Dodaj do ulubionych

Historia kryminalna.

24.02.05, 23:24
Witam, w tym watku bedzie powiesc kryminalna w odcinkach. Bardzo prosze o
recenzje, nawet jezeli mialyby byc bardzo niepochlebne.

Akcja dzieje sie w redakcji, wiec na poczatek zrobie maly slowniczek
branzowych terminow.

dealine - wyslanie numeru do druku
szparowanie - na zdjeciu: wyjmowanie przedmiotow/postaci z tla
szpigiel - inaczej struktura, rozpiska na ktorej jest zaznaczone, ktory
material jest na ktorej stronie.
skladka - najczesciej 16 konkretnych stron, ktore drukuje sie na jednym
arkuszu.
rozkladowka - dwie widzace sie strony w gazecie
booklet - zeszyt naszywany na gazete, lub inaczej dolaczany do numeru.
gimmick - gadzet dolaczany do gazety
kolumna - wbrew pozorom to jest inna nazwa strony w gazecie
szpalta, łam - pas tekstu na stronie (terminy czesto mylone z kolumna)
pierwsza okladka - okladka, pierwsza strona w gazecie
druga okladka - druga strona w gazecie.
trzecia okladka - przedostatnia strona w gazecie.
czwarta okladka - ostatnia strona w gazecie.
cyan, magenta, yellow, black - kolory skladowe, z ktorych tworzy sie
drukowalne barwy
trawienie bebnow - jeden z etapow przygotowania do druku.
retusz - korekta kolorystyczna zdjec
lamanie, layoutowanie - robienie strony do gazety.

Gdybym uzywala innych niezrozumialych wyrazen, prosze krzyczec, wyjasnie.

Osoby znajace autorke oraz jej srodowisko zawodowe sa proszone o
niekojarzenie postaci z konkretnymi osobami:P
Obserwuj wątek
    • detektyw.mimo.woli 1 - Dealine 24.02.05, 23:24
      Deadline
      Dźwięk budzika był coraz głośniejszy. Z żalem pożegnałam przesuwające się
      przed oczami kolorowe obrazy i wyciągnęłam rękę, by zniszczyć źródło
      obrzydliwego hałasu. Dłoń trafiła na pustą szafkę nocną.
      - Do diabła – warknęłam do siebie. - Przecież postawiłam budzik w
      najodleglejszym kącie sypialni, by zmusić się do wstania.
      Doczłapałam się do wyjca i z ulgą powitałam ciszę. Niestety, błogość trwała
      krótko. Niedługo później zaterkotał alarm komórki. Skierowałam się do
      następnego źródła nieprzyjemnego dźwięku. Na szczęście było ono w kuchni, gdzie
      stał również ekspres do kawy. Pomyślałam, że zaraz zrobię sobie boski napój z
      mlekiem, zapalę papierosa i świat wyda mi się przyjaźniejszy. Wyłączając
      kolejny dzwonek spojrzałam na datę.
      - Do diabła! - podskoczyłam. - Dziś jest deadline! - Odkrycie obudziło mnie
      skutecznie. Deadline oznaczał, że nie wolno się dziś spóźnić. Będziemy
      siedzieć nie – jak zwykle – osiem godzin, tylko do zesłania drukarni ostatnich
      stron. Wysyłka najczęściej kończyła się około północy. Teoretycznie na
      zakończenie numeru mamy trzy dni, jednak praca w miesięczniku nie sprzyja
      systematyczności, wszyscy zostawiają robotę na ostatni moment. W pamięci
      przeliczyłam strony, które miałam w tym numerze. W sumie wyszło niewiele, ale
      na kilku miałam mnóstwo zdjęć z wybiegów, a te zawsze są wyjątkowo trudne w
      retuszu. Nalałam wody do ekspresu i poszłam pod prysznic. Wredny alarm w
      komórce znów się włączył. Owinięta ręcznikiem i pobiegłam go wyłączyć, nie
      przerywając szorowania zębów. Przełożyłam szczoteczkę do lewej ręki i wolną
      dłonią nalałam mleka do kubka, podstawiłam pod wypustkę pary. Po chwili
      siedziałam nad kawą i z lubością wciągałam w płuca dym. Kolejny atak ze strony
      komórki. To był znak, że powinnam już wychodzić. Po chwili namysłu postanowiłam
      zawołać taksówkę.
      Dziesięć minut później siedziałam w samochodzie.
      - Dawno pani ze mną nie jechała. - przywitał mnie kierowca. - Dokąd jedziemy?
      - Do pracy – odparłam bezmyślnie.
      - Ale do której? - spytał taksówkarz.
      - Na Żoliborz.
      - Aaa, to chyba jednak dawno nie jechaliśmy. Poprzednio woziłem panią na
      Mokotów.
      - Mokotów nieaktualny od prawie roku – mruknęłam. - Stołeczna siedem.
      - Ten wielki biurowiec? - upewnił się mężczyzna i rzucił okiem w lusterko
      wsteczne. Kiwnęłam głową w odpowiedzi i zamknęłam oczy. Chciałam jeszcze
      podrzemać przez te kilka minut, ale kierowca należał do tych rozmowniejszych.
      - To w jakiej gazecie pani teraz robi?
      - New Look – odpowiedziałam niechętnie.
      - A nie znam.
      - Całkiem prawdopodobne. - mruknęłam. - To gazeta dla bab. Mężczyźni nie mają
      tam czego szukać. Nawet jeżeli zamieszczamy zdjęcia gołych dziewczyn, to
      najczęściej są wysmarowane zielono-brązowymi papkami ujędrniającymi biust,
      pośladki i małżowiny uszne. - wykrzywiłam się dając mu do zrozumienia, że nie
      mam ochoty na rozmowę.
      - Dziś jest dwudziesty ósmy a pani taka skwaszona. Wszyscy się cieszą, bo biorą
      pensję. - kierowca nie dawał za wygraną.
      - Dziś jest Matki Boskiej Pieniężnej, ale co z tego, skoro mamy deadline –
      westchnęłam.
      - A co to za martwa linia? - taksówkarz przetłumaczył sobie anglojęzyczny zwrot.
      - Wysyłka numeru. Od rana do nocy mamy piekło i ani chwili, żeby się w głowę
      podrapać, nie mówiąc o normalnym posiłku.
      - A, to rozumiem. - odpowiedział mężczyzna i szczęśliwie zamilkł.
      Do redakcji wpadłam dwadzieścia po dziewiątej. Bożena, moja szefowa tylko
      surowo na mnie spojrzała, więc wcisnęłam głowę w ramiona i włączyłam swój
      komputer. Rozejrzałam się po naszym open space'ie. Na razie było spokojnie:
      wszyscy snuli się z kolorowymi kubkami w dłoniach, jedna z dziewczyn postawiła
      lusterko na biurku i poprawiała makijaż, ktoś czytał pocztę, z głośnika
      fotoedytorki dobiegała delikatna muzyka. Piekło zacznie się koło południa.
      - Dobrze, Beata że już jesteś – podeszła do mnie Iza, nasza techniczna. W ręku
      trzymała szpigiel. - Musisz pomóc Jackowi w szparowaniu. On ma cztery strony
      szczotek do włosów. Co prawda, twierdzi że sobie poradzi, ale to musi zejść
      najwcześniej, bo mamy tam reklamy. Potem on pomoże ci w montowaniu Trendów.
      - Z wielką przyjemnością oddam cholerną Naomi za kilka szczotek. Ile można
      wpatrywać się w tę samą twarz, choćby była najpiękniejszą kobietą na świecie. -
      odpowiedziałam odpalając photoshopa.
      - Najpiękniejsza jest Monica Belucci – z lewej strony doszedł mnie głos Zbyszka.
      - Nie mądraluj się, tylko powiedz jakie są składowe dla skóry murzynki. -
      odezwał się Jacek, zadowolony z dealu, który zaproponowała techniczna. Od
      kilku dni siedział nad szparowaniem szczotek i grzebieni. Chyba miał tego dosyć.
      - Naomi nie jest czystą murzynką – odpowiedział Zbyszek. - Ma w sobie trochę
      krwi białej i żółtej.
      - Więc ile dałbyś cyanu? - nie ustępował Jacek
      - Minimum trzydzieści pięć procent. - odpowiedział Zbyszek
      - Nie za mało? - do dyskusji weszła Bożena. - Ja bym dała co najmniej
      pięćdziesiąt i jeszcze podlałam blackiem. Do tego jakieś sześćdziesiąt magenty
      i z osiemdziesiąt yellow.
      - Ale Naomi nie jest koloru czekolady! - zaprotestował Zbyszek.
      Wyłączyłam się z rozmowy. Szum robił się coraz głośniejszy, zapach porannej
      kawy ustąpił aromatowi cytrynowej herbaty, to korektorka przeparadowała przez
      redakcję.
      - Wanda, co z butami? - Iza położyła przede mną wydruki stron ze szczotkami i
      popatrzyła na korektorkę.
      - Oddałam już szefowi. Ale szybko nie przeczyta, bo zalegają u niego płaszcze i
      wieczorowe makijaże.
      - A co teraz robisz?
      - Mam dietę owocową, wywiad z pisarką i plotki.
      - Zaraz będą alergie! - krzyknęła Jolka, vice naczelna.
      - Dobrze, więc czytaj alergie w pierwszej kolejności – Iza rzuciła okiem na
      szpigiel. - To do czternastej musi od nas zejść.
      W takich dniach zawsze patrzyłam na Izę z podziwem. Z wielką płachtą szpigla
      chodziła po redakcji i pilnowała by materiały przychodziły do grafików w
      odpowiedniej kolejności. W deadline wyglądała jak generał dowodzący bitwą, my
      byliśmy jej żołnierzami. Wróg był tylko jeden: czas. Niestety, nieprzyjaciel
      miał jednego sprzymierzeńca: Tomka, naszego naczelnego.
      Tomasz w sumie był nienajgorszym szefem, jednak kompletnie nie miał wyczucia
      czasu. Potrafił w dniu deadline'u wycofać materiał, zagonić fotoedytorkę do
      szukania nowych zdjęć, dziennikarzy do pisania tekstów, a gdy materiał był już
      złamany i gotowy do wysyłki wracał do poprzedniego. W takich sytuacjach
      nienawidziliśmy go. Jednak jego najczęstszym przewinieniem wobec nas było
      gubienie materiałów. Korektorka kładła mu stosy kolumn na biurku, a on
      zabierał je gdzieś i wracał z pustymi rękami wmawiając nam, że ich nie dostał.
      Nie raz w myślach sypały się na niego gromy, jednak nikt nigdy go na głos nie
      zwymyślał. Teraz Bożena, nasza artystyczna siedziała jego gabinecie i usiłowała
      namówić, by zaczął czytać najpilniejsze strony. Przez otwarte drzwi widać było
      jak przekładała mu wydruki na biurku. Pewnie na wierzch kładła te z reklamami.
      Było już po dziesiątej, gdy hałas stał się niemożliwy. Założyłam na uszy
      słuchawki i odpaliłam Mozarta. Przy nudnej robocie, jaką jest szparowanie mogę
      słuchać tylko „Jowiszowej”.
      Przed oczami przeleciał mi zmięta w kulkę kartka papieru. To był znak od Marty,
      że chce iść ze mną na papierosa. Kiwnęłam głową, zdjęłam słuchawki i założyłam
      kurtkę. Palić wolno było tylko przed budynkiem, gdzie stały popielniczki.
      - Niezłe wariatkowo mamy dzisiaj. - stwierdziła Marta szukając po kieszeniach
      zapalniczki. Po dłuższej chwili spojrzała na mnie prosząco. Podałam jej swoją.
      - Jak zwykle w deadline. - odpowiedziałam. - I jak zwykle mam nadzieję, że tym
      razem Tomek nie zniknie na dwugodzinny obiad i że zacznie czytać strony w
      odpowiedniej kolejności. Dużo ci zostało?
      - W sumie to niewiele. Mam wszystkie retusze z wyjątkiem plotek.
      - No to w sumie masz spokój – odparła
      • detektyw.mimo.woli 1 - Dealine cd 24.02.05, 23:25
        - No to w sumie masz spokój – odparłam. - Tyle że plotki pewnie stoją na
        zdjęciach agencyjnych, one są kiepskiej jakości.
        - Jakoś dam sobie radę. - odpowiedziała Marta. - Jeżeli chcesz, to wezmę tę
        Naomi. - zaproponowała.
        - Zobaczymy. Na razie Jacek się napalił, bo Naomi jest w prześwitujących
        kieckach – puściłam oko do przyjaciółki i spojrzałam na furtkę w ogrodzeniu.
        Zobaczyłam znajomą sylwetkę: wysoki mężczyzna z kowbojskim kapeluszu i długim
        płaszczu zbliżał się do wejścia. Popatrzyłam na niego z niechęcią.
        - Beatko, jak miło mi widzieć cię w dobrym zdrowiu! - zawołał na mój widok.
        - Mi również – odpowiedziałam fałszywie i wzrokiem dałam Marcie znak, że koniec
        przerwy.
        - To teraz tutaj pracujesz? - mężczyzna szczerzył zęby w sztucznym uśmiechu. -
        A myślałem, że będziesz miała problemy.
        - Niektórzy nie mają problemów ze znalezieniem pracy – odparłam zimno, zgasiłam
        papierosa i skierowałam się do wejścia. - A ty pewnie szukasz pracy, skoro
        pojawiłeś się u konkurencji?
        - No,chciałbym zmienić powietrze, wiesz sama jaka tam jest niemiła atmosfera.
        Spojrzałam wymownie na Martę. Dziewczyna chyba przeczytała moje myśli bo z
        trudem powstrzymywała śmiech.
        - Wracam na posadę – mruknęłam i złapałam Martę za rękę. Mężczyzna szedł chwilę
        za nami, ale gdy my skręciłyśmy do windy skierował się do recepcji.
        - To pewnie twój były szef? - spytała mnie Marta w windzie. - Mniemam to po
        twoim entuzjastycznym stosunku do niego.
        - W rzeczy samej. Kretyn, któremu się wydaje, że stoi ponad prawem.
        - To znaczy?
        - Półtora roku temu pojechałam na narty i złamałam nogę. Gdy byłam na
        zwolnieniu przysłał mi pocztą wypowiedzenie.
        - Zwariował? - zdziwiła się dziewczyna. - Przecież to wbrew prawu.
        - No mówię, że to kretyn. Na szczęście moja sąsiadka jest specjalistą w prawie
        pracy i następnego dnia kadrowiec podarł moje wypowiedzenie. Gdy tylko wróciłam
        ze zwolnienia zadzwonili do mnie z New Looka więc wykorzystałam okazję i
        odeszłam. Nie dało się z nim pracować. Każdy dzień zaczynał od „bo cię wywalę”,
        robił wielogodzinne zebrania, na których wygłaszał przemówienia o niczym Edward
        Gierek, robił statystyki, z których nic nie wynikało. Dusiłam się tam.
        - I bardzo dobrze że przyszłaś do nas. - uśmiechnęła się Marta. - Brakowało mi
        ciebie przez te ostatnie lata.
        - Też się cieszę – klepnęłam ją w ramię i wyszłyśmy z windy.
        W redakcji wrzało jak w ulu. Nad szumem dominował głos Izy.
        - Beata, ile ci zostało tych szczotek? - spytała surowo.
        - Jeszcze dwie, zaraz skończę – odpowiedziałam siadając do komputera. - Co z
        moimi alergiami?
        - Wanda już oddała je Tomkowi. Obiecał, że przeczyta w pierwszej kolejności.
        Marta! - krzyknęła do mojej przyjaciółki. - Nie uciekaj, masz już korektę
        proofów. Chyba ci się rozkalibrował monitor, bo wszystkie skóry są za żółte.
        Marta zmarszczyła brwi patrząc na wydruki.
        - No, przesadziłam z yellow – kiwnęła głową. Spojrzała w kierunku gabinetu
        Tomka.
        - Chyba twój znajomy ma spotkanie z naszym szefem. - szepnęła mi do ucha. - Nie
        chcę krakać, ale stanowisko po Elżbiecie nadal nie jest obsadzone.
        - Eee - pokręciłam głową. - Andrzej do tej pory pracował tylko w gazetach
        motoryzacyjnych. Co by u nas robił? Zresztą Elżbieta robiła wywiady, a ten
        obibok nie był w stanie samodzielnie napisać wstępniaka. Nie dałby sobie rady z
        plotkami, a co dopiero autorskie wywiady?
        - Szkoda mi Elki – westchnęła Marta. - Ale w sumie sama się podłożyła. Mogła
        nie chlać w pracy.
        - No szkoda, fajna babka jest – kiwnęłam głową. - Może to ją otrzeźwi i
        zacznie się leczyć? Ale teraz wracam do szczotek. - założyłam słuchawki na uszy
        i zatopiłam się w muzyce i szparowaniu.
        Było już po trzynastej. Pilne strony pojechały do montażu reklam, uwijaliśmy
        się nad pozostałymi. O szczotkach zdążyłam już zapomnieć, zrobiłam korektę
        proofów, czekałam na kolejny materiał. Iza nerwowo chodziła wokół naszych
        biurek.
        - To nie przyspieszy pracy – mruknął Zbyszek, gdy stanęła nad nim.
        - Przepraszam – zmiarkowała się techniczna. - Od ponad godziny Tomek i jakiś
        facet siedzą zamknięci w gabinecie. Nic do nas przez ten czas nie spłynęło.
        - Może zapukasz i wejdziesz? - zaproponował Jacek.
        - Chyba będę musiała tak zrobić. - westchnęła Iza.
        Przybiegła Jolka.
        - Co jest z Tomkiem? Oddał wam coś? - spytała zdenerwowana.
        - A skąd! - Bożena gniewnie podniosła się od swojego biurka. - Wczoraj coś mi
        bąkał, że ma spotkanie z kandydatem na vacat po Elżbiecie. Że też nie miał
        lepszego momentu na przyjmowanie ludzi do pracy.
        - W sumie im wcześniej tym lepiej. - Jolka próbowała bronić szefa. - Dziewczyny
        teraz wykonują robotę Elki, ale długo tak nie pociągną. Może ja wejdę?
        - Idź! - Iza i Bożena krzyknęły z ulgą.
        Odprowadziłam Jolkę wzrokiem. Stanęła przed zamkniętymi drzwiami i zapukała.
        Widać było w niej wahanie. Tomek miał zwyczaj pracy przy otwartych drzwiach;
        niezależnie czy czytał, czy omawiał z członkami zespołu redakcyjne sprawy.
        Drzwi gabinetu zamykały się rzadko, wtedy nikt nie miał prawa wchodzić.
        Krystyna, nasza sekretarka od lat słyszała ten sam dowcip: „tylko najazd Hunów
        lub Wizygotów może mi przeszkodzić”. Krysia kiwała głową i dzielnie odpierała
        wszelkie ataki. Tym razem też zareagowała: podbiegła do Jolki i zamachała
        rękami. Jolka coś jej powiedziała i sekretarka kiwnęła głową. Sytuacja chyba
        była poważna, bo Krysia wróciła do biurka.
        Spojrzałam pytająco na Bożenę.
        - Nie mamy żadnej składki. Drukarnia dziś w nocy trawi bębny do połowy numeru,
        resztę jutro rano. Jesteśmy w lesie, a ten spotkania sobie urządza. - wycedziła
        przez zęby moja szefowa i popatrzyła na gabinet szefa.
        Jola zapukała jeszcze raz i przyłożyła ucho do drzwi. Chyba nic nie usłyszała,
        bo spojrzała na Bożenę i Izę, po czym bezradnie rozłożyła ręce. Artystyczna i
        techniczna gestami zachęciły ją do kontynuacji. Jola niepewnie nacisnęła
        klamkę. Spojrzała przez szparę i zniknęła w gabinecie. Po chwili wybiegła z
        niego blada jak ściana.
        - Krystyna! - wrzasnęła. - Wołaj pogotowie! Tomek leży na biurku z rozbitą
        głową!
        W redakcji zapanowała cisza. Krysia wbiegła do Tomka i pędem wróciła do swojego
        biurka. Złapała za telefon.
        - Teresa! Gdzie jest Teresa? - krzyknęła jedna z redaktorek.
        - Tu jestem! - redaktorka działu „Zdrowie” wyłoniła się z toalety. - Zrobić
        komuś operację? Może ktoś chce lobotomię?
        - Nie czas na żarty. - nerwowo krzyknęła Jola. - Leć do Tomka, coś mu jest.
        - Jemu od dawna coś jest. - wzruszyła ramionami Teresa. - Przydałby się dobry
        psychiatra a nie prawie chirurg.
        - Teresa! - okrzyk Jolki był jak bicz. - Nasz szef leży na biurku z rozbitą
        głową. Masz tam iść i udzielić mu pierwszej pomocy.
        Teresa pobladła. Przecisnęła się przez gęstniejący przed gabinetem tłumek i
        zamknęła za sobą drzwi.
        - Ona naprawdę jest lekarzem? - spytała mnie Iwona z działu „Uroda”.
        - Kiedyś była. - przytaknęłam. - Kilka lat temu zrezygnowała z zawodu i została
        redaktorem. Cokolwiek jest Tomkowi, ona udzieli pierwszej pomocy jak
        profesjonalista. - uspokoiłam ją.
        - Nie gadać! - syknęła mi Jolka.
        W napięciu czekaliśmy na pojawienie się Teresy. Była pani doktor pojawiła się
        po kilku minutach. Wyszła z gabinetu i oparła się o ścianę.
        - Ooon... - zaczęła jąkając się. - ooon chyba nie żyje.
    • all2 Re: Historia kryminalna. 25.02.05, 00:07
      Nie mów... Naprawdę Twój były szef zamordował obecnego? :P
      • ralston Re: Historia kryminalna. 25.02.05, 00:55
        Pewnie nie - ale zawsze można pomarzyć ;)
    • awee Re: Historia kryminalna. 25.02.05, 08:50
      A co to jest korekta proofów?
      Bardziej chodzi o te proofy niż korektę... :)
      • juliettamasina Re: Historia kryminalna. 25.02.05, 22:12
        awee napisała:

        > A co to jest korekta proofów?
        > Bardziej chodzi o te proofy niż korektę... :)
        >



        proof czyli próbny druk, ewentualnie próbna odbitka
        • awee Re: Historia kryminalna. 28.02.05, 08:26
          juliettamasina napisała:

          > proof czyli próbny druk, ewentualnie próbna odbitka

          O, dzięki. Wiesz, według słownika wyrazów obcych W. Kopalińskiego 'proof'
          to też próba, tyle że stopnia zawartości alkoholu w trunkach.
          Lepiej więc zapytać się u źródła, czyż nie ?


