Dodaj do ulubionych

Orka po ugorze

24.03.13, 14:30
Jestem dorosła, mężata i dzieciata. I zmęczona życiem.
Rodzina mojego pochodzenia jest dysfunkcyjna. Moje małżeństwo nie jest szczęśliwe - oboje z mężem na to ciężko zapracowalismy.
Mam 2 dzieci, które bardzo kocham. To one sa moją głowna motywacją do zmiany. To dla nich poszlam na terapię i owszem, są efekty - powolne. Terapia jest tez w pewnym sensie srodkiem przeciwbólowym i iluzją - że się uratuję, ze moja bajka będzie miała szczęśliwe zakończenie. A ja w to nie wierzę. Pod jednym problemem lezy drugi, mam wrazenie ze zycia mi nie starczy, zeby to uporzadkować. Widze, ze choc się staram (i zmieniać i kontrolować), matką jestem co najwyzej mniej toksyczną od swojej, ale daleko mi to tego, jaka chciałabym być.
Mam żal, ze wyciagnelam taki a nie inny los, choc patrząc z boku - grzeszę skarżąc się. Z wierzchu wszystko wyglada nieźle. A może nie tylko z wierzchu, tylko ja nie potrafię docenić tego co mam?
Moje życie staje się czekaniem na wybawienie, jakie przyniesie śmierć. Brakuje mi nadzieji...
Obserwuj wątek
    • esteraj Re: Orka po ugorze 24.03.13, 15:30
      Najważniejsze, że dostrzegasz problem i chcesz coś z nim zrobić.
      Co najbardziej Ciebie martwi? To, że nie jesteś idealną matką, czy to, że nie układa Ci się z mężem? W jakim wieku są dzieci?
      • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 15:56
        Najbardziej mnie martwi, ze skrzywdze swoje dzieci. Staram się, codziennie od nowa, ale jak mam dac im wiecej niz mam? to że dostrzegam problem, to i dobrze i źle. Gdy go nie dostrzegałam, to przynajmniej tak nie bolało. Teraz świadomość problemów mnie przygniata.
        Problemy małżenskie - na razie odłozone troszkę na bok; nie jestem z mężem szczęśliwa, ale to nie on jest sednem problemu. Nie jestem pewna czy byłoby lepiej zyć razem czy osobno, więc na razie jest jak jest. Ślepy prowadzi kulawego, ale razem raźniej ;)
      • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 15:57
        dzieci- 6 i 9 lat
    • esteraj Re: Orka po ugorze 24.03.13, 16:34
      Najbardziej mnie martwi, ze skrzywdze swoje dzieci. Staram się, codziennie od nowa, ale jak mam dac im wiecej niz mam? to że dostrzegam problem, to i dobrze i źle. Gdy go nie dostrzegałam, to przynajmniej tak nie bolało. Teraz świadomość problemów mnie przygniata.

      To znaczy, że co? Masz wyrzuty, że niepotrzebnie na nie krzyczysz czy, że nie zapewniasz im dostatniego bytu?
      Czy Twoje dzieci sprawiają, że są nieszczęśliwe?
    • mamapodziomka Re: Orka po ugorze 24.03.13, 16:44
      Nie bede sie wypowiadac o malzenstwie, bo i za malo danych i za malo sie znam, ale mam takie dwie ogolne uwagi odnosnie macierzynstwa.

      Po pierwsze czy masz wbudowane w caloksztalt wystarczajaco duzo czasu dla siebie? Na hobby, spotkania z przyjaciolmi, przyjemne nic nie robienie, jesli tak akurat wypoczywasz? Wiem, ze bardzo trudno pogodzic prace+dzieci+dom, ale jesli nie wbudujesz przynajmniej troche takiego czasu, to nie ma szans, bedziesz mama niezbyt dobra, no dodatek przekazesz chore wzorce dzieciom. Tak czy siak bez sensu i warto czas wolny potraktowac na rowni waznosci z innymi obowiazkami i wplanowac go w kalendarz.

