vaud
06.07.05, 07:37
No po ten rower pojechano. Stal sobie z innymi, czarny, piekny i tani. Damka,
wiec z perlowo-liliowym paskiem na przekraczalnej ramie. Obejrzano,
przymierzono, zlokalizowano uszatego sprzedawce, ukrywajacego sie przed
klientami wsrod szamponow i farb do wlosow. Uszaty natychmiast wyparl sie
jakiejkolwiek wiedzy o rowerach i dowiodl nam tego szybko, odkrecajac
przednie kolo ( maly bagaznik w aucie) przez cale 15 minut. Chyba je tylko
krecil, a nie odkrecal, bo to takie bezkluczowe rozwiazanie bylo, z wajha
tylko, ktore male- dziecko-w- kolysce juz by rozpracowalo, nie znajac nawet
konstrukcji cepa, sierpa, mlota, ani widel. Widly za to byly, znaczy widelki,
jak to w rowerze, i zlosliwie one kablami jakowymis byly oplatane.
Odplatywanie kabli Uszatemu nie szlo, oj nie. Zawolal posilki i poszedl na
obiad. Posilki w osobie Super Wajzera nadeszly niebawem i super byl on
niewatpliwie , bo wielkiej urody, w kontrascie do Uszatego, ktoren malej
urody, malego ducha i nedznej byl postury. Nie dlugo bylo nam sie jednak
cieszyc Super Wajzerem, gdyz jako kontrole nad innymi sprawujacy, na inne
przyczolki zawolan byl zostal. Nie omieszkal nam jednak przyslac Skrecacza
Rowerow, ktoren Uszatego i Wajzera wiedza o widelkach, kolach, kablach i
srubach bil na glowe i cztery nogi.