkowac w przyszlosci dyslekscja, zaburzeniami
koncentracji, ze jesli synek zacznie za wczesniej stawac na nogi (choc wg mnie
wcale sie na to nie zanosi), to obciazy to bardzo jego kregoslup, ze
asymetria, ktora maly ma powoduje zle ustawienie bioder i nozek... Co ja mam
robic. Mam w sobie bardzo duzo determinacji, ale coraz mniej sil psychicznych
i wrazenie, ze jak zblizam sie do synka, to nie trzymam w dloniach cialka,
tylko malą skałę, ktorą ktos mi kaze zgiąć... No po prostu sie miotam juz od
tylu miesiecy.