      Po drugie czesto latwiej powiedziec nie krzycz na dzieci, nie wkurzaj sie, czy w najostrzejszym przypadku nie bij. Gdyby spokojne i lagodne mowienie do dzieci przynosilo spodziewane efekty, to mysle, ze dobre 90% rodzicow natychmiast przestaloby krzyczec ;))) Bardzo trudno jest tak po prostu przestac sie denerwowac, jesli.... nie masz lepszych, skuteczniejszych narzedzi. Jelsi to akurat jest problemem, to postaraj sie zapewnic sobie te narzedzia, poszukaj skutecznych kursow, skorzystaj z pomocy psychologa dzieciecego, poczytaj dobra literature. Znacznie latwiej wtedy przestac.

      A jesli uwazasz, ze spedzasz za malo wartosciowego czasu z dziecmi, to postaraj sie znalezc taki sposob, ktory tobie sprawia przyjemnosc. Nie warto zmuszac sie do godzinnych zabaw lalka Barbie, jesli tego nienawidzisz i siedzisz ze skrzywiona mina. Lepiej poszukac czegos co autentycznie lubisz i czym sie chcesz dzielic. Pewnie, zawsze warto sluchac dzieci, ale jednak dzieci wyczuwaja autentycznosci i zaangazowanie rodzicow i w wiekszosci, zwlaszcza te mniejsze z radoscia pogapia sie godzinami na lokomotywy parowe, jesli oprawa w postaci rodzica jest wystarczajaco atrakcyjna. OK, w okolicy 9 roku zycia zaczyna sie robic trudniej, ale i tu sie czasem daje cos wymyslic, co sprawia przyjemnosc obu stronom. Jelsi ten czas bedzie fajny, to i reszta bedzie przychodzic latwiej.

      To tak, z mojego ogrodka i na szybko, to co sprawdzilo sie choc troche u nas ;)))
    • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 17:19
      dzieci nie sprawiaja wrazenie nieszcześliwych, ale to dla mnie zadne kryterium - ja jestem wieloletniej ofiarą przemocy psychicznej, a tez w dziecinstwie nie sprawiałam wrazenia dziecka nieszczesliwego - byłam zadbana, grzeczna, dobrze sie uczylam, nie plakalam po kątach :/ dopiero w zyciu dorosłym uswiadomilam sobie, co mnie spotkalo i ze to sie działo naprawde...
      moje grzechy wobec dzieci to glownie brak czasu (pracuje zawodowo), brak checi (dopiero ze starszym bywa, ze wspolne spedzanie czasu "typu zabawa" sprawia mi prawdziwą przyjemnosc); moja teraputka wspiera mnie, ze ze np. mna nikt sie nie bawil, wiec jest mi trudno; no fajnie miec wytłumaczenie, ale w czym to pomoze moim dzieciom?
      oczywiscie to nie tak, ze czas spedzony z dziecmi to dla mnie permamentna kara, sa również wspólne chwile miłe i ciepłe (słodkie dzieciaki gdy spią ;)), ale procentowo to glownie obowiazki, obowiazki, obowiazki
      no wlasnie wiem, ze przekazuje dzieciom złe wzorce - matki umordowanej tym, ze żyje...
      wlasne przyjemnosci, spotkania ze znajomymi (nie mam wielu) - tak, to miłe chwile, ale ciagle mam wrazenie, ze to tylko zabijanie czasu, a istota rzeczy lezy gdzieś indziej
      • marzeka1 Re: Orka po ugorze 24.03.13, 17:29
        Przeczytaj

        - to tekst dla ciebie , w sumie szczególnie przeczytaj fragmenty o "uwięzieniu w dzieciństwie".
        • bez_przekazu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 17:45
          ja juz od lat czytam i czytam o sobie i nadal nie widze rozwiazania swoich problemow, wiec nie wiem czy to autorce watku pomoze.

          marzeka1 napisała:

          > Przeczytaj
          >
          > - to tekst dla ciebie , w sumie szczególnie przeczytaj fragmenty o "uwięzieniu
          > w dzieciństwie".
      • paris-texas-warsaw Re: Orka po ugorze 24.03.13, 17:49
        Wydaje mi się, że wiem o czym piszesz...
        Też pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny i też swoje dzieciństwo nazwałabym pełnym psychicznej przemocy... Już jako żona i matka rozpoczęłam terapię, głównie widząc, że mam problemy jako matka, a pewnie i jako żona - bo z osobą z rodziny dysfunkcyjnej nikomu łatwo się nie żyje w małżenstwie. Terapia to właśnie orka na ugorze. Ja przez 1,5 roku chodziłam na terapię nie widząc żadnych efektów, ale wierząc, że to jedyne co mogę zrobić. Po dwóch latach musiałam terapię chwilowo przerwać z przyczyn wyższych, ale pewnie za kilka miesięcy do niej powrócę. Bo wiele spraw nadal uważam za niezamknięte...
        Też nie raz czułam, że nie mogę dać tego, czego nie mam dziecku... No, taka jest prawda... I człowiek czuje też żal, niesprawiedliwość, zazdrość, że inni z normalnych rodzin mają teraz łatwiej - moi znajomi nie muszą chodzić na żadne terapie, mają szczęśliwe życie, wychowanie dzieci i małżeństwo świetnie się układa, energię mogą poświęcać tylko na przyjemności i zarabianie kasy, bo nie mają żadnych deficytów z rodziny pochodzenia... Ale po jakimś czasie można sobie uświadomić, że robi się jedyną właściwą rzecz w swojej konkretnej sytuacji, że trzeba pewne nieprzepracowane sprawy przepracować, i że to jedyna droga.
        Gdy piszesz o tej nieautentyczności kontaktu z dziećmi i o tym, że pewne sprawy uświadomiłaś sobie dopiero jako dorosła osoba, to pomyśl sobie jak bardzo te dwie sprawy się łączą. Osoby krzywdzone w dzieciństwie muszą zwyczajnie w okresie dzieciństwa żyć "nieautentycznie", zakłamywać i oddalać swoje uczucia, włączać masę mechanizmów obronnych by przetrwać piekło dzieciństwa. A terapia jest po to by odkryć swoje autentyczne przeżycia, siebie samego i po takim procesie wiele rzeczy przychodzi znacznie naturalniej - tak też pewnie będzie w Twoim przypadku jeśli chodzi o sposób spędzania czasu z dziećmi. Ja dopiero po około dwóch latach zaczęłam tak na to patrzeć, a nadal czasem mam żal, że mam "trudniej niż inni". Ale potem mi mija, każdy ma coś do przepracowania. I myślę sobie, że i tak mam bardzo wiele szczęścia, że mam czas, możliwości i pieniądze na terapię i że przede mną może tak fajne życie, o jakim nawet sobie nie marzę:) Chociaż juz teraz nie jest źle:) I Ty przecież też piszesz, że powoli widzisz efekty terapii:) Więc, niech ta terapia trwa, to długi, czasem bolesny proces, czasem dwa kroki do przodu i krok do tyłu. Natrafia się na szereg blokad i odkrywa nowe prawdy o sobie - nie zawsze miłe, więc łatwo nie jest. W gruncie rzeczy po terapii można być w pewnym zakresie silniejszą osobą niż "zdrowe" osoby, a pewnie w pewnych obszarach mieć większą samoświadomość. To też jest jakoś motywujące:)
        • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 18:51
          tak, chyba wiesz o czym piszę...
          dziekuję za ten wpis
      • esteraj Re: Orka po ugorze 24.03.13, 18:07
        nielekkoscbytu napisała:

        > byłam zadbana, grzeczna, dobrze s
        > ie uczylam, nie plakalam po kątach :/ dopiero w zyciu dorosłym uswiadomilam so
        > bie, co mnie spotkalo i ze to sie działo naprawde...

        Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Jako dziecko nie sprawiałaś wrażenia nieszczęśliwej, ale jak się wtedy naprawdę czułaś...? Czy wtedy nie uświadamiałaś sobie, że coś jest nie tak?
        Bardziej widzę to tak, że jako dziewczynka nic Ci nie przeszkadzało, a potem ktoś Ci powiedział, że jednak powinnaś czuć się źle i że to teraz wpływa na Twoją teraźniejszość.
        Myślę, że większość dzieci nie była wychowywana w idealnych warunkach, jednak rodzice zachowywali się tak jak potrafili, raz lepiej raz gorzej. Też nosili znamiona swojej przeszłości. Też byli pod wpływem światopoglądu otoczenia. Chyba nie warto mieć pretensje o przeszłość.
        Najważniejsze byś Ty sama kierowała się dobrymi intencjami, a sądzę, że takie są, bo przecież kochasz swoje dzieci.
        Często bywa, że rodzice są zmęczeni i przytłoczeni obowiązkami.
        Tylko w reklamach pokazują szczęśliwą rodzinkę przy śniadaniu lub na wspólnej zabawie w łóżku. W realnym życiu są chwile szczęśliwe i smutne. Jest masa obowiązków i problemów, o których się nie mówi.
        Myślę, że dzięki swojemu doświadczeniu z dzieciństwa możesz lepiej rozumieć swoje dzieci, jednak nie nadintepretowuj ich zachowania. Nie szukaj problemów tam, gdzie może ich nie być. Jeśli będziesz szczerze rozmawiać ze swoimi dziećmi o ich uczuciach i pragnieniach, to na pewno nie będziesz złą matką.
        Może w Twojej młodości "dzieci i ryby głosu nie miały", Ty teraz możesz to zmienić.
        • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 18:46
          > Przyznam, że nie bardzo rozumiem. Jako dziecko nie sprawiałaś wrażenia nieszczę
          > śliwej, ale jak się wtedy naprawdę czułaś...? Czy wtedy nie uświadamiałaś sobie
          > , że coś jest nie tak?
          o tak, uswiadomialam sobie, ze cos jest nie tak - tylko myslałam, ze ze mną
          rzeczywiscie dopiero ktos nazwał to co sie działo przemocą (byłam juz dorosła) i wowczas... ulżyło mi, bo puzzle sie ułozyły, bo wreszcie moglam sobie wspólczuc, zamiast zastanawiac sie, co takiego zlego zrobiłam, ze tak tak mnie traktowano

          > Myślę, że większość dzieci nie była wychowywana w idealnych warunkach, jednak r
          > odzice zachowywali się tak jak potrafili, raz lepiej raz gorzej. Też nosili zna
          > miona swojej przeszłości. Też byli pod wpływem światopoglądu otoczenia. Chyba n
          > ie warto mieć pretensje o przeszłość.
          nie celebruję swojej krzywdy, poniekad zal mi moich rodziców -nie byli perwersyjnymi psychopatami tylko sami byli głeboko nieszczesliwi, ale fakt jest taki, ze zgotowali mi piekło

          > Tylko w reklamach pokazują szczęśliwą rodzinkę przy śniadaniu lub na wspólnej z
          > abawie w łóżku. W realnym życiu są chwile szczęśliwe i smutne. Jest masa obowią
          > zków i problemów, o których się nie mówi.
          no własnie ja nie wiem, jak jest "normalnie", bładzę po omacku

    • bez_przekazu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 17:40
      niedziela to najgorszy dzien dla rodziny, trzeba sobie wtedy spojrzec w oczy , byc blisko,zagospodarowac wspolny czas. w tym dniu jest duzo czasu,za duzo, na myslenie,
      jutro wyjdziesz z domu i bedzie lepiej:) i do tego ta zima za oknem, ktora nie pomaga...
      ps. tez tak mam, nawet dzisiaj rano pomyslalam,jaka forma zabicia sie bylaby dla mnie najmniej bolesna, i kto po moim odejsciu by cierpial i jak dlugo...
      • igge Re: Orka po ugorze 24.03.13, 18:18
        no przestańcie dziewczyny z tym zmęczeniem życiem :(
        Mnie sie strasznie chce żyć i czuję radość i frajdę z tysiąca drobiazgów.
        Aczkolwiek dla przyzwoitości dodam, że dwa lata rok temu marzyłam o "wiecznym odpoczynku" :) Takie zmęczenie i zniechęcenie mija. Z czasem.
        Uważam, że autorka wątku nie musi na siłę bawić się z dziećmi w wieku 6, 9 lat. W tym wieku dzieci świetnie znajdują sobie same rozrywki. I mają w dodatku rodzeństwo do towarzystwa.
        Jeśli jednak czuje, że musi być razem z dziećmi - niech wybierze coś co autentycznie dorosłemu też sprawi frajdę i wywoła śmiech u matki także, nie tylko u dzieci. Np długi wiosenny spacer po lesie, albo teatr (ANIa z Zielonego Wzgórza? Teatr 6 piętro warszawa), np ciepły popcorn z mikrofali przy Filmie typu "WAr Horse" a dodatkowo dyskretnie laptop/książka/gazeta. My czasami siadamy w czwórkę rodzinnie na kanapie robiąc coś razem, a jednocześnie mąż albo ja jednym okiem zajmujemy się swoją rozrywką, lekturą. Odpręża.
      • igge Re: Orka po ugorze 24.03.13, 18:22
        bez_przekazu - ja bym cierpiała :)) z form najbardziej humanitarne jest chyba błogie i bezbolesne uśpienie :)
    • danaide Re: Orka po ugorze 24.03.13, 19:52
      A ja bym poprosiła o jakieś fakty, jakąś historię. Bo opinie na temat swojego życia każdy może mieć taką czy inną i nie ma z czym tu dyskutować.
      • nielekkoscbytu Re: Orka po ugorze 24.03.13, 21:00
        fakty są takie: pochodzę z pełnej rodziny, mam solidne wykształcenie, dobrą pracę, męża, 2 dzieci, mieszkanie i psa. Wyszlam za mąż z wielkiej miłości, dzieci były chciane i wyczekane. Dzieci są zdrowe, bystre, pogodne. Starsze dobrze sie uczy. Nie mam kłopotów materialnych. Rodzice bardzo duzo mi w zyciu pomogli, rowniez finansowo (podarowali mi wiekszość pieniędzy potrzebnych na zakup mieszkania) interesują sie wnukami. Mąż (twierdzi ze) kocha.

