habitus
28.01.05, 23:11
Leonard Cohen - Pieśń rogacza
Jeżeli to wygląda na wiersz
będzie lepiej, jeżeli cię od razu uprzedzę,
że to nie jest wiersz.
Nie chcę obracać wszystkiego w poezję.
Wiem, że to także jej wina,
ale nie o to mi teraz chodzi.
To jest sprawa między tobą a mną.
Osobiście pluję na to, które z was zaczęło,
choć prawdę mówiąc nawet śliny szkoda.
Ale w takiej sytuacji mężczyzna musi zareagować.
Tak czy inaczej wlałeś w nią pięć dużych piw,
Zabrałeś ją do siebie, nastawiłeś odpowiednią muzykę,
i w godzinę lub dwie było po wszystkim.
Ja wiem co to jest namiętność i lojalność,
ale w waszym wypadku nie ma o tym mowy.
No, chyba trochę przesadziłem,
namiętność była,
a może nawet mieliście jakieś skrupuły,
ale przede wszystkim chodziło o zrobienie
rogacza z Leonarda Cohena
Do diabła, powinienem skierować to do was obojga,
ale nie mam czasu, żeby pisać jeszcze raz.
Muszę się modlić.
Muszę czekać przy oknie.
Powtarzam: chodziło o zrobienie rogacza
rogacza z Leonarda Cohena
Ta linijka mi się podoba, bo jest w niej moje nazwisko.
A najbardziej doprowadza mnie do szału to,
że właściwie wszystko jest jak było:
jestem wciąż czymś w rodzaju przyjaciela,
jestem wciąż czymś w rodzaju kochanka.
Ale już nie na długo
i właśnie w tej sprawie do was piszę.
Bo naprawdę zacząłem zmieniać się w złoto,
zmieniać się w złoto
To podobno trwa długo
i nie następuje od razu.
W związku z tym niniejszym zawiadamiam,
że na razie zmieniłem się w glinę.