          Mam też pytanie do eksperta z branży (niekoniecznie związane z kryminałem)
          Ile jest próbnych druków, podczas robienia jednego numeru ? Czy tylko jeden?
          • anahella Re: Historia kryminalna. 28.02.05, 08:50
            awee napisała:

            > Ile jest próbnych druków, podczas robienia jednego numeru ? Czy tylko jeden?

            Ile trzeba:) albo jaki redakcja ma przydzial, bo proof jest bardzo drogi.
            Proofy sie robi dopoki nie jestesmy zadowoleni z efektow pracy. Tu chodzi o
            kolory: tekstow na proofach sie juz nie poprawia.
    • habitus Re: Historia kryminalna. 25.02.05, 22:21

      Hm, więc zrobiłam już szpigiel, wiem co wejdzie na pierwszej i czwartej okładce,
      w poniedziałek będzie łamanie, potem zażądam proofów a potem deadline... :)))
      No i patrzcie. Zostałam gazeciarzem (tak jakby). :))
    • ormond Re: Historia kryminalna. 26.02.05, 05:42

      > dealine - wyslanie numeru do druku
      > szparowanie - na zdjeciu: wyjmowanie przedmiotow/postaci z tla
      > szpigiel - inaczej struktura, rozpiska na ktorej jest zaznaczone, ktory
      > material jest na ktorej stronie.
      > skladka - najczesciej 16 konkretnych stron, ktore drukuje sie na jednym
      > arkuszu.
      > rozkladowka - dwie widzace sie strony w gazecie
      > booklet - zeszyt naszywany na gazete, lub inaczej dolaczany do numeru.
      > gimmick - gadzet dolaczany do gazety
      > kolumna - wbrew pozorom to jest inna nazwa strony w gazecie
      > szpalta, łam - pas tekstu na stronie (terminy czesto mylone z kolumna)
      > pierwsza okladka - okladka, pierwsza strona w gazecie
      > druga okladka - druga strona w gazecie.
      > trzecia okladka - przedostatnia strona w gazecie.
      > czwarta okladka - ostatnia strona w gazecie.
      > cyan, magenta, yellow, black - kolory skladowe, z ktorych tworzy sie
      > drukowalne barwy
      > trawienie bebnow - jeden z etapow przygotowania do druku.
      > retusz - korekta kolorystyczna zdjec
      > lamanie, layoutowanie - robienie strony do gazety.
      >


      ... przez moment myslalem ze to post z watku Polskish...
    • detektyw.mimo.woli 2 - Szok 27.02.05, 02:33
      Szok
      W redakcji zapanowała taka cisza, że usłyszałam bicie własnego serca. Wszyscy
      patrzyli na Teresę z niedowierzaniem. Pierwsza ocknęła się Jolka.
      - Nie czas na głupie dowcipy – syknęła. - Mów co mu jest, może trzeba wezwać
      pogotowie?
      - Nie żartuję. - cicho odparła Teresa bardzo poważnie, i za moment dodała
      głośniej. - Wygląda na to jakby umarł kilkanaście minut temu. Nie ma tętna, nie
      oddycha ale jest jeszcze ciepły. Szybko wołajcie pogotowie, to wygląda jak
      zawał serca.
      Patrzyliśmy na nią nic nierozumiejącymi oczami.
      - No czego się gapicie! - wrzasnęła tym razem Teresa. - Przepuśćcie mnie do
      telefonu albo same zadzwońcie!
      Krysia, jak zwykle przytomna, złapała za słuchawkę i wystukała trzy cyferki na
      klawiaturze. Po chwili spojrzała na nas przerażona i wyszeptała.
      - Już jadą.
      - Trzeba będzie powiadomić przełożonych. - powiedziała Jola. - Ktoś się odważy?
      - Nie rób scen, tylko dzwoń. - surowo pouczyła ją Bożena. - Na czas
      niedyspozycji naczelnego, ty tu jesteś głównodowodzącą.
      - Ale ja nie wiem co mam im powiedzieć. - zaprotestowała Jolka. - Mam im mówić,
      że on nie żyje, a mimo to wołamy pogotowie?
      - Nie jestem pewna zgonu. - wtrąciła Teresa. - Jeżeli pojawią się zaraz, to
      może go przywrócą?
      - A my nie możemy pomóc? - spytała Iza.
      - Bez defibrylatora nie damy rady. - odpowiedziała ex pani doktor. Ułóżmy go i
      czekajmy na pogotowie.
      - Dzwonię do prezesa, jeżeli wy macie stracha. - postanowiła Bożena. Podeszła
      do biurka redaktorki plotek i spojrzała pytająco na Krystynę.
      - Pięćdziesiąt cztery, dwanaście – sekretarka zrozumiała spojrzenie. Bożena
      wybrała podany numer i z niecierpliwością przewracała oczami. W końcu ktoś w
      Zarządzie odebrał.
      - Mówi Bożena Więckiewicz z New Looka, musze natychmiast rozmawiać z prezesem,
      poważna sprawa. - wyrecytowała jednym tchem. Chwila ciszy. Artystyczna
      zmarszczyła brwi i tonem nie znoszącym sprzeciwu wycedziła do słuchawki:
      - To proszę go powiadomić, kiedy wróci, że naczelny leży nieprzytomny w swoim
      gabinecie, być może nie żyje, jedzie do niego pogotowie. To powinno prezesa
      zainteresować. - rzuciła słuchawkę.
      - Powiadomię ochronę, żeby otworzyli bramę – Marta zarzuciła kurtkę na plecy.
      Poczekam na nich na dole.
      Sygnał karetki usłyszeliśmy po chwili, która wydała się wiecznością. Jeszcze
      bardziej dłużył się czas, w którym obsługa karetki wjeżdżała windą na nasze
      piętnaste piętro.
      Dwóch pielęgniarzy i lekarz wpadli do gabinetu Tomka. Lekarz zatrzasnął nam
      drzwi przed nosem. Baliśmy się podejść bliżej, żeby im nie przeszkadzać, ale
      ciekawość zwyciężyła. Ze wstrzymanym oddechem wsłuchiwaliśmy się w odgłosy
      dochodzące ze środka. Lekarz krzyczał, sanitariusze robili mu sztuczne
      oddychanie. Po chwili wszystko ucichło. Doktor wyłonił się zza drzwi.
      - Kto z państwa może ze mną porozmawiać? - spytał sucho.
      Odpowiedziały mu przerażone, nieme spojrzenia.
      - Idź, Jolka – wystękała Bożena. - Jesteś tu teraz szefową.
      W milczeniu odprowadzaliśmy vice naczelną wzrokiem. Rozmowa w gabinecie toczyła
      się bardzo cicho, bo żaden głos nie dochodził. Po około minucie drzwi się
      otworzyły i zobaczyliśmy pracowników pogotowia zwijających urządzenie.
      - Proszę zawołać policję, my zaczekamy tutaj. - rzucił surowo lekarz wskazując
      fotele przed gabinetem szefa. Powiedział to chyba do Jolki, ale ona stała w
      środku nieruchomo i sprawiała wrażenie jakby nic do niej nie docierało. Znów
      najprzytomniejsza okazała się nasza sekretarka. Zadzwoniła na policję i podała
      słuchawkę lekarzowi. Po krótkiej rozmowie spojrzał na nas:
      - Powinniście państwo wrócić do pracy, nic tu po was. Lepiej, żebyście nie
      wchodzili do gabinetu, bo zatrzecie ślady. I pod żadnym pozorem nie wolno
      dotykać denata.
      - A więc on nie żyje? - z niedowierzaniem spytał Jacek.
      - Tak, mężczyzna leżący w gabinecie nie żyje i nie pomożecie mu chodząc wokół
      jego ciała. Policja was za to nie pochwali.
      - To było morderstwo a nie zawał? - usłyszałam swój własny głos.
      - A czy ja coś takiego powiedziałem? - lekarz spojrzał mi świdrująco w oczy.
      - No właśnie pan to powiedział – próbowałam się kłócić. - Gdyby Tomek po prostu
      zszedł na serce nie wołałby pan policji, tylko zabrał jego ciało do szpitala.
      No i ta gadka o zacieraniu śladów...
      - Pani chyba za dużo się kryminałów w telewizji naoglądała. - przerwał mi
      surowo. - Proszę wracać do swoich obowiązków, i reszcie też radzę. - rozejrzał
      się po sali.
      - Idę zapalić – powiedziała głośno Marta dając mi wzrokiem znak, że mam iść z
      nią. Chyba chciała porozmawiać ze mną na osobności. Niestety, w takich
      sytuacjach nie ma mowy o spokojnej wymianie poglądów. Większość ludzi w
      redakcji była niepaląca, jednak teraz każdy chciał papierosa. Zjechaliśmy windą
      na parter. Papierosy i zapalniczki poszły w ruch. Nikt nie odważył się zacząć
      rozmowy. Marta dyskretnie pociągnęła mnie za rękaw kurtki i spojrzała na budkę
      strażników. Odeszłyśmy od grupy i schowane przed wiatrem zaciągałyśmy się
      nerwowo.
      - Słuchaj – zaczęła Marta. - Ten facet, którego spotkałaś, a potem był na
      rozmowie u Tomka, możliwe, żeby go zabił?
      - Nie jestem jasnowidzem. - wzruszyłam ramionami. - Andrzej to wyjątkowa menda,
      ale nie ośmielę się rzucić na niego oskarżenia. Zresztą, gdyby chciał go zabić,
      to nie zrobiłby tego na oczach całej redakcji. Zresztą nie wiem czy oni się w
      ogóle znali... - zamyśliłam się.
      - No właśnie. Ten twój Andrzej był umówiony na rozmowę o pracę. Może już
      wcześniej się porozumieli i chodziło tylko o dogadanie szczegółów? Andrzej
      chciał coś, czego Tomek nie mógł mu dać, ten się zdenerwował i mu nagadał.
      Tomek się przejął i dostał zawału.
      - No dobra, ale czemu wychodząc z gabinetu nie powiedział Krystynie, że z
      szefem coś nie tak? - zapytałam. Gdyby ktoś mi rok temu powiedział, że będę
      bronić Andrzeja, nigdy bym nie uwierzyła. A teraz zbijam argumenty swojej
      przyjaciółki.
      - Zawał serca nie od razu widać. Poza tym mógł się wymknąć. Nie wiem czy
      zauważyłaś, ale dopóki Jolka nie weszła do jego gabinetu byliśmy przekonani, że
      on tam nadal siedzi.
      - Może wyfrunął oknem? - zachichotałam.
      - Eee, to poważna sprawa – zganiła mnie Marta. - Ten Andrzej wydaje mi się
      najbardziej podejrzany.
      - Wiesz, ja bym chciała, żeby on to zrobił. - przyznałam się cicho. - Nie
      cierpię drania za trzy lata obrzydliwego traktowania, wysłuchiwania dennych
      przemówień oraz kiepskich dowcipów, uczestniczenie w zebraniach o niczym i
      klepania po ramieniu. Facet ma najobleśniejszy dotyk na świecie i każdego
      klepie w ramię. Gdyby go wsadzili to urządziłabym imprezę na tę okazję. Jednak
      coś mi mówi, że to za proste. Ale dowiem się czegoś. Mam telefon do sekretarki
      z naszej poprzedniej redakcji, ona mi wszystko wypaple.
      - Dziewczyny, policja już przyjechała. - zza budki strażników wyłonił się
      Zbyszek. Komisarz chce widzieć cały zespół w komplecie.
      Zgasiłyśmy papierosy i ruszyłyśmy do budynku. Winda wlokła się niemiłosiernie.
      - Miło, że panie zajrzały – powitał nas surowy głos. W otwartych drzwiach
      gabinetu Tomka stał ubrany po cywilnemu mężczyzna. - Na początek chciałem
      ogłosić, że nikt z was nie wyjdzie do domu, dopóki wam nie pozwolimy.
      Przechyliłam się. Koło biurka szefa stało jeszcze dwóch mężczyzn. Jeden
      przyglądał się komputerowi Tomka, drugi rozmawiał z lekarzem. Policjant włączył
      komputer. Tymczasem trzeci kazał nam się zbliżyć. Poprosił Krystynę o listę
      obecności i zmarszczył brwi.
      - Tylko dwie osoby są obecne w pracy od początku miesiąca?
      - To nie tak – usiłowała wyjaśnić sekretarka. - Tylko dwie osoby
      systematycznie podpisują listę obecności. Pozostałych ścigam tuż przed oddaniem
      listy kadrom, czyli każdego ostatniego miesiąca.
      - Aha. - mruknął policjant. - To ja bardzo proszę o uzupełnienie podpisów,
      pani będzie za to odpowiedzialna – oddał listę Krysi. Dziewczyna posłusznie
      kiwnęła głową, wzięła długopis, podeszła do każdego i
      • detektyw.mimo.woli 2 - Szok cd 27.02.05, 02:34
        Dziewczyna posłusznie kiwnęła głową, wzięła długopis, podeszła do każdego i
        przypilnowała, aby wszyscy postawili parafki. Gdy skończyliśmy policjant znów
        wziął papier do ręki.
        - Czyli dziś w pracy są wszyscy? - spytał.
        - Nikogo nie brakuje – odrzekła Jolka rozglądając się.
        - Więc zacznijmy: jestem komisarz Jarosław Jabłoński z komendy dzielnicowej i
        zostałem przydzielony do tej sprawy. W tej chwili moi ludzie zabezpieczają
        dowody, po wykonaniu niezbędnych czynności przystąpimy do przesłuchania. Zależy
        mi na tym, aby wszyscy współpracowali. W przeciwnym razie mam prawo postawić
        zarzut o utrudnianie śledztwa.
        W tle jego mowy słychać było trzask flesza. Jeden policjant robił zdjęcia,
        drugi siedział przy komputerze Tomka.
        - Jarek, chodź tu szybko, mam coś ciekawego! - krzyknął gliniarz znad
        komputera.
        - Przepraszam państwa – kiwnął głową Jabłoński i wszedł do środka starannie
        zamykając za sobą drzwi. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieniu. Czyżby morderca
        zostawił ślad na tomkowym komputerze?
        - Duszę bym diabłu oddał, żeby dowiedzieć się, co on tam znalazł – wyszeptał
        Jacek.
        - Uważaj co mówisz – zachichotała Iza a my wraz z nią: nazwisko Izy brzmiało
        Diabeł.
        - Tobie oddałbym coś więcej niż duszę – chłopak puścił do niej oko, ale
        natychmiast spoważniał, bo wrócił do nas Jabłoński.
        - To na czym skończyliśmy?
        - Że chce nas pan przesłuchać. - podpowiedziała Krysia.
        - No właśnie. Do tego czasu nie wolno wam opuszczać redakcji. Można iść tylko
        do toalety.
        - A po papierosy? - jęknęłam. - Wszyscy rzucili się na moje fajki, została mi
        tylko jedna – wyjęłam prawie puste pudełko z kieszeni.
        - Jeżeli kiosk jest niedaleko może pani iść. Zadzwonię do ochrony, że pani nie
        zatrzymywali.
        - Nie ma potrzeby. - potrząsnęłam głową. - Kiosk jest na terenie budynku.
        - Więc ma pani dwie minuty – spojrzał na mnie surowo.
        Podbiegłam do swojego biurka, złapałam portfel i komórkę. Po głowie tłukło mi
        się pytanie, co takiego policja znalazła w komputerze szefa. Jeszcze w windzie
        znalazłam w książce komórki odpowiedni numer, który widniał pod
        nickiem „Shadow”.
        Nie wiem jak Shadow ma na imię i kim jest na co dzień. Poznaliśmy się kiedyś na
        chacie, potem zaczęliśmy ze sobą mailować. Podobno mieszka w Katowicach i jest
        niepełnosprawnym na wózku dwudziestolatkiem. Rozmawialiśmy o wszystkim, głównie
        o komputerach. Shadow nauczył mnie kilku sztuczek: jak wrzucić komuś trojana i
        na odległość wysuwać mu szufladkę od płyty. Teraz jego hackerska wiedza mogła
        się przydać. Jeżeli ja mogłam straszyć przez internet koleżanki, on na pewno
        może zobaczyć, co ciekawego kryje dysk komputera Tomka.
        Drzwi windy otworzyły się i komórka złapała zasięg. Kilka sygnałów i odezwał
        się znajomy głos.
        - Co tam Lucky?
        - Słuchaj Shadow, jest sprawa kryminalna.
        - W coś się wplątałaś?
        - Ja w nic. - zaprotestowałam. - Słuchaj, czy mógłbyś się włamać na komputer
        mojego szefa?
        - Podaj mi IP to zobaczę.
        - A skąd mam go wziąć?
        - Pisał do ciebie maile?
        - Kilka razy.
        - Masz je w kliencie pocztowym?
        - W czym?
        - W programie do odbierania i wysyłania maili – jego ton zaczął być mentorski.
        - Chyba tak, ale teraz nie sprawdzę bo nie jestem przy biurku.
        Weszłam do kiosku. Pokazałam sprzedawczyni dwa palce i położyłam przed nią
        banknot. Kobieta podała mi dwie paczki moich papierosów i wydała resztę.
        - Poczekaj, wyjdę z kiosku – rzuciłam do słuchawki. Gdy stanęłam z dala od
        ludzi, kontynuowałam.
        - Zaraz będę przy moim kompie, co mam zrobić?
        - Otwórz maila, w opcjach znajdź sobie „pokaż cały nagłówek”, i znajdź
        wszystkie numerki w nagłówku. Potem przejrzyj innego posta. Numer, którego
        szukamy w każdym mailu musi być identyczny, oddzielony kropkami i tam gdzie są
        trzy cyfry nie może to być większe niż 256. Prześlij mi go mailem
        - Okay, ale nie mailem tylko esemesem.
        - Czemu?
        - Policja na pewno kazała monitorować pocztę. Wolałabym nic ci nie wysyłać, bo
        jeszcze napytam sobie biedy.
        - Niech tak będzie. Ile mam czasu?
        - Na co?
        - Na skopiowanie zawartości dysku, chyba że wiesz czego mam szukać?
        - No właśnie nie wiem. Policja włączyła komputer i coś tam znalazła. Chcę
        wiedzieć o co chodzi.
        - Pisałaś do szefa miłosne maile, a teraz go przymknęli? - Shadow nie
        przyjmował do wiadomości, że kieruje mną ciekawość.
        - Nic nie rozumiesz! - krzyknęłam. - Tomek, mój szef nie żyje, został
        zamordowany!
        Umilkłam, bo zobaczyłam, że ludzie gapią się na mnie.
        - Co ty mówisz? - zagadnęła mnie korektorka z innej gazety.
        W odpowiedzi machnęłam ręką i pokazałam jej, że rozmawiam. Odwróciłam się i
        poszłam w spokojne miejsce.
        - Jestem tam jeszcze?
        - Jestem – usłyszałam głos Shadowa. - Powiedz mi, mam coś skasować z tego
        komputera? Jesteś w to zamieszana? Możesz mieć kłopoty?
        - Ja nie, ale niewykluczone, że pewien gość, którego nienawidzę.
        - Chcesz go wsadzić do pierdla?
        - Właśnie nie wiem. I nie chodzi mi o preparowanie dowodów, tylko o to, żeby
        nie uszedł wymiarowi sprawiedliwości.
        - A co ty taka praworządna?
        - Słuchaj, pracowałam z draniem trzy lata. Kiedyś nie pojawił się w robocie, bo
        miał wypadek. Prowadził samochód po pijanemu, kobieta, która przechodziła przez
        pasy wylądowała w szpitalu. Wiesz, że nawet prawa jazdy mu nie zabrali?
        Przechwalał się, wysokością łapówki, którą wręczył. Jeżeli tym razem on ma coś
        wspólnego z morderstwem, to stanę na głowie żeby go zamknęli.
        - To ten, który cię kiedyś z roboty wywalił?
        - Tak.
        - Nie możesz mu tego darować?
        - To mogę.
        - Więc o co chodzi?
        - Ta kobieta, która została ranna to moja sąsiadka, samotna matka z dwójką
        dzieci, z nieściągalnymi alimentami. Widziałam ten wypadek, bo był pod moim
        domem. Złożyłam zeznanie. Następnego dnia Andrzej zawezwał mnie do siebie i
        powiedział, że jeżeli nie odwołam zeznań to mnie wywali z roboty.
        - A więc tu cię boli?
        - Tak, zachowałam się jak ostatnia zdzira. Przyrzekłam, że nikomu nie powiem o
        wypadku. Jesteś pierwszą osobą, z którą o tym rozmawiam.
        - A on i tak cię wywalił?
        - Miał schizy.Wmawiał sobie, że będę go szantażować. Teraz żałuję, że nawet mi
        to przez myśl nie przeszło.
        - Słuchaj Lucky, czego tak naprawdę ode mnie oczekujesz?
        - Żebyś znalazł dowody lub poszlaki, które mogą ujść oczom policji. Nie wierzę
        w ich wiedzę informatyczną.
        - No dobra, jeżeli czegoś się dokopię, to co mam z tym zrobić?
        - Powiedz mi gdzie to jest, a ja ich naprowadzę.
        - Jak on się nazywa?
        - Kto, mój szef?
        - Nie, ten którego podejrzewasz.
        - Andrzej Durowiecki, nie jestem pewna, ale podejrzewam, że na różnych forach
        pisze pod nickiem „Durex”.
        - To już coś. - ucieszył się Shadow. - A jak ty naprawdę masz na imię?
        - Beata, a ty?
        - Tego nie wie nikt. - odrzekł tajemniczo. - Jestem Shadow, bo w cieniu
        pracuje. I niech tak pozostanie. Czekam na esa z numerem IP i namów policję
        żeby nie wyłączała szybko komputera, przekopiuję co się da. Buziaki. – przerwał
        połączenie.
        Wróciłam do redakcji. Krysia poinformowała mnie, że lekarze zabrali już ciało
        Tomka do kostnicy. Bożena i Iza próbowały krzykiem namówić ludzi, żeby wrócili
        do pracy. Policjanci siedzieli w zamkniętym gabinecie. Podniesiony głos Bożeny
        chyba im przeszkodził, bo w drzwiach pojawiła się głowa Jabłońskiego. W ręku
        trzymał papierosa.
        - O, to już coś – ucieszyłam się. - Tylko palacz zrozumie palacza. Przy
        papierosku uda mi się coś z nich wyciągnąć.
        - Możecie krzyczeć trochę ciszej? - wrzasnął Jabłoński, ale za chwilę poczuł na
        sobie gromiący wzrok Krystyny.
        - Tu się nie pali, proszę pana – zganiła go tonem przedszkolanki. - Proszę
        natychmiast to zgasić, bo się włączą czujniki dymu.
        - Jeszcze żadne czujniki się tu nie włączyły – pocieszyłam policjanta. - Wiem,
        bo nie raz siedziałam nad bookletami po godzinach i paliłam przy biurku.
        - Beata, jak możesz! - i mnie się oberwało do Krysi.
        - W biurku mam popielniczkę, przy
        • detektyw.mimo.woli 2 - Szok cd 2 27.02.05, 02:35
          - W biurku mam popielniczkę, przynieść? - przekrzywiłam głowę i popatrzyłam
          policjantowi prosto w oczy. Odpowiedział zadowolonym spojrzeniem i kiwnął
          głową. W ten sposób zawarliśmy sojusz przeciwko najgorętszej w redakcji
          przeciwniczce palenia.
          - Tak będzie lepiej – szepnęłam sekretarce. - Lepiej żeby palili na miejscu
          niżby mieli wychodzić co pięć minut.
          - A to czemu? - zdziwiła się Krysia.
          - Bo jeżeli będą wystawać przy popielniczkach na zewnątrz to nigdy stąd nie
          wyjdziemy.
          - Beata, masz korektę proofów! - pogoniła mnie Iza. - Drukarnia co prawda
          zgodziła się przełożyć trawienie na jutrzejszy wieczór, ale szefowa produkcji
          obiecała im wszystkie składki na szóstą rano.
          - Do szóstej tu będziemy siedzieć? - jęknął Jacek.
          - Do skończenia numeru. - odpowiedziała grobowym głosem Bożena. - Chyba wiecie,
          że oprócz deadline'u mamy dziś w programie przesłuchanie?
          Wyjęłam z biurka popielniczkę i poszłam do policjantów.
          - Bardzo pani uprzejma - uśmiechnął się Jabłoński. - Palacz nie zostawi palacza
          w biedzie.
          Nabrałam głęboko powietrza w płuca i spytałam.
          - Czy mogę coś zasugerować?
          - Przesłuchanie będzie za moment.
          - Ja w kwestii technicznej. Usłyszałam, że znaleźliście coś ciekawego na
          komputerze szefa.
          - No i?
          - Tomek jest, to znaczy był, największą lamerem pod Słońcem.
          - Czym? - zapytały na raz trzy głosy.
          - Lamerem, to takie określenie niezaawansowanego użytkownika, mówiąc
          eufemistycznie.
          - Jak mówiąc? - znów odezwał się policyjny chórek.
          - Mówiąc delikatnie.
          - Ale to lame-coś-tam, o co pani chodzi?
          - Ciągle coś sobie kasował, a potem marudził, że ma kiepski komputer, który
          gubi pliki. Nie był w stanie się nauczyć, że kosz to nie archiwum i nie należy
          tam niczego trzymać. Firmowi informatycy mieli go dosyć i odmawiali mu
          odzyskiwania danych, tłumaczyli jak chłop krowie na granicy że kosz służy do
          kasowania a nie przechowywania, więc Tomek mnie czasem prosił o zapuszczanie
          programu do odzyskiwania danych.
          - No i? - Jabłoński patrzył na mnie nierozumiejącymi oczami.
          - Jeżeli macie coś ciekawego, to po odzyskaniu danych może się okazać że tam
          były jeszcze ciekawsze rzeczy.
          - Pani coś wie?
          - Niestety, nic nie wiem, ale nie będę ukrywać, że chciałabym się dowiedzieć
          kto mu to zrobił.
          - Coś panią z nim łączyło? - zainteresował się Jabłoński.
          - Nie – skrzywiłam się. - Miał tylko moją dozgonną wdzięczność, że mnie
          wyciągnął z poprzedniej firmy. Pracowałam w „Autostradzie”, gdzie było
          koszmarnie. Tu jest całkiem dobrze.
          - Beata, korekty czekają! - usłyszałam donośny głos Izy.
          - Muszę kończyć – uśmiechnęłam się przepraszająco.
          - Wrócimy do tematu podczas przesłuchania, ten program do odzyskiwania jest tu
          na komputerze?
          - Tak, zawsze zapuszczałam go Tomkowi na noc.
          - Dlaczego?
          - Bo on bardzo długo pracuje. Przed wyjściem go włączałam, a następnego dnia
          rano pokazywałam, co odzyskał.
          - Więc i tym razem włączy go pani wieczorem.
          - Dobrze, tylko proszę go do tego czasu nie wyłączać. - uśmiechnęłam się w
          duszy. Pobiegłam do mojego biurka. W locie złapałam proofy od Izy i odpaliłam
          program pocztowy. Znalazłam maile od Tomka i spisałam IP komputera szefa.
          Posłałam numer hackerowi.
          • awee czy szok już minął...? 06.03.05, 23:16
            > '...Posłałam numer hackerowi."