        i takie: pochodze z rodziny, gdzie rodzice wolą prowadzic wieloletnie wojny zamiast cos zmienic lub sie rozstac; notorycznie wciagali mnie jako dziecko i jako juz dorosłą w swoje rozgrywki i regularnie wyładowywali na mnie swoje frustracje
        mam dobre wykształcenie i niezłą prace, przy czym wiem, że nie wykorzystałam, a nawet nie próbowalam wykorzystac wielu mozliwosci rozwoju zawodowego - rezygnowałam na wszelki wypadek, zeby nie narazic sie na porazke
        za mąż wyszłam bardzo młodo, gdy tylko znalazł się ktoś kto się we mnie zakochał, a ja się zakochałam w tym jego zakochaniu ;) to miał byc książę który mnie uratuje...
        dzieci były bardzo wyczekane, bo w malzenstwie juz brakowało bliskosci, dzieki nim miała powstac szczesliwa rodzina
        po urodzeniu pierwszego dziecka nie mogłam sie pozbierac - miałam kilkumiesięczny babyblues, dopiero ucieczkowy powrot do pracy mi pomogl; do dzisiaj z przykroscią mysle o tym czasie
        za nic nie jestem w stanie sobie przypomniec co mi sie stało, ze zdecydowalam sie na drugie dziecko
        po urodzeniu drugiego duzo lepiej sobie radzilam z opieka nad dziećmi, wspominam ten czas jako szczesliwy
        wowczas z męzem juz prowadzilismy praktycznie osobne zycia
        rodzice przez wiekszosc mojego zycia usiłowali mnie kontrolowac, przez dlugi czas dosc skutecznie
        mąż mnie zdradzał, a gdy sie o tym dowiedzialm, to na tyle zachwiało moim życiem, że trafilam na terapie, spojrzałam na swoje zycie inaczej i teraz usiłuje poprawic co sie da
        • foringee Re: Orka po ugorze 24.03.13, 21:15
          > i takie: pochodze z rodziny, gdzie rodzice wolą prowadzic wieloletnie wojny zam
          > iast cos zmienic lub sie rozstac; notorycznie wciagali mnie jako dziecko i jako
          > juz dorosłą w swoje rozgrywki i regularnie wyładowywali na mnie swoje frustrac
          > je
          > mam dobre wykształcenie i niezłą prace, przy czym wiem, że nie wykorzystałam, a
          > nawet nie próbowalam wykorzystac wielu mozliwosci rozwoju zawodowego - rezygno
          > wałam na wszelki wypadek, zeby nie narazic sie na porazke


          pod tym fragmentem wiele osób by się mogło podpisać, bo mieli to samo.
          pojawienie się dziecka uruchamia te stare pokłady emocji i lęki przed powieleniem schematu rodzinnego(stąd bb przy pierwszym)
          nieprzeleczone złe dzieciństwo skutkuje tym, że podświadomie wybiera się związek by w nim powielać to co pokazali rodzice. i jest się ślepym na wiele szczegółów że to zmierza w złym kierunku, potem dzieje się coś co zmusza do konfrontacji - jak zdrada męża.

          jedni uciekają z takich domów kłócących się rodziców -w szybkie małżeństwa, inni w samotność bo małżeństwo kojarzy im się tylko z piekłem i niewolą-tak nauczyli rodzice..

          chodź na terapię i zajmij się sobą. Nie miałaś na to czasu wcześniej i nie byłaś gotowa : więc przerób to teraz.
          a to, że boli, że jest ciężko, że wcale się nie chce aż tak cierpieć.... niestety,
          ale jest szansa że później będzie się żyło dużo lżej.
          nie poddawaj się.
        • esteraj Re: Orka po ugorze 24.03.13, 22:28
          > mam dobre wykształcenie i niezłą prace, przy czym wiem, że nie wykorzystałam, a
          > nawet nie próbowalam wykorzystac wielu mozliwosci rozwoju zawodowego - rezygno
          > wałam na wszelki wypadek, zeby nie narazic sie na porazke

          Co oznaczałoby dla Ciebie ponieść porażkę? Bałaś się opinii innych czy chodziło o jakieś materialne konsekwencje...?

          pochodze z rodziny, gdzie rodzice wolą prowadzic wieloletnie wojny zam
          > iast cos zmienic lub sie rozstac; notorycznie wciagali mnie jako dziecko i jako
          > juz dorosłą w swoje rozgrywki i regularnie wyładowywali na mnie swoje frustrac
          > je

          Czy chodzi tu o negatywny wzorzec? Czy byłaś poniżana przez rodziców, czy wręcz przeciwnie jedno przez drugiego chciało Cię do siebie przyciągnąć?

          > za mąż wyszłam bardzo młodo, gdy tylko znalazł się ktoś kto się we mnie zakocha
          > ł, a ja się zakochałam w tym jego zakochaniu ;) to miał byc książę który mnie u
          > ratuje...

          Czy to była tęsknota za normalnym domem, który razem mieliście stworzyć, czy tylko potrzebowałaś być z kimś, kto miał Cię chronić i liczyłaś na wkład jedynie z jego strony?

          > dzieci były bardzo wyczekane, bo w malzenstwie juz brakowało bliskosci, dzieki
          > nim miała powstac szczesliwa rodzina

          Czy mąż angażował się w opiekę nad dziećmi, czy to miało być tylko Twoje zadanie?

          > rodzice przez wiekszosc mojego zycia usiłowali mnie kontrolowac, przez dlugi cz
          > as dosc skutecznie

          Na czym polegała ich kontrola?

          > mąż mnie zdradzał, a gdy sie o tym dowiedzialm, to na tyle zachwiało moim życie
          > m, że trafilam na terapie

          Czym mąż tłumaczył swoją zdradę? Jaki jest Twój obecny stosunek do niego?
        • danaide Re: Orka po ugorze 24.03.13, 23:44
          Od razu lepiej.

          Ile jesteś na terapii? Bo terapia i grzebanie w swojej głowie i niełatwej przeszłości to cholernie ciężka robota. Dopóki nie nastąpi przełom będziesz się czuła pod psem.

          Może odpowiedzą Ci te dziewczyny, co rozkładają te wątki na czynniki pierwsze. Ja odpowiem Ci tylko z własnego doświadczenia, w jakimś stopniu podobnego (mam za dobrze w życiu... szukam dziury w całym...):
          - przerobić przeszłość;
          - dotrzeć do własnych potrzeb;
          - uznać, że "jeśli nie możesz zmienić faktów, zmień nastawienie" i, odpowiednio: zmienić jedno albo drugie.

          Mam nadzieję, że nie uznasz takiej odpowiedzi za lekceważenie, ale nie mam kwalifikacji i na razie czasu, by napisać więcej=)
    • esteraj Re: Orka po ugorze 25.03.13, 00:11
      no własnie ja nie wiem, jak jest "normalnie", bładzę po omacku

      Przypomniała mi się taka oto zasłyszana historia:
      Było sobie dwóch braci, którzy wychowywali się w domu, gdzie ojciec notorycznie nadużywał alkoholu, wciąż pijany, ciągle wyzwiska. Niczego w życiu nigdy nie osiągnął, nie nadawał się do żadnej roboty. Gdy chłopcy dorośli, każdy poszedł w swoją stronę.
      Po wielu latach spotkali się i zaczęli opowiadać o swoim życiu.
      Pierwszy poszedł w ślady ojca. Był samotny, a wolny czas spędzał z kumplami pod barem.
      Drugi skończył studia, miał dobrą pracę i rodzinę.
      Ten pierwszy pyta się drugiego:
      - Jak Ci się udało zajść tak daleko, przecież nasz ojciec pił i nie nauczył nas niczego pożytecznego? Ja nie miałem dobrego wzorca i skończyłem tak a nie inaczej.
      - Dość napatrzyłem się na naszego nieudacznika i obiecałem sobie, że nigdy nie będę taki jak on. Miałem jasny plan w życiu i go zrealizowałem.

      Jak widać, w największej mierze wpływ na nasze życie mamy my sami i od nas zależy jak wykorzystamy nasze doświadczenia.

      Autorko, nie powinnaś tak bardzo przejmować się tym, czy stworzysz sielankowy obrazek swojej rodziny. Najważniejsze byś zapewniała dzieciom bezpieczeństwo i spokojny rozwój. Uczyła ich samoświadomości. Dzieci potrafią same zorganizować sobie czas i zabawę. Dobrze będzie, jeśli będą miały w Tobie wsparcie i pomoc, gdy będą Cię potrzebowały.
      Twoja miłość im wystarczy.
    • nowy99 Re: Orka po ugorze 25.03.13, 10:27
      Po prstu najbliżsi zawiedli. I tyle.
      Razem do kupy daje prostą do depresji.

      Twoimi przyjaciolmi sa twoje dzieci, warto sie z nimi przyjaznic. I wcale nie musisz sie z kazdym bawic, one maja po pierwsze siebie wiec niech kombinuja w co sie bawic ze soba, po drugie maja tez tate.
      Chyba nikt, albo prawie nikt nie lubi bawic sie z dziecmi, ja moge jedynie czytac swoim, no, wczoraj sie zebralam w sobie i poszlismy do lasu na sanki...
      Lepiej zajmij sie swoim samopoczuciem, bo to dla dzieci duzo gorsza trauma.
      Jakos mi te twoje slowa brzmia depresyjnie, duzo w nich zrezygnowania, slychac ulatujace powietrze, nie czekaj az bedze gorzej, bo sie z tego nie wyliżesz wcale.
      A lubisz swojego partnera? Przyjaznicie sie teraz, po przejsciach?
      Dla mnie tu jest clou problemu.
    • tully.makker Re: Orka po ugorze 25.03.13, 10:34
      Wszedzie dobrze, gdzie nas niema...

      Nie wierz, ze inni maja lepiej bez zadnego wysilku. I nie wiesz tak naprawde co sie dzieje miedzy nimi w zaciszu ich domow i co sie dzieje w ich glowach. nie patrz na innych, bo tylko sie zdolujesz. Wazne jest to, co ty robisz, czujesz i przezywasz. uwazam, ze czlowiek, ktory sie stara, ma swiadomosc problemow i je przepracowuje ma szans ena duzo wiekszy sukces niz ten, ktory ma wszystko uslane rozami.

      Trzymaj sie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Orka po ugorze 26.03.13, 17:55
      Być może powodem Pani niskiego nastroju i zmęczenia jest poczucie rozczarowania sobą.
      I wymaganie, głównie od siebie , aby było "na poziomie", który Pani sobie ustaliła. Być może na to nakłada się poczucie kontroli. Ono też jest odpowiedzialne za ten wysoki poziom. Jeśli coś idzie nie tak, nie zgodnie z założeniami np: uczucia w małżeństwie, rodzicielstwo, odpowiednia stosunek do dzieci, to ruiną okazuje się całe życie, a nie tylko jego wycinek. Dlatego czuje się Pani jak tytułowy ugór. Jałowa, bo to czym Pani jest wypełniona, Pani się nie podoba, nie znajduje wewnętrznej akceptacji.
      Bardzo dobrze, że chodzi Pani na terapię. Na pewno omawia Pani i ten wątek o którym Pani napisała tutaj. Nie potrzebuje Pani zatem rad, jak postępować, bo je Pani dostaje w terapii. I niezbędne wsparcie. Jeśli , nawet w myślach, będzie Pani traktować terapię jak "orkę na ugorze" to zgorzknienie się będzie potęgować. Niech Pani potraktuje jako jako swój sposób na "użyźnienie" swojej gleby. Będzie łatwiej. Moze o tym warto porozmawiać w terapii. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka