ogabignac
16.08.06, 20:33
Poważnie.
Ale jedno jedzenie krótko po południu zapamiętam na długo.
Byliśmy w kilku w pewnej włoskiej restauracji gdzie zwyczajowo zamawiano
pizzę i piwo czyli na P.
Ja też - czyli pomidorową.
Mniaaam; co za cudo pomidorowa u Italiańców! Przetarte świeże pomidory, gęsta
i gorąca i pachnąca ziołami z Toskanii. I jeszcze wkładka czyli kawałek sera.
A przez ten ser to wszystkim było do śmiechu ale nie mnie.
Powstała bowiem gęsta sieć połączeń serowo-nitkowych między zupą a łyżką,
łyżką i gębą oraz gębą a zupą. Ale dobra była...