            ...a może słaby hacker, bo coś długo się nie odzywa.... :]
            Co było dalej, kochana redakcjo? ;)
            • detektyw.mimo.woli Re: czy szok już minął...? 08.03.05, 20:36
              awee napisała:

              > Co było dalej, kochana redakcjo? ;)

              A bo ja wiem?;)
              • all2 Re: czy szok już minął...? 08.03.05, 21:21
                Dawaj tu tego hakera. Może on wie...
                • ralston Re: czy szok już minął...? 09.03.05, 09:07
                  A może Oni już wyeliminowali hakera? I dlatego brak dalszego ciągu?
                  • awee Re: czy szok już minął...? 09.03.05, 11:13
                    Albo to też jest niska szkodliwość społeczna...
                    • ralston Re: czy szok już minął...? 09.03.05, 11:14
                      Hakerstwo, czy eliminowanie hakerów?
                      • awee Re: czy szok już minął...? 09.03.05, 11:18
                        wyeliminowanie naczelnego
                        • ralston Re: czy szok już minął...? 09.03.05, 11:19
                          Ach - rozumiem... W związku z niską szkodliwością społeczną czynu to już nawet
                          nie ma o czym pisać...
              • awee czy szok już minął...? 09.03.05, 11:11
                Eeech, ci dzisiejsi detektywi...
    • habitus Re: Historia kryminalna. 28.02.05, 22:42
      Porządkowałam materiały przed wysłaniem do składania. Wykorzystałam słowniczek
      wydawniczy. Bardzo ułatwia porozumienie. :)
      • anahella Re: Historia kryminalna. 28.02.05, 23:35
        No prosze, i grafomania do czegos sie przydaje:) A jaki dajecie gimmick?
        Miniaturka Wiezy Eiffle'a albo innego znanego/kontrowersyjnego obiektu
        architektonicznego?
        • habitus Re: Historia kryminalna. 28.02.05, 23:40
          W ogóle nie dajemy :( Ale z nas gamonie!!
          • anahella Re: Historia kryminalna. 01.03.05, 18:53
            Moze DVD z jakims fajnym zagadnieniem architektonicznym? Kiedys na Discovery
            widzialam super program o... schodach. Do tej pory myslalam ze schody to schody
            i nic ciekawego nie da sie o tym powiedziec. A tu byla historia schodow w
            zarysie, metody ich robienia, czym sie roznia jedne od drugich i jakie to ma
            znaczenie. Byly tez moje ulubione schody (chyba z zamku w Blois): dwie
            oddzielne spiralne klatki schodowe prowadzace na wieze.

            Przy okazji: schody po wlosku to "scala" - i stad jest polskie slowo skala.
    • detektyw.mimo.woli 3 - Pierwsze przesluchania 10.03.05, 00:14
      Około osiemnastej zaczęły się pierwsze przesłuchania. Na pierwszy ogień poszła
      Jolka. Co prawda Jabłoński chciał nas wzywać w kolejności alfabetycznej, ale
      Bożena zaprotestowała. Tomek zalegał nam z materiałami, więc zastępująca go
      vice naczelna powinna była jak najprędzej przystąpić do czytania. Policjant
      popatrzył wściekłym wzrokiem na Bożenę, ale ona wytrzymała jego spojrzenie. Po
      krótkiej potyczce na oczy gliniarz jakby zmalał i z westchnieniem zgodził się
      na przesłuchanie Jolki w pierwszej kolejności. Kończyliśmy strony, nerwowo
      zerkając na gabinet Tomka, który tymczasowo został przekształcony w pokój
      przesłuchań. Po kwadransie, który wydawał się wiecznością vice naczelna wyszła.
      - Zróbmy sobie przerwę na obiad - zaproponowała. - Zadzwonię po pizzę, będzie
      wyżerka na koszt firmy. Prezes od tego nie zbiednieje.
      - Ja proszę wegetariańską! - krzyknęły jednocześnie Iza i Marta.
      - Dobra – kiwnęła głową Jolka. - Panowie też zjedzą z nami? - zajrzała do
      policjantów. W odpowiedzi doszły nasz jakieś pomruki.
      Krysia spojrzała pytająco na Jolkę. Kiwnięcie głową oznaczało, ze policja też
      zje. Sekretarka rzuciła pytanie:
      - Po trzy kawałki na głowę, w tym jedna wegetariańska?
      Nikt nie protestował. Komisarz zaprosił Bożenę.
      - Pamiętaj, w razie czego przyślemy ci cebulę i smalec do pierdla! -
      zachichotał Jacek.
      - Żartuj sobie, niedługo będą rozdzielane premie – pogroziła mu palcem nasza
      szefowa.
      Jabłoński spojrzał zdziwiony na artystyczną.
      - Żartowałam. - wzruszyła ramionami Bożena i zniknęła za drzwiami gabinetu. Tym
      razem przesłuchanie też nie trwało długo. Bożena wyszła i odetchnęła.
      - O co cię pytali? - wszyscy graficy rzucili robotę i podbiegli do niej.
      - To jacyś idioci. - skwitowała artystyczna. - Zapytali mnie o imię, nazwisko,
      stanowisko i zakres obowiązków. Potem, jak długo tu pracuję i co wiem o Tomku.
      - A co o nim wiesz? - spytał Jacek.
      - Tyle co i wszyscy: ile mniej więcej ma lat, jak długo tu pracuje i takie tam.
      - Powiedziałaś im, że Tomek wolał chłopców? - rzucił Zbyszek.
      - Pytali tylko o sprawy służbowe. - odpowiedziała Bożena. - I tak do tego
      dojdą. Nie zamierzam powtarzać plotek.
      - Myślisz, że to któryś z jego faworytów go załatwił? - Marta szeroko otworzyła
      oczy.
      - Ja tam pedałom nie ufam. - skrzywił się Zbyszek.
      - Nie pedałom, tylko gejom. - poprawiła go Iza. - Nie lubię gdy wyrażasz się
      wulgarnie.
      - Oj, czepiasz się. - zaczerwienił się winowajca. - Jak zwał, tak zwał, to nie
      jest normalne.
      - Normalne czy nie, mamy jeszcze trochę roboty. - przerwała dyskusję Bożena. -
      Nie czas na homofobiczne dyskusje. I lepiej ze swoimi poglądami nie wyskakuj,
      bo zaraz okaże się, że Tomek ci się narzucał i to ty go walnąłeś czymś ciężkim
      w głowę, bo nie umiałeś inaczej odpowiedzieć na jego zaloty. - zachichotała.
      Zawtórowaliśmy jej. Homoseksualizm Tomka było widać w każdym jego ruchu, głosie
      i sposobie jakim patrzył na kobiety. Czasem pochwalił ubranie, ale nigdy nie
      było w tym czuć samczego zachwytu. Rozmawiał z nami o ciuchach czy kosmetykach
      jak przyjaciółka, czasem dawał dobre rady. Dziewczyny go za to lubiły, chłopcy
      jednak w jego towarzystwie drętwieli, zwłaszcza gdy zostawali sam na sam. Po
      jakimś czasie przyzwyczaili się do preferencji naczelnego, zwłaszcza że nigdy
      nie zachowywał się wobec nich prowokująco. Zbyszek jednak nigdy nie
      zaakceptował faktu, że ma geja za szefa. Dziewczyny podśmiewały się z jego
      fobii, tym bardziej, że nasz redakcyjny podrywacz często opowiadał jakie ma
      powodzenie w klubach. Podobno podobał się nie tylko kobietom.
      Przyszedł kurier z pizzą. Rzuciliśmy się na nią jak sępy na padlinę. Krysia
      była przewidująca, bo po namyśle zadzwoniła jeszcze raz i zamówiła dodatkowy
      placek. Usiedliśmy przy stole konferencyjnym. Policjanci dołączyli do nas i
      łakomym wzrokiem patrzyli na piramidę pudeł z pizzą.
      - Panowie jedzą z mięsem czy bez? - zagaiła rozmowę Bożena biorąc do ręki
      nożyczki.
      Wszyscy trzej poprosili o mięsną. Najmłodszy z policjantów spojrzał zdziwiony
      na Bożenę.
      - Co będzie pani tym ciąć?
      - Jak to co? Pizzę! - obruszyła się Bożena. Widział pan nóż, który potrafi to
      rozkawałkować? - wzięła pudełko do ręki.
      - Nie widziałem, żeby ktoś kroił pizzę nożyczkami – zaprotestował.
      - Niech się pan nie martwi. Umyłam nożyczki. Nasz szef też mówił, że bebechy mu
      się przewracają gdy widzi jak kroję pizzę. - dodała smutno i westchnęła. -
      Szkoda faceta.
      Zapadła cisza.
      - Ja wiem, że to tajemnica służbowa, ale może nam coś powiecie? Chcielibyśmy
      pomóc. - Jolka spojrzała na Jabłońskiego. - Może komuś coś przyjdzie do głowy,
      coś się przypomni?
      - Na razie niewiele możemy powiedzieć. - odezwał się policjant po przełknięciu
      kęsa. Denat zszedł na zawał serca, ale przed śmiercią został uderzony tępym
      narzędziem w głowę. Nie wiemy czy zawał nastąpił przed czy po uderzeniu.
      Podejrzewamy, że najpierw miał miejsce cios, potem zaczął się zawał, denat
      zemdlał i dlatego nie zawołał o pomoc.
      - Zawał serca? Taki młody człowiek. - zdziwiła się Iwonka.
      - Tomek miał pod czterdziestkę. - wtrąciła Teresa – To niebezpieczny wiek dla
      mężczyzny. Ofiarami zawałów padają najczęściej ludzie na stanowiskach, na
      świeczniku, osoby medialne, na których skupia się wzrok wielu szarych zjadaczy
      chleba.
      - Właśnie – podchwycił Jabłoński. - Gdy zobaczyłem denata, to wydawało mi się,
      że już widziałem gdzieś tę twarz, możliwe żebym go gdzieś widział?
      - Może w klubie? - złośliwie wycedził Zbyszek, dziewczyny zachichotały.
      - Jakim klubie? - zdziwił się policjant.
      Zapadło milczenie. Wyjaśnienie, że komisarz mógł widzieć Tomka w klubie
      gejowskim mogło spowodować gniew policjanta. Nikt nie chciał robić tego
      Zbyszkowi.
      - Dowiem się o jaki klub chodzi? - niecierpliwił się Jabłoński.
      - Jarek, ale ty jesteś niedomyślny – wyręczył nas jego kolega. - Na pierwszy
      rzut oka widać, że denat był pedałem: wymuskany, wyprasowany, czyste
      paznokietki, zlany perfumami.
      - Dobrymi perfumami – wtrąciła Iza. - I w tej redakcji nie mówi się „pedał”
      tylko „gej”. My naprawdę lubimy, to znaczy lubiliśmy Tomka.
      - Bardzo dobrymi perfumami – przytaknęła Iwona. - Znał się na tym jak mało kto.
      Był uroczym człowiekiem i jego preferencje nie powodowały docinków w gronie
      kulturalnych ludzi. - zganiła wzrokiem kolegę.
      Zbyszek zrobił zdziwione oczy, a my wraz z nim. Wszyscy wiedzieli, że Iwona
      podkochuje się w redakcyjnym Casanovie, więc jej uwaga została przyjęta ze
      zdumieniem.
      - Niestety, nie bywam w żadnych klubach – odparł policjant. - Za stary jestem
      na to. Ale widzę, że pan jest bywalcem, skoro widywał tam szefa. - złośliwie
      spojrzał na Zbyszka.
      - Mieliśmy wspólne fanki – wzruszył ramionami Zbyszek. - One w tygodnie
      parzyste bywają w normalnych klubach, a w nieparzyste w gejowskich. - próbował
      dowcipkować.
      Sytuację uratowała Jolka.
      - Ja chyba wiem, skąd może pan znać Tomka. - weszła Zbyszkowi w słowo. - Ma pan
      w domu kablówkę? Pewnie żona ogląda Fasion TV, nasz szef często tam gościł. Na
      modzie i znał się jak mało kto.
      - Możliwe - kiwnął głową policjant. - Czasem rzucę okiem na ładne dziewczyny na
      wybiegach.
      - Na pewno tam pan go widział. - Jolka uśmiechnęła się w nadziei, że
      niefortunny dowcip Zbyszka pójdzie w zapomnienie.
      - Czasem myślę, że on byłby zdolny to zrobić. - szepnęła mi do ucha Marta.
      - Kto? - odwróciłam się do niej, żeby reszta nie słyszała naszej rozmowy.
      - Zbyszek. Tyle razy z pogardą nazywał Tomka „głupim pedałem”.
      - Ale nie miał motywu. - zaprotestowałam.
      - Albo miał, ale my nic o tym nie wiemy.
      - Tylko nie walnij tego przy policji – ostrzegłam przyjaciółkę. - Może Zbyszek
      jest głupi ale lubię go.
      - Zaliczasz się do jego fanek? - zdziwiła się Marta.
      - Aż tak to nie, ale szkoda by było gdyby ciągali niewinnego chłopaka.
      - Panie mają jakieś tajemnice – dobiegł mnie głos policjanta. - M
      • detektyw.mimo.woli 3 - Pierwsze przesluchania - cd 10.03.05, 00:15
        - Panie mają jakieś tajemnice – dobiegł mnie głos policjanta. - Może podzielą
        się z nami przemyśleniami?
        - Jak zwykle Beata wyśmiewa moje wegetariańskie upodobania. - skłamała Marta.
        - No to kończymy biesiadę. - surowo zarządziła Bożena. - Zrób Krysiu panom
        kawy, palacze na szybkiego papieroska, reszta robi sobie herbatkę i kończmy ten
        numer, bo prezes nam łby pourywa.
        - Nie wolno nam wychodzić, gdzie możemy zapalić? - spojrzałam błagalnie na
        Jabłońskiego.
        - I znowu mam robić dla pani wyjątek? - popatrzył na mnie surowo. - Niech
        będzie. Ale zgadzam się na jednego papierosa na godzinę. Umowa stoi?
        - Stoi! - ucieszyłam się i kiwnęłam na Martę. Wybiegłyśmy do windy.
        - Trzeba będzie spalić dwa, może uda się na zapas. - mruknęła moja przyjaciółka
        wybiegając do popielniczki.
        - Dobra, mów kogo podejrzewasz, i dlaczego. - zaczęłam bez ogródek.
        - Zbyszek idzie na pierwszy ogień, ale nie mogę powiedzieć dlaczego.
        - Mów, nie wygłupiaj się. - zdradziłam cię kiedyś?
        - No dobra, ale nie chcę, żeby to doszło do policji. Też lubię Zbyszka.
        - No dawaj. - zaciągnęłam się.
        - Kilka tygodni temu zasiedziałam się. To było przy poprzednim booklecie. Już
        wychodziłam, gdy podszedł do mnie Tomek i spytał czy mam plany i towarzystwo na
        wieczór. Zdziwiłam się, a on położył przede mną dwuosobowe zaproszenie na
        imprezę w „Le Figaro”.
        - Zaprosił cię na imprezę?
        - Nie. Powiedział, że on nie może iść, wiec mi oddaje, bo zaproszenia tym razem
        nie są imienne.
        - Fiu, fiu! - odpowiedziałam.
        - No co?
        - Najbardziej snobistyczny klub w mieście dla kochających inaczej. Byłaś z
        Waldkiem?
        - Co ty? Waldek usłyszał nazwę klubu i powiedział, że nie będzie tam łaził,
        więc wzięłam Ankę.
        - Kogo?
        - Moją siostrę.
        - I jak się bawiłyście?
        - Nieźle, ale nie o to chodzi. Otóż zgadnij, kogo spotkałam w tym gejowisku?
        - Domyślam się, że Zbyszka, bo o nim mówimy.
        - Właśnie. Przywitaliśmy się i spytałam, co naczelny homofob Rzeczypospolitej
        robi w siedlisku zarazy. Spalił raka i powiedział, że jeżeli komuś o tym
        wspomnę to ukręci mi łeb przy samej dupie.
        - Eee – pokręciłam głową. - To jeszcze żaden motyw. Każdy może wejść do takiego
        klubu. Może poszedł tam z ciekawości?
        - A może działa zgodnie z zasadą: „żeby życie miało smaczek...”
        - „... raz dziewczynka, raz chłopaczek”? - dokończyłam. - Nie wierzę. To żaden
        motyw.
        - Ale słuchaj. - kontynuowała Marta. - Wyobraź sobie, że Zbyszek jest biseksem.
        Ma dziewczynę, i chłopaka. Może Tomek poderwał mu kogoś?
        - To nadal nie jest motyw. Zdarzyło się, że jakaś flądra wyjęła ci faceta?
        - Taka jedna Elka, jeszcze w liceum.
        - I co? Przeżyła?
        - Elka? Chyba tak.
        - Chyba?
        - Bo jeżeli myśli potrafią zabijać...
        - Ale nie stuknęłaś jej w głowę czymś ciężkim.
        - No nie.
        - Więc twój motyw jest do bani. Masz kogoś jeszcze?
        - Chyba nie. A ty?
        - Ja ciągle myślę o Andrzeju, moim byłym szefie. Nawet nie wiesz jak bym
        chciała, żeby to był on i żeby policja znalazła dowody.
        - Ale sama mówiłaś, że to byłoby zbyt proste.
        - Przemyślałam sprawę. Facet jest zdolny do szantażu. Tomek wywinął jakiś
        numer, otarł się o Andrzeja i ten postawił sprawę jasno: albo przyjmuje go do
        roboty, albo Andrzej zrobi mu kuku.
        - To na razie tylko wyobraźnia. Dowiedziałaś się, czy Andrzej nadal pracuje
        w „Autostradzie”?
        - Jeszcze nie, ale mam powód żeby zadzwonić do nich. Jak tylko się czegoś
        dowiem to podzielę się przemyśleniami.
        - Ktoś jeszcze?
        - Myślałam o Jolce i Elżbiecie. Jolka, bo Tomek był pupilkiem prezesa i nie
        wyglądało na ty by miejsce naczelnego się szybko zwolniło.
        - Aż taka ambitna?
        - To nie słyszałaś?
        - Czego?
        - Ciągle go krytykuje, obgaduje i obwieszcza, że gdyby ona była naczelną to
        wszystko byłoby lepiej.
        - Uchowaj Boże! - wykrzywiła się Marta. - Myślę, że to ona podkablowała
        Elżbietę. Redaktorzy mają z nią ciężko. Jak jest coś dobrze zrobione to „nasza
        zasługa” a jak idzie kicha to zaczyna się szukanie winnego.
        - Jolka kabluje?
        - Beata, czy ty oczu nie masz? Wiecznie wysiadywała u Tomka kiedyś Krysia mi
        powtórzyła, że gadali o mnie.
        - Domyślam się, że nie w sprawie podwyżki?
        - Nie, Jolka opowiadała Tomkowi o moim życiu osobistym.
        - Aż takie ciekawe? - zdziwiłam się.
        - Widać gawiedź ekscytuje się faktem, że mam trzeciego męża.
        - I czym ty się przejmujesz.
        - A przejmuję się. Bo denerwuje mnie, że komuś się nie podoba jak próbuję sobie
        ułożyć życie. Coś mu chrzaniła, że uczciwa osoba nie pozwoliłaby sobie na dwa
        rozwody i trzeci ślub.
        - Sama ma nudnego chłopa to zazdrości. Ale co Tomek na to?
        - Jak to on: posłuchał i nie skomentował.
        - Robił ci potem jakieś aluzje?
        - No co ty? Przecież wiesz jaki on jest.
        - Był. - poprawiłam przyjaciółkę i zmieniłam temat. - Jest jeszcze Elżbieta.
        Mogła się zemścić za wywalenie z pracy.
        - Przecież od dawna jej tu nie było. Przez internet go walnęła w głowę?
        - No tak, głupi pomysł. - kiwnęłam głową, zgasiłam papierosa i dałam Marcie
        znak, że czas kończyć.
        W redakcji Bożena pogroziła mi palcem i rzuciła wydruki na biurko. Z
        przerażeniem zobaczyłam, że nie było nas prawie pół godziny. W każdy inny dzień
        mogłyśmy sobie pozwolić na dłuższe wyjścia, ale nie w deadline. Grzecznie
        zabrałam się do roboty.
        Przez kilka godzin nie wychodziłam, żeby nie rozzłościć szefowej. Wymykałam się
        na małą herbatę czy papierosa i wracałam najszybciej jak mogłam. Wydawać by się
        mogło, że nic się nie wydarzyło, każdy siedział nad swoją robotą, ale raz za
        razem rzucał spojrzenia w kierunku gabinetu Tomka. Każda osoba wychodząca z
        przesłuchania, w kilku słowach opowiadała o co była pytana i wracała do pracy.
        Marta po złożeniu zeznań chciała mnie wyciągnąć na przerwę, ale Bożena
        zaprotestowała. Moja przyjaciółka szepnęła mi tylko, że była pytana o to samo
        co pozostali.
        Pracownicy wchodzili do zajętego przez policję gabinetu w porządku
        alfabetycznym. Jako, że mam nazwisko na „W” byłam ostatnia na liście. Moja
        kolej przyszła już po dwudziestej drugiej. Oddałam technicznej wszystkie swoje
        proofy i w napięciu czekałam, aż mnie zawezwą. Nic nie zrobiłam, ale idąc do
        nich czułam się nieswojo. Przypomniałam sobie składanie zeznań w związku z
        wypadkiem sprzed ponad roku. Po ich odwołaniu nie mogłam patrzeć na siebie
        podczas porannego makijażu. Teraz nie miałam nic do powiedzenia w sprawie, a
        czułam się jak przestępca.
        - Jeżeli oni wyciągną tamtę historię – myślałam. - nie będę wiarygodna, wtedy
        każde moje słowo wyda się kłamstwem i mogą mnie ciągać.
        - Niech pani siada – Jabłoński wskazał mi krzesło przy stoliku w gabinecie. -
        Dla nas wszystkich to był ciężki dzień, więc skończmy go jak najszybciej.
        - Będę mogła palić? - spytałam słabym głosem.
        - Oczywiście – policjant podsunął moją popielniczkę pełną petów.
        - Krysi to się nie spodoba. - pokręciłam głową.
        - Pani Krystyna już zrobiła mi wykład na temat szkodliwości palenia. -
        uśmiechnął się. - Ale zacznijmy. Jest pani przesłuchiwana w charakterze
        świadka, nagramy naszą rozmowę, a niedługo pojawimy się z protokołami i
        poprosimy o podpisanie. Dlatego proszę się dobrze zastanowić co pani mówi, żeby
        potem nie było powtarzania, bo mamy wielu świadków, a przy sprawie pracuje
        tylko nas trzech. W sumie mamy zeznania prawie dwudziestu osób.
        - Nigdy nie liczyłam ile nas tu pracuje. - powiedziałam. - Czterech grafików,
        dyrektor artystyczna, i techniczna, to ci w naszym kącie. Jedna korektorka, ale
        w liczbie redaktorów się gubię.
        - Wystarczy, że my policzyliśmy – odrzekł komisarz.
        - Oprócz denata w redakcji jest piętnaście osób. - odezwał się młody policjant
        grzebiący w komputerze Tomka. Wyszczerzył zęby i błysnął niebieskimi oczami.
        - Wracaj Krzysiek do roboty, ja sam sobie z panią poradzę. - zganił go
        Jabłoński włączając dyktafon.
        - Beata Wończyk, mam trzydzieści sześć lat, pracuję w tej gazecie od prawie
        półtora roku, przedtem byłam w magazynie moto
        • detektyw.mimo.woli 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 10.03.05, 00:16
          - Beata Wończyk, mam trzydzieści sześć lat, pracuję w tej gazecie od prawie
          półtora roku, przedtem byłam w magazynie motoryzacyjnym, jestem grafikiem i do
          moich obowiązków należy tworzenie szaty graficznej i retusz ilustracji. -
          wyrecytowałam jednym tchem.
          - Widzę, że koledzy poinformowali o przebiegu ich przesłuchań. - komisarz
          spojrzał na mnie surowo. - Proszę opowiedzieć jak długo znacie się z panią
          Rudnicką.
          - Z Martą? Chyba nie jest podejrzana.
          - Nie mówię, że jest podejrzana, pytam o waszą znajomość. Proszę odpowiadać na
          pytania. - zirytował się.
          - Znamy się od ponad dziesięciu lat, pracowałyśmy razem w „Dzienniku
          Warszawskim”. Polubiłyśmy się i tak trwa nasza przyjaźń. Ponad rok temu, gdy
          gazeta rozrosła się, Tomek dostał dodatkowe etaty, więc Marta zadzwoniła do
          mnie i powiedziała żebym przysłała CV dyrektorce artystycznej.
          - Wcześniej znała pani Bożenę Więckiewicz?
          - Nie, dostałam jej maila, wysłałam co trzeba i odpowiedzieli mi. Po miesiącu
          już pracowałam tutaj.
          - A co pani były szef na to? Zgodził się na szybkie odejście?
          - Widzę, że już wiecie o jego dzisiejszej wizycie?
          - Nic nie wiemy. - zainteresował się Jabłoński.
          - Był tu dzisiaj.
          - Proszę opowiedzieć.
          W skrócie opisałam moje spotkanie z Andrzejem, powiedziałam, że Marta zauważyła
          go wchodzącego do gabinetu Tomka i że do czasu odkrycia zwłok myśleliśmy że on
          tam nadal jest.
          - A więc pan Durowiecki był pani przełożonym? Co go tu sprowadziło?
          - Domyślam się, że szukał pracy. W redakcji jest vacat.
          - No właśnie. Co mi pani powie o osobie, która dostała wymówienie?
          - Nie dostała wymówienia. Ma problem z alkoholem. Wszyscy wiedzieliśmy o tym
          ale kryliśmy ją. Kiedyś siedziała pijana i ktoś nakablował. Przyszedł Tomek i
          zaproponował jej odejście na własną prośbę albo dyscyplinarkę.
          - Kto doniósł na koleżankę?
          - Nie mam pojęcia. - skłamałam. Marta była pewna, że to sprawka Jolki, ale nie
          chciałam na nikogo rzucać podejrzeń.
          - Pewnie pani wie, ale nie chce powiedzieć. - komisarz skomentował mój
          spłoszony wzrok. Jedna z pracownic otwarcie przyznała się do tego. Widzę, że
          pani nie chce współpracować... - popatrzył niezadowolony.
          - To nie tak. - zaprotestowałam. - Słyszałam plotki kto nakablował na Elkę, ale
          ja osobiście nie słyszałam tego. Przecież nie interesują was niesprawdzone
          newsy z trzeciej ręki.
          - Wszystko nas interesuje. - przerwał mi policjant. - Ale nie o tym chcę
          rozmawiać. Proszę mi powiedzieć jak pani poznała przełożonego i co o nim wie.
          - Przyszłam na rozmowę z Bożeną. Dostałam kolumnę do zrobienia i kilka fotek do
          retuszu.
          - Co pani dostała?
          - Kolumnę, czyli stronę w gazecie. Bożena była zadowolona z testu i umówiła
          mnie z Tomkiem.
          - Z każdym w redakcji był per „ty”?
          - Tak, ale nie od razu. Przyjął mnie do pracy, i zwracał się per „pani”. Po
          kilku dniach kadry przygotowały umowę o pracę, poprosił o podpisanie i
          zaproponował mówienie sobie po imieniu.
          - Od dawna szefował tej gazecie?
          - Nie słyszał pan historii naszej gazety?
          - Proszę opowiedzieć.
          - A więc – nabrałam powietrza w płuca. - Tomek zaczynał pracę w naszym
          wydawnictwie jako stylista do sesji mody. Ciężko mu było się wstrzelić w gust
          gospodyń domowych, więc darł koty z naczelną tygodnika. Kiedyś się mocno
          pokłócili. Firma mieściła się wtedy w starej kamienicy w centrum, były tylko
          dwie redakcje, prezes i księgowa zajmowali jeden pokój. Razem jedno nieduże
          piętro. To było w pionierskich czasach kapitalizmu. Naczelna tamtego tygodnika
          darła się, że Tomek nie potrafi wstrzelić się w target.
          - W co? - zdziwił się Jabłoński.
          - Target, czyli grupa docelowa – znów odezwał się policjant poprzednio nazwany
          Krzyśkiem.
          - Aha, i co było dalej?
          - Tomek odpowiedział jej, że każdy ma czytelnika na jakiego zasługuje, co
          mocno zirytowało naczelną. W odpowiedzi zaczęła krzyczeć, że skoro taki mądry,
          to niech sobie otworzy własną gazetę, na co Tomek spokojnie miał jej
          odpowiedzieć, że ma super pomysł na magazyn i kiedyś będzie takiemu szefował. W
          tym momencie odezwał się prezes, bo krzyki wywabiły go z gabinetu i od dłuższej
          chwili przysłuchiwał się awanturze.
          - Co powiedział?
          - Spytał Tomka na kiedy może przygotować szpigiel magazynu, o którym mówił.
          - I co on na to?
          - Poprosił o kartkę, długopis i kwadrans. Taki był początek New Looka. Trzy
          miesiące później ukazał się pierwszy numer.
          - To długo go robili, New Look jest przecież miesięcznikiem. - stwierdził
          Jabłoński.
          - Wprost przeciwnie – pokręciłam głową. - Inne gazety robią się w ukryciu
          czasem pół roku albo dłużej. Przygotowuje się kilka projektów, wysyła na
          fokusy. To znaczy na badania rynkowe - dodałam widząc zmarszczone brwi
          policjanta.
          - Czyli pani szef był człowiekiem pomysłowym i odważnym?
          - Bardzo odważnym. W tej gazecie były rubryki, które nie mają prawa bytu w
          innych tytułach. Tylko u nas gwiazdy opowiadają o swoich zmaganiach z
          alkoholizmem, nadwagą, niewiernością. U nas proponuje się modę i makijaże dla
          odważnych. Jesteśmy inspiracją dla elit.
          - Dziękuję za reklamę, na pewno kupię najbliższy numer żonie – uśmiechnął się
          policjant.
          - Proszę powiedzieć Krysi, ona da panu kilka ostatnich numerów. Żony kolegów
          też pewnie się ucieszą.
          - A jak ktoś nie ma żony? - wyszczerzył zęby niebieskooki.
          - To będzie miał na co bajerować kandydatkę na żonę. - odpowiedziałam uśmiechem.
          - Lepiej powiedz co tam znalazłeś. Bajerować świadka będziesz mógł po
          zamknięciu sprawy. - głos Jabłońskiego znów stał się surowy.
          Niebieskooki Krzysiek znów błysnął uśmiechem i wrócił do przekopywania
          komputera Tomka.
          - Kończmy na dzisiaj. - wysapał komisarz. - Miała pani uruchomić jakiś program.
          - Już go znalazłem, zaraz go zapuszczę – zza komputera dobiegł mnie głos
          Krzysztofa.
          - Widzi pani jakich mamy zdolnych ludzi? Nawet program umie znaleźć –
          zażartował Jabłoński. - Po wyjściu stąd proszę powiedzieć wszystkim, żeby
          zebrali się tam, gdzie jedliśmy pizzę.
          Z lekkim sercem opuściłam gabinet Tomka. Poinformowałam Jolkę o prośbie
          policjantów i po chwili patrzyłam jak pieczętują pokój naszego szefa.
          - Stres ci służy – uśmiechnęła się Bożena. - Ostatnie proofy idą bez korekty.
          - I bardzo dobrze – odetchnęłam. - Już na oczy nie widzę. Jak numer? Skończymy
          go dzisiaj?
          - Już skończyliśmy. - uśmiechnęła się Iza. - Zaraz ułożę wydruki w kolejności,
          zobaczę czy są wszystkie pdf-y i wołamy kuriera. W niedzielę druk.
          - Jak to w niedzielę?
          - Pojutrze. Przecież jutro sobota. - przypomniała Bożena.
          - Nie wiadomo czy nie spędzimy jej na komisariacie. - wtrąciła Jolka.
          - Nie spędzicie. - za vice naczelną wyrósł Jabłoński. - Ale spotkamy się w
          poniedziałek. Proszę pracować jakby nic się nie wydarzyło, tylko gabinet szefa
          będzie zapieczętowany. Teraz możecie rozejść się do domów.
          - No proszę, spóźniony deadline, morderstwo w redakcji, a my kończymy numer
          przed północą. - stwierdził rozwalony na krześle Jacek. - Dostaniemy vouchery?
          - Podobierajcie się w grupy, zaraz zawołam taksówki – zaoferowała się Krysia.
          - Jadę na Tarchomin – poczułam na sobie wzrok niebieskookiego policjanta. -
          Mogę kogoś zabrać.
          - Mieszkam w centrum - pokręciłam głową.
          - Jedziesz ze mną i Iwonką. - krzyknął Zbyszek.
          Po powrocie do domu rzuciłam się na łóżko w ubraniu. Przyszedł Rudy i złapał
          zębami za włosy.
          - Głodny jesteś, kotku – wyszeptałam mu w ucho. - A ja, niedobra, zapomniałam o
          tobie.
          Ciężka, niczym worek węgla doczołgałam się do kuchni i otworzyłam kocią puszkę.

          • ralston Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 10.03.05, 09:58
            Droga redakcjo - stanowczo protestuję przeciwko publikowaniu tej historii.
            Zamiast pracować siedzę tylko i czytam... :)

            P.S. Kiedy następny odcinek?
            • janiolka Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 11.03.05, 20:43
              nastepne przesluchania dopiero w poniedzialek, wiec i na nowy odcinek pewnie
              trzeba czekac grzecznie. no chyba ze ktos dzielna graficzke bedzie w trakcie
              weekendu ciagal za wlosy i nie bedzie to glodny kot...
            • anahella Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 11.03.05, 22:07
              ralston napisał:

              > Zamiast pracować siedzę tylko i czytam... :)

              Zamiast siedziec i czytac podeslij tekst swojemu szefowi z mala notka o
              tresci: "Widzisz, szefie jak masz ze mna dobrze? Gdzie indziej to morduja
              przelozonych".
              • ralston Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 11.03.05, 22:58
                Tylko proszę nie podsyłać linków moim podwładnym...
                • anahella Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 12.03.05, 02:13
                  A co z motywem? Maja jakis?;)
                  • all2 Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 12.03.05, 02:44
                    Szukasz gotowca? ;)
                    • anahella Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 12.03.05, 13:24
                      Czemu nie? Najciekawsze historie pisze zycie:))))
                  • ralston Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 09:43
                    anahella napisała:

                    > A co z motywem? Maja jakis?;)
                    >
                    >


                    A bo ja tam wiem co oni mają? Nie śledzę ich nieustannie.
                    • all2 Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 10:17
                      Eee tam. Nie wolno zabijać Ralsa! Przecież każdy chciałby mieć takiego szefa,
                      który przychylnym okiem patrzyłby na działalność na TT w godzinach pracy ;)
                      • ralston Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 11:05
                        Szef nie marnuje czasu w internecie. Szef umiejętnie dzieli czas między
                        obowiązki i rozrywkę. Co innego pracownicy - jako nie posiadający tej zdolności
                        (w końcu gdyby ją mieli to byliby szefami, a nie wyrobnikami) - w pracy muszą
                        pracować. :)
                        • all2 Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 11:57
                          Godna pochwały filozofia.
                          Również i dlatego zamordowanie Ciebie byłoby czynem o wysokiej szkodliwości
                          społecznej.
                          • ralston Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 12:10
                            My tu gadu, gadu a kolejnego odcinka jak nie było, tak nie ma...
                            • kateaga Re: 3 - Pierwsze przesluchania - cd 2 14.03.05, 18:42
                              Właśnie, ja już zdążyłam się wciągnąć. Gdzie przesłać muzę tworzenia?
                              • detektyw.mimo.woli LItosci!!!! 16.03.05, 03:38
                                Jestem na urlopie, dajcie na kilka dni zapomniec o pracy! Postaram sie w tym
                                tygodniu skupic.
                                • ralston Re: LItosci!!!! 16.03.05, 09:31
                                  No mercy! Czekamy niecierpliwie.
                                • habitus Re: LItosci!!!! 19.03.05, 22:38
                                  Co za leń z tego detektywa. Do roboty!!! Wątek mi się urwie, a już się wciągnęłam.
                                  • detektyw.mimo.woli Re: LItosci!!!! 20.03.05, 02:30
                                    Mowisz - masz;)
    • detektyw.mimo.woli 4 - Lista podejrzanych 20.03.05, 02:30
      Lista podejrzanych
      Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Doczłapałam do niego i odezwałam się
      nieprzytomnym głosem.
      - Beata? - głos Marty był przestraszony. - Przepraszam, nie wiedziałam, że
      jeszcze śpisz.
      - Śpię, ale zaraz mogę się obudzić, tylko czy warto?
      - A rozmowa ze mną nie jest wystarczającą atrakcją? - zachichotała moja
      przyjaciółka.
      - Może być. - zgodziłam się. - Która godzina? - rękami poszukałam papierosów.
      - Już dobrze po trzeciej. Mogę zajrzeć wieczorem? Waldek wyjechał, nie mogę
      siedzieć sama, bo odchodzę od zmysłów. Wiesz, co mi przyszło do głowy?
      - No? - zaciągnęłam się dymem.
      - Palisz na czczo? - w głosie Marty usłyszałam naganę.
      - Nie palę, tylko się zaciągam. - zbyłam ją. - Mów co wykombinowałaś.
      - Może to ktoś z konkurencji, na pierwszy ogień poszedł Tomek, a potem wykończą
      całą resztę? Albo jakaś gwiazda za bardzo otworzyła się przed nami i puściliśmy
      coś, co chciała zataić?
      - Gwiazdy autoryzują wywiady, a konkurencja na pewno ma lepsze sposoby, na
      przykład mogą ukraść nakład.
      - Jak można ukraść nakład? Przecież to nie zegarek! - obruszyła się Marta.
      - Normalnie. W poprzedniej firmie pracował chłopak, który otwierał oddział
      rosyjski tamtego wydawnictwa. Ponieważ szefowie nie chcieli współpracować z
      mafią, nakład pierwszego numeru został ukradziony po drodze. Kierowców
      ciężarówek porwano i firma odzyskała numer po zapłaceniu okupu. Sprzedała dwa
      miliony gazet i wycofała się z rynku.
      - Dwa miliony? To gdzieś są takie nakłady?
      - Pamiętaj, że tam mieszka kupę ludzi, a część gazet może iść do byłych
      republik.
      - Ale ja się boję. Do tego mam pewne przemyślenia.
      - Jakie?
      - Opowiem gdy przyjdę, dobrze?
      - Czekam o szóstej. Mam nadzieję, że zdążę sprzątnąć dom i kupić jakieś wino.
      - O nie! Ja wina nie będę pić. Naprawdę się boję. A jeśli będę wracać
      drinknięta... Nam też może coś grozić...
      - Nie wygłupiaj się! - przerwałam jej ostro. - Daj mi czas na przygotowanie
      domu, żebym nie wstydziła się ciebie wpuścić.
      - No to do zobaczenia – pożegnała się.
      Rozejrzałam się po salonie: od kilku dni nie myłam garów, filiżanki po
      porannych kawach stały w różnych nieoczekiwanych miejscach, z popielniczek
      wysypywały się pety, ubrania porozrzucane. Ciężko westchnęłam i wrzuciłam
      ubrania do sypialni, zaniosłam naczynia do kuchni i przytargałam odkurzacz.
      Rudy siedział w swojej budce, ale na widok odkurzacza czmychnął do łazienki.
      Zawsze gdy wyciągam to urządzenie, kot udaje, że go nie ma.
      - Nie bój się ośle! - krzyknęłam za nim ale on nie słyszał.
      Uprzątnęłam dom, wzięłam prysznic i włączyłam komputer. Na początek sprawdziłam
      pocztę. Mail od Shadowa był lakoniczny:
      „ Skopiowałem wszystko, dzięki, jak coś znajdę to dam znać”.
      Upiłam łyk kawy i po namyśle weszłam na forum dyskusyjne. Założyłam wątek o
      temacie: „Za co zabija się swoich szefów?” Nie czekałam długo na odpowiedzi.
      Moi wirtualni starali się jak mogli, padały różne odpowiedzi: za brak podwyżki,
      za obcięcie premii, za marudzenie, za niedotrzymywanie obietnic. Jakaś bliżej
      mi nieznana Zosia4 napisała: „za molestowanie”. Ktoś niżej dopisał: „albo za
      brak molestowania”.
      Otworzyło mi się okienko komunikatora, to był Shadow.
      - Zgłupiałaś? - spytał się.
      - O co ci chodzi? - zdziwiłam się.
      - Po co wywlekasz sprawę morderstwa na forum?
      - Śledzisz mnie?
      - Po prostu wszedłem i zobaczyłem twój głupi wątek.
      - Miałeś grzebać w danych z dysku Tomka.
      - Nie można jednej rzeczy robić zbyt długo, bo to zaczyna być nudne.
      - Shadow, nie filozofuj. Co tam znalazłeś?
      - Na razie nic.
      - Nie przejrzałeś danych?
      - Na razie patrzę na pocztę. Wy, w tych dużych firmach chyba się bardzo
      nudzicie. On miał ponad tysiąc maili, z czego większość to spam z dowcipami od
      jego znajomych.
      - Pół roku temu nauczyłam go jak się kasuje maile, niemożliwe, żeby od tej pory
      nie sprzątał skrzynki.
      - Ano nie sprzątał. A ja muszę teraz obejrzeć wszystko.
      - To co jest w tych mailach?
      - Nie wiem czy mogę powiedzieć?
      - Przecież on już nie żyje, nic mu już nie zaszkodzi.
      - Nie o to chodzi. Tam było mnóstwo informacji służbowych.
      - Na przykład plany, by zwolnić grafików i przyjąć nowych?
      - Wprost przeciwnie. Chodziło o nową gazetę. Domyślam się tylko, bo w mailach
      było napisane „Projekt 4c”.
      - Możliwe – zgodziłam się.
      - Jest też korespondencja z tobą.
      - A dziwisz się? Był moim szefem.
      - Właśnie. Napisał ci w jednym mailu, że prosi o nierobienie planów urlopowych
      w przyszłym miesiącu, ty się zgodziłaś i napisałaś, że domyślasz się o co
      chodzi.
      - Domyślałam się, ale nigdy nie dowiedziałam.
      - A co to było?
      - Z policji jesteś?
      - Z twojej prywatnej policji, wiec odpowiadaj na pytania – na końcu zdania
      pojawiła się buzia z uśmiechem.
      - Pewnie chodziło o kolejny booklet. To taki zeszycik, który dorzuca się do
      numeru. Jest tematyczny, co kwartał wkładamy to do gazety, czytelniczki to
      lubią. Grafik i redaktor robi zeszyt po godzinach, za dodatkowe pieniądze.
      Tomek nie chciał abyśmy się kłócili o tę robotę, więc za każdym razem wykonuje
      ją ktoś inny.
      - A kłóciliście się kiedyś?
      - W sumie to nie. Bożena powiedziała, że nie chce tego widzieć na oczy, więc
      całość odpowiedzialności spoczywała na grafiku. Jacek nie może, bo ma troje
      dzieci i po pracy szybko leci do domu, więc robiliśmy to na zmianę: ja, Marta i
      Zbyszek.
      - Kogoś ostatnio szef pominął?
      - Zbyszka, ale nie myśl, że za to zabił szefa.
      - A za co?
      - Wiesz już, że on jest winny?
      - Oj, tylko pytam, nie wiem kto zabił ci szefa. Może ty to zrobiłaś?
      - I dlatego poprosiłam cię o pomoc w znalezieniu mordercy?
      - Nie prosiłaś o taką pomoc. Chciałaś, żebym znalazł dowody na winę
      Durowieckiego.
      - No nie do końca. Znajdź jakąś poszlakę. Jakąkolwiek.
      - Lubiłaś go?
      - Durowieckiego?
      - Nie, swojego szefa, tego zamordowanego.
      - Oczywiście, że go lubiłam. Kulturalny, dobrze wychowany, sprawiedliwy...
      - Opieprzył cię kiedyś za coś?
      - Trochę za mocne słowo. Kilka miesięcy temu miałam romans. Chodziłam wtedy
      nieprzytomna przez parę tygodni, przychodziłam późno i urywałam się wcześniej.
      Bożena kilka razy mnie upominała, potem szef wziął mnie na rozmowę i udzielił
      reprymendy.
      - Pamiętam, non stop gadałaś mi o jakimś Januszu.
      - Zazdrosny?
      - Jak cholera! - znów pojawił się emotiokon, tym razem wyrażający złośliwy
      uśmiech.
      Zabrzmiał dzwonek domofonu. Pożegnałam się z Shadowem i pobiegłam do drzwi.
      Przyszła Marta. Zrobiłam kawę i rozsiadłyśmy się w fotelach.
      - Myślałaś o tym wszystkim? - zapytała mnie przyjaciółka oblizując łyżeczkę z
      mlecznej pianki.
      - Cały czas o tym myślę.
      - A co z tym uderzeniem w głowę?
      - Jak to co? Policja powiedziała, że ktoś mu przywalił, a potem zabił go zawał
      serca.
      - No właśnie – Marta weszła mi w słowo. - Kto go uderzył? Gdyby ktoś u niego
      był, Krysia by o tym wiedziała. Chyba, że to ona...
      - Marta! - wrzasnęłam tak głośno, że Rudy się obudził. Zeskoczył z komody, na
      której stoi jego budka, otarł się o kolana mojej przyjaciółki, wygiął ogonek w
      znak zapytania i spojrzał na nas.
      - Chodź do mnie – Marta wzięła kota na kolana. - Tylko bez pazurków proszę!
      Kotka wystraszyłaś – spojrzała na mnie z wyrzutem.
      - Bo chrzanisz głupoty. Zaraz zaczniesz podejrzewać mnie, a na koniec siebie.
      - No to kto mógłby wejść, uderzyć a potem wyjść z gabinetu Tomka
      niepostrzeżenie?
      - Okno!
      - Co z oknem? - Marta odwróciła głowę w kierunku balkonu.
      - Nie z moim oknem. Ten ktoś wszedł oknem!
      - Na naszym piętrz? Chyba alpinista albo batman. - Marta popatrzyła na mnie
      ironicznie.
      - Batman odpada. Czarownice na miotle też chyba nie miały z nim porachunków.
      - Moja siostra jest czarownicą.
      - Teraz twoja siostra też jest podejrzana? - skrzywiłam się i poszłam do kuchni
      dorobić Marcie kawy.
      - Nie, ale kładzie karty. Może spytamy tarota o radę?
      - Ty chyba kompletnie zgłupiałaś. - zganiłam ją. - Nie wierzę we wróżby.
      - Ale te Anki się s
      • detektyw.mimo.woli 4 - Lista podejrzanych cd 20.03.05, 02:31
        - Ale te Anki się sprawdzają. Wróżba dotycząca ciebie sprawdziła się.
        - Jak wróżba na mój temat? O co pytałaś? - zdziwiłam się.
        - Kiedyś Anka miała dobry humor, więc powiedziała, że kładzie karty każdemu kto
        poprosi. Mama spytała o zdrowie babci, a ja o moje małżeństwo i ciebie. - Marta
        spojrzała ze wstydem.
        - Nie wiedziałam, że jestem ci taka bliska – wzruszyłam się.
        - Wiesz, trudno jest jednej palącej w zespole – mrugnęła do mnie szelmowsko.
        - A więc o fajki ci chodziło! – postawiłam filiżankę na stoliku i zamierzyłam
        się kolorową poduszką z fotela. - Co tam tarot o mnie powiedział?
        - Spytałam kiedy znów będziemy razem pracować, Anka kazała mi wyciągnąć
        dwanaście kart, ułożyła je w kole i trafiła bezbłędnie.To było na pół roku
        przed twoim przyjściem do New Looka.
        Zamyśliłam się. Wróżby zawsze kojarzyły mi się z andrzejkowymi zabawami. Nigdy
        nie brałam ich na poważnie. Z drugiej strony słyszałam o kartach Anki. Nasze
        koleżanki często chodziły do siostry Marty, podobno wszystko się sprawdzało.
        - Trochę mi się to w pale nie mieści – nałożyłam przyjaciółce ciasta na
        talerzyk. Rudy od razu wyciągnął nos.
        - Chcesz kawałek? - Marta położyła sobie na dłoni okruszek i podsunęła pod nos
        kota.
        - On nie nie ciasta – uprzedziłam odmowę Rudego.
        Kot spojrzał na mnie wyzywająco, powąchał dłoń dziewczyny i ku mojemu
        zdziwieniu zjadł, co leżało na dłoni.
        - Od dobrego człowieka zwierzę zawsze weźmie – zachichotała Marta. Znów
        ukruszyła kawałek, ale tym razem Rudy nie wykazał zainteresowania.
        - Wróćmy do okna. To może być niezły trop – przypomniała.
        - A więc – nabrałam powietrza w płuca. - Zawsze, gdy byłaś u Tomka, siedziałaś
        przy stoliku?
        - Tak, każdy tam siada.
        - Widzisz, a ja nie!
        - Nie mów, że sadzał cię na kolanach – prychnęła Marta. - Chyba nie byłaś w
        jego typie.
        - Za to byłam w typie jego komputera. Tomek był koszmarnym lamerem, czasem
        prosił mnie o pogrzebanie w kompie.
        - No i? - w oczach przyjaciółki zobaczyłam napięcie.
        - No i siadywałam na jego fotelu. Ze stolika nie widać co ma za oknem. Za to z
        jego fotela...
        - Co tam ma?
        - Taras.
        - Czekaj! Ty masz łeb! - Marta zrzuciła kota z kolan i podniosła się. Zaczęła
        chodzić po pokoju. Rudy spojrzał na nią z wyrzutem i rozwalił się na jej fotelu.
        - Pytanie, dokąd prowadzi ten taras. - rzekłam.
        - Możliwe, że do recepcji, chyba że recepcja ma inny
        - Skąd wiesz?
        - Za oknem na tyłach recepcji jest taras. Kupuję książki na allegro i każę
        sobie przysyłać na adres firmy. - triumfalnie odrzekła Marta. - Gdy dziewczyny
        dzwonią po mnie, grzebię w naszej półce. Do półki chodzi tylko Krysia i ja.
        Przy recepcji jest okno balkonowe i taras. Kilka razy myślałam aby latem
        wychodzić tam na papierosa.
        - Zaraz! - uprzytomniłam sobie coś. - Taki długi taras na piętnastym piętrze?
        Po co on komu? Tam przecież wieje taki wiatr, że łeb może ukręcić.
        - Pod warunkiem, że ktoś ma odstające uszy – zażartowała Marta.
        - Trzeba obejrzeć budynek z zewnątrz, zobaczymy dokąd on biegnie.
        - Recepcja twierdzi, że nie ma klucza do okien, bo nie wolno ich otwierać gdyż
        mamy klimatyzację. W pokoju Tomka też musiały być zamknięte. - dodała Marta.
        - Tylko nie podejrzewaj nikogo z ochrony
        - Nie dokuczaj mi! Wiesz, ja sama spędziłam noc, różne głupie myśli przychodzą
        mi do głowy. Jestem strzępkiem nerwów.
        - Ja za to spałam jak zabita.
        - Wiem – rzuciła drwiąco Marta. - Dzwoniłam trzy razy. Najpierw o dziesiątej,
        potem o dwunastej, dopiero za trzecim razem odebrałaś.
        - Eee – machnęłam ręką. - Jakbyś mnie nie znała. Wiesz, że ja stresy przesypiam.
        - Wiem, podczas rozwodu spałaś po dwanaście godzin na dobę.
        - Każdy ma taki sen, jakiego potrzebuje.
        - I takie kłopoty, na jakie sobie zasłużył – dodała filozoficznie dziewczyna.
        - A czym my sobie zasłużyłyśmy, że szefa nam zamordowali?
        - Oni? Czyli podoba ci się pomysł z konkurencją?
        - Oj, tak się tylko wyraziłam... Słuchaj, to nasze gdybanie nie trzyma się
        kupy. Zróbmy listę podejrzanych.
        - Jak? - zdziwiła się Marta. - Skąd ich weźmiemy?
        - Po prostu zróbmy spis ludzi w redakcji i wypiszmy możliwe motywy.
        Podniosłam się do włączonego komputera.
        - Chcesz puścić muzykę?
        - Można, ale podeszłam do kompa, by zrobić listę podejrzanych.
        - A ręką już nie umiesz pisać? - zgorszyła się Marta.
        - Już nie. Od lat piszę tylko na klawiaturze. Niedługo na umowach zacznę
        stawiać trzy krzyżyki. - zachichotałam.
        - Ty to jednak jesteś przerażająca. Piszesz na komputerze, muzykę puszczasz na
        komputerze, radia słuchasz tak samo, podobnie z telewizją...
        - Przyjaciół i kochanków poznaję w internecie, wiele rzeczy kupuję za pomocą
        komputera, niedługo kupię sobie program „Kawa lub herbata”.
        - A jest taki?
        - Nie, ale przydałby się.
        Popatrzyłam na zdziwione oczy przyjaciółki i wybuchnęłam śmiechem.
        - To była propozycja kolejnej kawy lub herbaty.
        - To może tym razem herbatę. Masz miętową? - uśmiechnęła się Marta, trochę
        zawstydzona, że dała się nabrać.
        - Jeszcze się znajdzie. - podniosłam się. - Idę zagrzać wodę, a ty wybierz
        muzykę i zrób listę osób w redakcji. Potem dopiszemy im motywy.
        Rudy zerwał się i podbiegł do przedpokoju.
        - Co on robi? - zdziwiła się Marta.
        - Zaraz ktoś zadzwoni do drzwi lub do domofonu. On tak ma. Po jego reakcji
        wiem, że to ktoś znajomy, kogo lubi.
        Istotnie odezwał się dzwonek. To dozorca przyniósł pismo o podwyżce czynszu.
        Rudy nie omieszkał przywitać się z nim. W tym czasie ugotowała się woda. Gdy
        wróciłam z dzbankiem herbaty Marta już czekała przy gotowej liście. Z głośników
        poleciał delikatny głos Nory Jones.
        - Masz wszystkich? - spytałam.
        - Chyba tak. Sama zobacz. - ustąpiła mi miejsca przy komputerze.
        Spojrzałam na ekran. Marta wypisała wszystkich i przy każdym napisała jego
        stanowisko:
        Jolanta Walczak – vice naczelna
        Ola Pośpieszyńska – sekretarz redakcji
        Eliza Bogdanowicz - moda
        Iwona Ronin - uroda
        Teresa Urban – zdrowie
        Irena Pańczyk - psychologia
        Elżbieta Toranowicz - kultura
        Wanda Peszek – korekta
        Bożena Więckiewicz – dyrektor artystyczna
        Izabela Diabeł – redaktor techniczna
        Jacek Wydrzykowski - grafik
        Zbyszek Gawryluk - grafik
        Beata Wończyk - grafik
        Marta Rudnicka - grafik
        Krystyna Kossakowska – sekretarka
        - Elżbietę też wpisałaś? - zdziwiłam się.
        - A jakoś tak z pośpiechu. Zresztą myślę, że powinna być na liście podejrzanych.
        - Niech ci będzie – zgodziłam się. To zaczynamy od Jolki? Jakie mogła mieć
        motywy?
        - Ambicja, chciała wygryźć Tomasza ze stołka. - powiedziała pewnie Marta.
        Posłusznie wstukałam jej słowa.
        - Coś jeszcze?
        - Chyba wszystko.
        - A Ola? Zauważ, że wczoraj siedziała cichutko, jak nie ona. Prawie jej nie
        zauważyłam. Jakaś taka dziwna była.
        - Ola zawsze jest dziwna. - skomentowała Marta.
        - Kobieta po przejściach – prychnęłam.
        - A która z nas nie jest po przejściach? Ja po dwóch rozwodach, ty po jednym.
        - Ale ona jest matka Polka a do tego nienawidzi mężczyzn.
        - Czyli mogła nie lubić Tomka bo wolał swoją płeć, której to płci ona nie
        cierpi?
        - Diabli ją wiedzą – zamyśliłam się. - Ale faktycznie coś z nią jest nie tak.
        Ten jej ex chyba dał jej do wiwatu, dlatego tak alergicznie reaguje na facetów.
        - Czekaj! - krzyknęła Marta. - Pamiętam jak zimą wyrzekała na szefa. Była chora
        gdy robiliśmy plan urlopów. Wróciła po chorobie i obraziła się, że o niej
        zapomnieliśmy. Potem wykłócała się z Tomkiem, że matka dzieciom powinna mieć
        pierwszeństwo w wyborze terminu na wakacje. Proponowała, żeby przesunąć urlop
        Jolki albo Izy i ją wsadzić w to miejsce.
        - Ale Jolka i Iza też mają dzieci.
        - Sama widzisz. Olka to dziwaczka, egoistka i robi wokół siebie i swojego
        macierzyństwa dużo szumu.
        - Ile ona ma w końcu tego przychówku? Pół tuzina?
        - Jedną córkę – skrzywiła się Marta. - Ale zdaje się ciężko znosi jej okres
        dojrzewania. Do tego wyrzeka na był
    • detektyw.mimo.woli 4 - Lista podejrzanych cd 2 20.03.05, 02:33
      - Jedną córkę – skrzywiła się Marta. - Ale zdaje się ciężko znosi jej okres
      dojrzewania. Do tego wyrzeka na byłego męża, że się dzieckiem nie opiekuje, a
      sama ogranicza ich kontakty.
      - To żaden motyw. - pokręciłam głową. - Nie Tomek zrobił jej dziecko, a potem
      zostawił dla innej.
      - Ale kilka razy oberwało jej się od niego. Wiesz, że dwa lata temu dostała
      naganę?
      - Za co?
      - Za nieprzychodzenie do pracy. Kiedyś potrafiła kilka dni z rzędu zadzwonić i
      powiedzieć, że nie może przyjść do pracy i bierze dzień urlopu. Tomek się
      wkurzył i dał jej stosowne pismo. Przez rok od nagany była pozbawiona premii i
      podwyżek. Od tamtej pory Ola uważa, i nie zalega z robotą. Ty wtedy nie
      pracowałaś jeszcze u nas, ale kiedyś strasznie nam zawalała, gubiła materiały.
      - To co? Wpisujemy naganę jako motyw?
      - Niech będzie. - kiwnęła głową moja przyjaciółka. Kto następny?
      - Eliza
      - Na nią nic nie mamy – powiedziała Marta, chyba że ty coś wiesz.
      - W sumie. - zamyśliłam się. - To strasznie naciągane. Ostatnio słyszałam jak
      Eliza się żaliła na Tomka. Zrobiła jakąś strasznie trudną sesję mody a ten
      skomentował, że nie jesteśmy magazynem dla moherowych beretów.
      - Różnica gustów jako motyw? - zdziwiła się Marta.
      - Może być, posłuchaj: Eliza robi sesje, gania swoje stylistki po sklepach,
      ściga wizażystki, umawia fryzjerów, a ten jednym miękkim ruchem zwala dwa
      tygodnie ciężkiej pracy. Nie wkurzyłabyś się?
      - Zbrodnia w afekcie za wycofanie sesji z numeru? Kiedy to było?
      - W czwartek. - odrzekłam tryumfalnie. - sesja miała iść do czerwcowego.
      - A bo to raz tak robił?
      - Nie raz, ale tamta sesja była koszmarna. Tematem był kinder bal. Pozowały
      dwie pary i sześcioro dzieci. Ogarnij taką kupę luda na planie.
      - Dobrze, wpisuj przy Elizie zbrodnię w afekcie za zwalenie trudnej sesji. -
      zgodziła się moja przyjaciółka. - Następna jest Iwonka?
      - Młode cielę prosto po studiach, nie wierzę żeby mogła mieć motyw. -
      wzruszyłam ramionami.
      - Naiwna jak mało kto. - dodała Marta.
      - Chyba, że wpadła w ręce krwiożerczej sekty i na ich rozkaz stuknęła nam
      szefa – zaczęłam fantazjować.
      - Bo guru był winien Tomkowi pieniądze. - podchwyciła Marta
      - Więc nie mamy motywu?
      - Chyba nie. Wpisuję brak motywu.
      Wstukałam dwa słowa, ale po chwili dla żartu dopisałam: „sekta?”
      Rudy znów podbiegł do drzwi.
      - Ktoś przyjdzie? - spytała się Marta.
      - Najprawdopodobniej - odezwałam się równo z dzwonkiem. Znów przyszedł dozorca
      przepraszając, że dał mi wydruk sąsiadki. Wymieniliśmy się kartkami i wróciłam
      do komputera.
      - Niestary, niekulawy ten dozorca i jeszcze Rudy go lubi – moja przyjaciółka
      puściła do mnie oko.
      - To nie to o czym myślisz – pokręciłam głową. - Pan Rysiek i jego żona
      opiekują się kotem gdy wyjeżdżam, stąd taki afekt dla dozorcy.
      - Niech ci będzie. - zgodziła się Marta. - Jedźmy dalej. Następna jest Teresa? -
      zajrzała w monitor.
      - Była pani chirurg. - kiwnęłam głową. - Najgorsze poczucie humoru jakie znam.
      Tajemnicze odejście od zawodu medyka.
      - Właśnie, czemu przestała być lekarzem? Ona zdaje się dwadzieścia lat
      przepracowała w tamtym fachu. Ile właściwie ma lat?
      - Na oko około pięćdziesiątki, może trochę po - stwierdziłam. - Ale Jolka
      kiedyś bąknęła, że Teresa nie była najlepszym lekarzem i musiała odejść z
      zawodu. Sama Teresa nie chce o tym mówić, jednak zapytana przez jedną z
      dziewczyn stwierdziła tylko, że prasa płaci lepiej niż służba zdrowia.
      - Tomek wiedział czemu przestała być lekarzem?
      - Nie mam pojęcia. Ale ktoś plotkował, że są dalekimi kuzynami...
      - A więc szef mógł znać jej tajemnice. Tomek nie lubił jej, zawsze był wobec
      Teresy oschły. Unikał jej jak ognia. - odrzekła Marta. - A do tego Teresa
      kiedyś zrobiła mu awanturę, gdy siedzieliśmy długo i przyjechał po nią jej syn.
      Tomek podobno stwierdził, że ma przystojnego syna i nasza pani doktor
      zdenerwowała się, że szef zbajeruje jej progeniturę. Mogło o to chodzić,
      chroniła dziecko.
      - A ile to dziecko ma lat?
      - Dwadzieścia coś.
      - Naprawdę taki niekulawy? - zaciekawiłam się, bo Teresa nie wydawała mi się
      urodziwą kobietą.
      - Niezły, ale urodę ma chyba po ojcu, bo w ogóle nie jest podobny do matki.
      Zapisałam przypuszczenie, że Tomek mógł poznać powód odejścia Teresy od zawodu
      lekarza, a w nawiasie dodałam słowo: „szantaż?”. Potem dodałam wzmiankę o synu.
      - Czas na Irenkę – rzuciłam.
      - Znerwicowany, złośliwy babsztyl. Udziela porad „Jak sobie radzić z ludźmi”, a
      sama nie umie wcielić ich w życie.
      - I do tego taka przyparafialna. Gdy dowiedziała się, że jestem po rozwodzie,
      palnęła mi wykład na temat nieczystości. - dodałam.
      - Czyli orientacja seksualna Tomka kłóciła się z jej życiem religijnym. -
      zgodziła się Marta, a ja zapisałam jej słowa.
      - Z redaktorów została nam Elżbieta. - westchnęłam. - Przyznam, że ją najmniej
      chciałabym widzieć na liście podejrzanych.
      - Wpiszmy jej jako motyw, zemstę za wyrzucenie – zaproponowała moja
      przyjaciółka.
      - Niech będzie, chociaż to jest szyte grubymi nićmi. Nikt od czasu jej odejścia
      nie widział Elki w redakcji.
      - Mogła się zakraść, zna przecież budynek.
      Marta poczekała chwilkę, aż skończę wstukiwać tekst i spojrzała pytająco.
      - Wanda – odpowiedziałam na jej wzrok.
      - Z powodu opieszałości Tomka i gubienia materiałów Wanda ciągle wysiadywała po
      godzinach. Siedzę biurko w biurko z nią. - dodała Marta. - Kiedyś poprosiła
      mnie o pokazanie czegoś w Quarku, podeszłam, pokazałam i odruchowo zapisałam i
      zamknęłam stronę. Pod spodem miała otwartą skrzynkę mailową. Rzuciłam okiem, to
      był mail od szefa. Pisał, że niedługo będzie miał nowy samochód i zabiera jej
      miejsce parkingowe.
      - Nie rozumiem – pokręciłam głową.
      - No bo to było tak: Wanda mieszkała na tym samym osiedlu co Tomek. Wiesz jak
      jest u nas z miejscami parkingowymi: garaż i parking przysługuje tylko tym na
      wyższych stanowiskach. Tomkowi ukradli samochód, więc Wanda zaproponowała mu,
      że może go wozić do pracy. Tomek odwdzięczył jej się oddając swoją miejscówkę w
      podziemnym garażu. Wanda bardzo się z tego cieszyła, bo znaleźć miejsce pod
      biurowcem graniczy z cudem. Przez ten czas, gdy woziła szefa nie musiała
      kombinować z samochodem.
      - Bez sensu. Od początku wiedziała, że garaż ma tymczasowo. - skrzywiłam się.
      - Nie sugeruję, że mogła mieć do niego pretensje o zabranie garażu, ale jak
      jeździli do pracy, to mogli wejść w jakieś układy, które potem okazały się
      niewygodne.
      - Jakie na przykład?
      - A skąd ja mogę wiedzieć? - wzruszyła ramionami Marta. - Jakieś mogli sobie
      wyrobić.
      - Mąż Wandy mógł pomyśleć, że mają romans – zaproponowałam.
      - Eee, pojechałaś. Mój mąż wie, że Tomek był gejem. Mąż Wandy też pewnie
      wiedział. To nie wchodzi w grę.
      - To wpisuję: „bliżej nieokreślone konszachty uprawiane podczas przyjazdów do
      pracy”.
      - Może być. - zgodziła się Marta.
      - Więc mamy redaktorów i korektę z głowy. Bierzemy na tapetę nasz dział.
      Bożena? - spojrzałam na przyjaciółkę.
      - Nasza droga szefowa ciągle mówiła, że go zastrzeli.
      - Za gubienie materiałów albo za czytanie nie w tej kolejności co trzeba. Czyli
      mamy groźby. - kiwnęłam głową i wstukałam tekst. A co z Izą?
      - To samo, tyle że bez gróźb.
      - Niech będzie. Kolej na Jacka. Wiem, że był niezadowolony z premii. Spodziewał
      się większej, a gdy ją dostał mówił, że nie wystarczy na wakacje dla całej
      rodziny.
      - Sejwujesz to czasem? - zaniepokoiła się Marta.
      - Przy każdym akapicie – uspokoiłam ją i przeszłam do Zbyszka. Tym razem obie
      byłyśmy zgodne, że motywem mogła być homofobia.
      - Co masz na siebie? - padło pytanie ze śmiechem.
      - Bo ja wiem? Zaliczyłam ostatnio kilka wpadek: Romans z Januszem niekorzystnie
      odbił się na pracy, przy poprzednim booklecie pomyliłam produkty i sponsor
      wysłał Tomkowi pełnego dezaprobaty maila.
      - Groził, że cię wyrzuci?
      - Co ty? Spokojnym tonem ostrzegł mnie, że mam się poprawić. Za
      • detektyw.mimo.woli 4 - Lista podejrzanych cd 3 20.03.05, 02:34
        - Co ty? Spokojnym tonem ostrzegł mnie, że mam się poprawić. Za wpadkę w
        booklecie obciął mi trochę kasy, ale nie mam do niego o to żalu. W końcu
        zaliczyłam ostrą wtopę i kara musiała jakaś być.
        - A mi kiedyś groził – wyznała Marta. Pamiętasz ostatniego sylwestra?
        - Pojechałaś w góry i śnieżyce sparaliżowały wszystkie drogi. - kiwnęłam głową,
        na znak że pamiętam przygodę przyjaciółki.
        - Utknęliśmy na Zakopiance, następnego dnia miałam być w pracy, ale nie udało
        się. Moja komórka zdechła i nie miałam jak do niego zadzwonić.
        - A Waldek? Też miał rozładowaną baterię?
        - Waldek nie, ale numer do redakcji miałam w swojej. Nocowaliśmy w samochodzie
        na jakimś parkingu, dojechaliśmy do Warszawy dopiero drugiego stycznia późnym
        wieczorem. Już nie wypadało dzwonić
        - I Tomek nie zrozumiał, że klęska żywiołowa stanęła ci na przeszkodzie?
        - Zrozumiał, ale poprosił by na przyszłość informować go wcześniej o absencji.
        Ja mu tłumaczyłam, że nie miałam numeru, bo był w rozładowanym telefonie. On
        wtedy był w złym humorze i powiedział, że nasza gazeta jest w sprzedaży na
        każdej stacji benzynowej, więc mogłam się zatrzymać, spisać numer ze stopki i
        zadzwonić z automatu przy sklepie.
        - A czemu tego nie zrobiłaś?
        - Po prostu nie pomyślałam. - Marta bezradnie rozłożyła ręce. Po raz pierwszy
        zdarzyła mi się taka podróż. Wtedy myśleliśmy tylko o tym, żeby dojechać cało
        do domu. Byliśmy głodni, zmarznięci i zmęczeni.
        - On faktycznie czasem miał dziwne humory – stwierdziłam. - To mamy na nas
        haki, czy nie?
        - Jak wszyscy, to wszyscy. - rzuciła Marta. - Wpisz sobie żal za obcięcie kasy
        za booklet a mi strasznie wywaleniem.
        - No to została nam tylko Krystyna.
        - Sekretarka ma milion powodów by zabić szefa.
        - Masz rację – kiwnęłam głową.
        Skończyłyśmy listę i przeczytałam ją na głos.
        - Wiesz co? - skrzywiła się Marta. - To jest bez sensu. Wypisałyśmy kupę głupot.
        - No tak. - spojrzałam krytycznie na ekran. - Odwaliłyśmy kawał kretyńskiej
        roboty. Chyba zrobię coś do jedzenia. Ssie mnie już w żołądku, wiesz która jest
        godzina?
        - O rety! - podniosła się Marta z fotela. - Jedenasta? Muszę iść do domu.
        Dzięki, że mogłam u ciebie posiedzieć.
        - Dzieci ci nie płaczą. - stwierdziłam. - Przygotuję kanapki, a potem zawołasz
        taksówkę, chyba że Waldek nie wrócił, więc może zanocujesz u mnie?
        - A mogę? - prosząco spytała Marta.
        - Jasne! - kiwnęłam głową. - Rudy się ucieszy. Mam zapasową szczoteczkę do
        zębów, jeszcze nie rozpakowana, dostaniesz jakąś koszulkę do spania, rozłożę ci
        kanapę w salonie.
        - Jesteś kochana. - uśmiechnęła się Marta. - I spędzę noc z tym
        przystojniakiem – poczochrała sierść na grzbiecie kota. Rudy zamruczał i
        spojrzał jej głęboko w oczy.
        • piotr_c Re: 4 - Lista podejrzanych cd 3 25.03.05, 00:29
          :) Czytam, fajne.
          • habitus Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 09:26
            tylko pisz, bo ja wyjeżdżam - a chciałabym przed wyjazdem parę stron sobie
            wydrukować i dołączyć. Powieść zostawiam w różnych miejscach rozszerzając krąg
            twoich czytelników. Ostatnio w Hotelu w Poznaniu. Więc do roboty!!
            • janiolka Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 10:19
              ja tez przed tygodniowa przerwa chcialabym zapasy poczynic :)
              • anahella Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 21:31
                Obawiam sie, ze przed swietami nie zdaze nic nowego napisac. Mecze sie juz
                trzeci, a moze czwarty dzien (noc) z kolejnym odcinkiem Wampirskiej.

                A co do sprzatania: przed tymi swietami mam do tej czynnosci taki sam stosunek
                jak przed poprzednimi:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10955&w=18792352&a=18792352
                • habitus Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 22:15
                  anahella napisała:

                  > Obawiam sie, ze przed swietami nie zdaze nic nowego napisac.
                  Buuuuuu... Dlaczego jesteś taka niedobra!!!
                • piotr_c Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 22:37
                  A podobały ci się teksty Agniechy i Janka?
                  • all2 Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 22:48
                    Gdzieś jeszcze są jakieś teksty do poczytania?
                    • piotr_c Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 22:50
                      Z lepszych czasów na Forum Na Plaży działała para autorska Agniecha i Janek ,
                      Napisali razem kilka fajnych kawałków. Spróbuję ściągnąć tu linki.
                      • piotr_c Agniecha i Ja_nek 25.03.05, 22:55
                        Forum na Plazy :))

                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=277
                        Np to ich pierwsza , zawsze mnie bawiło to płynne przejście od przekomarzanai
                        się do wspólnego pisania.
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=277&w=3213&a=91105
                        albo
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=277&w=341252&a=521035

                        Potem jeszce pisali na Romantyce SF z udzialem forumowiczow w rolach glownych:)
                      • all2 Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 22:59
                        o, wdzięczna będę, i pewnie nie tylko ja - widzę tu więcej spragnionych lektury
                        na święta :)
                        • piotr_c Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 23:05
                          Dobrzej zabawy
                          Jeszcze jesli idzie o zbiorowy wysiłek to Plaża jest dumna z nowych przygód
                          bohaterów K.Maya. Ale to przy innej okazji. Dobranoc.
                          • all2 Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 23:14
                            dzięki :)
                            • piotr_c Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 23:22
                              Co masz zrobić jutro zrób dzisiaj :)

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=277&w=1692172&a=1692172
                              a teraz już naprawdę czas spać.
                              • all2 Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 23:54
                                piotr_c napisał:

                                > a teraz już naprawdę czas spać.

                                e tam ;)
                  • anahella Re: Anahella, nie sprzątaj 26.03.05, 00:40
                    piotr_c napisał:

                    > A podobały ci się teksty Agniechy i Janka?

                    Kiedys podawales mi linka - fajne to bylo.
            • anahella Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 21:32
              habitus napisała:

              > Powieść zostawiam w różnych miejscach rozszerzając krąg
              > twoich czytelników. Ostatnio w Hotelu w Poznaniu. Więc do roboty!!

              A dziekuje, jesli trafi sie jakis wydawca, to za honorarium idziemy w miasto. ;)
              • habitus Re: Anahella, nie sprzątaj 25.03.05, 21:51
                I to w niejedno.
    • ogabignac Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:17
      Fajna ta powiesc. Wciaga i lekko sie czyta.
      • habitus Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:31
        Co z tego jak się wolno pisze. Człowiek czeka, a autorka fyrgnęła spódnicą i
        lata gdzieś...
        • ogabignac Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:36
          Moze wizje lokalna robi. Ale w takiej mgle?
          • habitus Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:38
            Chyba maca mury.
            :)))
            • ogabignac Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:40
              Zeby tylko Kube - ropruwacza nie namacala. Brrr...
              • habitus Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:41
                Jak maca kijem bejsbolowym to niech namaca. :))
                • ogabignac Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:44
                  :-))))))
                  • all2 Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:47
                    A juszszsz myślałam, że Habi z Ogabiniakiem kolejny odcinek dopisali... ;(
                    • habitus Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:48
                      Przymierzamy się - bo Anahella poszła w mgłę..
                    • ogabignac Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:48
                      all2 napisała:

                      > A juszszsz myślałam, że Habi z Ogabiniakiem kolejny odcinek dopisali... ;(


                      My tylko obecnosciom dopisali...
                      • habitus Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 22:51
                        Czekamy jak te gupie, może jakiś rozdzialik się nowy ukaże. Z tej mgły się
                        wynurzy...
                        • all2 Re: Historia kryminalna. 25.03.05, 23:00
                          Prędzej Wampirka się ukaże. Ja już tak na nią dybię od paru dni :)
                          • anahella Re: Historia kryminalna. 26.03.05, 00:45
                            all2 napisała:

                            > Prędzej Wampirka się ukaże. Ja już tak na nią dybię od paru dni :)

                            A ja od paru dni ja pisze:) Ale moze dzis nad ranem uda sie skonczyc.
                            teraz przerwa na papieroska i kolejny dzbanek herbaty z cytryna:) A mgla za
                            oknem tylko pomaga.:)
                            • all2 Re: Historia kryminalna. 26.03.05, 01:27
                              Ino gwizdnij, a połowa obsady dwóch forów przyleci Ci tę herbatę parzyć :)
    • anahella Chwileczke!!!!! 26.03.05, 00:46
      A kto mnie wydal i dlaczego? Ja to przeciez pisalam anonimowo:))))))))))))))))
      I czemu dalam sie tak podpuscic?
      • all2 Re: Chwileczke!!!!! 26.03.05, 01:20
        Może haker...?
        • anahella Kanon bohaterow:) 26.03.05, 01:46
          all2 napisała:

          > Może haker...?

          Hyyy Widze ze spodobal Ci sie:)

          W starej literaturze byly obowiazkowe postacie, bez ktorych akcja bylaby
          cienka. np. postac wiernego slugi (Sancho Pansa), przyjaciel na dobre i na zle
          (Muszkieterowie). Teraz widze ze tworzy sie kanon nowego bohatera - hackera;)
          Postac hackera wszedzie wprowadzi odrobine tajemnicy, nie wiadomo kim jest, ale
          wiadomo ze z komputerami potrafi zrobic wiele wiecej niz bohater
          pierwszoplanowy.
          • all2 Re: Kanon bohaterow:) 26.03.05, 02:03
            I już tylko przez to budzi cześć i podziw u większości czytaczy. Potrafi
            odzyskać wycięty przez pomyłkę plik. Potrafi odnaleźć maile, które dawno szlag
            razem z Outlookiem trafili. Potrafi nawet zajrzeć Windowsowi w bebechy i wie,
            który bebech do czego. Potrafi skrakować grę... i zajrzeć do BIOS-u też
            potrafi. Już nie wspominając o takich detalach jak włamania do banków i
            Pentagonu. Po prostu Zorro, Batman i James Bond w jednej osobie. Ach, mieć
            przyjaciela hakera... :)
    • detektyw.mimo.woli 5 - Donosy 21.04.05, 01:54
      Rozdział 5
      Donosy
      Całą niedzielę spędziłam z Martą. Rano obiecałyśmy sobie, że nie będziemy
      rozmawiać o morderstwie, żeby nie psuć sobie nastroju. Miło spędziłyśmy czas
      spacerując po Łazienkach, opychając się spaghetti i wydając pieniądze w
      sklepach z kosmetykami. Uznałyśmy, że po ostatnich stresach należy mam się
      odrobina oddechu.
      W poniedziałek rano, siedząc w tramwaju, jeszcze raz przeanalizowałam w myślach
      naszą listę podejrzanych. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że wygłupiłyśmy
      się. Nie miałyśmy nic na nikogo. Niepokoiło mnie tylko jedno: Shadow nie
      odzywał się. Wieczorem, po rozstaniu z Martą zadzwoniłam do niego, ale nie
      odbierał komórki. Uznałam, że był zajęty czytaniem korespondencji Tomasza, więc
      nawet nie nagrałam się na pocztę głosową.
      - Do Hali dojadę? - spytała starsza pani siedząca przede mną.
      - Tak – kiwnęłam głową. - To jeszcze kilka przystanków.
      - A dokładnie ile?
      - A nie wiem nawet, ale w tym tramwaju zapowiadają nazwy, powiedzą kiedy.
      - To znaczy?
      - Zapowiedzą przystanek „Hala Marymoncka” i wtedy pani wysiądzie.
      - Ale ja chcę do Hali Mirowskiej – kobieta złapała się za głowę.
      - Nieźle się pani przejechała. - skrzywiłam się. - Hala Mirowska dawno za nami.
      - To co ja teraz zrobię? - z zatroskanej twarzy spłynął smutek.
      - Może zrobić pani zakupy w Hali Marymonckiej i wrócić do domu tym samym
      tramwajem. - zaproponowałam nieśmiało.
      - Ale ja nie po zakupy. Przyjechałam do kuzynki. - wskazała dużą torbę stojącą
      obok jej stóp.
      Zrobiło mi się jej żal.
      - Wysiądzie pani na najbliższym przystanku – zaczęłam. – Przejdzie do tramwaju
      jadącego w przeciwnym kierunku i wsiądzie pani w numer... - podniosłam nieco
      ton by przekrzyczeć zapowiadającego. W tym momencie uświadomiłam sobie, że
      przejechałam swój przystanek. Spojrzałam na zegarek, na szczęście było jeszcze
      wcześnie, dopiero za piętnaście dziewiąta. Kobieta z wyczekiwaniem patrzyła mi
      się w oczy.
      - Pewnie pani się spieszy? - spytała nieśmiało.
      - Nieważne – machnęłam ręką. - Przegapiłam swój przystanek, ale tym lepiej dla
      pani. Z tego będzie miała pani lepsze połączenie. - pocieszyłam ją. - A ja mam
      jeszcze czas.
      Odprowadziłam kobietę, postawiłam torbę na ławce i przyjęłam wylewne
      podziękowanie. Skierowałam się ku wystającemu zza starych kamienic biurowcowi.
      Nigdy tędy nie szłam, więc przyjrzałam się tarasowi, który był przy oknie
      gabinetu Tomka.
      Wiosna dopiero się zaczynała, krzaki nie miały jeszcze liści, więc z daleka
      poznałam sylwetkę mojej przyjaciółki. Marta stała przy gołych jeszcze
      forsycjach i zadzierała głowę. Podeszłam do niej cichutko.
      - Jest pani aresztowana za zamordowanie szefa! – krzyknęłam jej do ucha.
      Dziewczyna poskoczyła i znieruchomiała.
      - Ale, ja... - zaczęła się jąkać nie odwracając głowy.
      - Ale co? - spytałam groźnie. - I proszę nic nie mówić, bo wszystko co pani
      powie może być użyte przeciwko niej.
      - Beata! - Marta wypuściła powietrze z płuc. - Nie strasz.
      - Przepraszam – dopiero teraz zrobiło mi się głupio, bo zobaczyłam jej bladą
      twarz.
      - A poza tym. - kontynuowała dziewczyna. - polska policja nie ma obowiązku
      wyklepywania tej formułki.
      - Co tam zobaczyłaś? - zmieniłam temat.
      - Na razie nic. Gapię się na nasz taras. Co dzień tędy przechodzę, a nigdy
      jeszcze nie zwróciłam na niego uwagi.
      - Bo jest przykryty neonami. Myślę, że on jest tylko dla obsługi technicznej
      reklam. - dodałam.
      - Niewykluczone. - kiwnęła głową Marta. - Zobaczmy dokąd się ciągnie.
      - Policzmy. - zaproponowałam. - Na rogu jest administracja: oni mają cztery
      okna. Potem nasza powierzchnia, z gabinetem Tomka.
      - U nas jest sześć, czyli razem dziesięć. - Marta rachowała w pamięci.
      - Dwa następne to korytarz z recepcją i druga strona. Co tam jest?
      - Nie mam pojęcia – moja przyjaciółka rozłożyła ręce. Zdaje się kolportaż, ale
      oni nie zajmują połowy piętra.
      - Tam na pewno jest „Zdrowe dziecko” i jeszcze jakiś projekt.
      - Nowy tytuł? - zainteresowała się dziewczyna.
      - Chyba tak. - kiwnęłam głową. - Znam graficzkę z „bachora”, mówiła, że ich
      część jest szczelnie oddzielona. Nigdy nie mówią nic na temat swojej pracy, bo
      to ściśle tajne przez poufne.
      - Eeee, i tak już wróble ćwierkają o tytule muzycznym w naszym wydawnictwie...
      - Nie sądzę – zaprotestowałam. - Tam same baby pracują. Pewnie nowe pismo
      kobiece.
      - My tu gadu gadu o tajemnicach służbowych, a przed nosem przeparadował nam
      niebieskooki gliniarz – puściła do mnie oko.
      - Ten Krzysiek?
      - To już wiesz jak ma na imię? - dała mi kuksańca w bok.
      - Wiem, bo ten stary zwracał się do niego po imieniu, jak on się nazywa?
      - Krzysiek? - Marta zrobiła zdziwione oczy. - Sama powiedziałaś przed chwilą
      - Nie, ten drugi.
      - Jabłoński.
      - O wilku mowa – wskazałam jej znajomą sylwetkę. - Chyba stróże prawa maja nam
      coś do zakomunikowania.
      Przy windzie przywitałyśmy policjanta.
      - Macie już coś? - rzuciłyśmy jednocześnie.
      Policjant chyba był przyzwyczajony do takich pytań, bo spojrzał, na nas
      zmęczonym wzrokiem i odrzekł:
      - Prowadzimy śledztwo, dla jego dobra nie mogę ujawniać żadnych szczegółów. Ale
      panie, widzę, są jak papużki-nierozłączki. Na papierosa: razem, do pracy też
      razem.
      Zapaliła mi się czerwona lampka. We wzroku przyjaciółki zobaczyłam to samo.
      - A ja jednak będę namolna. - odważyła się Marta. - I zadam niestosowne
      pytanie. Dlaczego podczas przesłuchania spytał mnie pan czy lubię Beatę. -
      spojrzała na mnie badawczo.
      - Mnie też pan pytał o naszą znajomość. - powiedziałam surowo patrząc mi w
      oczy. Policjant spojrzał się za siebie. Z tyłui miał dwóch chłopaków z
      kolportażu.
      - Przypominam, że ja nie muszę odpowiadać na żadne pytania. Ja tu jestem od ich
      zadawania. - jego głos zabrzmiał groźnie.
      Koledzy zza jego pleców spojrzeli na nas ze strachem. Marta też to zauważyła, a
      w jej oczach pojawił się diabelski ognik.
      - W razie czego koledzy zaświadczą, że chce pan nas bezpodstawnie aresztować. -
      puściła do mnie oko.
      - I nęka na przesłuchaniu w windzie – przytaknęłam.
      - Nękać będę was od południa. - ponuro oświadczył Jabłoński. - Teraz pojadę
      pouprawiać ten proceder z waszymi przełożonymi. - przesunął się do drzwi. Winda
      zatrzymała się na dziesiątym piętrze i policjant wyszedł.
      - Co tak wcześnie? - zdziwiła się Bożena na mój widok.
      - A jakoś tak. - wzruszyłam ramionami. - A jest jakaś nieludzka godzina?
      - Za pięć dziewiąta. - rzuciła Marta wyciągając telefon. - Mamy szpigiel
      następnego numeru? - rzuciła swoją torbę na biurko i włączyła komputer.
      - Jest od kilku dni – oburzyła się Olka, nasza sekretarz redakcji. - To wasza
      szefowa zabroniła wam zawracać głowę następnym zeszytem.
      - Mamy czas – wzruszyła ramionami Bożena. - Tym bardziej, że w ostatniej chwili
      wtrynili nam kilka reklam, więc strony z trendami miały zostać przerzucone do
      następnego.
      - Nic nie wiem o kontynuacji – zdziwiła się Ola.
      - Tomek tak zadecydował, idź... - zaczęła moja szefowa ale urwała w pół słowa.
      Jej twarz stężała i na dużych, ciemnych oczach wymalowała się rozpacz.
      Zrozumiałam, że chciała powiedzieć: „idź do niego i się spytaj”, tak jakby nic
      się nie wydarzyło, ale w ostatniej chwili dotarło do niej co wydarzyło się w
      piątek.
      Naszą rozmowę przerwało wejście prezesa i dyrektorki wydawniczej. Oboje ubrani
      na czarno podeszli do Jolki.
      - Kochani. - vice naczelna podniosła głos i zaklaskała w ręce. - Pan prezes ma
      nam coś do zakomunikowania. Czy zespół jest w komplecie?
      - Nie ma Wandy i Izy – Bożena rozejrzała się po pomieszczeniu.
      - Co z nimi? - spytała surowo Jolka.
      - Iza cały dzień spędzi w drukarni, wróci dopiero wieczorem, a Wanda powinna
      zaraz być.
      - Nie będziemy czekać – odezwała się Małgorzata, dyrektor wydawnicza. - Mam
      nadzieję, że powtórzycie koleżankom treść naszego krótkiego spotkania. Pan
      prezes chciałby wypowiedzieć się w sprawie
      • detektyw.mimo.woli 5 - Donosy cd 21.04.05, 01:56
        Naszą rozmowę przerwało wejście prezesa i dyrektorki wydawniczej. Oboje ubrani
        na czarno podeszli do Jolki.
        - Kochani. - vice naczelna podniosła głos i zaklaskała w ręce. - Pan prezes ma
        nam coś do zakomunikowania. Czy zespół jest w komplecie?
        - Nie ma Wandy i Izy – Bożena rozejrzała się po pomieszczeniu.
        - Co z nimi? - spytała surowo Jolka.
        - Iza cały dzień spędzi w drukarni, wróci dopiero wieczorem, a Wanda powinna
        zaraz być.
        - Nie będziemy czekać – odezwała się Małgorzata, dyrektor wydawnicza. - Mam
        nadzieję, że powtórzycie koleżankom treść naszego krótkiego spotkania. Pan
        prezes chciałby wypowiedzieć się w sprawie ostatnich wypadków.
        - Przykro mi, że spotykamy się z tak smutnego powodu. - zaczął nasz najwyższy
        przełożony. - Pan Tomasz Dębowiec był wspaniałym człowiekiem i świetnym
        redaktorem. Nasza gazeta od początku była związana z jego osobą. Jego śmierć
        wywołała w nasz szok i smutek. Ale nie możemy zatrzymywać produkcji z tego
        powodu. Do czasu przyjęcia nowej osoby na wakujące stanowisko, obowiązki
        naczelnego będzie pełnić pani Walczak. - wskazał Jolkę.
        Vice naczelna posłała nam sztuczny uśmiech i kiwnęła głową.
        - Czy macie państwo jakieś pytania? - spytał prezes.
        - Czy firma zamówi autokar na pogrzeb? - wyrwała się jak zwykle przytomna
        Bożena.
        - To dobry pomysł, dziękuję za jego podpowiedzenie – kiwnął głową szef. -
        Kontaktowałem się z najbliższymi Tomka, planują pochówek na koniec tygodnia.
        - O szczegółach poinformujemy mailem. - dopowiedziała Małgorzata i spojrzała
        wyczekująco na prezesa.
        Mężczyzna już zbierał się do wyjścia, ale coś sobie przypomniał:
        - Policja prowadzi śledztwo. Chcę abyście z nimi współpracowali. Mi też zależy
        na ujęciu tego drania.
        Pożegnał się i wyszedł.
        - Widzieliście? - głośnym, teatralnym szeptem odezwała się Iwonka. - On miał w
        oczach łzy.
        - Pan Plastik? - zdziwiła się Ola. - Cud boski, że zgodził się na autokar. Na
        wieniec pewnie sami będziemy musieli się zrzucać.
        - Mogłabyś przestać? - zgromiła ją wzrokiem Bożena. - Tak czy siak złożymy się
        na wieniec od nas. Jeżeli nie chcesz, to nie dasz, tylko zadeklaruj się
        wcześniej.
        - Właśnie – podjęła temat Krysia. - Ja już o tym myślałam. Mój sąsiad ma firmę
        przewozową. Gdy dowiedział się o tragedii zaoferował swoje usługi.
        - Daj mu telefon do administracji - kiwnęła głową Jolka. - Niech oni o tym
        myślą. Nie ma sensu wchodzić w ich kompetencje.
        - Tak też zrobiłam. - Krysia jak zwykle była niezawodna. - Wybrałam się na
        cmentarz, obejrzałam wieńce. Za około 300-400 złotych można zamówić coś
        naprawdę ładnego.
        - Potrzebne to jak umarłemu kadzidło. - wzruszyła ramionami Olka.
        - Tyle pieniędzy za kilka kwiatków? - zdziwił się Zbyszek. - To wyjdzie ponad
        20 złotych od osoby.
        - Mogę dać pięćdziesiąt – zezłościła się Marta. Podeszła do swojego biurka,
        wróciła z banknotem i wręczyła go sekretarce.
        - Też dam pięć dych. - poparłam przyjaciółkę.
        - No tak, panienki są po pensji, to szastają kasą. A przed wypłatą będą chodzić
        i pożyczać na papierosy. - kwaśno zauważyła Teresa.
        - Dość! - przerwała Jolka. - Składamy się po 30 złotych, kto nie chce nie musi.
        Starczy po tyle? - odwróciła się do Krysi.
        Sekretarka wyciągnęła kalkulator i kiwnęła głową.
        - Gdyby wszyscy się złożyli wyjdzie czterysta pięćdziesiąt. Zrobi się coś
        ładnego. Zaraz rozmienię pieniądze w kiosku i wydam wam resztę – powiedziała do
        mnie i Marty.
        Machnęłam ręką. Na biurku Jolki odezwał się telefon. Szefowa podniosła
        słuchawkę i zmarszczyła brwi.
        - Nie ma sprawy, masz prawo. - rzuciła sucho. - Coś się stało? - następne
        zdanie było wypowiedziane nieco cieplejszym tonem. Chwila milczenia. - No
        dobra, nie będę namolna, ale wiesz, że gdyby coś się działo mów, postaramy się
        pomóc. - skończyła rozmowę i zwróciła się do nas. - To była Wanda. Poprosiła o
        wolny dzień.
        - Widziałam ją wczoraj w centrum handlowym. - rzuciła Basia, fotoedytorka.
        Kiwnęła mi głową z daleka i uciekła. Minę miała nietęgą.
        - Słuchaj - szepnęłam Marcie gdy wracałyśmy do naszych biurek. - Na naszej
        liście podejrzanych pominęłyśmy Baśkę.
        - Coś się nie zgadza. Sama mówiłaś, że w redakcji jest piętnaście osób.
        Liczyłam, wszystko się zgadzało.
        - Wiem! Skoro policjant mi powiedział, że w redakcji jest tyle, to możliwe, że
        policzyli etatowych pracowników. Baśka zatrudniła się u nas jako firma. Nie ma
        etatu, ona wystawia faktury co miesiąc.
        - Co jej to daje? - zdziwiła się dziewczyna.
        - To taki układ finansowy. Ona i jej mąż spłacają kredyt za mieszkanie. Oboje
        zasuwają jako fotoedytorzy: Baśka u nas, a jej Paweł też w firmie, tylko w
        piśmie dla nastolatek. Mają w domu małe studio fotograficzne i biorą dodatkowo
        pakszoty. To pozwala im zaoszczędzić na ZUS-ie, bo płacą niższe składki niżby
        byli na etacie..
        - Ludzie potrafią sobie radzić. - westchnęła moja przyjaciółka. - Tylko ja
        zawsze do tyłu.
        - Ale nie musisz użerać się z urzędami. Całą czarną robotę odwalają kadry –
        pocieszyłam ją.
        - W sumie to jest dobra rekompensata. - uśmiechnęła się Marta. - Idziesz zrobić
        kawę? - wzięła swój kubek do ręki.
        W kuchence wrzało. Dziewczyny komentowały nominację Jolki.
        - Widzieliście ją! - syczała Olka. - Uśmiechała się jak prezydent przed
        przemówieniem. Na pewno była zadowolona ze śmieci Tomka.
        - Który prezydent? - ironicznie spytała Bożena. - Nasz rzadko kiedy się
        uśmiecha.
        - Skąd wiesz? - zaperzyła się Ola.
        - Bożena ma rację. - wtrąciła Baśka. - Na większości zdjęć jest ponury.
        Przeglądam co dzień tony zdjęć.
        - Chyba gigabajty – sprostowała Marta.
        - Może być. - kiwnęła głową fotoedytorka. - Nasz jest zawsze poważny. Sztuczne
        uśmiechy są domeną amerykańskich prezydentów.
        - Co za różnica – zdenerwowała się Ola. - Cieszy się z awansu, to widać.
        - A ty byś się nie cieszyła? - Teresa stanęła w obronie szefowej. - Ja jej nie
        zazdroszczę, bo będzie musiała rozłożyć swoją robotę pomiędzy nas, a sama
        odwalać to co robił Tomek.
        - A co on takiego robił? - wzruszyła ramionami sekretarz redakcji. - Stroił
        się, pachniał i udzielał wywiadów. Też mi obowiązki.
        - Czasem coś przeczytał – odparowała Bożena. - A poza tym był twórcą tej
        gazety. To jego pomysł, jego wyobraźnia, jego ciężka praca by trzymać poziom.
        Gdyby nie on, w wydawnictwie powstałby pewnie kolejny tytuł o płukaniu sałaty i
        cerowaniu rajstop.
        - Gdyby nie on, do dziś byłabyś szeregową layouterką w prowincjonalnym
        dzienniku. - prychnęła Olka.
        Spojrzałam badawczo na Bożenę. Była dyrektorem artystycznym „New Looka” od
        prawie początku. Nie miałam pojęcia, że ta gazeta jest pierwszą, którą kieruje
        graficznie. Poczułam na sobie wzrok Marty. Wyszłyśmy z pachnącymi kawą
        kubkami.
        - To oni się wcześniej znali? - spytałam przyjaciółki.
        - Nie mam pojęcia. Bożena tylko raz puściła farbę.
        - No mów! - syknęłam jej do ucha.
        - Tak jak mówiła Olka, nasza szefowa została przez Tomka wyciągnięta z jakiejś
        gazety codziennej o lokalnym zasięgu. Dla tej pracy przeprowadziła się do
        Warszawy.
        - Czyli miała dla niego dużo wdzięczności. - mruknęłam.
        - Zgadza się – przytaknęła Marta. - Dlatego zawsze murem za nim stała.
        - Więc generalnie powinna wypaść z naszej listy podejrzanych?
        - Może tak, może nie. - ożywiła się moja przyjaciółka. - Skoro on ją stamtąd
        wyciągnął, to znaczy, że musieli się znać. Nie wiadomo jakiego rodzaju
        konszachty mieli ze sobą.
        - Na pewno nie romans. - roześmiałam się.
        - Bo ja wiem... - zastanowiła się Marta. - Wiesz, spotkałam niedawno kolegę z
        liceum. Szedł ulicą i trzymał za rączkę faceta.
        - No i?
        - No i nic. Ale w czasach licealnych zarywał dziewczyny. Może Tomka i Bożenę
        trzymało coś starego? Może byli kiedyś parą, zanim nasz szef zrozumiał, że woli
        chłopców?
        - A co wy tam tak szepczecie? - podeszła do nas Bożena. - Znów spiski?
        - Jak zwykle. - odparłam. - Spiskujemy przeciwko kosmitom. Co ugryzło Olkę? -
        zmieniłam temat.
        - Nie znasz jej? - wz
        • detektyw.mimo.woli 5 - Donosy cd 2 21.04.05, 01:57
          - Nie znasz jej? - wzruszyła ramionami nasza szefowa. - Ona ciągle z czegoś
          niezadowolona. Nie zdziwiłabym się gdyby...
          - Nie mów tego na głos – spojrzałam na nią z wyrzutem. - Fakt, że jej nie
          lubisz jeszcze nie daje ci prawa do oskarżania.
          - Masz rację. - uśmiechnęła się krzywo. - Czasem łapię się na tym, że jestem
          wredna.
          Rozeszłyśmy się do swoich biurek. Czas płynął leniwie. Około południa zrobił
          się ruch, bo w redakcji pojawił się Jabłoński ze swoim przystojnym asystentem.
          Nerwowo spoglądaliśmy na drzwi do gabinetu Tomka. Policjanci zamknęli się w nim
          i nie wychodzili. Nie wiedzieliśmy co robić. Zbliżała się pora obiadowa, ale
          nikt nie odważył się wstać od miejsca pracy. Ssało mnie w żołądku, więc
          podeszłam do Jolki.
          - Oni mają zamiar nas przesłuchiwać, czy nie? - spytałam.
          - A mieli?
          - Jabłoński tak mi powiedział w windzie dziś rano. Nie wiem czy mogę iść na
          obiad, jak sądzisz?
          - Nie wiem – rozłożyła ręce szefowa. - Mnie pytasz?
          - Ciebie pytam, bo tu dowodzisz.
          - No ale nie mam władzy nad policją.
          - Ale możesz jako szefowa wejść do nich i spytać o której zaczną przesłuchania
          i w jakiej kolejności.
          - Nie wypada – zawahała się Jolka.
          - Wypada. - podeszła do nas Bożena. - Idziesz, czy sama mam to zrobić?
          - To lepiej pójdę. - odważyła się Jola.
          Po chwili wróciła z informacją.
          - Policjanci poprosili, byśmy byli gotowi do przesłuchań za pół godziny. Idźcie
          na obiad i wracajcie szybko. Ja wejdę pierwsza.
          Tym razem oczekiwanie na przesłuchanie było nieco mniej nerwowe. Pierwsza bomba
          wybuchła po wyjściu Jolki. Kilkanaście minut po zakończeniu jej przesłuchania
          zobaczyłam, że siedzę prawie sama, większość pracowników skupiła się w
          kuchence.
          - Kto im głupot o mnie nagadał, no kto? - zdenerwowana syczała do dziewczyn
          stojących przy ekspresie do kawy.
          - Jakich głupot? Uspokój się – skarciła ją Bożena. Dyrektorka artystyczna jako
          jedyna odważyła się na ostry ton wobec szefowej.
          - Która jędza powiedziała gliniarzom, że moim motywem zbrodni była chęć
          wygryzienia go ze stołka?
          - Tylko nie mów, że nie cieszysz się z awansu. - zauważyła kwaśno Ola.
          - Chcesz coś przez to powiedzieć? - Jola zmrużyła oczy.
          - Przestańcie! - warknęła Teresa. - Zachowujecie się jak małe dziewczynki.
          - Uważam Jola, że przesadzasz – wzruszyła ramionami Marta. - Gliniarze pewnie
          sami to wymyślili.
          - Właśnie – poparłam przyjaciółkę. - Podobno policja w pierwszej kolejności
          bierze na tapetę współmałżonków i zastępców w pracy. To pewnie zwyczajne
          procedury w ich robocie. Tomek nie miał żony, więc pomyśleli o tobie.
          - Więc i ty sądzisz, że ja to zrobiłam? - wściekła się Jolka. Zamaszystym
          ruchem zabrała swój kubek i odwróciła do wyjścia. Na nieszczęście ruch był zbyt
          ostry i naczynie stuknęło o metalową, masywną klamkę. Rozpadło się, a kawa
          trysnęła na boki.
          - Ojejejej! - krzyknęłam patrząc na plamę na mojej bluzce. Jolka ze zdziwieniem
          oglądała pustą rękę i skorupy na podłodze.
          - Co tu się dzieje? - do kuchenki wszedł Jacek. - Bijecie się?
          - A skąd? - wydukała Jolka.
          - No przecież słyszę krzyki – chłopak zmarszczył brwi. - Co wy takie
          podenerwowane?
          - Posłuchaj – zwróciłam się do zdezorientowanej szefowej. - Ja nie twierdzę, że
          jesteś winna. Mówię tylko to, co wiem o pracy policji. Nie ukrywam, że źródła
          mojej wiedzy są mocno wątpliwe, bo czego można nauczyć się z amerykańskich
          kryminałów...
          - Z Colombo bardzo dużo – zachichotał Jacek. - No co tak stoicie nad tą kałużą,
          przejść nie można.
          - Przepraszam – cicho powiedziała Jolka. - Ale sama wiesz, oni tak natarczywie
          mnie wypytywali.
          - Nie ma sprawy - odrzekłam pojednawczo.
          - Sprawy nie ma – kiwnęła głową Jolka. - Ale jest plama. Daj, pomogę ci to
          zaprać.
          Szefowa złapała za rolkę papierowych ręczników, zebrała skorupy, wytarła kawę z
          podłogi i pociągnęła mnie w kierunku zlewozmywaka. Wypłukaną gąbkę zmywała ze
          mnie kawę.
          - To o co cię pytali? - spytałam gdy Jolce przestały się trząść ręce.
          - Rzucili się na mnie jak stado hien. - kobieta zacisnęła zęby. - Najpierw
          chcieli wiedzieć jakie między mną a Tomkiem były stosunki, czy go lubiłam, czy
          podważałam jego kompetencje, a potem wypytywali czy chciałabym być naczelną.
          - Trzeba było powiedzieć, że owszem, tak samo jak chciałabyś być cesarzem. -
          mruknęłam. - Co za głupie pytania.
          - No właśnie. - podchwyciła Jolka. - Od słowa do słowa udowodnili mi, że jestem
          wstrętnym, zazdrosnym babsztylem, który przez wiele lat planował zbrodnię.
          - Taka ich robota. - uspokoiłam ją. - Mi też pewnie będą wmawiać, że to ja
          załatwiłam Tomasza.
          Moja niezawodna przyjaciółka wpadła do kuchni z pomysłem w oczach.
          - Może polecę na bazarek i kupię ci jakiś t-shirt? - spytała.
          - O! - ucieszyłam się. - Dobry pomysł. Weź jakiś niezobowiązujący, potem oddam
          ci kasę.
          Marta pobiegła ratować mój wygląd, a Jolka krytycznie przyjrzała się swojej
          robocie.
          - To na nic. - odrzekła. - Idź do toalety, zdejmij tę bluzkę i przepłucz pod
          bieżącą wodą. To jest bawełna, więc załatw to szybko, bo może zostać plama.
          Skorzystałam z jej rady.
          Stałam przy umywalce w samym staniku, gdy weszła Eliza. Zobaczyła mnie i
          odwróciła się. Zdążyłam zauważyć, że miała zaczerwienione oczy.
          - Coś nie tak? - zagaiłam rozmowę.
          - Nic wielkiego – wydukała przez łzy.
          - Chyba jednak coś jest na rzeczy, skoro płaczesz, ale nie będę naciskać. -
          wróciłam do płukania bluzki.
          - Wiesz, jakaś świnia doniosła na mnie - wyszeptała dziewczyna od mody.
          - Jak to? - zdziwiłam się.
          Eliza już się uspokoiła i poprawiała makijaż.
          - Ktoś uprzejmie poinformował policję, że Tomek zwalił mi sesję i zasugerowali,
          że może to być niezły motyw zbrodni.
          - Słucham? - zatkało mnie. Eliza była bardzo spokojną dziewczyną. Nie wiem co
          musiało by się wydarzyć, by z tej małej osóbki o łagodnych oczach wykrzesać
          siłę zdolną aby popchnąć ją do zbrodni.
          - Ale im nie przytaknęłaś? - upewniłam się.
          - Jeszcze nie zgłupiałam. - wyprostowała się redaktorka. - Spytałam kto ich o
          tym poinformował, ale ten Jabłoński tylko surowo na mnie spojrzał.
          - Jolkę też wkręcali, więc z każdym tak robią.
          - Zobaczymy jak ty będziesz śpiewać po przesłuchaniu. - uśmiechnęła się krzywo
          Eliza.
          Do toalety wpadła zdyszana Marta.
          - Załatwiłam jak mogłam najszybciej. - wysapała. - Podoba ci się? -
          zaprezentowała zakup.
          - Coś ty mi kupiła! - załamałam ręce.
          - Oj, śpieszyłam się bo pomyślałam, że nie będziesz chciała pół dnia siedzieć
          tutaj w samym staniku. - tłumaczyła się moja przyjaciółka. - A ta buda dla
          heavymetalowców była najbliżej. - spojrzała przepraszająco.
          - To ci dopiero! - zaśmiałam się. - Nigdy nie lubiłam heavy metalu a teraz będę
          na biuście nosić jakąś okropną mordę. Wiesz chociaż kto to jest?
          - Pytałam sprzedawcy, nawet wymienił nazwisko, ale już zapomniałam. To lider
          tej grupy, której logo jest pod ryjem – wskazała palcem nadruk na koszulce.
          - To nie jest muzyk heavy, tylko deathmetalowy – wtrąciła Eliza.
          - A skąd ty to wiesz? Nie mów tylko, że słuchasz tych szarpidrutów.
          - Ja nie, ale mój chłopak – wzruszyła ramionami i wyszła.
          - Deathmetal? - zdziwiła się Marta. - A co to jest?
          - A bo ja wiem? Może to gatunek dla słuchaczy specjalnej troski? -
          zachichotałam. Założyłam koszulkę i przejrzałam się w lustrze. - Nadruk
          przynajmniej powiększa mi optycznie biust – stwierdziłam zadowolona.
          - Czekaj, nie kręć się – powiedziała dziewczyna. - Spójrz, to logo ma
          wkomponowany pentagram.
          - Zostałam satanistką mimo woli? - roześmiałam się.
          - Na to wygląda. - skwitowała Marta.
          Wróciłyśmy do sali.
          - O ja cię! - krzyknął Zbyszek na mój widok.
          - Podobam ci się? Czyżbym była w twoim guście? - wyprostowałam się i puściłam
          do niego oko.
          - Wszystkie kobiety są w moim guście – odparł zadowolony chłopak,. - Satanistki
          w szczególności, ten ich mroczny urok... - przewrócił oczami niczym Rudolf
          Valentino i zachichotał.
          - Spa
          • detektyw.mimo.woli 5 - Donosy cd 3 21.04.05, 01:58
            - Spadaj – warknęłam. - Nawet nie wiem co to gęba mi wisi na przedzie.
            - To taki antybohater naszych czasów. - wyjaśnił. - Niejaki James Wood.
            Ostatnio o nim głośno, bo po jego koncercie nastolatek zamordował kolegę. Ta
            kapela wyśpiewuje kawałki o tym, że śmierć jest piękna, jedynym sensem życia
            jest umieranie i inne takie głupoty. Dzieciaki tego słuchają i świrują.
            Poczułam na sobie wzrok Marty. Skrzyżowałyśmy spojrzenia. Rzuciłam wzrokiem w
            kierunku Elizy i zbliżyłam się do przyjaciółki.
            - Ona ma faceta lubującego się w takich rzeczach. - wyszeptałam. - Rozumiesz
            coś z tego?
            - Jeżeli ten jej gość jest jednym ze fanów tej kapeli to...
            - Nawet o tym nie myśl, bo ja już się boję. - przerwałam w pół słowa.
            Spojrzałyśmy na redaktorkę. Eliza podniosła się od biurka i podeszła do szafy.
            Wyjęła z niej kilka apaszek i rozłożyła na stole konferencyjnym.
            - Jak powinniśmy je zrobić? - odwróciła głowę w kierunku części przeznaczonej
            dla grafików.
            - Na modelkach, czy jako pakszoty? - spytała Bożena.
            - Pakszoty. - odpowiedziała Eliza i przykryła sobie jedną z nich twarz.
            Wyglądała jak mała dziewczynka, która dorwała się pod nieobecność matki do jej
            garderoby. Miła i grzeczna, ale z tajemniczym błyskiem w oku.
            - Ile na to mamy miejsca? - Bożena zerknęła na szpigiel.
            - Jedną stronę – Eliza dokładnie złożyła apaszkę.
            - Mam pomysł – wtrąciła się Basia. - Powiążmy je na metalowej rurce, jedną obok
            drugiej i niech wyglądają jakby wisiały na wystawie. Albo zróbmy z nich
            łańcuch, ułożymy kontrastowo.
            - Niech będzie rura – zgodziła się Bożena.
            Policja zawłała Zbyszka. Wrócił dość szybko z kwaśną miną.
            - Wiecie czemu stuknąłem Tomka? - obwieścił głośno. - Bo nie lubię pedałów. -
            Wzruszył ramionami i założył słuchawki od maleńkiego radyjka. Nie chciał nic
            więcej powiedzieć, więc dałyśmy mu spokój.
            Każdy, kto wychodził z przesłuchania, twierdził, że policja oskarżyła go o
            zabójstwo. Po kolejnych przesłuchaniach atmosfera zrobiła się gorąca. Każdy
            twierdził, że w redakcji jest donosiciel. W redakcji słychać było podniesione
            głosy, w końcu zrobiło się tak głośno, że Jabłoński wychylił głowę z gabinetu
            Tomka i uciszył towarzystwo. Gwar nieco przycichł, ale napięcie nie ustąpiło.
            Wyciągnęłam Martę na papierosa.
            - Myślisz, że ktoś kabluje? – wyszeptałam.
            - Na cały zespół? - zdziwiła się. - Ale kto i kiedy? Poprzednie przesłuchania
            były króciutkie. Ta osoba nie zdążyłaby nagadać tyle w przeciągu tak
            niedługiego czasu. My robiłyśmy naszą listę podejrzanych przez pół dnia.
            - Co powiedziałaś? - zaświtało mi coś w głowie.
            - Że my robiłyśmy naszą listę przez pół dnia. Beata, co z tobą? Wyglądasz
            jakbyś odkryła Amerykę.
            - Jolce zarzucili zazdrość o stanowisko, Eliza rzekomo zabiła Tomka za zwalenie
            sesji, Zbyszek – bo nie lubi gejów. Ktoś coś dalej mówił?
            - Olce wyciągnęli naganę, Teresie zasugerowali szantażowanie, tylko Iwonka
            mówiła, że zadawali jej kretyńskie pytania o jej życie religijne.
            - Właśnie!
            - No i? - zachęciła mnie Marta.
            - Nic ci to nie mówi? - zachłysnęłam się swoim pomysłem.
            - A powinno?
            - Powinno. Co robiłyśmy pół soboty?
            - Pisałyśmy listę podejrzanych... - dziewczyna otworzyła buzię ze zdumienia. -
            A zarzuty, które stawiają są...
            - Żywcem wzięte z naszej listy.
            - Myślisz że ktoś włamał się na twój domowy komputer?
            - Możliwe. Nie mam zbyt dobrych zabezpieczeń, zresztą nie znam się na tym.
            - Może jednak ktoś wpadł na ten sam pomysł co my i nakablował policji? - Marta
            sprowadziła mnie na ziemię.
            - Ale kiedy?
            - W weekend. W końcu nikt nie broni dzwonić do policjantów w sobotę lub
            niedzielę.
            - Co tam wysmażyłyśmy na nasz temat?
            - Ty oberwałaś za obijanie się i wpadkę z bookletem, a ja za nieobecność w
            pracy po sylwestrze. Mówiłaś komuś o tym, że Tomek cię ochrzanił?
            - Wszyscy wiedzą jak dałam ciała przy booklecie. A ty?
            - Nikomu się nie zwierzyłam, że szef groził mi wywaleniem.
            - To poczekajmy do twojego przesłuchania. Zobaczymy, czy wyjdzie to na jaw.
            Jeżeli tak, to odłączam się od sieci.
            - Żebym przypadkiem nie uwierzyła. - Marta zgasiła papierosa. - Nie wyobrażam
            sobie ciebie bez internetu. Wracajmy, bo zaraz będzie moja kolej.
            • habitus No wreszcie! :) 21.04.05, 07:58
              Co tak mało!
              • ralston Re: No wreszcie! :) 21.04.05, 09:57
                Kiedy wyjdzie drukiem?
                • awee Re: No wreszcie! :) 21.04.05, 14:29
                  Kiedy włączysz drukarkę oraz naciśniesz Ctrl+P :)
                  • habitus Re: No wreszcie! :) 21.04.05, 14:37
                    No to u mnie drukiem już się dawno ukazało.
              • anahella Re: No wreszcie! :) 22.04.05, 19:34
                habitus napisała:

                > Co tak mało!

                Wystarczajaco, by wyciagnac watek z 3 strony:P
              • all2 Re: No wreszcie! :) 22.04.05, 23:57
                NO I CO DALEJ?????
                • anahella Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 00:55
                  all2 napisała:

                  > NO I CO DALEJ?????

                  Dalej bylo tak: naczelny pojawil sie w redakcji i wyjasnil wszystkim, ze nie
                  umarl, tylko zrobil swoim pracownikom primaaprilisowy dowcip, a policja i
                  lekarze okazali sie byc jego kumplami z wojska.

                  Glowna bohaterka uprzytomila sobie, ze naczelny jest jej bratem-blizniakiem z
                  nieprawego loza, zaginionym w dziecinstwie, cudem odnalezionym po latach. Marta
                  okazala sie byc mezczyzna, wiec zostawil ja maz. Wprowadzila sie do Beaty. Po
                  rozwodzie okazalo sie ze mimo swojej plci jest w ciazy. Wlasnie rozwaza: usunac
                  czy nie.

                  Redaktorka mody postanowila odmienic swoje zycie, wiec zdala na zaoczna
                  historie na uniwersytecie w Pernambuko i po roku zrobila doktorat z historii
                  krawiectwa. Powroci do akcji nieco pozniej jako wdowa po dyktatorze krolestwa
                  Wladywostoku.

                  Redaktorka zdrowia rozchorowala sie i umarla, jednak pozostawila tajemniczy
                  testament, ktorego nikt nie widzial ale kazdy o nim slyszal.

                  Hacker postanowil zostac mnichem i poszedl do klasztoru ze scisla regula
                  ubostwa. Sprzedal komputer, a pieniadze rozdal ubogim. Przeor jednak nie wie,
                  ze Shadow na pamiatke pozostawil sobie kulke z myszy.

                  Prezes wydawnictwa przeszedl na emeryture, firme odziedziczyl jego syn: hulaka
                  i rozpustnik. Gazeta New Look zeszla na psy i zamienila sie w brukowa gazetke
                  piszaca o tym, ze pani prezydentowa ma nowa zmarszczke.

                  Nie mam pojecia co sie stalo z sekretarka. Ktos ma pomysl?
                  ;)
                  • awee Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 01:06
                    anahella napisała:

                    > Nie mam pojecia co sie stalo z sekretarka. Ktos ma pomysl?
                    > ;)

                    Sekretarkę porwali Wizygoci, albo tamci drudzy.
                    • anahella Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 01:07
                      awee napisała:

                      > Sekretarkę porwali Wizygoci, albo tamci drudzy.

                      Jaćwingowie?
                      • ogabignac Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 01:10
                        anahella napisała:

                        > awee napisała:
                        >
                        > > Sekretarkę porwali Wizygoci, albo tamci drudzy.
                        >
                        > Jaćwingowie?
                        >

                        Na pewno Druidzi;)
                      • awee Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 01:12
                        anahella napisała:

                        > Jaćwingowie?

                        Hunowie
                        musiałam sprawdzić jak się odmieniają ;)
                        • ralston Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 09:41
                          Ufff... Hunowie. A już się bałem, że Ostrogoci.
                          • habitus Re: Co dalej - wersja telenowelowa:) 23.04.05, 18:35
                            Albo Papuasi... :)))
    • habitus Weekend... 23.04.05, 21:07
      Czekam na następne odcinki powieści. Gdzie się ten gamoń Shadow podziewa? Co ta
      policja knuje - gumowa ich pałka?... No i gdzie się autorka obraca, zamiast
      pisać - szarpana w pióro.
      :))
      • anahella Re: Weekend... 23.04.05, 22:45
        habitus napisała:

        > No i gdzie się autorka obraca

        autorka dzis obracala lopata a nie piorem ale o tym w innym watku:)
        • piotr_c Re: Weekend... 23.04.05, 23:17
          Ale wróć na ten wątek jak najszybciej.
          • anahella Re: Weekend... 23.04.05, 23:35
            Oj wiem... Helena lezy, kryminal lezy, Polana lezy, opowiadania na blogu kurzem
            porastaja. Ale jak lubi mawiac moj znajomy: jest czas na zycie, jest czas na
            umieranie.
            • habitus Re: Weekend... 24.04.05, 10:10
              No tak. I jak tu znaleźć czas na pisanie...
              :))
    • aand Re: Historia kryminalna. 03.06.05, 20:59
      Ciekawe kiedy czytelnicy zaczną się znowu pieklić o nowe odcinki... ;)
      • ralston Re: Historia kryminalna. 03.06.05, 23:34
        Już się pieklę!!!
      • anahella Re: Historia kryminalna. 03.06.05, 23:34
        A najmocnije glosuje ten, ktory nie czytal:P
        • habitus Re: Historia kryminalna. 04.06.05, 21:50
          Eeee, ja już zapomniałam co było w ostatnim. Autorka mogłaby uwzględnić moją
          sklerozę i częściej te odcinki rodzić w bólach.
          Doprawdy, no...
          • piotr_c Re: Historia kryminalna. 06.06.05, 15:42
            Ja czytałem i zaczynam głosować również tutaj. :)
            A w Horrorum się nowa twa wielbicielka ujawniła.
    • habitus Re: Historia kryminalna. 08.06.05, 22:05
      Anahella, no.........
      • piotr_c Re: Historia kryminalna. 09.06.05, 15:29
        No właśnie.
        • anahella Re: Historia kryminalna. 09.06.05, 19:02
          Weny brak:(
          • ralston Re: Historia kryminalna. 09.06.05, 19:05
            anahella napisała:

            > Weny brak:(


            Ależ proszę:

            www.wena.bialystok.pl/grafika/m_wena_logo.gif
          • awee Re: Historia kryminalna. 09.06.05, 21:05
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10955&w=10295508&a=24927188
            • all2 Re: Historia kryminalna. 09.06.05, 23:35
              Znów zmyła :((((
              • anahella Re: Historia kryminalna. 10.06.05, 01:29
                all2 napisała:

                > Znów zmyła :((((
                >
                Moze zalozcie osobny watek sluzacy do uragania, straszenia i snucia wizji
                pociagania za powazne konsekwencje;)

                Ja wiem, ze to paskudne z mojej strony, ale naprawde chwilowo nie moge pisac.
                Cos mi sie zatkalo. Przydalby sie jakis korkociag.
                • ralston Re: Historia kryminalna. 10.06.05, 11:24
                  Przydalby sie jakis korkociag.
                  >


                  Ależ proszę:

                  www.fide.pl/img/henckels/305/39614-000.jpg
                • all2 Re: Historia kryminalna. 12.06.05, 01:19
                  Jakiego tam urągania i straszenia. Na razie to jeszcze delikatnie było ;)
    • awee up :) 29.06.05, 15:09
      Miłość fana też ma swoje granice ;)
      • piotr_c Re: up :) 02.08.05, 17:34
        ....
    • annabl Re: Historia kryminalna. 01.08.05, 22:03
      hejkum kejkum, jak chmielewska

      (a najstraszniejsze jest to ze sie przejal i dostal zawalu, brr)
    • all2 Porzućcie wszelką nadzieję... 05.08.05, 23:22


      • all2 Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 05.08.05, 23:23

        ...wy, którzy tu zaglądacie...
        • habitus Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 10.08.05, 20:56
          Ja już porzuciłam... Już nie czekam.
          • anahella Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 11.08.05, 00:17
            Krzyczycie, szantazujecie mnie i inne rzeczy mi robicie:( A ja biedna borykam
            sie z brakiem weny i mimo tego po nocy nastukalam kolejny odcinek wampira. Teraz
            siedze nad nowym.
            • piotr_c Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 11.08.05, 12:07
              Potwierdzam , napisała.
              I wszystko co napisała było dobre.
              I kolejne co pisała dobre też było.
              Howg
              • ralston Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 06.02.06, 13:24
                A ja już się domyślam co było dalej...
                ktoś zamordował Wenę Anahelli. Sprawcy nie ustalono. Zgadłem?
                • piotr_c Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 07.02.06, 17:50
                  Co gorsza ubił również Wampirska, Nawet szpilka na tablicy nie pomaga
                  • ralston Re: Porzućcie wszelką nadzieję... 07.02.06, 18:34
                    Cholerka! Anahella też się nie odzywa. Mam nadzieję, że przynajmniej ją
                    oszczędził...
    • habitus Zabiła była żona. Amen. n/t 08.02.06, 14:20
      • piotr_c Ale czym, i jak zniknęła.Przez podwieszany sufit? 10.02.06, 22:33
        • ralston Re: Ale czym, i jak zniknęła.Przez podwieszany su 09.02.07, 12:21
          Co gorsza zniknęła też Anahella. Czy ktoś już wszczął śledztwo?
          • ogabignac Re: Ale czym, i jak zniknęła.Przez podwieszany su 10.02.07, 11:52
            Anahella jest ciągle w sieci bo jak odpala kompa to mi wyświetla się na Skype.
            Może wróci; mnie też cały rok nie było;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka