Dodaj do ulubionych

O przyrodzie

29.05.04, 14:05
Watek w tradcyji tego starego nudziarza zastanwiajcego sie w ramach refleksji
nad fizyka "dlaczego pijanice lubia wygrzewac sie na sloncu? Czyz nie dlatego
ze ..".
Obserwuj wątek
    • brezly O tym że wszystko z czasem staje sie ciezsze 29.05.04, 14:13
      Jakos tak w czasach studenckich i zaraz po mialem zwiayzki towarzyskie ni e
      tylko z ludzmi ze szkoly teatralnej. Osluchal sie czlowiek tego ze ktos "polozyl
      sie w Wisniowym Sadzie", "nie sprostal roli Tartuffe"a", ale tez ze "pani
      dziekan w "Kotku Protku" jechala na gardle" (lalkarze to byli czesciowo).

      A ze NO, zupelnie niezaleznie miala podobne uklady gdzie indziej wiec zostal na
      zespol pewnych wspolnych kodow. "Sprobuj to nazwac, co masz w srodku, kiedy
      patrzysz na posla X." etc.

      I oto jakis czas temu slysze niepohamowany smiech NO, ktora duszac sie pokazuje
      mi gazete i przez lzy wskazuje (no co?) na fragment mowiacy ze artystka Kumorek
      Magdalena "nie udzwignela roli w serialu "Samo Zycie" ", w TV Polsat.

      (Pewnie tam jest taki trudny monolog zaraz po trzeciej przerwie na reklamie w
      138 odcinku, co?)
      • brezly O tym, co warto sfotografowac 30.05.04, 10:50
        Np. miny tach facetow na tch siedzenaich wokol tych slupkow. Slupki podpierajace
        sufity w tych pomieszczenaich bez okien i zegarów, oświetlone sztucznynm
        światłem. Wokól słupków siedzenia żeby mieli gdzie usiąć. Miny maja typu "czekam
        na nastepne bo poprzednie mi uciekło, ale co to własciwie było na co czekam, to
        już nie pamiętam bo za długo czekam. Czasem nawiąża jakis kontakt z podobnym
        sobie siedzącym na przyleglej części siedzenia, z lewej i prawej. Czasem nawiążą
        z nim dłuższa rozmoe i ale i ona grzęźnie w ogólnej utracie czasu, który płynie
        żwawo innym ale ich omija, jak rzeka niepotrzebną omija łachę piasku, rzucona tu
        wyniku jakichś procesów stochastycznych. Czasem tylko sprawdzą ilość toreb
        kladacych im sennie sie do nog. No i czasem ta chwila ozywienia, kiedy ktoras z
        Nich wyskoczy z przymierzalni w skarpetkach i bez spodni, mając na sobie to
        kolejne Coś. No, ladne, mrucza ostatnim fragmetnem artykułowanego języka na jaki
        ich stac i znow wyrzucani sa na swoją łachę. Niemi animatorzy impulsu popytowego
        w gospodarce, bezimienne krople oleju machiny globalnego boomu kredytowego.

        "Siedzenie i czekanie to jest naturalny stan" jak spiewała Mielczarek kiedys.
        • brezly O niesprawiedliwosci neurotransmitterow 04.06.04, 08:19
          Jade dzis rano do roboty, wjezdzam na Teren, sune jak Herr Gott ekologiczny
          przykazal po sciezce dla rowerow, z prawej mam parkingi z bramkami. Nagle przede
          mnie, nie tak tuz, ale juz nie za bezpiecznie wjedza na odcinek miedzy bramka a
          jezdnia granatowy Ford Ka. Dokladnie na moim trawersie, zatrzymuje sie na
          sciezce rowerowej. Ja dostaje adrenaliny, robie pelen wyrzutu luk (czy uuk, jak
          bron strzelecka) wymijajacy, juz wlaczam vqoorviatrowke w glowie (na jadowity
          srut), patrze z wyrzutem na kierowce tego Ka i co widze: wlosy do ramion,
          ciemne, oczy duze, 30-35 lat, mina typu 'chyba nie bedzie pan na mnie
          krzyczal?'. I cholera, zaraz mi przechodzi. Czy to jest sprawiedliwe co ten
          system nerwowy wyprawia?
          Stad te opowiesci o babciach i burakach za kierownica. Nie ma tlumienia na
          poziomie neuroprzekaznikow.

          BreslY w ponurej zadumie nad wlasna biochemia.

          PS. Czy ktos kiedys widzial Forda Ka prowadzonego przez faceta?
          PS.II. Biedny ten samochodzik w pewnych kregach, ehem, tego...
          • pierans Re: O niesprawiedliwosci neurotransmitterow 04.06.04, 09:31
            brezly napisał:

            > Jade dzis rano do roboty, wjezdzam na Teren, sune jak Herr Gott ekologiczny
            > przykazal po sciezce dla rowerow, z prawej mam parkingi z bramkami. Nagle
            przed
            > e
            > mnie, nie tak tuz, ale juz nie za bezpiecznie wjedza na odcinek miedzy bramka
            a
            > jezdnia granatowy Ford Ka. Dokladnie na moim trawersie, zatrzymuje sie na
            > sciezce rowerowej. Ja dostaje adrenaliny, robie pelen wyrzutu luk (czy uuk,
            jak
            > bron strzelecka) wymijajacy, juz wlaczam vqoorviatrowke w glowie (na jadowity
            > srut), patrze z wyrzutem na kierowce tego Ka i co widze: wlosy do ramion,
            > ciemne, oczy duze, 30-35 lat, mina typu 'chyba nie bedzie pan na mnie
            > krzyczal?'. I cholera, zaraz mi przechodzi. Czy to jest sprawiedliwe co ten
            > system nerwowy wyprawia?
            > Stad te opowiesci o babciach i burakach za kierownica. Nie ma tlumienia na
            > poziomie neuroprzekaznikow.
            >
            > BreslY w ponurej zadumie nad wlasna biochemia.
            >
            > PS. Czy ktos kiedys widzial Forda Ka prowadzonego przez faceta?
            > PS.II. Biedny ten samochodzik w pewnych kregach, ehem, tego...

            Mnie takie cos nie spotyka - w sensie, ze jade sobie, jakis przystojny 34-40
            np. zajezdza mi droge przed swiatlami i np. posyla piekny przepraszajacy usmiech
            oraz spojrzenie co to wiesz...
            Masz fajnie Brez, ciesz sie!
            • brezly Re: O odchyleniach od idealnosci 04.06.04, 11:30
              Zglebiam z koniecznosci pewne rzeczy kiedys wyuczane i zastanowil mnie termin
              'dodatnie i ujemne odchylenia od doskonalosci', he...

              Adrem do neuro: Frufruniu, jak bedziesz w moim wieku to zaczniesz tego
              doswiadczac. To jest przywilej wieku.
              • pierans Re: O odchyleniach od idealnosci 04.06.04, 12:39
                z wiekiem (moim) beda sie usmiechac?! w sensie jak do straszej pani?!
                Merci, non!
                • brezly Re: O odchyleniach od idealnosci 04.06.04, 13:41
                  Precisement.
                  Niestety ewolucja polega na tym ze po pewnym czasie uzywa sie tylko tych
                  srodkow, ktore skutkuja. Vide moj pierwszy post pod tytula. Ale moze to w druga
                  strone bariery plci nie dziala (Geschlechtgraben?), ciezko mi to ocenic.

                  Kiedy kupujemy BBS, nawiasem?
              • brezly O tym ze praca moze byc ciezsza niz sie 04.06.04, 14:18
                nam to wydaje.
                fun.mif.one.pl/DIR-2004.03.25/instalatorzy_klimatyzacji.jpg
        • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 08.06.04, 08:31

          Np dlonie oparte na tasmie biezacej nieco szybciej niz schody ruchome na
          Moszkwa Ter. Zjazd/wjazd tymi schodami, pedzacymi jak na ruchome schody z
          zawrotna szybkoscia, trwa 1 min 40 sek, co zmierzylam. Schody wznosza
          sie/opadaja pod zawrotnym katem (musze sie udac z katomierzem [kontomierzem,
          znaczy] zeby dokonac pomiarow); wrazenie na oko - przynajmniej 60 stopni, co w
          praktyce niezbyt realne.

          Wiec dlonie. Jesienia i zima miasto smutnieje. Bratankowie odziewaja sie w
          szaro-buro-czarno-brudnozielone-zgnile antracyty, marenga, feuilles-mortes,
          plaszczyki zeszlych fasonow, kabaty, czamary i jesionki, ktore zlewaja sie w
          nasycony smutkiem kolorystycznym monochromatyzm wielkiego krociolapa,
          wetknietego w ramy monstrualnie dlugiej rynny schodow. Krociolap ma zaskakujaca
          liczbe bialobezowych dloni, rowniutko, pod tym samym katem, w identycznym
          interwale opartych na czarnym pasie biezacym pod gore.
          • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 08.06.04, 08:40
            Sliczne. Kupuje krociolapa na wiecznosc.

            'A wegiel to koks. To antracyt'.
            • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 08.06.04, 09:37
              > Sliczne. Kupuje krociolapa na wiecznosc.
              Sold for the hammer price.
              >
              > 'A wegiel to koks. To antracyt'.

              Na to wzburzyla sie moja powierzchowna wiedza z dziedziny chemii organicznej.
              Bul-bul-bul-bul.

              A bulbul to podobno po turecku slowik.

              "Slowiki sa dzis nieswoje.
              Bzy sa jak chmury krzyzykow."
              • brezly O poezji o antracycie 09.06.04, 07:41
                Lady i morza przemierzam
                Przez swiat ide z podniesionym czolem
                Polski mam paszport na piersiach
                Skad, pytam skad go wzialem

                A wzialem go z dumy i trudu
                Ze znoju codziennej pracy
                Ze stali, siarki i wegla
                A wegiel to koks. To antracyt.
                • czarnajagoda Re: O poezji o antracycie 09.06.04, 10:22
                  znaczy ten paszport to z węgla koksu i antracytu??? bo ja zawsze miałam
                  problemy z interpretacją poezji :((
                  • millefiori Re: O poezji o antracycie 09.06.04, 11:07

                    Znaczy, ten chop na grubie nie robil.
            • pierans Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 10:32
              > "Slowiki sa dzis nieswoje.
              > Bzy sa jak chmury krzyzykow."

              "Słowik - śpiewajace mięso"?
              • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:07
                pierans napisała:

                > "Słowik - śpiewajace mięso"?

                Dla kota, oczywiscie
                • pierans Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:21
                  szpaczek, sojka (!)
                  z ssakow - kret, nornice i myszy
                  plon ostatnich dni - tych NIE udalo mi sie uratowac

                  po 20h myszobrania normalnie lapy nie chcialy nosic dziewczyn -
                  im blizej domu i im bardziej widzialy, ze ja je widze ;-)
                  mdlaly w progu
                  zasypialy w polowie zdania
                  (modrzejewskie z teatru w koziej wolce)
                  • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:38
                    Do domu znaczy znosza?
                    • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:40

                      Dary, i na poduszce wdziecznie takie martwe natury drapuja?
                    • pierans Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:40
                      taras - albowiem panuje zasada WzOzD (won z ofiarami z domu)
                      • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 11:51
                        Szukalem jednego rysunku an ten temat, ale znowu przeploszyli ich. Znalazlem
                        tylko to:
                        (nie an temat)
                        www.funpic.hu/fun-bin/picviewe.cgi?pic=gl252&kateg=
                        • pierans Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 12:17
                          a co bylo na tym, cogo nie ma? opisz wlasnymi slowami
                          • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 12:23
                            Kotek wracal do domu ciagnac za soba wozek. Taki czterokolowy, drabiniasty, ze
                            dzieci sie woza przedszkolne. Pelen po brzegi. Gdzies to musze znanezc. Ale
                            wiesz, prawnicy reprezentujacy wlascieli praw do rysunkow GL tropia ohydnie
                            wszelkie web-sity z jego rysunkami.
                            • pierans Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:01
                              aaa! prawie tak samo, tyle, ze byłyby 2-wie czarne kotki, ktore lałyby sie,
                              ktora ma ciagnać wózek ;-)
                              • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:09

                                Zeby byc w pradzie: O far side gallery mowa?
                                • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:17
                                  Tak wlasnie. Mam pewna kolekcje skanow, ale niestety nie wszystkie. Dwie ksiazki
                                  w sensie book utknely gdzies po drodze.
                                  Skanami sluze.
                                  • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:20
                                    Mialam ci ja komplet kiedys...teraz czesc w Paryzu, a czesc sie po ludziach
                                    rozlazla...
                                    • brezly Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:22
                                      Moim haslem przewodnim w zyciu zawodowym jest ten rysunek ze 'jakkolwiek
                                      historia dawno o nich zapomniala to firmie Lambini i Synowie zawdzieczamy
                                      podloge w Kaplicy Sykstynskiej'.
                                      • millefiori Re: O tym, co warto sfotografowac 09.06.04, 13:28

                                        Piekne i smutne zarazem...
              • brezly O pieknie ptakow 09.06.04, 13:42
                Miltonia mi nadala:
                www.jado.com/main.cfm?ml=42&mr=43&oN=175773&objs=175772
                Ciekawe co powie NO jak dostanie takie cos na rocznice slubu?
                • pierans Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 13:51
                  o matko! a zamierzasz sprezentowac jej cos takiego?
                  to moze ja jakos przygotuj na to
                  • brezly Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 14:06
                    Tak se kombinuje, tylko...

                    Kiedys z moim serdecznym przyjacielem Kjeldem Zacho Poulsenem zglebialismy
                    tajniki szkockiego trunku narodowego, w skali, powiedzmy, poltechnicznej. Na
                    pewnym etapie zamilkli my, ja poszedlem cos pogrzebac przy kuchni a on wzial
                    stos (30cm) ulotek reklamowych, ktore mu urosly w domu od ostatniego sprzatania
                    kuchni i znalazl tam oferte jakiegos supermarketu (Bilka chyba) i zaczal
                    przegladac. Nagle ryknal smiechem dzikim i alkoholowym, jaki musieli wydawac
                    jego przodkowie lupiac okolice Miedzyzdrojow i pokazal mi cos takiego:
                    valsirpolska.pl/produkty/systemy_kanalizacyjne/pp/rury_i_ksztaltki_biale/czyszczak_bialy_z_okraglym_gwintowym_zamknieciem_htre/
                    Rewizja (czyszczak) kanalizacyjna sie to nazywa. Byla promocja (tilbud) na to.
                    Duze bylo wiec o 200 koron tansze.

                    Spojrzal na mnie i pyta: kupilbys to tylk dlatego ze jest tansze? Np. zonie na
                    urodziny z zaznaczeniem ze okazja.

                    I zasnal.
                    • pierans Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 15:10
                      no wlasnie - to jest osobliwe w byciu zona -
                      w oka mgnieniu kobieta zmienia sie w oczach mezczyzny
                      tu jeszcze alkohol wzmaga te tendencje umyslu meskiego poprzez zaniechanie
                      kontroli.
                      Zona:
                      a. jest łasa na okazje i promocje
                      b. przyjmie w prezencie najdziwniejsze rzeczy praktyczne i do domu
                      • brezly Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 15:44
                        Ze jak sie zmienia? Oprocz tego ze w okamgnieniu?
                        • pierans Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 15:47
                          zona to jest osoba ktora dotycza podpunkty a i b
                          • brezly Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 15:50
                            To ja nie mam zony. Albo bym sie bal myslec zeby miec. Teraz jeszcze pytanie co
                            w takim razie mam.
                            • pierans Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 15:55
                              jestes rozgrzeszony, bo to bylo skojarzenie kolegi skandynawa
                              • brezly Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 16:11
                                Z dziesiecioletnim wtedy stazem w konkubinacie z Wloszka, zreszta. Osobliwy
                                zreszta osobnik, jakby wyciagniety z Dziew. Masz. Malo jest ludzi, ktorzy majac
                                wieczorem samolot do Australii, pojechaliby pomoc mamie wo grodku do Nyborga
                                (25 km), zlapali gume, wrocili pchajac rower, postanowili po powrocie wymienic
                                kran w lazience i jeszcze zdazyc do tej Australii. Jego ojciec zawodowy (ciagnei
                                swoj do swego) kiedys wyjechal na rok do USA wynajmujac dom visiting profesorowi
                                z ca. Zona tego Kanadyjca postanowila wziac sie za ogrod, ktory gospodarz puscil
                                na zywiol, i po odzielszczeniu znalazla tam m.in. cztery rowery, w tym jeden
                                mojego w/w przyjaciela. Byl problem co z oboma mrowiskami, poza tym. I ja
                                musialem z tego srodowiska wychrzaniac, bo prawica obciela srodki na research,
                                nonieno...
                                • millefiori Re: O pieknie ptakow 09.06.04, 16:40

                                  No wygnanie z raju, jednym slowem, a zona Kanadyjca moja bratnia dusza znaczy...
                                  • millefiori O szczesciu 10.06.04, 07:48
                                    www.chatka.gwozdzie.dhs.org/index.php?tresc=6--
                                    • brezly Re: O szczesciu 10.06.04, 07:50
                                      To jest Beskid Wyspowy?
                                      • millefiori Re: O szczesciu 10.06.04, 07:51

                                        A kto wie??? Miala byc sliczna krowia morda, twarz, pysk, a ja mam tylko MS...
                • brezly O pewnym problemie 10.06.04, 07:53
                  Mozecie mi odpowiedziec na pytanie takie: czy efekt przesiadywania w wannie
                  ponad 3 kwadranse (w proywach do 1.5 h) jest typowym objawem poczatku okresu
                  dojrzewania u kobiet, czy tylko nasz okaz to soba prezentuje? Bo cos mi sie
                  kolacze we lbie ze to pierwsze, alem historie na ten temat uprzednio slyszane
                  puszczal mimo uszu.
                  • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 07:59

                    Absolutnie normalne. Moj Tata nazywal to syndromem kaczym.
                    Poza tym nastolatki plci meskiej tez tak maja (Delfin) i co poniektorzy dorosli
                    tez (Pan M).
                    Dzieki Opatrznosci, jest na poddaszu druga lazienka z prysznicem, mniej wsrod
                    moich panow popularna (za niska, jak dla osobnikow dobrze powyzej 180 cm
                    wzrostu)wiec jak sie nie dobije do dolnej, tzw. waniennej, to sie tam oddalam...
                    • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:13
                      No, tak mi wygladalo. Bedzie ciekawie znaczy. A Delfin ciagle w grupie unisex
                      rowiesniczej czy juz sie zaczynaja telefony?
                      • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:17

                        Uuuuuu... Delfin, sam rozumiesz... 188 cm wzrostu, blondyn z szarozielonymi
                        oczami, gitarzysta elektryczny, komputerowiec... telefony dzwonia od
                        wielbicielek ze szkol bylych i obecnej, MSN sie zatyka...
                        • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:19
                          Brezly, jedyne rozwiazanie to druga, mniej atrakcyjna lazienka, ew. kabina
                          prysznicowa solo.
                          • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:24
                            To nawet nie w tym problem, tylko rytm dnia wieczorny ulegl zaburzeniu. Ale
                            jeszcze pare dni i wprowadzam czerwony alert. Wiesz chyba co wisi w powietrzu?
                            Znowu bedzie fala rozwodow i te rzeczy.
                            • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:25
                              Larum graja? Z wlasnego wieloletniego doswiadczenia wiem, ze powodem do
                              ogloszenia rozwodu moze byc doslownie byle duperel, z przeproszeniem.
                              • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:29
                                Nie larum, tylko w pilke. Odpuscilem juz Lige Mistrzow i Puchar UEFA ale
                                Mistrzostw Europy nie odpuszcze, pomimo ich przewagi liczebnej. Juz w formie
                                drukowanej zapowiedzialem ze nie slyzsze zdania 'Mecz? Przeciez wczoraj juz byl
                                jeden!'. Bede wiecej prasowal ale na swoim postawie, o!!
                                • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:30

                                  A, no przeciez, Kupa, jak na Wegrzech mowia. Widzisz, zupelnie nie jestem w
                                  pradzie
                                  • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:33
                                    Ano wlasnie. Niczego tak nie czekam jak w tej chwili, kiedy bede mogl wejsc
                                    roboty, rozejrzec sie triumfalnie i rzec do swoich wspolkuzynow: '0:4 z
                                    Rurytania? Obstawialem 0:6! Erfolg, oder?'. He he , evil grin ]:-)

                                    A Delfin, co? Zgubny wplyw USA?
                                    • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:35

                                      Znaczy, dnia tryumfu czekasz...
                                      Czemu USA?
                                      • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:39
                                        No, tam dosc trudno sie zarazic miloscia do footballu w sensie soccer, jak ktos
                                        mlodym tam przybywa. A rozuemiem ze od delfiniej strony brak czerwonego alertu?
                                        Wiesz, dialogujesz z chopakiem slaskim, fussball to je religio :-)
                                        • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:41

                                          On nie lubi. Nie lubi gier zespolowych.
                                          No ja rozumiem, kilka lat na Slasku przemieszkalam:)
                                          • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:46
                                            A wogole nie lubi gier zespolowych... Hmm, on mi z opisu coraz bardziej
                                            przypomina NOwego siostrzenca. Wiek ten sam, chyba rok roznicy. Tylko tamten ma
                                            198 cm. A jego zycie nocne, jak nie wraca do domu na noc, polega na tym, ze z
                                            paroma podobnymi umawiaja sie w jednej chacie, gromadza zasoby jedzenia, kazdy
                                            przytarguje swoj komputer, lacza to w siec i udaja komandosow albo co tam. W
                                            kazdym razie strzelaja do piatej rano. I zadnych panienek, szwagierka sie
                                            niepokoi:-)
                                            • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:51

                                              U mnie:

                                              1.Przytarguja gitary, wzmacniacze, graja i spiewaja.
                                              Potem Delfin robi montaz, mastering, podklada pod zdjecia

                                              2. Przytarguja komputery i naprawiaja. Czasem Delfin naprawia online
                                              (wikt, napitki i miejsca do spania zapewnia dom)

                                              3. Plec zenska sie dobija.
                                              4. Rozstanie z narzeczona - Slowaczka spowodowalo nasilenie zenskiego ataku
                                              przez MSN, SMS i telefonie konwencjonalnej.
                                              5. Przy czym Delfin ma kolezanki.

                                              Niech sie szwagierka nie martwi. Mlode samce teraz tak maja.
                                              • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 08:55
                                                No, ciekawe co bedzie u mnie. Na razie na pierwszym miejscu jest jezdzenie ze
                                                starym na rowerze po bylym DDerze. A takze, zgadnij, na co pierworodna
                                                oszczedza? Bo ma powiedziane ze jak zaoszczedzi na polowe dla siebie, to ja
                                                pokrywam druga i za siebie.
                                                • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 09:00

                                                  Motocykl?
                                                  • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 09:04
                                                    Lepiej. Zadne dobro trwale. Lot balonem.
                                                    Problem w tym co zrobic z NO w tym czasie. Najwlasciwsza byla okresowa
                                                    hibernacja. Ale zmarzlak jest. Odeslemy do mamy, bedzie jedna panika wiecej.
                                                    Chyba bedziemy utajniac:-)
                                                  • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 09:06

                                                    Rozumiem. Kiedy moj Tato postanowil, jako stary szybownik skonstruowac lotnie w
                                                    domu (l.70., polowa) i zaczal gromadzic materialy, tez sie zastanawialismy, co
                                                    zrobic z Mama...
                                                  • brezly Re: O pewnym problemie 10.06.04, 09:12
                                                    Puscilabys bez oporow Dziecine z panem M. balonem, czy musialabys kontrolowac
                                                    calosc (z latajacego dywanu?)?
                                                    Bo ze NO pofrunie z nami, to nie ma sily. I juz nawet nie chodzi o te buty coby
                                                    za to mozna kupic, ale jak mowi 'lotna jestem tylko metaforycznie'.
                                                  • millefiori Re: O pewnym problemie 10.06.04, 09:27

                                                    Heheheh, mnie to nie grozi. Pan M jest typowym nielotem, a latac musi, a ja mu
                                                    zazdroszcze kazdego startu i ladowania. No zle trafilo przeznaczenia.

                                                    Rejtana wokol balonu robilby pan M i to bardzo glosno i z duzym rozmachem,
                                                    odciagajac mnie od kosza. Slynna byla historia o tym, jak 13 lat temu chcialam
                                                    sie zapisac na kurs pilotazu w USA,(za plotem byl, doslownie o 10 mil) coby
                                                    licencje pilota awionetek zdobyc. I Pan M mnie zaszantazowal okrutnie i nic z
                                                    tego. Ale... teraz Pan M daleko, a tu blisko jest lotnisko... i sa kursy... Im
                                                    mniejszy samolot - hurra!

                                                    A dajze NO polatac, niech tez ma frajde!
                  • brezly O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swiata 10.06.04, 10:41
                    ...zwlaszcza duze akademickie, to chyba nie musze nikogo przekonywac?
                    • millefiori Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 10:52

                      Oj tak... czasami jeszcze sni mi sie biblioteka moja ukochana uniwersytetu w
                      Newark... 2 miliony tomow, otwarta do 2 w nocy, z bezposrednim dostepem do
                      polek i nieograniczonym w liczbie wynosem dla staffu...
                      • brezly Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:02
                        Pisalem tu o tej na OU, ktora ciagnela sie kilkaset metrow i zeby przejsc od
                        fizyki ciala stalego do Science Citation trzeba bylo przejsc kolo Journal of
                        Marketing.
                        Wlasciwie moznaby nie wychodzic latami.
                        • millefiori Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:22

                          w newarkowej prawie zamieszkalam. Ten smak kawy z automatu o polnocy, ze
                          smietanka w proszku przesladuje mnie do dzis.
                          • brezly Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:30
                            No, a zauwazylas jak subtelniaja metdoy zdalnej komunikacji damsko_meskiej
                            (miedzy nieznajomymi w procesie nawiazywania) w warunkach bibliotecznych? Dzis
                            cos takiego obserwowalem. Bylo to nawet ciekawsze niz to co akurat kopiowalem.
                            • millefiori Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:38

                              O tak... zwlaszcza w malenkich salkach do group studies
                              • brezly Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:45
                                A ja dzis widzialem ile razy mozna przelazic kolo siebie po ksiazki, obowiazkowo
                                po drugiej stronie studni (pietra sa w kwadrat, ze studnia w srodku). On jak on,
                                ale ona to wrecz posuwala sie. Wiesz jakie ciezkie sa te atlasy anatomiczne? :-)
                                • millefiori Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 11:58

                                  I narecza Encyclopaedia Britannica...
                                  • brezly Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 12:05
                                    Wiesz, teraz to ony moga jescze sie np. pytac czy to drugie nie ma baterii do
                                    myszy optycznej. Swoja droga moja wiekowa babcia (prawie 90) zawsze mnie naciaga
                                    na opowiastki z uzyciem takiej terminologii i mowi co sobie wizualizuje
                                    (optyczna mysia dziura na baterie i takie tam).
                                    • millefiori Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 12:21

                                      Babcia ma znakomita wizualizacje, czego jej tylko gratulowac. I tak bez
                                      imagineskopu?
                                      A wracajac do nawiazywania i podtrzymywania kontaktow mesko-damskich wsrod
                                      obecnej mlodzi - to ja wlasnorecznie widze, ze teraz w ofensywie i inicjatywie
                                      dziewczyny przoduja. Ofensywa nie jest pozbawiona elementow agresji, rzeklabym;
                                      gdzie ta subtelnosc upadnietej chusteczki...
                                      • brezly Re: O tym ze biblioteki sa lepszym zakatkiem swia 10.06.04, 12:27
                                        Znam to ze slyszenia:-)
                                        Wiec nie bede zabieral glosu.
                                        Babcia jest aparatka wyzszej klasy. Jako ze niedawno owdowiala po raz drugi,
                                        zaczely sie jeki, ze mieszkanie ma za duze, a moze by ja przygarnac, etc. Na co
                                        rzeczona spokojnie to wytrzymala przez trzy dni, mieszkanie opchnela z pmoa
                                        tylko prawnika, ktory sie gial przed nia jakby kregoslupa nie mial (wszystkim
                                        szczeki opadly bo nkt wiedzial ze sie stala wascicielka) i wynajela mniejsze za
                                        to w duzo ladniejszym miejscu. I orzekla ze jak ja kto teraz zdenerwuje, to
                                        wydziedziczy, epidemia jakas w tej rodzinie, he he.
                  • pierans Re: O pewnym problemie 14.06.04, 11:41
                    taktak! i u niektorych zostaje na zawsze
                    z dolewaniem wody cieplej gdy kapiel wystygnie
                    cwiczeniem palcy u nog aby obslugiwac kurki kranne,
                    lektura, filmy, mmmm!
                    • millefiori Tragiczne skutki lektur waniennych 14.06.04, 20:07

                      Albo obudzi sie czlek nad ranem w zimnej wodzie. Jak mnie sie kiedys zdarzylo.
                      Pod kozuchem z rozmoklego "Wszystko czerwone" Chmielewskiej. Nie udalo sie
                      odratowac. Natomiast podtopionego przez Pana M Wankowicza wyreanimowalismy.
                      Troche spuchl, ale czytelny. Wankowicz, znaczy.
                      • pierans Re: Tragiczne skutki lektur waniennych 15.06.04, 09:53
                        moglabym nawet osobna polke, niemala nawet, przeznaczyc na spuchlaki z fluksjo
                        jakby tu powiedziec, ja jako czytelnik, wywieram niezatarte pietno na ksiazkach
                        a to menu obiadowe zapisane na kartach, a to karta win niemalze, czy tez
                        notatnik na bazgroty powstale prz rozmowach telefonicznych.
                        tak, moge smialo powiedziec, ze moja biblioteczka to ja!
                    • brezly Re: O poziomie morza 16.06.04, 15:14
                      W takim np. Kanale Panamskim to woda w Pacyfiku jest 2o cm wyzej niz woda w
                      Atlantyku. A na poludnie i polnoc od Golfstromu to 1 metra siega.
                      A takie cos budowali z obu stron niedawno na italsko-helweckiej granicy i im sie
                      pare metrow w wysokosci ominelo. Bo Italczycy maja poziom morza w Srodziemnym a
                      Szwajcarzy, wiadomo - w Polnocnym (na poludnie od Golfstromu).
                      Wlaciwie ktos powinien za to isc siedziec, nie uwazacie?
                    • brezly Re: O pewnym problemie CD 16.06.04, 20:35
                      A juz winienem miec czuja, jakem przed wyjazdem do Wrocka dostal skierowanie do
                      sklepu co sie zwie "Mydlarnia". Teraz w mode weszłó coś co nazywa sie róznie w
                      różnych językach na opakowaniu, ale najładniej zwie się po italsku: bagno
                      effervescente. Kapiel w bagnie znaczy. Na caly dom sie niesie.
                      • millefiori Re: O pewnym problemie CD 16.06.04, 21:59

                        Musujace bagno na dodatek. W trakcie fermentacji?
                        • millefiori Praktyczne uwagi mydlarskie 16.06.04, 22:03
                          Mydlo z ananasem zatyka skutecznie odplyw wanny. Mydlo morskie ma czarna
                          woskowa skorke, zostawiajaca gluty na skórze mytej.

                          To mi przypomina historyjke o tym, jak moja przyjaciolka (w latach wczesnych
                          80.) nie mogla sie oprzec kuszacemu zapachowi mydla "Zielone Jabluszko" i
                          wgryzla sie w nie.
                          • brezly Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 17.06.04, 08:01
                            Oj, tak tak. 1981, mydlo na kartki w PRL i to 'Grüne Apfel' co je ludnosc
                            podopolsak w paczakch dostawala i przywozila. Dominujacy zapach wtedy w PKS
                            miedzy Proszkowem a Domeckiem, i miedzy Komprachcicami a Ochodzami. Sam, razem z
                            tym proszkiem, co bylo wczesniej wiozlem Air Francem trzy butelki 'Pomme verte'
                            czy jakos tak.
                            Ale sklep 'Mydlarnia' we Wroclawiiu (juz sa dwa) to jest cos na moje panie
                            dziala tak jak w jezyku programowania tzw. instrukcja skoku bezwarunkowego.
                            GO TO
                            STOP
                            A ja wolam
                            END
                            • millefiori Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 17.06.04, 08:42

                              Rozumiem w pelni. Po pesztanskiej stronie, zaraz za Margit Hid, na Istvan
                              Korut, tuz przy Dunaju jest Lush. Mnie tam opanowuje po pierwsze skojarzenie z
                              luksusowobarwna fromazeria, a nastepnie atawistyczna, przemozna chec obwachania
                              wszystkiego i wytarzania sie, polaczonego z czochraniem, o co poniektore
                              prezentowane wyroby.
                              Ku memu wielkiemu zalowi nie wyprodukowano jeszcze ani mydla, ani innego
                              kosmetyku codziennego o zapachu sniegu. W pewnym momencie historii zapachow
                              bardzo bliski sukcesu w osiagnieciu aromatu skojarzonego nie ze swiatem
                              roslinnym byl Paco Rabanne, z meska Eau de Metal (bodaj tak to sie zwalo, metal
                              na pewno wystepowal w nazwie), gdzies na przelomie l.70/80., ale rzadko toto
                              bywa, poza tym mam wrazenie, ze zapach zostal zlamany modniejsza,
                              ciezkawoslodka nuta. A, i omal mnie szlag nie trafil, jak Lancome zacytrynil na
                              smierc swa urocza klasyczna Eau de Lancome, nie mowiac o tym, ze wycofal Eau du
                              Sport, lobuzy jedne...
                              • brezly Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 17.06.04, 08:55
                                Patrick Süskind jest ci bliski?

                                No, ja obawiam sie mam lekka anosmie (choroba zawodowa, poniekad).
                                Ale wspomnienie NO, kiedy dostala od mnie pierwsza w zyciu No 5 (skad ja to
                                wiedzialem to nie wiem, ale w tym Grenoblu bylem tak wytrenowany ze nie
                                poprosilem jak jaki Nowy Ruski o probke do powachania, w tym LaFayettcie). Owoz
                                NO, to wziela, spojrzala i schowala na tydzien do szafy, nie otwierajac pudelka
                                nawet. Potega marki, jednak.

                                Tez jest zrodlem niezlego ubawu, Fiori, obserwacja zakusow mlodszej na zasoby
                                mamy w tym wzgledzie. Ze smiechu mozna peknac. A jak sie wezmia pod uwage ze one
                                juz maja prawie ten sam rozmiar ciuchow, to bedzie niewatpliwie dalszy ciag.

                                • millefiori Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 17.06.04, 09:28
                                  Zawodowo to kolory opisuje. Od 20 lat, jesli opisze kolor mojej kumie, z ktora
                                  my razem przy krosnach w dwoch roznych miejscach swiata, to ona bezblednie, co
                                  do milimetra skali barwnej wie, o jaki odcien mi chodzi.

                                  Zanim S napisal pachnidlo, o zapachach myslalam w kategoriach
                                  fizyczkochemicznych: barw, ciezarow, gestosci, nasycenia. Zdecydowanie tez
                                  zapachy maja smaki, humory i emocje.


                                  A, to ja sie mlodszej nie dziwie.
                                  • brezly Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 17.06.04, 09:45
                                    Aha, a wiesz co jest ciekawe w zielonym kolorze? Ze on mianowicie jest
                                    zasadniczo produktem naszego mozgu i oczu. W tym zakresie barw od fioletowego do
                                    czerwonego zielony jest stosunkow waskim zakresem czestotliwosci. Ale oko nasze
                                    z mozgiem ma najlpesza rozdzielczosc optyczna w tym zakresie, inaczej mowiac
                                    potrafi okreslic jako dwa rozne kolory cos co odpowiada dwom bardzo zbliozonym
                                    czestotliwosciom. Dzieki temu widzimy rozne odcienie zieleni w lesie, pewnei to
                                    jakis ewolucyjny mechanizm.

                                    Adremnie, to Mloda ma tworcze podejscie i miesza perfumy jakby by byla jakas
                                    Dupont w piatym pokoleniu.
                                    • millefiori Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 18.06.04, 08:21

                                      Naukowe podejscie do percepcji zieleni mie powalilo.
                                      hehe, podejrzewalam Twoja Mloda, ze miesza olejki rozane, maceruje fiolki,
                                      paczula bibulki nasyca...

                                      Dupont glowny (Ojciec zalozyciel) o ile dobrze pamietam, ze swoim pierwszym
                                      mlynem prochowym niezle pofrunal w powietrze. Ale skoro mlyn prochowy
                                      postawiono nad rzeczulka o wdziecznej nazwie Brandywine, to sie nie ma czemu
                                      dziwic (serio, zadna spodnica Plyssa).
                                      Wiec uwazaj.
                                      • brezly Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 18.06.04, 08:27
                                        Ja przepraszam, ale to u mnie troche zboczenie zawodowe. Po prostu czesto sie
                                        ocenai na szybko czystosc zwiazku chemiczengo patzac na kolor roztowru. I zawsze
                                        najgorzej jest z zielonym. Bo to, inaczej swiatlo przechodzace, inaczej, odbite,
                                        inaczej sloneczne, inaczej w lampie, czasem traci brazem, czasem czerwienia, etc.
                                        Do tego jeszcze dochodzi w krysztalach pleochroizm, tzn. ze kolor zalezy od
                                        kierunku z ktorego sie patrzy, ech....
                                        • millefiori Re: Praktyczne uwagi mydlarskie 18.06.04, 09:04

                                          Alez nie ma za co:))), tez siedze w barwnikach. I od swiatla, rodzaju
                                          barwionego materialu, kozia welna - no horror farbiarski...
                      • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 12:22
                        www.bbc.co.uk/dinosaurs/fact_files/sea/liopleurodon.shtml
                        'Isn't she lovely?'.

                        A jesze piekniejsze instrukcje w ingliszu jak czytac lacinskie nazwy.
                        • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 12:35
                          8-O

                          With an enormous 3 metre long mouth which contained teeth twice as long as
                          those of Tyrannosaurus, it was a formidable predator. Its teeth were arranged
                          in a distinctive rosette at the end of its snout

                          well... yes, she is
                          • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 13:53
                            'Something in her smile, she knows'

                            www.bbc.co.uk/dinosaurs/fact_files/sea/liopleurodon_4.shtml
                            • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:01
                              a takie male ptaszki, co grzebia w zebach duzych istot, bo te istoty z wielu
                              wzgledow same nie moga, juz istnialy wtedy?
                              • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:04
                                Ptaszkow to jeszce wtedy nie bylo. Ale byli juz krokodyli.
                                Tez wizualizowalas szczateczke do zabkow dla Jej Wysokosci?
                                • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:42
                                  raczej ziewniecie, jak np obudzila sie i zobaczyla ze przyjemne slonko swieci i
                                  postanowila, ze jeszcze chwile polezy, ale juz nie bedzie spala.
                                  • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:42
                                    takie blogie niespieszne ziewniecie z mlaskaniem na koncu
                                    • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:47
                                      I w zwiewnej koszulce na ramiaczkach, jedno opadlo, podchodzi do okna?
                                      • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:53
                                        oraz wlosy sa malowniczo rozczochrane
                                        i przeciaga sie w promieniach tego porannego (zauwaz, ze nie wczesnoporannego)
                                        slonka
                                        i rozkosznie wzdycha na mysl o tym jak to milo sie wszystko zaczyna
                                        • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 14:58
                                          Przy to przeciaganie sie ma charakter rozkoszny.
                                          Zbiega boso na dol i chodzac po mokrej jeszce troche trawie szuka truskawek,
                                          ktore dojrzaly przez noc.
                                          • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 15:12
                                            ma glosik cienki i te koszulke cienka
                                            no i chyba wiem jak sie to skonczy, ale nie uprzedajmy wypadkow
                                            • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 15:20
                                              Koszulka biala czy ciemna? Problem jak sie ma do slonca ustawiac celem ponentosci.

                                              Sugerujesz ze On po podrozy juz zbliza sie do zegara?
                                              • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 15:39
                                                ruziowa z niciana koronka klockowa?
                                                a to zalezy jakie ma atuty - juz to labedzia szyja, juz to dekolt gladki
                                                myslalam o barziej dziewczynskim ciagu dalszym a la Olek Grotowski ale nie
                                                upieram sie
                                                • brezly Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 15:47
                                                  A Grotowski, to chetnie. Z ta labedzia szyja bym nie przesadzal, ze zdjec sadzac.
                                                  Jak rozowa to raczej powinna dac sie widziec w swietle odbitym, ale to zalezy od
                                                  intensywnosci rozu.
                                                  A moze siadzie wpierw w trawie i umywszy twarz w rosie zacznie seksownie malowac
                                                  paznkocie u nog. A z domu da sie slyszec bulgot maszyny z kawa.
                                                  • pierans Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 17.06.04, 16:34
                                                    oraz rozwijac kedziory swe z papilotow z najdelikatniejszej uczynione bibulki
                                                  • millefiori A róża jest róża mimo wszystko... 17.06.04, 21:01

                                                    www.personalroses.com/
                                                  • millefiori Re: O tym ze zwierzeta piekne byc potrafia 18.06.04, 08:27
                                                    pierans napisała:

                                                    > oraz rozwijac kedziory swe z papilotow z najdelikatniejszej uczynione bibulki

                                                    z buzi omywajac platkiem rozy nasaczonej rosa maseczke z biotruskawek (co
                                                    konweniuja kolorystycznie z koszulka z batystu i muslinu), odkleiwszy
                                                    uprzedniuo z ócz pąkowia plastry ogórka. Przeciez, uswiadomiona, dba o urode
                                                    proekologicznie, no nie?
                                                  • millefiori Jelonek w locie 26.06.04, 08:37
                                                    Widzialam wlasnorecznie, po raz pierwszy w naturze! wylecial zs swierku u
                                                    sasiada, przelecial mi nad glowa, wzbil sie jak dostojna latatjaca owadzia
                                                    hiperforteca i wyladowal na scianie domu naprzeciwko. O wielkie i rogate to
                                                    stworzenie jest!
    • edzioszka 100! 17.06.04, 15:21
      :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka